Polski piłkarz ma szczęście. Do szefów

Gdybym miał wskazać najgorsze mecze obejrzane w tym sezonie, wszystkie czołowe miejsca zajęłyby wykopki piłkarzy reprezentacji Polski. Owszem, w ekstraklasie bywało pokraczniej, ale wtedy rozkojarzałem się, zerkałem już tylko ćwiartką lewego oka, często całkiem przestawałem patrzeć. A kadrze przyglądam się zawsze do ostatniego gwizdka.

W poniedziałek dała wreszcie trochę przyjemności, a potem przed mikrofonami stanął Robert Lewandowski i oznajmił, że nowe idee w grze drużyny się nie sprawdzały, po tandecie odstawionej kilka dni wcześniej na stadionie w Skopje trzeba było wrócić do starych. Nie było to może kategoryczne wotum nieufności wobec trenera Jerzego Brzęczka, ale w jeszcze mniejszym stopniu zabrzmiało jak wotum zaufania. Szczegóły przedstawiłem tutaj, zresztą nasz kapitan od dawna przyzwyczaja nas – i Niemców, w Bayernie zachowuje się identycznie – że bez pardonu recenzuje wszystkich wokół siebie. Zarówno zwierzchników, jak i kolegów z szatni.

Słuchając Lewandowskiego, pomyślałem sobie, że czołowi polscy piłkarze – generalnie, na co dzień – mają cholernie fajną robotę. Pracują u przełożonych nieprzeciętnych.

Taki Mateusz Klich służy pod Marcelo Bielsą. Czołowym awangardystą futbolu, wręcz intelektualistą, bardziej guru niż trenerem –  nasz zawodnik nie awansował z Leeds do Premier League, ale przede wszystkim przeżył niezwykły sezon, pełen przygód i doznań wybitnie niestandardowych, w szatni piłkarskiej występujących rzadko.

Piotr Zieliński i Arkadiusz Milik też mają urokliwie, bo Carlo Ancelotti uchodzi za jednego z najsympatyczniejszych szefów w europejskiej czołówce trenerskiej. Pracował już wszędzie – od Turynu i Mediolanu, przez Londyn i Paryż, po Madryt i Monachium – i wszędzie uwodził podwładnych jako człowiek niespotykanie spokojny, kulturalny, wyzbyty agresji, kochający życie (zwłaszcza to, że trzeba jeść). Aż chce się dla takiego grać.

Wojciech Szczęsny zdążył spędzić dwa sezony z Massimiliano Allegrim, ostatnio szkoleniowcem numer jeden w Italii – a mają tam zatrzęsienie futbolowych mózgów o astronomicznej mocy obliczeniowej, konkurencja jest arcymocna. Wybija się na przykład Maurizio Sarri, który przejmie Juventus za chwilę.

Arkadiusz Reca słuchał przez cały rok natchnionego Gian Piero Gasperiniego, który porwał podwładnych do gry w oszałamiającym stylu, furory w Pucharze Włoch, historycznego i sensacyjnego awansu do Ligi Mistrzów. Opowiadałem tę bajkę tutaj.

Robert Lewandowski wprawdzie wykonuje ostatnio polecenia Niko Kovaca, który nie zyskał na rzie sławy charyzmatycznego lidera, ale napastnik Bayernu miał już okazję rozwijać się pod okiem Jürgena Kloppa i Pepa Guardioli, bodaj dwóch największych obecnie trenerskich indywidualności. Napatrzył się na wodzów z wizją jak mało kto.

Nawet kadrowiczom, którzy biegają kilka pięter pod poziomem Champions League, trafili się szefowie niepospolici. Bartosz Bereszyński i Karol Linetty grają w Sampdorii dla Marco Giampaolo (wkrótce pozna go być może w Milanie Krzysztof Piątek), uznanego wychowawcy wrażliwego na imponderabilia i lubiącego poruszać kwestie etyczne, który potrafił odrzucać lukratywne oferty dlatego, że „godność nie ma ceny” (z Cagliari, pracodawca Cellino nie szanuje trenerów), lub rzucać posady ze względu na nieprzejednaną postawę wobec kibolstwa (Brescia) – zresztą nad jego wyjątkowymi kompetencjami rozpływał się w wywiadzie dla „Gazety” prezes PZPN Zbigniew Boniek. Jan Bednarek spotkał natomiast w Southampton Ralpha Hasenhüttla – nieprzypadkowo obwoływanego „alpejskim Kloppem”, wsławionego wyreżyserowaniem wspaniałego debiutu w Bundesligi drużyny RB Lipsk i w ogóle triumfującego wszędzie, gdzie się zjawi.

Słowem, drużyny narodowej nie tworzy już pokolenie piłkarzy, którzy zakochaliby się w Leo Beenhakkerze od pierwszego wejrzenia tylko dlatego, że przemawia po angielsku, dowartościowuje, dodaje pewności siebie, roztacza blask byłego trenera Realu Madryt. Obecnych reprezentantów Polski, w przeciwieństwie do tamtych z poprzedniej dekady, niełatwo zaskoczyć, niełatwo wywrzeć na nich wrażenie. Oni przyzwyczaili się do współpracy z szefami inspirującymi, nietuzinkowymi, z osobowościami i szerokimi horyzontami. Do przywódców, którzy sporo przeżyli i widzieli. Można nawet rzec, że los kadrowiczów rozpieszcza, obdarowuje nadspodziewanie hojnie – nie wszyscy wyżej wymienieni trenerzy należą do najwybitniejszych, ale wszyscy są „jacyś”, nie znajdziemy wśród nich zwyklaków bez właściwości.

Doprawdy, interesująco mają w pracy nasi piłkarze. W tych wszystkich zagranicznych klubach.

41 myśli na temat “Polski piłkarz ma szczęście. Do szefów

  1. Czy to nie zbyt złośliwa szpila wbita w Brzęczka? Żaden polski trener nie prowadzi w tej chwili poważnego klubu zagranicznego. Brzęczek przynajmniej nie udaje że jest jakimś wybitnym trenerem…

    Polubienie

  2. @Piotr
    Żadna szpila, staram się opisywać sytuację z różnych stron. (Chociaż złośliwym trzeba być, wiadomo).

    @Gawlox
    Ej, no ale tu było, że prawie. Zmieniłem na furorę, będzie klarowniej. Poza tym muszę gdzieś uciec, za duży pęd ostatnio.

    Polubienie

  3. W Polsce to robota rotacyjna, więc trenerów oceniać tak można jak meczowych zmienników: – „grał zbyt krótko, żeby go można było ocenić”.
    Za to wszyscy kibice wiedzą, że mamy znakomity program szkolenia trenerów i coraz większą liczbę trenerów przeszkolonych na najwyższym poziomie.

    Polubienie

  4. @Piotr
    Znaczy się fakt nie udawania kogoś ma być okolicznością łagodzącą ocenę umiejętności?
    BTW to jest raczej szpila nie w kierunku selekcjonera. Przecież on sam siebie nie zatrudnił.

    Polubienie

  5. W poniedziałkowy wieczór polscy piłkarze mieli też szczęście do rywala – który zaskakująco luźno potraktował kwestię pressingu, co spowodowało, że mecz wyglądał tak, a nie inaczej (wiadomo, że jak się naszym zostawi miejsce do grania, to mają kim skaleczyć).
    Dlatego w cielęcy zachwyt po tym efektownym 4-0 lepiej nie wpadać.

    Polubienie

  6. Oj Brzęczek, słabo na razie, słabo.
    Tylko 12 punktów w 4 meczach i bilans bramek ledwie 8:0.
    Ty weź coś z tym chłopie zrób, poszerz horyzonty, coś pogadaj o etyce, bądź wrażliwy na imponderabilia. W ogóle weź się za siebie, wyindywidualizuj się, bądź wizjonerem i guru.
    Porwij wreszcie podwładnych swoją charyzmą i niebanalną osobowością.
    No bądź jakiś !

    Polubienie

  7. Ha, ha, no właśnie. Chyba te przedwczesne upały zaszkodziły narodowi, bo chyba myśli, że właśnie przegraliśmy do zera czwarty mecz z rzędu…
    Mnie się podoba, że nie tracimy bramek, bo właśnie to daje nadzieję, żę jest jakaś szansa przeciwstawić się czołówce.
    A Brzęczka zaczynam lubić po tym, jak podsumował Rybusa, tego pieszczocha mediów, który jest tak dobry w ataku, że wg oficjalnego bilansu (czyli bez Gibraltaru i Korei) w 51 meczach ma 2 gole (a Liechtensteinem i Kanadą) i 2 asysty. Zresztą, jak ktoś mówi, że nie rozumie taktyki, to jak ma grać? W sumie to w tej mizerii, jaką mamy na skrzydle, sam myślałem o tym, że może by tam zagrał, i pewnie gorzej, niż Frankowski by nie wypadł, ale jak są inne opcje, to dobrze.
    Z kolei Kędziora nie wiedzieć czemu jest na drugim biegunie – facet regularnie grający w mocnym klubie, a traktowany, jakby grał w najlepszym razie gdzieś na jakimś Cyprze…

    Polubienie

  8. Wszystko wyjdzie w praniu, czyli na ME, gdzie takiego nagromadzenia folkloru nie napotkamy i już w grupie będzie co najmniej jeden mocny rywal.

    Polubienie

  9. @GP
    Bo „najbardziej podobają nam się filmy, które już widzieliśmy”. A niektórzy to nawet im dłużej oglądają, to podobają im się nawet bardziej. I wszyscy mamy swoich „pieszczochów”; – media, my kibice, eksperci, sponsorzy i firmy reklamowe.
    I przy braku profesjonalnej rywalizacji przebić się przez to jest niezwykle trudno. Trzeba mieć dużo fartu, żeby się najpierw załapać na wynalazek, a potem na „pieszczocha”. Ale później to już żyć nie umierać. Można grać bez względu na bieżący stan zdrowia i formę, aż do całkowitego sportowego stetryczenia.

    Polubienie

  10. Właśnie Ekwador zasłużenie ograł w meczu o brąz na U-20 naszych pogromców Włochów. A ja nie mogę się oprzeć refleksji, że gdyby tak zabrać im paszporty i nie wypuścić do domu, to nasza liga mogłaby mieć z nich wiele pożytku. Więcej niż z corocznych „udanych” transferów.
    P.S.
    Ballada naszego Barda o Piątku może się podobać.

    Polubienie

  11. Ciężki jest żywot fana piłki kopanej nad Wisłą, dziennikarza sportowego również. Bo tutaj zawsze, jak wiemy, nie ma środka: albo jesteśmy mistrzami wszechświata (dzięki kilku piłkarzom oraz głównie selekcjonerowi), albo patałachami grającymi totalny piach (przez kilku piłkarzy oraz głównie selekcjonera).

    Brzęczek na razie ani niczego specjalnego nie wygrał, ani nie przegrał. Jego krytyka pewnie jest jakoś tam uzasadniona, na pewno jednak bardzo modna i uwielbiana przez tłumy. Chciażby dlatego, że dobrze on prezentuje się na memach 🙂

    Niemniej jak czytam i słucham tych mniejszych lub większych szpileczek, to nie mogę się opędzić od anegdoty, którą przytaczał bodajże Kowalczyk (cholera wie, czy prawdziwą, nie wiem nawet, czy tak to szło, poprawcie, Koledzy, w razie czego): Druga kadencja Piechniczka. Analiza gry reprezentacji na jakimś zgrupowaniu, zachwycony trener omawia bardzo dobrą grę biało-czerwonych w przegranym 2:1 meczu na Wembley w 1996. Wywód przerywa Kowal z tekstem „no ok, super, ale …, Panie Trenerze, to ile tam w końcu było??”

    @22DREXLER – piękne!

    Polubienie

  12. Ukraińcy pokazali to wszystko, czego nie umieją ich rówieśnicy znad Wisły.
    To tak niedaleko, ledwie po drugiej stronie granicy i też Słowianie – a różnica we wszystkich elementach gry, jakby byli z drugiego końca świata.

    Polubienie

  13. Piłkarsko to chyba już nie drugi koniec, ale trzeci świat, który współtworzymy, bo tradycyjnego w piłce już nie ma.
    Koreańczykom też nic odebrać nie można. Wczorajszy mały finał stał nawet na wyższym poziomie niż dzisiejszy, a Ekwador wygrał bo Włosi byli bezradni pomimo, że pokazali wysoką jakość. Półfinały, ćwierć, w ogóle cały turniej (oczywiście nie wszystkie mecze widziałem) stał jak dla mnie na zaskakująco wysokim poziomie (słabe mecze to mniejszość). To była dorosła piłka, momentami aż trudno było uwierzyć, że grają młodzieżowcy.
    A jutro zaczynają 21-latkowie. Pewnie znowu będzie co oglądać.
    P.S.
    Kowal trafił w dychę (też tak tę anegdotę słyszałem)! Narracja o piłce to horror, a selekcjonerzy walczą w nim o palmę pierwszeństwa nawet z nami kibicami. W zasadzie jedyny, którego pamiętam, że się dał słuchać to Kazimierz Górski. Być może dlatego, ze dał nam niesamowite przeżycia, a czas zatarł złe momenty. A może też dlatego, że w sytuacjach trudnych ratował się bon motami w stylu: – jesteś taki jak twój ostatni mecz, każdy mecz można przegrać, wygrać lub zremisować, piłka jest okrągła a bramki są dwie, itd, itp.

    Polubienie

  14. Metodologią jaką tu koledzy prezentujo, to idzie udowodnić że Najman to w sumie niekulawy bokser, bilans 15/6 wszak nie jest wcale zły. No wincyj wygrywa, to dobry jest.

    Polubienie

  15. Może mniej by przegrał, gdyby to nie była klatka i można było z niej dać dyla.
    Taką ma w każdym razie minę, kiedy do niej wychodzi, jakby o niczym innym nie marzył.
    Zupełnie inny człowiek, niż na konferencjach i w wywiadach – kiedy faktycznie jest groźny.

    Polubienie

  16. Widzę, że zaistniały dwie opcje – albo notka krytykuje Brzęczka, albo Bońka, że go zatrudnił. Niesłychane, że nawet pomimo braku jakiegokolwiek zdania recenzującego pracę selekcjonera (przytaczam tylko perorę Lewandowskiego), wciąż trzeba ustalić, kto został zaorany. A może by, choćby tylko dla higieny, wyczytać jeszcze trzecie? Na przykład: opisuję rzeczywistość, nową rzeczywistość, w której prawie wszyscy czołowi piłkarze robią pod wyjątkowymi szefami, więc zapewne trudno im „dogodzić”. Każdemu byłoby trudno, nie tylko JB. Kurde, niepojęte. Mam wrażenie, że jest jakaś ogólna potrzeba, żeby każdy tekst był opinią, koniecznie silną opinią, żeby dawał komuś wielkiego plusa albo wielkiego minusa, a jeśli autor pójdzie inną drogą, to czytelnik sobie dopisze;-)

    A jak oceniam trenera, to zupełnie inna historia.

    Polubienie

  17. Jeżeli ktoś nie ogląda naszych młodzieżowców z Belgami, to ma czego żałować. Na to da się patrzeć!
    No i ten Żurkowski… – może mu trochę „zejszło” jak Domarskiemu na Wembley (tylko noga lewa nie prawa) ale tylko na tyle żeby zmylić bramkarza, a jeszcze zmieścić się w świetle bramki. Brameczka wyszła paluszki lizać.

    Polubienie

  18. Przy okazji ME U-21 – ktoś tu niedawno wydziwiał na frekwencję mundialu U-20 w Polsce, a na przykładzie meczu Polska – Belgia granym niczym trening, przy pustych trybunach widać, że wcale nie było źle.

    Polubienie

  19. Czegoś takiego się nie spodziewałem nawet zamieszczając komentarz w przerwie, chociaż od początku zaskoczeń nie brakowało. Już ustawienie 4-3-3 wbrew ustaleniom naszej myśli budzić musiało zdziwienie. A później… – polski piłkarz śmiało wchodzący w drybling, grający piłką, zdobywający teren wymianą krótkich podań i nawet nie cofnęli się do obrony korzystnego wyniku. No i końcowy wynik.
    Gratulacje za całokształt!
    P.S.
    @Rafał
    Nadal uważam tak jak w trakcie LN, że Brzęczek ma prawo eksperymentować. I nie musi się to podobać piłkarzom przyzwyczajonych przez pięć lat do gry jednym schematem i niemal identycznym składem.
    @Antropoid
    Przyznaję się bez bicia.

    Polubienie

  20. Ja w ramach korekty obywatelskiej.
    „trzeciego miejsca w lidze angielskiej (tylko uczestniczącymi w wyścigu wszech czasów Manchesterem City i Liverpoolem)”
    „W ustępującym trenerze Massimiliano Agnellim mieli pragmatyka”

    PS. Dobry tekst.

    Polubienie

  21. Biorąc pod uwagę możliwości, to i tak zrobili wynik grubo ponad stan. W sytuacji, kiedy coraz więcej nacji ucieka nam ze szkoleniem za horyzont, komplet punktów po 2 meczach w takiej grupie niemal zakrawa na cud. Nawet jeśli skończyło się klapą.
    Dzisiejszy wynik te różnice szkoleniu już w pełni pokazał, choć mam wrażenie, że naszym zwyczajnie siadły baterie, trzeciego tak intensywnego meczu w krótkim odstępie po prostu już nie dali rady pociągnąć.
    Mimo to reprezentację U-21 Michniewicza można ocenić pozytywnie, choć chyba mało kto się tego spodziewał po jego nominacji.

    Polubienie

  22. Może nawet bardziej rozmiarów(to jednak porażka różnicą pięciu bramek). Być może największym fartem polskiej piłki nożnej w wydaniu reprezentacji ostatnich lat jest nietrafienie na Hiszpanów w meczach o punkty. Czy to na mistrzostwach świata i Europy, czy ostatnio w Lidze Narodów- z La Furia Roja biało-czerwoni nie zagrali.

    Polubienie

  23. „Naszym zwyczajnie siadły baterie” – to najlepiej oddaje to co wczoraj widzieliśmy.
    I tylko nie mam pewności czy to bardziej fizyka, czy głowa?
    Biorąc pod uwagę, że wczoraj od pierwszych minut brakowało im tej szybkości/dynamiki/determinacji w realizacji zadań, którą imponowali w poprzednich meczach, myślę, że to jednak głowa. Chyba zbyt bardzo nastawili się na rozłożenie sił na cały mecz, przez co oddali pole Hiszpanom a po drugiej straconej bramce było pozamiatane.
    Oczywiście Hiszpanie są drużyną lepszą, ale być może też zgubiła naszych gwarancja awansu po uzyskaniu remisu. Kolejny raz potwierdza się teoria, że jeżeli chcesz uzyskać sukces z lepszym rywalem, musisz wyjść z nastawieniem na wygrać, a będzie to, co będzie. Tylko nielicznym udaje się wyjść na remis i cel zrealizować.
    Jednak nawet po wczorajszym meczu Euro 2019 naszych młodzieżowców, występ drużyny „spaślaka – żartobliwie nie złośliwie, należy ocenić bardzo pozytywnie. Jak zwykle trafnie spuentował go Rafał w pomeczowym felietonie.
    I gdyby tak jeszcze „nasza myśl” potrafiła zrezygnować z podziału na reprezentantów i dublerów, przestała grać ledwo zrehabilitowanymi i piłkarzami pod formą żelaznego składu a zdecydowała się na grę tymi, którzy są w optymalnej dyspozycji, to może tych radośniejszych chwil mielibyśmy więcej. Piłkarzy, których nie musimy się wstydzić, mamy więcej niż jedenastu.

    Polubienie

  24. Ja tam myślę że te 5 goli to i tak niski wymiar kary.

    Już sama bytność na turnieju była ponad stan, nie zgodzę się też co do Michniewicza – biorąc pod uwagę nasze nadwiślańskie warunki dla klubowych trenerów, jego dorobek przemawiał za nim, aniżeli przeciw.

    Polubienie

  25. Ja tylko o tym napisałem, mając na myśli kontrowersje wokół niego, natomiast sam jego nominacji nie krytykowałem, bo mimo tych kontrowersji uważam go za jednego z lepszych trenerów na ubogim polskim poletku.

    Polubienie

  26. @Otwojastara
    Faktycznie z przebiegu meczu mogłoby być nawet więcej niż 5. Natomiast obecność na turnieju ta drużyna w pełni zasłużenie wywalczyła z silnymi rywalami. I co więcej… – na turnieju potwierdziła w dwóch meczach , że potrafi wygrywać z bardzo silnymi rywalami, nawet jeżeli w meczu to rywale pod wieloma piłkarskimi aspektami ją przewyższali. Tego zabrakło wczoraj, co było widoczne od pierwszego gwizdka.
    I nie przekonują mnie tłumaczenia, że pierwsze mecze kosztowały drużynę zbyt wiele sił. Takie alibi „kupiłbym”, gdyby po dobrym początku gra siadła i rozbici zostalibyśmy w końcówce. Hiszpanie też niczym specjalnym nie zaskoczyli. Grali to, co o ich piłce wszyscy doskonale wiedzą. A my im w tym nie przeszkadzaliśmy. Co więcej, głęboko się cofając od pierwszej minuty wręcz im to ułatwiliśmy, oddając bez walki środek przed własnym polem karnym.
    Nie twierdzę, ze wczoraj mogliśmy z Hiszpanami wygrać, czy zremisować. Myślę jednak, że ten mecz mogliśmy rozegrać lepiej.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s