Drużyna 30-lecia wolnej Polski. Plebiscyt

Tak się niefajnie składa, że akurat polska piłka na transformacji ustrojowej straciła – nie ona jedna, jak wiadomo – ale to nie znaczy, że odkąd runęła komuna, jako kibice nie doświadczyliśmy niczego ekscytującego. Doświadczyliśmy. Aż się dziwię, że media sportowe nie wytrysnęły plebiscytami, które pozwoliłyby powspominać, nasze przeżycia zhierarchizować, ponownie uhonorować bohaterów.

Dlatego postanowiłem przynajmniej na niszowym blogu ogłosić głosowanie na drużynę 30-lecia. Nakazuje to zrobić nawet zwykła przyzwoitość, skoro niedawno wybieraliśmy tutaj – również wspólnymi siłami, w głosowaniu – obciach wszech czasów. „Zatriumfowało” wówczas osławione 0:1 z Łotwą, zresztą wbrew moim oczekiwaniom, za bezapelacyjnego faworyta uważałem bowiem minimalne zwycięstwo nad San Marino, odniesione dzięki haniebnemu ruchowi ręką Jana Furtoka.

Tamten plebiscyt obejmował tylko futbol reprezentacyjny, ten obejmuje wszystko, także rywalizację klubów. Maszynkę do głosowania znajdziecie pod tekstem, ja tylko zaproponuję kandydatury, które wprawdzie wyselekcjonowałem sam, ale wierzę, że zostaną uznane za nieprzesadnie kontrowersyjne. Podaję je w kolejności alfabetycznej, z autorskim komentarzykiem.

1) Olimpijska reprezentacja Polski 1992, trener Janusz Wójcik. Pisałem przed kilkoma dniami, że tamtą zmitologizowaną drużynę czcimy, zamykając oczy na specyficzne okoliczności. Na igrzyska w Barcelonie awansowała dość przypadkowo, pomimo 1:6 w rozstrzygającym dwumeczu z Danią, a już na turnieju odbyła podróż wybitnie egzotyczną, w półfinale rozbijając Australię, w ćwierćfinale eliminując Katar, w fazie grupowej wygrywając z Kuwejtem i remisując z USA. Pokonała zaledwie jednego budzącego respekt rywala – Włochy. Co więcej, przyszłość niejako potwierdziła, że olimpijscy herosi potencjał mają ograniczony, bo w seniorskiej kadrze osiągnęli niewiele graniczące z niczym.

Na igrzyskach jednak Polaków porwali – kopali odważnie, radośnie i bezkompromisowo, w finale ostro awanturowali się z gospodarzami, dali czadu w drugim meczu. On utkwił mi w pamięci na zawsze. Włosi uchodzili za głównych faworytów do złota, a tu w piątej minucie po lewym skrzydle sunie – przez całe boisko, jak Roberto Carlos w szczytowej formie! – lewy obrońca Marek Koźmiński. Dośrodkowuje, wolejem piłkę pakuje do siatki Andrzej Juskowiak. Poczuliśmy, że może być pięknie…

2) Legia Warszawa 1995-96, trener Paweł Janas. Przyjechałem tamtej jesieni do stolicy, żeby studiować (wersja mniej oficjalna, za to prawdziwsza: ślęczeć całymi dniami w Iluzjonie), a na Łazienkowską akurat przylatuje mistrz Anglii (Blackburn), wizytę składu z okazji Ligi Mistrzów (czy raczej zalążka obecnej Ligi Mistrzów), posłusznie obrywa (0:1), no i jeszcze gola w wbija mu Jerzy Podbrożny, w moim licealnym towarzystwie futbolowym uchodzący nie wiedzieć czemu za napastnika safandułę (że niby sporo knocił, kiedy starczało przyłożyć nogę). Warszawska ekipa nie wprawiała w uniesienie, zapamiętałem raczej graczy nieprzejednanych, którzy nie pękają przed nikim, można by ich bez strachu wypuścić na klasycznie stereotypową bijatykę w Premier League z dawnych czasów. Nasz ostatni

3) Wisła Kraków 2002-03, trener Henryk Kasperczak. Polska drużyna mojego życia. Nowoczesna i rozenergetyzowana, rozwalająca Parmę i Schalke, wbijająca na wyjeździe trzy gole Lazio, sprawiająca wrażenie zdolnej bić się na całego z każdym rywalem w Europie. Z Maciejem Żurawskim w ataku –widziałem w nim piłkarza niemal kompletnego i żyłem w przeświadczeniu, że podołałby wszędzie, nawet czołowych klubach. I z Kalu Uche na skrzydle – do dzisiaj moim ulubionym obcokrajowcem, jaki pojawił się w tzw. ekstraklasie. Na rodzime boiska wychodzili wiślacy jak na podwórko z dawno ustaloną hierarchią, gdzie nikt nie miał prawa nawet pisnąć, wychodzili bawić siebie i nas, zawsze po pełną pulę. W meczu strzelali przeciętnie 2,5 gola. To nie tylko rekord wolnej Polski, po wyższą skuteczność musielibyśmy cofnąć się do początku lat 60. i fajerwerków Górnika Zabrze.

4) Reprezentacja Polski 2006-07, trener Leo Beenhakker. Nad tą kandydaturą wahałem się najdłużej, cenię w niej nie tyle bezwzględną klasę sportową, co zdolność holenderskiego selekcjonera do wyciśnięcia maksimum z minimum – czerpał zasobów ludzkich uboższych niż jakikolwiek poprzednik i następca. Ale fantastyczne 2:1 nad Portugalią było jednak wystrzałem dekady, stylowo atrakcyjniejszym nawet od późniejszego triumfu nad Niemcami. No i historyczny awans na Euro!

5) Reprezentacja Polski 2014-16, trener Adam Nawałka. W alei gwiazd to moja druga najjaśniejsza, po przywołanej wyżej białej z Krakowa. I pochodzi z przeszłości zbyt bliskiej, żebym obszernie objaśniał tutaj, dlaczego zasługuje na hołdy, to sprawa zbyt oczywista. Jej wspomnienie wzbudza we mnie melancholię, bo nie umiem uciec od podejrzenia, że ostatnie mistrzostwa Europy – czyli kulminacja tego rozdziału historii naszego futbolu – były turniejem niepowtarzalnym, że nigdy już tak perfekcyjnie przygotowanej (materace!) i wykonanej misji reprezentacji Polski nie doświadczę.

6) Młodzieżowa reprezentacja Polski 2018-19, trener Czesław Michniewicz. Pozbawiona błysku i rozpalających wyobraźnię indywidualności, choć Krystian Bielik dokonał wyczynu niebanalnego – jako obrońca wbijał kluczowego gola w trzech kluczowych meczach, i to w trzech z rzędu, strzelił mianowicie w barażowym rewanżu Portugalii (na 1:0, ożywił nadzieje na awans), potem Belgii (na 2:1, nasi poczuli moc), aż wreszcie Włochom (1:0, zwycięski). Wdzięku ten zespół nie miał, przelewał za to krew, pot i łzy, stała też za nim chłodna, sensowna kalkulacja. Spełnił mój sen o polskiej drużynie koszmarze dla pięknoduchów, umiejącej sprowokować skowyt o zarzynaniu futbolu i przeciwstawiać się rywalom ewidentnie lepszym. Z czego też się już spowiadałem, w poniedziałkowym felietonie.

A teraz poproszę o głosowanie (potrwa tydzień, ależ jestem ciekawy wyników!). I ewentualne wzbogacenie go o komentarz na forum, i o ewentualne upomnienie się o superdrużyny zignorowane, może nawet zmasakrowanie blogera za skandaliczną stronniczość lub dziurawą pamięć. Do dzieła!

54 myśli na temat “Drużyna 30-lecia wolnej Polski. Plebiscyt

  1. @ALP

    Ja do Strejlaua nic nie mam. W sumie od niego najmniej – jeśli w ogóle – słyszałem tych bajań typu: „50-60 lat temu…” itp. Zawsze mi się jawił jako dość trzeźwo myślący gość.

    Polubienie

  2. Redaktorze, jak Cię cenię tak nie wybaczę braku Widzewa Smudy z czasów gry w LM. No ta drużyna była jednak lepsza piłkarsko od Legii Janasa, zresztą miała chyba 4 piłkarzy co grali rok wcześniej w Warszawie. Ok, Legia wyszła z grupy a Widzew nie, ale grał z BVB i Atletico i chyba Steauą. To jednak poziom wyżej niż Blackburn, Spartak i Rosenborg.
    Dla mnie kibica Legii to ta drużyna była piłkarsko najlepsza w wolnej Polsce. Wygrali na pewno najlepszy mecz ligowy w III RP, czyli sławne 2-3 na Ł3 o tytuł mistrza chyba w 95 r. 3 gole w 5 minut na boisku rywala. Takiego team spirit nie miała żadna drużyna. No i sławne Turku kończ Pan ten mecz.
    Ale co tu robi repra U-21? Serio za te 2 lub 3 mecze?
    No i dlaczego nie ma Legii 1991 z PZP? Półfinał europejskiego pucharu i wyeliminowanie Sampdorii co została Mistrzem Italii i za rok zagrała w finale LM z Drewna Teamem Cruyffa? Wystrzał talentu Kowala.
    Z wybranych przez Pana drużyn bezapelacyjnie tylko Wisła Kasperczaka, choć pamiętajmy, że to były tylko mecze w PUEFA, a nie LM.

    Polubienie

  3. @Lehó
    Co do tamtego Widzewa, to jeśli był gorszy od tamtej Legii (nikt z nas nie wie, czy jej mistrzostwo z 1994 jest sprawiedliwe), to bardzo niewiele. Co do tamtej Legi, to zgadzam się w całej rozciągłości i przyznaję, że kompletnie o niej zapomniałem. A przecież nikt z nas nie dożyje polskiego klubu, który zabawia się w rozgrywkach, w których zostały jeszcze tylko Barcelona, Manchester United i Juventus.

    Polubienie

  4. Zresztą ćwierćfinał Legii Warszawa w Lidze Mistrzów z 1996 r. to ostatni ćwierćfinał polskiego klubu w europejskich pucharach. I patrząc na poczynania polskich klubów na arenie międzynarodowej(o których wypada jedynie milczeć)-to wynik nie do powtórzenia.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s