Icardi, mobbing i piłkarze niesprzedawalni

To było lato transferowe w europejskim futbolu przedziwne. Wielcy gracze stali się zbyt wielcy, żeby ich przesunąć.

Dawno, dawno temu pełną władzę nad piłkarzem trzymał klub, który nawet po wygaśnięciu kontraktu żądał pieniędzy za zgodę na jego grę u nowego pracodawcy. Gdy jednak w 1995 roku weszło w życie prawo Bosmana, układ sił zaczął się zmieniać – piłkarz stopniowo potężniał, przystawał na coraz wyższe prowizje dla swoich agentów, obrastał skomplikowaną siecią finansowych zależności i zobowiązań. Aż wylądowaliśmy w osobliwej teraźniejszości. Osobliwej dlatego, że zniewolone mogą czuć się obie strony.

Kategorię supergwiazdora „niesprzedawalnego” zaproponowałem w niedawnym felietonie do „Gazety”, dzisiaj – z okazji zamknięcia okna transferowego – chciałbym temat rozwinąć.

Neymar, najdroższy piłkarz w dziejach futbolu, próbował zbiec z Paris Saint-Germain, gdzie nikt by po nim nie płakał. Ani mający wyżej uszu jego fochów szefowie klubu, ani kibice – dzielący się na zwykłych stadionowych bywalców, którzy go nie lubią, oraz ultrasowskich radykałów, którzy go lżą. Negocjacje ciągnęły się przez całe wakacje, bez skutku. Brazylijczyk zostaje.

Gareth Bale, najhojniej opłacany supergwiazdor Realu Madryt, też usłyszał, że jest zbędny. Trener wygłosił klarowny komunikat, sytuacja była aż nazbyt jasna. Ale piłkarz protestował; pogroził, że w razie konieczności wytrzyma w rezerwie i będzie osładzał sobie życie spacerami po polach golfowych; strony nie zdołały znaleźć nikogo, kto przejąłby jego pensję. Walijczyk zostaje, zresztą gra na razie wyśmienicie.

Paul Pogba, najhojniej opłacany zawodnik Manchesteru United, też wyrywał się w świat. I też powiedział, jakie ma zamiary, tak wyraźnie, że wyraźniej się nie da. Ale jest bezcenny marketingowo, więc złamać jego przełożonych mogła tylko kosmicznie atrakcyjna oferta. Nie napłynęła, choć zainteresowanie wykazywał kasiasty Real, a zwłaszcza trener Zinedine Zidane. I Francuz również zostaje.

Alexis Sanchez – otrzymywał drugą najwyższą pensję w Manchesterze United, rewanżował się grą przewlekle bezbarwną – ostatecznie został wypchnięty, ale tylko dlatego, że obecny klub zgodził się na daleko idące ustępstwa. Nie dość, że Chilijczyka do Interu Mediolan jedynie wypożyczył, to jeszcze będzie mu wypłacał ze swojego budżetu aż 7 z 12 mln euro rocznej pensji… I w tym przypadku zatem nie udało się zawodnika uważanego za balast całkiem pozbyć, zainteresowani usiądą ponownie do stołu negocjacyjnego po sezonie.

(Z opcji „wypożyczenie” kolejny raz skorzystał również Bayern, który po udanej próbie z wyjęciem z Realu Madryt kosztownego w utrzymaniu Jamesa Rodrígueza na podobnych warunkach przyjął od Barcelony kosztownego w utrzymaniu Coutinho. Metoda wygląda na bardzo sensowną, zgrabnie wpisuje się w opinię o menedżerach monachijskiego klubu działających racjonalnie i spokojnie, na przekór szaleństwom konkurentów z całej Europy. Nie ma znaczenia, do kogo formalnie należy piłkarz, ważne, że gra dla nas, choć nie wyrzuciliśmy nań dziesiątek milionów euro).

I wreszcie Mauro Icardi, najhojniej wynagradzany w minionych latach piłkarz Interu Mediolan. Dwukrotnego króla strzelców ligi włoskiej wykopywano z klubu ze szczególną bezceremonialnością, aż ten wniósł pozew, oskarżając pracodawcę mobbing. Treść zarzutów relacjonował prawnik Argentyńczyka: jego klient został usunięty z zawierającej wszystkich członków drużyny seniorów grupy na WhatsAppie; na treningach rozgrzewał się z kolegami, ale ćwiczyć musiał już osobno; nie pozwalano mu brać udziału w zajęciach taktycznych z napastnikami; stracił koszulkę z numerem „9”, choć „w minionych pięciu sezonach strzelił 124 gole”; nie zapraszano go na sesje zdjęciowe i kampanii reklamowe z udziałem wszystkich graczy Interu.

Były kapitan mediolańczyków – opaskę nosił kapitana jeszcze wiosną, został zdegradowany – uznał, że jest w oczywisty sposób dyskryminowany, i zażądał przywrócenia, by tak rzec, pełnych praw pracownika (oraz 1,5 mln euro odszkodowania, czego w takich przypadkach wymagają przepisy). Wydał szefom wojnę, która mogłaby przebiegać pasjonująco, ale prawdopodobnie w jakimś stopniu, pomijam tutaj względy ambicjonalne, nie wygrałby jej nikt. On pozostałby uziemiony, choć w wieku 26 lat powinien raczej myśleć o osiągnięciu życiowej formy, natomiast Interowi groziłoby, że po sezonie straciłby rebelianta bez otrzymania żadnej kwoty odstępnego. Gdyby bowiem Icardi nie wystąpił w przynajmniej 10 procentach oficjalnych meczów, miałby prawo wnieść o anulowanie kontraktu.

Ostateczności udało się uniknąć w ostatniej chwili. Kilka godzin przed zamknięciem okresu transferowego Argentyńczyk zaakceptował propozycję Paris Saint-Germain, umówiono się naturalnie na wypożyczenie. Kolejny tzw. piłkarz kontrowersyjny – jeśli wolno mi użyć epitetu możliwie najdelikatniejszego – wejdzie więc do szatni, którą rozsadza ego sfrustrowanego i rozkapryszonego Neymara, w której od zawsze brakuje ducha wspólnoty, w której królują anarchia i kultura każdy-sobie-rzepkę-skrobie. Nie wiem, czy to zwiastuje dalszą eskalację przygód piłkarzy niesprzedawalnych, ale cały obyczajowy krajobraz futbolu wyższych sfer aż krzyczy, że patrzymy na terytorium coraz silniej skażone, zamieszkiwane przez osobników pertraktujących z pianą na ustach.

Pomyślcie: fantastycznie wyszkolony, młody i fantastycznie zdrowy sportowiec, któremu fantastyczne kluby fantastycznie płacą za codzienne zabawy z piłką na równiutko przyciętej trawie, który rozgrywa fantastyczne mecze na fantastycznych stadionach i któremu otoczenie nieba przychyli, nałoży pastę i przytknie do zębów szczoteczkę, byle tylko mógł skupić się wyłącznie na trenowaniu i zwyciężaniu. Żyć nie umierać. A przecież relacjonowane przez całe wakacje, niemal minuta po minucie, wydarzenia na wokółboiskowym targowisku sugerują raczej, że wokół przywołanych wyżej gwiazdorów krąży zbyt wiele jadowitych emocji. Jednych uwięziły dokumenty, które własnoręcznie podpisali, innym oznajmiano, że są niechciani, wszystkim może niekiedy przychodzić do głowy, że gdzie indziej byłoby fajniej.

PS Dla abonentów „Gazety” albo chętnych do zostania abonanentami (serdecznie zapraszam!) wklejam jeszcze link do coponiedziałkowego felietonu – o tajnym planie Legii, który właśnie wyszedł na jaw.

20 myśli na temat “Icardi, mobbing i piłkarze niesprzedawalni

  1. Brak jakieś normalizacji i regulacji relacji zawodnik-klub. Z jednej strony klub nie powinien mieć możliwości traktowania piłkarzy jak g… jak to było niegdyś i jak czasem kluby maja ochotę obecnie. Czasy sprzed Bosmanowej rewolucji nie powinny nigdy wrócić, a trzymanie piłkarzy w lidze do 30-ki jak to było w PRL-u czy zmowa pensjowa właścicieli Angielskich klubów z lat 60-tych to niekwestionowana i niedopuszczalna patola.

    Z drugiej, kiedy piłkarz przekracza granicę profesjonalizmu, że uzasadnionym staje się chęć pozbycia się go, niezależnie od jego własnych chęci i planów? Ustalmy, za dobrą grę, nikt nie chciał Bale’a i Icardiego wyrzucić. W wypadku Icardiego, a raczej tego jego toksycznej żony, mamy do czynienia z naruszeniem interesu klubu i wywieraniem presji – zrobiła Nara przedstawienie, ze niby Icardiego chcą w Realu, Barcelonie CIty i w ogóle wszędzie, dejcie pensje, a okazało się że nie chcą go w sumie nigdzie, i za łachę PSG, mające cały atak kontuzjowany, bierze go ostatniego dnia okna na wypożyczenie.

    W wypadku Bale’a, sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana. Z jednej strony, piłkarz nie odpowiada za to jaki kontrakt sobie wynegocjował, i nie należy go najeżdżać że zarabia tyle a tyle, albo tyle kosztował, to musi tyle gol i asyst zapewniać. Nie, to w gestii klubu jest, a jeśli klub „przepłacił” to klub ponosi za to odpowiedzialność nie piłkarz. Szczególnie gdy nie ma podstaw by zarzucać brak profesjonalizmu, jak to było z Kaka. W wypadku Bale’a nie ma mowy o jakimś nie stawianiu się na treningach, imprezowaniu, nieprofesjonalnym prowadzeniu się. Są urazy, ale nie można powiedzieć by Bale do nich dążył, zresztą mnogość urazów, od lat jest ogólnie problemem Realu, nie tylko Bale’a, nawet jeśli u niego widać to najbardziej. Zdecydowanie można Garetha krytykować za niechęć do adaptacji – czyli nauczenia się języka. Tylko ponownie wkraczamy na trener bardzo subiektywny, czy piłkarz ma grać, czy jeszcze gadać i kumplować się ze wszystkimi, by być profesjonalistą?

    Sam raczej broniłem Bale’a przez większość jego pobytu w Realu, facet bez szemrania zmienił pozycję, na życzenie trenerów, i dawał z siebie sporo gdy był zdrowy i w formie, czepiałbym się tylko lenistwa w obronie, małej asekuracji dla Carvajala. Sporo zmieniły pozy z ostatniego sezonu, gdy Bale odepchnął Vasqueza, który chciał z nim celebrować bramkę, to było ultra słabe i totalnie nieprofesjonalnie. Dołożył swoje Carlo Ancelotii, który miał stwierdzić, że to właśnie przez Bale’a Realu wyleciał – agent Walijczyka miał latać na skargi do Pereza, że Bale chciałby grać w środku, lepiej by się tam czuł. Faktycznie, następca Anczelota, Rafa Benitez, ustawiał Bale’a w środku. Mam odczucie, iż takie działanie, jest już przekroczeniem pewnych norm, i chciałem by Bale odszedł. Został, a grą się broni, byłaby to iście przewrotna historia, gdyby po nieudanym poprzednim sezonie i wypchaniu, miał poprowadzić Real do sukcesów. Ale poczekajmy, poprzedni sezon też zaczął dobrze, a wyszło jak wyszło.

    Konkluzja jaka mi wypada, to że z klubami jest z grubsza w porządku(pewnie znajdą się wyjątki) i z piłkarzami wbrew pozorom jest w porządku(pewnie i tu znajdą się wyjątki). Problemem są: Wanda Nara, Jorge Mendes, Mino Raiola, Jonathan Barnett(włąsnie agent Bale’a), Neymar senior, Cezary Kucharski etc. cała ta banda pijawek, zdolna podburzać zawodników, mącić w szklance wody, byle tylko prowizje się zgadały – nic to że spie***lę karierę mężowi/synowi/”przyjacielowi”, hajs ma się zgadzać. Szczerze, to chciałbym aby zdelegalizowano tę funkcję, albo żeby agenci nie mogli dostawać oficjalnych prowizji od transferów – niechaj ich klienci, piłkarze, im płacą, jeśli chcą, ale od pieniędzy jakie są przedmiotem transakcji na linii klub-piłkarz, a szczególnie klub-klub to wara.

    Może czegoś nie dostrzegam, i z perspektywy agentów, ich praca jest niezbędna i nadzwyczaj pomocna, może. Ale to radbym się dowiedzieć – dlaczego.

    Polubione przez 1 osoba

  2. @Tajny plan Legii

    Ten „tajny plan Legii” przepiękny jest, choć mi żal Kulenovica, którego wszyscy wyśmiewają, tym bardziej, że to zdolny chłopak (pamiętam go jeszcze z młodzieżowej Ligi Mistrzów parę lat temu), a w meczu z Rangersami w Warszawie prezentował się dobrze, choć szkoda, że w w drugiej połowie nie wszedł Caritos albo Niezgoda. Zakładam, że przejdzie do tego Dinama, które zdaje się weszło do Ligi Mistrzów i jeszcze pokaże. I jeszcze wszyscy się będą dziwić, a potem żałować. Pociągnę jeszcze dwa zdania o Legii, choć pewnie powinienem był pod wcześniejszym którymś wpisem, przepraszam, że tak późno. Moim zdaniem nie ma materiału. W dwumeczu ze Szkotami wyciągnięto z tego co jest w granicach 90%, czyli zupełnie przyzwoicie. Fakt jest taki, że z każdym sezonem przeciętny gracz Legii (może bardziej ogólnie – przeciętny gracz topowej ekstraklasowej drużyny) traci na wartości (chodzi mi o umiejętności) w stosunku do przeciętnego gracza europejskiego. Przy czym rozjeżdża się to – mam wrażenie – dwukierunkowo. Tam są coraz lepsi, u nas coraz słabsi. Patrzyłem z trybun na mecz w Warszawie i tam Legia (poza tym gościem na L – lewoskrzydłowym) nie miała żadnego gracza, który ze słabymi (zaskakująco) Rangersami mógłby w którymkolwiek miejscu boiska zrobić różnicę.

    @Rafał

    Hasło „slow football”z powyższego tekstu – przecudowne. Zrób z tego znak towarowy (tylko musisz się pospieszyć, zanim podkradnie ci konkurencja, która jak widzę coraz bardziej biznesem niż pisaniem jest zainteresowana. Nie narzekam, nie krytykuję, takie czasy). Sprzedaj w Norwegii, a potem im wciśnij Legia TV. Będą oglądać 12 h dziennie jak szydełkowanie sweterków czy szachy. A Ty będziesz ustawiony do końca świata (choć zdaje się, że to już niedługo) jak Pogba czy Bale i wreszcie założysz na YouTube kanał o kinie

    Polubienie

  3. Jako abonent tradycyjnego gazeciarstwa, tradycyjnie ubolewam, że mnie dyskryminują na necie – gdzie na portalu Wyborczej nie mogę skomentować tekstów przeczytanych w papierowym wydaniu.
    Fatalny pomysł, Wyborcza sama sobie tym szkodzi, a trolli można przecież banować.

    Polubienie

  4. Mnie się wydaje, że kluby muszą po prostu zacząć większa wagę przywiązywać nie tylko do umiejętności zawodnika, tylko też do tego, co dany delikwent ma w głowie. Podpisywanie kontraktu z ignorantem musiałoby być wliczone w ryzyko biznesowe. Kto wie, być może w wyniku dzisiejszych kabaretów za dziesięć lat taki, dajmy na to, Balotelli, nie znalazłby zatrudnienia w żadnym klubie z bardzo szeroko pojętej czołówki europejskiej albo nie dostałby kontraktu dłuższego, niż na rok.

    Swoją drogą kompletnie nie rozumiem, jak można na własne życzenie powiesić na włosku swoją karierę – myślałem, że tylko polski piłkarz nie ma ambicji.

    Polubienie

  5. Zdelegalizować agentów się nie da – nie oszukujmy się, piłkarze nie są zazwyczaj na tyle ogarnięci w tematach prawa, podatków itd, by wynegocjować sobie umowę, która zadba o ich interesy i odpowiednią kwotę „na rękę”. Jednak powinno to moim zdaniem wyglądać tak, że za pracę agenta płaci piłkarz (jak za wykonaną usługę), a kwota prowizji powinna być uzależniona od kwoty odstepnego i/lub wynegocjowanej pensji. To bez sensu, że klub kontraktujący piłkarza ma płacić drugiemu klubowi, piłkarzowi i jeszcze agentowi. Piłkarz im lepszy, tym lepszego agenta może sobie zatrudnić, jeśli chce zrobić krok wyżej i iść do lepszego klubu, powinien w to zainwestować.

    Polubienie

  6. „Wygląda na to, że okres, gdy kupuje się i sprzedaje graczy, czyli sportowo czas ogórkowy, staje się kwintesencją futbolu” – pisze Darek Wołowski na Wyborczej, opisując tragifarsę tegorocznego transferu Neymara.
    Jeżeli tak jest, to nic dziwnego, że rola agentów rośnie. Skoro zaś największą kasę zdejmują przy transferach czy renegocjacji kontraktów a nie z codziennego reprezentowania piłkarza, to nic dziwnego, że nakręcają ruch w interesie. Może dlatego (takie odnoszę wrażenie) zmiana barw klubowych w co raz większym stopniu przypomina transakcję handlową i staje się zadymą w której najważniejsza jest kasa.

    Polubienie

  7. Stysiak!!! – i wszystko jasne.

    Ta młodziutka dziewczyna już dzisiaj imponuje dojrzałością. W kluczowych momentach gra jak rutyniarz. Szykuje nam się siatkarka absolutnego światowego topu.

    P.S.
    Wypowiedź Darka Wołowskiego traktuję jako ironię, która jednak nieźle oddaje wariactwo wielu telenoweli transferowych.

    Polubienie

  8. Oklepują nas w tej Słowenii jak chcą – nawet kiedy poza bramkarzem nie mają tam nikogo rozpoznawalnego.
    Czyżby nadszedł kres fuksa Brzęczka?

    Polubienie

  9. Och, wydaje mi się, że polski kibic jeszcze jedną postać powinien ze Słowenii kojarzyć – selekcjonera Keka.

    Facet ma niezłe CV, a przy Brzęczkowym wydaje się wręcz Fergusonem – 2 tytuły i puchar kraju z Mariborem, ale jasne, to Maribor. Dalej, był już raz selekcjonerem w latach 07-11 i wkopał wówczas 3:0 polakom, co PZPN celebrował z radością na trybunach – wreszcie mogli zwolnić Beenhakkera. W barażach wkopał Rosję – półfinalistę Euro 2008 i również zakończył współpracę tamtej federacji z Guusem Hiddinkiem. Na mundialu prawie wyszedł z grupy z USA i Anglią. Po nieudanych eliminacjach do Euro 12 podziękowano mu. Po krótkiej wizycie na Bliskim Wschodzie, przejął Chorwacką Rijekę, tam zdobył dwa puchary krajowe, superpuchar, i nawet mistrzostwo, strącając na rok z grzędy Dinamo Zagrzeb – coś jak Monaco ogrywające w lidze PSG.

    Bezdyskusyjnie trener ponadprzeciętny, kolejny z listy których uważam że polskie kluby z Legią na czele mogłyby ściągnąć, wszak płacimy najlepiej poza Ukrainą i Rosją z całego byłego bloku sowieckiego, ale z jakiegoś powodu nigdy do nas nie trafiają, w przeciwieństwie do najróżniejszych wynalazków.

    Cóż, trener Kek, choć dotąd nadwiślańskiej kopanej nie zaszczycił, moc sprawczą ma, i bardzo chciałbym żeby do kolekcji skalpów zwolnionych holendrów dołożył Brzęczka(Jurek w tak dobrym towarzystwie to w życiu nie stał), ale boje się że na taki cud, to nawet trenerowi Kekowi zabraknie mocy.

    W tym czasie Austriacy rozjechali Łotwę, że tylko zimniok i śmierć z niedożywienia zostały. Coś mi mówi, że poniedziałkowy mecz pierwszego starcia z Austrią może nie przypominać.

    Polubienie

  10. Zależy dla kogo, dla mnie Ilićić to jak najbardziej nazwisko rozpoznawalne, a np. Verbić i Krhin też.

    A co do meczu, to tak właśnie wygląda Polska bez Glika: chaos w obronie, błędy.

    No i sędziowanie jak na Łazienkowskiej.

    Polubienie

  11. Powiedzmy sobie szczerze, że gwiazdy to nie są. Ale mniejsza z tym.
    Na Polskę jak widać wystarczą.

    A chaosem to my nie jesteśmy bez Glika, tylko ogólnie – za kadencji Brzęczka. Dalej żadnej myśli przewodniej nie można w tym bałaganie wytropić.
    Ostatni mecz z naiwnie grającym i obdarzonym miękką d…ą Izraelem tylko przypudrował obraz. Znacznie więcej było widać po męczarniach z totalnymi kelnerami z Łotwy, wyczyniającymi jakieś komiczne figury na boisku.

    Ja się obawiam, że jeśli brzęczkowe pokłady farta się wyczerpały, to Austria nam w W-wie poprawi. Choć mam nadzieję, że się mylę.
    Ale wypowiedź RL, że Austria jest faworytem sporo daje do myślenia.

    Polubienie

  12. Nie no, z Łotwa była duża przewaga i marnowanie sytuacji, w ogóle nie ma porównania, tutaj poza prawidłowym golem nie było nic. Niestety paru graczy jest bez formy, a trener nie umiał zareagować.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s