Nietoperze na Narodowym

W poniedziałkowy wieczór szczególnie szkoda mi było nietoperzy. Zostały uwięzione na Stadionie Narodowym, ponieważ przed meczem Polski z Austrią zasunięto dach – z tajemniczych przyczyn, pomimo braku jakichkolwiek doniesień o nadciągającym gradobiciu czy innej klęsce żywiołowej.

Zdezorientowane biedactwa miotały się więc w tumulcie (nad notką zdjęcie Kuby Atysa), a jeszcze momentami groziło im zestrzelenie. Zgodnie z naszą strategią ofensywną bramkarz Łukasz Fabiański – generalnie perfekcyjny w ruchach, od dawna oglądam go z olbrzymią przyjemnością – pełnił bowiem również rolę rozgrywającego. Wykopywał piłkę daleko i wysoko, a nuż spadnie albo odbije się na naszą korzyść.

Z przykrością słuchałem też Jerzego Brzęczka, gdy na konferencji prasowej objaśniał wszystkim rozczarowanym – ja akurat byłem załamany – stylem gry reprezentacji Polski, że z braku atrakcyjniejszych opcji musi wysyłać na boisko aż trzech piłkarzy drugiej ligi angielskiej, tymczasem Austriacy rekrutują chmarę ludzi zatrudnionych w Bundeslidze. Uświadamiał nam, jak wątłym dysponuje rzekomo potencjałem, o ile uboższym niż rywale. Zaiste brawurowa to technika motywacyjna, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że kadrowicze od początku eliminacji Euro 2020 sami uważali się za faworytów grupy. No to ich selekcjoner naprostował. Każdy by marzył o takim szefie.

Generalnie można mieć tylko nadzieję, że Brzęczek wciska kit, w którym sam nie wierzy. Jeśli bowiem jego reprezentacja rzeczywiście gra na miarę możliwości, to podczas Euro 2020 nie ma czego szukać. Grupa kwalifikacyjna spadła jej z nieba słabiuteńka, więcej szczęścia w losowaniu mieć się nie da. I bieżący rok powinniśmy poświęcić na przygotowywania do turnieju, a zmierzać do awansu – niejako „przy okazji”.

Niestety, projekt raczej się zwija niż rozwija, tendencja rysuje się aż nazbyt wyraźna: im dłużej obecny selekcjoner nadzoruje reprezentację, tym więcej na boisku beznadziei. Byłoby niepojęte, gdyby ktokolwiek czuł satysfakcję z utrzymania pozycji lidera w grupie zaraz po najokropniejszym dwumeczu w eliminacjach do czegokolwiek od października 2013 roku – na bramkę Słowenii zdołali nasi uderzyć dopiero w 69. minucie, Austriakom pozwolili oddać na Narodowym 21 strzałów i trzymać piłkę przez 63 proc. czasu gry, tylko Fabiańskiemu zawdzięczamy ocalenie punkciku. I co, za miesiąc zamierzamy ekstatycznie fetować triumfy w meczach z Łotwą oraz Macedonią Północną, które polegają wyłącznie na piłkarzach trzeciorzędnych? Czy takie obniżenie wymagań nie ubliża naszym reprezentantom Polski, którzy jednak na co dzień, w klubach, należą do poważnego futbolu?

Nade wszystko przygnębia właśnie trend.

Oto jesień 2018 rozpoczynaliśmy od wyjazdu do pogrążonych w chaosie Włoch – nasi piłkarze zremisowali, a zasłużyli chyba nawet na wygraną, ale kilka miesięcy później, w rewanżu u siebie, nie uciułali nawet remisu, rywale mogli wrzucić im worek goli. Bo drużyna Brzęczka z upływem Ligi Narodów słabła, natomiast Roberto Mancini opanowywał sytuację, przywracał drużynie porządek, nadawał jej nowy kształt.

Rok 2019 rozpoczęliśmy natomiast od wygranej w Wiedniu (owszem, sprzyjało naszym szczęście) i patrzenia, jak mizernie wyglądają wszyscy konkurenci w grupie – ale kilka miesięcy później to Słoweńcy oraz Austriacy wyglądają na takich, co to mają na siebie pomysł.

Dlatego najlepszym meczem Polaków za kadencji obecnego selekcjonera wciąż pozostaje inauguracja, wspomniany remis osiągnięty na stadionie w Bolonii. Minął rok i nasi piłkarze szamoczą się jak tamte nietoperze, wrzucone w jazgotliwą kakofonię na Narodowym.

46 myśli na temat “Nietoperze na Narodowym

  1. Otóż to.

    Jeśli selekcjoner reprezentacji Polski ma być wybierany na podstawie takich zasad, na jakich wybrany został Brzęczek (czyli nie wiadomo), to już lepiej, żeby był wybierany w drodze referendum dla chętnych.

    Polubienie

  2. To, co Brzęczek zrobił z polską reprą ślicznie koresponduje z osiągnięciami przedstawicieli polskiej „ekstraklasy”. Można smiało już mówić, że polska myśl szkoleniowa jest zjawiskiem głęboko antyfutbolowym. Brzęczek z ludzi, grających bądź po europejskich średniakach, bądź w europejskich, uznanych ligach był w stanie ukleić twór zupełnie niekształtny i nieporadny. Widać, że polski futbol nie cierpi na brak środków i funduszy – to po prostu polska myśl szkoleniowa jest w stanie przetrawić absolutnie wszelkie ilości środków, talentu, zaplecza i chęci – i zmienić je w taką bezkształtną galaretę.
    Polska reprezentacja zasługuje na zagranicznego trenera.

    Polubienie

  3. Jeżeli Elmas i Bardhi mają być piłkarzami trzeciorzędnymi, to tym bardziej są nimi Grosicki i Klich. Troszeczkę się pan redaktor zapędził. Macedonia w linii środkowej i na bokach obrony kadrami nam niewiele ustępuje.
    Oczywiście nie zgadzam się, że nie ma lepszego od Klicha i Bielika, ale jak się skreśla kogoś po jednym meczu, to potem się tak gada. Co do Grosickiego to faktycznie skrzydłowych nie mamy nie tyle lepszych, co nie mamy w ogóle, chyba że uznać, że jest nim Kownacki, bo Zieliński na pewno nie. Ale to nie znaczy, że Grosik musi grać.
    Wyniki na razie mamy trochę lepsze, niż zasoby, od początku pisałem i znajdą się kwity, że faworytem jest Austria.
    A idzie nam na tyle dobrze, ze możemy sobie grzebać w składzie i próbować ludzi, którzy ledwo wyszli z młodzieżówki, a nawet jeszcze nie. Młodzi wypadli wczoraj nie najgorzej, ale musieliby zrobić duży postęp w krótkim czasie, żeby ich obecność była zauważalna na boisku, bo kadra to nie championship czy nawet liga rosyjska.

    Polubienie

  4. „Jeżeli wstanie pewnego dnia i coś mu przeskoczy w głowie, to będziemy mieli zawodnika, którego będą nam zazdrościć wszyscy na świecie”

    Słowa prawdziwego fachowca ku$#@ jego m@ć

    Polubienie

  5. @airborell

    Nie wiem jak nietoperze, ale Polska Myśl Szkoleniowa jest na bank pod ścisłą ochroną

    Ad meritum

    Zastanawiam się co takiego wyróżnia Nawałkę od Fornalika i Brzęczka, że jednak był w stanie coś z tą reprezentacją zrobić. Ja wiem, że zaraz niektórzy wyskoczą, że ch… zrobił, miał szczęście, nie rotował składem itd., jednak mimo wszystko w porównaniu i z poprzednikiem i z następcą miał efekty, no nie bójmy się dużych słów, kosmiczne. A przecież też trener z ekstraklapy i to nawet bez większych sukcesów w tejże

    Polubienie

  6. Wyborem Brzęczka na selekcjonera byłem zdumiony, ale skala jego aktualnej krytyki byłaby uzasadniona, gdyby odziedziczył drużynę, która roznosiła w proch piłkarskie potęgi. Więc przypomnijmy sobie co Brzęczek przejął.
    Zacznijmy od największego sukcesu już niemal czterdziestolecia. Trzy remisy, dwa wymęczone w drugiej połowie zwycięstwa z „potentatem” Irlandią Płn. i rozbitą Ukrainą, 4 bramki zdobyte w trakcie ponad 520 minut. Skrajnie defensywny, momentami wręcz ciężko wystraszony styl gry. O wyjątkowo szczęśliwej drodze do meczu z Portugalią zapomnieliśmy za nim jeszcze drużyna wróciła do kraju.
    O MŚ nawet nie warto wspominać… – końcowe minuty meczu z Japonią to jeden z najgorszych piłkarskich horrorów jaki się może przyśnić. Chociaż jak wynika z raportu (zdaniem niektórych) „najwybitniejszego selekcjonera” polskiej piłki, piłkarze na turnieju w Rosji byli w równie wysokiej formie jak na Euro.
    A drużyna? – 13/14 reprezentantów odzwyczajonych od jakiejkolwiek wewnętrznej rywalizacji, od meczowej rotacji, grających żelaznym składem bez względu na aktualną formę i stan zdrowia. Drugie tyle dublerów, którzy trawnik wąchali niemal wyłącznie w trakcie rozgrzewki i bliżej niezdefiniowane stado obserwowanych.
    Smuda i Nawałka za nim przystąpili do poważnej gry mieli ponad rok od powołania na przygotowanie drużyny w sparingach. Brzęczek powołany jak Nawałka w lipcu już we wrześniu grał w LE. A jednocześnie za wszelkie próby nawet drobnych zmian w ustawieniu, sposobie gry, czy personaliach poddawany był krytyce zarówno przez „znawców”, jak i (znacznie ciszej) przez piłkarzy odzwyczajonych przez pięć lat od jakichkolwiek zmian. Szkoda tylko, że poza bełkotem „o narodowym stylu gry”, „powrotu do sprawdzonych rozwiązań” i tym podobnego dyrdymalenia nie było w tej krytyce ani jednego pomysłu na grę, a pomysł na personalia przypominał wyciąganie królika z kapelusza.
    Fakt. Mamy piłkarzy grających w solidnych ligach, ale żaden z nich poza Lewandowskim i bramkarzami nie odgrywa w klubowych drużynach kluczowej roli. Nawet ci, którzy grają regularnie, funkcjonują dzięki znakomitemu wkomponowaniu w drużynę i wsparciu jakie od kolegów otrzymują. Dotyczy to również P. Zielińskiego i w tym roku również K. Glika, który zaliczył ligowy start na poziomie jeszcze niższym niż końcówkę poprzedniego sezonu (Krychowiaka jeszcze w tym sezonie w lidze nie widziałem). Zgadzam się z opiniami, że możliwości naszych piłkarzy są większe niż to co pokazują w grze reprezentacji, ale to wymaga pomysłu na ich grę w drużynie, czasu na dopracowanie detali i boiskowe zgranie. O czymś takim jak korekty w ustawieniu, czy personalne pod konkretnego rywala nawet nie śmiem marzyć, bo to może przekraczać możliwości naszej myśli szkoleniowej.
    P.S.
    Też byłem zdumiony pomeczową wypowiedzią Brzęczka pod adresem piłkarzy. Takich słów szef nie ma prawa wypowiadać publicznie, a najlepiej jak takie opinie wyraża w cztery oczy i to pod warunkiem, że ma pomysł jak to zmienić na lepsze. Nie usprawiedliwia go nawet pomeczowa krytyka (oj. ma z tym niesamowity problem) i powszechne przecenianie naszych piłkarzy a niedocenianie Austriaków.

    Polubienie

  7. Kilka możliwych czynników:
    1. Doświadczenie asystentury u Leo,
    2. Pół roku na spokojną pracę na początku,
    3. Większość zawodników na odpowiednim etapie kariery.
    A w ogóle to za wcześnie na skreślanie Brzeczka, może jeszcze coś osiągnąć.

    Polubienie

  8. @XavrasW
    Nawałka objął grupę piłkarzy, którzy byli na fali wznoszącej w piłkarskim rozwoju Nazwisk chyba nie muszę wymieniać. Oni pociągnęli za sobą innych. Brzęczkowi zostawił część piłkarzy w fazie schyłkowej (łącznie z dublerami) lub po przejściach.

    Polubienie

  9. @xavras
    Generalnie możemy podzielić polskich selekcjonerów XXIw. na dwie grupy:
    A) Engel, Janas, Beenhakker, Nawałka
    B) Boniek, Smuda, Fornalik, Brzęczek

    (trenera Majewskiego nie klasyfikuję, bo to były tylko 2 mecze)

    Jaki był klucz? Mniejszy czy większy sukces w wypadku grupy A, przy braku sukcesów grupy B? Momenty przyjemnego oglądania reprezentacji w wypadku grupy A, przy niemal braku takowych radości w wypadków grupy B? Awans na turniej w wypadku grupy A, przy braku awansu w wypadku grupy B? Wszystko się zgadza, co prawda Brzęczek może się z tego ostatniego wyrwać, ale nie wym rzecz.

    Panowie z grupy A mieli doświadczenie z pracy z reprezentacją. Nie koniecznie polsko-seniorską, ale ogółem wiedzieli z czym ta robota się je. Bo to coś kompletnie różnego, od dłubania sobie w piłkarzach w klubie co trening. I tak Engel pracował zdaje się z juniorskimi repami, Janas asystował przy Olimpijskiej, parę lat później takową prowadził, Leo to już kilka reprezentacji miał za sobą, no Nawałson, terminował właśnie u Leo.

    Natomiast panowie z grupy B widzieli wyłącznie kadrę ze strony piłkarza, jeśli wcale. W wypadku dwóch można mówić też o miernym doświadczeniu ogólne.

    Ogólne tłumaczenie o „kiepskim materiale które szczytowało jakiś czas temu” (sorry, musiałem), miałoby sens, gdyby część z tych piłkarzy nie miała swojego faktycznego szczytu wcześniej i ogółem imponującej formy. Trio z Borussi zawiązało się w 2015-16? Piszczek z Błaszczykowskim „szczytowali” (nie mogłem się powstrzymać) w wieku 31 lat, serio? W 2013, gdy grali w finale LM to pewnie ciency byli, co ten Fornalik mógł z nich ulepić? Albo Smuda wcześniej, pewnie przeszkadzali na boisku kolegom wygrywającym dwie bundesligi pod rząd.

    Już się zapomniało, jak całe trio z Borussi miało po meczach kadry traktowanie jak Zieliński teraz „nom, doże se w klubie grajo, ale reprezentacji nie potrafią poprowadzić” szczególnie Lewy był jechany, że za niemieckie srebrniki w klubie to mu się chce, a w repce to nie zależy, pal licho jak sobie żyły co mecz wypruwał, jak gola/asysty nie zaliczył, był z grubsza jechany jak Zieliński gdy gola czy asysty nie zaliczy. Co z tego że organizacyjnie prezentujemy dno i dwa metry mułu, że okazji do strzelania i asystowania to nie za bardzo jest, wymiana kilku podań to wyzwanie? E tam, nie chcę się patałachowi, bo jakby chciał, to by mógł.

    Fornalik, mimo wszystko dobry fachowiec klubowy, nie udźwignął ciężaru posady selekcjonera, najlepsze lata Kuby i Piszczka ze Smudą przewalili totalnie, parę też ładnych lat Lewemu uszczknęli. Pewnie, nie młodnieją, ale na boga, porównajmy ten Brzęczkowy potencjał, z tym z czego lepił Leo. I porównajmy styl i organizację obu reprezentacji.

    Polubienie

  10. Lewy sam sobie trochę „uszczknął” za Smudy i Fornalika – bo po super otwarciu z Grecją dopadła go długa impotencja strzelecka. Ile miał, tyle marnował, co stanowi istotną różnicę z kadencją Nawałki, kiedy niemal wszystko trafiał, nie mówiąc o kadencji Brzęczka, kiedy sytuacji nie ma w ogóle, bo nawet nie ma szans ich mieć.
    Nie sądzę też, by Fornalik przewalił najlepsze lata Kuby – po I on na wysokim poziomie grał znacznie dłużej niż jedne eliminacje, po II kadra Fornalika całkiem sensownie grała do przodu, stwarzała wcale niemało sytuacji bramkowych (niewykorzystywanie ich przez piłkarzy to już inna kwestia). Fornal nie zdążył niestety poprawić gry obronnej i wciąż mi trochę szkoda, że nie dostał więcej czasu, no ale wiadomo – liczy się wynik.

    Polubienie

  11. Jeśli w dwóch następnych, teoretycznie najłatwiejszych w tej fazie meczach nie będzie 6 punktów (a doszło do tego, że nie można mieć takiej pewności), Brzęczek nie powinien dokończyć eliminacji jako selekcjoner.
    A Boniek wybierać więcej selekcjonera samodzielnie.

    Polubienie

  12. @Otwojastara
    Trochę naciągasz.
    Faktycznie Kuba i Łukasz weszli na wysoki poziom już w czasach Smudy, ale Robert pierwszy sezon w Borussii miał stracony, a w sezonie 11/12 dopiero zaczynał się rozkręcać. Pierwszą koronę króla Bundesligi zdobył dopiero w sezonie 13/14 już za kadencji Nawałki I nie zapominaj o innych. Krychowiak najlepszy okres 14/16, Glik w tym czasie zaczął wchodzić na najwyższe obroty (dopiero ten rok miał słabszy), najlepszy okres w karierze przechodził w tym czasie Pazdan i Grosik. No i nasi bramkarze.
    To była grupa 7 piłkarzy z pola, która była w stanie pociągnąć za sobą resztę.
    To się zaczęło sypać w sezonie 2016/17 chociaż siłą rozpędu przeszliśmy eliminacje do MŚ.
    Dzisiaj poziom trzymają, a nawet są lepsi Lewandowski i bramkarze, a wczorajszy mecz pokazuje, że również Glik może wrócić do wcześniejszego poziomu (najlepszy mecz w sezonie, chociaż błędów się też nie ustrzegł.). Zieliński to potencjał, ale i w klubie i w reprezentacji jego rola boiskowa jest ciągle nieustabilizowana, co chyba utrudnia mu zaskoczenie na najwyższym poziomie. Pozostali piłkarze dopiero do reprezentacji wchodzą.

    Polubienie

  13. Koszykarze, siatkarze i nawet dawniej piłkarze ręczni mieli trenerów z zagranicy. Dlaczego piłkarze musza mieć myśl polska skoro ta myśl jest tylko sławna z odpadania w Lipcu klubów z pucharów i faktu ze żaden polski trener nie trenuje w żadnej poważnej lidze za granica. Zwolnić Brzeczka już teraz i zatrudnić jakiegoś Włocha albo innego Hiszpana który miałby choć 9 miesięcy żeby coś ulepić z Lewego, Zielińskiego , krychowiaka.

    Polubienie

  14. Nie za jedną porażkę, tylko za ogólną beznadzieję, która do niczego dobrego nie prowadzi.
    Siłą rozpędu poprzednich lat i fartem udało się dobrze wystartować, lecz zamiast to dyskontować wygląda na to, że ogień w palenisku wygasa.

    Słowenia – od dekady tylko marząca o udziale w mistrzostwach – ogrywa nas jak dzieci (dosłownie), nie jakością piłkarską, tylko po prostu taktyką i cwaniactwem. Bo ma doświadczonego, cwanego selekcjonera – a nie czeladnika, uczącego się zawodu na takim stanowisku…
    I wygląda na to, że nieszczególnie zdolnego.

    Austria – wiecznie niespełniony, wieczny europejski średniak gra z nami w naszej „twierdzy” jak Hiszpania, tylko bramkarz ratuje drużynę od dużej wtopy a trener po meczu mazgai się, że ma słabych piłkarzy (choć całkiem niedawno pęczniał z dumy po jednym jedynym dobrym meczu – z naiwnie grającym Izraelem)…

    Mamy w drużynie światową gwiazdę, napastnika, którego zazdroszczą nam niemal wszystkie reprezentacje, regularnego króla strzelców Bundesligi. Ten napastnik nawet w defensywnym matriksie Nawałki strzelał mnóstwo goli – u Brzęczka nawet nie ma na to szans, przeważnie tłucze się z obrońcami rywali w okolicach środka boiska. Gdyby chciał grać jak w klubie i poszedł pod bramkę, pewnie nie powąchałby piłki przez 90 minut. A jego poświęcenie i tak idzie na marne, bo reszta też nie stwarza okazji bramkowych.
    Gra reprezentacji Brzęczka wygląda przez to jak najgorsze gnioty tzw. ekstraklasy.

    Jeśli widzisz jakieś pozytywy poza – wciąż jeszcze – dobrą sytuacją w grupie, to podrzuć.

    Polubienie

  15. Pan Boniek tak jak nie pomylił się w wyborze pana Nawałki, tak pomylił się w wyborze pana Brzęczka. W momencie pierwszego wyboru, myślę, że większość z nas się zgodzi, pan Nawałka był jednym z najlepszych polskich trenerów (mimo tego, że nie wierzyliśmy w możliwości polskiej myśli szkoleniowej). Tu ważne zastrzeżenie – kadra była w rozsypce. Pan Nawałka zbudował drużynę, można powiedzieć od zera, zasiał, przycinał, pielęgnował i zebrał plon (ależ ładnie to zabrzmiało) Później ten ogród tak wyrósł, że pan Nawałka był za niski (czyt. za mały), że ogarnąć – to oczywiście uproszczenie. I na taki piękny ogród pan Boniek delegował – proszę mi wybaczyć, ale absolwenta technikum ogrodniczego świeżo po egzaminie zawodowym. Dziękuję 😉 cza cza cza

    Polubienie

  16. @alp
    Lewandowski strzelił więcej goli w 11/12 niż w 13/14 i to niby ja naciągam?

    Poza tym umknęło ci meritum – bo nie było nim że niby Fornalik miał lepszy materiał od Nawałki ogólnie, ale dostatecznie dobry by grać przyzwoicie, i na końcu to nie materiał decyduje o tym czy gra jest poukładana. Naprawdę futbol ogólnie daje dość dowodów, że ogarnięci trenerzy są w stanie poukładać drużynę, a nieogarniętym możesz dać piłkarzy Realu i łajno ugrają. Tłumaczenie Brzęczka „kiepskim materiałem” jest bzdurne, bo lepsi od niego mieli gorszy materiał i lepsze rezultaty, tak w Polsce jak i za granicą.

    Tak, zdarza się że i dobremu trenerowi drużyna się nie układa z losowych względów. Ale kiedy Brzęczek ułożył cokolwiek? Ten facet poniósł klęskę w Rakowie(po czterech latach i pałętania się na miejscach 10-14 w trzeciej lidze, natychmiast po jego odejściu było 4 miejsce i przegrane baraże, 5 miejsce i wreszcie awans, gdzie Jurek zajmował miejsca 14,11,12,10), nie osiągnął nic z Lechią, nie udało mu się awansować z GKS-em(tu na plusik można zapisać pierwszy sezon, ale dalej bez awansu i dalej był regres), no i wreszcie ten genialny sezon z Wisłą Płock, to niesamowite 5 miejsce, które dało posadę, z wynikami, uwaga, uwaga 17/6/14. Z pucharem polski będzie 17/6/15. Porażek niemal tyle co zwycięstw.

    @yarek
    trener z zagranicy kosztuje, środki pewnie PZPN by znalazł, ale na premie dla swoich by zabrakło.

    Polubienie

  17. To uporczywe skąpienie kasy przy wyborze selekcjonerów jest największym absurdem prezesury Bońka – bo jednocześnie Boniek od lat chwali się rosnącymi dochodami związku i coraz lepszym (czyli droższym) standardem warunków, które kadra ma.
    I wychodzi na to, że sukces sportowy mają zagwarantować droższe hotele, sprzęt, aprowizacja itd.
    a człowieka, który ma ten sukces zbudować kierując zawodnikami szuka się tak, by na tym oszczędzić…

    Polubienie

  18. Naczelny argument za wyborem Brzęczka, jaki słychać było z pozycji PZPN był taki, że kiedy grał zawsze był kapitanem drużyny i miał w niej autorytet.
    Wygląda na to, że jakieś cechy od tej pory zatracił, bo jako selekcjoner go jednak nie zdobył.
    Od początku kadencji nie widać chemii między nim, a drużyną.
    On i drużyna to dwa odrębne byty, świadczą o tym nawet wypowiedzi.

    Polubienie

  19. @Antropoid
    A czegóż się spodziewałeś? Znaczna część naszej kadry to piłkarze, którzy w swojej karierze pracowali z uznanymi fachowcami, niektórzy z najlepszymi trenerami na świecie i oni widzą na treningach takiego Brzęczyneiro, który relatywnie z całą pewnością warsztatem, delikatnie mówiąc, nie grzeszy, to jak mają go traktować jak autorytet? Czują się pewnie jak u Barei

    Polubienie

  20. @alp

    W zasadzie nie powinienem ciągnąć dyskusji, bo po primo 0Twojastara już tak wszystko pięknie wyklarował, że ja tego piękniej nie zrobię, po secundo nie było moją intencją w ogóle zaczynanie tej dyskusji – wydawało mi się, że fakty są niezaprzeczalne i porównywanie drużyny, która wygrywa na imprezie mistrzowskiej z „rozbitą Ukrainą” z taką, co w eliminacjach ledwo remisuje u siebie z Austrią jednak nie ma sensu – widać słabo się znam.
    Dopisać chciałem tylko jedną rzecz, bo z Twojej wypowiedzi wynika trochę, że reprezentacja narodowa jest jak budżet państwa – jak jeden porozdaje pińcset plusy i inne w czasach hossy, to następny, nawet najlepszy, gówno zrobi w czasie bessy. Takie samo tłumaczenie prezentował Smuda przejmując reprę po Beenhakerze, który niby rozp…ił ją w drobny mak, a on miał zostawić drużynę na lata. No więc tak patrzę ile meczów w kadrze następnych selekcjonerów rozegrali Perquis z Boenischem, Rafał Murawski i jeszcze kilku innych by się znalazło, ale nie chcę mi się szukać. Konkluzja jest taka, że my nie mamy w tej kadrze tuzinów graczy pokroju Mbappe, Lemara czy Pogby lub Pavarda – młodych, świetnych, na których wystarczy tylko stawiać. Powiem więcej – nigdy, a już na pewno nie wkrótce, nie będziemy ich mieć, choćby skały srały. Bo takich graczy musi wyprodukować od 6-latka system, którego w Polsce jeszcze nie ma (i zapewne jeszcze trochę nie będzie). Więc tu nie ma żadnego mitycznego „budowania drużyny na lata”, bo nie mamy takich graczy, a jak nie mamy takich graczy to trzeba rzeźbić w tym, co się ma i pod to ustawiać taktykę. I to właśnie, moim zdaniem, robił Nawałka. Tak, zgadza się, robił to na doraźny, obecny wynik, bo to wynik z tu i teraz definiuje czy się na tym stanowisku zostaje czy nie. I ja bym się absolutnie nad tym Twoim biednym Jurkiem, któremu nie dano czasu, nie pastwił, gdyby w tych ostatnich 2 meczach faktycznie grali chłopaki po 25 lat góra, z których Jurek będzie lepił drużynę na następne eliminacje. Ale tam grał prawie 30-letni Klich, tam grali ponad 30-letni Grosicki, Pazdan i Glik. To na tym ma polegać ta rywalizacja wewnątrz drużyny, której brakowało za Nawałki? Wskaż mi tego, kto tam niby czuje wewnętrzną rywalizację, bo mi się wydaje, że poza Lewym to chłopaki czują, że skład jest wyrzucany z maszyny losującej.

    Polubienie

  21. Pewnie się powtórzę, ale to chyba rzuci nowe światło na główne wątki dyskusji: co Wy tak z tym Nawałką?!
    Trener Nawałka sklecił drużynę co najwyżej na miarę jej indywidualności i osiągnął na dużym turnieju wynik identyczny jak Islandia (choć w gorszym stylu) i gorszy niż Walia. Owszem, w odróżnieniu od wielu poprzedników i, jak na razie, następcy, w ogóle drużynę sklecił. To dowodzi, że był trenerem, a nie gamoniem z łapanki. Czy za niebycie dyletantem pomniki będziemy stawiać?

    @atropoid
    Przeklejam cytat, żeby zamanifestować pełne poparcie.
    „Jeśli w dwóch następnych, teoretycznie najłatwiejszych w tej fazie meczach nie będzie 6 punktów (a doszło do tego, że nie można mieć takiej pewności), Brzęczek nie powinien dokończyć eliminacji jako selekcjoner.”

    Oczywiście, że schizofreniczne przywiązanie do niedziałających rozwiązań można nazwać „budowaniem stabilizacji”, jak to wielu dziennikarzy robiło. Czy rzeczywiście reprezentacja jest w miejscu, w którym chce się stabilizować?

    @gp
    Nie, to nie byłoby zwolnienie po jednej porażce. To zwolnienie po roku bez jakiegokolwiek pomysłu na grę lub chociaż sygnału, że nadchodzi progres.

    Polubienie

  22. @gp
    Zwolnienie po beznadziejnej grze ze słabeuszami z Europy ma sens ale zgadzam się z Koziołkiem ze jeśli stracą choć 1 punkt w październiku to nawet nie powinno być dyskusji tylko natychmiastowa zmiana trenera.
    Antropoid ma racje. Jeśli mamy na najlepsze hotele i temu inne dyrdymały to powinnismy znaleźć kasę na dobrego zagranicznego eksperta.

    Polubienie

  23. To się zwyczajnie kłóci z logiką. Jeśli kupujemy luksusowe auto, chwaląc się, że nas na nie stać, to nie lejemy do niego byle jakiego paliwa.

    @koziołek

    Stabilizacja w bylejakości – najgorszy możliwy wariant (choć bardzo polski).
    Już nawet wyniki przestają go bronić.
    Jest dokładnie tak, jak w temacie – najlepszy mecz tej kadry to boloński debiut z Włochami.

    Polubienie

  24. „Czy za niebycie dyletantem pomniki będziemy stawiać?”

    Jak wypier…isz z tego kraju wszystkich dyletantów na wysokich stołkach to przestanę 😉 Till then, of course

    Przestańcie pls z tym zagranicznym trenerem – dopóki jest coś takiego jak PZPN nie ma na to cienia szansy. Case Benhakkera to była wypadkowa wielu czynników, które nie mają szansy się powtórzyć.
    I nie porównujcie do siatkówki czy ręcznej – tam nie srają pieniędzmi za prawa do gównianej ligi, tam trzeba faktycznie pokazać jakość. Zresztą najlepiej właśnie po ręcznej widać jak budżety zmalały, gdy repra przestała mierzyć w najwyższe cele. W kopanej miliony są za nic, bo ciągle są miliony, które to będą oglądać mimo takiej padaki.

    Polubienie

  25. @antropoid
    Plusów kilka widzę. Pierwszy podstawowy – w 6 meczach straciliśmy tylko 2 gole, i to w jednym meczu, czyli obrona jest niezła. To z kolei wpływa trochę wrażenie z gry, bo ludziom się bardziej podoba gra tzw. radosna, ale na wyższym poziomie na ogół tracisz atuty z ataku, a słabości obrony są wykorzystywane. A tak przynajmniej na ogół wiemy, co robimy w obronie, a zwłaszcza kiedy gra Glik.
    Drugi – z takimi skrzydłami, jakie mamy, właściwie nie mamy, to i tak jest nieźle, jakoś udaje się na tym poziomie ten brak tuszować, oczywiście trochę kosztem środka, ale coś za coś.
    Trzeci – Bielik niedługo może być silnym punktem kadry, może też wejść na ten poziom Szymański – ich występ uważam za całkiem obiecujący.
    Dajcie ludzie spokój z domaganiem się dymisji Brzęczka, to tak jakbyście chcieli, żeby lato trwało – nic z tego, choćbyście nie wiem, co zrobili, będzie trenerem do Euro.

    Polubienie

  26. Nazbierało się tego, więc tylko ogólnie.
    Nie ma czegoś takiego jak jak reprezentacja na lata. 5 lat w dorosłej karierze piłkarskiej to jak połowa naszego życia i to jest standard największych sukcesów piłkarskich. Przykłady przeczące tej regule to piłkarze światowego topu, niewielki odsetek grających zawodowo. W tej chwili mamy takich trzech… – bramkarze i Lewandowski, którzy są lepsi niż w 2013-2014, a nawet na Euro 2016 r.
    Reprezentacja zbudowana przez Nawałkę rozsypała się już 2017 r. i sam Nawałka zdał sobie z tego sprawę po listopadowych meczach eliminacyjnych. Wiosną 2018 r. Próbował nerwowo coś zmienić, ale był więźniem swoich schematów i personaliów którymi grał przez 4 lata… – alternatywą dla piłkarzy żelaznego składu byli piłkarze zupełnie niezgrani z drużyną (konsekwencja metod pracy Nawałki). Efekt widzieliśmy na MŚ.
    Kolejny raz podkreślam… – Brzęczek to nie moja bajka. Podzielam opinie, że trudno merytorycznie uzasadnić decyzję o jego powołaniu. Widzę, ze podejmuje próby zmian w kadrze, ale za efekty trudno go chwalić. I nie mam pewności, czy potrzeba więcej czasu na wprowadzenie zmian i zgranie wchodzących do kadry piłkarzy, czy to również brak kompetencji trenerskich. Być może i jedno i drugie.
    A już zupełnie nie mogę zrozumieć porównywania Brzęczka do najlepszego okresu Nawałki z lat 2014-2016 i pomijanie „zjazdu” w latach 2017-2018.
    P.S.
    1. Jestem kibicem, który był świadkiem największych sukcesów polskiej piłki w latach 1972-1982, które rozpoczęło złoto olimpijskie, a zakończyło powtórne trzecie miejsce na MŚ. Trzech trenerów, cztery inaczej grające drużyny (Górski przebudował personalnie i taktycznie drużynę po kontuzji Lubańskiego), a jego następcy wprowadzali nowych piłkarzy bo legendy wchodziły w schyłek karier piłkarskich i dostosowywali składy do swoich koncepcji. Może dlatego określanie Nawałki najlepszym polskim trenerem mnie po prostu śmieszy.
    2. Ćwierćfinał drużyny Gmocha na MŚ 1978 r. został odebrany jako katastrofa.

    Polubienie

  27. @Alp
    Myślisz, że ktoś naprawdę uważa Nawałkę za najlepszego polskiego trenera wszechczasów? Chodzi chyba raczej o najlepszego polskiego selekcjonera po 89. roku – w takim konkursie mógłby chyba startować, prawda?

    Polubienie

  28. @Alp
    Chyba wyrośliśmy w tym samym czasie bo dla mnie 1972-1982 to najlepszy okres polskiej piłki nożnej który obserwowałem z radością nastolatka i wytchnieniem ze choć Polska biedna i komunistyczna to choć ma czym poszczycić się w najważniejszej dyscyplinie na świecie a trenerzy jak Górski, Gmoch, Żmuda czy Kasperczak byli prawdziwymi ekspertami.
    @panszeryf
    Może i Nawalka najlepszy po 1989 ale porównania są słabiutkie i jego nie umiejetność skonsolidowania drużyny na Mundialu wyraźnie obniża jego loty.
    Wole już Beenhakkera i ciekawsza grę, mimo słabszych zawodników niż dzisiaj, od tego co pokazuje nasza drużyna narodowa od Euro 2016.

    Polubienie

  29. @xavras
    „Przestańcie pls z tym zagranicznym trenerem – dopóki jest coś takiego jak PZPN nie ma na to cienia szansy. Case Benhakkera to była wypadkowa wielu czynników, które nie mają szansy się powtórzyć.”

    O, to to to.

    Niestety w punkt. Leo paradoksalnie załatwił nam…. Fryzjer. Afera do tego stopnia wstrząsnęła opinią publiczną, że Listek musiał czepiać się prawdziwej brzytwy by ratować wizerunek związku i dyscypliny. Druga składowa, to charakter samego Leo, który jest zapalonym obieżyświatem i sam chętnie wyrywał się do Meksyku, Trynidadu, to i Polska nie była straszna. Leo tego typu wyzwania lubił, i nie odbierał tego jak zesłanie na prowincje – a tak odbierze to 99% innych szkoleniowców tego kalibru, którzy 6 tytułów w topowych ligach mają.

    Z czym się nie zgodzę, to iż ogólnie trener z zagranicy to zamknięta działka – selekcjoner Słoweńców, Kek, uważam jak najbardziej byłby w zasięgu finansowym, a i nie ma takiego „zachodniego” nazwiska, żeby od razu w działaczach budzić kompleksy. Pavel Vrba to moje kolejne marzenie, by kiedyś zawitał do kraju, w dowolnej roli. Sondowany był swego czasu Slaven Bilić, zdaje się że sam to kiedyś potwierdził, iż wstępny kontakt był.

    Ale na Holendra, Hiszpana, Francuza, nawet Włocha, to nie ma co liczyć.

    No chyba że Greń nie gada na wiatr, to może jakimś cudem okoliczności się powtórzą. Przynajmniej częściowo. Nie wierzę, ale nie miałbym nic przeciwko.

    Nadal, myślę że z pola tych naszych polskich fachowców, naprawdę było dużo lepszych opcji. Kilka, 2-3, nawet sam bym zaaprobował, nie uważam że polski trener z definicji nie może. Nie będę wymieniał, bo tylko nową dysputę tu otworzę. Ale szansę na każdego z nich były mizerne, bo decyzję podejmował Boniek.

    Polubienie

  30. Uczciwie trzeba powiedzieć, że wskazanie okresu 1972-1982 jako najlepszego w dziejach polskiej piłki nożnej to jednak mimo wszystko patrzenie przez pryzmat reprezentacji. Zaś z klubami na arenie międzynarodowej bywało jednak wtedy różnie. Odpadanie w europejskich pucharach w pierwszych rundach zdarzało się i wtedy. I było częściej niż spektakularne sukcesy.
    Tylko, że nie działo się to w rundach przedwstępnych. I co jakiś czas polskie kluby w europejskich pucharach grały z potentatami. Jeszcze w 2001 r. kompromitacją i arcypaździerzem nazywano porażkę Legii z Valencią 1:6.
    Dziś polskie kluby z drużynami takimi jak Valencia nawet nie grają.

    Polubienie

  31. @GP

    No tak. Z tym kontem straconych goli to akurat się zgadza. Ja sam nie mogę wyjść z podziwu, jak z taką „niezłą” grą w obronie udało się do tej pory stracić tylko 2 gole. Nabieram wręcz podejrzeń, że rywale albo głupieją od tej swobody w rozgrywaniu piłki pod naszą bramką (i stąd ich nieskuteczność), albo nas podpuszczają, jak w tej starej anegdocie o kiepskim szachiście, któremu zmówieni rywale się podkładali, aż uwierzył, że jest wielki na tyle, by rzucić wyzwanie mistrzowi świata (polskie środowisko futbolowe zresztą niewiele się od niego różni. Wystarczy jeden mecz taki, jak z Izraelem i zaraz rośniemy we własnym mniemaniu do rozmiaru 3XL).

    Obiecująca młodzież zawsze cieszy – szkoda tylko, że selekcjoner I reprezentacji testuje ją w eliminacjach.

    Polubienie

  32. Reasumując: reprezentacja kraju to nie jest miejsce na uczenie się zawodu trenera, a ten facet dopiero się go uczy. I na razie nie wygląda na wybitnie uzdolnionego.

    Zaś tłumaczenie marnej gry i bałaganu na boisku podwładnymi, jakimi się dysponuje, to już zwyczajne samozaoranie. Entuzjazm z piłkarzy po czymś takim pewnie eksploduje…

    Być może to u nich rodzinne – jeden jako kapitan próbował tłumaczyć fiasko na ME w Polsce kwestią biletów, drugi jako selekcjoner zwala winę na zawodników, za to, że nie umie ich ustawić i dostosować planu gry do ich predyspozycji.

    Polubienie

  33. @Koziołek
    Pewnie to co zawsze i wszędzie… – pewnie ktoś uznał, że z tym potencjałem to powinni już mieć mistrzostwo ligi i puchar krajowy, a nawet tytuł LM za sezon 2019-2020.
    ……………………..
    Nie mogę uciec od refleksji/pytania, jaki byłby merytoryczny poziom dyskusji w mediach na temat Brzęczka i reprezentacji, gdyby za rok nie było wyborów w PZPN.

    Polubienie

  34. Valencia ma Singapurskiego miliardera jako właściciela. Tenże miliarder kumpluje się z Mendesem, który doradza mu jak najlepiej, totalnie w interesie klubu i w ogóle nie w swoim i promowanych przez niego piłkarzy. Na wylocie był na początku sezonu dyrektor sportowy, który nie należy do zwolenników drogich piłkarzy ze stajni Mendesa, pono postawili się wtedy właśnie Marcelino z piłkarzami i dyrektor został. Teraz pono dyrektor zostaje do czerwca, by nie płacić mu odprawy (sic!), ma być odsunięty od rzeczywistej roboty. Bo jak powszechnie wiadomo, miliarder ma zawsze rację, inaczej nie miałby miliardów, nie?

    Ale z kronikarskiej uczciwości – Marcelino wcale we współpracy łatwy nie jest, jego poprzednie pożegnanie z Vilarrealem, było podobne, dobre wyniki, a tu nagle bam. Ptaszki ćwierkały że Marcyś miał kose z większością drużyny. Nieścisłością jest też teza o „genialnym poprzednim sezonie Valencii”, fakt, skończyło się dobrze, top4, PK, półfinał LE, ale na jesieni trąbiono na alarm, Valencia miała koszmarne trudności z wygraniem meczu, głównie przez dramatyczną skuteczność, tam było balansowanie na granicy strefy spadkowej. Potem udana wiosna i mały próg top 4(61 pkt wystarczyło) i skończyło się dobrze.

    Ale to gdzieś fascynujące, że poprzednią jesień Marcelino przetrwał, a teraz pofrunął. Podobno poczekano do początku sezonu(następca był sondowany od 2 tyg) by tym razem popierający trenera piłkarze nie zrobili buntu jeszcze w okienku. kapitan Valencii wali już w mediach społecznościowych że „życzy Marcelinho jak najlepiej i ma nadzieję że znajdzie miejsce gdzie pozwolą mu pracować”.

    Polubienie

  35. @Antropoid
    „Nabieram wręcz podejrzeń, że rywale albo głupieją od tej swobody w rozgrywaniu piłki pod naszą bramką (i stąd ich nieskuteczność).”

    Miałem dokładnie takie samo wrażenie. Podobnie, jak w meczu Legii z (m.in) Realem w Warszawie.

    Polubienie

  36. @twojastara
    No dzięki, sporo mi uzupełniłeś research. Inna para kaloszy że jak się czyta teraz artykuły z 2016 o zwolnieniu go z Żółtej Łodzi, to obecne wyglądają trochę jak copy-pasty. Chyba specyficzny facet.

    Tak czy inaczej, w La Lidze od paru lat gra się o czwarte i Valencia wcale do tego faworytem nie była, a dwa razy z rzędu się udało. Do tego gość dołożył Copa del Rey, czyli pierwsze trofeum od 11 lat. Wyleciał po trzech kolejkach. W. T. F.

    Polubienie

  37. @PANSZERYF

    Oczywiście wyjaśnienie pierwsze, jakie się nasuwa jest takie, że mamy naprawdę słabą grupę.
    Słabszej już się chyba wylosować nie da.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s