Vital Heynen, normalny trener na wojnie z nienormalnym światem

Nasłuchałem się ostatnio zawodowych komentatorów i zwykłych kibiców zdziwionych, że polscy siatkarze nie rozegrali przed mistrzostwami Europy żadnego sparingu. „Niesłychanie oryginalna strategia”, „tak się raczej nie robi”, „nikt nigdy nie przystępował do poważnego turnieju od razu po zejściu z treningu, po miesiącu bez meczu”. Dzisiaj głosy jeszcze się wzmogły, bo nasza drużyna zaskakująco długo mordowała się z Estonią, rywalem skaczącym znacznie poniżej podium.

Ze zdumieniem przyjmowano też strategię na Ligę Narodów – trener Vital Heynen tasował 26 nazwiskami, na turniej finałowy w Chicago posłał głębokie rezerwy, a sam porzucił drużynę przed meczem o brąz i wrócił na zgrupowanie do Zakopanego.

Pomysły belgijskiego selekcjonera – przy gorszych wynikach mówiono by „wymysły” – rutynowo już uzasadnia się jego skłonnością do robienia wszystkiego na opak. Heynen to ekscentryk mieszkający po drugiej stronie lustra, wydziwiać musi, on sam zresztą chętnie przyznaje, że jest świrem.

Polemizowałbym. Owszem, Belg to grubszy wariat. Ale akurat w omawianych przypadkach zachowuje się całkiem racjonalnie.

Skoro w siatkówce non stop przybywa meczów i konieczności podróżowania po wszystkich kontynentach, to trzeba zwołać większą liczbę graczy (patrz: 26 nazwisk w Lidze Narodów). Skoro czasu na spokojne trenowanie ubywa, to czasami trzeba odpuścić sobie pobyt na meczu nawet teoretycznie prestiżowym, by lepiej przygotować reprezentację do jeszcze ważniejszego (patrz: przedwczesny powrót do Zakopanego ze względu na kwalifikacje olimpijskie). Skoro mistrzostwa Europy również nadmuchano do absurdalnych rozmiarów, to złożoną z aż pięciu meczów fazę grupową potraktujmy rozgrzewkowo, ona zastąpi nam sparingi (patrz: mecz z Estonią). Przecież trzeba kiedyś odpoczywać, trzeba kiedyś ćwiczyć.

Niczego nie odmawiając Heynenowi: w sporcie często zdarza się, że „genialne” ruchy trenera wynikają głównie z okoliczności. W normalnym świecie taki delikwent podejmowałby decyzje uchodzące za normalne, w nienormalnym świecie podejmuje te odbierane jako nienormalne. Tymczasem współczesna siatkówka niezmiennie polega na tym, że ci na górze kombinują, jak by tu utrudnić zadanie tym na dole. Polacy rozgrywali dzisiaj 28. mecz w sezonie (wliczając sparingi), a jeśli dostaną się do strefy medalowej mistrzostw Europy, to w ostatnim dniu ruszającego kilkadziesiąt godzin później Pucharu Świata rozegrają spotkanie numer 47. Po jaką cholerę mnożyć im jeszcze zabawy towarzyskie? Może Heynen jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu również dlatego, że z rzeczywistością wyjętą ze snu wariata powinien szarpać się wariat?

Wracając do dzisiejszych zmagań z Estonią – nic dziwnego, że było Polakom ciężko, to dopiero pierwszy z serii sparingów przed nadciągającymi mistrzostwami kontynentu, które wystartują za jakiś tydzień z okładem.

26 myśli na temat “Vital Heynen, normalny trener na wojnie z nienormalnym światem

  1. „z rzeczywistością wyjętą ze snu wariata powinien szarpać się wariat”… – albo ktoś, kto potrafi odsiać ziarno od plew i skoncentrować się na racjonalnych działaniach, najskuteczniej prowadzących do realizacji celu.

    Polubienie

  2. @Rafał
    Krychy i Grosika nie widziałem, ale Lewy sprawiał wrażenie jakby grał inną piłką. A może piłka była taka sama tylko schematy inne. Miałem wrażenie, że każdy grał na swojej pozycji i robił na boisku to co najlepiej potrafi i najbardziej lubi.

    Polubienie

  3. Szczerze powiedziawszy nie zetknąłem się z jakąś szczególną histerią ani przed Estonią ani po Estonii (może dlatego, że nie rozmawiałem z niedzielnymi kibicami i nie czytałem niedzielnych komentatorów, którzy by opisać mecz z Estonią obejrzeli sam wynik odrywając się od pasjonującej relacji z meczu Wigry – Miedź), ale oczywiście wywód w punkt. Ja pracę Heynena porównuję często z pracą Nawrockiego albo raczej odwrotnie – pracę Nawrockiego oceniam przez pryzmat pracy Heynena. To oczywiście nie do końca uzasadnione, bo jednak i potencjał i ostatnie dokonania obu reprezentacji całkiem różne. Nie można też odbierać Nawrockiemu tego, że zbudował drużynę od zera – widziałem pierwsze mecze tej reprezentacji kilka lat temu i to naprawdę było zero. Pomijając jednak te aspekty to mam wrażenie jakbyśmy w jednej reprze mieli trenera, który prowadzi drużynę super optymalnie, wyciąga absolutne maksimum (przecież te kłótnie z sędziami na Final Six to był majstersztyk strategii), a w drugiej takiego, któremu co druga szansa umyka. Szansa na wzięcie challenge’u w odpowiedniej sytuacji (nie wiem czy zauważyliście, ale Heynen ma swojego kompa z kamerami, na którym często sprawdza stykowe piłki przed wzięciem challenge’u), szansa na wzięcie czasu w odpowiednim momencie, szansa na zmianę zawodniczki, która się przycięła albo którą po prostu trzeba zdjąć z drugiej linii bo słabo przyjmuje. Mam takie wewnętrzne przekonanie, że gdybyśmy mieli dwóch Heynenów jako trenerów reprezentacji siatkarskich to jeden medal ME już by był.

    Polubienie

  4. @xavrasw
    „Szczerze powiedziawszy nie zetknąłem się z jakąś szczególną histerią ani przed Estonią ani po Estonii (może dlatego, że nie rozmawiałem z niedzielnymi kibicami i nie czytałem niedzielnych komentatorów, którzy by opisać mecz z Estonią obejrzeli sam wynik odrywając się od pasjonującej relacji z meczu Wigry – Miedź)”.

    Histerii nie było, nic takiego nie sugeruję. Zresztą za bardzo wygrywamy, żeby się żołądkować. Ale w Polsacie z 50 razy padło, że rezygnacja Heynena ze sparingów to zaskakujące i oryginalne, że nikt tak nie robi etc. I w ogóle się nie czepiam, zwracam po prostu uwagę, że Belg rozmaitymi decyzjami reaguje na co, to proponują na górze. Adaptuje się.

    Polubienie

  5. @Rafał

    No już dzisiaj nic takiego nie padło – w zasadzie padło raz, że właśnie gramy sparing. Może średnio to dżentelmeńskie, tak jak te komentarze w trakcie Estonii trafne, ale o czym tu gadać jak na imprezie mistrzowskiej jedna drużyna ogrywa drugą 21:4 w trakcie 4 przejść. Nie jestem do końca przekonany, że to wina rozszerzenia mistrzostw, bo Czesi pewnie załapaliby się do nich nawet przy 16 drużynach. Po prostu rozjazd między najlepszymi drużynami a pozostałymi chyba stale się powiększa.

    Polubienie

  6. Sorrki za offtop, ale muszę – zdaje się że na prawdziwy Inter długo nie musiałeś czekać Rafale, właśnie uratowali bohatersko remis w doliczonym czasie gry w meczu ze Slavią, na własnym stadionie.

    Conte w LM nie zawodzi xD

    Polubione przez 1 osoba

  7. Faktycznie (zwraca na to uwagę Rafał w Wyborczej) piłka i piłkarze nie przestają zadziwiać… – Robert najpierw kręci ruletę i daje kilka wirtuozerskich popisów, godnych nie tylko najwspanialszych stadionów ale wręcz sal koncertowych, żeby w końcu wcisnąć farfocla, wyróżniając się tylko determinacją w dążeniu do kontaktu z piłką. A Krycha, piłkarz przez wielu już niemal skreślony, strzela bramkę i gra lepszy mecz niż najlepsze mecze w LE przed laty z Sewillą.

    Polubienie

  8. To jest śmieszne, żę Włochy mają 4 kluby w LM bez eliminacji, a potem dostają w d.. po 4-0. No ale wiadomo, jak musieli grać w eliminacjach, to odpadali, więć trzeba było to zmienić… Francuzi z kolei mają 3 bez eliminacji i też poza PSG słabe. Skład LM się ustala teraz przy stoliku, nic dziwnego, że oglądalność spada.

    Polubienie

  9. Dlatego poza samym poziomem gry trudno w tych rozgrywkach szukać czegoś więcej. Imponderabilia spuszczono w klopie tą przewałką na biedniejszych.
    Dobrze, że mimo to, wciąż jeszcze ktoś spośród nich potrafi się tam dostać i tym „równiejszym” wklepać.

    Polubienie

  10. W przeciwieństwie do Blenginiego, który cierpiącego Juantorrenę trzyma do końca meczu z Turkami, gdy za 2 dni mają ćwierćfinał z Francją. Ja wiem, że we włoskiej siatkówce urodzaju teraz specjalnie nie ma (nigdy nie byłem fanem talentów Lanzy czy Kovara), ale żeby aż tak…

    Polubienie

  11. @0twojastara
    Wczoraj widziałeś, że remis Interu ze Slavią to był wypadek przy pracy. Nerazzurri ewidentnie zlekceważyli Czechów, co jednak nie zmienia ani trochę faktu, że odpowiedzialność za to w 100% spada na Conte, który nie powinien do tego dopuścić. Nie twierdzę, że wejdzie z Interem do LM razem z bramą i rozstawi wszystkich po kątach, ale z powodu tego jednego meczu pisać ironicznie, że „Conte w LM nie zawodzi” wydaje mi się jednak co najmniej zbyt wczesne. Milan został przez Inter schowany do kieszeni i nawet pomimo tego, że rossoneri grają kompletną padakę od początku sezonu, to jednak tak bardzo kogoś zdominować przez bite 90. minut nie jest taką znowu formalnością.

    @GP
    Podobnie śmieszne wydaje mi się pisanie, że śmieszna jest ilość włoskich klubów w LM na podstawie jednego meczu absolutnego żółtodzioba w tych rozgrywkach… W dodatku zespołu, który miewa bardzo słabe początki sezonu – w zeszłych rozgrywkach po 8. kolejkach mieli 6., czy 8. punktów… Tak samo mogę napisać, że Roma (czyli w gruncie rzeczy niekoniecznie ścisła włoska czołówka) wyeliminowała w ćwierćfinale Barcelonę. Nie twierdzę, że Serie A się aktualnie umywa do Premier League, czy Primera Division, ale kto miałby niby ich kosztem mieć więcej drużyn w LM? Chyba, że Premier League by miało mieć ich np. 6… To byłoby pewnie bardziej sprawiedliwe, ale czy cztery drużyny z Serie A to jakaś patologia? Nie powiedziałbym…

    BTW: jak już wcześniej pisałem, poziom tzw. ekstraklasy mnie tak załamuje, że nie oglądam nawet największych „hitów” i nic nie wskazuje na to, żeby miało się to zmienić – z racji faktu, że mecz transmituje TVP2, włączyłem sobie tę kopaninę na dziesięć minut (50-60) i mnie zamurowało. Cracovia, która mogłaby zostać liderem tabeli po tym meczu, powiedzieć, że gra fatalnie, to jak nie powiedzieć nic – to jest jakiś totaly kabaret… Naprawdę nigdy nie widziałem czegoś takiego, nawet w jakimś przypadkowym meczu na orliku – piłkarzom Pasów piłka odskakiwała na metr albo dwa niemal przy każdym przyjęciu, każde dośrodkowanie za linię końcową (bo o jakiejkolwiek składnej akcji oczywiście nie ma mowy),itd. Nieprawdopodobne.

    Polubienie

  12. @PANSZERYF

    Skoro już wspomniałeś o Barcelonie, to z Valverde za sterem niedługo sukcesem będzie choćby remis na wyjeździe, nawet ze statystami z La Liga.

    Polubienie

  13. @panszeryf
    Rzucę jeszcze bardziej obrazoburczą tezę, ale patrząc na to że Slavia ma na rozkładzie takie zespoły jak Zenit, Cluj, Bordaux czy Sevilla, a i Chelsea trochę postraszyli, nawet jeśli oba mecze przegrane, to możliwe że jest mocniejszą drużyną niż Lecce, Calgari, Udinese czy Milan(nie obraź się Rafał) czyli dotychczasowe skalpy Interu. xD

    Ale Conte ma wiecznie takie „wpadki” jego rekord w pucharach europejskich jest naprawdę słaby, ustępował tu miejsca Galacie jako trener Juve, męczył się z Azerskimi drużynami i odpadał z hukiem jako trener CFC(nawet na Camp Nou nie umiał wygrać, a w LM wszyscy to robią xD)

    Ale w lidze zrobi wynik, golić ogórasów zawsze potrafił, w trójce będą minimum, może powalczą z Napoli i Juve, kto wie. Szczelam że Juve Sarriego nie będzie tak niezawodne jak nudziarza Allegriego, więc sezon w Serie A może być ciekawy. I fakt, nawet jeśli nie przepadam jakoś za Conte, to wymienię ten Inter w trójce potencjalnych kandydatów do scudetto.

    Polubienie

  14. @0twojastara
    Pierwszy akapit – pełna zgoda. Na co stać Inter, będziemy na pewno dużo lepiej wiedzieć za co najmniej 3. tygodnie.

    Drugi akapit – również pełna zgoda, Conte ma bardzo dużo do udowodnienia na arenie europejskiej. W dodatku będzie mu o to szczególnie trudno w takim klubie, jak Inter, który błaźni się w Europie od 20. lat, z wyjęciem jednego, jedynego sezonu.

    Też do tej pory ani nie byłem jego wielkim fanem, ani nawet nie byłem entuzjastą jego zatrudnienia (choć nie byłem też przeciwny) w Mediolanie. Bardzo mi się za to podoba to, co (z)robi(ł) do tej pory i aktualnie jestem całkiem optymistycznie do niego nastawiony. Takie smaczki, jak nocowanie w centrum treningowym po porażce ze Slavią, czy aplikowanie treningu piłkarzom, którzy nie wybiegli na murawę, tuż po meczu, nie wyglądają na pr-owe zagrywki, tylko poważne podejście do tematu.

    Wziąwszy pod uwagę, że Juve wydaje się jednak nieco spuszczać z tonu paradoksalnie od dnia zakontraktowania Krystyny i to, że sezon, w którym Napoli deptało po piętach Juventusowi do samego końca rozgrywek był prawdopodobnie apogeum tej drużyny w takim kształcie (który trwa), ten sezon rzeczywiście zapowiada się na jeszcze ciekawszy, niż poprzedni (tak jak poprzedni zapowiadał się i był ciekawszy, niż jeszcze poprzedni).

    Polubienie

  15. Jesteśmy w półfinale. Kolejne zwycięstwo bez straty seta. A gdzie emocje??? – Nuda, totalna nuda.
    Nawet jak naszym nie wyjdą 2/3 piłki, to i tak leżysz spokojnie w fotelu bo masz pewność, że za chwilę odrobią to z nawiązką. Dobrze, że naszym niemal w każdym secie trafiają się perełki… – a to serwis jak z bajki, a to rozegranie po którym rywale głupieją, albo blok lub atak po którym można zrobić tylko wielkie O!
    Ale na półfinał to marzą mi się już emocje. Oczywiście z awansem do złotego finału.
    P.S.
    Wcale mnie nie dziwi, ze ani Heynen, ani żaden z siatkarzy po turnieju nie wybiera się do Japonii. Z resztą po co? – zagrać z Tunezją, do której żabi skok z Paryża.

    Polubienie

  16. @Rafał
    Właśnie przeczytałem Twój pomeczowy felieton. Tak, to jest właśnie ten rodzaj nudy o którym żartowałem (och! jak chciałbym się tak ponudzić oglądając naszych piłkarzy) w komentarzu.
    Ale na turniej w Japonii też się cieszę. Już miesiąc temu stwierdziłem, że mamy materiał na trzy reprezentacje. Ciekaw jestem jak to wyjdzie w praniu?

    Polubienie

  17. Nigdy nie lubiłem włoskich drużyn ani reprezentacji, żaden włoski siatkarz nie budzi u mnie pozytywnych emocji (no może trochę Juantorrena dlatego, że najmniej włoski), nawet jak bym miał wybór w oglądaniu 2 meczów reprezentacji siatkarskich to pewnie Włochów bym pominął. Ale po dzisiejszym meczu im szczerze współczuję. Nie znam kulisów działania włoskiego związku siatkarskiego, ale jak żywo przypomina mi on PZPN, który uparcie forsuje swoich Fornalików i Brzęczków. Faktem jest, że włoscy trenerzy nie są ostatnio w siatkówce, hmm pisząc eufemistycznie, na fali, ale reprezentacja pod wodzą Blenginiego już drugi raz z rzędu (tak, uważam, że na MŚ też grali piach, mimo 6ego miejsca) pogłębia dno. Już pisałem wyżej, że talentów im ostatnio pod siatką nie obrodziło, ale nawet z tym co jest można uniknąć żenady przegrywania decydujących setów do 13-14. No ale jak na ławce siedzi włoska odmiana „ognia w oczach” to jest właśnie tak…

    Jedyny pozytyw tego meczu to obrona roku (albo i 10-lecia) w wykonaniu Ngapetha i Grebiennikowa.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s