Zobaczyć Neapol i uciec

Słyszeliście pewnie o tym złowrogo pięknym, romantycznym mieście, w którym futbol kochają do obłędu. Być może słyszeliście też, że drużyną Napoli ostro ostatnio trzęsie – długo nie wygrywała, wściekły prezes zgodnie z włoską tradycją rozkazał karnie skoszarować piłkarzy, ci się zbuntowali. Ściślej – po porażce z Romą jeszcze potulnie podreptali tam, gdzie szef zarządził, ale kilka dni później po równie rozczarowującym remisie z Salzburgiem rozjechali się do domów. Szczegółowo opowiadałem o chryi w „Gazecie”, tekst znajdziecie tutaj.

Nasłuchałem się od tamtej pory od znajomych i nieznajomych, że w tyłkach się gwiazdorom poprzewracało, milionerzy czują się więksi niż klub, poza tym morda w kubeł i trenować. Myślenie wytartymi memami, zresztą lokalna publiczność zareagowała z grubsza podobnie: wrogo i w huku petard manifestowaław podczas otwartego treningu, przed kolejnym nieszczęsnym meczem (0:0 z Genoą) przeraźliwie zawodników wygwizdała (z wyjątkową pasją zrzucając decybele na kapitana Lorenzo Insigne), po ostatnim gwizdku urządziła im identyczne piekło. Neapolitańczycy kochają idoli kochać, kochają też nienawidzić. Zapytajcie Gonzalo Higuaína.

Od tygodnia działo się gęsto, poznawaliśmy kolejne detale. Np. z prywatnego życia brazylijskiego rozgrywającego Allana, który szczególnie źle znosił nocowanie w hotelu, z drużyną, ponieważ jego żona Thais jest w zaawansowanej ciąży. Dlatego chciał dyspensy. W właściciel klubu generalnie nie miał jednak dużo czasu dla drużyny, bo poleciał do Los Angeles zajmować się innym biznesem – kiedy Aurelio De Laurentiis nie dogląda Napoli, to produkuje filmy. Po remisie z Salzburgiem natychmiast opuścił stadion, więc Allan zaatakował werbalnie jego syna Edoardo, również zaangażowanego w zarządzanie drużyną.

W czwartek do domu piłkarza wtargnęli włamywacze. W biały dzień, gdy wewnątrz przebywała jego żona – nie było natomiast synów, którzy spacerowali z ojcem, więc na widok swojego zdewastowanego pokoju rozpłakali się dopiero po powrocie. Wtedy wybuchła Thais (jest w ósmym miesiącu) i napisała na Instagramie, że żyje w strachu, że nie wytrzymuje obelg, które najpierw spadały na nią w internecie, a teraz wysłuchuje ich już nawet w sklepie. Po czym skasowała konto.

Aha, włamywacze niczego nie ukradli. Inaczej niż ci, którzy dobrali się potem do samochodu żony Piotra Zielińskiego – ona poszła pospacerować po plaży z labradorką Mią, a gdy wróciła, zobaczyła rozbitą szybę. Nie zobaczyła natomiast sprzętu audio ani nawigacji GPS.

Chciałbym wierzyć, że to wszystko przykre zbiegi okoliczności, ale… Zbyt dużo wiem o realiach, zresztą włoskie media też nie kryją, delikatnie mówiąc, wątpliwości. I staje się powoli jasne, że Napoli w obecnym kształcie przestanie wkrótce istnieć – sami uciekną albo zostaną wyproszeni prawie wszyscy liderzy, od Insigne, Mertensa i Callejona po Allana i Koulibaly’ego, zresztą w aktualnym nastroju prezes najchętniej rozsprzedałby wszystkich. Działa samobójczo, wydanie wojny całej kadrze i trenerowi zdaje się taktyką zbyt oryginalną nawet jak na standardy szalonej Serie A.

Co chwilowo intryguje mnie jednak mniej niż perspektywa procesu, którym De Laurentiis grozi piłkarzom za to, że rozjechali się po domach wbrew jego rozkazowi. A nawet nie sam proces, lecz pytanie, ile właściwie wolno właścicielowi klubu.

Ten wyżej przywołany od zawsze uważa, że wszyscy, którym płaci, należą do niego. W konfliktach jeńców nie bierze, pasjami ingeruje w kompetencje podwładnych, „polemizuje” z nimi publicznie. Apodyktyczny showman bez hamulców. Czy na pewno jednak ma prawo rozporządzać piłkarzami totalnie – owszem, mają nienormowany czas pracy, ja w „Gazecie” też mam – i w dowolnym momencie zawyrokować, że nie wypuści ich do domów przez dzień, dwa, trzy dni albo, jak było w omawianym przypadku, osiem?

41 myśli na temat “Zobaczyć Neapol i uciec

  1. Sytuacja jest zdecydowanie zabawna. Od dawna twierdzę, że Sarri wycisnął z tej drużyny 200% i nie wiem czy nawet Klopp albo Guardiola byliby w stanie utrzymać tę ekipę na poziomie, na który wzniósł ją Neapolitańczyk, gdyby przejęli po nim schedę… Napoli przez miażdżącą większość swojej historii było ligowym średniakiem, ostatnie kilka sezonów, ani lata 80. niczego w tej materii nie zmieniają i nic nie wskazuje na to, żeby w dającej się przewidzieć przyszłości ten klub miał doszusować na stałe do ścisłej włoskiej czołówki. Sycylia to takie miejsce na zachodzie, które w pewnym sensie przypomina sytuację na wschód od Odry – mafia kibolska to ten element, który uniemożliwia sprowadzanie tam (czy nawet utrzymanie) gwiazd największego formatu. Co do wyprzedaży, na którą się zanosi, to szykują się wyjątkowo ekscytujące mercato.

    Polubienie

  2. Jeżeli wierzyć doniesieniom elektronicznych mediów to Piotr już zablokował rozmowy na temat przedłużenia kontraktu. I chociaż sytuacja wewnętrzna w Napoli mnie niepokoi (to się prędko nie skończy, a oznaczać może tylko zaognienie sytuacji) z uwagi na na Euro, to decyzję Piotra rozumiem.

    Polubienie

  3. Czasami odnoszę wrażenie, że piłkarze przez niektórych właścicieli i kibolską gawiedź traktowani są jak grecki nauczyciel w antycznym Rzymie. Stał na samym szczycie hierarchii służby domowej i żył komfortowo jak na ówczesne powszechnie panujące warunki, czasami był nawet najbardziej zaufanym doradcą właściciela, ale przy najmniejszym jego niezadowoleniu czy wręcz kaprysie mógł być jak każdy niewolnik wychłostany i sprzedany lub zesłany do najcięższych prac polowych.

    Polubienie

  4. @Panszeryf – Neapol to nie Sycylia, choć faktycznie to już południe Włoch, czyli zupełnie inny świat niż na północ od Rzymu…

    Polubienie

  5. De Laurentiis to kolejny dowód, że „ludzie sukcesu” wcale nie mają patentu na wybitność, nie przerastają reszty populacji, znając się na wszystkim lepiej. Raczej mieli jakieś umiejętności, szczęście i determinacje, co akurat zaprocentowało. Osobiście uważam że na każdego takiego byznesmena, przypada 10000 takich samych byznesmenów, którzy mieli zbliżone lub wręcz identyczne pryncypia i umiejętności, ale brakowało szczęścia, znajomości etc. i dziś są bankrutami.

    Ludzie jako gatunek, lubią takie jednostki mitologizować. Najpierw tworzyliśmy bogów, potem herosów, potem królów, ostatnio idoli. Staramy się sobie wmówić, że na mistyczną otoczkę ów idol zasłużył, niedowierzaniem reagujemy gdy jednak rzeczywistości nie da się nią zakryć.

    Pamiętam jak było z Wojciechowskim w Polonii – choć nie mógł awansować do ekstraklasy, aż kupił wreszcie licencję Dyskoboli, wielu wmawiało sobie że tu z jakiegoś powodu jego metody zadziałają. Gdy nie działały, a Józef z pianą na ustach zwalniał szkoleniowców i znęcał się nad piłkarzami, opinia publiczna z niedowierzaniem zastanawiała się, jak ten wykręt zrobił aż taki byznes.

    jakoś nikomu nie przyszło do głowy rozwiązanie najprostsze – że mobbing i zastraszanie pracowników, to w dziedzinie Wojciechowskiego, metody które działają i się sprawdzają.

    Kiedyś Mioduski dał wywiad, gdzie poza potokami wody, dał znamienne zdanie o „swoim stylu zarządzania, który generalnie mu się sprawdza”. I tacy oni są w dużej części, niezależnie czy dasz im do zarządzania przedsiębiorstwo sportowe, czy kostkę rubika do rozwiązania, oni powrócą do „sprawdzonych metod” które dały im w życiu sukces.

    Jeśli dasz kostkę rubika Wojciechowskiemu, to ten potraktuje ją mobbingiem i zwolni.

    Jeśli dasz kostkę rubika Januszowi Filipiakowi, ten będzie przyglądał się jej pół sezonu, po czym zaproponuje jej premię, jeśli rozwiąże się sama.

    Jeśli dasz kostkę rubika Bogusławowi Leśniodorskiemu, ten dołoży wszelkich starań by wejść z nią w dialog, a gdyby to zawiodło, ogłosi że nie żałuje swojej decyzji.

    Jeśli dasz kostkę rubika Dariuszowi Mioduskiemu, ten zwoła międzynarodową konferencję w intencji jej rozwiązania(akurat tu zdałoby to egzamin xD)

    Jeśli dasz kostkę rubika Radosławowi Osuchowi, ten zasypie ją anegdotami o tym jakim jest cwaniakiem.

    Jeśli zaś dasz kostkę rubika Aurelio De Laurentiisowi, ten skrytykuje ją w mediach, jednocześnie zabierając kostce prawa do repliki.

    Jeśli ktoś się wiec łudzi, że byznesmeni zbawią futbol – nie zbawią. Jakkolwiek dali już dość dowodów, niektórzy się może jeszcze łudzą, zatem poradzę by porzucili mrzonki.

    Polubienie

  6. Co do nienormowanego czasu pracy – potencjalnie to do rozstrzygnięcia przez sąd, i to na poziomie UE. Czy pracodawca ma prawo do koszarowania, bo inaczej tego się chyba nie da nazwać, pracobiorców? Intuicyjnie odpowiedziałbym że nie, ale może nasi blogowi prawnicy, Stanisław414 lub Bartoszcze zechcieliby zabrać głos?

    Polubienie

  7. @0Twojastara

    „Czy pracodawca ma prawo do koszarowania, bo inaczej tego się chyba nie da nazwać, pracobiorców?”

    Nie wiem na ile świadomie, acz trafnie użyłeś wyrazu „pracobiorca” zamiast „pracownik”. Pamiętajmy bowiem o bardzo specyficznej formie zatrudnienia (w pełni) zawodowych piłkarzy, to nie jest typowa jednostronicowa umowa o pracę podlegająca pod lokalny kodeks pracy, lecz kontrakty często o objętości opasłych tomiszczy, w zakresie których swoboda kontraktowa jest posunięta baaardzo daleko (vide zobowiązania sportsmenek do niezachodzenia w ciążę, karne Neymara itp. itd.).

    Z grubsza upraszczając – pytanie brzmi co na to kontrakt. I jakkolwiek wątpię, by takowy wprost przewidywał możliwość skoszarowania, to pytanie, na ile takową da się wyinterpretować z innych jego zapisów (zwłaszcza mając na uwadze kwestię tzw. języka autentycznego i prawa prywatnego międzynarodowego w przypadku tak kosmopolitycznej branży). I obawiam się, że klauzule poufności rzeczonych kontraktów nie pozwolą nam łatwo poznać ich treść i musimy poprzestać na mocno niepewnej tzw. trzeciej ręce.

    Polubienie

  8. @Otwojastara
    Fajny tekst. Kostka Rubika świetna i paradoksalnie znakomicie oddaje kwintesencję drogi do sukcesu.
    Nie ma jednej, one są różne w zależności od zewnętrznych i wewnętrznych uwarunkowań w otoczeniu i wewnątrz struktury oraz ludzi (ich cech indywidualnych – wiedzy, umiejętności, mentalności, tego wszystkiego czym się różnimy) i tego na ile potrafisz ich skoncentrować (też nie ma jednej metody) na działaniach prowadzących do celu/sukcesu, powiązać ich indywidualne cele z celem wspólnym. Na dodatek to wszystko jest zmienne w czasie jak pogoda w marcu.
    Dlatego wczorajszy mistrz/krezus dzisiaj może być ostatnią fujarą lub bankrutem, a wczorajszy bankrut jutro krezusem.
    Możemy psioczyć na biznes w piłce, sam wielokrotnie marudziłem na ten temat na blogu zwłaszcza jak w mojej opinii cele biznesowe rozjeżdżały się ze sportowymi, ale bez biznesu pasjonowalibyśmy się do dzisiaj amatorską piłkę jak onegdaj na podwórku czy w początkach futbolu w Anglii.
    P.S.
    Zaprosiłeś do przedstawienia opinii dwóch prawników, więc będziesz miał przynajmniej 3 opinie.

    Polubienie

  9. Tak jeszcze uzupełniając „szerzej” – osobiście uważam, iż w niemal każdej dziedzinie życia najbardziej sprawdza się pragmatyzm. Nie ma taktyki idealnej, wysoce cenię takiego Guardiolę czy Allegriego, ale to trenerzy przywiązani do pewnych konceptów, niezdolni – nie bez nacisku tzw. zewnętrznych okoliczności, gdy jest już z reguły za późno – do nagłego „wywrócenia stołu”, zagrania pod rząd CELOWO na dwa zupełnie różne sposoby. Daleki jestem od idealizowania takiego Alexa Fergusona, uważam, iż jakkolwiek obraźliwe byłoby określenie go mianem taktycznego dyletanta, to mógłby on brać korepetycje u co najmniej kilku kolegów. Niemniej jednak zawsze patrzył on tyleż na rywala, co i własne zasoby, wskutek czego raz wychodził z nożem w ustach z myślą o nieprzerwanym ataku, przy innej okazji zaś ustawiał trzy linie zasieków. Ideałem pod tym względem był zresztą Marcello Lippi podczas mundialu z 2006 roku – w każdym meczu wystawił inną jedenastkę.

    Czemu służy powyższy wywód? Otóż tak samo jest w przypadku menago oraz prezesów – metody skuteczne w jednym czasie wobec jednej grupy ludzi mogą zawodzić wobec innej, w jeszcze innym przypadku zaś są w stanie sprawić istne cuda. Dla mnie kwintesencją tej pozornej sprzeczności jest właśnie Aurelio De Laurentis, czyli człowiek, który jednocześnie zasługuje na pomnik pod stadionem w Neapolu, co i wygonienie z tego samego stadionu. De Laurentis jest, o ironio, wielkim błogosławieństwem SSC Napoli co i jego przekleństwem.

    Problem w tym, że w tym jakże rozchwierutanym (show)biznesie dla wielu piłkarzy stabilność jest na tyle pożądaną wartością, iż niestabilny prezes oraz tzw. otoczenie może ich skutecznie zniechęcać transferowo, nawet gdyby za tym przemawiały względy czysto finansowe.

    @ALP „Zaprosiłeś do przedstawienia opinii dwóch prawników, więc będziesz miał przynajmniej 3 opinie.”

    A co, tylko jeden się wypowie?

    Polubienie

  10. @Klemens_de_Miszczo
    Niewątpliwie pragmatyzm jest niezbędny do realizacji celów, a ponieważ nie jesteśmy omnibusami (od czasów Sokratesa „wiemy, że nic nie wiemy”), zwłaszcza pragmatyzm połączony z umiejętnością zarządzania wiedzą i umiejętnościami innych. Myślę, że to droga do sukcesu. Chyba, że mamy do czynienia z paradoksem, który żartobliwie skomentował prof. Kotarbiński; – „jeszcze nie wiemy, że się nie da”.
    …………………..
    Nie doceniasz prawników… – jeden też sobie poradzi.
    Przed laty na Uniwersytecie we Wrocławiu wykładał prof. Kocot, który prowadził też praktykę adwokacką. Po wygranym procesie mówił do klienta: – „mówiłem Panu, ze sprawa jest trudna, ale ją Panu wygram”, a po przegranym: – mówiłem Panu, że sprawa jest trudna, przegrał Pan”.
    Nie wiem na ile ta anegdota jest prawdziwa, ale wśród studentów była to wiedza powszechna.
    P.S.
    Chyba już na blogu powoływałem się na prof. Kotarbińskiego i przytaczałem anegdotę z prof. Kocotem, ale nie prowadzę archiwum swoich komentarzy, więc nie mogę tego sprawdzić. Za ewentualne powtarzanie się – przepraszam.

    Polubienie

  11. @ALP

    Miałem na myśli raczej to, iż i jeden prawnik wystarczy do jednoczesnego sformułowania trzech odmiennych opinii;)

    Polubienie

  12. Ale za to jakim wdzięcznym tematem jest pan ADL. Stanowi niezaprzeczalny koloryt i wspomnienie po dawnych, „romantycznych” czasach w futbolu, pośród dzisiejszej nudnej dbałości o pijar, zewnętrzną dyplomację, pośród całej tej walki (marketingowej) wielkich klubów o najbardziej dochodowe kolonie na całym globie, z ciągłym liczeniem słupków dochodów i chwaleniem się nimi.

    Polubienie

  13. @Rafał
    Jak przez to przebrnąłeś???
    Właśnie przeczytałem Twój felieton zamieszczony rano na Wyborczej i przyznam się bez bicia, że czytając pięć warunków jakie muszą być spełnione, żeby nasza reprezentacja mogła być losowana z pierwszego koszyka, nie wytrzymałem i wybuchnąłem głośnym śmiechem.
    Jedno muszę przyznać… – chłopaki z UEFA mają wyobraźnię. Ale jednego chyba nie przewidzieli. Reakcji krajowych związków, trenerów i piłkarzy jak przyjdzie do ustalania koszyków i losowania grup na EURO.

    Polubienie

  14. @Antropoid
    Do sportretowania ADL to się zabieram, z grubsza szacując, ze trzy lata, ale cały czas jakoś nie było okazji, czekałem, aż Napoli wreszcie czegoś grubszego dokona. Chyba dość tego czekania.

    Polubienie

  15. Grunt, że nasi spełnili warunek, choć II połowa to już powrót klasyki polskiego antyfutbolu i gdyby potrwała nieco dłużej 3 punktów pewnie by nie było.

    Polubienie

  16. Tak to wygląda, jak wpuścisz na boisko Klicha i Furmana. Różnica między Krychowiakiem, a resztą naszych pomocników to tak z półtora poziomu i tylko Bielik jest w stanie ten dystans skrócić.

    Polubienie

  17. To uproszczenie, kopanina dotyczyła niemal wszystkich, Lewandowski znów mógł tylko pomarzyć o wymienieniu z kimś paru podań, partnerzy lipski byle jak, piłka zamiast do niego trafiała najczęściej do Izraelczyków.

    Polubienie

  18. W komentarzu pomeczowym Rafał stwierdził, że reprezentacja zagrała wczoraj najlepszy mecz w eliminacjach. Ja bym poszedł dalej tak wysoko ustawionej, grającej dynamicznie i agresywnie naszej drużyny nie widziałem od nie pamiętam kiedy.
    Myślę, że w ten weekend wydarzyło się naprawdę dużo.
    Najpierw zobaczyliśmy drużynę Jacka Magiery. Drużynę elastyczną, tak ustawioną, żeby piłkarze mogli jak najlepiej wykorzystać swoje umiejętności, którym schemat miał ułatwić rozegranie i myślenie na boisku. Skończyło się na 5:1 z solidną piłką Szwajcarską.
    W piątek drużyna Czesława Michniewicza z nogami i myślami spętanymi schematem zagrała nasze „narodowe do boju rakiem” ze słabą Bułgarią. Bułgarzy przeczytali schemat, zagrali jak swego czasu z nami Duńczycy w luki między liniami, złośliwie przestali przestali na 3 bramkach i od 60 minuty dogrywali mecz fetując sukces. W mojej ocenie Michniewicz zwalając po meczu winę na piłkarzy postawił pod znakiem zapytania swoje kompetencje trenerskie.
    Wczoraj ciekawie zaczęło się już w popołudnie. Nasi 19-stolatkowie ograli Kosowo 4:1. Meczu nie oceniam bo nie widziałem, ale wynik przemawia do wyobraźni.
    Później już było co raz bardziej interesująco. Przed meczem w studio Polsatu „eksperci” wydziwiali na eksperymenty Brzęczka w sytuacji gdy „skład reprezentacji jest oczywisty”. Na siedem miesięcy przed turniejem zadekretowali formę piłkarzy, wyeliminowali skutki gry w siatkonogę lub podobne wydarzenia losowe, syndromy Rybusa, Milika czy Piątka. Nic dziwnego, że po meczu z uszami po sobie skoncentrowali się na skrytykowaniu Brzęczka za przeprowadzone zmiany, puszczając mimo uszu pozytywne pomeczowe oceny Glika, Krychowiaka i Lewandowskiego (to jeden z wczorajszych przełomów). Nic dziwnego, że naczelna tuba „narodowego stylu” dzisiaj postanowił zwolnić Brzęczka.
    Po poprzedniej rundzie eliminacji w dyskusji na blogu zachęcałem Brzęczka słowami; – kombinuj, kombinuj. Dzisiaj, nie czekając na mecz wtorkowy, chciałbym wyrazić nadzieję, że wczoraj ostatecznie runął podział na reprezentantów i dublerów, że przywrócona zostanie wewnętrzna rywalizacja w drużynie zwłaszcza, że na zapleczu jest potencjał, który w każdej chwili może szeroki skład uzupełnić.
    Reprezentacja nie musi grać marketingowymi wizerunkami byłych piłkarzy, zawodników bez formy czy kuśtyków klejonych do ostatniego momentu przed wyjściem na trawnik.
    P.S.
    We wtorek pożegnanie Łukasza… – dla mnie piłkarza wyjątkowego nie tylko dla poziomu jaki przez kilkanaście lat prezentował na boisku, ale także dlatego, że potrafił we właściwym momencie powiedzieć dość, za nim sukcesy rozmieni na drobne. Nie wyobrażam sobie, żeby na boisku wśród żegnających zabrakło Glika, Krychowiaka i Lewandowskiego, ale marzy mi się liczny udział młodych piłkarzy wchodzących do drużyny. To byłoby symboliczne przekazanie pałeczki.

    Polubienie

  19. A ciekawe, czy brak Grosickiego był spowodowany jakimś problemem zdrowotnym, czy oceną przydatności dla zespołu. W sumie Frankowski umiarkowanie tę szansę wykorzystał.

    Polubienie

  20. W sumie tak jakoś mi wpadło, że może nawet lepszy ten Boniek w garści niż Rubiales na dachu. Hiszpanie proszą się o drugą z rzędu kompromitację.

    Polubienie

  21. Ja tam nie bardzo wiem, o co ludziskom chodzi z tym Bońkiem.
    Nieomylnych nie ma, on też nie jest, ale na tle poprzedników (zwłaszcza ostatniego…) wypada całkiem nieźle, więc ten internetowy jazgot o „kompromitacji”, „żenadzie”, to jakieś kpiny.
    Kompromitacją to jest obarczanie go winą za wyniki polskich klubów, czy reprezentacji (te akurat są lepsze, niż za poprzednich prezesów).

    Polubienie

  22. I pierwszy wywiad TVP po meczu – Morawiecki… Nawet za PZPR nie było tak natrętnego lansu „przewodniej siły” przy okazji transmisji z meczów reprezentacji.

    Polubienie

  23. Ostatecznie mamy wynik podobny do poprzednich eliminacji, tam bramkowo było lepiej, a ostatnio lepiej punktowo w eliminacjach do 1982, kiedy jedyny raz było 100% punktów.
    Znowu widać różnicę między obroną z Glikiem a bez…

    Polubienie

  24. W każdym razie tak durnych zasad awansu do ME jeszcze nie było, przynajmniej to było dotychczas czytelne.

    A teraz, jak ktoś gdzieś na forum zażartował: spadnijmy do ostatniej grupy LN, potem ją wygrajmy, a może zagramy baraż o ME z Gibraltarem?…

    Polubienie

  25. Najwyższy dorobek punktowy w eliminacjach do turnieju drużyny w pokoleniowej przebudowie to znakomity powód (jak wynika z ankiety na WP) dla „znafców” (80%) do wywalenia trenera.
    ……………..
    Wczoraj chyba w studio Polsatu wreszcie do ekspertów dotarło, że na EURO możemy nawet mieć dziurę (odpukać) w bezdyskusyjnym szkielecie Glik-Krychowiak-Lewandowski. A zostały już tylko dwa zgrupowania. Szkoda, że najpierw LN a następnie eliminacje uniemożliwiły Brzęczkowi głębsze eksperymenty. Zostały tylko dwa zgrupowania…
    ………………..
    Wczorajsze problemy z trawnikiem, arogancka wypowiedź prezesa Spółki zarządzającej Narodowym pod adresem Glika po poprzednim meczu, sprowokowała mnie do rzucenia okiem na władze Spółki.Z oficjalnej strony w internecie wynika, że w ubiegłym roku na „Bańce” wjechała na fotel szefa Spółki urzędniczka z Ministerstwa Sportu. Jakoś tak się złożyło, że wraz z nową Panią Prezes trawnik z meczu na mecz był gorszy. Bańka na meczach bywa, ale jakoś mu to nie przeszkadza.
    Skoro Pani Prezes „nic z tym zrobić nie może”, Spółka Trawnik „ma za mało czasu” w przerwach między meczami reprezentacji, PZPN „ma dobrą umowę”, a „piłkarze są od grania, a nie od narzekania” to może my kibice powinniśmy wytłumaczyć Pani Prezes co jest jej psim obowiązkiem.

    Polubienie

  26. Alp, ja jestem jednym z tych „znawców” co chce wywalić wuja po wygranych eliminacjach. Ja bym go nigdy nie zatrudnił przede wszystkim, ale już na pewno nie przedłużał kontraktu. A co do „epokowego sukcesu” punktowego to pogadamy w lipcu 2020 po kompromitacji na Euro. Tylko szkoda zmarnować ostatnie lata Lewego i Glika w kadrze, bo Boniek jak typowy Polak cebulak nie chce zatrudnić i zapłacić prawdziwemu fachowcowi z zagranicy. Moim zdaniem żaden polski trener nie nadaje się totalnie do niczego. Wyniki klubowe to pokazują dobitnie. Za to przykład siatki pokazuje co może dać zagraniczny fachowiec. I myślę tu o Lozano, który wyciągnął Polskę na szczyt.
    Żeby jeszcze PZPN nie miał kasy na dobrego trenera, ale tak się składa, że związek śpi na gotówce.

    Polubienie

  27. To jest właśnie najlepsze – przechwałki o coraz lepszej kondycji finansowej związku i jednocześnie skąpienie na trenera… Ja myślę, że tu wieczna ksenofobia związkowych repów gra decydującą rolę, a nie ew. koszta.

    Dorobkiem punktowym bym się nie podniecał, 12 oczek dostarczyły nam Łotwa i Izrael, drużyny o klasie sportowej mocno umownej. Starcia ze średniakami – Słowenią i solidną kadrowo, lecz wiecznie chimeryczną Austrią, to już były męczarnie, ani przez moment nie było w nich spokoju o wynik.

    Tak samo jak nie ma wrażenia, by Brzęczek wycisnął z reprezentantów to tzw. „coś więcej”. Facet ciągle uczy się zawodu, a posada selekcjonera I reprezentacji, to nie jest miejsce na naukę.

    Polubienie

  28. „To jest właśnie najlepsze – przechwałki o coraz lepszej kondycji finansowej związku i jednocześnie skąpienie na trenera… Ja myślę, że tu wieczna ksenofobia związkowych repów gra decydującą rolę, a nie ew. koszta.”

    Myślę że to naczynia połączone. Po wybraniu prawilnej narodowej opcji budżetowej, można to uczcić wydając sobie premię.

    Polubienie

  29. Już niedługo, za nieco ponad pół roku, będzie weryfikacja. Zobaczymy, czy wygranie takiej grupy eliminacyjnej coś znaczy, czy nie.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s