Zrobiło się byczo

 

Z żalem żegnam piłkarzy Red Bull Salzburg, którzy właśnie odpadli z Ligi Mistrzów. Grali po wariacku, nie poszli na kompromis nawet w zderzeniu z Liverpoolem, zatracali się w ryzykanckim pressingu, debiutem w elicie ewidentnie się delektowali, reagowali z entuzjazmem godnym klubu, który przez 12 lat z rzędu musiał znosić klęski w eliminacjach – niekiedy traumatyczne, racjonalnie niewytłumaczalne. To było kino przygodowe, nawet awanturnicze, pozbawione najdrobniejszych przestojów.

Tam wszystko robi się inaczej. Kto by szukał trenera w USA? A w Salzburgu szukali, więc Jesse Marsch – wcześniej krążył po innych klubach należących do Red Bulla, nowojorskim i lipskim – został pierwszym w tej roli Amerykaninem w dziejach Champions League. Kto rekrutuje piłkarzy bezpośrednio z drugiej ligi zambijskiej? A oni wzięli aż dwóch, wystawiają obu regularnie, Patson Daka zdążył już strzelić gola w Lidze Mistrzów, a Enock Mwepu zasłużył się trzema asystami. W ilu klubach znajdziecie w szatni mozaikę 18 narodowości, wśród których przeważają te egzotyczne, w sensie geograficznym lub futbolowym? A w Salzburgu obok przywołanego wyżej duetu trzymają parę Japończyków, Koreańczyka, dwóch Malijczyków, Ghańczyka, Kameruńczyka, Węgra, Norwega, Bośniaka, długo by wymieniać. To może wskażecie drużynę z ambicjami, która w złożonej z 27 piłkarzy seniorskiej kadrze upchnęła ledwie sześciu w wieku powyżej 24 lat? Która wśród odpowiedzialnych za ofensywę dysponuje wyłącznie gołowąsami? Tymczasem Salzburg polega na 19-letnim Erlingu Haalandzie, 21-letnim Dace, 23-letnim Hwang Hee-chanie, 19-letnim Dominiku Szoboszlaiu, 24-letnim Takumim Minamino, 23-letnim Masayim Okugawie czy 20-letnim Sékou Koïcie. I tyci-tyci dzieliło ich od sforsowania przeszkód o rozmiarach Liverpoolu czy Napoli!

Tak, politykę personalną uprawiają szefowie Red Bulla Salzburg – i innych klubów należących do, tfu, franczyzy – oryginalną, niepodobną do niczego, co widzieliśmy w futbolu. Bo kto by pomyślał, że właściciel multimiliarder, klasyfikowany przez „Forbesa” na 122. miejscu w rankingu najbogatszych Ziemian, przez ponad dekadę tylko raz wyda na transfer więcej niż 5 mln euro? W dodatku najhojniej zainwestuje akurat w środkowego obrońcę?

Unikalny styl zarządzania obejmuje także sfery inne niż kadrowa, więc pytania ilustrujące osobność Salzburga można by mnożyć. Jakiemu innego klubowi z ligi prowincjonalnej jak austriacka zdarzyło się, by wzorowali się na nim Liverpool i Bayern? A akurat na tym obaj potentaci się wzorują, powielając rozwiązania zastosowane przez Red Bulla przy projektowaniu ośrodka dla trenującej w akademii młodzieży. Salzburg jest w nowoczesnym futbolu jak podmuch świeżego powietrza. Huraganowy.

Albo jak potężny zastrzyk energii. Ta promieniuje z boiska, im dłużej patrzę na bezkompromisową werwę piłkarzy Marscha, tym bardziej skręca mnie z ochoty, żeby poprzypinać im wszystkim, każdemu członkowi radosnej bandy pozszywanej z rozmaitych kultur, Order Uśmiechu – w Lidze Mistrzów zawsze i wszędzie zabierali nas do Disneylandu, czasami rozwalając Genk 6:2, czasami podróżując od 0:3 do 3:3 w Liverpoolu, a czasami dwukrotnie odrabiając straty w zderzeniu z Napoli. Rewanż z obrońcami tytułu też rozegrali brawurowo, jakby nie wiedzieli, że na widok eskadry Jürgena Kloppa należy działać z respektem. W kraju szybują podobnie, bieżący sezon mieni się widowiskami o porywających tytułach „7:2”, „6:0” (dwa odcinki, nakręcony u siebie i na wyjeździe), „5:1”, 5:2” (też po części), nie wspominając już o banalnych „5:0” albo „4:1”. Co ciekawe, sami salzburczycy twierdzą, że poniekąd kopiują sposób gry Liverpoolu, tyle że wszystko wykonują na ciut niższym poziomie, a trener Marsch zwierza się, że podobnie jak Klopp stara się pielęgnować silną emocjonalną więź z piłkarzami.

Pewien dysonans poznawczy powoduje u mnie świadomość, że to wszystko jest wynalazek Red Bulla. Globalnej fabryki, która zasadniczo zajmuje się produkowaniem pieniędzy, sprzedawanych w puszkach gazowanego napoju (zresztą obrzydliwego). W jej właścicielu Dietrichu Mateschitzu witaliśmy kolejnego agresywnego kapitalistę włączającego się w totalną komercjalizację futbolu, który w sporcie nie widzi celu samego w sobie, lecz drogę do załatwiania innych spraw. I jeszcze wzorem innych dziedzin biznesu oplótł planetę piłkarską franczyzą, wiążąc marką Red Bulla kluby porozrzucane po kontynentach (oczywiście wymazując oryginalne godła). Ten austriacki uważałem nawet za wyjątkowego nieszczęśnika, ponieważ w marketingowej strategii ustępował drużynie z Niemiec. Red Bull Salzburg miał egzystować zasadniczo po to, by dostarczać pokarmu RasenBallsport Leipzig, któremu przeznaczono rolę wiodącą.

Tak zdefiniowany sens istnienia w piłkarskim łańcuchu pokarmowym ma nawet swoją nazwę, mniejsze kluby regularnie podrzucające mięso większym klubom znamy jako „żywicieli”. Zazwyczaj jednak dzieje się tak, że zachowują one pewną autonomię – mogą twardo negocjować cenę transferu, mają prawo zatrzymać sezon dłużej piłkarza związanego nimi kontraktem. Salzburg jest ubezwłasnowolniony. Menedżerowie odesłani przez Red Bulla do zarządzania jednym klubem nie będą przesadnie awanturować się z menedżerami odesłanymi przez Red Bulla do zarządzania innym klubem.

A jednak Mateschitz wprowadził nową jakość. Strategię ożywczą, godną większego szacunku niż prostacka bezceremonialność innych nowych w piłce posiadaczy, którzy najchętniej z dnia na dzień kupiliby mistrzostwo wszechświata. Wybrał solidną pracę u podstaw, kształtowanie przyszłości żmudne i rozciągnięte w czasie, w przypadku RB Lipsk zainicjowane na poziomie niskoligowym – i na haniebnie zaniedbanym terytorium byłej NRD, gdzie ludzie porządnego sportu nie mieli wcale, więc działalność Red Bull ma niebagatelny wymiar społeczny. Tam też nigdy nie wykosztowano się na pozyskanie autentycznego gwiazdora, gracza już uznanego. Szefowie niemieckiego klubu również wolą lansować sami i rozwijają autorskie idee, a ich piłkarze uprawiają futbol ekscytujący, często polemizujący z obowiązującymi trendami – o czym frapująco pisał właśnie Michał Trela. Oba europejskie Red Bulle wypuszczają zresztą w świat innowacyjnych, jajogłowych trenerów (od dawna marzę o Julianie Nagelsmannie w Milanie) i generalnie specjalistów od nieustającej pracy nad poszukiwaniem własnych, niezbadanych jeszcze dróg do zwycięstwa.

Tej jesieni w Lidze Mistrzów uwodzili i piłkarze z Salzburga, i piłkarze z Lipska. Pomimo swojego sceptycyzmu do całej operacji Mateschitza nie umiem im się oprzeć, mam wręcz ochotę krzyknąć, że Red Bull stworzył arcydziełko. Że firma chcąca kojarzyć się z młodością i wigorem, silnie związana już ze sportami ekstremalnymi i niszowymi, patronuje w futbolu przedsięwzięciu imponująco spójnemu z jej wizerunkiem. A niech tam, zamacham wytartym reklamowym sloganem – zwłaszcza gapienie się na grę Salzburga dodaje mi skrzydeł.

PS A tutaj przeczytacie o Pozłacanej Piłce van Dijka.

49 myśli na temat “Zrobiło się byczo

  1. Może dlatego, że oba Red Bulle są profesjonalnymi biznesplanami, z drobiazgowo opracowanymi wszystkimi szczegółami a nie kaprysem biznesmena.

    Polubienie

  2. Ciekawe, czy zagoszczą w LM na dłużej, bo to taki odpowiednik tutejszej, fatalnie prowadzonej Legii, którą po serii kompromitujących pucharowych klęsk jej szefostwo przestało na szczęście nazywać (in spe) czołowym/najlepszym klubem środkowo-wschodniej Europy.

    Polubienie

  3. Daleki jestem od mierzenia natężenia etyki w jakiejkolwiek dziedzinie, po pierwsze dlatego, że etyka to nie jest żaden, jak to teraz mówią, the must – zależy wyłącznie od wewnętrznej potrzeby i sumienia działającego, po drugie – każdy ma swoją. Ale trochę dziwi mnie Twoje, Rafale, podejście do Mateschitza na niwie sportowej. Na niwie biznesowej – ok – sprzedaje syf w puszkach, nie on jeden, co prawda, ale nie jest to działalność przydająca specjalnego splendoru, chociaż z drugiej strony był pierwszy – na upartego można go nazwać innowatorem.
    Natomiast na niwie sportowej od wielu lat działania RB kojarzą mi się z inwestowaniem w ludzi z pasją, w sporty czy przedsięwzięcia niekoniecznie medialne, a w zasadzie w większości takie, gdzie media przychodzą dopiero za Red Bullem. Nie są to samograje biznesowe, prawie zawsze są to przedsięwzięcia ambitne, poruszające wyobraźnie, sprawdzające granice ludzkich możliwości. Jednym słowem Mateschitz pcha się tam, gdzie inne Etihady, Emiratesy czy Gazpromy żywiące Waszą ukochaną LM nawet nie spluną. Dla mnie jest on w pewnej mierze mecenasem sporej części sportów lub parasportów wypchniętych przez komercję na margines powszechnej świadomości – i jako taki wg mnie zasługuje na najwyższe uznanie.
    Przyznam, że nie śledzę namiętnie losów drużyn piłkarskich RB (jak zresztą żadnych innych), pamiętam jednak doskonale Twój reportaż o RB Lipsk i właśnie wymiarze społecznym funkcjonowania tej drużyny – emocjach i postawach kibiców z nim związanych oraz tych mniej fajnych emocjach kibiców innych, prawilnych drużyn w stosunku do nich. W tym wymiarze Mateschitz też jest, jak widać, przynajmniej innowatorem (o ile nie mecenasem). Fakt, że poziom sportowy tych drużyn oraz sposób ich budowania zaczyna być postrzegany jako coś wyjątkowego uważam za logiczną konsekwencję aktywności opisanych powyżej – niesztampowych ale przemyślanych, spójnie i drobiazgowo zaplanowanych i konsekwentnie wdrażanych w życie. Mnie tam Red Bull skrzydeł nie dodaje, ale dobrze, że dodaje ich tym, którym czasem by się przydały.

    Polubione przez 1 osoba

  4. Irek,

    Taka laurka dla gościa, który zmienia nazwę klubu i jego historyczną świętość, czyli godło klubu pakując tam swoje byki? Nie daj się nabrać. Te znienawidzone szejki (he, najbardziej przez bogaczy z Reali czy Bayernów) sobie na taką zuchwałość nie pozwalają. Gość biorąc pod uwagę zasoby sianka ma luźne podejście, nie przyszedł do futbolu żeby wygrać, tylko czysty zysk i reklama. Gdyby nie kwestie, które wymieniłem w pierwszym zdaniu patrzyłbym na to przez palce. Poruszam tu tylko futbol.

    Polubienie

  5. Nie myślałem, że czegoś takiego doczekam w sporcie… – trener pozbawiający swojego zawodnika szansy na wyrównanie, a nawet pobicie rekordu. Nie wiem co Hansi Flick chciał udowodnić, ale udowodnił, że nie ma kwalifikacji nawet na pastucha baranów, nie mówiąc o zarządzaniu ludźmi. To było zwykłe cymbalstwo.
    To na pewno nie najważniejszy ze snajperskich rekordów, nie wiem czy ważny dla Roberta, ale nikt mnie nie przekona, ze bez znaczenia. Zwłaszcza, że Robert miał szansę odebrać go piłkarzowi do którego na co dzień jest porównywany.
    Czegoś takiego nie robi się nawet swojemu największemu wrogowi.
    P.S.
    Poniosło mnie, ale wyprowadził mnie z równowagi P.Kapusta, zachwycający się mądrością Flicka na WP.pl.

    Polubienie

  6. @Anonim
    Nie doceniasz „gościa”. Tak jak „syf w puszce” jest perfekcyjnie opracowanym i realizowanym projektem rynkowym, tak Red Bulle są perfekcyjnie opracowanym i realizowanym projektem sportowym.
    A to, że dodatkowo nakręcają sprzedaż, to tylko dowodzi, że facet bardzo rozsądnie wydaje środki na promocję i reklamę.

    Polubienie

  7. @Anonim
    Nie doceniasz „gościa”. Tak jak „syf w puszce” jest perfekcyjnie opracowanym i realizowanym projektem rynkowym, tak Red Bulle są perfekcyjnie opracowanym i realizowanym projektem sportowym.
    A to, że dodatkowo nakręcają sprzedaż, to tylko dowodzi, że facet bardzo rozsądnie wydaje środki na promocję i reklamę.

    Polubienie

  8. @Irek

    No widzisz, nie bez kozery w pierwszym zdaniu napisałem, że etykę każdy ma swoją. Dla mnie na przykład godło klubowe to nie jest żadna świętość – to jest po prostu logo klubu, i tak jak logo firmy można je zmienić. Czytając felieton Rafała o kibicach Lipska nie odniosłem wrażenia, że zmiana godła klubowego ich jakoś bardzo uraziła – wręcz odniosłem wrażenie, że zmiana, która nastąpiła w klubie (w tym zmiana godła) jest dla nich jak najbardziej pozytywna. Porównanie z szejkami trochę chybione – PSG czy MC wniosły jednak do futbolu trochę więcej – rozumiem, że opór przed zmianą godła może być tam trochę inaczej umotywowany.

    Polubienie

  9. NIe uraziła, bo przed zmianą ten klub nie miał prawie kibiców, oni przejęli przecież mały dzielnicowy klub z 5-tej chyba ligi.

    Polubienie

  10. I w ciągu paru lat wprowadzili go na top europejskiej klubowej piłki… – to jest właśnie najlepszy dowód na perfekcyjność projektu sportowego.

    Polubienie

  11. Nie oglądałem ani jednego meczu owego Red Bulla. Musiałbym chyba zażywać kilka litrów napoju, faktycznie okropnego, żeby za tym nadążyć wszystkim, a i tak nienadążyłbym. Dlatego miło o tym poczytać, szczególnie na poczcie, z ważną przesyłką w kopercie kopmletowaną nad ranem, kiedy 28 osób przed tobą, bo idą święta. Nie narzekam, ale świat zmierza w złym kierunku. Za dużo tego, meczów też za dużo, o filmach, książkach, to nawet nie wspominam. Zero czasu na czułość narracyjną. Ładne komentarze, nie przestawajcie ich pisać.

    Polubienie

  12. @antropoid

    Nie przyjdzie bo po co?

    @GP

    No to o co chodziło w argumencie o szarganiu świętości logo? Jakbym kibicował lokalnemu klubowi z piątej ligi to sam bym napisał do Mateschitza, żeby przyszedł i wpompował tyle kasy i know-how co w Salzburg czy Lipsk i niech zmienia nawet nazwę miasta. Zresztą bez sensu jest dywagowanie o tym skoro chyba nie ma tu ani jednego kibica klubów ze zmienionym przez RB logiem. Lubicie się oburzać za innych?

    Polubienie

  13. Irek,

    @AnonimAlp

    „Nie doceniasz „gościa”. Tak jak „syf w puszce” jest perfekcyjnie opracowanym i realizowanym projektem rynkowym”

    Jak najbardziej doceniam na niwie biznesowej, natomiast ludzkiej trochę mniej, na piwo raczej bym się z nim nie chciał wybrać. Może jest to projekt biznesowy znakomity, natomiast nie sportowy w moim rozumieniu. Ot, wyszukuje znakomicie, kupuje do 5mln i sprzedaje z wielokrotnym zyskiem, jak Keita za 53mln, wkrótce Timo Werner itd. (LFC najprawdopodobniej uda się zaraz wyciągnąć znakomitego Minamoto za 7mln, RB tu dali mocno ciała). No i RB w nazwie klubu i herbie i się kręci.

    Mnie również zadziwiła ławka Lewego, okazało się, że była to jednak wzajemnie uzgodniona decyzja (zdrowie), a tu się Flickowi trochę oberwało:) Także najlepiej wszystkiego dokładnie się dowiedzieć i sprawdzić miast wyciągać zbyt szybkie i pochopne opinie i oceny na podstawie strzępów niesprawdzonych informacji, te bywają często przestrzelone.

    @XAVRASW

    Właściwie, jak piszesz, że za kasę może sobie zmieniać nazwę miasta i co tylko chce to jesteśmy na dwóch biegunach i widzę, że się tutaj nie dogadamy i nie ma co kontynuować.
    Ja akurat jak pooglądam te tabele lig siatkarskich czy koszykarskich, wieloczłonowe nazwy, łańcuszki sponsorów to cisnę bekę, może nie aż taką jak przy tej pożal się boże politycznej wojnie plemion, ale dostatecznie dobrą, na szczęście w piłce to margines.

    „etykę każdy ma swoją”

    To akurat ciekawe, wydaje mi się że są tutaj kwestie uniwersalne, dobra i zła, etyczne i nieetyczne. Okradniesz kogoś i powiesz, że to etyczne, bo taką masz swoją etykę? Nie bardzo to rozumiem.

    Polubienie

  14. @antropoid

    Nie, nigdzie się nie wybieram 😉 Wręcz przeciwnie, zamierzam być bardziej obecny. Chociaż, jednak wybieram się, mianowicie wybieram się jutro do kina pierwszy raz od ostatniego Allena. I akurat wtedy, kiedy idziemy do kina, Arsenal gra z City. Będę marudził i będę nie do wytrzymania.

    Polubienie

  15. @Wryżyn
    Niechęć niemieckich kibiców do projektu RB wynika z pewnych światłych tradycji kibicowskich, nad Wisłą nieobecnych – chodzi mi o zasadę 50+1, która sprawia że kibice są bardzo zaangażowani w pozytywnym sensie, w funkcjonowanie klubu. Poza wyjątkami jak Lipsk właśnie czy aptekarze z Leverkusen, pozostałymi nadal zawiadują stowarzyszenia, wliczając w to mocarstwowy Bayern, 87% własność kibiców. Najbardziej hardkorowo podchodzą do tego w St. Pauli.

    My w Polsce przywykliśmy, że kibic jet tylko klientem, ma zostawić hajs i nie mieszać się, licząc na dobre widowisko i może jakiś sukces – z tej perspektywy, gdzie na mecz masz iść bardziej jak do kina, jakość faktycznie może być jednym i głównym kryterium, z historią, symboliką etc. nie identyfikujesz się, bo i po co, jak nie jesteś częścią klubu, tylko jego klientem.

    Ale gdzie indziej kibicuje się inaczej. I dlatego koncerny przejmujące kluby na wyłączność, nie zyskują w Niemczech poklasku. Mojego zresztą też nie.

    @irek
    „To akurat ciekawe, wydaje mi się że są tutaj kwestie uniwersalne, dobra i zła, etyczne i nieetyczne.”

    Nie ma takich kwestii. Wartości etyczne zmieniały się wraz ze światem i ciężko mi wskazać jakąś uniwersalną wartość która przyświecałaby ludziom zawsze. Jezusowi niewolnictwo jakoś bardzo nie przeszkadzało, ludzie szacunek do życia bliźniego przejawiali zależnie od nastroju.

    Dobro i zło nie istnieje, to my je wymyśliliśmy. I zmieniamy ich wartości z czasem i okolicznościami, w bardzo umownej umowie społecznej. To co kiedyś było złe, dziś jest dobre i odwrotnie.

    Polubienie

  16. „Dobro i zło nie istnieje”

    Dobro i zło istnieje. Np. Arsenal jest dobry, a City jest złe, zaś Real lub Ronaldo, to zło w czystej postaci, choć gdy chodzi o Ronaldo, ciemność ma w sobie coś magnetycznego i mitycznego zarazem, stąpając po granicy dzielącej noc i dzień. Poza tym, nie ma mniejszego zła. Jest tylko zło i jeszcze większe zło (wiadomo).

    A bez heheszkowania, to masz tylko trochę racji. Są zasady, które pozostają niezmienne jak kunszt Messiego, którego nikt nie jest w stanie zakwestionować. Piękny drybling zawsze będzie pięknym dryblingiem, a celne prostopadle podanie pozostanie killer passem. Nawet jeśli w telewizji powiedzą, że ta nowelizacja ma załatwić komunistyczną pajęczynę i przyspieszyć sprawy o dział spadku. Pisałem chyba o tym na maturze, na Dostojewskim, Kafce i w oparciu o Conrada. Ale im dłużej o tym teraz gadam, tym większych nabieram wątpliwości, wiec może na razie…

    Polubienie

  17. @Stanisław
    „nie ma mniejszego zła. Jest tylko zło i jeszcze większe zło”. Kolejny raz przychodzi mi na myśl, ze chyba czytaliśmy te same książki.

    @Anonim
    Jeżeli dla Ciebie perfekcyjny projekt sportowy polega na tym, żeby kupować za ciężkie pieniądze nośne marketingowo nazwiska, pompować w nie kasę, a następnie odsprzedawać ze stratą w porównaniu do poniesionych wydatków lub za odszkodowaniem rozwiązywać kontrakty przed terminem, to zgoda.
    Zarzuty które stawiasz są dla mnie zaletami. Facet zainwestował w bazę, szkoleni i nowoczesną organizację. Ściągnął/ściąga ludzi bez nazwisk ale za to z umiejętnościami i talentem, zapewnia im optymalne warunki do rozwoju, z piłkarzy nieznanych robi gwiazdy i sprzedaje je z wielokrotną przebitką. Jedyne co może trochę zgrzytać, to że Salzburg jest dostarczycielem najlepszych do Lipska, na co swego czasu Szwajcarzy się pultali. Ale i to da się logicznie uzasadnić, w klubie grającym w słabszej lidze testuje ludzi/rozwiązania a najlepszych/najlepsze przenosi do silniejszej.
    Oczywiście to nie musi podobać się wszystkim działaczom/kibicom przekonanym, ze sponsor ma dostarczać kasę (najlepiej bez ograniczeń) i nie wtrącać się na co „znafcy” ją wydają. A już totalnie „znafców” wkurza, ze swoimi metodami uczynił kluby bez pozycji klubami o których się mówi w Europie i których grę z przyjemnością się ogląda.
    Nie wiem jaką pozycję miały barwy i logo Strasburga, ale Lipska przed przejęciem przez RB były rynkowym i sportowym badziewiem. W takiej marketingowej okoliczności zmiana barw i logo jest nie tylko uzasadniona ale wręcz konieczna, żeby ludziom stare się źle nie kojarzyły.

    Polubienie

  18. @antropoid

    Wiesz, miałem Cię za dorosłego dyskutanta – takiego, co to kojarzy, że za kasę można robić (i robi się codziennie) dużo gorsze rzeczy niż zmiana godeł, nazw klubów i tym podobnych. I to w majestacie prawa i przy poklasku mas (to tak a propos uniwersalnych wartości).
    Co do „ciśnięcia beki” – no ja bym cisnął (jakbym oglądał) bekę z tego, że TYLKO Lech, dumny przedstawiciel 40-milionowego kraju, w którym piłka nożna jest sportem narodowym, Poznań dostaje w dupę z amatorami spod jakiegoś islandzkiego wulkanu albo TYLKO Legia Warszawa, najbogatszy klub tegoż 40-milionowego kraju dostaję w dupę z klubikiem z sąsiedniego 8 razy mniejszego państewka, któryż to klubik ma tylko 20 razy mniejszy budżet (tak, pieniądze nie grają, ale kurwa na drzewach też nie rosną) niż rzeczona TYLKO Legia. Na drugim biegunie – to, że wicemistrz 3 najsilniejszej ligi Europy (TYLKO Legia i TYLKO Lech grają w – tu fanfary – 30 najlepszej lidze Europy – tak dla porównania) musi ratować się przed upadkiem (związanym li tylko wyłącznie z tym, że jego sponsorowi się nózia powinęła, a miał tylko jednego) wrzuceniem do nazwy Verva Orlen Paliwa (jakby ktoś nie wiedział co to jest Orlen i co robi) napawa mnie, owszem, pewnym absmakiem. Tylko ten absmak wynika z tego, że gówniana kopanina jest w Polsce hołubiona wielomilionowymi kontraktami, podczas gdy uczestnicy rozgrywek na o wiele wyższym poziomie muszą robić takie wygibasy, z których tacy jak Ty, „cisną bekę”. No ale cóż, o gustach się nie rozmawia. Już dawno ktoś powiedział, że miliony much nie mogą się mylić.

    Polubienie

  19. @XawrasW

    Nie chcę się wypowiadać za Antropoida, ale on zdaje się rozumie, że dziś wszystko można kupić, tylko się z tym moralnie nie zgadza i jestem gotów wziąć tu jego stronę. To zaś, że piłka ssss kopana ma wielomilionowe wsparcie, daje się niestety wyjaśnić czysto ekonomicznie i jakby populistycznie, to nie jest raczej kwestia ani potęga smaku lub absmaku, ale tak naprawdę, to nie wiadomo. Dla wygibasów z kolei z nazwą siatkarskiego klubu nie widzę sensownego wytłumaczenia. Ani ekonomicznego, ani populistycznego. Głupota w czystej postaci. Cisnę więc bękę

    Polubienie

  20. @stanisław414
    Tu na blogu może być ciężko, ale zapytaj kogoś kto za futbolem nie przepada i go nie ogląda, co myśli o dryblingach, killer passach i innych prostopadłych podaniach. Po czym wyobraź sobie świat przyszłości, który składa się głównie z takich ludzi. Mądry z ciebie człowiek, wiesz że taki świat kiedyś nastanie, nie dziś, nie jutro, zaraza wie kiedy, ale pewnego dnia futbol stanie się nieatrakcyjny. Wówczas drybling, killer pass, czy kunszt Messiego przestaną być dobrem, a staną się stratą czasu.

    Easy.

    Polubienie

  21. @XAVRASW

    Jezuniu, jak ja lubię, gdy mnie odmładzają…Bądź pewien, że jak tylko ktoś kupi klub formatu np. Liverpoolu i pomajstruje przy nazwie i herbie (i nie wyleci za to w powietrze), natychmiast dorosnę, a nim to nastąpi pozwól mi się cieszyć młodością 🙂

    @Stanisław

    Dzięki za wiarę we mnie, manko miewam w tym asortymencie.

    Polubienie

  22. @Antropoid
    Jak ja uwielbiam taką dyskusję. Wyrwać dowolny przykład nijak pasujący do dyskutowanej sytuacji i następnie wciskać adwersarzom jak w piaskownicy, że to jest argument, który powinien decydować o racji.
    Liverpool to klub angielskiego topu od lat, z licznymi kibicami identyfikującymi się z nim z pokolenia na pokolenie, dumnymi ze swojej drużyny, jej logo i barw. Lipsk w momencie zakupu spoczywał na dnie niemieckiej piłki, był klubem bez kibiców, którego logo i barwy były pośmiewiskiem w świecie piłki.
    A na dodatek cała dyskusja nad logo i barwami Lipska (jak w piaskownicy) jest nie na temat. Rafał w felietonie podkreśla to co w grze Red Bulli jest powszechnie podziwiane, wręcz staje się wzorem dla najlepszych… – styl gry i innowacyjne metody jakimi to osiągają.

    @Anonim
    Faktycznie w momencie kiedy komentowałem ławkę Roberta w ostatnim meczu LM nie znałem jego pomeczowej wypowiedzi ale wiedziałem, ze przed meczem Flick z nim rozmawiał. Pomimo to swojej opinii nie zmieniam, bo byłem uczestnikiem/świadkiem wielu podobnych rozmów, chociaz nie w sporcie. Odpowiedz sobie na pytanie, co Ty byś zrobił, gdyby szef przyszedł do Ciebie z podobną propozycją – uzasadniając to dobrem zespołu i co byś powiedział, gdyby media zadały Ci pytania o sytuację w jakiej się znalazłeś. Robert publicznie zachował się perfekcyjnie, nawet (czego oczywiście nie wiem) z sytuacji nie był zadowolony.
    I w mojej opinii niczego nie zmieniają 2 bramki Roberta i wysokie zwycięstwo Bayernu we wczorajszym meczu. Oglądałem przegrane przez Bayern ligowe mecze i jeżeli czegoś w nich brakowało to na pewno nie świeżości Roberta, ale precyzji i odrobiny fartu w wykańczaniu akcji ofensywnych nie tylko przez Roberta, ale przez całą drużynę.
    Bayern w tym sezonie (widziałem wszystkie mecze) ma jedną słabość… – to gra defensywy. O ile jej roli w rozgrywaniu akcji ofensywnych nic nie można zarzucić, to w grze obronnej popełniają czasami wręcz rażące błędy. A po straconych bramkach zaczyna się na boisku robić nerwowo, zwłaszcza pod bramką rywala. Gdyby Bayern wykorzystał w przegranych meczach chociaż jedną czwartą okazji, które stwarzał, to wszystkie zakończyłyby się ich zwycięstwem, nawet wysokim i to pomimo straconych bramek.

    Polubienie

  23. @Alp

    Znaczy kto coś „wciska adwersarzom jak w piaskownicy”, bo teraz nie wiem, czy to w moją stronę?

    Po drugie: dyskusję o przejmowaniu klubów i zmieniania tam wszystkiego, włącznie z nazwą i herbem akurat nie ja zacząłem.

    Po trzecie: nieraz sam wrzucasz na to forum off topic, więc tu już kompletnie nie łapię, w czym problem.

    Polubienie

  24. Jakie porównanie Lipska do Liverpoolu?… To była hipoteza użyta w dyskusji. Albo dochodzimy do wniosku, że można kupić i zmienić wszystko (jak wszystko, to wszystko), albo, że jednak nie wszystko. Nie szukaj problemów, gdzie ich nie ma.

    Polubienie

  25. „…jak tylko ktoś kupi klub formatu np. Liverpoolu i pomajstruje przy nazwie i herbie (i nie wyleci za to w powietrze), natychmiast dorosnę…”
    Kupić można wiele, coraz więcej, ale nie wszystko (przynajmniej ja tak uważam). M.in. nie można kupić czegoś, czego nie ma.

    Polubienie

  26. @Stanisław

    Spoko, ja nie mam problemu, że ktoś się z czymś moralnie nie zgadza. Jak pisałem na samym początku etykę (i moralność) każdy ma swoją – nie ma chyba sensu w tak zacnym gronie dyskutować kto ma lepszą. Z ciśnięciem zaś beki z nazw klubów siatkarskich/koszykarskich/żużlowych czy innych, które nie srają kasą z tego powodu, że ich zawodnicy nie kopią szmacianki to tylko pytanie z kogo ciśniesz bekę?

    @antropoid

    Widzę, że oś naszego sporu położyłeś na tych biednych godłach klubowych, które jam gotów sprzedać za byle srebrniki, a Ty ryłbyś je na kamieniu, żeby je zobaczyli pierwsi kosmici, którzy tu dotrą, tak jak pierwsi osadnicy w Ameryce mieli zobaczyć wyryte na kamieniu logo Stratton Oakmont. Jakby nie do końca to było celem mojej pierwszej wypowiedzi o Mateschitzu, ale ok, przekonałeś mnie, nie sprzedam mu godła Dęba Sucha Góra, niech se kupi Liverpool…

    Polubienie

  27. @XawrasW

    „Z kogo ciaśniesz bekę”

    Głównie ze sponsora, wiadomo, bo to od niego zależy. Chociaż przez łzy, to równierz z klubu/jego doradców, że nie byli w stanie sponsorowi wytłumaczyć, że strzela sobie w stopę. Choć jeśli mnie pytasz.

    @siatkówka – Niemcy

    A czytałeś, że Niemcy zwrócili się z prośbą o wsparcie do polskich kibiców w zw. z turniejem kwalifikacyjnym na olimpiadę? Uważam, że to piękne i jestem ciekaw, jaki będzie odzew.

    @0twojastara

    Piłka się nie skończy. Inaczej. Można odpowiedzieć sloganem z najnowszych gwiezdnych wojen: historia się skończy, ale opowieść będzie żyć wiecznie. Przecież pisałem kiedyś, że Kroniki Steca przetrwają zagładę, a szczątki ludzkości na ich
    podstawie będą odbudowywały ład.

    Polubione przez 1 osoba

  28. Wszystko można kupić. Ile to się nasłuchałem, że kibice Barcelony nie pozwolą splamić koszulki napisem sponsora, i co? Wystarczyło, że szejkowie rzucili więcej kasy…

    Polubienie

  29. @Stanisław

    W przypadku byłego Onico to Gacek niespecjalnie miał możliwość, żeby stawiać jakiekolwiek warunki. I tak szacun dla niego, że wyszedł z tej sytuacji, bo mogło się skończyć jak w Szczecinie i to – jeszcze raz powtórzę – absolutnie nie z ich winy.

    @turniej kwalifikacyjny w Niemczech

    Coś mi przemknęło przed oczami, ale nie kliknąłem – jak masz linka to zapodaj.

    Polubienie

  30. „Wszystko można kupić”

    Efektownie i dosadnie brzmi – tylko na razie pustka się za tym kryje.
    Będzie bardziej wiarygodne, jeśli faktycznie będą kupować ten każdy klub i zmieniać nazwę/herb.

    Wówczas zwolennicy tego sloganu będą mogli triumfować, a wierni kibice mieć miny, jakie zapewne dzisiaj mają ci, którzy niedawno wrzeszczeli: „Wenger out!”.

    Polubienie

  31. @zaproszenie polskich kibiców do kibicowania Niemcom

    Rabaty na bilety?
    Trochę słabo nęcą. Zaproponowaliby po 5 stów, to by zobaczyli, co Polak potrafi i do czego zdolny.

    Polubienie

  32. Pomimo wyrazów uznania dla projektu sportowego ze skrzydełkami, dzisiaj wieczorem moje kibicowskie serce będzie trzymało kciuki za Borussią.
    P.S.
    @Antropoid
    ” Zaproponowaliby po 5 stów…” – to byłoby już organizowanie klaki, a nie kibicowskiego wsparcia.

    Polubienie

  33. To był chyba kiepski dzień dla piłkarzy. Najpierw w doliczonym czasie gry Liverpool wymęczył awans do finału Klubowych MŚ z Meksykanami, a później Bayern zwycięstwo we Freiburgu.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s