Nowa myśl w Barcelonie

Podziwiamy na załączonym obrazku – wywalanie i zatrudnianie nowego trenera Barcelony, ozdobione tradycyjnym zamętem – wszystkie uroki nowoczesnego futbolu. W encyklopedii mógłby służyć za ilustrację dziejowego momentu.

Kiedy poprzednio kataloński klub wykopywał szkoleniowca w połowie sezonu (styczeń 2003 roku), drużyna Louisa van Gaala leżała i kwiczała na dwunastym miejscu w lidze hiszpańskiej – trzy punkty nad strefą spadkową, 20 punktów pod liderem. Ewidentna zapaść. Teraz wystawiony za bramę został trener, który najpierw zdobył mistrzostwo kraju, następnie je obronił, by w bieżącym sezonie znów utrzymywać Barcelonę na szczycie tabeli.

Na przepędzanego przed 17 laty van Gaala nikt w szatni nie mógł już wówczas patrzeć, tymczasem pożegnanego w poniedziałek Ernesto Valverde zarówno piłkarze, jak i znaczący celebryci związani z Camp Nou albo lubili, albo szanowali, albo i to, i to.

To dlatego Barcelonie odmówił Xavi Hernandez, jej żywy symbol. Przynajmniej tak nam się zdaje, bo mogło mieć znaczenie również to, że były genialny rozgrywający doskonale odnajduje się w Katarze – on sam zachwalał tamtejszą dyktaturę jako krainę ludzi szczęśliwych, jego żona widziała w niej idealne miejsce do życia dla dzieci. Okolice znad Zatoki Perskiej pozostają dla futbolu AD 2020 absolutnie kluczowymi, cenionymi m.in. za wydobywane spod ziemi setki milionów.

Chodzili też katalońscy prezesi po prośbie do Roberto Martineza oraz Ronalda Koemana, ignorując drobiazg – otóż wymienieni przygotowują do Euro 2020 reprezentację Belgii, prawdopodobnie obsadzoną silniej niż kiedykolwiek wcześniej, oraz reprezentację Holandii, która właśnie ożyła po okresie przewlekłej żałoby. Obaj wyglądaliby niepoważnie, gdyby rzucili aktualne posady.

Działo się to wszystko niemal jawnie, więc publika miała widowisko, a wraz z ogłoszeniem nazwiska nowego trenera, Quique Setiéna, spłynęły informacje, że Barcelona wtargnęła na szczyt najlepiej zarabiających klubów świata. Nikt przed nią nie miał rocznego przychodu wyższego niż 900 mln dolarów. Przyzwyczailiśmy się już, że boisko swoje, a biznes swoje – kibice i piłkarze mogą latami tkwić w rozczarowaniu lub niedosycie, bo z Ligi Mistrzów wylatują zazwyczaj w ćwierćfinale, a specom od pomnażania pieniędzy nie wytrąca to ze stanu błogiej świadomości, że interes kręci się jak nigdy. (Jeszcze wyraźniejszy kontrast między wynikiem sportowym a finansowym widać w Manchesterze United).

Jeśli podejrzewacie, że powyższe akapity podawałem w nieco zgryźliwym tonie, przypominam, że sam awanturowałem się, iż Katalończycy skandalicznie marnotrawią zebrany w klubie talent. Kto w epoce Leo Messiego zamiast wygrywać w Lidze Mistrzów z maniacką namolnością – w bonusie oferując zniewalający styl gry – co pewien czas ponosi szokującą klęskę, ten popełnia świętokradztwo. Łatwo mi zatem zrozumieć, dlaczego Ernesto Valverde, człowiek niewątpliwie sympatyczny i kulturalny, został wyproszony.

Przyjmuję też, iż barcelońscy zarządcy mieli dobre powody, żeby postawić akurat Quique Setiéna.

Nowy trener zwierza się, że wydarzeniem przełomowym w jego życiu było śledzenie (w wieku 14 lat) legendarnego meczu o mistrzostwo świata między Bobbym Fischerem a Borysem Spasskim, grywał z Garrim Kasparowem i Anatolijem Karpowem, przekonuje też, że szachy odmieniły jego spojrzenie na strategię oraz taktykę w piłce nożnej – a ja odruchowo ufam fanatykom królewskiej gry, koniec i kropka. Znamy go też z czołobitnego stosunku do Johana Cruyffa, co nikomu najmowanemu na Camp Nou nie zaszkodzi, a także z deklaracji, iż w dniu, w którym wyczynowy sport rzuci Messi, on, Setién, zapłacze i już zawsze będzie płakał. Ba, od Sergio Busquetsa otrzymał niegdyś w prezencie koszulkę z wyrazami podziwu dla wizji futbolu, jaką propaguje.

Internet spływa dzisiaj wodospadem anegdot i komplementów, którymi Katalonia wita nowego przewodnika stada – no OK, podzieli się tą rolą z Messim – ale kibice przywołują też konkretne wspomnienia, które dają im nadzieję. Wiedzą, że jedyny z 69 meczów rozegranych za kadencji Valverde u siebie Barcelona przegrała właśnie z Betisem pod rządami Setiéna. Że została wtedy rozszarpana na strzępy, mogła ulec wyżej niż 3:4. Że ten sam trener z tym samym Betisem dwukrotnie triumfował z Realem w Madrycie, nie tracąc zresztą gola. Że sewilską drużynę przywrócił europejskim pucharom, że jego piłkarze grali momentami mniej więcej w taki sposób, o jakim śnią w Barcelonie. „Inni każą często piłkarzom biegać, pracować i walczyć, ja proszę ich, by myśleli” – głosi jego kredo.

Co sukcesu oczywiście nie gwarantuje, ale przynajmniej obiecuje intrygującą przyszłość. Szatnię na Camp Nou wciąż uważam za obsadzoną piłkarzami o fantastycznych umiejętnościach, nieustępujących kadrom Liverpoolu czy Manchesteru City, więc celem minimum dla Barcelony powinny być porażki w Lidze Mistrzów poniesione w lepszym stylu niż te ostatnie. A celem maksimum? On leży tam, gdzie sięga geniusz Messiego. Rozsądny trener zadowoli się tu rolą służebną, spróbuje uporządkować rzeczywistość wokół prawdziwego i jedynego lidera.

Pardon, przecież zasiedliśmy przy szachownicy – uporządkować rzeczywistość wokół hetmana.

PS A gdyby ktoś reflektował na kawałek z zupełnie innej bajki – coponiedziałkowy felieton z „Gazety”, o dziewczynach gorszego sortu – to zapraszam tutaj.

32 myśli na temat “Nowa myśl w Barcelonie

  1. „hetman to królówka, król jest najważniejszy 🙂 wokół niego się porządkuje w szachach 😉 Pozdrawiam”

    Komentarz z cyklu – coś-tam wiem, to się wypowiem.
    1) Celem gry w szachy jest upolowanie króla przeciwnika i obrona własnego króla. W związku z tym przez większość partii szachów króla po prostu się broni, trzyma w bezpiecznym rogu szachownicy. Zazwyczaj król wkracza do gry w końcówce.
    2) „królowka” czyli hetman, używając poprawnej polskiej terminologii, to najsilniejsza figura na szachownicy. Taki Messi XD To hetmanem głównie się atakuje, kontroluje szachownice, bardzo pomaga też zaangażowanie hetmana do obrony, jeśli sytuacja tego wymaga. Więc metafora użyta przez Rafała jest najbardziej poprawna.

    Polubione przez 1 osoba

  2. ”Więc metafora użyta przez Rafała jest najbardziej poprawna.”

    Zgadzam się i jednocześnie jakby nie zgadzam, a wkraczam dlatego, że to znakomity przypadek, który można zilustrować frazą: „ale tak naprawdę, to nie wiadomo”.

    Messi z jednej strony jest hetmanem, najpotężniejszą figurą Barcelony, ale zarazem jest hetmanem hetmanów, na żadnej innej szachownicy na świecie, takiego jak on nie znajdziecie.

    Kompromisowo można przyjąć, że Messi jest hetmanem, ale dodatkowo obdarzonym przez Stwórcę gry możliwością wykonywania ruchów charakterystycznych dla skoczka. Atakuje przecie nie tylko po liniach prostopadłych, równoległych czy przekątnych, ale także skacze nad przeciwnikami, którzy nigdy nie wiedzą, gdzie Messi się znajduje.

    Niby przeciwnicy wiedzą, robią krótką roszadę i ryglują, a tu mat beniowskiego! Hetmanem

    Polubienie

  3. Porównanie Rafała bez zarzutu, Stanisława „hetman hetmanów” też mi się podoba”, ale ja za piłkarskimi szachami nie przepadam. A ponieważ zawsze optymistycznie patrzę w przyszłość (tak mi się przynajmniej wydaje) to stawiam na zamiłowanie nowego trenera Barcy do pięknej gry i boiskowego myślenia piłkarzy.
    P.S.
    Podziwiam ryzykanctwo Setiena… – przejąć lidera w trakcie sezonu, żeby z marszu poprowadzić go na tron LM (bo chyba nikt w Barcelonie nie wyobraża sobie, ze ligi nie weźmie) to coś pomiędzy niepoprawnym optymizmem a szaleństwem. Ale będę trzymał kciuki. W przeciwieństwie do Zorby – miłośnika pięknych katastrof, piękne wygrywanie lubię najbardziej.

    Polubienie

  4. Okoliczności tej roszady chwały klubowi nie przynoszą, co nie zmienia faktu, że roszada spóźniona.
    Kto się orientuje w temacie, ten widzi, że gra Barcelony nie zmierzała w dobrym kierunku, a postępująca wyjazdowa degrengolada (szczególnie w LM) zalatuje kompromitacją. Właśnie ze względu na poziom piłkarzy zatrudnionych na Camp Nou.

    Polubienie

  5. Carlsenem to on nie był. Jeżeli w klasycznych to jeszcze sobie jakoś radził, to z szybkimi i błyskawicznymi miał poważne kłopoty.

    Polubienie

  6. Nie zgadzam się z Autorem co do Belgii. W tej chwili takie filary jak Kompany i Vermaelen są cieniami samych siebie sprzed paru lat, kończącymi powoli karierę na obrzeżach wielkiego futbolu, Fellaini i Nainggolan już skończyli kariery w kadrze, a i tacy zawodnicy jak Vertongen, Dembele czy Mertens najlepsze lata mają już za sobą. Na ich miejsce ostatnio doszedł tylko Tielemans. I owszem, w ataku mają szeroką kadrę, pomoc też mocna i oczywiście bramka, ale w obronie bez rewelacji, każda kontuzja i może być jak 4 lata temu, tyle że wtedy musiało odpaść 4 obrońców, teraz jak wypadnie dwóch, to będzie pozamiatane.

    Polubienie

  7. Co za dwa kwadranse w Augsburgu! W pierwszych piętnastu minutach drugiej pada w meczu pięć bramek, a Haaland (wszedł na boisko w 52 minucie) potrzebował niewiele ponad kwadrans, żeby skompletować w debiucie hattricka.

    Polubienie

  8. Wejście smoka, ale zobaczymy, co będzie, kiedy przyjdą rywale większego kalibru.

    PS.
    Dobrze, że chociaż tu można zamieścić komentarz, bo na gazeta.pl i sport.pl prawie cały tydzień nie wiedzieć czemu odbijam się od komunikatu: „Nie możesz pisać do 16:45 Wyjaśnienia: forum.abuse@gazeta.pl.”

    Oczywiście żadnego wyjaśnienia tam nie ma, co przypomina stare, zacne: „Zaraz wracam” na drzwiach sklepów w PRLu.
    Od paru latek nie może się gazeta uporać z tym technicznym bałaganem na forum.

    Polubienie

  9. @Stanisław
    Zaczęło się mizernie. Do przerwy 1:0 dla Augsburga. Borussia niewyraźna, cieniujący Reuss, Łukasz też „jeszcze na urlopie”.
    A w drugiej się zaczęło…
    Po trzech minutach 2:0. Co prawda chwilę później zrobiło się 2:1, ale Augsburg niemal natychmiast odegrał na 3:1. I wtedy wszedł Halland. Pierwsza piłka do niego i już 3:2. I Borussia złapała wiatr w żagle, a Augsburg zaczął statystować. Skończyło się na 5:3, a mogło być nawet więcej. Mecz… – jaki tygrysy lubią najbardziej
    Halland w polu karnym niesamowity… – warunki fizyczne i technika i tylko 19 lat. Tydzień w drużynie, siedemnaście minut na boisku, trzy strzały – trzy bramki.
    Natychmiast włączył się do gry o króla strzelców wiosny w Bundeslidze. I na pewno podkręci rywalizację o rekord Gerda Mullera. Timo Werner dzisiaj sypnął dwie (zwłaszcza pierwsza z siedemnastego metra kapitalna) i ma dwadzieścia. Robert podobno ma odpowiadać jutro… – jeżeli zagra można się spodziewać, że powalczy o odzyskanie tronu lidera.

    Polubienie

  10. Przestaję się dziwić Milikowi i Zielińskiemu, że przedłużają decyzję o kontynuowaniu kariery w Napoli. Już za Ancelo z drużyny, którą się z przyjemnością oglądało, przekształcili się w alpejczyków kombinujących w slalomie specjalnym, a za Gattuso poszli na całość i wyspecjalizowali się w zjeździe i to ekstremalnym
    Tego co prezentowali wczoraj nie dało się oglądać.
    P.S.
    Ciekawe co Ancelo wykręci w Anglii. Bayern, Napoli to wyraźne sygnały, że wizerunek onegdaj świetnego trenera wygląda na mocno przykurzony.

    Polubienie

  11. @alp

    1. Borussia

    Dziękuję, bo wszyscy się jarają, mało z majtek nie wyskoczą, a chciałem wiedzieć o co biega. Młody będzie miał u mnie na razie ksywkę Gosling, czyli Ha La Land. Na Bjorna Żelaznobokiego musi załużyć.

    2. Gattuso

    Niezrozumiała dla mnie kompletnie decyzja. Trener tak siermiężny – co wykazał w Milanie – że trudno znaleźć kogoś lepszego do definitywnego rozwalenia ślicznej konstrukcji, wzniesionej niegdyś przez Sarri’ego.

    3. Ancelo

    Zaczął chyba całkiem nieźle, ale ciemność widzę. Raczej

    Polubienie

  12. @Rafał
    Rozumiem stałość w uczuciach, ale jak Ty wytrzymujesz oglądanie Milanu.
    ……………………
    Angielski potwór „wciąż nienasycony” (jak przed laty śpiewała Krystyna Prońko), a 2:0 jak na mój gust nie odzwierciedla tego co się na boisku działo.
    ……………………
    Tak jak kombinowałem wczoraj… – będzie się działo. 3-2-1 i 20-20.

    Polubienie

  13. 2. Jedyne co przemawiało za Gattuso w Milanie, to zebranie do kupy szatni – wszelkie inne aspekty trenerskiego warsztatu mierne lub gorzej. W Neapolu sytuacja jest mega skomplikowana – ustalmy, „karne zgrupowanie” i późniejszy bunt piłkarzy to wierzchołek góry lodowej, jeżeli między piłkarzami a de Laurentisem jest aż taka kosa, to ta niechęć budowała się o wiele dłużej.

    Całego autorytetu Carletto starczyło na środek tabeli, nie rozpadło się to całkiem. Przyszedł Gattuso i rozeszło się jak stare gacie.

    3. Cudów bym się po Evertonie nie spodziewał, ale trzeba powiedzieć że „top6” EPL to może być przeszłość, Arsenal, United Tottenham czy CFC są w o wiele gorszym miejscu niż parę lat temu. Wyjąwszy City i LFC, czołówka angielska wydaje się chwiać jak nigdy, może na tle dwóch gigantów tak źle wyglądają, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu iż cala czwórka jest na zakręcie i kto wie czy z tego wyjdzie. Na razie z okazji korzysta na serio tylko Leicester, ale okazja wydaje się najlepsza ever. I niekoniecznie się tylko do tego sezonu ogranicza.

    Największe szanse na wyjście z zakrętu daje CFC, chyba że Romek całkiem zabawki zwinie. Tottki były raczej mądrze budowane, ale nagle znów brakuje im tożsamości.United ma głęboki problem już od lat, a Arsenalowi przychodzi gorzko płacić za plucie na Wengera. Szybko się nie pobierają, a tak długo jak jest Kroenke, Arsenal IMO nie pozbiera się wcale.

    Carlo zaczął ładnie, z wyjazdowych porażek z top2 można go rozgrzeszyć.

    Polubienie

  14. @Rafał
    Czytałem Twój rocznicowy felieton w Wyborczej o „niepozornym Argentyńczyku”, który zrewolucjonizował polską siatkówkę i jeszcze zanim dotarłem do dygresji futbolowej, cały czas z tyłu głowy pultało mi się pytanie: – dlaczego w naszej piłce tak się nie da?
    I od razu przypomniała mi się odpowiedź Bońka na pytanie dziennikarza na konferencji prasowej na której prezentował nowego selekcjonera – Adama Nawałkę – czy rozważana była opcja trenera zagranicznego: – „na trenera zagranicznego nie ma szans” (cyt. z pamięci).
    Mija siedem lat, a ja powoli tracę wszelką nadzieję, że doczekam zmian na lepsze. Jeżeli nie udało się Bońkowi, który od najmłodszych lat miał własny pomysł na siebie i piłkę, który nie przejmując się poglądami innych powszechnie uważanymi w naszym piłkarskim świecie za autorytety, zawsze chodził własnymi ścieżkami, to dochodzę do wniosku, że skruszenie naszej zateflonowanej i zabetonowej myśli piłkarskiej jest po prostu niemożliwe. I to nawet jeżeli nasza liga stanie się „potęgą piłkarską” czwartej dziesiątki europejskiego rankingu.
    P.S.
    A największym paradoksem jest, że do tego „świetlistego celu” prowadzą nas ludzie (piłkarze i trenerzy), którzy byli współtwórcami największych sukcesów polskiej piłki z lat siedemdziesiątych i początków lat osiemdziesiątych.

    Polubienie

  15. Zmiany na lepsze całego „domostwa” nie zaczynają się od posady selekcjonera I reprezentacji.
    Ci zagraniczni w siatkówce też by niewiele zrobili, gdyby budowali z byle jakiego materiału.

    Polubienie

  16. Niewątpliwie. „Mały rozrabiaka” też by niczego nie zrobił, gdyby całe środowisko siatkarskie nie było otwarte na zmiany…

    Polubienie

  17. @Antropoid
    Stare przysłowie mówi: – z piasku bata nie ukręcisz Pisząc o „środowisku” miałem na myśli wszystkich… – siatkarzy, trenerów i działaczy. To oni zaprosili Argentyńczyka do Polski, a potem codzienną współpracą udowodnili, że nie był to zwykły pijar, tylko przemyślana decyzja.
    Nie wiem tylko dlaczego i kogo nazywasz materiałem?

    Polubienie

  18. @antropoid
    No pewnie nie, nikt w pojedynkę dyscypliny nie zbawi, pewnie też nie każdy w siatce był czołobitny wobec zagranicznych szkoleniowców, ale nigdy nie doszło do takiej hańby jak hałaśliwe świętowanie na trybunach triumfu mobbingu, szczucia i medialnej propagandy, po ostatnim meczu Leo i jego ostatecznej klęsce. Nie wiem ile afer korupcyjnych, dopingowych etc. byłoby potrzebne by przykryć IMO najczarniejszy moment polskiej piłki ever. Moment, gdy odpowiedzialni za tą dyscyplinę w kraju, świętowali klęskę.

    Myślę sobie że kraj z PRL-u mógł wyjść, ale PRL z ludzi już niekoniecznie, to wielkie pokolenie wielkich piłkarzy zwyczajnie powiela wzorce jakim przyglądali się wtedy, w ich głowach, po kopaniu piłki miały nastać słodkie czasy stołeczka działacza, na których musieli wtedy patrzeć z zazdrością. A tu niecny kraj zmienia ustrój, a ludzie wartości, ciepłych, zapracowanych przecież, posadek, ich chcą pozbawić, tych najbardziej zasłużonych! Fe! Uczyć się mają? Ustąpić innym? A co ci inni zrobili, medale wygrali?

    Siatkówka miała to szczęście, że jakoś bardzo nie uciekła, a potencjał kibicowski pozwolił być konkurencyjnym, było co zaoferować Lozano i innym, były pieniądze i potencjał na sukcesy. Można swobodnie stwierdzić że było łatwiej, choć szczypiorniści udowadniają ze wcale nie łatwo, i wiele wskazuje że najlepszy okres szczypiorniaka ever udało się przekuć w bardzo niewiele.

    Futbol w latach 90 i XXI uciekł w zastraszającym tempie. Przede wszystkim finansowo. Najdroższym piłkarzem sprowadzonym do ligi był Vrdoljak, za zastraszające 1,5 mln euro. Nie nawołuje do wydawania pieniędzy których nie ma, ale taka kwota w futbolu była poważna właśnie w latach 70-tych(a uwzględniając inflację, to w 50-tych!).

    Polubienie

  19. Mnie się zdaje, że akurat w futbolu ta zależność jest prosta: najpopularniejsza gra, zdecydowanie największa kasa – to i beton najtwardszy. Tężał i zbroił się przez dekady, obecnie pomaga mu to, że mimo beznadziejnej gry i wyników liga wciąż ma całkiem dobrą oglądalność.

    Co do samego Bońka – nie rozumiem tego chóru wyjców przeciwko niemu. Jak każdy popełnia błędy, ale w porównaniu z poprzednikami nie uważam go za złego prezesa, a już wiązanie kiepskiego poziomu ligi z 8-letnią kadencją prezesa związku to jakaś kpina. Zobaczymy, kto go zastąpi i czy wyjący przeciwko niemu za jakiś czas nie zawyją z tęsknoty za nim.

    @Vrdoljak – to też swego rodzaju fenomen, pasujący do polskiej paranormalności. 1,5 bańki euro za faceta, który będzie się kojarzył się z pozawalanymi awansami do LM 🙂

    Polubienie

  20. PS. Jeszcze słowo o AO: niespodziewany Hurkacz, niespodziewana Linette… czyli powrót starego w polskim tenisie singlowym (chyba, że Świątek odpali jakąś sensację).

    Ale przynajmniej wszelkiej maści eksperci mają już spokój z Radwańską – nikt im nie zatruwa życia ćwierć- i półfinałami turniejów WS.

    Polubienie

  21. W latach sześćdziesiątych chyba na łamach Przekroju przeczytałem fraszkę Ludwika Jerzego Kerna, która okazała się prorocza dla historii naszego środowiska piłkarskiego: –
    „Był malutki i wesolutki,
    wlazł na piedestał i przestał”.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s