Jesteśmy w dupie

Wyszło na jaw, że nasz czołowy internetowy serwis informacyjny – Wirtualna Polska – programowo oszukuje odbiorców. Pisze dobrze o znajdujących się u władzy politykach, pozwala im nawet przed publikacją zatwierdzać treść publikowanych artykułów, podpisuje setki tekstów zmyślonymi nazwiskami. Kolaboruje z rządzącą kastą powodowany szczytnymi intencjami, mianowicie chce mieć pewność, że zarobi więcej i zdoła opłacić pensje pracowników. Tak przynajmniej swoim podwładnym tłumaczył proceder menedżer tej medialnej firmy, cytowany przez portal OKO.press.

Potajemnie uprawiana służalczość wobec władzy to oczywisty gwałt na elementarnych wartościach tworzących etykę dziennikarską. W naszej branży chodzi m.in. o to, by ujawniać to, co chciałyby zataić wszelkie instytucje wpływające na rzeczywistość – państwowe bądź prywatne – oraz objaśniać rzeczywistość w sposób, który niekoniecznie pokrywa się z interesem tychże instytucji, lecz pozwala lepiej zrozumieć czytelnikom, widzom, słuchaczom etc., co się dzieje. (Wstukuję skróconą definicję, sformułowaną spontanicznie kilka sekund temu, na pewno wymagałaby wypolerowania). Można popełniać błędy, można nawet mylić się kardynalnie, można promować swój światopogląd. Byle działać uczciwie, przejrzyście, bezstronnie.

Wygłaszam te banały, pewnie podane w tonie pretensjonalnej moralizatorskiej pogadanki, mocno skrępowany, ale odczuwam silną potrzebę, by je spisać – również dla samego siebie, dla zażycia psychicznej higieny. Z każdym dniem bardziej niepokoi mnie bowiem, że ujawniona przez OKO.press afera zmalała do ledwie aferki. Dziennikarze zajmują się nią umiarkowanie, nawet w szanowanych tygodnikach opinii nie znalazłem wzmianki.

Być może dlatego, że dziennikarzom niezręcznie oceniać kolegów po fachu, co doskonale rozumiem. Być może dlatego, że uważają skandal za branżową duperelę, sprawę nie tak istotną jak np. batalia o praworządność i parę innych, co również rozumiem, też zauważam, że kraj nam się rozpada. A być może dlatego, że wszyscy widzą obok siebie kogoś umoczonego, bo cały system nie działa – to byłby ostateczny upadek, jeśli z tego powodu całe środowisko wolałoby schować się w haniebnej zmowie milczenia, populiści mają prawo do woli opowiadać o spisku elit.

Tak czy owak rzeczony skandal to zupełnie inny wymiar zarazy. Zasadniczym wyzwaniem współczesności jest niszczący dysonans – im bardziej skomplikowany staje się świat i im bardziej wyrafinowanymi narzędziami służącymi do manipulowania dysponują politycy, tym trudniej ludziom odróżnić źródła informacji wiarygodne od niewiarygodnych (znów oczywista oczywistość). Im bardziej potrzeba rzetelnej wiedzy, tym bardziej jej nie ma. Zdajemy sobie z tego sprawę, a zarazem obojętniejemy. Przywykliśmy, że media teoretycznie publiczne zdegenerowały się do plugawych propagandowych szczekaczek, które masakrują umysły dzień w dzień, więc niespecjalnie przejmujemy się także tym, że duże medium prywatne daje się przekupić politykom, proponuje im notoryczną uległość. Jest, jak jest. A przecież Wirtualna Polska ma gigantyczny zasięg, mebluje głowy milionom ludzi. Od kilku dni nęka mnie silne podejrzenie, że w krajach o szczytowo rozwiniętej demokracji, którym chcielibyśmy dorównać, identyczna afera – jeszcze raz: dotyczy najpopularniejszego portalu w Polsce, dotyczy kluczowych polityków – byłaby trzęsieniem ziemi, kłułaby w oczy z każdego medialnego nagłówka przez 24 godziny na dobę.

Ja też się duszę – jako odbiorca, nie dziennikarz. Czuję bezradność, widząc, jak zdycha kodeks honorowy. Gdy czytałem o zdradzie Wirtualnej Polski, przypomniałem sobie niedawną relację piszącego o sporcie kolegi, którego w dużej redakcji przesłuchiwano jako kandydata na kluczową funkcję menedżerską. Padło pytanie, jak zareaguje, gdy PZPN zaproponuje układ. Futbolowi działacze dadzą pieniądze (czytaj: reklamy lub umowy reklamopodobne) plus newsy, a w zamian oczekują „współpracy”. Nie łudźcie się – nie chodziło o znalezienie kręgosłupa wystarczająco twardego, lecz miękkiego.

Patologia w mojej niszy się rozrasta. Dziennikarze sportowi przeobrażają się w słupy reklamowe; z niespotykaną w innych znanych mi krajach nachalnością zachwalają hazard; bez porzucenia dotychczasowego fachu przyjmują rolę „ambasadorów”, czyli, przekładając to z nowomowy na normalny język, piarowców rozmaitych instytucji; niektórzy stają się częścią środowiska, zaczynają organizować imprezy lub prowadzą kariery sportowców, ale nie rezygnują z działalności publicystycznej. Kompletne pomieszanie z poplątaniem. Parafrazując klasyka – to jasne, że jesteśmy w dupie, problem w tym, że zdążyliśmy się już w niej urządzić.

Nie wierzę, by dżumę dało się zatrzymać. Ale sport to błahostka. Zdemaskowana Wirtualna Polska atakuje szerzej, dlatego marzy mi się, że postanawia ratować reputację jak „New York Times”, który przed kilkunastoma laty padł ofiarą niejakiego Jaysona Blaira, cwaniaka seryjnie zmyślającego barwne reportaże.

Redakcja przeprowadziła wówczas wewnętrzne śledztwo, zbadała szczegóły zbrodni, przedstawiła je drobiazgowo w obszernym artykule, kajała się za „najgłębszy upadek w 152-letniej historii gazety”. Oczyszczała się transparentnie. Wyobraziłem sobie to u nas – Wirtualna Polska ujawnia, jak powstawał przeprowadzony przez nieistniejącego reportera wywiad z żoną wiceministra sprawiedliwości, kto napisał wszystkie pozostałe artykuły oklejone fikcyjnymi nazwiskami i w ogóle zeznaje wszystko, co wypada zeznać.

47 myśli na temat “Jesteśmy w dupie

  1. Panie Rafale pytanie i prośba o szczerą odpowiedź – uważa Pan, że redakcja na Czerskiej jest od tego rodzaju reklamowo-redakcyjnych ustawek wolna?

    Polubienie

  2. „Sport to błahostka”? Oj, Panie Rafale, zdecydowanie wręcz przeciwnie! Sport, fair play, ciężka praca, kształtowanie charakterów, przyjaźnie, wyrzeczenia – długo by wymieniać… I to dlatego co najmniej równie ważne poletko, jak newsroom portalu i polityce i dupie Maryni… A niestety standardy – i tu, i tam, jak Pan słusznie zauważył – na łeb na szyję już dawno poleciały.

    Zabrakło mi w Pana tekście jeszcze jedynie krótkiej choćby wzmianki o „prostytuizacji” „dziennikarzy w tvp. i o tym, jak ten piękny przecież zawód (dziennikarz, nie prostytutka rzecz jasna) przez ostatnie lata po prostu zmarniał.

    A co do Pańskiego marzenia: piękne. Ale pewnie niestety marzeniem pozostanie.

    Wyrazy szacunku!

    Polubienie

  3. Andrzej, Pan Rafal zarabia uczciwie pieniadze w tej redakcji i jest mistrzem w tym co robi. Zastanów się zanim o co spytasz. Niby jak miałby odpowiedzieć na to pytanie szczerze??

    Polubienie

  4. Niestety takie mamy czasy. Ludzie zobaczyli, ze jak lamia pewne zasady, nie przestrzegaja kodeksow honorowych, zapominaja o wartosciach, to w sumie nic sie nie dzieje. Oszukuja sie, ze nie robia przeciez nic zlego, ze kazdy by tak zrobil na ich miejscu. Czemu wiec nie zarobic dodatkowo? A pozniej, jak sie orientuja, ze moze nie wszystko jest w porzadku, ze moze wcale tak nie chca, to jest za pozno. Wyjscie z dupy nie jest latwe i bezbolesne. O wiele latwiej jest wejsc tam glebiej i sie urzadzic. Nie da sie ot tak wyjsc z dupy i byc czystym. Nic sie nie stalo, wszedlem tylko zobaczyc jak tam jest! Chcesz wyjsc z dupy, wszyscy zobacza, ze jestes umazany gownem i smierdzisz, i byc moze juz nikt w branzy nie bedzie chcial cie zatrudnic. Ale jezeli podejmiesz decyzje o wyjsciu z tej dupy, to masz szanse sie umyc. Masz szanse przyznac sie do bledow przed soba i przed innymi. Masz szanse zaczac cos od nowa. Uczciwie.

    Polubienie

  5. Dla mnie szok!
    Co prawda, ileś tam tekstów na WP, a nawet sposób prezentowania informacji (chociażby sposób opisania sondaży poparcia dla partii i polityków) budziło moje wątpliwości, ale myślałem, ze autorzy po prostu tak mają i tylko nie zawsze potrafią zachować dystans niezbędny do obiektywnej oceny faktów. W końcu każdy ma jakieś poglądy, nawet jak ich nie ma.
    Ale świadome lizodupstwo? – Myślałem, ze to przypadłość nieudaczników, awansowanych nagle z gapy na fujarę, udających mężów stanu i profesjonalnych państwowych funkcjonariuszy i urzędników. A nawet niektórych z nich próbowałem tłumaczyć zawrotem głowy na karuzeli stanowisk… – idzie ześwirować i zaślinić się ze szczęścia po same cycki czy jaja, jak się nagle z nieradzącego sobie w zawodzie pracownika awansuje na najwyższe stanowiska w państwie.
    Ale dziennikarz?
    Od jakiegoś czasu mam co raz mniej wątpliwości, że przyszło nam żyć w Szuflandii. Na szczęście pamiętam jedną z ostatnich scen tego filmu i jestem przekonany, że prędzej czy później spłuczka historii zmiecie to wszystko do ścieku Wczorajsza uchwała SN i dzisiejsze pierwsze decyzje sędziów o odroczeniu rozpraw napawa mnie optymizmem.
    Dzięki Rafale za ten wpis.

    Polubienie

  6. @Andrzej
    Twoja wypowiedź to presupozycja i rodzaj sofizmatu, błędu logicznego w dyskusji. Typ: tu quogue. Wyśmiany lata temu w dowcipach o Związku Radzieckim.

    Polubienie

  7. Niestety to choroba, która zżera od kliku lat całe polskie dziennikarstwo, również pana redakcję. Sam pamiętam jak na co drugiej stronie w Wyborczej była reklama Ambr Gold, czy OLT i żadnego artykułu opisującego tą piramidę. Za to póżniej z zażenowaniem czytałem komentarze pana redakcyjnych kolegów m.in pana Gadomskiego – że tylko idiota nie wiedział, że to jest piramida finansowa….Oczywiście to nie dotyczy tylko jednej gazety ale jak tego nie nazwać – jak haniebna zmowa milczenia w zamian za kasę z reklam….Smutna rzeczywistość …Money talks

    Polubienie

  8. Znajoma dusza na wyjazdy integracyjne pierwszych klas licealnych jeździła przez kilka lat. W charakterze cerbera, mówiąc wprost.

    Najłatwiej szło jej z matfizem. Obchód ok. 22:00, prośba o cichsze rozmowy i sporadyczne zaprzestanie gitarzenia, bo jutro napięty harmonogram.

    Później szedł bodajże biol-chem. Gdzieniegdzie jakieś piwo trzeba było skonfiskować, uspokoić trochę głośniejsze krzyki.

    Potem było coraz gorzej. Coraz mocniejsze alkohole, coraz głośniejsze – i coraz mocniejsze imprezy. Na końcu skali pobyt integracyjny upływał duszy na ogarnianiu części populacji konkretnie ululanej i wyszarpywaniu „dziewcząt” z łóżek „chłopców”.

    I przez cały czas trwania doświadczenia – parę lat – na owym końcu skali tym profilem był profil dziennikarsko – medialny.

    Polubienie

  9. Tu jest parę rzeczy:

    Po pierwsze: skoro spółki medialne nie mają kasy od czytelników (bo ci nie płacą) ani od reklamodawców (bo ci płacą fejsbukowi), to szukają innych źródeł dochodów. Na przykład bukmacherzy. Albo minister Ziobro.

    Wniosek jest jeden: chcecie mieć jakościowe media, to za nie płaćcie. Dlatego znowu przedłużyłem prenumeratę Wyborczej, chociaż boli mnie, że finansuję w ten sposób nie tylko Rafała Steca, ale także bzdety Witolda Gadomskiego czy Elizy Michalik. Ale trudno.

    Po drugie: Wyborcza ma dużo grzechów na sumieniu, ale niedawno była w Toku rozmowa z udziałem red. Adriany Rozwadowskiej, którą wprost zapytano czy kiedykolwiek redakcja zabroniła jej napisania jej negatywnego tekstu o reklamodawcy Agory. Odpowiedź brzmiała: nie, to się nie zdarzyło. A przypominamy, Adriana ma duże zasługi w tropieniu draństw polskich pracodawców.

    Nie idźmy w panświnizm i nie opowiadajmy że wszyscy są tacy sami. Są dziennikarze, którzy próbują być uczciwi, i jest Tomasz Machała.

    Natomiast po trzecie: im więcej różnych biznesów i powiązań będą miały firmy medialne, tym bardziej będą narażone na krzywe dile z władzą. Zwłaszcza jeśli media same na siebie bezpiecznie nie są w stanie zarobić (patrz punkt 1). Więc generalnie zgadzam się z konkluzją autora.

    Polubione przez 3 ludzi

  10. Jest jeszcze gorzej – telewizje pokazują rozmowy opłacone przez gości. W większości przez prywatne firmy, ale też i takie, za które płacą ministerstwa. Ta, w której pracowałem, na szczęście nie była nadgorliwa, jak Krzysztof Suwart, i nie gloryfikowała resortu przez kolejne pół roku. Dziennikarze stacji nic o handlu nie wiedzieli. Wszystko szło przez biuro reklamy, ale na antenie nie było słowa, że to rozmowa sponsorowana.
    Znam też pseudoszefów, którzy potrafią zapytać pracownika: „właściwie, jakie Ty masz poglądy? Zresztą nieważne, masz takie, za jakie ci płacimy”. Najłatwiej potraktować tak początkujących, którym raz złamany kręgosłup, nigdy się nie zrośnie. Ale i u doświadczonych dziennikarzy odwagi nie uświadczysz. Ma być szybko, tanio i dochodowo. Tak wyglądają dziś media

    Polubienie

  11. Że jesteśmy w dupie (wszyscy, cały kraj), to było jasne już 4 lata i 3 miesiące temu, w pewien niedzielny wieczór. Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy się jeszcze łudzili, że może jednak nie.
    Wtedy też Polacy dali dowód, że za parę złotych (i to z własnego portfela) sprzedadzą się nawet byle komu.

    Zobojętnienie też już nie powinno zaskakiwać, skoro na „tej ziemi” – ponoć odnowionej, nawet skandal pedofilski w KK rozszedł się błyskawicznie po kościach i to do tego stopnia, że ze strony bonzów skompromitowanej firmy nie było nawet marnego: „Przepraszamy, wybaczcie”. Wręcz przeciwnie – jeszcze gniewnie pohukują, łają, polecają modlić się za sprawców, ciężar winy próbując przepchnąć na ofiary.

    Tu naprawdę tracą sens porównania do standardów cywilizowanego świata z okolic np. NYT.

    Polubienie

  12. Ten moment, kiedy dziennikarz GW narzeka na stronniczość i wchodzenie mediów w dupę władzy 😀 z całym szacunkiem, ale jakby wrzucić screena na mistrzów, to by chyba milion plusów miał… Polecam książkę „Przemysł pogardy”, to może ktoś się domyśli, dlaczego tvpis jest dzisiaj tvpisem. GW, TVN, Newsweek nie tyle miażdżyli krytyką PIS, co szydzili i rechotali na poziomie gimbazy, więc są ostatnimi w kolejce do jękolenia na dzisiejszy poziom mediów. PS. Nie jestem ani pisiorem, ani platfusem.

    Polubienie

  13. Czyli TVPiS jest TVPiSem, bo niby ktoś przed PiSem zrobił z TVP coś podobnego, lub nawet gorszego?…
    I oczywiście tzw. „przemysł pogardy” to jest to wszystko co się rusza – i nie z PiS, prawda?… 🙂 Nagle ktoś zaczął szydzić z Bogu ducha winnych bliźniaków, ale że rozrzutnik g..na wycelowany dosłownie naokoło startował własnie z ich politycznych szańców, to już nieistotne…
    Weź człowieku ochłoń – bo majaczysz. „Przemysł pogardy/nienawiści” – termin wymyślony przez człowieczka, który z pomocnikami najpierw sam ten syf z premedytacją rozsiał. Potem zaczął zgrywać ofiarę własnej namiętności. Od 30 lat on i jego partie są jak ktoś, kto lata po osiedlu i sra sąsiadom na wycieraczki, a kiedy mu to odniosą woła telewizję i drze się przed kamerami, że mu brudzą pod drzwiami.

    Już nie wspominam choćby o „cyrkach” na Powązkach 1 sierpnia zanim PiS doszedł do władzy, ale te wszystkie grupy społeczne/zawodowe, które dziś protestują (mając do tego demokratyczne prawo) i natychmiast, bez najmniejszej chęci zrozumienia ich postulatów są chrzczone „mafią”, „komuchami”, „nie-Polakami”, czy nawet „elementem animalnym”(!!!) itd. to też „platfusy”?

    I teraz co, wystarczy jedna, czy druga książka, która z wilka robi owieczkę, żeby tak się dać
    zakręcić?

    Polubienie

  14. Szok i niedowierzanie. Uwaga! Dziennikarz Gazety Wyborczej oburzony na „programowe oszukiwanie odbiorców”, na „kolaboracje z rządzącą kastą”, na „służalczość wobec władzy” oraz na „brak uczciwości, przejrzystości, bezstronności” dziennikarzy w Polsce. Powtarzam, pisze to dziennikarz Gazety Wyborczej. Jak mu nie wstyd? Czy czytelników bloga uważa za idiotów? Najwyraźniej tak. Czy to kolejny przedstawiciel „elity” mającej nas za idiotów, plebs, wieśniaków i zaścianek sprzedajny za 500+, którzy nie wiedzą co się w kraju dzieje od lat i jak funkcjonują media? Niestety, ale takie teksty już nie przejdą, ludzie przejrzeli na oczy.

    Polubienie

  15. Akurat jeśli ktoś to, co płodzą w Wiadomościach bierze na poważnie, to w mojej opinii dawno już rozstał się z rozumem. Mnie to zwyczajnie śmieszy. Ale nie uważam też, żeby taki Tomasz Lis, czy inny Jacek Żakowski nie przeginali tak samo mocno w drugą stronę – i można się tak przerzucać, jak gorącymi kartoflami. Nie zmienia to faktu, że pracownik GW oburzający się na ten stan brzmi co najmniej równie zabawnie, co TVP1 od godziny 19:30 do 20:05.

    Polubienie

  16. Jak już pisałem każdy ma jakieś poglądy, nawet jak ich nie ma. Jak dla mnie czymś innym są jednak takie czy inne poglądy, taka czy inna interpretacja faktów, a zupełnie czymś innym manipulacja nimi lub ich zatajanie. Tak samo jak lizanie dupy władzy – co się zawsze opłaca, lub jej krytykowanie – co się z reguły nie opłaca.
    Nie ma nic w tym złego, ze żyjemy w świecie zdominowanym przez wirtualne media. Dramatem jest to, że te media goniąc za zyskami spychają nas w świat wirtualnej rzeczywistości.

    Polubienie

  17. tylko czy to coś zmienia? Skoro żyjemy w medialnych bańkach, to media przestały już nas informować, zajmują się umacnianiem naszych przekonań. Gdy bierzemy do ręki GW lub ND to z góry wiemy, co ten i ów periodyk napisze o sędziach, PiSie i Tusku. Czy to jeszcze dziennikarstwo? WP wybrało taki ‚model biznesowy’. Patrząc na to jako jeden przypadek – przeraża, patrząc na cały rynek medialny – wzruszamy już tylko ramionami.
    Czy ktoś z szanownych forowiczów jest w stanie podać przykład bezstronnego medium, które zajmuje się przekazywaniem informacji?

    Polubienie

  18. Na całym świecie różne prywatne media sprzyjają różnym opcjom politycznym i akurat sedno sprawy i oburzenie autora bloga nie tkwi w samym fakcie sprzyjania określonej opcji przez określone medium.
    Przynajmniej ja to tak odebrałem.

    To jest jedno – a drugie to media publiczne, których z definicji zasranym obowiązkiem jest reprezentować wszystkie punkty widzenia, a nie być burkiem łańcuchowym urzędującej władzy, co ma obecnie miejsce w Polsce, upodabniając ją do jakiegoś bantustanu, a nie demokratycznego państwa.
    Jeszcze ten syf, w który publiczne media zamieniono, perfidnie nazywa się „repolonizacją”.

    Celowo piszę o publicznych, bo potężna część użytkowników internetu wciąż nie może pojąć różnicy między nimi, a prywatnymi.

    Polubienie

  19. Tomasz Lis & Jacek Żakowski

    Porównywanie ich do tego, co się obecnie wyprawia w firmie z Woronicza, to obrażanie ich.
    Nie pamiętam, żeby w publicznym medium któryś z nich zniżył się do poziomu komanda kurskiego.

    Polubienie

  20. @ROBINHO-10
    @PANSZERYF
    To może Panowie przypomnijcie tę aferę z dziennikarzami Wyborczej, piszącymi pod fałszywymi nazwiskami artykuły pochwalne na cześć władzy, za pieniądze władzy i pod rygorem konsultacji tych artykułów z władzą. Mnie ominęła ta historia, ale Wy na pewno ją znacie i ją przybliżycie.
    I z całą pewnością dacie przykłady dziesiątek artykułów, w których dziennikarze Wyborczej kłamali. Może żeby nie zarzucać forum nadmiarem danych, to wrzućcie proszę z 15 tytułów z datami publikacji, no niech będzie 10. Albo 5 wystarczy.

    Polubienie

  21. Ja widzę że panuje tu dość błędne pojmowanie mediów w kapitalizmie. Uwaga uwaga, przełomowa prawda:

    Otóż media mają zarabiać. Coś co nie przynosi wymiernych korzyść, nie ma racji bytu. Pierwszym zadaniem każdego przedsiębiorstwa, to na siebie zarobić.

    Zasadniczy profil prowadzenie takiego medialnego korpo, to znaleźć stałą, w miarę szeroką, bazę odbiorców i się jej trzymać. Gdy wyciągany tu TVN, pojawiał się do rynku, przewagę miał klimaty pro-europejskie i raczej umiarkowane, tvn przyjął tą retorykę i konsekwentnie się jej trzyma – nie z głębokiej potrzeby propagowania takich poglądów, tylko dlatego że to najbardziej efektywny model biznesowy. Klimat w Polsce zmienił się od tego czasu, ale nie na tyle by porzucenie wiernej grupy odbiorców na rzecz eurosceptycznych neo-polaków, było opłacalne, nawet jeśli tych drugich jest obecnie, zgodnie z wyborami, wincyj. Zaanektowanie innej grupy byłoby ryzykowne i trudne, nawet jeśli nie jest się tak skorelowanym z jednym z politycznych okopów jak tvn, a do stracenie dużo – szanse na to że wierni oglądacze opuszczą medium, gdy to zmieni linię i spróbuje zaanektować innych odbiorców, są większe niż potencjalne powodzenie aneksji.

    I ten mechanizm sprawdza się na całej płaszczyźnie – także tej która wygląda na ideową i nawiedzoną. Nikt nie utrzymywałby Gazety Polskiej, z głębokiego poczucia propagowania takich poglądów, gdyby przynosiła straty. Ale jest nisza, jest baza odbiorców, słupki zysków się zgadzają, to i gazeta działa. I choć pewnie są tam jednostki które głęboko wierzą w prawdę którą wypisują, to na końcu sukces komercyjny jest ważniejszy niż głęboka wiara w nadrzędność prawd, i bez baz odbiorców linia pisma zmieniłaby się szybciutko.

    Na końcu zatem winni jesteśmy my – odbiorcy. Sami świadomie wybieramy chłam i medialną szmirę, przekarmiając swój efekt potwierdzenia i betonując wizję świata. Częściowo rozgrzesza nas niewydolny system edukacji – który w swej podstawie nie daje nam żadnych narzędzi do odnalezienia się w medialnym cynizmie. Dopiero na studiach wyższych ludzie zderzają się z krytyką źródłową i mają jakieś szanse. Z drugiej strony, to my sami jesteśmy winni zaostrzeniu się narracji w cynicznych i zorientowanych na zysk mediach – trend mocno nasilił się z popularyzacją mediów społecznościowych, które jasno wskazały, że miliony ludzi wręcz oczekują wiadomości skrajnych, sensacyjnych, i niskiej jakości, a potwierdzających ich wizję świata.

    Gdzie zatem leży granica etyki? Ujmę to tak – jeżeli wiesz że twoi odbiorcy oczekują kolejnej historii w stylu „nie śpię bo trzymam kredens” jest ok by znaleźć kogoś kto rzeczywiście ten kredens trzyma, względnie szafkę, telewizor, czy cały pociąg. Opisać to, przedstawić w tej samej kolorowej formie, pomijając inne wydarzenia, może istotniejsze. Bo na końcu jest odbiorca, który tych istotniejszych informacji nie oczekuje, ale o kredensie by poczytał. Nieetyczne zaś jest, dać Mirkowi spod sklepu dwie stówy, cyknąć mu fotę jak trzyma jakiś kredens i dorobić do tego zmyśloną historię, której czytelnicy oczekują – nawet jeśli sprawa jest infantylna, oszustwo jest oszustwem.

    To wszystko powyżej tyczy się mediów prywatnych oczywista, do których nie dokłada się (prawie)każdy z nas. Jeśli idzie o media publiczne, to jak najbardziej należałoby oczekiwać działalności misyjnej, i bez heheszków takich czy innych pisiorów i innych platfusów, faktem jest że media publiczne polskie pod innymi rządami nie odwalały takich cyrków – do Urbana trzeba by chyba się cofnąć. To zresztą fantastyczny paradoks, iż ugrupowanie Kaczyńskiego,niby zrzeszające także dawnych opozycjonistów z czasów dyktatu PRL, bez żenady pełnymi garściami korzystają z metod z którymi kiedyś walczyli. Trochę jak to dziecko, które doświadczyło przemocy w domu rodzinnym, wyrwało się z patologii, po to tylko by założyć swoją rodzinę i też ją tłuc.

    Polubienie

  22. To ugrupowanie zrzesza i byłych opozycjonistów i byłych komuchów, jest też ugrupowaniem, na które głosuje najwięcej tzw. sierot po komunie.
    Jak widać nieprzypadkowo.

    Polubienie

  23. @TwojaStara:

    Podajesz przykład Gazety Polskiej. Otóż faktycznym właścicielem tego zacnego tygodnika (kontrolowanego przez różne spółeczki i słupy) jest pewien znany warszawski deweloper i jednocześnie bardzo wpływowy poseł (acz szeregowy) poseł rządzącej partii. I nie, dla niego pierwszoplanowym celem nie jest wynik finansowy Gazety, a raczej – jak wspiera ona władzę jego partii.

    Natomiast TVN, Agora czy Wirtualna Polska są spółkami giełdowymi (albo wchodzą w skład koncernów notowanych na giełdzie) i istotnie muszą się kierować logiką zysku kwartalnego.

    Polubione przez 1 osoba

  24. @GRED00

    Żeby daleko nie szukać – świeża sprawa.

    „Wyborcza.pl musi zamieścić sprostowanie nieprawdziwych informacji o tzw. rejestrze pedofilów – poinformowało na swojej stronie internetowej Ministerstwo Sprawiedliwości, odnosząc się do zakończonego prawomocnie procesu wytoczonego portalowi „Gazety Wyborczej”. – Artykuł zawierał kłamstwa i insynuacje, że księża są „wyjęci z rejestru pedofilów” – dodał resort.”

    Polubienie

  25. @Panszeryf
    Tak, pamiętam sprawę. Kącki sugerował, że rejestr pedofilów skonstruowano tak, by nie trafili na niego księża. Nie miał dowodów, że w ministerstwie kierowano się taką motywacją. Faktem natomiast pozostaje, że gdy zgwałcisz dziecko bez „szczególnego okrucieństwa” to nie trafisz do rejestru, bo na ten trafiają tylko brutalne przypadki. Modus operanti księży pedofilów jest znany, znam go ja, znasz go ty i znali go w ministerstwie – księża przemocy fizycznej raczej nie używają, czyli gwałcą bez „szczególnego okrucieństwa”. Zatem na liście księży pedofilów nie ma. Sama idea tworzenie list jest dyskusyjna, ale autor zwracał uwagę na istotny problem społeczny, jakim jest walka z pedofilią i dzielenie sprawców gwałtów na dzieciach na złych i mniej złych. Według mnie gwałt na dziecku zawsze jest szczególnym okrucieństwem i jeśli już powstaje takie narzędzie jak lista pedofilów to powinna zawierać nazwiska wszystkich zwyrodnialców. Motywacje jakie stały za działaniem Ziobry są oczywiście nie do poznania, bo nie siedzimy w jego głowie. Dziennikarz nie powinien sugerować dlaczego dokonano rozróżnienia, lecz zapytać o powody w ministerstwie i poprzestać na stwierdzeniu, że stworzono rejestr na który trafiają jedynie przypadki „szczególnego okrucieństwa”, co powoduje, że nie będzie na niej tych, którzy stosują „łagodny” modus operanti, czyli księży, grupy zawodowej która ma największy problem z pedofilią. Zasugerował bez dowodów i słusznie musi napisać sprostowanie. Okłamał? Nie zastanawia Cię, ten podział sprawców? Po co to zrobiono? Łatwiej dziecku i rodzicowi przyjdzie żyć z myślą, że nie było „szczególnego okrucieństwa”, że trafił im się „lepszy” pedofil? Jak lista ma chronić, jeśli nie będzie na nich „łagodnych pedofilów”? Ich czyny nie są niebezpieczne? Myślisz, że jego artykuł to takie samo kłamstwo co „sprzedaż za dolara statków Rosji” czy „sztuczna mgła”?
    Podrzuć proszę historię z Wyborczej typu „statek za dolara”. Na pewno masz ich na pęczki, przecież to cały przemysł.

    Polubienie

  26. I na tych spółkach ma się tak dobrze, że niebawem nie zmieści się w żadne drzwi.

    Odnośnie motywacji ziobry przy dzieleniu przestępstwa pedofilii na mniej i bardziej okrutne, to są one chyba dość czytelne – to w końcu jeden z głównych politycznych pupili kościoła w Polsce, szczególnie tego toruńskiego. Co roku na rocznicach tańczy tam przedszkolne labada w pierwszym rzędzie.

    Polubienie

  27. Ja to się dziwię, że w ogóle ktokolwiek przejął się „produkcjami” wp.pl. Przecież ten portal od dawna jakościowo pikuje ku głębinom a od pewnego czasu nawet nie wiadomo czym jest. Jakieś notki/plotki poprzetykane reklamami, sensacje i króciutkie kilkuzdaniowe twory udające dziennikarstwo. Odkąd przejęli o2.pl, zbliżyli się poziomem do tego właśnie serwisu. Krótko mówiąc, trudno mi sobie wyobrazić, by komukolwiek chciało się to czytać, przebijając się przez kolejne warstwy reklam i odnośników. Oczywiście GW nie wygląda tu dużo lepiej. Zmora współczesnego internetowego „dziennikarstwa” czyli clickbaity obliczone na szybką reakcję czytelnika, pozbawione jakiejkolwiek zawartości poza tanią sensacją – tego nie uniknie się już chyba nigdzie.

    Polubienie

  28. No przecież na samym początku w pierwszym zdaniu napisałem wp.pl (może powinienem wyraźniej) :). WP zawsze było „takie sobie” i nigdy nie było dla mnie pierwszym wyborem jeśli chodzi o informacje w necie. Ale to czym jest od dłuższego czasu to metry bagiennego mułu. I mówię to niezależnie od treści politycznych pro czy contra. Jakość jest po prostu beznadziejna.
    Jeśli chodzi o Twój portal, to jednak też obserwuję regres. Jestem, może ze względu na podeszły wiek, stałym jego czytelnikiem – ale naprawdę jest coraz gorzej. Kiedyś działy sportowy, naukowy czy choćby poświęcony grom video (zanim je pousuwano – znaczy działy, nie gry – czy zredukowano) – trzymały przyzwoity poziom. Teraz sportowy pozostaje taki sobie (i dlatego czytam Twój blog a mniej to co na portalu. Z naukowego zamiast nauki jest bardziej „naukawość”, merytorycznie coraz gorzej. Nawet główne artykuły dnia potrafią roić się od błędów (o zgrozo, trafiają się nawet potworne ortograficzne). To nie jest już to co dawniej. Może to właśnie ogólny upadek dziennikarstwa, podobnie jak wielu innych zawodów? Może zawężania kręgu odbiorców do jakiejś wybranej politycznej opcji? Nie potrafię postawić dobrej diagnozy.

    Polubienie

  29. W europie nie ma już słabych drużyn. Real, Barcelona, Atletico i LFC pojawiały się w ostatnich 6 finałach LM, 3 z tych finałów zapełniły. W starciach z III-ligowcami ostatecznie triumfowali, ale ledwo – Real na pewne 3-1 rozstrzygnął dopiero w końcówce, FCB uratowała się w końcówce się przed dogrywką, LFC, rozbijające kolejnych ligowych rywali, skończyło na remisie, a Atletico poległo.

    Bilans 2/1/1 8:6. Królowie europy.

    Polubienie

  30. To się akurat zgadza, że internetowa GW kiedyś stała lepiej.
    Do błędów ort/gram dochodzi niedbałość o swoich czytelników. Np. na klasycznej Wyborcza.pl nie wiedzieć dlaczego komentarze mogą zamieszczać tylko subskrybenci, z kolei gazeta.pl nie chce ogarnąć problemów technicznych, toleruje pisowską hakernię i trolli – za to jakieś głupie bany nie wiadomo za co łapie człowiek (być może jedno wiąże się z drugim). Wyjaśnić tego nie sposób, podany w banie link psu na budę się zda.

    Polubienie

  31. Ano tak, że np. ja jako fan „papierówki” (nie cierpię dłuższego czytania z ekranu) musiałbym oprócz tradycyjnego wydania jeszcze wykupywać subskrypcję, co jest bez sensu.
    A dla trolli (zwłaszcza na etacie) subskrypcja to żadna przeszkoda.

    Polubienie

  32. @antropid
    Z przykrością, ale fanowi papierówki muszę zeznać – coraz rzadziej w zdarza się, że jest tam cały tekst, który napisałem. Oryginał wzięty z portalu zwyczajnie się nie mieści. Parę tygodni zerżnięto mi nawet poniedziałkowe ‚A jednak się kręci’, ale tu akurat postawiłem granicę. Ta rubryka albo jest nietykalna, albo publikuję ją wyłącznie w sieci.
    No i oczywiście to wszystko dotyczy nie tylko mnie, niestety.

    Polubienie

  33. @Rafal

    No właśnie, romantyzm wszędzie przegrywa z ekonomią.

    Z tym, że ja z tekstami o objętości wpisów na „A jednak się kręci” czytanych z ekranu problemu nie mam, chodziło mi o czytanie bardziej rozbudowanych – jak np. w DF lub większej liczby, odpowiadającej pełnemu wydaniu gazety. Zwyczajnie „siadają gały”.

    Polubienie

  34. 1. Pogląd, że obecna sytuacja polityczno-prawna wzięła się z poprzedniej sytuacji polityczno-prawnej jest mi całkiem bliski – tak, niestety uważam, że PIS zwycięża dzięki poprzednim 8 latom PO. Natomiast przenoszenie tego na poletko medialne i zrównywanie GW czy TVNu (z całym spektrum ich oczywistych wad) do tego, co wyrabia się obecnie w mediach zwanych przez głupotę publicznymi jest, sorry, debilne na maxa. Naprawdę nie trzeba żyć długo na tym świecie, żeby pamiętać, że w 2004 Michnik wyjawił wszystkim propozycję Rywina (czym, niestety, skazał nas na podział pisiorsko-platfusiarski) i to go będzie na zawsze odróżniało od różnych Machałów, Ziemkiewiczów czy innych postaci dziennikarskopodobnych.
    2. Takiego typu wpisy zawsze powodują wysyp trolli – widać to w całym internecie. Dziwię się kolegom wyżej, że odnoszą się do argumentów pisanych pod nickami, które widać tu po raz pierwszy.
    3. Z przyczyn stanu obecnego dziennikarstwa i jego służalczości wobec władzy pominięto powyżej jeszcze co najmniej jedną – udział firm, nad którymi kontrolę sprawują politycy, w całości tortu reklamowego, z którego żywią się media. Nie mam danych porównujących tą wielkość do innych krajów Europy (i nie chcę mi się tego szukać), ale mam wrażenie, że jest ona większa niż w cywilizowanych krajach i dlatego sytuacja wygląda jak wygląda. I będzie tak wyglądać, bo żaden polityk nie odetnie sobie tysięcy fuch do odwdzięczenia się pomagierom i budżetów do odwdzięczenia się „zaprzyjaźnionym dziennikarzom” – po to przecież wypuszczano w eter te wszystkie pierdolety o rozsprzedawaniu majątku narodowego.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s