UEFA kontra Manchester City. Czyj to przekręt

Najpierw pomyślałem sobie – chichrając – że ktoś nas wszystkich ostro wkręca. W XXI wieku oskarżać klub piłkarski o nadmierną rozrzutność?! Brzmi trochę jak oburzanie się na mordercę na zlecenie, że w trakcie egzekucji zużył o jedną kulę za dużo albo przy podrzynaniu gardła przytępił nóż.

A jednak się stało. Wybuchła afera roku w futbolu, w każdym razie ja ją tak klasyfikuję (tutaj rozpisałem się o jej możliwych skutkach). Manchester City został wyrzucony na dwa sezony z Ligi Mistrzów, ponieważ w latach 2012-16 złamał reguły Finansowego Fair Play, czyli „wydawał więcej niż zarabiał”. Cudzysłowu używam nieprzypadkowo – osobliwy regulamin pozwala ciągnąć zyski z normalnej bieżącej działalności (podpisywanie komercyjnych umów odpowiadających rynkowym realiom), zabrania natomiast właścicielowi dosypywać do klubowej kasy, ile dusza zapragnie. Nawet jeśli jego prywatny majątek jest tak olbrzymi, że nie sposób go zmierzyć, nie ma prawa ot tak, z dnia na dzień, sięgnąć do własnej kieszeni i wyjąć 300 mln na transfery.

Jednak właściciel Manchesteru City w ten sposób postępował – potajemnie, w dodatku w poczuciu bezkarności i w sposób ostentacyjnie bezczelny, prowokując UEFA. Oficjalnie pieniądze wpłacała np. firma Etihad Airways ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, w istocie przelewał je hojny wujek ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, niejaki szejk Mansour.

Różnica jest umowna, właściwie fikcyjna, bo Manchester City jest w istocie klubem rządowym. Finansuje go obce państwo, którego majątek należy do rodziny królewskiej – wszystkie pieniądze płyną z tego samego źródła, cała reszta to maskarada.

Teraz bonzowie z Abu Zabi dygoczą z wściekłości, a ja nie bardzo umiem im współczuć, bo nie przepadam za autorytarnymi, egzotycznymi reżimami, których przywódcy kupują europejskie kluby piłkarskie, by oczyścić swój zapaskudzony wizerunek. Szkoda mi co najwyżej piłkarzy, ale też bez przesady – poradzą sobie, kluby nieusunięte z Ligi Mistrzów będą się o nich zabijać.

Równoczesnie jednak jakoś rozumiem furię szefów Manchesteru City, którzy wiedzą, że na identycznych zasadach funkcjonuje Paris Saint-Germain. Też stanowi własność państwa, należy do rządu katarskiego – zresztą wrogiego, ZEA nie utrzymują z nim stosunków dyplomatycznych.

Jedyne, co oba kluby może różnić, to sprawność w uprawianiu kreatywnej księgowości. Jeśli paryżanie seryjnie ustanowiali niewyobrażalne rekordy transferowe, w odstępie roku płacąc 222 mln za Neymara i 180 mln za Kyliana Mbappé, to znaczy, że również sięgali po kieszonkowe od azjatyckich wujków. Jeśli za „promowanie wizerunku Kataru” przytulają od Qatar Tourism Authority 215 mln rocznie, choć według rynkowych standardów umowa jest warta 2,78 mln (zgodnie z zamówioną przez UEFA ekspertyzą Octagonu, renomowanej agencji konsultingowej), to znaczy, że otrzymują 7186 proc. oczekiwanej wartości usługi. Słowem, też kręcą, i to grubo. Wymigali się, bo sprytniej kombinowali.

A może raczej pomogło im – byłbym zapomniał o uroczym drobiazgu – to, że Nasser Al-Khelaifi, czyli prezes PSG, jest równocześnie członkiem Komitetu Wykonawczego UEFA, która rządzi europejskim futbolem i to ona właśnie ukarała Manchester City? Nie wiem, niczego nie sugeruję, dostrzegam tylko tutaj konflikt interesów gigantyczniejszy niż Wieża Eiffla.

A może paryżan bardziej chroni to, że właściciel klubu i prominentny przedstawiciel UEFA, wspomniany Nasser Al-Khelaifi, daje radę kierować także katarską spółką beIN Media Sports, która poprzez globalną sieć telewizyjną współfinansuje UEFA, bo tłusto płaci za prawa do transmisji Ligi Mistrzów? Oczywiście niczego nie sugeruję, ale konflikt interesów tak mi potężnieje, że Wieża Eiffla niknie przy nim do rozmiarów domku dla lalek.

Jeszcze raz: roboczo zakładam, że Manchester City został ukarany słusznie, bo złamał przepisy, a PSG zagra w Lidze Mistrzów, bo przepisów nie złamał. Ale to różnica formalna, działaczowskie szacher-macher, księgowe wygibasy kompletnie bez znaczenia. Oba kluby należą do obcych państw, oba służą dyplomatycznym celom reżimów gwałcących prawa człowieka, oboma kierują politycy na eksponowanym stanowiskach (Nasser El-Khelaifi to minister rządu katarskiego, szejk Mansour to wicepremier rządu emirackiego), oba podpisują umowy ze pośrednikami specjalizującymi się w upiększaniu wizerunków (przywoływane wyżej Qatar Tourism Authority oraz Abu Dhabi Tourism Authority), oba stanowią spektakularne przykładu instrumentalnego traktowania piłki nożnej (po angielsku nazywają to ładnie „sportswashing”).

Przekładając historię nasze, powtórzę własne porównanie: wyobraźcie sobie, że klub w Paryżu czy Manchesterze przejmuje minister Błaszczak albo wicepremier Gliński. I że przelewamy mu część pieniędzy poprzez Polską Fundację Narodową, by rozsławić nasz kraj. Że sponsorują go LOT, Mostostal Azoty czy inny Orlen.

Analogia jest niedoskonała, bo my wciąż mieszkamy w demokracji, ale to kwestia drugorzędna – próbuję przekonać, że UEFA wzbija się ponad Himalaje hipokryzji, traktując inaczej identycznie funkcjonujące kluby, i że patologią jest specyficzna struktura właścicielska Manchesteru City oraz PSG, a nie ich chęć inwestowania olbrzymich pieniędzy. To wady genetyczne, kwarantanną ich nie usuniesz. Za samą ideą Finansowego Fair Play zresztą nie przepadam, bo nie rozumiem, dlaczego hojny mecenas słabszego klubu nie ma prawa użyć całej swojej mocy ekonomicznej, by rzucić wyzwanie Barcelonie lub Realowi Madryt, tylko czekać 50 lat, aż jego marka lokalna nadrobi gigantyczną marketingową stratę do marek globalnych. Co to ma wspólnego z czystą grą?

I jeszcze ten Raheem Sterling czy Kevin De Bruyne, którzy znienacka dowiadują się, że wygrywali „nieuczciwie”, choć są takimi samymi zasuwającymi na treningach multimilionerami, jak gwiazdy wszystkich innych wielkich klubów… Wszystko tutaj cuchnie, choć przyznaję, że zataiłem pewne szczegóły odróżniające oba rządowe kluby. Otóż właściciel PSG ogląda mecze swoich piłkarzy z trybun, a właściciel Manchesteru City wpadł na stadion raz. 10 lat temu.

19 myśli na temat “UEFA kontra Manchester City. Czyj to przekręt

  1. Ja tak wcielę się w adwokata diabła, mam na myśli PSG – stawiamy ich na równi z City, ale to nie do końca prawda. PSG to w zasadzie te 2 gigatransfery, to w gruncie rzeczy się nie wyróżnia. Jeśli zajrzeć na transfermarkt i ocenić okienka od pojawienia się szejka, to rachunki PSG na przestrzeni lat, przynajmniej jeśli idzie o transfery, są bardzo zbliżone do takiej Barcelony. City, tylko transferowo, od pojawienia się szejków, jest już ponad miliard ojro na minusie i takie PSG i FCB zostawia daleko w tyle. Jeśli mnie pamięć ni myli, PSG musiałoby gdzieś 1/3 wincyj wywalić by zrównać się w ujemnym bilansie z City.

    Możliwe że paryżanie gdzieś też kołowali, ale wydają zwyczajnie mniej niż City. Pensje chyba też niższe.

    Polubienie

  2. Skala inna, ale metody podobne i powinno to mieć wpływ wyłącznie na wysokość wyroku. Ale to tak jest, jak się próbuje pogodzić przy pomocy Finansowego Fair Play realizację celów i zasad sportowych, wymyślonych przed wiekiem przez szlachetnie ześfirowanego barona, z regułami biznesowymi.
    W biznesie zasada jest prosta, kiedy przychody są niższe od kosztów, koszty trzeba dofinansować, żeby bilans wyszedł na zero. Inaczej doprowadzi się firmę do upadłości, a za to ponosi się odpowiedzialność karną.
    Można to zrobić na trzy sposoby: – zaciągnąć kredyt, podwyższyć kapitał zakładowy lub uchwalić właścicielskie dopłaty do kapitału na pokrycie strat. A ponieważ głupawka wynikająca z urawniłowki FFP na to nie pozwala, to wymyśla się różne kombinacje na styku z „zaprzyjaźnionymi firmami” lub przekładając pieniądze z lewej do prawej kieszeni. A to już jest zajęcie dla skarbówki czy przy okazji tych machlojek nie doszło do uszczupleń podatkowych, a nie dla FIFA.

    Polubienie

  3. Ale my przecież uwielbiamy bajki o kopciuszku. I żeby nie sięgać daleko w przeszłość… – w ubiegłym sezonie mieliśmy Ajax, a w tym Atalantę. Lipsk tylko nie ma szans na nasz podziw przez Red Bulla.

    Polubienie

  4. Przynajmniej wreszcie zaczęło się normalne pucharowe granie, jak Hanot przykazał.
    Te grupowe dokazywania dla kasy już mi obmierzły, odkąd dostęp do nich jest coraz większą kpiną ze sprawiedliwości i równych szans w sporcie.

    Polubienie

  5. @RAFAŁ
    Istotny wątek szczegółowy – przywołałeś Qatar Tourism Authority oraz Abu Dhabi Tourism Authority jako pośredników specjalizujących się w upiększaniu wizerunków obu krajów. Organizacja realizacji spraw związanych z turystyką na szczeblu państw wygląda tak, że tworzy się narodowe organizacje turystyczne, odpowiedzialne za promowanie dobrego wizerunku kraju wśród potencjalnych turystów, oraz narodowe administracje turystyczne (Tourism Administration), odpowiedzialne za administrację i politykę turystyczną, mające formułę publiczną, czyli ministerstwa bądź instytucji publicznej bądź spółki skarbu państwa. Więc nie są nawet firmami, ae częścią struktur państwowych tych państw, które podpisują umowy sponsorskie z klubami piłkarskimi.

    Polubienie

  6. Dla mnie ManC case to nie tyle wydarzenie roku, co XXI. wieku…

    Co do kopciuszków w LM, to pamiętam, jak jesienią ktoś tu wypocił po chłoście, jaką przyjęła Atalanta w Zagrzebiu, że to był pokaz, jak słaba jest liga włoska, w każdym razie dużo słabsza od np. niemieckiej 😉 swoją drogą Atalanta w grupie miała okrągłe 0. punktów po trzech meczach

    Polubienie

  7. To było nieco inaczej: napisałem, że to absurd, że tak słaby zespół wchodzi do LM bez eliminacji. Okazali się nie aż tak slabi, ale ta rewelacja wyszła z grupy tylko dlatego, że sędzia w meczu rywali pomógł Szachtarowi dyktując karnego w mocno doliczonym czasie…

    Polubienie

  8. O KAŻDYM zwycięzcy LM w historii można napisać, że wygrał tylko dlatego, że to i tamto. O KAŻDYM. A abstrahując, czy Atalanta jest słaba, czy nie, to pisanie o jakimkolwiek zespole, że jest słaby, na podstawie jego pierwszego występu w historii w LM jest w mojej opinii dość zabawne. ManC i PSG nie powychodzili z grup LM w swoich pierwszych sezonach po inwestycjach szejków, gdy mieli już kosmiczne składy

    Polubienie

  9. Miał być sparring przed Chelsea, a głównie za sprawą bramkarza Paderbornu zrobił się niezwykle emocjonujący mecz. Zakończyło się 3:2 dla Bayernu, ale w Londynie taki brak dokładności w polu karnym rywala może się skończyć kiepsko.
    PS.
    Robert z dwoma.

    Polubienie

  10. @Rafał
    Chyba domyślasz się z jaką przyjemnością przeczytałem Twój felieton o Haalandzie?
    P.S.
    Może to nie przypadek, że Haaland pojawił się właśnie teraz. W końcu inwazja Wikingów w Europie (nie tylko) też miała miejsce w czasie okresowego średniowiecznego ocieplenia.

    Polubienie

  11. Fajny był ten wtorkowy wieczór w LM. Barcelona remisuje w Neapolu, Bayern gromi w Londynie. Pięć bramek, przy czterech Polacy w roli głównej.

    Polubienie

  12. c.d.
    Właśnie wyczytałem, że Flick otrzymał wczoraj w prezencie urodzinowym długopis do podpisywania umów. Myślę, ze to bardzo dobry pomysł Bayernu.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s