2020. Koniec lodówki

Od dawna przyzwyczajałem się do doniesień, że padło akurat na nasze pokolenie i żyjemy w erze nieuchronnie schyłkowej, na wieści o upadku cywilizacji wręcz zobojętniałem. Aż tu nagle apokalipsa przyspieszyła.

Smog gęstniał mimo wszystko powoli, powoli przybywało też demontujących demokracje wandali u władzy, nawet temperatura rosła w tempie umiarkowanym – latami obserwowaliśmy, jak określenie „globalne ocieplenie” zastępuje „zmiana klimatu”, potem uczyliśmy się „kryzysu klimatycznego”, dotarliśmy mentalnie do „katastrofy klimatycznej”, dopiero ostatnio naukowcy postanowili alarmować o „katastrofie ekologicznej”, a przecież nie nadciągnął jeszcze semantyczny etap finałowy, czyli „wielkie wymieranie”. Przy tym wszystkim COVID-19 strzelił jak grom z jasnego nieba. Były sobie Włochy czy Hiszpania jako wymarzone miejsca do życia, są Włochy i Hiszpania odgrodzone, spanikowane, akceptujące odebranie swobód niespotykane w czasach pokoju, zresztą u nas to samo. Podróż do horroru trwała ledwie kilka tygodni.

Prawdę mówiąc, ciekawi mnie, ilu ludzi znajduje w obserwowaniu przebiegu wydarzeń perwersyjną przyjemność – konsumuje trochę bardziej realistyczne kino katastroficzne, zagładę ludzkości podawaną we wciągającej relacji na żywo, uatrakacyjniony nieznanym dreszczykiem emocji miks „Black Mirror” z „World War Z”, któremu brakuje jedynie wyrazistego protagonisty, więc zamiast Brada Pitta fetujemy bohatera rozproszonego, rzeszę rzeczywiście zasługujących na najwyższe uznanie lekarek, pielęgniarzy i resztę personelu medycznego. Wszak zważywszy na kierunek, w jakim ostatnio pędziła cywilizacja, kwarantanna powinna być dla wielu niewygodą do zniesienia, wreszcie wolno im całkowicie bezkarnie, z czystym sumieniem ­– ba, to nawet działalność prospołeczna – przykleić się okrągłodobowo do netfliksów, konsol, fejsików i tiktoków, utrzymywać intensywne towarzyskie kontakty bez zdejmowania kapci, ucyfrowić się totalnie. Gdybym miał wybujałą wyobraźnię, być może dostrzegłbym w pandemii naturalny etap rozwoju historii – biosfera wyprodukowała przeciwciała, by powstrzymać trucie jej smrodem i plastikiem, a równocześnie pozwoliła najbardziej rozwiniętemu wytworowi, czyli homo sapiens, przycupnąć w błogim bezruchu. Taki mocniejszy detoks, choć jakieś ofiary muszą być.

Sam uziemienie znoszę z rosnącym trudem, bo owszem, lubię samotnie czy w małej grupce pospacerować lub pobiegać, ale nie wtedy, gdy pospacerowanie lub pobieganie ma być substytutem wszystkiego, jedyną dostępną formą pozadomowej aktywności. Gdyby jednak nie to i tragiczne okoliczności – śmierć, cierpienie, wyniszczająca niektóre psychiki niepewność, perspektywa gospodarczego krachu itd. – byłaby w pewnym sensie obecna sytuacja spełnieniem mojego skrytego marzenia, żeby nastał bezruch.

Sami wiecie, co na co dzień szczególnie męczy: bez ustanku i skutecznie wmawiają nam, że na okrągło, przez 26 godzin na dobę i 9 dni w tygodniu dzieje się coś spektakularnego, prestiżowego lub cholernie ważnego, ci od rozrywki bezwzględnie biją się o naszą uwagę, wyszarpują sobie nasze gałki oczne z rąk, a ci od pracy tłumaczą, że zarabiać zawsze należy możliwie najwięcej, bez oglądania się na skutki uboczne, koniecznie z żarliwą wiarą w to, że nieustanne produkowanie czegoś, wirtualnego czy namacalnego, to cnota nad cnotami. Nie trzeba być nadwrażliwcem, by czuć się przebodźcowanym, i dotyczy to oczywiście również entuzjastów sportu, którym serwuje się superfajnąniedoprzepuszczenia paszę zawsze i wszędzie. Każdy turniej można rozdąć, między turnieje można wcisnąć kolejny turniej. Wiem, o czym tokuję, sam choruję na FOMO, nawet na wakacjach w głuszy nie wytrzymam bez zerknięcia, czy ci wygrali, a tamci przegrali, a jeszcze inni zostali haniebnie oszukani przez sędziów, bez podstawowego info żyły chcą eksplodować.

Aż tu nagle spokój. Gdy wstukuję niniejszy akapit, minęło blisko dziewięć dni od ostatniego mgnienia meczu piłkarskiego, który śledziłem w czasie rzeczywistym – ściślej wyliczając, od kopnięcia wieńczącego batalię Liverpoolu z Atlético upłynęło właśnie 207 godzin. A ponieważ stopklatka jeszcze potrwa, odbędę post, jakiego nie zaznałem prawdopodobnie nigdy, bo nawet w dzieciństwie, w peerelowskiej szarudze, coś tam jednak w telewizorze lub na bielskim stadionie pokazywali. Zatrzasnęli też kina, do których normalnie łażę minimum dwa razy w tygodniu i tylko z powodu wypraw na mundial czy inne ogromne mistrzostwa zdarzały mi się posuchy rozciągnięte na kilka tygodni. Tu sytuacja jest zresztą krytyczna, zaprawdę powiadam wam, u przewlekle zakażonych odcięcie od seansów wywołuje migotanie przedsionków, gapienie się na ekran w domu to erzac, paskudztwo jak sprzedawany w sklepach z tzw. zdrową żywnością „zamiennik posiłku”.

Zamiast popadać w obłęd, rozmyślam o wielkich wydarzeniach, które za mojej świadomości wydatnie kształtowały rzeczywistość. W 1989 roku byłem jeszcze maleńki, raczej wyczuwałem otaczające mnie euforię i podniosły nastrój, niż cokolwiek pojmowałem. Za to 2001 rok pamiętam detalicznie – byłem na mistrzostwach Europy siatkarzy w Ostrawie, upadające wieże ujrzałem po powrocie do hotelu z wywiadu z fantastycznym serbskim graczem Vladimirem Grbiciem, który w trakcie rozmowy zionął nienawiścią do USA (jeszcze nie wiedzieliśmy o ataku). To samo z 2008 – ekonomiczny kryzys, na którym wkrótce wzbogacić się miało tylu bogatych, wybuchł w trakcie podróży po Ameryce. I z 2010 – odwzorowałbym dokładnie, jaką trasę po Mokotowie pokonałem, gdy na wieść o lotniczej katastrofie w Smoleńsku wystrzeliłem pobiegać.

Teraz trwa czwarty wielki przełom, który pamiętam, i z każdym dniem staje się bardziej poza dyskusją, iż przysłoni wszystkie poprzednie z XXI wieku. Nie dlatego, że „kończy się świat, jaki znamy”, „będzie potrzeba zaprojektować nowy ład społeczny i nowy model gospodarczy”, „globalizacja zacznie się cofać” – nie wiem, może tak, a może nie, przed inwazją koronawirusa też żegnaliśmy sen o nieograniczonym postępie i wzroście, ja kombinuję w skromniejszej skali, takiej oto mianowicie, że jeszcze nigdy nic nie uderzyło w aż tylu ludzi z aż taką intensywnością. Nie sądziłem ani nawet nie przemknęło mi kiedykolwiek przez łeb, by można było przenieść na kiedy indziej wielkie piłkarskie mistrzostwa (odbędą się w roku nieparzystym! Prędzej wyobraziłbym sobie, jak przeciągają Jezusa ze Świebodzina do Patagonii!). Nie wymyśliłbym, że można zatrzymać i Ligę Mistrzów, i Serie A, i Premier League z La Ligą, że nawałnicy nie oprze się nawet tzw. ekstraklasa. A tu jeszcze stają bazary, filharmonie, teatry i festiwal w Cannes, rozważa się wykopanie w przyszłość igrzysk olimpijskich, ludzie postanawiają myć ręce po wyjściu z toalety, Hiszpanie wypożyczają psy, by policja pozwoliła im poszwendać się po ulicach. Każde z tych zjawisk mogłoby w ostateczności zaistnieć pojedynczo – ale nie naraz, naraz to jest zbliżający się „Mad Max”, pozostaje tylko mieć nadzieję, że po końcu wszystkiego spotkasz raczej Charlize Theron niż Mela Gibsona.

Niezależnie od dalszych wypadków właśnie nastał zatem najbardziej pamiętny okres, jakiego doświadczyliśmy – my wszyscy, wszyscy poza nieszczęśnikami, których rzuciło w strefę wojenną. Socjologowie, psychologowie społeczni i inni mądrzy lamentowali, że znika wspólna płaszczyzna doświadczeń, bo każdy zamyka się w osobnej niszy, z ulubionym, jednym z setek tysięcy seriali i kompletnie nie ma o czym rozmawiać z przybyszem z innej niszy, w której słucha się muzyki uruchomionej przez inne algorytmy. No to wreszcie mamy doświadczenie, którego nie sposób przeoczyć. Przeżycie nie dość, że pokoleniowe, to jeszcze ponadkontynentalne, spajające znacznie liczniejszy tłum niż mundial, który podobno przyciąga, jak się nam kłamliwie wkrzykuje do głów, całą populację.

Tak, rok 2020 wbije się w pamięć jak żaden. My na przykład nie mamy w domu żadnych zapasów, bo lodówka padła, po 15 latach absolutnej bezawaryjności. Stanęła akurat teraz, rozumiecie? Testujemy więc życie bez. Nie będę ganiał za lodówką, gdy świat się wali. Nie chciałbym przegapić sceny finałowej.

32 myśli na temat “2020. Koniec lodówki

  1. Nareszcie nablogowałeś!

    Ale tu, to przesadzasz, patrycjuszu:

    „gapienie się na ekran w domu to erzac, paskudztwo jak sprzedawany w sklepach z tzw. zdrową żywnością”

    nawet jeśli masz rację, nie musisz przypominać tym, co mogą jeśli już to przede wszystkim w erzac.

    „raczej Charlize Theron niż Mela Gibsona”

    Pełna zgoda.

    „można zatrzymać (…) i Premier League”

    Nieprawda. Wczoraj patrzyłem na Liverpool – Newcastle. Z zastrzeżeniem, że Firmino był grany przez Barnesa, a Mane przez McManamana

    Polubienie

  2. Skoro jak zapewniasz, wymyśliliśmy „zdrowy ersatz”, żeby zastąpić taki znakomity posiłek jak np. pieczona peklowana golonka czy kaczka ze śliwkami (do sklepów ze zdrową żywnością nie zaglądam, żeby totalnie nie zidiocieć), to sobie na ten los w pełni zasłużyliśmy.
    Ale z lodówką Rafał to chyba trochę przesadziłeś. „Pogonisz” jak tylko żona kategorycznie stwierdzi, ze ma dosyć Twoich eksperymentów. No chyba, że w ramach samoizolacji odświeżysz trudną sztukę wekowania. Zapewniam Cię, że wekowana w głębokim smalcu nawet wołowina staje się zjadliwa, a w ceramicznym lub szklanym pojemniku może być przechowywana przez lata i nawet nie musi być szczelnie zamknięta. Wystarczy ją przykryć spodkiem czy talerzykiem, żeby się nie zakurzyła. Przydałaby się jednak chłodna piwnica, co dzisiaj dla wielu może być problemem nie do przeskoczenia.

    Polubienie

  3. P.S.
    Informacje o rozwoju koronowirusowej sytuacji odbieram poważnie a nawet z odrobiną fatalizmu. Ale wyjątkowo rozbawiła mnie wiadomość o uciekinierce ze szpitala, której na kolację podano wędlinę.

    Polubienie

  4. @stanislaw
    „Nareszcie nablogowałeś!”
    Nie myśl sobie, że my teraz, gdy nie grają, zbijamy w działach sportowych bąki. Roboty od cholery było w ostatnich dniach, więcej niż w normalnym śródmarcowym tygodniu – odwoływanie Euro czy zawieszanie tzw. ekstraklasy interesuje ludzi nie mniej niż rozgrywanie Euro czy tzw. ekstraklasy.

    A z tym gapieniem się to oczywiście racja, że przesadzam, lubię przesadzać. Sam gapię się w domu, wczoraj na ten przykład było odświeżanie „Epidemii strachu”, a dzisiaj będzie po koreańsku.

    @alp
    „Ale z lodówką Rafał to chyba trochę przesadziłeś. „Pogonisz” jak tylko żona kategorycznie stwierdzi, ze ma dosyć Twoich eksperymentów”

    Ależ ona (mam nieżonę, zamiast żony, nie umiemy w te wszystkie papierki) też pasjami eksperymentuje, właśnie w ogóle nie popędza! Mamy lodówkę na balkonie, jak ze studenctwa!

    Polubienie

  5. „kina, do których normalnie łażę minimum dwa razy w tygodniu”

    Wkurzyłeś mnie tym – ja z uwagi na małe potomstwo łażę do kina maksimum dwa razy do roku. Tak więc aktualnie odczuwam wręcz perwersyjną radość z tego, że przez koronawirusa tkwisz w tym samym bagnie, co ja.

    Polubienie

  6. A ja wracając do dyskusji pod poprzednią blogonotką…
    Darek Wołowski na Wyborczej: – „KPMG International – jedna z największych firm świadczących usługi takie jak audyt, doradztwo podatkowe i gospodarcze w 153 krajach – oceniło, że pięć największych lig w Europie straci od 3,7 mld do 4,28 mld dol., jeśli rozgrywki w Anglii, Hiszpanii, we Francji, w Niemczech i we Włoszech nie zostaną dokończone”
    . A to tylko wierzchołek góry lodowej strat jakie w konsekwencji epidemii poniesie światowa piłka na wszystkich poziomach rozgrywek.
    Oczywiście możemy powiedzieć do diabła z piłką, są większe zmartwienia. Osobiście też uważam, że to nie jest największe zmartwienie… – dzieciaki nadal będą kopać piłkę i w oparciu o to z czasem się odbuduje, nawet jeżeli będzie to zupełnie inny format (używam określenia złośliwie) niż ten jaki znamy lub jesteśmy w stanie sobie nie tylko zaplanować, ale nawet wyobrazić.
    Traktuję tą prognozę jako skalę, którą możemy przenieść na nasze życie społeczno-gospodarcze. Chyba nie zdajemy sobie sprawy jak wirus może przeobrazić nasz świat. Myślę, że nie mamy na dzisiaj odwagi, żeby podobne jednoznaczne prognozy budować dla gospodarki. Mogłyby one wywołać totalną panikę i chaos społeczny. Lepiej jest funkcjonować w świecie przesuwania decyzji o tydzień, czy dwa.
    P.S.
    PZPN przesunął zawieszenie rozgrywek ligowych do 26 kwietnia. Na dzisiaj trudno ocenić czy to ostateczny termin ale marzy mi się (nie tylko dla dobra naszej piłki), żeby przynajmniej udało się dograć sezon zasadniczy.

    Polubienie

  7. Przepraszam Przeczytałem jeszcze raz i myślę, ze trafniej byłoby; – Chyba lepiej/łatwiej jest funkcjonować w świecie przesuwania decyzji o tydzień, czy dwa.

    Polubienie

  8. @stanislaw
    Ten turniej też zapowiadałem:
    https://wyborcza.pl/7,154903,25794775,startuje-wielka-gra-o-prawo-do-starcia-z-magnusem-carlsenem.html

    Oczywiście, że grają! Polecam bijatykę Caruany z Dingiem Lirenem, który po dwóch porażkach miał nóż na gardle swojego króla.

    @fidelrulez
    „Wkurzyłeś mnie tym – ja z uwagi na małe potomstwo łażę do kina maksimum dwa razy do roku. Tak więc aktualnie odczuwam wręcz perwersyjną radość z tego, że przez koronawirusa tkwisz w tym samym bagnie, co ja.”

    Przysięgam, że oglądam, ale się nie cieszę.

    Polubienie

  9. „Przysięgam, że oglądam, ale się nie cieszę.”

    Ano, po prawdzie to powodów do radości wielkich nie ma. A myślisz, że obecna sytuacja spowoduje, że futbolowi decydenci pójdą po rozum do głowy i w przyszłości „odchudzą” piłkarski kalendarz lub np. zmniejszą formaty Euro czy Mundialu? Ostatnio czytałem ciekawy artykuł Michała Treli na ten temat, który dowodził, że w obecnej sytuacji już kilkutygodniowa przerwa w rozgrywkach powoduje katastrofę całego systemu, bo nie ma kiedy tego odrobić.

    Osobiście szczerze wątpię, że coś się zmieni, choć z drugiej strony – jeśli to, co się dzieje teraz, nie skłoni UEFY czy FIFY do przemyślenia paru spraw, to już chyba nigdy i nic tego nie sprawi.

    Polubienie

  10. @ALP
    „uciekinierce ze szpitala, której na kolację podano wędlinę”

    A ja wczoraj, chcąc nie chcąc, musiałem być w Poznaniu i nieświadomy niczego, przespacerowałem się obok tej komendy na Jeżycach, na którą zgłosiła się owa wegetarianka:)
    Zresztą, przez 12 lat pracowałem 200 metrów od tej komendy:)
    Ale nie popadajmy w paranoję, uważać i zachować ostrożność trzeba, ale żyć też trzeba.
    Damy radę:)

    Polubienie

  11. @fidelrulez
    Właśnie o tym pisałem. Po epidemii zbudzimy się w zupełnie innym świecie. Jeżeli „jeśli to, co się dzieje teraz, nie skłoni UEFY czy FIFY do przemyślenia paru spraw” to ludzie rządzący dzisiejszą piłką będą musieli odejść.
    Jak to się potoczy, nie wiadomo. Z jednej strony są tacy piłkarze jak nasz Gikiewicz czy piłkarze hiszpańskiego klubu (nie tylko), którzy deklarują rezygnację z wynagrodzenia za czas przestoju, a z drugiej tacy jak szwajcarskiego Sjonu (nazwisko naszego bohatera pominę), którzy nie potrafili się zdecydować czy 12 000 Euro za czas przestoju to nie za mało.
    Z drugiej strony kociokwik wypowiedzi menadżerów i trenerów lub taktyczne milczenie (zobaczymy w którą stronę kij popłynie) z nielicznymi pozytywnymi wyjątkami (do nich zaliczam ostatnią wypowiedź trenera Lechii).

    Polubienie

  12. Cóż, to jest właśnie ten moment aby całe pałkarstwo uświadomiło sobie iż nie jest pępkiem świata.
    Są rzeczy ważne i ważniejsze,,,,

    Polubienie

  13. @fidelrulez, alp
    „już kilkutygodniowa przerwa w rozgrywkach powoduje katastrofę całego systemu, bo nie ma kiedy tego odrobić”.

    Nie dowierzam. To będzie awaria, a nie katastrofa – nie ma kiedy odrobić, to się nie odrobi. I tyle. Rozwinę to, ale pewnie w Gazecie, więc niekoniecznie czytelnicy bloga wejrzą. Nie lubię tego, że aż tak oddzielił się mikrokosmosik mojego bloga od mojego mikrokosmosiku na łamach, dużo trudniej jest.

    Polubienie

  14. Jest mała nadzieja, ale tycia, że faktycznie część Polaków będzie myła ręce po wyjściu z toalety. To może być jeden z największych pozytywnych efektów tego bajzlu.

    Polubienie

  15. U mnie na razie życie dużo się nie zmieniło. Pracować trzeba, w małej firmie na wiosce stwierdziliśmy, że jak coś nas ma dopaść to i tak dopadnie. Firma malutka, nie witamy się, zachowujemy ostrożność na ile się da. Moim zdaniem sytuacja się jeszcze pogorszy, a nam może się jeszcze uda trochę pobyć w normalności.Wg mnie to dopadnie nas wszystkich, będzie trzeba się zmierzyć z chorobą. Oby udało się to rozłożyć w czasie. Na zakupach nie byłem na nich od tygodnia, ale normalnie też mi się takie pauzy zdarzają. Mam ogródek, wyjście na rower na wiosce nie stanowi problemu. Brakuje mi tylko sportu w TV. No i w momentach braku zajęcia martwię się o starszych z rodziny, których się obecnie nie odwiedza. Nikogo się nie odwiedza. Podsumowując: jakbym przez ostatni miesiąc nie oglądał TV, to nie zauważyłbym tej katastrofy.

    Polubienie

  16. Zgadzam się z Rafałem – futbol zwolni, ale się nie rozleci, chyba że pandemia przekroczy wszelkie najczarniejsze scenariusze.

    Pamiętajmy że to zabawa przedsiębiorców – a rolą przedsiębiorcy jest ciągnąć rzeczywistość w swoją stronę, byle wyrwać dla siebie jak najwięcej. Naturalne że jęczą wniebogłosy, bo to sposób by wyciągnąć dla siebie jak najwięcej, by zniwelować straty, by wywrzeć presję(we Włoszech już działa, związek dał zielone światło do ucinania kontraktów).

    Wiem że wielu kupiło narrację, według której przedsiębiorcy na plecach noszą całe narody(ciekawe w czyim interesie najbardziej było promowanie takiej tezy), ale faktem jest że profesjonalizmem przedsiębiorcy jest łgać jak pies, jeśli przedsiębiorstwo w ten sposób zyska.

    Oczywiście, wszystkie kluby notują straty. Oczywiście, dla niektórych może się to skończyć bankructwem. Ale na pełny reset nie ma co liczyć.

    MVP jak na razie jest Waltke z Dortmudu(wiem że zapisałem jego nazwisko niepoprawnie, ale facet nie zasługuje by guglować go w internetach) który już zapomniał jak Bayern ratował Dortmund przed finansowym upadkiem(i to spowodowanym własną głupotą, a nie światową pandemią) i uznał że może się na mniejszych wypiąć. Ot, wzór profesjonalnego menago.

    Polubienie

  17. Brak zysku nie jest stratą, więc niech nie opowiadają. Sytuacja finansowa największych klubów jest wręcz przerażająco dobra, więc jak raz zaliczą jakieś poślizgi i będą musieli wziąć kredty na płynność, to od tego nie upadną. No ale straszyć można…
    A ja nie rozumiem, dlaczego na czołówce wszelakich stron sportowych bzdury o wszystkim (właściwie bardziej o niczym) a o najważniejszym w tym roku turnieju w jednej z najwspanialszych dyscyplin nic poza ww. artykułem Gospodarza, o którym niestety zapomniałem i teraz jestem do tyłu.
    Panie Rafale dziękuję za link, znalazłem też na Jutubie, na razie pierwsze runda za mną, ogląda się jak zwykle super.

    Polubienie

  18. Może trzeba zrewidować pogląd o ludzkości, jako władcy Ziemi. Ktoś już dawno temu stwierdził, że mamy w wirusach potężnego konkurenta do tego miana. Ciekawe, czy obecne wydarzenia zachwieją naszą wiarą w nieograniczony postęp, a może postanowimy trochę przyhamować. Jako eksperyment proponowałbym PEMK zamiast Ligi Mistrzów.

    Polubienie

  19. Ze 20 lat temu czytałem u Vonneguta, że ludzkość istnieje po to, żeby pomóc przetrwać jakimś małym żyjątkom (chyba jakieś glony to były), przenosząc je na Księżyc i inne planety..

    Polubienie

  20. Jeżeli komuś uciekły dwa ostatnie felietony Rafała na Wyborczej, to polecam.
    Wczorajszy o Comunardo Niccolai – przyznam, że faceta zupełnie nie kojarzę z boiska (chyba nawet wcześniej o nim nie czytałem), albo zupełnie o nim zapomniałem – czyta się jak szczytowe kawałki naszych kabaretów. Natomiast takich tekstów jak dzisiejszy o „toksycznym milionie Lewandowskich” w naszym zawistnym świecie nigdy nie za dużo.
    P.S.
    Oczywiście, ze piłka przetrwa. Pytanie tylko czy i jak się zmieni?

    Polubienie

  21. Kochani! Od jakiegoś czasu regularnie zewsząd słyszę slogany, że „świat będzie zupełnie inny”. Widzę, iż tu również nie brakuje autorów takowych złotych myśli. Mógłbym prosić o małe wyjaśnienie, co konkretnie macie na myśli? Chociaż tak z grubsza…

    Polubienie

  22. Niestety, szachiści również musieli się poddać. Kiedy skończą turniej – nie wiadomo, a jest (było) tak ciekawie.

    Polubienie

  23. Jak to?? To co ja teraz będę oglądał?
    Szkoda Jana, bo przerwa może zupełnie zmienić przebieg turnieju, a grał fantastycznie.

    Polubienie

  24. Tak Rafale. To tylko 2 tygodnie, a już zaczynamy świrować. Ja, żeby nie zbzikować do końca wczoraj zliczyłem powtórkę Niemcy-Polska z eliminacji, a dzisiaj Polska Ukraina na Euro 2016.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s