30 dni później

Najgorsze jest to, że wszyscy siedzimy trochę jak na dożywociu. Nie my – zapuszkowani w domach, ale my – odcięci od futbolu i w ogóle widowisk sportowych.

Gdybym wiedział, kiedy piłka znów pójdzie w ruch, to wyryłbym na ścianie odpowiednią liczbę pionowych linii i codziennie jedną przekreślał, dłubiąc ruchami skazańca, który zna dokładną datę zakończenia wyroku, więc uporczywie uaktualnia swój prywatny kalendarz, by zabijać czas, może przyspieszyć jego upływ. Niestety, nie mam bladego pojęcia, co będzie. Karmię się co najwyżej mglistą nadzieją, że kiedyś tam, w jakiejś nieokreślonej przyszłości, rozgrywki ożyją, kombinuję właśnie jak osadzony w celi dożywotnio, któremu roi się warunkowe zwolnienie.

A skoro nie umiem ustalić, ile mnie dzieli od końca, odliczam czas od początku. I akurat  dzisiaj wieczorem, w piątek 10 kwietnia 2020 roku, mija okrągłe 30 dni od ostatniej transmisji meczu piłkarskiego, który oglądałem. 30 dni, czyli 720 godzin, czyli 43 200 minut.

Substytutów nie ma. Zakaz uprawiania sportu możesz od biedy jakoś ominąć, bo gdy ukradkiem pobiegniesz do parku po północy, żaden mundurowy łba ci nie urwie, nikomu też nie naplujesz patogenem do buzi; „społeczne dystansowanie się” też do pewnego stopnia uśmierzysz dzięki wszechdostępnemu kontaktowi bezdotykowemu, za pośrednictwem audio i wideo, popularność zyskują już nawet libacje online; czytasz jak zwykle, tylko więcej, w tym nienormalnym czasie masz prawo bezkarnie zanurzać się w słowotoku Bernharda; zamknięcie kin znosi się stosunkowo łagodnie, gdy kilka klików w pilota lub myszkę dzieli cię od wszystkich możliwych arcydzieł, od niemego kammerspielu, przez rozgadane polskie i rumuńskie kino moralnego niepokoju, po rozjazgotane igrzyska superbohaterów. Teatry wpuszczają do sieci spektakle, wciąż słychać koncerty, poeci wydychają z siebie wiersze, konsole do grania działają, zdalna praca wre… Tylko tych cholernych meczów niczym nie zastąpisz.

Doradzali mi, żebym zerknął na ligę białoruską czy jakąś inną, w której wciąż kopią jak zwykle – ani mi się śni, wcześniej tego nie oglądałem, to i teraz nie będę, nie będzie mi żaden koronawirus organizował upodobań, jako ludzkość musimy w trudnym momencie zachować przynajmniej godność. Podglądam za to archiwalia, przez internetowe łącza przelewa się ocean fantastycznego futbolu rozegranego w przeszłości – owszem, przyjemność przechodząca niekiedy w rozkosz, ale im intensywniejsza, tym głębszy pozostawia niedosyt, do pełnej satysfakcji potrzeba jednak drżeć o wynik, niepokoić się lub przynajmniej zdychać z zaciekawienia, oberwać po zwojach golem ze spalonego w czasie doliczonym lub strzelonym wbrew przebiegowi gry, w rozdygotaniu czekać na rewanż, ewentualnie fantazjować sobie na pocieszenie, że w następnej kolejce będzie lepiej. Emocje z odtworzenia to nie emocje, nawet nie ćwierć realnego wzruszenia, równie dobrze możesz stać przed posterunkowym i dla wzmocnienia efektu wciskać sobie kit, że stanąłeś przed Sądem Ostatecznym.

Skłamałbym, gdybym zaczął się skarżyć, że cierpię. Za mną już większość faz żałoby, minąłem i etap szoku oraz zaprzeczania, i etap wściekłości, i etap targowania się, podczas którego obiecywałem, że jeśli odzyskam stratę, bezpowrotnie zmienię się na lepsze, wyszedłem też z etapu depresji, w chwili wpisywania niniejszej blogonotki rozchmurzam się na etapie akceptacji – pojąłem, że doświadczania nowych meczów nie dostąpię, piłka nożna przestała istnieć. Real Madryt na zawsze pozostanie mistrzem Ligi mistrzów, Legia nigdy nie zdetronizuje Piasta Gliwice, Messi nigdy nie zwycięży na mundialu, tzw. ekstraklasa nigdy nie wyprodukuje meczu perfekcyjnego (marzyłem: piłka ani razu nie spada na murawę), Liverpool nigdy nie przestanie odmierzać wieczności, jaka upłynęła od ostatniego wygrania ligi angielskiej. A przede wszystkim nadciągną pokolenia ludzi, którzy będą myśleli o nas – tzw. kibicach, choć ten archaizm poznają tylko absolwenci historii – z politowaniem, zastanawiając się, co powodowało, że zajmowaliśmy się czymś tak idiotycznym, jak oglądanie meczów.

Epoka ponownego oświecenia nastanie szybciej, niż się zdaje, już teraz gdzieniedzie słychać, iż pandemia zdemaskowała piłkarzy, udowodniła, jak bardzo są zbędni. Sam przeżyłem zresztą iluminację – nawet jeśli założyć, że przez ostatnie, powiedzmy, dziesięć lat, oglądałem średnio zaledwie dziesięć meczów tygodniowo, to znaczy, że przeputałem na tę jałową bezczynność 7800 godzin, czyli 325 dni, czy ponad 10 miesięcy. A przecież trzeba jeszcze dorzucić czas doliczony, no i gapię się na kopaninę od kilku dekad. Życiorys na przemiał.

Dlatego tęsknię do jutra bez futbolu, mam nadzieję dociągnąć do momentu, w którym ludzie będą się zajmowali albo aktywnością niezbędnie pragmatyczną – praca, spanie, spożywanie, wydalanie itd. – albo rozrywką wyłącznie wyrafinowaną lub pożyteczną, kryminały ustąpią filozoficznym esejom, rankingami najbogatszych celebrytów zawładną naukowcy, uprawianie sportu będzie polegało na własnoręcznym wznoszeniu pomników gigantom intelektu. Tak widzę przyszłość i bardzo podoba mi się ten widok, zresztą właściwie nigdy nie przepadałem za piłką nożną, tylko wstydziłem się przyznać.

Wreszcie się nie wstydzę. A przecież minęło dopiero 30 dni odsiadki, koronowirus nadal zaraża.

157 myśli na temat “30 dni później

  1. @Alp
    Zaryzykuję stwierdzenie, że jednak sporo ludzi jakąś mądrość z tego wykładu wyniosło, więc w mojej opinii tak zbędny nie był. Gdyby wszyscy znali te oczywistości, to by tyle rozwodów nie było 😉

    Polubienie

  2. @Panszeryf
    Nie tylko ręce opadają. Nie skumałeś, czy tylko rżniesz głupa? Stereotypy na temat kobieta/mężczyzna (nie tylko) to nigdy nie były, nie są i nigdy nie będą „oczywiste prawdy”. I nigdy nie cementowały związków, a często wręcz przeciwnie. Daję Ci na to pełną gwarancję mojego 49-letniego doświadczenia małżeńskiego i podobnych stażem doświadczeń moich przyjaciół.

    Polubienie

  3. A ja myślę ALP, że jednak to co przedstawione w wykładzie może pomóc, a na pewno nie zaszkodzi.
    Ale ciekaw jestem Twojej opinii.Z takim doświadczeniem co wg Ciebie najbardziej cementuje związek?

    Polubienie

  4. @alp
    To nie są oczywiste prawdy. Co nie oznacza iż wywód jest bezwartościowy. Prowadzący wybrał komediową i uproszczoną konwencję, by ułatwić odbiór. Gałąź popularnonaukowa zawsze korzysta z uproszczeń i humoru, wiedząc zwyczajnie do jakiego odbiorcy mówi.

    Polubienie

  5. @Grindavik
    Chyba nie ma jednej odpowiedzi, ani złotej recepty a każdy związek musi sam znaleźć własną. W naszym związku dwóch osób całkowicie różnych (nawet aktywność dobową mamy przesuniętą o kilka godzin) oprócz silnych emocji i paru rzeczy, które potrafiliśmy robić wspólnie, zadecydowało pełne zrozumienie i akceptacja dla inności partnera. Nikt nie był lepszy ani gorszy, nie musiał udawać kogoś innego niż jest, nie musiał podzielać poglądów ani gustów partnera, a nawet czuł, że jest kochany dlatego, że jest inny. A w trudnych chwilach (które każdy z nas przechodzi) nie był pouczany, zawsze mógł liczyć na zrozumienie i emocjonalne wsparcie.
    No i nigdy nie uwierzyliśmy w „dobre rady” o docieraniu związku, których realizacja w konsekwencji prowadzi do dominacji jednego z partnerów i ograniczaniu drugiego… – dyrdymał o szyi i głowie.
    Tak myślę, ale tak naprawdę to nie wiem…
    Moja żona np. nie podziela moich pasji sportowych. Basen, boisko, lodowisko czy narty to była domena moja i syna. Jak oglądaliśmy jakąś transmisję sportową to zawsze potrafiła sobie znaleźć jakieś inne zajęcia. Nawet jak syn tańczył przez kilkanaście lat, to była może kilka razy na turnieju i to chyba tylko dlatego, że odbywał się 10 minut pieszo od naszego mieszkania, a mały wtedy jeszcze syn koniecznie chciał pochwalić się mamie jak tańczy. I to pomimo, ze sama lubi tańczyć.
    Raz dała się namówić i pojechała z nami zimą na narty. Po dwutygodniowym urlopie przyznała, że wypoczęła, ale też, że nigdy w życiu się tak nie wynudziła. Więcej jej na narty nie zabieraliśmy.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s