Przez Saharę na San Siro

Zanim rozprawił się w minioną niedzielę z Interem Mediolan, odbył piekielnie długą, niebezpieczną podróż. Taką, która dla wielu podobnych mu chłopców kończy się śmiercią.

Młodziutki piłkarz Musa Juwara pochodzi z Gambii. Maleńkiego i biednego państewka z zachodniego wybrzeża Afryki, którego mieszkańcy zajmują się głównie rolnictwem, ale coraz trudniej im wykarmić z upraw rodzinę. Pada tam coraz rzadziej i często nie wtedy, kiedy rośliny łakną deszczu, lecz podczas żniw, co rujnuje zbiory.

Gdy Musa miał 14 lat, był już sierotą, a wychowujący go dziadek zorganizował mu wyprawę do Europy. Czasownik „zorganizował” służy tutaj naturalnie za eufemizm – puścił wnuka szlakiem uchodźców, na którym musisz zaufać obcym, nielegalnie działającym ludziom, i nikt nie gwarantuje ci bezpieczeństwa ani nawet symulowanej troski. Przemytnicy nie zakładają najbardziej wiarygodnych biur podróży.

Do Senegalu dzieciak pojechał z bratem. W dalszą drogę ruszył sam, nie zabrał ze sobą niczego. Przemierzył Saharę – przez Mali, Burkina Faso, Niger – i dotarł do Libii, gdzie wsiadł w ponton, wraz z 80 innymi przybyszami z różnych krajów afrykańskich. Pływać nie umiał. Na Morzu Śródziemnym uciekinierzy natknęli się na łódź niemieckiej organizacji pozarządowej, która przetransportowała wszystkich do sycylijskiej Messyny. „No parents” – napisał Gambijczyk w formularzu Czerwonego Krzyża.

Był 10 czerwca 2016 roku. Tamtego dnia rozpoczynały się pamiętne dla nas mistrzostwa Europy – Francuzi pokonali Rumunię, drużyna Adama Nawałki ćwiczyła w słońcu La Baule, rozemocjonowani Polacy wyczekiwali nadciągającego meczu z Irlandią Północną. Musa, choć futbol uwielbiał, nie miał o naszych igrzyskach pojęcia. Był wycieńczony, podróż wlokła się przez cztery miesiące.

Został przewieziony do Ruoti, miasteczka w prowincji Potenza. Gdy ganiał za piłką na placyku w ośrodku dla uchodźców, przykuł uwagę trenera z pobliskiej szkółki Virtus Avigliano. I zaczął pod okiem Vitantonio Summy nie tylko ćwiczyć, ale zamieszkał u niego w domu.

Wkrótce chłopca wypatrzył poławiacz talentów z Chievo, które za pozyskanie Gambijczyka postanowiło zapłacić 50 tys. euro. Zanim jednak Juwara wyjechał do Werony, jego nowi prawni opiekunowie – Vitantonio z żoną Loredaną – stoczyli batalię na sali sądowej. Przepisy zabraniają bowiem podpisywania kontraktu z niepełnoletnim zawodnikiem z innego kontynentu, jeśli nie towarzyszą mu biologiczni rodzice. Chodzi m.in. o to, by nie zachęcać do hurtowego importu chłopców i zostawiania na ulicy tych, którzy okażą się niewystarczająco zdolni.

Zapadł korzystny wyrok, od tamtej pory rzeczywistość jeszcze przyspieszyła. W werońskich barwach Juwara zdążył zadebiutować w Serie A, by minionego lata uciec do silniejszej Bologny, gdzie miał spokojnie rozwijać się wśród juniorów – błyskawicznie jednak zauroczył trenera Siniszę Mihajlovicia, jeszcze przed pandemiczną przerwą dołączył do drużyny dorosłych, zaczął wpadać na boisko na kilkuminutowe epizody, aż wreszcie w ostatnią niedzielę, choć znów zaczął mecz jako  rezerwowy, hucznie przedstawił się wszystkim kibicom w Italii.

Bologna przegrywała z Interem Mediolan 0:1, gdy kontrolę nad sytuacją przejął Juwara. Strzelił debiutanckiego gola; zmusił do popełnienia faulu Alessandro Bastoniego, za który sędzia wlepił rywalowi czerwoną kartkę; uczestniczył w rozstrzygającej o sensacyjnym zwycięstwie akcji, spuentowanej zresztą bramką zdobytą przez innego rodaka i imiennika, o trzy lata starszego Musę Barrowa. Faworyt padł, duet Gambijczyków zdobył jeden z najsłynniejszych stadionów świata.

I stali się medialnym wydarzeniem. Bardziej anegdotycznym niż zwiastującym nową erę w sporcie, ale jednak. Zaciekawił Włochów zwłaszcza młodszy z nich, wciąż 18-latek, który kibicuje Chelsea (liga angielska skolonizowała wyobraźnię fanów w prawie całej Afryce, inne europejskie rozgrywki prawie tam nie istnieją), regularnie ogląda i usiłuje naśladować swojego idola Edena Hazarda, po mieście porusza się na hulajnodze, z Barrowem się przyjaźni i u niego pomieszkuje, zarabia ledwie 3300 euro miesięcznie (dlatego nie objęło go spowodowane przerwą w rywalizacji cięcie pensji).

Można by więc powiedzieć, że Musa pozostaje na razie zwykłym nastolatkiem, który lubi biegać za piłką, ale byłby to opis nieprecyzyjny, dostosowany do standardów życia w zachodniej Europie. Z perspektywy skrajnie egzotycznej dla nas Gambii wylądował w bajce. – Płynie potężna rzeka, dlatego ludzie mają co pić i nie umierają z głodu. Żyją jednak w dramatycznych warunkach. Mieszkają w lepiankach, śpią na klepiskach. W szkołach nie ma mebli, okien. Państwo nie jest w stanie utrzymać oświaty, służby zdrowia czy sieci dróg, bo nie ma wpływów z podatków – opowiadał dr Maciej Kalarus, który przed kilkoma laty wymyślił akcję „Klapki dla Gambii”.

Skąd akurat taka idea? Podczas wizyty w tym mikroskopijnym kraiku – tylko ciut większym od województwa śląskiego, najmniejszego w Polsce – wszędzie napotykał dzieci biegające boso po kamienistej, rozgrzanej, parzącej w stopy ziemi. Miały poranione stopy, połamane paznokcie, kiepsko gojące się zakażenia. Od ukąszeń węży, skorpionów i insektów, od skakania po kałużach i błocie. Obuwie to tam niedostępny luksus.

Juwara biega dzisiaj po wypielęgnowanej trawie, w lśniących korkach. Dla jednego z najbogatszych regionów świata porzucił kraj, który wprawdzie w oceniającym stan demokracji rankingu „Economista” ze strefy reżimów autorytarnych awansował niedawno do grona systemów hybrydowych, ale jakości życia znacząco to nie podniosło.

Poruszająca historia gambijskiego piłkarza teoretycznie niesie pocieszenie, nastraja optymistycznie, może nawet uspokaja sumienia Europejczyków, utrwalając mit o tym, że każdy ma szansę, a sprawiedliwość staje ostatecznie po stronie uciśnionych. Przy okazji fałszuje też rzeczywistość – na każdego chłopca, który wyfrunie na szczyt (nasz bohater, jeśli wszystko potoczy się zgodnie z przewidywaniami, zostanie wkrótce bardzo bogatym człowiekiem), przypada znacznie więcej pechowców, którym powiedzie się byle jak, oraz tłum nieszczęśników, którzy pozwalają się zapakować na rozpadające się łajby, więc toną zaraz po opuszczeniu portu. Ewentualnie utkną w libijskich ośrodkach dla imigrantów, gdzie trzyma się ich w fatalnych warunkach, nie mają żadnych praw, czasami strażnicy z zimną krwią strzelają do próbujących uciekać. Uchodźców systematycznie na świecie przybywa, w ubiegłym roku ich liczba przekroczyła barierę 70 mln (smutny rekord wszech czasów), trend nasila katastrofa klimatyczna – według naukowców susze, huragany, powodzie, inne klęski żywiołowe i spustoszone zbiory sprawią, że w połowie bieżącego stulecia tułających się po planecie ludzi będziemy liczyć w setkach milionów.

Piłkarzowi Bologny kolejne wygnanie już zapewne nie grozi. W głowie mu nie tylko futbol, gdy zamieszkał z Vitantonio i Loredaną, najpierw poprosił, by umożliwili mu naukę w porządnej szkole. I ponoć nie zaniedbuje jej do dzisiaj, podążając za priorytetami wpojonymi mu przez dziadka. Kariera sportowa też zapowiada się obiecująco – skoro przetrwał na pustyni i na morzu, nie przestraszy się raczej żadnego stadionu. Konsekwentnie też Musa Juwara przypomina, jak brzmi plan. Z Gambii przyjechał, by pomóc bliskim, i odmienić swoje życie, a teraz chce jeszcze odwdzięczyć się przybranym rodzicom.

33 myśli na temat “Przez Saharę na San Siro

  1. Ładna historia.
    Oczywiście nie może być używana za argument, aby ich wszystkich wpuszczać.
    Jak widać na powyższym przykładzie, to nie są żadni „uchodźcy ze strefy wojny”.

    Gambia jest uboga, ale głodujących tam nie widziałem.
    Zarabiają tam też na turystach – bo to „Uśmiechnięte Wybrzeże Afryki”. Wystarczą szerokie plaże, fajne krajobrazy, tanie i smaczne jedzenie, pomocni ludzie (czasami za pomocni), spokój (zamach stanu krótkotrwały i żadnemu turyście nie spadł włos z głowy) i spora tolerancja religijna.

    Odniosłem wrażenie, że każdy chłopak jest tam kibicem jakiegoś klubu angielskiego, z którym utożsamia się jakby mieszkał np. w Londynie. Mówi o danym klubie i o sobie „my”.

    Polubienie

  2. Wszystko wskazuje na to, że ma „papiery” na wielką karierę, czego dowodem droga do pierwszych sukcesów. Zadecyduje odporność na sukces.
    P.S.
    „Uśmiechnięte Wybrzeże Afryki” – zwłaszcza jej środkowa i wschodnia część. A sądząc po drodze jaką wybrał Musa do lepszego życia, to z niej pochodzi. „Uwielbiam” te opinie budowane na podstawie obserwacji w enklawach dla turystów lub wręcz turystycznych reklam.

    Polubienie

  3. No nie mogę, kolejny rasistowski troll.

    Druga dziesiątka najbiedniejszych krajów świata, średni dochód brutto na głowę kilkanaście do dwudziestu razy mniejszy, niż w Polsce, nominalnie 60 dol. na głowę miesięcznie, ale przecież nikt nie głoduje, „bo ja nie widziałem”. Nie widziałeś, bo nie byłeś i nie kłam.

    Polubione przez 1 osoba

  4. A przypomniało mi się, że już kiedyś pisano o uchodźcy, który trafił do Bundesligi. Sprawdziłem i okazało się, że też Gambijczyk, są jakieś problemy z jego tożsamością, ale w Hamburgu gra.

    Polubienie

  5. A w Premiership znowu sędziowska parodia z VARem w tle. Drużyna walczy o być albo nie być w lidze, a ten przy stanie 0-0 dyktuje przeciwko niej karnego za to, że atakujący nadepnął obrońcę… Przynajmniej jeśli chodzi o VAR polska liga jest lepsza 🙂

    Polubienie

  6. No nie wiem, mi się sytuacja jawi mocno nieoczywistą, i niedawny pomysł autora, by arbiter wytłumaczył przyczyny takiej decyzji, miałby świetne zastosowanie.

    Pozornie jest prosto, B.Fernades zachowuje się nieostrożnie, nieumyślnie, ale jednak, nadeptuje nogę rywala, faul w ataku, wolny.
    Są jednak przesłanki za karnym, mimo wszystko to spóźnione wejście obrońcy, nie w piłkę, jest przyczyną kolizji.

    Pytanie jakie konkretnie wytyczne ma EPL dla sędziów. Osobiście skłaniam się ku bramce nr 1, zawodnik atakujący zachował się nieostrożnie, więc faul. Ale opcja nr2 nie wydaje mi się tak kompletnie z kosmosu, choćby sędzia Tomek Szpunar miał tu wątpliwości, nawet jeśli na końcu przychylił się do bramki nr1.

    Polubienie

  7. Rację ma zarówno użytkownik Migranci jak i później się wypowiadający: w Gambii żadnej wojny nie ma, więc Juwary nie można nazwać uchodźcą, jest to imigrant ekonomiczny szukający lepszego życia w lepszym świecie. Racją jest też stwierdzenie, że jednak w Gambii jest głód, może nie tak powszechny jak w jeszcze biedniejszych krajach afrykańskich, ale jest.
    Pytanie, czy każdy kto cierpi głód powinien mieć wstęp do bogatej Europy?

    Polubienie

  8. Jak powiedziałem – to ubogi kraj. Na adidasy trzeba przeznaczyć np. miesięczny dochód. Bo jest on tak niski. Jeżeli jest.
    A takie adidasy, czy koszulka Arsenalu, to dla nich sprawa ambicji. Komórka, te rzeczy. Chcą mieć to, co Europejczycy.

    My tam przywoziliśmy rzeczy potrzebne do nauki, plus słodycze i lekarstwa (paracetamol, aspiryna drogie). Wysyłaliśmy odzież.

    W compoundach (rodzinna zagroda), w których bywałem, jedli np. tak, że gromada dzieci dostawała miskę (taką blaszaną, jak u nas dawniej do mycia rąk) pełną ryżu i z jedną rybą pośrodku. Biednie. Jednak jest.

    Nie powiedziałem, że „głodujących nie ma” – nie mogę zaręczyć – ale dokładnie, że ja nie widziałem. I nie znam nikogo, kto by widział.

    No i byłem, kilkakrotnie. Nie tylko na wybrzeżu.

    Polubienie

  9. @AV vs MU

    Nawet jeśli obrońca był lekko spóźniony, to decyzja o karnym jest kpiną. Na powtórkach wyraźnie widać, że kontaktu żadnego nie było, mało tego – obrońca wyraźnie spasował nie chcąc tego kontaktu.
    To raczej B. Fernandes jest nie w porządku – bo mógł sobie odpuścić to nadepnięcie go na łydkę.

    Polubienie

  10. Jestem gotowy. Na tablicy ogłoszeń powiesiłem plakat Mleczki: – „Kto głosuje, ten się liczy”, a z tyłu głowy słyszę zawołania strajkujących w stanie wojennym w obronie wolności: – „chodźcie z nami”. Prawie czterdzieści lat, a ciągle aktualne.
    Decyzję też już podjąłem… – wybieram opcję prorodzinną. Od wczoraj, jak zobaczyłem szczęśliwą, roześmianą rodzinę i dwie ugrzecznione dziewczynki, które nie chciały sprawiać przykrości tatusiowi i wreszcie pokazały się na wiecu, to wątpliwości nie mam żadnych.

    Polubienie

  11. @Rafał
    Porównanie do oceny wyniku sportowego bardzo mi się podoba zwłaszcza, ze już w trakcie kampanii nosiło mnie jak słuchałem wybrzydzania niektórych naszych przemądrzałych. „Mordę w kubeł” też jakoś zniosę, chociaż nie ręczę, że czasami mnie nie poniesie. Ale nawet w ramach wybaczania i narodowego pojednania nie przyłączę się do kontynuowania bolszewickiej kontrrewolucji pisiorków.

    Polubienie

  12. Dopóki ta bolszewicka kontrrewolucja trwa o żadnym pojednaniu narodowym nie ma mowy – bo nie leży ono w interesie pisiorków.

    Polubienie

  13. Mieliśmy tu na forum paru Panów Prawników, wiem że kole ich wzniosłe dusze propozycja nieodpłatnego dzielenia się wiedzą, ale zaryzykuję i zapytam – wiedzą panowie jaka idea leży u podstaw terminu „przedawnienie”? Jestem ciekaw czy ma to jakieś praktyczne zastosowanie, azali to tylko furtka dla bogatych sku#$%synów by unikać odpowiedzialności.

    Polubienie

  14. Fascynuje mnie, że oszustwa i kreatywna księgowość ws. FFP przedawnia się po już 5 latach. Nie jest to prawda ten level co Jesus Gil który nielegalnie nabył Atletico Madryt i sprawa przedawniła się po 7 chyba, ale nadal.

    Polubienie

  15. Z tego co pamiętam 5-letnie przedawnienie to raczej standard. U nas fiskus sobie liczy do końca roku kalendarzowego, co może dać „pechowcowi” nawet jedenaście miesięcy więcej. Są dłuższe okresy przedawnień (przy cięższych przestępstwach), ale to wymaga szczegółowych uregulowań ustawowych. Różnice też występują pomiędzy krajami.

    Polubienie

  16. Jeśli komuś ponuro, to na poprawę humoru uprzejmie donoszę, że Sejm „pochyli się” nad pomysłem karania aresztem za obchodzenie Halloween.

    Polubienie

  17. @Antropoid
    To się nazywa powrót do korzeni. Brakuje tylko stosów, żeby się poczuć jak w czasach pierwszych Piastów. To by była dopiero uciecha!
    P.S.
    A tak na serio… – nie myślisz, że to może być „świnia” podłożona Jaśnie Oświeconym nam Panującym, żeby wypromować Halloween?

    Polubienie

  18. Jeśli tak by było, to szacun dla podkładającego. Nawet ja bym nie obstawiał, że pisiory to kupią, choć od zarania mam ich za intelektualne mniej niż 0.

    Polubienie

  19. Nie przesadzaj jak swego czasu megaloman Cymański, któremu się wydawało, ze on i jego kumple z piaskownicy to pisiory. To tylko pisiorki.

    Polubienie

  20. @FFP

    Ja tam myślę, że gdyby chodziło, dajmy na to, o Sheriff Tiraspol albo Partizan Belgrad, to nie byłoby litości i żadne przedawnienia by nie działały.

    Polubienie

  21. Tak jak było np. z nożem w głowie D. Baggio. Za idiotę krakowskiego Wisła wyleciała z pucharów na cały sezon, idiota rzymski, który rozwalił głowę sędziemu kosztował Romę 3 (o ile dobrze pamiętam) pucharowe mecze bez widzów.

    Polubienie

  22. a wracając do naszych baranów…

    ciekawa audycja o Gambii właśnie, na którą właśnie trafiłem, całkiem nieprzypadkiem, bo Pana Drozda staram się słuchać regularnie.
    Wychodzi na to, że potwierdzane są słowa kolegi Migranci (choć to przecież ‚rasistowski troll’).
    @Migranci
    napiszesz nam, co robiłeś/robisz w Afryce?

    Polubienie

  23. Kończąc może te idiotyczną dyskusje, gdzie jedni sobie mają takie wrażenie czy inne, bo widzieli to czy sio, chwila guglowania i proszę:
    https://www.wfp.org/publications/2019-hunger-map
    821 milionów niewidzialnych jak widać ludzi cierpi na świecie głód. Także w Gambii, która, oddać honor trzeba, jest na żółto, czyli w przedziale 5-15% niedożywionych co na tle całej Afryki wygląda nieźle. Każdemu kto też zastanawia się, czy głód to powód „by wpuszczać” polecam szczerze by zakosztował go na własnej skórze, zafundował sobie terapeutyczne rok niedożywienia, może jakiś szkorbut i zęby wypadną, ale dusza nieśmiertelna niezawodnie będzie ocalona, zatem – opłaca się.

    Polubienie

  24. @rafał
    Ja wiem że dorobek strzelecki Realu w zwycięskim sezonie la ligi wygląda mało powalająco, ale uzupełnię o statystykę ilości strzelców – 21. Każdy(prawie, Militao) się dołożył, bodaj jest to najlepszy wynik w historii la ligi.

    Ale fakt, strzelby Real musi kupić. Ale to po świętowaniu 😉

    Polubienie

  25. @gp
    swego czasu zdaje się że kluby z Rumunii dostały grupowo kary od UEFA, wykluczenia, zamrożenie nagród za puchary, bez cackania się.

    @alp
    Wiesz, w ten sposób, to pozostaje tylko Armstrogowi oddać kilka żółtych koszulek, wszak się przedawniło. Jeśli złodziej może zachować swój złodziejski łup, to w sumie czemu nie w sporcie?

    City łamało przepisy z pełną premedytacją i perfidią, to nie były jakieś drobne nieścisłości które można zrzucić na karb niechlujstwa. Mówimy o wyrachowanym łamaniu przepisów by zyskać nieuczciwą przewagę. I nawet jeśli fiskus po 5 latach stwierdza że „srał na to pies” to niech sobie stwierdza, ale jeśli tępimy doping w strzykawkach, dlaczego mamy patrzeć przez palce na doping finansowy?

    Dla mnie to kpina z idei sportu. W futbolu największa od czasu gdy wyszło że Inter był tak zamieszany w calciopoli jak reszta i też się „przedawniło”.

    Polubienie

  26. @Otwojastara
    W zasadzie to ja się z Tobą zgadzam… Niestety często mamy w sporcie do czynienia ze zjawiskiem: – kowal zawinił, cygana powiesili i… – to nie ja, to on/oni.
    Dzisiaj z sukcesu sportowego żyją nie tylko sportowcy ale cała armia ludzi… – od trenerów, sztabów medycznych i koncernów farmaceutycznych, działaczy, menadżerów i media. I to ten układ powiązanych ze sobą interesów finansowych kreuje wszelkie patologie.
    Z indywidualnymi próbami dopingu poradzilibyśmy sobie już dawno. Ci sportowcy, którzy podejmują je na własną rękę zostają prawie natychmiast złapani. Trudniej jest gdy ma on charakter zorganizowany, a sztaby medyczne pilnują, żeby na zawody sportowcy byli czyści.
    Podobnie jest z dopingiem finansowym. Do sportowców dociera niewielka kwota z pieniędzy, które kręcą się w sporcie. Wszelkie zasady, które niby mają służyć „czystym regułom gry”, są wprowadzane tylko po to, żeby nam kibicom wydawało się, że mamy do czynienia wyłącznie ze sportową rywalizacją, a nie z kręceniem sportowych lodów. No i mają ograniczać skalę patologii i przekształcanie sportu np. w walki w błocie, które też mają swoich kibiców. No i mają pozwolić na zarabianie niewidzialnych dla kibiców pieniędzy.
    Na temat MC nie chcę się wypowiadać, bo za mało wiem na temat tej afery. Ale potrafię sobie wyobrazić, że reguły sportowe musiały ustąpić przed skalą biznesu – nie tylko sportowego i około sportowego.
    Problem w tym, że nie bardzo wiem jak temu zaradzić. Chyba, ze wrócimy do czasów, kiedy po obiedzie grupa chłopaków wypadała z domów, żeby sobie poganiać za szmacianką lub świńskiem pęcherzem wypchanym sianem.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s