Szatański but Lewandowskiego

Kiedy byczyłem się na wakacjach i nieprzezornie zaniechałem na chwilę pilnowania spraw fundamentalnych, magazyn „France Football” ogłosił, że nie wręczy nikomu Złotej Piłki za dokonania w roku 2020. Uzasadnienie: między ludźmi buszuje koronawirus, więc sezon trudno uznać za normalny – niektóre rozgrywki odwołano, niektóre zostaną dokończone w ułomnej formule, miażdżąca większość ocalałych meczów odbywa się w martwej ciszy pustych trybun. Dziwowisko.

Można decyzję zrozumieć, można zakwestionować ją całkiem sensownym pakietem merytorycznych argumentów i w ogóle frapująco podebatować, ale u nas wyzwoliła ona nade wszystko, co za niespodzianka, gigantyczne uniesienie patriotyczne. Ponieważ Robert Lewandowski grał ostatnio świetnie, świetniej nawet niż w sezonach minionych, jego dzielni rodacy uznali, że wymazanie bieżącego roku z plebiscytowego kalendarza jest wymierzone, z pełną i bezprzykładnie wrogą premedytacją, w polską rację stanu. Skoro nagrodę ma wziąć jeden z nas, to po prostu się ją anuluje. W końcu Francuzi znani są z tego, że albo zdradzają, albo nienawistnie kopią pod nami dołki, albo zwyczajnie nie umieją okazać wdzięczności tym, którzy nauczyli ich posługiwać się widelcem. A ostatnio jeszcze antypolski przemysł pogardy stał się modny w całej zachodniej Europie.

Odbierałem heroicznę reakcję rodaków z przyjemnie mieszanymi uczuciami. Jak zwykle pozostawałem pod wrażeniem naszej czujności, gdy chodzi o obronę interesu narodowego, a zarazem podziwiałem nasz tradycyjny optymizm, który pozwala specjalizować się w wygrywaniu meczów jeszcze nie rozegranych i dzięki któremu na tak wczesnym etapie roku obliczyliśmy, że Lewandowskiemu trofeum należy się jak psu buda. Obliczyliśmy pomimo zniechęcającego deficytu dostępnych danych. Owszem, napastnik Bayernu znów założył koronę króla strzelców Bundesligi i znów zaciągnął monachijczyków po mistrzostwo kraju, ale to zdarzało mu się już w przeszłości, a jurorzy nigdy dotąd nie wpuścili go nawet na podium konkursu – preferowali raczej triumfatorów Champions League, w której monachijczycy muszą na razie sforsować ćwierćfinał. A potem półfinał. A potem nastanie ewentualnie finał, którego wynik również mógłby rozstrzygająco wpłynąć na klasyfikację Złotej Piłki. Teoretycznie nic na razie nie wiadomo.

My jednak nie daliśmy się omotać, siłami patriotycznych mediów urządziliśmy alternatywne internetowe głosowania, natychmiast wyniuchaliśmy, że chcą nas wyrolować, a wytężaliśmy zmysł powonienia z imponującą niezłomnością – na wszelki wypadek nie wyczuwając przewagi, jaką dałoby Lewandowskiemu skasowanie Euro 2020. Gdyby mistrzostw nie było, to nie byłoby też zagrożenia, że Złotą Piłkę przechwyci ktoś, kto sięgnie tam po złoto czy srebro, czyli ktoś, jeśli wolno mi odważnie pospekulować, kto nie występuje w reprezentacji Polski. Może więc rezygnacja z przyznawania nagrody, która stała się św. Graalem zamieniającym futbol w sport indywidualny, jednak miała jakiś sens? Czyż nie wypada zgodzić się, że wysoce prawdopodobnym laureatem konkursu zostałby triumfator Euro lub Copa America?

No więc cholernie mi się podobało, że zbiorowo wstawiliśmy się za skrzywdzonym rodakiem, ale to zapewne nie każdemu wystarczy za powód, dla którego bloguję po urlopie akurat na ten temat, już nieco przebrzmiały. Dlaczego nie o Milanie, klubie, któremu kibicuję od dekad, a który właśnie rozbujał się jak Wielka Drużyna i dzięki niemu od tygodni czuję się jak w lunaparku z trylionem hec na 14 fajerek? Dlaczego nie o Zlatanie Ibrahimoviciu, czyli najbardziej inspirującym (choć wciąż młodym, truchta ku 39. urodzinom) trenerze rossonerich od nie pamiętam kiedy? Dlaczego nie o Hakanie Calhanoglu, który z leniwego okularnika osadzonego w oślej ławce przeobraził się w aż-boję-się-powiedzieć-jakie-mam-skojarzenia? Dlaczego nie o Atalancie, czyli najfantastyczniejszym widowisku sezonu w Europie? Dlaczego nie o Kielcach, które zlatują z tzw. ekstraklasy akurat wtedy, gdy wzlatuje ku niej Radom? Albo o bajecznej triadzie Bielsa-Klich-Leeds, która uświetni następny sezon Premier League?

Entuzjastycznie odpowiadam, dlaczego znów odprawiam blogoobrzędy nad cudownością polskiej duszy. Otóż dopiero w środowy wieczór zorientowałem się, iż nie tylko w moim pięknym kraju wciąż fetyszyzuje się inną indywidualną, istniejącą od wieczności futbolową nagrodę – Złotego Buta wkładanego na stopę najskuteczniejszego wśród królów strzelców lig krajowych w Europie. Jak się okazało (nie przypuszczałem, przypominam: byłem na wakacjach), od dawna spodziewaliśmy się, że założy go, a jakże, Lewandowski, tymczasem na finiszu wyprzedził go niejaki Ciro Immobile, snajper rzymskiego Lazio. On walnął 35 gola, tymczasem nasz wyborowy snajper poprzestał na 34.

Tym razem i ja zapłonąłem, ponieważ gniewnego wzmożenia wśród rodaków nie zaobserwowałem, zmianę na pozycji lidera przyjęto jak prawo natury, tymczasem akurat tutaj mowa o klasyfikacji ociupinkę nonsensownej – obojętnej na liczbę drużyn w rozgrywkach, czyli faworyzującej zawodników rywalizujących w ligach bardziej liczebnych. Co oznacza, że szczególnie stratna jest Bundesliga, rozłożona na ledwie 34 kolejek – przy 38 kolejkach rozgrywanych w Anglii, Hiszpanii, Włoszech czy Francji. Lewandowski, gdyby miał aż tyle mocy, mógł ostrzeliwać bramki nieprzyjaciela przez maksimum 3060 minut, natomiast Immobile i reszta niebundesligowych snajperów mogła hulać sobie przez 3420 minut. Granda i rozbój w biały dzień.

Nie dajmy się więc obrabować, zanalizujmy sytuację na zimno. Lewandowski wbił 34 goli w 34-kolejkowych rozgrywkach, więc wystrzelał okrągłą przeciętną jednego gola na kolejkę. Immobile odpalił 35 kapiszonów w 38-kolejkowych rozgrywkach, więc uciułał jak dotąd nędzną średnią 0,92 bramki na kolejkę. I jeśli chce Polakowi dorównać, musi w ostatnim meczu sezonu Serie A dorzucić trzy celne uderzenia. A jeśli śni o zostaniu samodzielnym liderem – aż cztery. Wiadomo, że Włocha na ten wyczyn nie stać. Struchleje na samą myśl o skali wyzwania, sparaliżuje go świadomość, że ma zamachnąć się na Jego Strzelistość Roberta Lewandowskiego. To my na kontynencie rządzimy, nadajemy ton, nasz frontman mknie po tytuł pierwszego kanoniera Ligi Mistrzów i go dopadnie, imaginuję sobie ów finisz jako więcej niż pewny. No więc królem strzelców Champions League nasz chłopak wkrótce zostanie, królem strzelców Bundesligi już został, królem strzelców Pucharu Niemiec też już został. I nawet teraz, gdy akurat nie gra, wspina się na kolejne szczyty – niezmordowani statystyczni odkrywcy właśnie ustalili, że rzuty karne wykonuje skuteczniej niż ktokolwiek w ostatnich 20 latach, czyli, przekładając to z matematycznego na nasze, jest wszechmistrzem jedenastek, arcyegzekutorem przybyłym z najodleglejszych kręgów piekielnych. Żadne złote bibeloty nie są potrzebne, by wiedzieć, kto jest królem dżungli.

28 myśli na temat “Szatański but Lewandowskiego

  1. „podziwiałem nasz tradycyjny optymizm, który pozwala nam specjalizować się w wygrywaniu meczów jeszcze nie rozegranych” – celnie. Za to powinien być Złoty Colt.

    Polubienie

  2. No i mamy do czynienia z prawdziwym przekrętem w Złotym Bucie. Okazuje się, że Robert przegrał trofeum w karnych. Jak informuje Paweł Wilkowicz (za Wadimem Łukomskim) na sport.pl, gdyby odjęto gole zdobyte z karnych to Robert byłby nadal pierwszy, a Immobile i Ronaldo odpowiednio 14 i 15. w rankingu.
    Kolejny dowód na to, że Świat się na nas uwziął. Nie dość, ze Francuzi odwołali Złotą Piłkę, to Włosi gwizdali znacznie więcej karnych niż gwizdano w innych czołowych ligach.
    I nikt z naszych medialnych znawców piłki na to nie wpadł… – tylko na ruskich możemy liczyć. Ale jaja!

    Polubienie

  3. @eberhard żelazo
    „W kogo przeobraził się Calhanoglu ? Obiecuję że nikomu nie powiem”

    Ehe, wielu tak przysięga, a potem człowiek coś chlapnie na blogu i się roznosi.

    @alp
    „No i mamy do czynienia z prawdziwym przekrętem w Złotym Bucie. Okazuje się, że Robert przegrał trofeum w karnych. (…) I nikt z naszych medialnych znawców piłki na to nie wpadł”

    Widziałem to, latało w tym tygodniu po TT – ale nie chciałem przesadzać z patriotyzmem, ekhem oraz hihihi.

    Polubienie

  4. @EŻ
    Pewnie w Kakę 🙂

    Ja bym się z reakcji polskich kibiców aż tak nie podśmiewywał. A sam Lewy w mojej opinii może czuć bardzo duży niedosyt i mieć poczucie niesprawiedliwości. Najpierw o włos, w ostatniej kolejce przegrał trzy lata temu walkę o koronę króla strzelców z Aubameyangiem, co pozbawiło go szansy na zakładanie korony pięć lat z rzędu, a więc pobicie rekordu wszech czasów – co i tak pewnie jeszcze osiągnie, skoro już osiadł w tej przecenianej Bundeslidze, ale miałby szansę na nawet siedem, czy osiem koron pod rząd. A jak pamiętamy, Bayern w tamtym sezonie mimo, że o nic już nie walczył, to drużyna faktycznie na uszach nie stawała, żeby mu tę koronę pomóc zdobyć. No i teraz ta Złota Piłka. Zdobyłby ją, czy nie zdobył – szansę na przynajmniej podium, a więc życiowy sukces, z pewnością miał nie takie małe. Chwała Lewemu za to, że sprawia wrażenie, jakby go te „porażki” jeszcze napędzały, niż spędzały sen z powiek, ale po zakończeniu kariery jestem przekonany, że będzie miał nutkę żalu i niedosytu. Mamy zresztą casus Małysza, który (pamiętam jak dziś) po zdobyciu dwóch sreber na olimpiadzie mówił, że w życiu by ich nie zamienił na jedno złoto. Słuchając go wtedy myślałem sobie, że nie wie, co mówi. No i dziś oczywiście w wywiadach nie ukrywa, że mu tego złota brakuje. Cóż, myślę, że Lewemu w pełni by wszystko zrekompensowało zdobycie LM. Trzymam kciuki 🙂

    PS. Przepraszam za używanie w tych czasach słów „rząd” i „korona” 😀

    Polubienie

  5. @ALP&Wilkowicz&Łukomski et consortes

    Nigdy nie zrozumiem tego „fetyszyzowania” bramek zdobytych z tzw. gry i arystokratycznej pogardy wobec „statystycznych trafień” uciułanych z 11 metra. Mógłby mi ktoś wytłumaczyć w czym lepsze jest tzw. dobicie na pustą bądź dołożenie nogi do podania kolegi w akcji 2 vs. bramkarz od trafienia z rzutu karnego zrywającego pajęczynę między słupkiem a poprzeczką bądź „panenki”? Dlaczego na większy szacunek bardziej zasługuje zawodnik w przyklęku wbijający głową z metra gola na 3:0 od egzekutora karnego decydującego o tytule mistrzowskim?

    Polubienie

  6. @Panszeryf
    To żarty nie z kibiców, tylko z histerii ludzi mediów.
    @KdM
    Chyba nie czytałeś tekstu Wilkowicza. Robert jest również w lidze skuteczniejszy w wykonywaniu karnych (100%), tylko jego rywale wykonywali ich trzykrotnie więcej. A analiza Wadima Łukomskiego jest znacznie szersza bo ilustruje sposób gwizdania i stosowania WAR w pięciu najsilniejszych piłkarskich ligach.

    Polubienie

  7. We wpisie wyczuwalna inspiracja Niziurskim-szacunek. „I wtedy zagrała we mnie krew przodków spod Grunwaldu i Racławic” cytat z pamięci….

    Polubienie

  8. @Klemens

    Żeby dołożyć tę nogę to najpierw musisz być szybszy od obrońcy. NIe każdemu się to udaje.

    A jak wykonujesz karnego, to nikt ci nie może przeszkodzić. A mogłeś w ogóle nie mieć żadnego udziału w akcji, z której wynikał.

    Polubienie

  9. Ja jakoś spokojnie przyjąłem obi obrazy w… narodowy interes piłkarski..? czy cokolwiek, raczej cała heca wywołała we mnie nadzieję na nową świecką tradycję, nadzieję nawiną i nie uzasadnioną – futbol rokrocznie bez gali ZP. I najlepiej innych, absurdalnych nagród indywidualnych. Ach, sen wariata….

    @klemens
    Tekst red. Wilkowycza dotyczy raczej bardzo specyficznych tegosezonowych interpretacji zagrania ręką w Serie A. Po dziwactwie jakim zaszczyciła nas uefa, czyli anulowaniu każdej bramki jeśli w akcji piłka dotknęła ręki któregoś z atakujących, serie a odpowiedziała dość restrykcyjnym interpretowaniem każdego zagrania ręką obrońców, jako również przewinienia. Efektem piękne absurdy, szczególnie jeśli ktoś nie wie i widzi po raz pierwszy, pamiętam jak podczas meczu Juve po dośrodkowaniu obrońca dostał rykoszetem piłką w rękę z metra gdzieś, po czym Ronaldo zgarnął ją ręką by strzelić, słyszę gwizdek, myślę „no jasne że wolny” a potem oczy mi wyłażą bo karny. Potem zorientowałem się że takie wytyczne panują w całej serie A, a nie był to jakiś wyskok.

    Tyle że w Buli czy innych topowych ligach takie interpretacje nie obowiązują. Generalnie dobrze pamiętać gdy ogląda się inne ligi, iż możliwym że inaczej interpretują tu różne rzeczy, niemniej ciężko nie zauważyć iż takie podejście do zagrania ręką, ułatwiało windowanie wyników napastnikom w seria A

    @iksis
    Weź ty mi wytłumacz dlaczego Oleg Salenko nie został jednym z najbardziej utytułowanych strzelców tzw ekstraklasie, zgodnie z twoimi kryteriami to powinien w tej Pogoni pozamiatać. Stary też nie był, ha, młodszy niż Lewandowski teraz, gdy do Szczecina trafiał.

    Polubienie

  10. @Rafał
    Z tym Milanem to masz tak, jak z trudną dziewczyną. Wystarczy, że wróci, uśmiechnie się, strzeli okiem, zakręci bioderkami, a Ty już zapominasz o wszystkich horrorach, nieprzespanych nocach i zaczynasz pisać wierszowane erotyki. No, białym wierszem.
    Dzisiaj było piękne, zwłaszcza po długim okresie bez wzajemności, ale poczekaj chociaż do jutra.
    P.S.
    A felieton na Wyborczej przeczytałem z przyjemnością.

    Polubienie

  11. Dzisiaj pierwszy raz w życiu obejrzałem mecz angielskich drugoligowców. Fulham pokonało 2:1 Brentford w dogrywce barażowego meczu o wejście do pierwszej ligi. A ja już będę wiedział dlaczego niektórzy uważają angielską drugą ligę za najcięższą ligę świata.

    Polubienie

  12. Ze skrótów stwierdzam, że ta liga w dużej mierze nadal jest tradycyjną ligą brytyjską: zero taktyki, dużo biegania, technika na poziomie niewiele wyższym od ekstraklasy. W końcu Grosicki w swoim poprzednim klubie był gwiazdą nie bez powodu.

    Polubienie

  13. No i niesamowicie fizyczna.
    Z doliczonym czasem gry ponad 130 minut i w ostatnich minutach, tak jak od pierwszego gwizdka bieganie na maksa od pola karnego do pola karnego. A ponadto tak agresywna, że momentami miałem skojarzenia bardziej z rugby niż z kopaną. I pomimo tego w ostatniej minucie zawodnicy sprawiali wrażenie jakby za chwilę mogli rozegrać kolejny mecz.
    Nie przepadam za taką piłką, ale budzi mój szacunek przygotowanie fizyczne piłkarzy.

    Polubienie

  14. PS. Brentford miał bezpośredni historyczny awans do Premiership w kieszeni, ale popisał się zjawiskowym frajerstwem i sam się z niej wykopał, przegrywając przed play-offami 2 ostatnie mecze z dołem tabeli.

    Polubienie

  15. Czyżby nikt nie zauważył, że także zagraniczna prasa i wielu ludzi piłki pisało o tym że Lewandowski „stracił złotą piłkę”? Wmawianie, że jest to tylko przywara ludzi tego kraju jest po prostu słabe. Bardzo słaby artykuł, tendencyjny.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s