Zbyt piękny umysł Guardioli

Kiedy zaczął się ostatni ćwierćfinałowy mecz Ligi Mistrzów i zobaczyłem, jakie ustawienie i skład wybrał Pep Guardiola, trener Manchesteru City, przypomniałem sobie partię szachów rozegraną dzisiaj popołudniu przez Magnusa Carlsena i Hikaru Nakamurę.

Norweski geniusz w pewnym momencie tak zanurzył się w myślach, że na ruch czekaliśmy ponad 11 minut. To mnóstwo czasu – panowie rywalizowali w szachach szybkich (ta formuła w pandemicznej erze turniejów online króluje, najlepsi grają bardzo dużo i bardzo szybko), więc każdy dostał kwadrans na partię plus 10 sekund za każde wykonane posunięcie. Carlsen główkował i główkował, aż wygłówkował ruch, po którym runął w przepaść. Pozwolił Amerykaninowi uzyskać wyraźną przewagę pozycyjną i choć rzucił się jeszcze do desperackiego ataku – chyba powinniśmy krzyczeć o stylu kamikaze – to porażki nie uniknął.

Zastanawiał się więc mistrz świata całą wieczność, a skutek był marny, zgodnie z regułą znaną wielu wybitnym szachistom. Otóż zdarza im się tak zatracić w analizie, że tracą dystans, zafiksowują się na odległym łamańcu, przestają dostrzegać prostsze, lecz w oczywisty sposób sensowniejsze rozwiązania. Nie potrafię ująć tego jednym polskim słowem, chodzi z grubsza o odpowiednik angielskiego „overthinking”.

O zasadzce, w jaką sam siebie wepchnął Carlsen, przypomniałem sobie podczas meczu, bo Guardiola znienacka narzucił swoim piłkarzom sposób gry, którego prawie nie stosuje. Wystawił trzech zamiast dwóch obrońców; musiał przez to zrezygnować z gracza ofensywnego, więc w rezerwie osadził wszystkich z trójki Bernardo Silva/Phil Foden/Riyad Mahrez; wyjął środkowego napastnika z tradycyjnego ustawienia, w którym oblatuje go dwóch skrzydłowych (ocalał tylko Raheem Sterling); odebrał drużynie jednego dryblera, stwarzającego liczebną przewagę dzięki wygrywanym pojedynkom. Można powiedzieć, że odebrał Manchesterowi City naturalne środowisko. Dotychczas nie ustawił tak swoich piłkarzy w żadnym meczu bieżącej edycji Ligi Mistrzów. A w angielskiej Premier League zdecydował się na trzyosobową defensywę w ledwie dwóch spośród 38 kolejek.

Efekty ujrzeliśmy błyskawicznie. Faworyci przez całą pierwszą połowę nie zdołali osiągnąć typowej dla siebie płynności w grze, od początku zachowywali się, jakby było im na boisku niewygodnie. I schodzili na przerwę przy wyniku 0:1.

Nie zamierzam oczywiście się wygłupiać i kwestionować kompetencji Guardioli, posiadacza jednego z najsprawniejszych futbolowych mózgów. Jego wybór był jednak tym bardziej uderzający, że kataloński trener wycina podobny numer każdej wiosny w Lidze Mistrzów. Anglicy zauważyli to już chyba w minionym sezonie – gdy przychodzą rozstrzygające mecze, zaskakuje pomysłami, na jakie normalnie nie wpada. Czasami zrezygnuje z Kevina de Bruyne (mecz z Tottenhamem, 2019), czasami wyrzuci na lewą obronę Aymerica Laporte i wyrwie z lewego skrzydła Sterlinga, by przysunąć Ilkaya Gündogana bliżej ataku (mecz z Liverpoolem, 2018), czasami przeprojektuje wszystko (2020). Zamierza zaskoczyć przeciwnika, tymczasem w trakcie gry mamy wrażenie, że zdezorientował swoich piłkarzy.

A ja mam dodatkowo wrażenie, że wlatuje w otchłań, która gubi niekiedy Carlsena oraz innych znakomitych szachistów, choć oczywiście to analogia niedoskonała, jak każda usiłująca łączyć tak odległe dziedziny. Wciąż szukam słowa – czasownik „przekombinowuje” też nie brzmi adekwatnie, nie chcę okładać pięknych umysłów pospolitościami. W każdym razie Guardiola zaczyna wydziwiać zawsze, gdy pojedynczy mecz rozstrzyga o być albo nie być w Lidze Mistrzów. I to niezależnie od klasy rywala. Dzisiaj Manchester City podejmował Olympique Lyon, drużynę sklasyfikowaną na ledwie siódmym miejscu w niedokończonym sezonie ligi francuskiej, która nie umiała nawet awansować do europejskich pucharów – czy naprawdę trzeba było wymyślać kwadraturę piłki, nie wystarczyło pozwolić swoim ludziom grać tak, jak się każe im grać przez cały rok?

Guardiola ostatecznie się zreflektował, usunął środkowego obrońcę Fernandinho dla rozdryblowanego Mahreza, a ten zrewanżował się zainicjowaniem akcji poprzedzającej strzelenie wyrównującego gola, którą rozwinął Sterling, a sfinalizował De Bruyne. Zadziałało jednak na krótko. Choć Manchester City wrócił do podstaw, to nie ocalał, i ja bynajmniej się nie wymądrzam, że wszystko zostało sprowokowane  przez wynalazek katalońskiego trenera. Przecież gdyby Sterling trafił wtedy do pustej bramki… Pytanie, czy Guardiola w kluczowych dniach nie wpędza piłkarzy w dyskomfort, pozostaje jednak aktualne. Może gdyby zaczęli mecz inaczej i nie musieli uwalniać się z krępującego taktycznego stroju, wieczór przebiegałby inaczej? W każdym razie przybywa poszlak, by podejrzewać, że Liga Mistrzów stała się dla niego taką obsesją, że uruchamia galopadę myśli niekontrolowaną, prowadzącą donikąd. On zaprzecza, ale wiemy, że nie zdobył Pucharu Europy od dziewięciu lat, i wiemy też, że dzisiaj wszystkich czołowych piłkarzy i trenerów recenzuje się głównie za pojedyncze wieczory. Szkoda, że nie przekonamy się, jaki wynalazek zademonstrowałby w półfinale Bayernowi – od Carlsena różni go nade wszystko to, że Magnus najchętniej wygrywa właśnie partie najważniejsze.

48 myśli na temat “Zbyt piękny umysł Guardioli

  1. w go na taki ruch uzywa sie terminu overplay i też niezwykle trudno przetłumaczyć na polskie słowo, zeby nie stracić sensu, ale zaryzykowałbym „przekombinować”

    Polubienie

  2. Przekombinowal, ale też mieli świetne okazję w 1 polowie, potem zmienił i w 2 połowie wydawało się że ma mecz pod kontrolą, grali swoją typowa piłkę, strzelili jednego, powinni trzy. Pechowa porażka – olbrzymie błędy przy golach + mnóstwo szczęścia dla OL przy golach (lenistwo walkera, bilardowe odbicia pilki, interwencja bramkarza na poziomie ekstraklasy), świetny bramkarz. Przy całym bogactwie city – mają ten sam problem co Barca – jakościowe braki na kilku pozycjach (Walker, fernadino, Ederson?) – tego nie widać w psg i bayernie – zasłużenie zagrają w finale 😉
    Swoją drogą – 3 niemieckich trenerów w półfinałach a powinno być 4 (wciąż nie rozumiem jakim cudem Liverpool tam nie trafił)

    Polubienie

  3. Napisałem poprzedni komentarz zanim doczytałem do przedostatniego akapitu, gdzie zostało już użyte przekombinowanie. Przepraszam, przekombinowałem, a raczej po prostu się pośpieszyłem. 🙂 Uwielbiam czytać jak piszesz o szachach!

    Polubienie

  4. Bardzo, bardzo się zgadzam ze wszystkim co redaktor napisał o Guardioli.

    Ale do jednego się przyczepię. Lyon uległ w finale pucharu Francji z PSG dopiero w karnych, wyeliminował Juve i City. Jeśli zaś o ich słabe miejsce w lidze, ja wiem że dla wielu ligi i tabele to świętość, najbardziej reprezentatywne ever, nic tylko modlić się nad ligowymi tabelami, pal lich calciopoli czy 1/3 sezonu nie rozegrana. Niemniej jeśli popatrzymy w serwisy statystyczne oceniające piłkarzy i drużyny, wskazują iż postawa Lyonu w ligowych meczach była lepsza niż ostateczne rezultaty, w understacie Lyon w tabeli xPts czyli ‚punktów spodziewanych” wywalczył miejsce 3, natomiast WhoScored (dodajmy – z algorytmem premiującym zwycięzców, tam cała drużyna dostaje wyższą ocenę za strzelonego gola) ocenił Lyon jako drugą najlepszą drużynę w lidze, ustępującą tylko Wiadomo Komu.

    Generalnie co jeszcze Lyon musi zrobić, by udowodnić iż 7 miejsce to wypadek przy pracy, Juve z City to mało, jeszcze Bayern z PSG? Dziś kapitalnie kryli strefy, blokowali wszelkie opcje podań, Pep może i pomógł, ale oddajmy francuzom co ich.

    Polubienie

  5. Wychodzi na to, że Barcelona bez Giardioli i Guardiola bez Barcelony to znacznie mniej niż Guardiola w Barcelonie 🙂 Trenerski geniusz nie objawił się ani z Monachium, ani w Manchesterze, chociaż piłkarze i kasa byli tu i tu.

    Polubienie

  6. Czasem mam wrażenie, że Guardiola na siłę chce udowadniać, że jest najmądrzejszym uczniem w klasie. Na krytykę czy chociażby sugestie odpowiada pomysłem, który buduje pod krytykę właśnie, nie potrzeby meczowe. Tak było np. gdy sprowadzał Claudio Bravo. Tak bardzo chciał udowodnić, że miał rację, że pierwszy mecz nowego bramkarza był wręcz komedią. Wyglądało to tak, jakby nic nie było ważne tylko ilość podań do bramkarza. Był gotów sprowadzić na klub katastrofę, by dowieść swojej racji… Jest jeszcze młody, jeśli uczciwie (przed sobą, nie dziennikarzami) przyzna, że popełnia błędy, wyciągnie wnioski i będzie osiągał sukcesy. Ale jest też druga możliwość: późny Guadriola staje się późnym Wengerem.

    Polubienie

  7. Guardiola z powrotem w Barcelonie… – interesujący pomysł.
    Przesłanki są. W Barcy fotel pusty, pokłócić się w Liverpoolu o ocenę sezonu, rozwiązać kontrakt i wszyscy zadowoleni. Tylko czy to nie byłoby nowe Waterloo?

    Polubienie

  8. @twojastara
    Nie odbieram Lyonowi, co jego, i nie oceniam jego występu w sobotę, planuję nawet w GW podobnie uszczegółowić jego dokonania w Ligue 1. Chodzi tylko o to, że Pep nie miał powodu uznać, że akurat teraz nadciąga niebezpieczeństwo największe z istniejących, wymagające nadzwyczajnych, nigdy nie stosowanych środków.

    (Choć można nawet dodać Lyonowi: jesienią 2018 w grupie miał 2:1 i 2:2 z City).

    Polubione przez 1 osoba

  9. Wygląda na to, że wystarczyło zderzenie z drużyną z półki niżej, niż najwyższa i Szachtar ma wytrącone wszelkie argumenty z rąk. Może mecz o Superpuchar Europy będzie rewanżem za finał LM z 2010 roku 😉

    Polubienie

  10. Spodziewałem się wyrównanego meczu, nawet ze wskazaniem na Szachtara, a tu Inter zgwałcił rywala.

    @Rafał
    W nawiązaniu do Twojego wczorajszego felietonu na Wyborczej myślę, ze największym problemem Barcelony jest totalne uzależnienie drużyny, trenera, klubu, mediów i kibiców od Messiego. Co gorsze Messi jest uzależniony od samego siebie. W Barcelonie zamiast radykalnych zmian najbardziej przydałby się Kotański ze swoimi radykalnymi metodami odwykowymi.

    Polubienie

  11. @ALP
    Ktoś to Messiemu zagwarantował i pozwolił, aby trząsł klubem kiedy mu się to podoba. Także problem jest u samej góry i aż dziw, że potrzebowali aż dekadę, aby zepchnąć go ze szczytu. Barcelony nie czeka 100 lat bezradności, ale los Milanu czy Manchesteru United, którzy już ładnych parę lat próbują wrócić do czołówki, jak najbardziej.

    Polubienie

  12. @Tomo
    Ależ nikt nie zepchnął ani nie zamierza spychać Messiego ze szczytów. Barcelona może grać wszystko, w każdym składzie pod warunkiem, że Messi będzie wygrywał. Na nic innego nie pozwoli klub, nie może pozwolić sobie trener, ani drużyna, a nawet jak znajdą się szaleńcy, którzy chcieliby spróbować to zrobić, to nie pozwolą na to kibice i media. W efekcie Messiego obciąża coraz większa presja, a z drużyny zdejmowana jest odpowiedzialność za wynik, a rywalom co raz łatwiej się gra z Barceloną… – wystarczy odciąć Messiego od podań oraz ograniczyć mu możliwość rozegrania akcji/podania.
    To na tym polega uzależnienie od Messiego. Reakcja na wrzutkę Messiego o odejściu jest tego najlepszym dowodem.
    Myślę, że tytuł felietonu Rafała: – „Bujda o upadku Barcelony” znakomicie oddaje całą publiczną dyskusję ni na temat, która się toczy po meczu z Bayernem.

    Polubienie

  13. @piłka hiszpańska

    A pamiętacie jeszcze, jak Barcelona vs Real to było największe widowisko świata, na nieosiągalnym dla innych poziomie artystycznym i komercyjnym, zaś dzieci z liceum bawiły się w opisywanie pojedynków protagonistów, jako starć mitologicznych herosów?

    Teraz by wypadało ich sportretować jako czeskich sąsiadów 😉

    @Bujda o upadku Barcelony

    Właśnie poszedłbym szerzej. To jest kryzys całej hiszpańskiej piłki, co nie znaczy, że upadek. Najlepiej było to widoczne – w mojej ocenie – w meczu Atletico z RB Lipsk. Jeśli coś jest dziś nowoczesne w piłce, co mknie do góry, to jest to Lipsk, a w zasadzie RB.

    Zawsze się dąsałem na tezy, że Barca zatrudnia słabych trenerów, ale gość, który jako trener przyszedł na starcie z Bayernem wyglądał tak, jakby stał obok meczu, wyglądał na człowieka zupełnie niepotrzebnego, który nawet nie próbuje niczego zmienić.

    O Barcelonie wszystko już napisane, ale – jeszcze raz – cholernie przykro patrzeć, jak marnuje się tam potencjał tylu znakomitych piłkarzy. Jest w tym poczucie straty, jak za tortem czekoladowym, którego nie zdążyło się zjeść i trzeba wywalić.

    Podobno przychodzi Koeman. To jest dobry kierunek, chociaż w tym klubie przede wszystkim leży chyba zarządzanie. Gadamy sobie, a w przyszłym sezonie ni w pięć ni w dziesięć, znów zaczną rządzić, wszystko jest już możliwe.

    @Guardiola

    Guardioli mi trochę żal, ale na osłodę są te wszystkie artykuły, które powstały przy okazji jego porażki, a pewnie by ich nie było, gdyby wygrał, łącznie z powyższym. Czyżby porażka stanowiła najdoskonalszy rodzaj natchnienia?

    @LM

    Za kim trzymacie?

    Polubienie

  14. @Stanisław
    Z tymi czeskimi sąsiadami to w samo serduszko. Analogia tak trafna, że i nasz znakomity gospodarz gotów pozazdrościć.

    @barca
    Odnoszę czasami takie wrażenie, że w Katalonii są bardzo dumni z tego, że Messi jest w stanie ciągnąć tę drużynę. Daje to takie poczucie niezatapialności – przecież co by się nie działo, to i tak jest jeszcze Messi. Opieranie gry na jego geniuszu zawsze było jakąś strategią, ale od pewnego czasu przestało być awaryjną, a zaczęło podstawową. W ostatnich miesiącach stało się jedyną. Stąd ta rosnąca czytelność, którą Alp trafnie kojarzy z łatwością gry dla przeciwnika. Budowanie drużyny „pod Messiego” to jak na razie budowanie drużyny uzależnionej i jednowymiarowej, płaskiej, czytelnej. To nie może działać na najwyższym poziomie przez długi czas i, jak widać, właśnie kompletnie przestaje. To ja, kapitan oczywistość. Nie dziękujcie.

    Polubienie

  15. @Za kim trzymacie?

    Ja to mam już ten luksus, że kto nie wygra, to będzie jakaś radość. Największa, wiadomo, jak rodak wreszcie zgarnie należną LM. Gdyby sensacyjnie wygrał Lyon, to zawsze fajne underdog story, no i Marcelo. Last PSG, mimo wszystko krzyk rozpaczy milionów bordowych gardeł, przeszywający kosmos i wywołujący zaburzenia w mocy, a potem cisza… w sezonie gdy pognębiono ich jak żadną inną drużynę w historii LM. Gdy gnębiciel nawet nie zdobył trofeum, ale poległ z Neymarem w finale. No i jeszcze dowcipnisie z France Football, którzy przegapią ten jeden jeden rok by przyznać nagrodę graczowi z ligi francuskiej… piękne.

    Polubienie

  16. @Guardiola
    Oj, totalnie się nie zgadzam, w szufladach myślę od lat czekają, wyłącznie lekko tunowane całe hektary peanów o geniuszu Guardioli, wliczając jak genialnie pije kawę, jak doskonale zamawia sushi, jak absolutnie przełomowo dłubie w nosie! Biorąc pod uwagę ile on sam chętnie światu przekazał w formie wywiadów i książek, oraz jak łatwy temat do copypast, posiadanie, tiki-taka, obsesja doskonałości, można by swobodnie 70% przekleić z dawnych artykułów, trochę pozmieniać i gotowe. Wylew peanów za to jedno trofeów będzie wielokrotnie większy niż większość utytułowanych szkoleniowców otrzyma za całą karierę.

    Sorry, ale chłop za ciężko pracował na zmitologizowanie własnej postaci, by miało to wyjść jakkolwiek inaczej.

    Polubienie

  17. 0twojastara

    „mimo wszystko krzyk rozpaczy milionów bordowych gardeł, przeszywający kosmos i wywołujący zaburzenia w mocy, a potem cisza…”

    Mój Boże, co za dziecinna grafomania, a poza tym ileż Ty nieszczęśniku musiałeś się nacierpieć od tych bordowych, żeby takie poematy pisać?

    2:6, 5:0, 0:4, 0:3, 5:1 – która porażka Realu zabolała najbardziej? I co, wybrzmiał po nich ów krzyk rozpaczy?

    Polubienie

  18. Wydawałoby się iż pewne nawiązania do popkultury są tak oczywiste, iż nie może znaleźć się zagubiona w ciemności jednostka, przynajmniej w internecie. A tu proszę, jednak 😉

    Polubienie

  19. Wydawałoby się, że Guardiola, czyli szkoleniowiec który jako jedyny w historii w jednym roku zdobył sekstet (Liga i krajowy Puchar, Liga Mistrzów, 2 Superpuchary i KMŚ) zasłużył na choćby minimalny szacunek futbolowej tłuszczy.

    A tu proszę, jednak nie – 0twojastara sprowadza wszystko do dłubania w nosie i zamawiania sushi.

    Tylko co ten 0twojastara może wiedzieć o sekstetach jak jego ukochana drużyna nie zdobyła nigdy nawet trypletu?

    Żegnam Wyrocznio i popkulturowy guru!

    Polubienie

  20. Przejrzałem przedmeczowe komentarze. Jak co dzień „Złota Piłka” dla Lewego, Olimpique jest dobry Bayern lepszy, a Robert wchodzi do klubu pięćset i bije rekord Ronaldo w LM.
    A ja mam trochę inne marzenie… – chciałbym, żeby Robert wygrał klasyfikację asystentów tegorocznej LM. I za to i zwycięstwo Bayernu będę trzymał kciuki.

    Polubienie

  21. Mocno decydują indywidualności w tej edycji, Lyon wyszedł zdecydowanie lepiej zorganizowany, a słabość Bayernu w obronie pozostaje faktem, tyle że na końcu jeden zrobi rajd i petardą skończy wszelkie dyskusje o taktyce.

    Polubione przez 1 osoba

  22. A ja zwróciłem uwagę na coś bardziej charakterystycznego dla gry Bayernu. Przy drugiej bramce Muller stojący tuż za Robertem miał piłkę w zasięgu nogi, ale widząc leniej nabiegającego Gnabryego przepuścił piłkę. Takie scenki można obserwować w każdym ich meczu, nazwiska się tylko zmieniają.

    Rafał ma rację w komentarzu pomeczowym… – druga połowa mogła wynudzić, zwłaszcza po fajerwerkach pierwszego kwadransa. Wyglądało na to, ze Bayern grał na finał i kontrolując grę nie miał zamiaru nawet na najmniejsze ryzyko.

    Polubienie

  23. Ochoty na ryzyko może i nie miał, ale szczęście nie chcę powiedzieć, że to jedyna rzecz, której Lyonowi zabrakło, ale gdyby go mieli choć odrobinę więcej, to mecz byłby o wiele bardziej emocjonujący. Plus kapka doświadczenia i nieco gorsza dyspozycja Gnabry’ego i Bayern musiałby się napocić o wiele, wiele bardziej.

    Mnie na to jeszcze bardziej szkoda Atalanty. Gdyby wytrzymali jeszcze te kilka minut (z PSG), to z RB pewnie też by sobie poradzili i finał z Bayernem byłby palce lizać, bo obie drużyny muszą być przy piłce i grać na dużej intensywności, żeby się nimi zachwycać, a przejście ich defensyw to nie jest, delikatnie rzecz ujmując, missione impossible. Na szczęście Neymar z Mbappe też z pewnością pokażą przynajmniej coś efektownego.

    A jeśli idzie o piątek, to polecam zwrócić uwagę na Godina. 35. lat na karku za kilka miesięcy, zmienił klub, kraj, system gry – wszystko. Wiele miesięcy spędził w rezerwie, 99% kibiców zaczęło wątpić, czy on jeszcze zdoła w jakimkolwiek stopniu nawiązać do swojej klasy z Atletico, niemal każdy już się pogodził, że odejdzie albo będzie odcinał kupony. A on co? Zacisnął zęby, trenował jak wściekły i dawał z siebie wszystko na treningach i… szczęka dzisiaj opada, jak on gra i co daje drużynie.

    Polubienie

  24. @STANISLAW414

    Wszystko, co piszesz o Barcelonie to racja.
    Ryba się psuje od głowy, tak samo ten klub od władzy.
    To nie kwestia spadku formy, która się zdarza każdemu, to kompleksowa degrengolada, której symptomy widać od paru lat i szkoda, że trzeba było takiej kompromitacji jak z Bayernem, żeby doszło do tąpnięcia na Camp Nou.
    Choć de facto takim samym blamażem było już 0-3 w Rzymie – też po przejściu obok meczu.

    Polubione przez 1 osoba

  25. „Nie będzie Trójki, bo nie”… – i trudno się dziwić, skoro rządzi nami rozwydrzony Wodzuś z Piaskownicy przy pomocy Pinokia i Piotrusia Pana. Za to będziemy mieli zabawę w berka Czarnych z Tęczowymi.

    Polubienie

  26. Z całym szacunkiem, ale inspirowane przez władze prześladowanie nazywać zabawą w berka to za przeproszeniem jakaś umysłowa aberracja.

    Polubienie

  27. @GP
    Niektórzy tak mają, ze czarny humor to jedyne lekarstwo, które pozwala im zachować równowagę umysłową. Zwłaszcza jeżeli przez lata żyli w czasach. kiedy jedyną poważnym przekazem był kabaret,
    Ale masz rację. To co widzieliśmy to już nie jest „szare ale czarne które zawsze idzie za szarym” i przypominało raczej nie berka a sparring przed meczem, w którym wszystkie chwyty będą dozwolone. To co obserwuję nasuwa mi najczarniejsze skojarzenia z przeszłości, wręcz obawy przed powtórką obrazów z lat 68-70 i pierwszych lat stanu wojennego.
    Przepraszam wszystkich, którzy moim żartem poczuli się dotknięci lub uznali go za obrazę racjonalnego myślenia.

    Polubienie

  28. Nie ma szczęścia Conte w europejskich pucharach, ale to chyba nie powód, aby opuścić Inter. Nie teraz, gdy można przerwać monopol Juventusu.

    Polubienie

  29. Trójka w końcu kiedyś wróci, bo wandale-nepoci wiecznie rządzić nie będą, tylko szkoda, że też będzie musiała być podniesiona z obiecanej 5 lat temu ruiny.

    A Strzyczkowski dostał, o co się prosił. Jak się w „to” wdeptuje, to nie można się nie uwalać, a on wdepnął – bo chciał.

    Polubienie

  30. To był mecz pressingu na całym boisku, w którym obie drużyny nie miały miejsca i czasu na dokładne rozegranie piłki. Stąd tyle niedokładności, szarpanych akcji, strat, odbiorów. Główny wysiłek obu drużyn skoncentrował się na sparaliżowanie siły ofensywnej rywala. Na początku wyrównany, z czasem Bayern zaczął zyskiwać minimalną przewagę… – zdobył bramkę i dowiózł ją do końca. Fajerwerków nie było, ale emocje niesamowite.

    Polubienie

  31. No gdybym był kibicem którejś z tych drużyn, to prawdopodobnie bym wczoraj zszedł na zawał 🙂 za kilka lat pewnie wszystkie mecze na najwyższym poziomie będą tak wyglądały – nie żaden tam niski, średni, czy wysoki, tylko totalny pressing na każdym centymetrze kwadratowym boiska. Fajnie, że się Lewemu udało, naprawdę. Może w przyszłym sezonie to powtórzy? 😉

    Polubienie

  32. Najbardziej zaskoczyły mnie obie obrony, bardziej znane z jakości w rozegraniu i ofensywie (zwłaszcza Bayern) niż w grze defensywnej. Bałem się, ze ze względu na stawkę meczu obie drużyny się cofną. Tymczasem żadnego murowania bramki, obaj trenerzy postawili na sparaliżowanie rozegrania piłki przez rywala i defensywy (zwłaszcza francuska) zasłużyły na najwyższe uznanie. Nawet Sule sprawiał wrażenie błyskawicy.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s