Messi w klapkach, czyli o obrotach ciał barcelońskich

A może proces rozkładu wcale nie zaczął się w 2015 roku, gdy władzę objął Josep Bartomeu – słusznie wyklinany dzisiaj jako bezkonkurencyjny dyletant wśród prezesów w historii Barcelony – lecz sześć lat wcześniej, gdy Leo Messi wysłał SMS-a do Pepa Guardioli?

Obaj siedzieli w klubowym autokarze, dzieliło ich tylko kilka rzędów. Tak przynajmniej relacjonują Sebastián Fest i Alexandre Juillard, autorzy biografii „El Misterio de Messi”. Argentyński wirtuoz przechodził akurat lekki sportowy kryzys, szalał natomiast Zlatan Ibrahimović, pozyskany niedawno z Interu Mediolan. On też wydawał się stworzony, by rozbłysnąć na megagwiazdę – na boisku urzekał absolutnie unikalną techniką, poza boiskiem był błyskotliwym, elokwentnym nonkonformistą z oryginalnym poczuciem humoru. Idealny miks.

„Widzę, że nie jestem już najważniejszy, więc…” – rzucił 22-letni wówczas Messi do swojego trenera. On uchodził jeszcze za milczka, więc wolał napisać niż mówić, ale wszystko było jasne. Guardiola zareagował na zawoalowaną groźbę (?) błyskawicznie – przywrócił Argentyńczykowi rolę środkowego napastnika, a Szweda odsunął na bok, przestał się do niego odzywać (późniejsza relacja samego piłkarza), po ledwie jednym sezonie Ibrahimović wyniósł się z klubu. Nikt w Barcelonie niczego nie żałował, bo Messi wystrzelił na szczyt, inicjując trwającą po dziś dzień debatę, czy w ogóle trzeba czekać, aż zakończy karierę, by obwołać go graczem wszech czasów, genialniejszym niż Pele i Maradona, czy wywyższyć go natychmiast.

Czy to wtedy narodził się nadpiłkarz, który z czasem coraz przemożniej wpływał na strategiczne decyzje trenerów i zarządu całego klubu – jak ta o zmarginalizowaniu Ibrahimovicia? Wiadomo, że ostatecznie podporządkował sobie wszystkich. Po pewnym czasie nie musiał już nawet wywoływać dzikich awantur, wystarczyło mu się skrzywić, zasugerować, że nie czuje się w pełni szczęśliwy. Otoczyli go ludzie zalęknieni trochę jak poddani, który starają się zgadywać, czego sobie życzy władca.

***

Na początku bieżącej dekady Barcelona nie dość, że prawie wszystko wygrywała, to jeszcze była ikoną wykwintnego stylu oraz innowacyjności, którą ucieleśniał natchniony Pep Guardiola. U schyłku dekady zmarniała do pośmiewiska, bo w najważniejszych momentach nie tyle przegrywa, co wynosi przegrywanie na niedostępny nikomu innemu poziom. Gdy w sierpniu spadła nią nawałnica Bayernu, wyrażona apokaliptycznym wynikiem 2:8, moglibyśmy podejrzewać, że piłkarze sabotują grę, by wymusić zwolnienie trenera, którym gardzą, gdyby nie to, że wiedzieli – Quique Setien zostanie wykopany z klubu natychmiast po ostatnim meczu. W każdym razie Barcelona stała się arcymistrzynią wiosennych wszechklęsk, jej wybryki z minionych lat nie mają precedensu w całych dziejach Champions League.

Degrengoladę objaśnia się przyczynami aż nazbyt banalnymi, czyli błędami menedżerskimi typowymi dla każdego klubu, który podupada. Barcelona fatalnie selekcjonowała kandydatów na nowe gwiazdy – trzej najdrożsi piłkarze w historii (Griezmann, Dembélé, Coutinho) nie dokonali absolutnie niczego; nadmiernie ufała w nieśmiertelność starych gwiazd, więc aż 70 proc. najwyższego na świecie budżetu płacowego pochłaniają pensje sześciu zawodników, głównie zaawansowanych wiekowo (Messi, Alba, Suárez, Piqué, Busquets, Griezmann); programowo nie zatrudniała uznanych trenerów, stawiając na nowicjuszy o nikłym doświadczeniu w nadzorowaniu supergwiazd. Sama klasyka, ubarwiana jeszcze toksycznymi pomysłami prezesa Bartomeu, który zlecał inwigilowanie piłkarzy oraz wynajmował anonimowych hejterów, by komplementowali go w internecie i dezawuowali krytyków.

Niewykluczone jednak, że wyeksponować należy przede wszystkim skutki służalczego stosunku szefów klubu do swojego nadpiłkarza – oddanie mu władzy, jakiej nie posiada żaden wybitny gracz w wielkiej firmie z Ligi Mistrzów. Katalońscy bossowie pozwolili, by na Camp Nou dokonał się kopernikański przewrót. Nie z dnia na dzień, to był proces rozciągnięty w czasie, złożony z bezliku drobnych przesunięć, ale wszystkie razem wywołały kosmiczny wstrząs – Messi przestał kręcić się wokół Barcelony, Barcelona zaczęła się kręcić wokół Messiego.

***

Kiedy katalońska drużyna triumfowała w Europie po raz ostatni, napędzali ją trzej przyjaciele nie tylko z boiska. Argentyńczyk, Brazylijczyk i Urugwajczyk. Mieszkali po sąsiedzku, wolne popołudnia spędzali wspólnie w ogrodzie, a podczas gry stawali na uszach, by sprawiedliwie dzielić się radością z futbolu – kto nie strzelił jeszcze gola, ten częściej otrzymywał podanie, ewentualnie Messi zrzekał się dla Neymara lub Suáreza wykonania rzutu karnego. Tworzyli tercet ofensywny, jakiego świat nie widział, niósł ich entuzjazm, nastrajali pozytywnie resztę grupy. Wartości bezcenne w erze wielkiej piłki zdominowanej przez egocentrycznych solistów, których łączy tylko miejsce pracy.

Gdy jednak Brazylijczyk wyprowadził się do Paris Saint-Germain, a Urugwajczyk zaczął brzydko się starzeć, zachwyt ustąpił piętrzącym się wątpliwościom, czy stara więź wciąż nie wpływa na losy klubu, tym razem negatywnie. Czy szefowie Barcelony trwoniliby każdego lata energię na odzyskanie Neymara – cel nierealny, zwerbowało go bajecznie zamożne Paris Saint-Germain – gdyby nie żądał tego Messi? Czy Suárez utrzymywałby status w drużynie, gdyby nie kumplował się z Messim?

To nie spekulacje wyssane z palca. Z wnętrza klubu stale wypływały świadectwa, iż z Argentyńczykiem konsultuje się dosłownie każdą istotną decyzję związaną ze sprawami sportu. To zawodnik przenajświętszy, bez żadnego trybu rozstawiający wszystkich po kątach, otoczenie cały wysiłek poświęca na takie organizowanie rzeczywistości, by mu dogodzić. Odkąd zapanował, Barcelona nie oddała szatni nikomu ze wspaniałym dorobkiem, a tych bez dorobku wyrzucała, gdy tylko skinął. Naturalnie podejmowała niekiedy decyzje wbrew jego woli, ale skutki osiągała średnie, jego chandra nie służyła nikomu. Aż wreszcie zapragnęła Barcelona renomowanego nazwiska, jednak wtedy odstraszała już wszystkich kandydatów – pojęli, że nie warto ryzykować reputacji, że na Camp Nou spotkają pracownika teoretycznie szeregowego, a w istocie ingerującą we wszystko szarą eminencję, że będą musieli wybłagać jego przychylność lub wręcz uznać zwierzchność.

I bynajmniej nie wynika to wszystko jedynie ze słabości charakteru ludzi zobowiązanych do zadbania, by w firmie pilnowano hierarchii. Im bardziej wyniki zależały od Messiego – a coraz częściej wygrywał mecze w pojedynkę – tym zachłanniej poszerzał władzę, tym dalej wykraczał poza swoje kompetencje, ponieważ wszyscy w klubie czuli się jego zakładnikami. Łącznie z prezesem świadomym, że gdyby wypuścił bożka do innego klubu, okryłby się wieczną hańbą.

***

Strach Josepa Bartomeu przed Argentyńczykiem zapewne wzmagał się z sezonu na sezon, bo wpływ lidera na wynik też rósł z sezonu na sezon, aż mecze zaczęły się dzielić zasadniczo na te, w których Messiego natchnie i Messi unosi się nad murawą, oraz na te, w których Messiego nie ma – albo ciałem, albo duchem, albo akurat ma kiepski dzień. To się zdarza wszystkim homo sapiens, nawet mutantom obdarzonym metafizyczną więzią z piłką. I wtedy zapadał mrok. Argentyńczyk stał się jedynym żywicielem drużyny, rzeczywistość wokół niego marniała, tylko on był w mocy zapobiegać kolejnym meczom karambolom.

Nadpiłkarz znał swoją uprzywilejowaną pozycję i z niej korzystał. Ilekroć napomknął, że dręczą go dylematy co do przyszłości, szefostwo wpadało w panikę. Publicznie rugał zatem dyrektorów sportowych (gdy Eric Abidal niedawno odchodził, każde katalońskie dziecko rozumiało, kogo dymisja ma udobruchać), akceptował lub blokował transfery, pozwalał sobie na wetowanie kluczowych wyborów taktycznych, wynegocjował skrajnie niekorzystny dla klubu, niespotykany nigdzie indziej kontrakt – dający mu prawo odejść przed jego wygaśnięciem z darmo, o ile tylko poinformuje o swojej decyzji odpowiednio wcześnie. Nic, tylko szantażować.

Ów kontrakt bodaj najsugestywniej świadczy o wynaturzeniu, jakie Bartomeu wyhodował w powierzonej mu firmie. O ilu słyszeliście zatrudnionych w wielkich klubach piłkarzach mających wolność co roku powiedzieć, że pomimo aktualnej umowy idą sobie precz, i to za darmo? Każdy płacący megagwiazdorowi prezes świata robi wszystko, by megagwiazdora nie stracić, a jeśli nie sposób go zatrzymać, to trzeba porządnie go spieniężyć. Wszyscy pamiętamy, jak Borussia bezsilnie patrzyła na ucieczkę Lewandowskiego, wiedząc, że nie otrzyma od Bayernu złamanego szeląga rekompensaty. To była istna sportowa tragedia. Jednak dortmundczycy, którzy nie zapobiegli rejteradzie Polaka, plasują się w hierarchii dalece niżej niż monachijczycy, nie mieli w bezpośrednim starciu szans, zresztą napastnik musiał poczekać, aż wypełni kontrakt. Barcelona operuje na innym pułapie, nie powinna czuć się podrzędnie wobec jakiekogolwiek innego klubu, jej celem minimum pozostaje ubicie przynajmniej takiego interesu, jakim Real Madryt złagodził sobie ból pożegnania się z Cristiano Ronaldo, czyli przytulenia grubego pliku banknotów o wielocyfrowym nominale.

***

Skoro już przywędrowaliśmy w okolice El Clásico, to zwróćmy uwagę na jeszcze powód, dla którego klękanie przed Messim podczas negocjacji transferowych było działaniem na szkodę spółki.

Otóż obecny zarząd klubu postawił sobie w 2015 roku cel ambitny, acz należący do dziedziny odległej od boiska – wyprzedzić Real Madryt nie tylko w Champions League, lecz także w Football Money League, klasyfikującej piłkarskie przedsiębiorstwa według osiąganych przychodów. Udało się. Gdy Bartomeu siadał za prezesowskim biurkiem, Barcelona zajmowała w finansowym rankingu czwarte miejsce, w ostatnim notowaniu pręży się już na pozycji lidera. Tyle że i ten skok nie byłby możliwy bez Messiego. Na luksus zbyt łatwej utraty nadpiłkarza nie wolno pozwolić sobie przede wszystkim ze względów sportowych, lecz także wizerunkowych i marketingowych. (O czym wiedzą także szefowie całej ligi hiszpańskiej, więc w sporze prawnym o interpretację zapisów w kontrakcie stanęli po stronie katalońskiego klubu. Na odejściu Argentyńczyka straciliby wszyscy).

Ostatnie lata na Camp Nou płynęły zatem w autodestrukcyjnym rytmie: im bardziej marniała drużyna, tym bardziej ratował ją w pojedynkę Messi, a im bardziej ją zbawiał na boisku, tym bardziej potężniał poza boiskiem. Aż wreszcie „więcej niż klub” przestał istnieć, bo wchłonął go więcej niż piłkarz, który trzymał pod butem mniej niż prezesa i kolejnych mniej niż trenerów, a na murawie truchtali wokół niego mniej niż piłkarze – miniaturyzuję ich nie dlatego, że nie umieją grać (nie dam sobie wmówić, że Busquets czy Suárez się skończyli, zwłaszcza że reprezentacja Hiszpanii i Juventus sądzą inaczej), oni zwyczajnie stopniowo oswajali się z myślą, że wynikiem zajmuje się Leo. I dzisiaj korci mnie, by zapytać, czy Argentyńczyk, jako demiurg kształtujący całe wnętrze Barcelony, nie współodpowiada za upadek na równi z Bartomeu. Nawet jeśli podzielam werdykt, który wygłosił w piątkowym wywiadzie – że zarządzanie klubem przez Bartomeu to katastrofa.

***

W tym samym wywiadzie – urocza scena: w mesjasza wpatrują się miliony roztrzęsionych wyznawców, a mesjasz siedzi w klapkach – Messi oznajmił, że jednak zostaje, po czym uzasadnił ostateczną decyzję emocjami, intymnie nierozerwalną więzią z barwami blaugrana. Przyznał, że został zatrzymany siłą przez prezesa kłamczucha, a zarazem wytłumaczył, że rezygnuje z prawnej wojny z Barceloną z miłości do niej – nigdy by klubu nie pozwał, poza tym na wieść o wyprowadzce rozpłakała się i żona, i synowie. Zamiast grać cynicznie i egoistycznie, posłuchał głosu serca.

Można wierzyć, można wątpić, ja z logiki wydarzeń wyczytuję, że nie miał wyjścia. FIFA pozwoliłaby mu grać w Manchesterze City (prognozowałem taką przyszłość na początku lipca) do dnia ogłoszenia wyroku przez sąd, ale w razie wyroku niekorzystnego Barcelonie trzeba by wypłacić zawarte w klauzuli wykupu 700 mln euro. Anglicy woleli nie ryzykować. Bartomeu wreszcie się zbuntował, nie uległ i miał furę szczęścia – w normalnym sezonie Messi zdążyłby poprosić o transfer przed 10 czerwca – a nadpiłkarz jeszcze dorzucił zamętu do klubu, który i tak jest pogrążony w totalnym chaosie. Zbojkotował obowiązkowe przedsezonowe badania i pierwsze treningi, znów sponiewierał werbalnie prezesa, z przedstawionej w wywiadzie ogólnej oceny sytuacji wynika, że w Ronalda Koemana nie wierzy, zresztą holenderski trener wyraźnie sformułował swoje credo – interesują go tylko piłkarze, którzy bardzo chcą być w Barcelonie.

Przykro mi, panie Koeman, zaraz zajdzie tam do pana taki jeden, co go zatrzymali siłą, ale trzeba go wystawiać w każdym meczu, ostrożnie stąpać, by go nie urazić i pamiętać o modelu obowiązującym w nowo odkrywanym układzie planetarnym – na Camp Nou to trener kręci się wokół najważniejszego piłkarza, nie odwrotnie. Zanosi się na fascynującą rozgrywkę.

84 myśli na temat “Messi w klapkach, czyli o obrotach ciał barcelońskich

  1. Te od lat powtarzane argumenty o rządzeniu klubem przez Messiego mają jedną wadę: nikt nie potrafi podać dowodów na to rządzenie, chociaż media hiszpańskie maja zwykle dużo informacji o tym, co się dzieje wewnatrz kubu. No chyba że dowodem jest SMS sprzed 10 lat i klauzula, którą miał tez Iniesta i Xavi. Przy okazji za darmo właśnie odchodzi Vidal, Suarez i za grosze Rakitic. Czy oni tez rządzą klubem?
    Pytanie, czy Gdyby Messi rządził klubem wyrzuciłby trenera Valverde, którego lubił i czy sprowadziłby np. Kevina Prince Boatenga? Tymczasem sprawa jest dość banalna. Od odejścia Neymara Barcelona nie przeprowadziła ani jednego udanego transferu, a jak się kogoś udało kupic, to gra nie na swojej pozycje, wiec jasne jest ze tam nie ma żadnego projektu sportowego.

    Polubienie

  2. To jest fascynujący przypadek, cała kariera Messiego zasługuje na szereg analiz, które na serio będą mogły zaistnieć gdy karierę zakończy, a szereg wyznawców modlących się doń, znajdzie jakieś inne zajęcie i nie będą torpedować wyznaniami wiary praktycznie każdej dyskusji o Argentyńczyku.

    Pierwsza analiza powinna dotyczyć pytania badawczego „czy są piłkarze zbyt dobrzy dla wartości drużyny”

    Wydawałoby się oczywisty oksymoron, przecież im lepszy piłkarz, tym większą wartość do zespołu wnosi, prawda?
    łatwo byłoby tu zacząć od klasycznego cytatu z Sir Alexa, ale i tak wszyscy go znają, polecę czymś bardziej przyziemnym, czymś swojskim. pamiętacie szkolne i pozaszkolne haratanie gały? Pamiętacie jak różny poziom potrafili prezentować haratający? Z jednej strony przyszłe(xD) gwiazdy futbolu, z drugiej łamagi, wszystko wymieszane w różnych stężeniach sprawiedliwości. Potrafiło to implikować przeciekawe scenariusze interakcji społecznych, tu interesuje nas przede wszystkim tożsamy przypadek jednego wyrastającego geniusza i pozostałych łamag. Kojarzycie? Ile razy zdażało się iż „geniusz” całą energię pakował w indywidualne popisy, wszak jego koledzy zaraz coś spier$%lą, względnie na ruganie pozostałych kolegów że mu nie podali. Widzieliście stres i irytację „łamag” stających się z każdą chwilą coraz bardzie łamagami, jak do niskich umiejętności dołączała frustracja i złe decyzje w rodzaju „nie zagram do wychodzącego na pozycję kolegi, kopnę do tyłu do „geniusza” dla świętego spokoju”? na koniec „geniusz” odchodził niepyszny i równie przegrany jak jego koledzy, ale w przekonaniu iż on zrobił wszystko co należało.

    Kolejne pytanie badawcze, to „wpływ umiejętności na postawę sportowca”

    Wydawałoby się – banalne, im lepszy, tym lepsza postawa. A jednak jest aspekt motywacji, który Messi do pewnego stopnia dzieli z Ronaldo.
    U Portugalczyka to bardziej wyraźne, przez dużą ekspresję ciała, stanie i machanie z niezadowoleniem rękoma, zero zaangażowania w grę obronną. Wszak rywalizują z jakimś Eibarem czy inną Genoą, mecz winien się wygrać sam, pełne zaangażowanie byłoby poniżej godności nadpiłkarza. Ronaldo porzuca ten schemat w meczach najbardziej istotnych, ambicja i wola walki wręcz się z niego wówczas wylewa. Messi im dalej jego kariera trwa, tym bardziej pielęgnuje i hołubi ten zgubny etos nadpiłkarza, ostatnio takie stuprocentowe zaangażowanie w każdym aspekcie gry to widziałem u niego chyba w klasyku z wiosny 2017. Z piłką to najlepszy grać na świecie, bez piłki staje się najgorszym, ustawicznie spaceruje, nawet gdy rywal obok, a mecz o wszystko, potrafi odpuszczać pressing i w nosie mieć wszystko, w przerwie siedzi z nosem na kwintę, niezainteresowany tym co przechodzą jego koledzy. Należy sobie zadać pytanie, czy Messiego interesuje jeszcze rywalizacja. Czasami można odnieść wrażenie iż lubi się jeszcze futbolówką pobawić, ale ostateczny rezultat do przesady go nie zajmuje, na pewno nie w stopniu by zmotywował go do zmierzenia się z „etosem nadpiłkarza”. Możliwe też iż ze względu na status nadpiłkarza wierzy iż wszelkie sukcesy zwyczajnie się należą, a jeśli nie nadchodzą, to ewidentnie wina kogoś innego. W tym zresztą dzielnie wzmaga go grupa wyznaniowa, gotowa zaatakować i kozła ofiarnego zrobić z każdego, byle Messjasza z win oczyścić.

    Trzecie pytanie badawcze, to o „wartość indywidualnych umiejętności na boisku”

    Ponownie – co to za bzdury. A jednak, Messi jest bezwzględnie najdoskonalszym piłkarzem w historii, oceniając przez pryzmat umiejętności technicznych. Takie, wydawałoby się, powinny chronić go przed kompromitacjami, a jedna każda jego drużyna musiał się z takim mierzyć – czy to Barcelona czy reprezentacja Argentyny(0:3 z Chorwacją, 0:4 z Niemcami). Tu można nadpiłkarza rozgrzeszyć, bo to bardziej refleksja ogólna, ale nadal ciekawa – praktycznie każdy wybitny grajek, zdobywca dziesiątek trofeów, ma również „gablotę wstydu” i w niej ileś takich wstydliwych spotkań. DLa mnie to jednak ciekawe, wchodzenie na absolutne wyżyny możliwości, nijak nie chronią przed wstydliwymi porażkami nikogo, wystarczy że złoży się kilka okoliczności, i najwybitniejsi z najwybitniejszych muszą przełykać kompletny wstyd, nawet jeśli oni sami prezentują optymalną postawę sportową. Wyobrażacie sobie Carycę tyczki Jelenę, czy Usaina Bolta, łykających takie kompromitajce? Futbol jednak jest okrutny.

    „nikt nie potrafi podać dowodów na to rządzenie”

    Ja wiem że to może nie na miejscu, ale samo na myśl przychodzi inne sławne w internetach zdanie: „nie ma dowodów iż Hitler wiedział o obozach”

    Polubienie

  3. @Twoija stara
    „Messi jest bezwzględnie najdoskonalszym piłkarzem w historii, oceniając przez pryzmat umiejętności technicznych.”
    Słowem „bezwzględnie” obrażasz Maradonę i jeszcze co najmniej kilku innych pretendentów.

    Polubienie

  4. @antropid
    Novak to ciekawa historia, o tym jak media kreują wizerunek herosów. Co i raz jesteśmy zalewani różnymi sucess story, o tym jak niewidomy chłopiec z aspregerem robi 3 salta i nagle staje się miliarderem, głównie po to byś ty czytelniku wierzył że z nicości w której jesteś, wyciągnie cię ciężka praca 20 godzin dziennie i kołczingowy bełkot. Do takiej story fakty, że chłopiec jest antyszczepionkowym fanem teorii spisgowych, zwyczajnie nie pasują, więc się je pomija i przemilcza. No chyba że nagle, na realizowanie innych potrzeb, fakty stają się potrzebne.

    Novak Novakiem, ale coraz bardziej prześladuje mnie wrażenie, że wszystkie te słodkie stories, jak choćby małego klubiku z pasją, jak Dyskobolia, mają oczywiste drugie dno, o którym zaangażowani dziennikarze wiedzą, tylko szkoda zarżnąć Złotą kurę, niech zrobi swoje, a potem z zarzynania zrobimy za ileś lat kolejne story, przy okazji odebrania pucharu polski.

    @gp
    Wiem że taki dobór słów daje pole do rozległych interpretacji, więc uściślę:
    Gdyby ustawiać staty umiejętności w FIFIE, PES-ie CM-ie, odnośnie tylko umiejętności i wartości fizycznych(szybkość, skoczność) bez części „mental”(głównie o CM-a chodzi) to IMO Messi miałby najlepszy wynik.

    Bardzo mozliwe że Maradona i innym ładniej kozłowali, czy fajniejsze triki robili, ale nie o to mi chodzi. Bardzo też możliwe że Maradona miał największy talent ever, miał też największy bebech.

    Polubienie

  5. Nie jestem ani kibicem Barcelony, ani żadnym psychofanem Messiego i nie będę wydawał arbitralnych sądów nt. piłkarzy, których nie widziałem na własne oczy (w sensie grających w latach 80. i wcześniej), ale jeśli ktoś nie uważa Messiego za najlepszego piłkarza świata ostatniego 30-lecia, to dla mnie pojęcia dużego o piłce nie ma. Absolutnie nic nie zamierzam odejmować Il Fenomeno, Adriano w najwyższej formie, Ronaldinho w najwyższej formie, Gullitowi, CR7, itd., ale Messi to kosmita. A piłka nożna dekady temu to była inna dyscyplina i śmiem twierdzić, że dziś taki Maradona, Pele, czy Best nie mieliby w połowie takiego wpływu na grę swojej drużyny, jak wtedy

    Polubienie

  6. Drogi Panszeryfie,

    Gdyby Maradona czy Pele grał teraz, trenowałby tak, jak teraz i byłby fizycznie lepszy, a przecież jeden i drugi grał na najwyższym poziomie prawie 15 lat. A można przecież twierdzić, że wówczas okoliczności działały przeciwko nim, bo ile więcej mógłby osiągnąć Pele, Ronaldo czy van Basten (Lubański??), gdyby kontuzje leczono szybciej?
    Natomiast kwestia czy ktoś jest najlepszym piłkarzem to kwestia inna od tego, czy ktoś był najlepszy w tym czy innym elemencie. Np. dla mnie Ronaldinho z całą pewnością nie był wyraźnie gorszy technicznie od Messiego, a nawet nie jest jakąś aberracją twierdzenie, że był lepszy.
    A generalnie opowiadanie o tym, że ten czy ów jest ogólnie najwybitniejszy we wszechczasach, kiedy nikt nie widział w akcji wszystkich najlepszych, siłą rzeczy jest wystawianiem się na odstrzał na własne życzenie.
    Tym bardziej opowiadanie o jednym elemencie, kiedy o niektórych legendarnych zawodnikach z międzywojnia nie wiadomo prawie nic..
    I rozumiem, że klubowi marketingowcy chcą nam wmawiać, że oglądamy najwybitniejszych w historii, ale bezkrytyczne łykanie tej propagandy nie najlepiej świadczy o kibicach. Ja mam to szczęście, że jeszcze pamiętam, co wyprawiali Maradona, Platini, van Basten i paru innych od połowy lat 80-ch, oglądałem też trochę dawniejszych meczów, a dość sporo skrótów i migawek i mam pewność, że także Pele i Cruyff nie ustępowali nikomu w historii. Owszem, Messi zalicza się do grupy najwybitniejszych, ale nic ponadto nie da się na pewno powiedzieć.

    Polubienie

  7. @up
    Dlatego napisałem: „nie będę wydawał arbitralnych sądów nt. piłkarzy, których nie widziałem na własne oczy”. No i patrząc z takiej perspektywy, że tamci zawodnicy mieliby dostęp do dzisiejszej medycyny, odnowy, itd. itd. na pewno byliby jeszcze lepsi. Ale naprawdę ciężko jest mi sobie wyobrazić kogoś lepszego, niż Messi. Chyba, że byłby ktoś taki, jak Messi (z jego techniką,wizją, itd.) z posturą, dajmy na to, Koulibaly’ego albo Lukaku, szybkością Mbappe, siłą fizyczną Adriano, grą głową Godina albo Klose, itd. Ale wydaje mi się, że fizycznie jest to niemożliwe. W każdym razie Messi jest dla mnie najbardziej kompletnym zawodnikiem, jakiego kiedykolwiek widziałem – na żywo, czy na filmie.

    Polubienie

  8. Ja generalnie mam wrażenie iż odgrzewanie kotleta „kto był najlepsiejszy” odciąga kolegów od dyskusji o wiele ciekawszej.

    Polubienie

  9. @0twojastara

    „Należy sobie zadać pytanie, czy Messiego interesuje jeszcze rywalizacja. Czasami można odnieść wrażenie iż lubi się jeszcze futbolówką pobawić, ale ostateczny rezultat do przesady go nie zajmuje, na pewno nie w stopniu by zmotywował go do zmierzenia się z „etosem nadpiłkarza”.”

    No nie wiem. Na moje, to jego mowa ciała mówi właśnie tyle, że na wygrywaniu zależy mu aż za bardzo – do tego stopnia, że jak przegrywa, to nie do końca potrafi sobie z tym poradzić, przynajmniej nie na gorąco. W ogóle uważam, że sugestia, że zawodowy piłkarz ma w nosie końcowy rezultat, jest mocno obraźliwa i bardzo wątpliwa, i to dla każdego piłkarza (może poza Garethem Balem).

    „Ja wiem że to może nie na miejscu, ale samo na myśl przychodzi inne sławne w internetach zdanie: „nie ma dowodów iż Hitler wiedział o obozach””

    Wydaje mi się, że popełniasz tutaj drobne oszustwo intelektualne, bo ta paralela nie jest do końca trafna. Pozostając przy tym przykładzie: co do Hitlera, to można spokojnie przyjąć, że o obozach musiał wiedzieć, nawet jeśli brak jest jego podpisu na dokumentach dotyczących tej kwestii (to chyba argument Korwina-Mikke, z tego co pamiętam) – z tego względu, że jako najwyższy wódz po prostu wiedział i decydował o wszystkim, bo taka była natura stworzonego przez niego systemu i zostało to udowodnione. Jeśli chodzi o Messiego, to hmm… teza, że rządzi klubem nie jest chyba jednak w równym stopniu potwierdzona. Nie twierdzę, że jest nieprawdziwa, bo mam za mało wiedzę w tej kwestii. Być może faktycznie są świadectwa wewnątrz klubu, które to potwierdzają (ponownie – nie wiem, bo ani ich nie znam, ani nie potrafię zweryfikować ich prawdziwości). Ale jest też wiele okoliczności (m.in. te, które przytoczył Galopujący Major), które tezie o tym, iż „Messi rządzi klubem”, zwyczajnie przeczą. Tak więc jednak nie wrzucałbym osób powątpiewających w nią do wora, w którym „rozstrzęsieni wyznawcy Messiego” kotłują się razem z jakimiś negacjonistami-sierotami po Hitlerze.

    @ktobyłnajlepszy

    Wyłącznie w oparciu o moje indywidualne gusta i na podstawie tego, co sam widziałem (czyli jakoś od połowy lat 90-tych), i jedynie w kategoriach zabawy (a nie po to, żeby wywołać jałowy spór) dla mnie:
    1) Messi
    2) Ronaldinho
    3) CR7
    4) Ronaldo (ten brazylijski)
    5) Zidane
    6) mniej więcej na równi: Pirlo/Xavi/Iniesta,
    aczkolwiek największym magikiem na boisku był dla mnie zdecydowanie Ronaldinho – szkoda, że tak krótko.

    Polubienie

  10. Sięgam pamięcią gwiazd lat sześćdziesiątych i nie odważyłbym się przesądzać „kto był najlepszy”. Nie tylko dlatego, że „piłka” niesamowicie zmieniała się na przestrzeni lat, ale w równym stopniu dlatego, ze to gra zespołowa a najlepsi w takim samym stopniu wpływają na swoje drużyny, jak drużyny wpływają na nich. Ci najlepsi zostali nimi nie tylko dzięki temu, że wyrastali ponad głowę współczesnych, ale także dzięki najlepszym w swoim czasie drużynom. To dlatego Lewy więcej wnosi do gry Bayernu, niż do gry naszej reprezentacji. Mieli to wszyscy… – i Pele, i Euzebio, Maradonna, Gerd Muller i Cruyf, i wielu, wielu innych. i mają współcześni herosi.
    Rafał trafnie zauważył, że problemem Messiego i Barcelony/Argentyny jest zaburzenie równowagi pomiędzy wybitną indywidualnością i zespołem, którego jest liderem. A we współczesnej piłce (bardziej niż kiedykolwiek) także zaburzeniem równowagi pomiędzy interesami sportowymi i biznesowymi całego otoczenia piłkarzy i samych piłkarzy. Piłkarze, kluby, reprezentacje w takim samym stopniu narażone są na ten konflikt interesów.
    ……………
    „słodkie stories, jak choćby małego klubiku z pasją, jak Dyskobolia, mają oczywiste drugie dno…” – które nie wyklucza pasji, a czasami nawet spada się na nie przez pasję.

    Polubienie

  11. @Messi

    Ma jeszcze szansę pokazać, że klub, który stał się dla niego domem traktuje jak dom.

    @Djoković

    Wychodzi na to, że ten, który chciał pokazać światu, jak sobie drwi z koronawirusa, stał się jego najbardziej spektakularną ofiarą – najpierw zakażenie fizyczne, potem psychiczne skutki uboczne pandemii, które wykopały go z USO.

    @Brzęczek

    Nie wiem, jak on to robi, ale po uczynieniu znanego i obmierzłego już wszystkim kibicom polskiego antyfutbolu jeszcze ohydniejszym do oglądania, mimo wszystko udaje mu się zdobywać punkty. Jeśli dojdzie do ME, a on wciąż będzie selekcjonerem i awansuje z TAKIEJ grupy, uznam, że podpisał cyrograf.

    Polubienie

  12. Ech, ci kibice repry, albo się domagają zwycięstw nad każdym rywalem, jakbyśmy byli historyczną potęgą, albo uważają, że jesteśmy na poziomie San Marino. Nie wiem, chyba po prostu Polacy są tak neurotyczni, że się bujają od jednej skrajności do drugiej, nigdy nie zatrzymując się po drodze…

    Polubienie

  13. Fakt. Nie trzeba nawet być kibicem. Wystarczyło obejrzeć wczorajszy mecz Kamili.
    Przez pierwsze pół godziny wzajemnej kopaniny nasi uprawiali grę na jeden kontakt… i strata piłki. Wyłamywał się tylko Kamil Jóźwiak Później zaczął podłączać się do niego Kamil Grosicki, a następnie Kamil Glik doszedł do wniosku, ze opaska zobowiązuje. I jakoś poszło…
    A ja do dzisiaj nie wiem, czy zgodnie z założeniami przedmeczowymi grali przez pierwsze 30 minut, czy po trzydziestu minutach sobie o nich przypomnieli?

    Polubienie

  14. @juverulez
    Inter rulez 😉 co do „może poza Garethem Balem” – i prawie każdym piłkarzem z tzw. Ekstraklasy. Chyba, że ich nie zaliczamy do zawodowców. Nie powinniśmy, ale w sumie biorą pieniądze za to swoje bieganie po boisku, więc to chyba ich zawód. Choć na piłkarzy nie wyglądają.

    Co do neurotyczności polskiego kibica. Owszem, nie jesteśmy potęgą, ani też hegemonem. Zatem porażka z Holandią powinna przejść bez echa i zwycięstwo z Bośnią powinno być zwyczajnie odhaczone. Problem polega na tym, że mamy w reprezentacji m.in. być może najlepszego napastnika świata, playmakera silnej drużyny z jednej z najsilniejszych lig w Europie, kilku bramkarzy najwyższej światowej klasy, podstawowych piłkarzy silnych klubów z najlepszych lig na kilku innych pozycjach, a przeważnie nie potrafimy nawet nawiązać walki z klasowymi rywalami (o potęgach typu Niemcy, Francja, czy Hiszpania nawet nie wspominam), a w meczach z drużynami typu Bośnia, Armenia, Mołdawia, a często nawet Luksemburg, Estonia, czy wręcz San Marino nierzadko autentycznie wręcz drżymy o wynik – to ma być normalne? Dlaczego takimi zasobami dowodzi niejaki Brzynczyk? Dlaczego piłkarze, którzy w swoich karierach byli prowadzeni przez absolutnie najlepsze z najlepszych trenerskich umysłów muszą się zniżać do poziomu polskiej myśli szkoleniowej? To jest kpina. Ale każdy normalny kibic zawsze będzie dobrze życzył swojej reprezentacji. I dlatego jest neurotykiem.

    Polubienie

  15. @fidelrulez
    Myślę że należałoby tu porzucić dychotomię w stylu: „chce mu się/ni chce mu się, jest pezesem w kuluarach/nie wpływa na fcb w żaden sposób” i nie ma nic pośrodku.

    Pamiętam jak kiedyś przerastający polską ligę Daniel Ljuboja, dał wywiad którego słowo-kluczem była ambicja. Szczycił i chełpił się nią, a to ten sam koleś który w obronie nie gra, po meczu na imprezkę, który 3 lata w Niemczech głównie w rezerwach spędził przez konflikty i brak profesjonalizmu. Ambicji jednakowoż mu nie brakło, tylko głównie sprowadzała się ona do ustawiania wszystkiego jak Serb chciał, po niego, żeby „na szczycie drabiny pokarmowej” w klubie był.

    Ambicja Messiego bardzo przypomina mi tą Ljuboi. Nijak on przegrywać i ustępować, jak Serb, nie potrafi, ale żeby go zmotywowało do porzucenia „pressingu Iwańskiego” to nie ma szans, gdy nie idzie to sobie spaceruje, foszki stroi, w szatni nosek na kwinte. Jak dziecko co zawsze wygrywało i traz mu cukierki zabrali.

    Zatem tak, Messi pewną ambicję ma. Ale do zmiany złych nawyków ona go nie motywuje.

    Co do „prezesa cieni” ponownie, nie jest ani tak że klub cały tańczy jak Messi zagra, ale widać że jego wpływ jest większy niż jakiegokolwiek piłkarza w profesjonalnym futbolu.

    @gp
    Gorzej jak ktoś neurotycznie reaguje na komentarze w internecie, to już chyba terapeuta potrzebny.

    @repa
    Nawet mecz z tą Bośnia źle nie wypadł.pierwsze 35-40 min do kosza kompletnie, dalej też był chaos, ale widać też było wreszcie determinację.

    Ja tam aż tak bardzo nie będę pluł na „polską myśl szkoleniową” bo jednak są trenerzy których szanuję, tyle że żadnym z nich nie jest Jurek. Jeden nawet ostatnio wrócił z krajów arabskich i marzy mi się by po kompromitacji w LN zastąpił Brzęczka, Maćka Skorżę mam na myśli – asystował 3 lata u Janasa, prowadził u-23 ZEA, no i sukcesów w piłce klubowej ma nieporównywanie więcej.

    Polubienie

  16. Porażka z Holandią nie powinna przejść bez echa, bo to była porażka w żałosnym stylu, z planem (???) gry ograniczonym do własnej połowy. A wtedy nic nam po playmakerach, czy napastnikach z czołowych lig.
    Nawałka pokazał, że kiedy jest dobry plan gry, to nawet z tak „dyskretną” techniką użytkową jak polska, też można zagrać o punkty z potęgą dobry mecz (ME’2016 z Niemcami). Dobry, a właściwie najlepszy od wielu, wielu, wielu lat.

    Polubienie

  17. Ten „dobry plan gry” zakończył się czterema bramkami w pięciu meczach. Jedną bramką na 127 minut (dwie dogrywki) bez doliczonego czasu gry.
    Tak jak nie wiem w której części wczorajszego meczu drużyna realizowała zadania, tak nie wiem na ile ćwierćfinał ME był efektem „dobrego planu”, a na ile wyjątkowej (większości) formy piłkarzy. Zwłaszcza jak porównam EURO i MŚ, na które też „plan był dobry”.

    Polubienie

  18. @0twojastara

    „Myślę że należałoby tu porzucić dychotomię w stylu: „chce mu się/ni chce mu się, jest pezesem w kuluarach/nie wpływa na fcb w żaden sposób” i nie ma nic pośrodku.”

    Tu zgoda. Dodam, że nie muszę niczego porzucać :), bo właśnie tak uważam – tzn. nie ma rządzenia klubem, ale jest za to np. zbyt częste zabieranie głosu w sprawach, które leżą w kompetencjach innych osób.

    „Zatem tak, Messi pewną ambicję ma. Ale do zmiany złych nawyków ona go nie motywuje.”

    Pytanie, czy jak ktoś tak gra od początku kariery (bo wydaje mi się, że do gry obronnej to on się nigdy jakoś szczególnie nie przykładał), to dalej jest to nawyk, czy może styl gry 🙂 Być może masz rację, że to generalnie zła postawa, natomiast zastanawiam się, czy gdyby Messi harował w defensywie, to fizycznie dałby radę przez tyle lat ciągnąć na swoich barkach ofensywę. Gdzieś tam mi się obiło – chyba Guardiola to mówił, ale głowy nie dam – że to spacerowanie Messiego to „umiejętne szafowanie siłami”, które u takiego mikrusa nie są, umówmy się, nieskończone. Oczywiście pomijam w tym miejscu idiotyzmy typu „Messi nawet spaceruje genialnie”, ale może jest w tym coś więcej, aniżeli tylko lenistwo. Tak tylko gdybam.

    Polubienie

  19. @Antropoid
    Właśnie widzę. Ten sam trener, niemal identyczny podstawowy skład i 2 bramki w dwieście siedemdziesiąt minut… – jedna na 135. Jeżeli dobrze liczę różnica wynosi osiem minut?

    Polubienie

  20. c.d.
    Myślę, że „plana mieliśmy dobrego” na oba turnieje (Nawałka nas o tym zapewniał w słynnym raporcie). W pierwszych trzech meczach zdobyliśmy po dwie bramki. Gdybyśmy na MŚ zagrali jeszcze 2 mecze z dogrywkami też może wyszłoby na cztery.

    Polubienie

  21. Pewnie, że jak się ktoś uprze, to i w pełnej szklance będzie widział tylko do połowy pustą, zobaczy „tylko 4 strzelone gole” (tak – o plan marnowania setek przez napastnika trudno selekcjonera posądzać), bo o tylko dwóch straconych w tych samych 5 meczach (przy średnio ok 4 więcej traconych na mundialach w jedynych 3 meczach grupowych), o grze, za którą wreszcie nie trzeba było świecić przed światem oczami i wyniku ponad stan polskiego futbolu woli nie pamiętać.
    Malkontenctwo godne pisowskiej „Polski w ruinie”, jestem pod wrażeniem.

    Polubienie

  22. „Polska w ruinie” była niepotrzebna, zwłaszcza, że zupełnie do mnie nie pasuje. Ale o tym nie możesz wiedzieć.
    Masz rację, stracone bramki celowo pominąłem, bo mi nie pasowały do kpiącego komentarza.
    Faktycznie irytuje mnie wychwalanie pod niebiosa Nawałki. O ile niewątpliwie Euro było sukcesem Nawałki i drużyny, to w takim samym stopniu katastrofa MŚ także. Nawałkę obwiniam bardziej, bo to on uparcie grał w eliminacjach tym samym składem pomimo, że piłkarze daleko byli od formy z 2016 r. Wiosną, tuż przed imprezą zaczął wykonywać nerwowe ruchy, ale na poważne zmiany już było za późno. A dobił się raportem. Nie wiem czy go czytałeś?
    Brzęczka można będzie porównywać dopiero po EURO, bo musiał grać najpierw LN, a potem eliminacje i jednocześnie przebudowywać drużynę. Do końca tego procesu jest jeszcze daleko.
    Na razie Nawałka ma przewagę, bo zawsze mówił tak, żeby każdy mógł usłyszeć to co mu pasowało, a Brzęczek co się odezwie to chlapnie i to tak, że nie wiadomo czy się za brzuch trzymać ze śmiechu czy wściekłości.
    Najgorsze jest to, że drużyny, której grą można byłoby się cieszyć (poza momentami), od czterech lat ciągle nie mamy.

    Polubienie

  23. Co do trenerów i polskiej myśli szkoleniowej – nie każdy Polski trener musi taką myśl reprezentować 🙂 nie upieram się, że selekcjonerem powinien być obcokrajowiec. Nie mogę pojąć zresztą, dlaczego kadrą nie dowodził nigdy np. Henryk Kasperczak, czy przywoływany Skorża, a kieruje nią niejaki Brzynczyk. Co więcej, jestem przekonany, że 98% członków PZPN uważa dzisiaj, że zatrudnienie Beenhakkera było błędem – oczywiście z powodu chryji, jaka miała miejsce w drugiej połowie jego rządów.
    Nie zapomnę nigdy słów Holendra po pierwszych treningach z kadrą. Powiedział coś w stylu, że jest zaszokowany tym, o jakich podstawach podstaw taktycznych musi mówić kadrowiczom z wieloletnim stażem. Pamiętam jak dziś, jak mi wtedy wszystko opadło.

    Polubienie

  24. Skorża może jeszcze szansę dostanie (zwłaszcza jeżeli mu z głowy wyparują ostatnie przejawy samodzielnego myślenia), ale Kasperczak to największa plama PMS. Kiedyś już o tym wspominałem… – chyba w dyskusji po powołaniu Brzęczka

    Polubienie

  25. P.S.
    Obejrzałem dzisiaj francuskiego siedemnastolatka sensację poprzedniej kolejki LN, Zagrał w końcówce, ale zdążył wprawić mnie w zachwyt; – technika, drybling, swoboda poruszania się, wyjście na pozycję do podania, czytanie gry i przegląd sytuacji. Grał jako cofnięty pomocnik, ale to może być 10-tka na lata.

    Polubienie

  26. @Antropoid
    Być może to „marudzenie”, a być może mam tak dlatego, że ja widziałem kawał naprawdę dobrej piłki w naszym wykonaniu i potrafię odróżnić hejt od piaru. Drużynę o której mówiono, że gra razem z Holendrami najnowocześniejszą piłkę. To były drużyny w których grał m.in. Kasperczak i Cruyff. I widziałem jak najpierw wynoszeni byli na ołtarze a potem wylatywali z kadry; – trener z brązem MŚ i dwoma medalami olimpijskimi. a także trenerzy z ćwierćfinałem i brązowym medalem MŚ. I za co.
    Możesz nie podzielać moich opinii, ale żeby porównywać trzeba najpierw wiedzieć co/kogo i do czego/kogo się porównuje Bez urazy..

    Polubienie

  27. Nie tylko Ty widziałeś dobrą polską piłkę, zresztą była też później, ale to już zamierzchłe czasy, wspominki przy kominku zostawmy wreszcie leśnym dziadkom, pora się obudzić i skorygować wymagania, krótko mówiąc: dostosować je do warunków.
    A te są takie, że ME’2016 były prawdopodobnie optymalną opcją na jaką stać było dzisiejszy polski futbol. Na tyle dobrą, że grupowy mecz z wieczną globalną potęgą, zremisowany (kto o tym marzył choćby parę lat wcześniej?) powinien być w zasadzie wygrany – i gdyby Milik poza pierwszym meczem nie marnował wszystkiego, co się da i czego się nie da (ironia losu – bo mimo tego grał bardzo dobry turniej), to nie byłoby dziś marudzenia o „tylko 4 golach”.

    Polubienie

  28. @fiderulez
    Nie wymagam od Messiego harowania w każdym meczu osobiście irytują mnie współcześni kibice wycierający sobie gębę swoimi drużynami, gdy te prowadzą 2/3:0 i nie forsują tempa bo jeszcze 40 meczów w sezonie, a w internetach płacz że „w ogóle się nie starajo i w d… majo fanów”.

    Tylko na co tu Messi te siły oszczędzał, na półfinał? Są takie mecze gdzie trzeba dać z siebie 100% i więcej, bo rywal jest równie mocny, jeśli nie mocniejszy. Dla takiej Barcelony, nawet w kryzysie, to raptem kila meczów w sezonie, Real, Atleti, faza pucharowa LM, te kilka wystarczyłoby. Ale Messiego „walczącego” nie widziałem od bardzo dawna, tylko Messiego popisującego się.

    @alp
    Twoja niekonsekwencja jest wręcz uderzająca, Brzęczka tłumaczysz słabościami kadry, a kadrę Nawałki porównujesz do medalistów lat 70-tych i 80-tych. Ręce opadają.

    @paszeryf
    Największe szanse Henri miał w 2009, ale pogrzebał je przygodą z Górnikiem, niestety, za to Smuda awansował do fazy pucharowej LE, za co noszono go na rękach. Doskonały dowód że w futbolu nie można wyłącznie patrzeć na ostatnie wyniki. Najlepszy kandydat na selekcjonera odpadł, bo nie uratował tonącego okrętu, a nie mający pojęcia o pracy z kadrą dostał robotę, bo puchary fajnie, kij że spektakularnie mistrzostwo przegrał.

    @antropoid
    alp jest obok wielmożnego nieobecnego przecinka, jednym z dwóch polaków hejtujacych występ na euro 2016. Poza nimi widziałem trochę narzekań, że Nawałka nie zaryzykował z Portugalią w końcówce, ale to tyle, nikomu się nie przewróciło w głowie by najlepszy występ na turnieju od 34 lat ustawicznie hejtować.

    Polubienie

  29. PS. Równie dobrze można by mieć pretensje do Portugalii (też osiągnęła jak Polska swój historyczny wynik), że nie wygrała ani razu w słabej grupie, ledwo z niej wylazła, a w tych pierwszych pięciu meczach strzeliła raptem 2 gole więcej od nas – i to tylko dzięki dziwnemu starciu z taką potęgą jak Węgry, granym radośnie, po podwórkowemu.

    Polubienie

  30. W epoce Górskiego, Gmocha, Piechniczka dysponowaliśmy piłkarzami o kompetencjach technicznym równych najlepszym na planecie.

    Pewno, że każdy by chciał efektownej gry,ale dzisiaj domaganie się, byśmy z najlepszymi grali w ich stylu, to jak wezwanie do szturmu z motyką na słońce, przypomina plakaty: „Silni, zwarci, gotowi!” sprzed września 1939.
    To dziwne w przypadku kogoś dojrzałego, tak się podpalać, jak nastolatki, bez mierzenia sił na zamiary.

    Polubienie

  31. Po EURO 2016, pisałem w komentarzu na blogu, że „czuję niedosyt”. Tak moim zdaniem nadspodziewanie dobry wynik uzyskaliśmy. Później były jednak MŚ, sławetny raport selekcjonera i problemy, które w reprezentacji sprzątamy do dzisiaj.
    W moim głębokim przekonaniu pracę Brzęczka powinniśmy oceniać nie w kontekście 2016 r., ale biorąc pod uwagę stan w jakim przejął drużynę w 2018 r.i miesiąc później wystartować z nią musiał w LN i przejść do eliminacji EURO.
    Tyle i tylko tyle.
    P.S.
    Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie pytanie… – na ile jazda po Brzęczku jest skierowana przeciwko Bońkowi i kampanią przed wyborami w PZPN. To, ze nadal nie mamy drużyny, z której moglibyśmy się cieszyć, jest dla mnie oczywiste.

    Polubienie

  32. Ale jak można ME we Francji, uparcie oceniać przez pryzmat MŚ w Rosji i jakiś późniejszy raport? Gdzie Rzym – gdzie Krym, jaki to ma mieć sens?

    Polubione przez 1 osoba

  33. „To dziwne w przypadku kogoś dojrzałego, tak się podpalać, jak nastolatki, bez mierzenia sił na zamiary.”
    Chcę tylko nadmienić, iż dojrzałość bardzo często nie ma nic wspólnego z wiekiem 🙂 może być bardzo dojrzały 15-latek i kompletnie niedojrzały 100-latek 🙂 oczywiście nie oceniam, ani nie diagnozuję tutaj żadnego konkretnego przypadku, wstawiam dygresję i piszę ogólnie 🙂

    Polubienie

  34. „W moim głębokim przekonaniu pracę Brzęczka powinniśmy oceniać nie w kontekście 2016 r., ale biorąc pod uwagę stan w jakim przejął drużynę w 2018 r.”

    W moim głębokim przekonaniu pracę Nawałki powinniśmy oceniać nie w kontekście samego 2018 r., ale również we wcześniejszych latach biorąc pod uwagę stan, w jakim przejął drużynę w 2014 (czy może już 2013) roku.

    Tak se wrzuciłem. Nie czuj się zobowiązany do polemiki 😉

    Polubione przez 1 osoba

  35. @Panszeryf
    „podstawowych piłkarzy silnych klubów z najlepszych lig na kilku pozycjach” to ma pół Europy i Ameryki Południowej, a do tego kilka krajów Afryki i Japonia. W tym np. Bośnia, Austria i Słowenia.
    Zadziwia mnie brak świadomości, w jak przeciętnych klubach grają nasi – poza najlepszą piątką (Lewy, Piszczu, Szczęsny, Milik i ZIelu).
    W najistotniejszej dla obrazu gry formacji, my sobie możemy mieć Zielińskiego, a np. Bośnia ma Pjanicia, Słowenia Ilićicia, a Austria Sabitzera – liderów drużyn aktualnie silniejszych, niż Napoli. A potem zdziwienie, że mamy z nimi problemy.
    Warto sobie uświadomić, że kiedy twoim najlepszym atutem jest napastnik i bramkarz, to do tego ostatniego przy silnym rywalu piłka może nie trafić, a ten drugi zapewni ci co najwyżej wynik lepszy od gry.

    @Twojastara
    „Gorzej jak ktoś neurotycznie reaguje na komentarze”

    Masz mnie 🙂 Niestety teraz nie przyjmują ;P

    Polubienie

  36. Akurat Pjanicia to na boisku ostatnio nie było, ale fakt, więcej się po Bośni spodziewałem, parę okazji mieli, nawet wygrać mogli, choć byli obiektywnie słabsi. Ze Słowenią bym się tak nie rozpędzał, a Austria to przypadek IMO podobny do naszego, gdzie potencjał na granie jest większy niż to od jakiegoś czasu wygląda.

    Kadra Brzęczka to taka gorsza, brzydsza wersja kadry Janasa, który też ogrywał słabszych i trochę nie istniał w starciach z mocnymi(x2 Anglia i Szwecja, Obrona Częstochowy na mundialu z Niemcami, gdzie też z akcją nie umieliśmy wyjść jak ostatnio z Holandią). Tylko kadrę Janasa dało się oglądać, Brzęczka nijak nie, to nie ogrywanie, tylko przepychanie wyniku, najczęściej indywidualnym błyskiem kogoś z tych ponadprzeciętnych.

    Nie sądzę by ktoś z malkontentów oczekiwał od razu tiki-taki i top8 co turniej. Mnie naprawdę zadowoli, jeśli oglądając kolejny mecz kadry, nie będę czuł przemożnego wstydu na bylejakość, nie będę widział jakiś absurdalnych pomysłów selekcjonera z odwróconym wahadłowymi którzy tak naprawdę grają w środku, by destabilizować plan gry rywala i przy okazji nasz, nie będę słyszał kolejnych absurdalnych tłumaczeń, na które mam wrażenie selekcjoner poświęca 80% energii(zresztą od tego Jurek zaczął, na pierwszej konfie nawijał bodaj co kto w mediach społecznościowych tweetnął, to bardziej absorbujące niż jak se repa gra).

    Za Nawałki gra też była prosta, nie było fajerwerków, klepania po sznureczku. Ale jakoś wyglądali kadrowicze jak drużyna. Nawet w przegranych meczach, jak 1:3 z Niemcami, jakoś wstyd nie zżerał, choć rywal był obiektywnie lepszy.

    Polubienie

  37. Tymczasem Legia szaleje… Joel Valencia – z gwiazdą tego formatu, to się w pucharach może udać nawet atak na remis z trzecią drużyną ligi luksemburskiej.
    Chłopak odbija się jak piłeczka kauczukowa od poważniejszego futbolu w Europie, ale w tzw. Ekstraklasie ma wszelkie szanse znów być numerem 1.
    A potem się ludzie dziwią (wciąż…), że nas Ekwadory, czy Kolumbie oklepują na mundialach jak chcą.

    Polubienie

  38. „Za Nawałki gra też była prosta, nie było fajerwerków, klepania po sznureczku. Ale jakoś wyglądali kadrowicze jak drużyna.”

    No właśnie o to mi chodzi. To się jakoś dało oglądać – oczy nie krwawiły, nawet mnie kolesiostwo na jedną wizytę na stadionie namówiło – pierwszą od chyba 30 lat. Nie było fajerwerków, ale po tej Smudowo-Fornalikowej smucie to było jak zimne piwko po gorącym dniu. Dziś jest znowu ciepła wódka w upalnej, śmierdzącej norze.
    W argumentacji Alpa jednej rzeczy nie mogę zrozumieć – żaden trener/selekcjoner na świecie nie odpowiada za to, co się dzieje przed nim/po nim z drużyną. Czemu Nawałka ma za to odpowiadać? Smuda i Fornalik jakoś odpowiedzieli? Czy Brzęczek jak obejmował reprę to komunikował wszem i wobec, że bierze rozpierdolonego grata do poskładania? Bo np. taki Smuda komunikował – choć to gówno prawda była.
    Zresztą bez sensu dyskusja – skończy się jak zawsze – w dupsko na imprezie docelowej i powrót na ławę do jakiejś Korony czy innej Pogoni. Nie ma nad czym deliberować…

    Polubienie

  39. Mnie nurtuje jedno pytanie w historii Messiego. Na ile przyjmowanie w młodym wieku hormonu wzrostu wpłynęło na jego umiejętności, motorykę

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s