Lech pożarł bestię

Dla was to był zwykły mecz, rutynowe coroczne kwalifikacje do europejskich pucharów, jakaś przygrywka do prawdziwego sportu, a przed moimi oczami przelatywało całe życie, a teraz moje serce – jeśli wolno z racji święta zacytować Tytusa de Zoo – pika jak klapa od śmietnika.

5:0. 5:0 z Apollonem. Od razu uczciwie się przyznam: mało ważne, że Lech drugi raz z rzędu zagrał w Europie więcej niż z sensem, że po wyjazdowym boisku znów biegał z pełnym przekonaniem o swojej wyższości nad przeciwnikiem, że poza wynikiem sprezentował nam miłe doznania estetyczne. Pal licho te wszystkie drobiazgi. Ważne, że rozprawił się z Cypryjczykami.

Sędziwi czytelnicy bloga być może pamiętają, dlaczego szczególnie lękam się akurat tego plemienia – wykładałem to u schyłku lata w pradawnym roku 2008, gdy ogłaszałem wielką wojnę polsko-cypryjską.

Zanim przejdę do aktualnego meritum, niezorientowanym pokrótce przypomnę, o co biega. Otóż właśnie wówczas ich liga wyprzedziła naszą ligę w rankingu UEFA. Klasyfikowałem to pozornie drobne przesunięcie w tabeli – tak czy owak dla nas niekorzystnej, można rzec: tradycyjnie niekorzystnej – jako miarę upadku polskiego futbolu, ponieważ cypryjskiej piłce zawdzięczam swoją pierwszą w życiu kibicowską traumę. W 1987 roku, czyli mniej więcej w połowie podstawówki, Cypryjczycy byli dla mnie ludem zupełnie nieznanym. Być może nawet dzięki meczowi z reprezentacją Polski – w Gdańsku, 12 kwietnia – w ogóle dowiedziałem się o ich istnieniu. Trwały eliminacje mistrzostw Europy, kadrę prowadził selekcjoner Wojciech Łazarek, z bezlitosnym dla rywali spokojem oczekiwałem, że nasi spuszczą im łomot. A potem dostałem po łbie bezbramkowym knotem – przyjąłem swoje pierwsze szokujące 0:0.

Cypryjczycy smakowali triumf niezwykły, wywalczyli historyczny – pierwszy! – punkt w wyjazdowym meczu eliminacji do czegokolwiek. Ja długo dochodziłem do siebie, moje przeświadczenie, że z pewnymi rywalami Polacy wygrywać będą zawsze, umarło wraz z ostatnim spartaczonym zagraniem Jacka Bayera, zaliczającego – to najwłaściwsze słowo – swój jedyny występ w reprezentacji. Poznałem smak okrucieństwa sportu. Trener Łazarek po latach wspominał tamten remis na swój powszechnie znany, poetycki sposób: „A potem wszystko się rozeszło. Jak mendy po jajach”. Celnie to ujął. Od tamtego czasu z niepokojem śledziłem, jak Cypryjczycy niepostrzeżenie, kroczek po kroczku, skradają się w pościgu za polskim futbolem. Albo inaczej – w jakiś tajemniczy sposób ściągają naszych na swój nędzny poziom. Podbierając nam zresztą myśl szkoleniową. Mieli w swojej lidze aż dwóch polskich eksselekcjonerów, Jerzego Engela oraz Janusza Wójcika.

Aż wreszcie wyprzedzili Polskę w rankingu UEFA, co sprowokowało mnie do wydania im oficjalnej wojny; wyjaśnienia rodakom, że to w nich należy rozpoznawać głównego wroga; złożenia obietnicy, iż będę przebieg zmagań na blogu relacjonował dopóty, dopóki nie przywrócimy ludzkości właściwej hierachii, czyli Polska nie wystrzeli w klasyfikacji ponad Cypr.

Przez pewien czas dotrzymywałem słowa, ale w końcu zaniechałem kronikarskiego obowiązku, bo tablicą wyników czułem się prawie bez przerwy upokorzony – od tamtej pory udało się nam wysunąć nad maleńką wysepkę tylko na krótką chwilę, a kiedy wrogowie odrobili stratę, zaczęli błyskawicznie uciekać, wzbili się na swój rekordowo wysoki poziom, aż całkiem zaczęli znikać z oczu. Zerknijcie zresztą na diagram (wykonany dzięki serwisowi Berta Kassiesa):

Jednak to nie tabela UEFA, w gruncie rzeczy zabawka dość abstrakcyjna, pustoszyła moją psyche. Najgorzej było wtedy, gdy Polacy stawali z Cypryjczykami twarzą w twarz. A stawali, na moją zgubę, regularnie.

W 2011 roku drogę do Ligi Mistrzów zatarasowali Wiśle Kraków piłkarze APOEL-u Nikozja.

W 2013 roku Legia przerżnęła u siebie z Apollonem Limassol – w rewanżu się wprawdzie odkuła, ale były to podrygi żałosne, leżała już wówczas na dnie tabeli w grupie Ligi Europy, szans na choćby minimalną poprawę nie miała, mecz nie miał żadnego znaczenia.

W 2015 roku Jagiellonia nie umiała wydłubać nawet pół gola przez 180 minut mordęgi z Omonią Nikozją i oczywiście odpadła z kwalifikacji tych samych rozgrywek.

Potem przez kilka sezonów los oszczędzał nam tortur, Cypryjczyków szczęśliwie wymijaliśmy. Aż wreszcie nastał rok 2020 i przyleciała do nas znów Omonia – tym razem na mistrzowski stadion przy Łazienkowskiej. Efekt jak zwykle, Legia oberwała 0:1, rzetelnie zorganizowani goście wyglądali przy gospodarzach jak mężczyźni przy chłopcach.

Chyba już się domyślacie, co buzowało w mojej czaszce? Przestałem widzieć w Cyprze punkt odniesienia, zrezygnowałem z wypatrywania dnia, w którym Cypr zostanie wyprzedzony w rankingu, nie marzyłem już o chwili, w której nabędziemy prawo do ogłoszenia, że nastąpił przełom, bo skoro sforsowaliśmy Cypr, to znaczy, że jesteśmy zdolni osiągnąć wszystko. Zamiast myśleć pozytywnie i konstruktywnie, zacząłem się bać. Zdarzało się przedstawicielom tzw. ekstraklasy zatrzymywać Juventus, wygrywać z Manchesterem City, zdarzało się nawet zremisować z Realem Madryt. Tylko od Cypru zawsze w czerep. W Cyprze ostatecznie rozpoznałem arcyłotra, potwora stworzonego po to, by gnębić na boisku akurat Polskę, ten dzielny, Bogu ducha winny naród z północy Europy – stał się Cypr prześladowcą, w futbolowych dialektach z południa kontynentu mówi się o takich „czarna bestia”. Niektórzy panicznie boją się pająków, niektórzy ciemności, duchów czy klaunów, ja bałem się Cypru.

A już z autentycznym przerażeniem myślałem sobie, że tamtejszą reprezentację wylosuje nasza reprezentacja – w eliminacjach mistrzostw Europy czy świata.

Aż nadszedł 23 września 2020 roku, nadeszła baśniowa środa Lecha, który potworowi nie stawił czoła, nie poprzedził nieuniknionej klęski heroiczną walką o honor, on całą tę śmieszną wysepkę pożarł – może nawet z przyległościami, poznaniacy nie znali dzisiaj umiaru. Śmiejcie się, rechoczcie, ile wlezie, z mojej najintymniejszej perspektywy to nasz europejski triumf dekady.

97 myśli na temat “Lech pożarł bestię

  1. W każdym razie miło, że jakaś polska drużyna wreszcie zrobiła coś, co kojarzy się z dawnymi, lepszymi czasami tzw. ekstraklasy, kiedy jej reprezentanci w pucharach poziomem gry regularnie wzbijali się ponad to, co serwują na co dzień w lidze i nawet jeśli odpadali, to tak, że nie trzeba się było za nich wstydzić przed Europą.

    Polubienie

  2. Mecz mógł się podobać, zwłaszcza druga połowa, ale aż tak to nie miałem. Inna rzecz, że nie widziałem wcześniej wykresu porównywalnego rankingów, bo chyba podobałby mi się trochę bardziej. No i żadnej cypryjskiej traumy… – po prostu pogodziłem się z faktem, że nas leją.

    Polubienie

  3. Jestem naprawdę ciekawy, czy ktokolwiek przytomny spodziewał się takiego wyniku albo choćby wyraźnego zwycięstwa Lecha. Jak jeszcze dzisiaj Legia upora się w miarę bezstresowo że swoim rywalem, to zdziczeję

    Polubienie

  4. @Greedoo
    Chętnie bym obejrzał takie diagramy w porównaniu do innych drużyn i to niekoniecznie topowych. Wystarczyłoby szersze grono sąsiadów z rankingu.

    Polubienie

  5. @Rafał
    Faktycznie oglądając nasze klubowe popisy, często wisielczy.
    @Gość
    Dzięki.
    @Kosień
    Reprezentację oglądam regularnie, a czasami również dziewczyny czy młodzieżówkę. Natomiast z klubowymi popisami mam trudniej, chociaż ciągle tęsknię za legendarnymi popisami Górnika czy Legii. I czasami, tak jak wczoraj trochę radości dostaję. Szkoda, że tak rzadko.
    Ale dzisiaj ryzykować nie będę. Oglądam superpuchar i bez względu na wynik cieszył się będę grą.

    Polubienie

  6. @Alp
    W tym coś jest ilekroć repra lekko się wzniesie serce tłucze trochę mocniej po czym….
    Jestem w wieku gospodarza tak więc tylko trochę Wisła mi się kojarzy. Zresztą wbrew rodzinie sport wszedł mi w głowę jak skończyłem etap buntu. W Londynie ,Ale oni (Anglicy) mają fajną szajbę na tym punkcie

    Polubienie

  7. Ten cypryjski kompleks niektórym naprawdę mocno się wrył, tak mocno, że np. dzisiejsza Wyborcza dała do druku tekst Nawrota z wyraźnym błędem, polskie kluby wcale nie przegrały wszystkich starć z cypryjskimi w XXI wieku, Wisła Kasperczaka lała Omonię w 2003.

    Polubienie

  8. I wtedy remis na wyjeździe uważałem za hańbę, przecież ledwo rok wcześniej Wojtek Kowalczyk był tam królem strzelców. No ale kiedy to było?
    Więc to 5-0 to byłoby przywrócenie normalności, choć przecież takiego wyniku nikt by się nie spodziewał.
    W tym roku z występu naszych w pucharach można być w miarę zadowolonym, choć to jeszcze nie koniec. Charleroi jest do przejścia, Karabach w sumie też, chociaż nie za bardzo wierzę w Legię. Szanse oceniam pół na pół, więc jeśli będzie 1 zespół w LE to można powiedzieć, że w przeciwieństwie do lat poprzednich norma będzie wykonana.

    Polubienie

  9. Ależ meczycho na Meazza… Tryliardowy raz widzę, jak z boiska schodzi najlepszy piłkarz drużyny, która prowadzi i ta drużyna przegrywa…

    Polubienie

  10. Za to na TH Stadium w Londynie kolejny impuls do zastanowienia się, ile jest bezsensu w przepisach piłki nożnej. VAR jest ok, ale te wszystkie karne dyktowane za nieintencjonalny kontakt ręki z piłką, w tłoku, z bliska, z nastrzelenia, kiedy broniący nie zawsze nawet piłkę widzi – to jest po prostu chore.

    Polubienie

  11. Dziwne było oglądanie Bayernu bez Lewandowskiego, a jeszcze dziwniejsze oglądanie katastrofy Bayernu już z Robertem na pokładzie. 1:4 z Hoffenheim będą długo pamiętać…
    Czas popatrzeć co się dzieje na innych boiskach

    Polubienie

  12. antropoidNa innych boiskach Suarez ledwie wszedł i już asystuje i strzela - z typową dla siebie swobodą. Kolejny "mądry" ruch transferowy Barcelony... pisze:

    Na innych boiskach Suarez ledwie wszedł i już asystuje i strzela – z typową dla siebie swobodą.
    Kolejny „mądry” ruch transferowy Barcelony…

    Polubienie

  13. Za to nowej Barcelonie od początku szło.Nie poszło natomiast Guardioli – znowu spektakularna wtopa. Ten jego autorski MC ma jakoś dziwnie miękkie podbrzusze. Jeśli ten sezon też mu nie wyjdzie, to łaska szejków może się przesiąść na pstrego konia.

    Polubienie

  14. Choć nie jestem żadnym fan boyem Guardioli (prędzej Kloppa, czy Simeone), to trudno pominąć fakt, że Guardioli wypadł m.in. B. Silva, Gundogan, Jesus, Cancelo, czy Aguero. To tak, jakby Liverpool musiał sobie radzić bez Mane, Salaha, Hendersona, Robertsona i jeszcze kogoś… Lekko by nie było, przyznasz.

    Polubienie

  15. Tu chodzi bardziej o to, że jego komanda osłabiona, czy nie, co roku coś ważnego/najważniejszego zawala.
    Poza tym bez przesady – kontener funtów wpakowany w skład i trenera i taka rozsypka?…
    No niech będzie, że atak ma prawo mocno odczuwać braki, ale już brak jednego obrońcy (nawiasem mówiąc: Jesus, a nie Joao?), miałby w tak mocnej personalnie drużynie powodować ultrabajzel w defensywie?
    Ja po prostu mam od pewnego czasu wrażenie, że te „samograje” Guardioli świetnie się nadają do okładania w lidze słabszych personalnie wieloma golami, lecz kiedy przychodzi gra o dużą pulę, z rywalem zbliżonej klasy, albo słabszym – ale takim, który się konkretnie postawi i nie odpuści, to samograj się zacina. Jak u tenisistów, których wszyscy typują do sukcesów WS, a tu ciągle nic, bo oni nie potrafią domykać decydujących meczów.

    Polubienie

  16. @panszeryf

    I co jakiś czas i tak 4-5 z tyłu. Zgubić punty może każdy, tu bardziej o sposób chodzi. ładujesz w obronę więcej szmalcu niż niektóre topowe kluby w transfery ogólnie, a i tak dostajesz aż tak po pysku.

    Polubienie

  17. No to też dlatego piszę, że nie jestem żadnym jego wielkim fanem i wiem, że ma nieograniczone środki i korzysta z nich ochoczo, ale nie zmienia to faktu, że choćby miał literalnie wszystkich piłkarzy w kadrze, jakich by tylko sobie zamarzył, ale połowa z nich leżała by w szpitalu, to wciąż staje się to problemem 😉

    Polubienie

  18. I o tym, że gość i jego drużyna w najważniejszych meczach głupieje, też powszechnie wiadomo, ale nawet żałosna porażka z kimkolwiek na samym początku sezonu nie sprawia chyba jeszcze, że ten sezon można już spisać na straty? Nawet bym chciał, żeby Man City znów na wiosnę zawiódł swoich fanów. No i w sumie zgadzam się, że cierpliwość szejków chyba już jest bardzo, ale to bardzo mocno nadwyrężona 🙂

    Polubienie

  19. Z tego co gra oraz co piszą o Guardioli wynika, że ma talent do przekombinowania. Może dlatego w kluczowych meczach, które wyjątkowo pobudzają szare komórki, jego drużyny coś muszą zawalić.
    W przeciwieństwie do Kloppa, który sprawia wrażenie, ze jak mu coś się za bardzo komplikuje, to natychmiast stara się to uprościć.
    …….
    Początek sezonu zapowiada się bardzo ciekawie. Zaczynają się finalizować epopeje transferowe, których w tym roku kilka wyjątkowo barwnych się napisało. Na początek Suarez mocno przydzwonił. Ciekaw jestem finalizacji kolejnych i nie mam wątpliwości, że parę dzwonów i parę kich jeszcze zobaczymy. Ja nie miałbym nic przeciwko temu.
    Innych ciekawostek też nie zabraknie. W tym tygodniu ostrzę sobie zęby na niemieckie kwadratowe jaja… – mistrz i zdobywca Pucharu gra o Superpuchar z drugą drużyną ligi.

    Polubienie

  20. Z tych wszystkich względów jakoś mnie nie zdziwiła wtopa z Lyonem, choć MC był bitym faworytem.
    Bo na razie to trochę taki Tomaš Berdych turniejów wielkoszlemowych.

    Polubienie

  21. Pogoń za szmalem w sporcie/piłce ma swoje zalety. Zawsze coś znajdzie się do oglądania. Wczoraj wybrałem Liverpool-Arsenal a dzisiaj Tottenham-Chelsea. Angielski początek tygodnia był niezły.
    A jutro wybieram się do Monachium, ale ostateczną decyzję podejmę jak zapoznam się z pełną ofertą wieczoru.

    Polubienie

  22. „Atalanta nadal boska” jak twierdzi nasz gospodarz, ale ja wizyty w Monachium nie żałuję. Co prawda nadal uważam, że w takiej sytuacji rozgrywanie meczu o superpuchar jest bezprzedmiotowe, ale widowiska byłoby szkoda. Emocje były, a ostatecznie Bayern jak kohorty Czyngis Chana wziął wszystko.

    Polubienie

  23. Jadę do domu, w radiu TOK wiadomości sportowe. Wiadomość dnia: mecz Legii, podali nawet skład. O tym, że Lech już gra i prowadzi – ani słowa.
    Jak jam mam to skomentować??
    A Lech jakby na złość wygrał, choć w końcówce było gorąco.

    Polubienie

  24. Kolejna bestia pożarta – a Legia kolejne wciry.
    Ewidentnie nie chcą jej w tych pucharach.
    Ale Mioduski może zmieni trenera i wtedy to już na pewno będzie dobrze.

    Polubienie

  25. PS. Gole tracone przez Legię – dramat… To jest mistrz Polski, czy jacyś trampkarze?

    Dla Lecha gratulacje – w LE to jakaś inna drużyna niż w tzw. Ekstraklasie.

    Polubienie

  26. Symboliczny dzień… – Legia odpada z LE po kolejnym blamażu, a Robert, przed laty NIEROZWOJOWY dla Legii, odbiera puchary dla najlepszego piłkarza i najlepszego napastnika sezonu!
    …………………
    Brawa dla Lecha!

    Polubienie

  27. Krótka historia o tym, że nie należy oceniać produktu po etykiecie. Kilka lat temu, gdy Legia remisowała z Realami w LM albo trochę wcześniej, gdy przekonująco wygrywała grupę LE, myślałem sobie, że jest to produkt, którego nie da się już spi….dolić. No bo ej, stolica jednego z najszybciej rozwijających się krajów Europy, 2 mln ludzi, z dojeżdżającymi pewnie ze 3, kraj (nie wiadomo czemu) zbzikowany na punkcie kopanej. Tylko ten Leśnodorski mnie uwierał – z kibolami się bratał, złota keta itd. Jak doszło do przepychanek to byłem po stronie Mioduskiego – myślałem sobie: będzie tak samo, a może nawet i lepiej, za to bez tej całej kibolsko-faszystowskiej otoczki, bicia piłkarzy po pysku na boisku itd. W tej drugiej kwestii faktycznie się coś zmieniło – nie wiem czy to efekt jakichś faktycznych działań czy tego, że pola do popisów w Europie jest znacząco mniej, a żebym się przekonał do Ekstraklapy to ktoś by mi musiał wydłubać oczy, natomiast po raz kolejny okazało się, że w Polsce nie ma rzeczy, których nie da się spier…lić, a Mioduski to kolejny po Wojciechowskim flagowy przykład tego, że biznesmen z sukcesami na jednym polu, na drugim może być całkowitym ignorantem.

    Polubienie

  28. A śmiali się kiedyś na Łazienkowskiej z Polonii Wojciechowskiego, to teraz mają replikę u siebie.
    Parę lat temu chciał w Legii robić wynik Czerczesow, po tym jak uratował sezon, tylko chyba domagał się wzmocnień, więc mu podziękowano, a w eter poszedł komunikat o „innej koncepcji”.
    Ta inna koncepcja to próby zawojowania świata jak najtańszym kosztem. Wychodzi z tego Mioduskiemu tyle, że Legia z sezonu na sezon tanieje w atom tempie.

    Jednak nawet to nie jest wytłumaczeniem dla wczorajszych „popisów”, różne już zakalce Legia swoim fanom fundowała, ale ten był wyjątkowo żałosny. Na własnym boisku dosłownie zgnieciona przez azerskiego średniaka.

    Polubienie

  29. @XAVRAS
    Nigdy nie wierz reklamie. Legia w żaden sposób nie była nigdy szczególnie lepsza od innych klubów w Polsce. Od paru lat wygrywa (albo nie) to mistrzostwo różnicą możliwą do zniwelowania jedną decyzją sędziego. To tylko media usiłują z niezrozumiałych względów robić wrażenie, że ten klub jest w naszych warunkach czymś nadzwyczajnym.
    A w tym sezonie, z taką obroną (Jędrzejczyk-Lewczuk? para dobra 5 lat temu), nie ma pewności, czy w ogóle będzie się liczyła w walce o mistrzostwo…

    Polubienie

  30. „711 połączeń” nie pomógł, więc może trzeba sięgnąć po rozwiązania radykalne i zatrudnić na 3 miesiące Nawałkę z całą ekipą. Wywali wszystkich Wiedzących (co innego niż on) i Zasłużonych wtrącających się do wszystkiego, a wtedy mu się podziękuje. Klub już bez złogów odbuduje się o racjonalnie myślących Umiejących.
    Patent Lecha może wypalić. A ryzyko niewielkie bo wszystkiego już próbowano.

    Polubienie

  31. Oczywiście, że Legia nigdy nie była jakoś specjalnie „lepsza” od innych, a biorąc pod uwagę uwarunkowania jest nawet gorsza.
    Przez całą komunę uciułała raptem 4 mistrzostwa Polski, co przy jej ówczesnych przywilejach jest wynikiem dalekim od wyczynu. Dopóki jej budżet był porównywalny z innymi klubami miała z tym potężny problem (Polska to w ogóle fenomen wśród tzw. „demoludów” – w krajach UW chyba wszędzie stolice były hegemonem jeśli chodzi o tytuły mistrzowskie). Po PRLu zaczęła dominować finansowo, ale też nie było rewelacji, dopiero ostatnia dekada – po kryzysie zaczęła obfitować w tytuły, tyle, że zazwyczaj wymęczane.
    Wielokrotnie wyższego od krajowych rywali budżetu kompletnie nie widać na boisku – ani w lidze, ani w pucharach, gdzie ta cała przewaga finansowa wystarcza do przebrnięcia rundy-dwóch więcej w eliminacjach. Legia chwali się finansami i aspiracjami, co roku w budżecie „uwzględnia” dochody z rundy grupowej LM/LE – tymczasem prowadzi taka samą politykę „dziadowania” jak reszta kraju.
    I efekty są takie, jak wczoraj.

    Polubienie

  32. @Xavrasw
    Przy wszystkich mankamentach Leśnodorskiego, w dniu przejęcia pełnej władzy przez Mioduskiego wiedziałem, że lepiej nie będzie. U Leśnodorskiego widać (było) przynajmniej ekscytację i oddanie temu, co robi. A Mioduski sprawia wrażenie właśnie takiego byznesmena, który sercem może jest w wielu miejscach, ale na pewno nie w klubie.

    @Antropid
    W mojej skromnej opinii dużo bardziej żałosny w wykonaniu Legii był mecz z kelnerami w 1., czy 2. rundzie (nawet nie chce mi się sprawdzać, z kim grali, z jakimiś Irlandczykami?) – nie byli im w stanie nic zrobić, wygrali cudem po golu w końcówce, a trener jeszcze bełkotał po meczu coś, że Legia była lepsza, prowadziła grę, itd. Azerowie chociaż potrafią grać w piłkę nożną, więc jakiegoś wielkiego wstydu nie ma. Ale jak jeden kopacz Legii zarabia pewnie więcej, niż wszyscy pracownicy klubu, z którym grają, razem wzięci i na boisku różnicy nie ma, to chyba coś tu nie gra?

    Polubienie

  33. @Leśny
    Fajnie ta jego Legia wygrywała, ale był jednak pewien problem, po pucharach i Lidze Mistrzów, nagle się okazało, że jest dziura w budżecie. Leciał chłop na blefie.

    @byznesmani
    Nie wiem ilu Trumpów potrzeba, by ludzie przyjęli do wiadomości, że do sukcesu w biznesie kompetencje nijak nie są wymagane. Podstawową różnicą między biznesem a futbolem, jest to że w piłce przynajmniej panom byznesmanom dziennikarze paczą na ręce. I tak, różne Wojciechowskie, Drzymały, czy inne Leśne z „biznesmenów o szerokich horyzontach i wizji” wychodzą fakty – skorumpowani zwolennicy mobbingu układający się z półświatkiem. To że to codzienność wielu miejsc pracy zarządzanych przez „byznesmenów z sukcesami” już tam mało kogo grzeje, więc można budować fasadę „wizjonerstwa”.

    @Legia
    Tytuł w dominującym stylu zdobyła jeno w sezonie 13/14, poza tym mniej więcej jak opisał gp, taka dominacja o włos i decyzję sędziego. Gdzieś można ich bronić tym kretyńskim dzieleniem punktów, ale nadal wrażenia to nie robi. Tylko co z tego jak do gabloty jednak trofea idą. na końcu pod patronatem Miodka 15 trofeów zdobyte, przynajmniej składa się to na logiczną całość – w najgorszym okresie dla ligi może ever, ta jednooka Legia jest królem.

    Marzy mi się żeby zamiast jednego przereklamowanego piłkarza, jak choćby ten były kapitan Hajduka który dał się ograć wczoraj jak junior przy drugim golu, hajs z jego transferu i pensji poszedł na iluś trenerów młodzieży, skautów, analityków.

    @Lech
    Fajnie że coś tam się zaczęło toczyć w dobrą stronę, ale ja się wstrzymam z gratulacjami i euforią, jakby nie patrzeć, większość tej dekady spędzili oglądając plecy Legii, inna rzecz że w mojej ocenie też by najpewniej od Azerów dostali oklep. Styl porażki Legii tworzy obraz blamażu, ale, szczerze, z każdym reprezentantem tzw ekstraklasy Qarabag byłby mocnym faworytem.

    Polubienie

  34. @SZERYF

    Możliwe, że te pierwsze 2 mecze były na gorszym poziomie, wierzę w to, ja ich właśnie dlatego nie oglądałem, bo już jakiś czas temu opuściły mnie siły do oglądania tych paskudnych kopanin w preeliminacjach do preeliminacji do eliminacji.
    Chodziło mi bardziej o tę szokującą dominację azerskiego ligowca nad „najlepszym” polskim i to na jego stadionie.
    Kiedyś do naszych klubów przyjeżdżały w gości wielkie firmy i było wiadomo, że bez względu na wynik rywalizacji będzie meczycho, a piłkarze nie narobią poruty.
    A to czwartkowe?… Żadna to wielka firma Qarabag, a zabawiali się dosłownie jak dorośli z dziećmi, gdyby było 6-0, to nie byłoby żadnej przesady w wyniku.
    Zastanawiam się, kto nas jeszcze musi zacząć lać (i ile), żeby się polskim tzw. działaczom pootwierały jakieś klapki w mózgach.

    Polubienie

  35. Liga azerska jest wyżej sklasyfikowana od naszej i dopóki nasza „Myśl …” nie pójdzie na dawno zasłużoną emeryturę to się raczej nie zmieni.

    Polubienie

  36. Chyba trochę niektórzy nie doczytali mojej wypowiedzi – nie porównuje Legii z innymi polskimi klubami, nie wypowiadam się też o rozstrzygnięciach w Ekstraklapie – bo ich nie oglądam. Zestawiam Legię AD2014 z Legią AD2020, Legię Leśnego z Legią Miodka. 0Twojastara pisze o dziurze w budżecie. A co mnie, niedzielnego kibica polskich drużyn w pucharach obchodzi dziura w budżecie? Mało to dziur w różnych budżetach? Żeby daleko nie sięgać np. naszego kraju? I co, dzieję się coś? Może by się zlewarował, może sprzedał za grubę kasę szejkom albo Chińczykom – scenariuszy mogło być mnóstwo. Ten, że Legia by padła byłby na pewno najmniej prawdopodobny.
    Też do tezy o byznesmenach się chciałem odnieść – nie znam biznesów Miodka – trudno mi się wypowiadać o tym jakim jest on menedżerem. Ale jednak tak trochę głupio uogólniać, że wszyscy przedsiębiorcy to „byznesmeni” i jak biorą się za kopaną to wychodzi ich dyletanctwo. No, z całym szacunkiem, nie jest ta „branża” papierkiem lakmusowym, który oddziela biznesmenów od byznesmenów. Jak się popatrzy na wschód to jest tam dosyć sporo przypadków ludzi, którzy biznes robią w sposób, hmm, interesujący, a jednak ich drużyny nie czynią takiej poruty na boisku. I nie mówcie, proszę, że to kwestia kasy…

    Polubienie

  37. „A co mnie, niedzielnego kibica polskich drużyn w pucharach obchodzi dziura w budżecie?”

    W zasadzie możemy tu skończyć. na ludzki język tłumaczymy to: Co mnie obchodzą argumenty, jak mi nie pasują, to sio!
    A jeżeli naprawdę muszę tłumaczyć to proszę – po wyelkim sukcesie, kolejnych fazach grupowych/pucharowych LE i hajsie z LM, okazało się że gigantyczne wpływy(jak na polskie warunki) nie są w stanie nawet pokryć kosztów. A teraz takie pytanie – przy „wpadce” w pucharach, przy braku hajsu z europy, przy wcześniejszych nakładach, jaki mamy rezultat? „Legia nie może upaść” – pewnie, Rangersi też nie mogli. Spłacać długów przez lata też nie będą.
    Nie chcę jakoś bronić Miodka, IMO w Legii nie ma wizji teraz i nie było wtedy, zwyczajnie pompowano wincyj. Tu w mojej ocenie leży główna różnica między Legią 14′ a Legią 20′. A fazami pucharowymi LE bym się tak nie jarał, rozpadająca się Wisła Maaskanta się tam dostała, Legia przed Miodkiem i Leśnym też. Do LM zresztą Legia dostała się grając chyba najgorszy swój futbol w tej dekadzie.

    „I nie mówcie, proszę, że to kwestia kasy…”
    A ja zaryzykuje tezę, że możliwość wydania na same kwoty transferowe 50-70 mln mocno poprawiłaby sytuacje sportową praktycznie dowolnego klubu z ekstraklasy. Dodam, że za absolutnie zabawną mam tezę że te bardziej wschodnie kluby robią dobrą piłkę. Patrząc ile tam jest pompowanę i wyczekując kolejnej kompromitacji Lokomotivu, mogę się tylko uśmiechnąć. Jeden Szachtar wiosny nie czyni, a i oni mają w dorobku klęski 0-5, 0-6 i sporo wstydliwych występów.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s