Pandemia jako ostatnia szansa

Gdybym wśród meczów bieżącego sezonu miał wskazać głównego scenariuszowego mózgotrzepa – wyjmuję termin z prywatnego słownika filmowego, troszkę pokrewny anglojęzycznemu „mindfuck movie” – bez sekundy wahania wybrałbym wieczór w Madrycie, podczas którego piłkarze Realu oberwali od Szachtara Donieck. Zamigotała mi wtedy we łbie myśl, której żaden poprawnie funkcjonujący umysł nie powinien już nigdy wyprodukować. Wyobraziłem sobie, że Real nie przetrwa jesieni w Lidze Mistrzów. Wyleci z hukiem, na wiosnę już go nie zobaczymy.

Pamiętacie okoliczności: pokiereszowani przez COVID-19 goście przylecieli do Madrytu bez aż 13 graczy seniorskiej kadry, w tym wielu podstawowych, więc między słupki wpuścili 19-letniego Anatolija Trubina, a przed nim defensywę współtworzyli niewiele starsi Walerij Bondar i Wiktor Kornienko, którzy również z Champions League nigdy wcześniej się nie zetknęli. Całą ekipę wystawili zresztą przyjezdni nieprzyzwoicie młodą, aż ośmiu zawodników nie obchodziło jeszcze 23. urodzin.

A jednak podołali. Do przerwy prowadzili trzema golami, po przerwie nie dość, że wybronili się przed zmasowaną ofensywą faworyta, to jeszcze wyprowadzili kilka kontrataków, którymi mogli ostatecznie wysadzić Real w powietrze.

******

Ostatecznie utwierdziłem się wtedy w podejrzeniu, że koronazawierucha przewróci w tym sezonie wielu potentatów, którzy zdawali się nie do przewrócenia. Teoretycznie madrycka sensacja temu przeczyła – Szachtar ją sprawił, choć zaraza splądrowała mu szatnię. Ale jego kłopoty najpierw wpłynęły na trenera Zinedine’a Zidane’a, który dał odetchnąć w rezerwie Karimowi Benzemie czy Vinicuisowi, oraz jego piłkarzy, którzy byli na boisku nieobecni duchem, najwyraźniej wychodząc z szatni z przeświadczeniem, iż mecz wygrają od niechcenia, wystarczy postawić parafkę pod pożądanym wynikiem. I ocknęli się, gdy zrobiło się za późno. Natomiast rozochoceni rywale już do ostatniego gwizdka biegali swobodnie, być może oszołomieni wystrzałem endorfin po imponującym początku, więc zweryfikowały ich dopiero następne mecze – przed Interem się jeszcze obronili (0:0, głównie dzięki fantastycznemu popisowi wspomnianego żółtodzioba w bramce, po uderzeniu Romelu Lukaku z rzutu wolnego miał paradę jesieni), by w zderzeniu z Borussią Mönchengladbach całkiem się rozpaść (0:6).

Madrytczycy kilka dni przed nieszczęsnym wieczorem w Champions League przegrali też w lidze hiszpańskiej (u siebie, z Cadiz!), podobnie zresztą jak Barcelona (z Getafe) – co gorsza obaj giganci zdołali wydusić z siebie po jednym celnym strzale. Jeszcze osobliwiej działo się w ten sam weekend na stadionach włoskich – mistrz Juventus ledwie zremisował (z wiszącym nad dnem tabeli Crotone!), natomiast wicemistrz Inter, trzecia w ubiegłym sezonie Atalanta oraz czwarte Lazio solidarnie poprzegrywały.

I nie było to żadne odstępstwo od normy, tylko nowa, popandemiczna norma, utrzymająca się po dziś dzień. Wystarczy spojrzeć na plan ogólny. Lidze hiszpańskiej niezmiennie od tamtej pory lideruje Real Sociedad, za którym wciąż podąża wicelider Villarreal, natomiast w lidze włoskiej nadal przewodzi AC Milan, który nadal wyprzedza Sassuolo – w obu krajach przez miesiąc nic się nie zmieniło, choć wtedy kształt tabeli wydawał się milisekundowym zaburzeniem. Liga angielska? Zwolnił wprawdzie Everton, ale na szczycie prężą się Leicester i Tottenham, zaraz za Liverpoolem czai się Southampton, oba Manchestery wiszą w dolnej połowie tabeli. Wszędzie rządzą drużyny spoza bieżącej edycji Champions League.

Albo inaczej – rządzi chaos. Czasami Lazio prawie w przededniu wyjazdowego meczu w Ligi Mistrzów dowiaduje się, że tłum kluczowych graczy musi z powodu infekcji zostawić w domu, a czasami tego samego dowiaduje się Ajax Amsterdam, ale ostatecznie na mecz wychodzą zarówno kapitan Duszan Tadić, i podstawowy bramkarz Onana, choć wcześniej obu również skreślono jako zmuszonych do kwarantanny. Nie chcę zanudzać wnikaniem w detale, w skrócie nagłe zwroty akcji wynikają z tego, że ligi krajowe mają swoje laboratoria i procedury, a UEFA ma swoje, że do rozgardiaszu dokładają się lokalne przepisy sanitarne etc. Nikt nigdy nie zna dnia ani godziny. (Osobny temat, teraz odkładam na bok: kluby, które prawdopodobnie oszukują).

******

Przede wszystkim jednak bałagan wywołała decyzja europejskich władz futbolu, by wrzucić wszystkich piłkarzy na kontynencie w warunki ekstremalne.

Choć bonzowie z UEFA działają bowiem w stanie wyższej konieczności, zmagając się z zarazą, postanowili nie rezygnować z niczego. Nie wykreślili z kalendarza żadnych meczów (nawet Superpucharu Europy, sprzedawanego jako poważna gierka, a będącego w istocie błahą, właściwie towarzyską), lecz ścieśnili je do maksimum, jakby chcieli zbadać granice wytrzymałości piłkarzy. Po sześć kolejek w rundzie grupowej Ligi Mistrzów i Ligi Europy, w minionych latach rozciągniętych od połowy września do połowy grudnia, upchnęli w ośmiu (!) tygodniach – co więcej, jedyna przerwa, która właśnie trwa, też nie da wytchnienia, ponieważ najlepsi rozjechali się na zgrupowania reprezentacji.

A ponieważ nie zmodyfikowano również formuły Ligi Narodów, którą dodatkowo obłożono sparingami oraz zaległymi barażami do Euro 2020 (nie powinniśmy aby używać nazwy Euro 2021?), ani nie zrezygnowano ze sparingów (to już decyzja federacji krajowych), to piłkarze również dla kraju grają intensywniej niż kiedykolwiek. W październiku po raz pierwszy musieli znieść trójmecze, czyli dawkę przyswajaną dotąd tylko na turniejach, i w listopadzie muszą znieść ją ponownie. Nierzadko z przyczyn o wątpliwej wartości sportowej – po jaką cholerę Portugalia i Bułgaria wikłały się w sparingi z amatorskimi reprezentacjami Andory i Gibraltaru?

Klubowi trenerzy stają przed alternatywą – albo będą posyłać na murawę zawodników wycieńczonych (i ryzykować ich zdrowie), albo bez umiaru tasować nazwiskami, śmielej niż kiedykolwiek próbując wygrywać rezerwowymi. Obie drogi prowadzą do częstszych wpadek faworytów i generalnie wyników przypadkowych. Podobnie jak zarządzanie drużyną zredukowane do doraźnego reagowania, wymuszone okolicznościami uniemożliwiającymi normalne trenerzy. Między meczami piłkarze liżą rany, a i tak coraz częściej padają – w lidze angielskiej liczba kontuzji mięśniowych wzrosła o 42 proc. w stosunku do poprzedniego sezonu, w lidze rosyjskiej rzesza wyłączonych z gry (uraz lub COVID-19) przekroczyła właśnie 10 proc. całych zasobów kadrowych (!), w lidze włoskiej krzyczy się o wszechogarniającym fałszowaniu rywalizacji, w poprzedni weekend na długo lub bardzo długo kluczowych graczy straciły Bayern (Joshuę Kimmicha, najważniejszy obok Lewandowskiego element drużyny), Barcelona (Ansu Fatiego, jesienią chyba najlepszego w zespole) czy Liverpool (Trenta Alexandra-Arnolda, wcześniej więzadła krzyżowe w kolanie zerwał Virgil van Dijk, w środę do listy pacjentów dołączył Joe Gomez). To nie wyrwany z kontekstu natłok pecha, lecz trend, tymczasem terminarz jeszcze zgęstnieje i trenerzy niepokoją się, że całkiem stracą panowanie nad biegiem wypadków.

Przypomnijmy sobie zresztą kazus Roberta Lewandowskiego sprzed miesiąca. Oto napastnik z zasłużoną reputacją niezniszczalnego nie znalazł się w kadrze na mecz Pucharu Niemiec, choć nie leczył urazu ani nie odbywał dyskwalifikacji, co w Bayernie nie zdarzyło się jeszcze nigdy – supergwiazdor nie zagrał, bo dzień wcześniej (!) we Wrocławiu strzelał dla reprezentacji Polski, a dwa dni później czekał go ligowy wyjazd do Bielefeld. Piątoligowców z Düren musiały odprawić głębokie rezerwy monachijczyków. Aż przypomniał mi się rozgardiasz lat 80., w których zdarzało się, że Zbigniew Boniek nazajutrz po finale Pucharu Europy na Heysel wsiadał do prywatnego samolotu, by wieczorem w Tiranie wbić zwycięskiego gola Albanii w meczu eliminacji mundialu, a Soren Lerby grywał i dla reprezentacji Danii, i dla Bayernu tego samego (!) dnia, w dodatku ostatnie półtora kilometra na monachijski stadion pokonywał pieszo, bo samochodem utknął w korku. Tylko że wtedy nie istniała Liga Mistrzów rozciągnięta dla najlepszych do 13 meczów, przez 90 minut nie przebiegało się po murawie kilkunastu kilometrów, potentaci nie mieli rangi superklubów i mieli prawo do incydentalnych porażek.

*****

Sezon stale przyspiesza, chaosu przybywa, niesłychanych rozstrzygnięć też. Przyzwyczailiśmy się, że wracający ze zgrupowań reprezentacji piłkarze wielkich klubów słaniają się na nogach i/lub czują się wypaleni psychicznie (bo w kadrach narodowych też wymaga się od nich najwięcej) – zjawisko obwołano nawet „wirusem FIFA”. A ponieważ tej jesieni zamęt potęguje jeszcze COVID-19, obserwujemy rywalizację wypaczaną przez kombinację dwóch chorób.

W październiku jej skutki uwypuklił szokujący przebieg meczu Napoli z Atalantą. Gospodarze przystąpili do niego po spędzeniu dwóch tygodni we wspólnej izolacji, więc mieli mnóstwo czasu na spokojny, niezakłócany żadnymi obowiązkami trening. I już w pierwszej połowie strzelili aż cztery gole gościom z Bergamo, którzy wcześniej przez kilkanaście miesięcy grali rewelacyjnie, wywołując sensację i w kraju, i za granicą. Aż rozbiegli się po świecie z powodu powołań do reprezentacji, w wielu wypadkach wymagających wyprawy do Ameryki Płd. – dotyczyło m.in. kluczowych piłkarzy, jak Kolumbijczycy Duvan Zapata oraz Luis Muriel. I ewidentnie pękli w zderzeniu z odświeżonymi, głodnymi walki neapolitańczykami. Nie ulega wątpliwości, że wynik meczu wypadł z bębna koronawirusowej maszyny losującej.

Jeszcze w niedzielę wydawało się, że w listopadzie identyczną metodą ustalimy rezultat hitu jeszcze ważniejszego, bo rozgrywanego w Lidze Mistrzów. Regionalne sanepidy zabroniły bowiem wyjazdu na zgrupowania reprezentacji piłkarzom kilku klubów włoskich (zdiagnozowano w nich pojedyncze przypadku zakażenia COVID-19), w tym Interu Mediolan, który podejmie – w spotkaniu być może rozstrzygającym o awansie do 1/8 finału, obie drużyny balansują na krawędzi – Real. To oznaczało, że od grania odpocznie (i solidnie poćwiczy) cała kadra nerazzurich, łącznie z aż 16 zawodnikami powołanymi do drużyn narodowych (wśród nich latającymi na drugą półkulę Lautaro Martinezem, Arturo Vidalem i Alexisem Sanchezem), natomiast gwiazdy madryckie wrócą do Champions League wytarmoszone, walką na boisku oraz podróżowaniem. Kalka okoliczności, w których tryskające energią Napoli rozbiło wyzutą z energii Atalantę.

Zagrożenie przynajmniej na razie minęło, ponieważ graczom Interu ostatecznie pozwolono ruszyć się z Mediolanu (byle latali prywatnymi samolotami, zakaz objął za to niektórych graczy innych klubów Serie A), ale znów administracyjne drobiazgi dzieliły nas od sytuacji, w której zasada równości szans zostałaby poważnie naruszona. I zdrowy rozsądek nakazuje oczekiwać, że za parę chwil naruszona zostanie.

Pandemii nie kontroluje nikt, wirusowa loteria może skrzywdzić każdego w każdej chwili, a kiedy Real przyjmuje cztery gole od Valencii, to nie sposób usprawiedliwić go wyłącznie absurdalnie przeładowanym kalendarzem i tym, że w sobotę COVID-19 znienacka wykluczył z gry Casemiro i Edena Hazarda. Nie, w madryckim państwie źle dzieje się od dawna, choć niedzielny wieczór rzeczywiście przebiegał karykaturalnie – aż trzej obrońcy gości (lord Sergio Ramos, Marcelo, Lucas Vásquez) zmusili sędziego do podyktowania rzutów karnych, czwarty (Raphael Varane) załadował samobója. Nigdy wcześniej się z takim show nie zetknąłem. Im intensywniejsza jednak koronazawierucha, tym bardziej klimat sprzyja słabszym – przypadek i zamęt generalnie zrównują szanse, a teraz niefaworytom służy jeszcze każdy wolny dzień, w którym mogą odetchnąć, przycupnąć przed telewizorami i popatrzeć, jak giganci wykrwawiają się w Champions League.

*****

Właśnie dlatego w tytule notki sklasyfikowałem pandemię jako „ostatnią szansę” – ostatnią dla klasy średniej. Potentaci czują, że będą mieli ciężej niż zazwyczaj, więc gdzieniegdzie wynegocjowali prawo do pięciu zmian w meczu, a gdzieniegdzie próbują je wymusić. Oficjalnie uzasadniają żądania troską o zdrowie ligowców, ale ich argumentacja zalatuje, delikatnie mówiąc, hipokryzją, przecież oni mają w szatniach mnóstwo świetnych piłkarzy i mogliby tasować nazwiskami jeszcze intensywniej niż zazwyczaj, nikt nie nie kazał trenerowi Jürgenowi Kloppowi trzymać na boisku Alexandra-Arnolda (zanim nabawił się kontuzji) przez 691 z 692 minut gry w Premier League oraz przez 262 z 270 minut rywalizacji w Champions League. Nawiasem mówiąc, ciekawe, jak długo wytrzymają członki biegającego po przeciwległej flance Andy’ego Robertsona, skoro nimi szarpie się jeszcze brutalniej – w Liverpoolu Szkot jako jedyny ani na momencik nie zszedł z boiska w lidze angielskiej, w reprezentacji kraju zniósł już dwie dogrywki w barażach o Euro 2020.

Nie, trenerzy wielkich firm nie martwią się wyłącznie o psychofizyczny dobrostan piłkarzy, bardziej boją się porażek, przeraża ich totalna utrata kontroli nad sytuacją w tabeli. Wspomniany Liverpool, któremu właśnie rozpadła się defensywa, stracił dotychczas w krajowej lidze najwięcej goli (16) po Leeds i West Bromwich (po 17); Manchester City przestał wyglądać na ekipę natchnioną, która, owszem, niekiedy przegrywa, ale każe nam wtedy wzdychać, że bogowie futbolu potraktowali ją niesprawiedliwie; Juventus, agresywnie przeprojektowywany przez menedżerskiego żółtodzioba Andreę Pirlo, uciułał ledwie dwa zwycięstwa w sześciu meczach Serie A (trzecie zawdzięcza walkowerowi, a Napoli wcale nie musiał pokonać…); Barcelona wydłubuje 1,57 punktu na kolejkę Primera Division, paraliżuje ją lęk o decyzję Leo Messiego w sprawie swojej przyszłości, targa finansowy kryzys i kampania wyborcza; Real Madryt musi pełnię energii zainwestować w Ligę Mistrzów. Im głębiej wchodzimy w sezon, tym bardziej realne zdaje się, że giganci – wytarmoszeni przez pandemię, pozbawieni normalnych przygotowań do sezonu, przygnieceni przez wewnętrzne kłopoty i/lub żyjący w okresie przejściowym – wreszcie stali się wrażliwi na ciosy. I być może przynajmniej na chwilę ustąpią, być może odetchniemy od monopoli i duopoli. Nie lubię tego sformułowania, ale teraz wydaje mi się jedynie adekwatne – jeśli spauperyzowana klasa średnia nie zbuntuje się w tym sezonie, to już chyba nigdy.

I tylko Bayern, choć rywalizuje w oferującej ostatnio fantastyczny futbol Bundeslidze, uparcie nie chce zauważyć, że nastała era niepewności, każdy powinien trochę poprzegrywać. Jakby monachijczycy wynaleźli niezawodną szczepionkę, przyjmowali ją potajemnie i jeszcze popijali eliksirem niezniszczalności.

54 myśli na temat “Pandemia jako ostatnia szansa

  1. Bayern mial ponad miesiąc wolnego od ostatniego meczu Bundesligi(27.06) do rewanżu z Chelsea(08.08). Kluby włoskie, angielskie i hiszpańskie tego nie miały. Ot, caly sekret…

    Polubienie

  2. Bardzo mi się to zamieszanie podoba i liczę na jego trwanie. Może dzięki temu kilku gigantów zarobi mniej i się skurczy, dzięki czemu w dłuższym terminie rywalizacja się wyrówna?
    W Barcelonie już piszczą, że tracą płynność, bardzo dobrze, pora na wyprzedaż. Każdy upadek tzw. wielkiej firmy to byłaby bardzo dobra rzecz dla piłki.
    Niestety oligarchowie tu i tam mogą liczyć na pomoc, jak Juventus przy walkowerze z jednym z głównych rywali. Sławetne 5 zmian i rozszerzanie ławek też jest przecież dla nich.

    Polubienie

  3. @Antropoid
    „No tego właśnie u niego absolutnie nie dowodzi – bo mimo wspomnianego wyniku, założył klapki na oczy i cały czas skacze na Nawałkę jak na pochyłe drzewo.
    A Brzęczek jeszcze tego wyniku nawet nie wyrównał.”
    W domyśle było, że liczy się ostatni wynik. Na MŚ wyglądaliśmy bardzo słabo, więc ME się nie liczą – można skakać.

    W aktualnym temacie – czyli jednak szeroko pojęta tzw. Ekstraklasa to jednak wizjoner – tutaj wyniki z bębna maszyny losującej wypadają już od dawien dawna 😉

    Polubienie

  4. @Alp
    Dokładnie. Wynik wynikowi nierówny. Brzęczek wygrał grupę (pomijam, że najsłabszą w historii), większość meczów wygrywając cudem, a drużyna wyglądała, jak przypadkowa zbieranina. U Nawałki (szczególnie w pierwszej części kadencji) drużyna wyglądała na drużynę. Nie grała, jak najlepsza Brazylia, Barcelona, czy Bayern, ale wyglądała jak nieźle zaprojektowana i naoliwiona maszyna, której nie trzeba się wstydzić. Patrząc na reprezentację Brzęczka jest mi niedobrze.

    Polubienie

  5. W I połowie to nam zdziesiątkowani Włosi serwują niezłą „naprawę państwa”.
    Taki przedsmak ME.
    Jeśli w II będzie to samo, to można powiedzieć: Brzęczek szlifuje swój styl z eliminacji.

    Polubienie

  6. Pomijając ewidentną czerwoną za uderzenie Rec w twarz, to mamy, czego chcieliśmy. Brzęczek chyba chciał wyrównać szanse, to wystawił Recę i kazał przez niego grać. Niestety nasza młodzież z dobrym rywalem zwyczajnie nie daje rady.

    Polubienie

  7. No, sędzia gwizdał typowo po gospodarsku, jak to często bywa, kiedy grasz we Włoszech.
    Natomiast zagraliśmy dziś naprawdę słabo.

    Polubienie

  8. Czy po gospodarsku to trudno powiedzieć, bo np. Góralski spokojnie mógł wylecieć już po pierwszym faulu, ale mniejsza z tym.

    W sumie nie stało się nic nadzwyczajnego, bo obie repry zagrały na swoim poziomie.
    Polacy to, co grali w el. ME i Włosi tak, jak grają, gdy im zależy.
    Do Gdańska, gdzie było 0-0, to tylko wpadli nie przegrać i się przy tym nie zmęczyć.

    Polubienie

  9. @Antropoid
    Tego faulu w ogóle by nie było, gdyby sędzia odgwizdał faul Włocha, tamten wjazd też był dość niefajny, tyle że nasz zdążył uciec z nogami. Brak czerwonej za rozmyślne uderzenie Recy w twarz, Brak reakcji na duszenie Lewego, brak reakcji na kolejny ewidentny faul – potem nasi się grzeją i reagują, Włosi krzyczą, jak to strasznie ich boli i jest podstawa, żeby dać kartkę. Scenariusz znany od lat. Nie tego należy oczekiwać od sędziego. Potem jest druga żółta po faulu, który jeżeli w ogóle był, to absolutnie nie na kartkę, było wybicie piłki przecież.
    No ale jest taka zasada w futbolu: dostaniesz żółtą za coś, za co Włoch i Hiszpan jak zrobią – to nie będzie faulu, a czerwoną za coś, za co nie dostaną nawet zółtej.
    No ale nie tym się powinniśmy martwić. Jedyny plus to brak straty bramki z gry w 11. Niestety nasze mecze z czołowymi kadrami chyba będą wyglądały właśnie tak – rozpaczliwa obrona i trzymamy 0-0 ile się da. W sumie patrząc po klubach, w jakich gramy – na więcej nas nie stać. Trzeba się nastawić na Słowaków, dobrze ich rozpracować, wygrać mecz, z Hiszpanią zagrać rozsądnie i ekonomicznie, ze Szwecją powalczyć o remis, który może nam dać drugie miejsce i wtedy można wylosować w II rundzie przeciętnego rywala, którego będzie się dało ograć. Niejeden turniej już przegraliśmy dlatego, że trener nie miał strategii.

    Polubienie

  10. Po wczorajszym meczu Ukrainy z Niemcami byłem większym optymistą (w drugiej połowie trzykrotnie słupek ratował Neuera przed stratą bramki), chociaż na sukces na wyjeździe nie liczyłem.
    I nawet jak skład wyjściowy mnie zaskoczył, to nie myślałem, ze będzie aż tak źle. Inna rzecz, że Włosi też zagrali od początku wyjątkowo jak na nich wysoko. Przyzwyczajony jestem, ze pod swoją bramką nie zostawiają rywalowi miejsca na rozegranie piłki. Ale oni dzisiaj przykryli nas bardzo krótko już pod naszym polem karnym i wykorzystując swoją przewagę techniczną nie tylko nie pozwolili nam na rozegranie piłki, ale nawet uniemożliwiali nam jej przyjęcie. Jeżeli zagrali wysoko dlatego, ze obawiali się o swoją obronę bez dwóch kluczowych piłkarzy to okazało się to patentem na cały mecz.
    Zmiany nic nie wniosły. Co prawda Grosicki parę razy zafurkotał, ale każda próba minięcia rywali kończyła się stratą piłki, Zielińskiego czeka długi powrót do gry po wirusie jak twierdzi jego trener, a o bezradności Góralskiego najlepiej świadczą dwie szybkie żółte kartki. Co prawda z powtórek wynikało, że najpierw trafił w piłkę, ale już za pierwszy faul mógł otrzymać od razu czerwień.
    To, że młodzi czuli się sparaliżowani postawą włoskich rezerw to mnie specjalnie nie dziwi, ale nie mogę zrozumieć, że rutyniarze nie udźwignęli ciężaru.
    P.S.
    Czy nikt Krychowiaka nie uprzedził, że Włosi jak tylko poczują rękę rywala na ramieniu, zwłaszcza w polu karnym, to natychmiast padają na ziemię jak rażeni piorunem?

    Polubienie

  11. Niby taki wysoki poziom tutejszego „forum”, a ktokolwiek próbuje jakkolwiek opisywać rzeczywistość, której opisywanie jest bezcelowe. Jak ktoś trafnie zauważył – powrót do poziomu z eliminacji, czyli ostatnich gier o stawkę. Żenada i już. Ale nie będę dalej męczył zdartej płyty.

    Polubienie

  12. Pierwsza połowa chyba wyjaśnia dlaczego „młodzi zdolni” mają taki problem ze szturmowaniem kadry. Jezu, jakże źle to wyglądało.

    Druga już tak lepiej, nie żebyśmy doskoczyli do poziomu Włochów, ale był jakiś opór, jakaś gra, cokolwiek.

    Arbitra jakoś bym do meczu nie mieszał, mógł wywalić Góralskiego wcześniej, mógł i powinien podyktować karnego po łapie Bednarka.

    Jak już przy Bednarku jesteśmy, to ten chłopak jest już te kilka lat w kadrze, to nie debiutant. A regularnie odwala takie cyrki, że ja się w głowę drapie, co on w tej „najlepsiejszej Premier Leauge” robi.

    Polubienie

  13. @Brudne gierki Włochów

    Były, są i pewnie będą, tego, co widzieliśmy na boisku się nimi nie wytłumaczy, za cholerę.
    A jeśli już gdybać, to wolę gdybanie takie: gdyby nasi biegali 2, 3 X szybciej (czyli tak jak Włosi), gdyby nie dawali sobie zabierać piłki jak dzieci, itd. to porażki mogło by nie być.

    @ME

    Można się tylko modlić, żeby przed turniejem jakiś ew. udany sparing lub dwa nie napompowały naszych do roli „wielkiego faworyta” ze Słowacją, bo balon może pęknąć z hukiem już w tym I meczu.
    I żeby Szwecja nas tradycyjnie nie stłamsiła tą swoją nudną solidnością, której polski futbol od dekad nie posiada.
    O starciu z Hiszpanią lepiej na razie nie myśleć (higiena psychiczna).

    @Bednarek

    Nieraz o tym pisałem. Niby talent, wśród Polaków rodzynek, który daje sobie radę w Premiership, a jednocześnie bomba tykająca we własnym polu karnym, niemal co mecz odwala jakiś numer, od którego włos się jeży. sam siebie z meczu z Senegalem już pewnie nie przebije (odpukać), ale tendencja niestety się utrzymuje.

    Na koniec jeszcze o Recy – nie wiem, czym koleś tak Brzęczkowi podpadł, że go prześladuje tymi powołaniami i wystawia na taki obciach jak w Italii.

    Polubienie

  14. @Brudne gierki Włochów
    Rzecz tak oczywista i przewidywalna, że aż dziwne, że wciąż nie możemy się tego nauczyć. Faul, po którym faulujący widowiskowo przewraca się i miota w agonii czekając aż sędzia ukarze przeciwnika? Chwyty i przepychanki, aż przeciwnik się odwinie i znowu będzie można konać na murawie, radośnie wstając gdy tylko sędzia zareaguje? Wszystko to było i było też do przewidzenia. Nieumiejętność zachowania się przy tak grających Włochach to już błąd i Brzęczka, który na to nie nastawił zawodników i ich samych, skoro po pierwszej takiej sytuacji dawali się dalej na to samo nabierać.

    Swoją drogą, przy wszystkich ostatnich meczach z Włochami widać było, że uwielbiają ostatnio grać bardzo szeroko, skrzydłowi i boczni obrońcy trzymają się bocznych linii rozciągając przeciwnika i robiąc pozostałym mnóstwo wolnego miejsca. I na te szerokie włoskie skrzydła wychodzą tacy mocarze jak Reca czy Szymański, po czym oczywiście ani nie radzą sobie w obronie ani nie pomogą w rozegraniu (o ataku nic nie da się powiedzieć).

    Polubienie

  15. Dla Brzęczka priorytetem jest się dowiedzieć, czy ktoś nie uważa go za wsioka.
    Niektórzy kibice próbują doszukiwać się u niego wizji, bo powołuje wszystko, co się rusza, umie kopnąć piłkę i ma mniej, niż 23. lata.
    Po meczu, w którym wyglądaliśmy, jak San Marino niektórzy koncentrują się na tym, czy aby mecz nie powinien zostać anulowany, bo Włosi za dużo sztuczek aktorskich pokazali.
    Że Brzęczek nie ma bladego pojęcia ani o taktyce, ani o motywacji, bez których nie mając jedenastu Lewandowskich nie mamy czego szukać w starciu z zawodowcami? Nie ma znaczenia.
    Cyrk na kółkach 😀

    Polubienie

  16. Widzę, że muszę wyjaśnić, bo niektórzy chyba nie rozumieją – nie twierdzę, że występ sędziego jest czymś istotnym w tym meczu. Wszedł taki temat, więc piszę, co uważam, przecież nie musimy mówić tylko o samej grze.
    Nie ma wątpliwości, że zagraliśmy słabo, nawet z Holandią udało się jakąś akcję sklecić, a tu totalne dno w ataku. Ale wszystko zaczyna się od fundamentów. Ustalenie schematu rozegrania przez Recę okazało się katastrofą, planu B brak, no i potem tak to wygląda. No ale przynajmniej wiemy, kto jest słaby (nie tylko Reca, bo Jóźwiak wszystkie podania od niego zwracał od razu z powrotem albo tracił).
    Z Holandią pewnie zagrają Rybus i Kędziora i liczę na normalniejszy przebieg gry, bo innych opcji brak i szans na podjęcie walki z czołówką nie będzie żadnych.

    Polubienie

  17. @PanSzeryf

    Wiesz, to w sumie nic dziwnego, że kibice doszukują się wizji. Ja pamiętam mecze repry gdzieś tak od 1988 i cały czas doszukiwali się wizji, bo czego innego nie można się było doszukiwać 😉 Był mały wyjątek w 2016, ale jak widzisz duża część kibiców narzekała na brak perspektywicznego rozwoju drużyny, więc wrócono do sprawdzonej metody „budowania drużyny na następną imprezę”. Spokojnie Polacy, nic się nie stało xDD

    Polubienie

  18. Nie ma chyba nic durniejszego, niż „budowanie reprezentacji na przyszłość” tuż przed turniejem finałowym, w dodatku w takich realiach jak polskie – kiedy nie widać tej drużyny nawet na teraźniejszość, bo z selekcjonera taki budowniczy, jak dwaj sąsiedzi z czeskiej dobranocki.

    Skoro jest awans na ME, to reprezentacja ma być na teraz, a nie „na przyszłość”, która w naszych warunkach nie wiadomo kiedy następny awans na mistrzostwa przyniesie, zwłaszcza po zakończeniu kariery przez RL.

    Polubienie

  19. @up

    Dlatego nie oglądam tego badziewia. Jeszcze kilka milionów ludzi się przyłączy, sponsorzy nie dostaną swoich GDPR-ów i kopną w dupę PZPN to może coś się zmieni…
    Żartuję – wiadomo, Polacy to patrioci – nieważne, że kicha i oczy bolą, ważne, że nasza.

    Polubienie

  20. Z całej polskiej piłki to akurat tylko reprezentacja jeszcze jakoś wygląda. Więc jak miałyby być kopniaki, to najpierw gdzie indziej.

    Polubienie

  21. Kacper Sosnowski jak zwykle przedstawił swoją pomeczową analizę: – „statyczność, niedokładność, wolne myślenie, brak zaangażowania, brak planu na mecz, agresja, mniejsze umiejętności piłkarskie – to siedem grzechów głównych …. za sześć pierwszych nie ma rozgrzeszenia”.
    Problem w tym, że trzy pierwsze to bezpośredni skutek mniejszych umiejętności, a agresja to objaw totalnej frustracji. Serducha na boisku, o czymś kiedyś pisałem, to ja w życiu nie widziałem, ale wczoraj już po kilku minutach widać było totalną bezradność. Nie wiem czy był plan na wczorajszy mecz (zakładam, że był) i jaki był, ale widać było już po paru minutach, że nie działa.
    Bo nie mógł.
    Grzechem śmiertelnym naszych piłkarzy jest brak umiejętności tylko, że za to nie oni odpowiadają tylko system szkolenia, którego efektem jest słabe techniczne wyszkolenie i absolutny brak umiejętności gry pod presją na całym boisku. Tego ostatniego się nie uczy juniorów, ani nie gra na żadnym poziomie rozgrywek z Extraklasą włącznie. Nasza myśl szkoleniowa jest na etapie obrony Częstochowy (słynny niski pressing), ustawiania klocków i gry na wypierd do napastnika lub (lepiej) do skrzydła. O wyjściu kilkoma podaniami z pod własnej bramki, zgubieniu krycia szybką wymianą podań nie ma mowy bo piłka odskakuje od nogi, a partnerzy nie potrafią wyjść na pozycję. To dlatego tak często wściekaliśmy się wczoraj jak nasi obrońcy „próbowali przejść do przodu” rozgrywając piłkę ze Szczęsnym.
    Kiedy Włosi wyszli na nas krótko jeden na jeden na całym boisku było pozamiatane.
    Żeby z tym sobie poradzić trzeba umieć odegrać z pierwszej piłki, przyjąć ją po presją i odegrać do partnera, ewentualnie przyjąć, przedryblować i podać, a na dodatek partnerzy muszą uwolnić się spod krycia, żeby przyjąć piłkę i mieć następnego na pozycji do którego mogą odegrać. Przed laty uczyliśmy się tego na podwórkach – dzisiaj nasi piłkarze uczą się dopiero w zagranicznych ligach i to z różnym skutkiem. Dlatego to nie oni są głównymi rozgrywającymi, a jeżeli nawet odgrywają w swoich klubowych drużynach w tym zakresie znaczącą rolę, to nie byłoby to możliwe bez wsparcia partnerów z drużyny.
    Wczoraj Brzęczek nie mógł z nich w pełni skorzystać bo większość jest bez formy. Można gdybać czy nie lepiej byłoby zacząć rutyniarzami, a w większym zakresie wpuścić młodych po przerwie (to było moje zaskoczenie kiedy zobaczyłem skład wyjściowy). Ale biorąc pod uwagę co zwojowali wychodząc po przerwie na podmęczonego rywala myślę, że po prostu nie miał wyjścia. A on ich widział nie tylko w meczu z Ukrainą, ale również na treningach.
    P.S.
    Dyskutowanie „o wizjach”, „budowaniu drużyny na przyszłość” jest zupełnie bezprzedmiotowe. Drużynę na EURO można budować tylko z cegieł jakie są do dyspozycji, bez względu na to czy budować będą „sąsiedzi” czy budowniczowie piramid. Możemy mieć tylko nadzieję, że młodzi się będą rozwijać, a rutyniarze szybko odbudują formę. I to bardzo szybko, bo w przyszłym roku zaczynamy eliminacje do MŚ.

    Polubienie

  22. Wow, to teraz już nie fala cudownej młodzieży, tylko te wapniaki, którymi 5 długich lat męczył polskiego kibica przeklęty Nawałka mają ratować przed kompromitacją tyłek trenera-żółtodzioba, który przyszedł do kadry uczyć się zawodu?

    Polubienie

  23. @Alp

    Jak bezprzedmiotowe? Przecież to Ty głównie od ostatniego mundialu krzyżujesz Nawałkę za „budowanie drużyny bez przyszłości”, „żelazną jedenastkę” czy jak to tam dalej szło. A teraz taki zwrot, że to bezprzedmiotowe? No proszę Cię..
    I jeszcze te farmazony, że polscy piłkarze nie umieją operować piłką. A za Nawałki umieli? Jak się ma gówniany materiał to trzeba wziąć fachowca co umie lepić z gówna, a nie frajera, który nie umie złożyć nawet wg instrukcji. Faktycznie nie ma co strzępić ryja. Wystarczy popatrzeć na siatkówkę: 3-4 najmocniejsza liga świata, tytuły mistrzów świata, MVP mistrzostw i kogo się bierze na selekcjonera? Wnioski nasuwają się same…

    Żeby nie było – nie sądzę, że Nawałka był fachowcem światowej klasy, bo jego dalsza kariera jednak na to nie wskazuje. Ale jednak w tym gównianym materiale umiał lepić całkiem nieźle. A spośród tych z polskim paszportem to powiedziałbym, że nawet doskonale.

    Polubienie

  24. Nawiasem mówiąc, to który z polskich selekcjonerów w ostatnich 30 latach cokolwiek osiągnął po zakończeniu kadencji? Chyba jeden Fornalik (który akurat na kadrze poległ – choć styl gry jego drużyny był nieporównywalnie lepszy), reszta albo przepadała zawodowo, albo w ogóle nie wznawiała kariery trenerskiej.

    Natomiast obecny?… Od startu nie miał autorytetu u piłkarzy i po 2 latach nie widać, żeby miał go mieć. Sam sobie w tym nie pomaga, bo pomysłu na grę też dotąd nie ujawnił. Dalej diabli wiedzą, czy chce grać bardziej ofensywnie, czy bardziej defensywnie, czy bardziej środkiem, czy skrzydłami, wygląda to tak, jakby danego dnia meczowego wszystko zależało od rzutu kostką po obudzeniu się.
    Albo od telefonu do wróżki.

    I problemem nie jest beznadziejny mecz z Włochami, tylko dramatyczna powtarzalność takich meczów od początku jego kadencji. Podobnego nagromadzenia kiepskich występów, to ja nie widziałem za żadnego z poprzednich selekcjonerów (tymczasowych nie liczę).

    Polubienie

  25. Problemem są media, które po każdym niebeznadziejnym meczu o pietruchę onanizują się, że Brzęczek jakimkolwiek trenerem jest. I problemem jest PZPN, który generalnie ma sytuację w dupie, bo srebrniki się zgadzają, bo gawiedź przecież nie wyłączy TV tylko dalej będzie analizować skład gówna, co właśnie dopływ srebrników zapewnia. Gdyby Rudy miał wybór na zasadzie albo wkurwię kolesi z OZPNów powołując kogoś sensownego albo kaska przestanie płynąć to by może były inne sytuacje. Zresztą juz pier..ić mrzonki o zagranicznym fachowcu. Ja marzę o takim Skorży. Może by trochę tego gówna posprzątał i zachęcił mnie znowu do oglądania przynajmniej tych kilku meczów w roku. A może nie, ale przynajmniej byłaby szansa…

    Polubienie

  26. @Xavrasw, Antropoid

    Czy dla Was wszystko jest czarnobiałe? Dyskutujemy na blogu na wybrany temat (często w polemice formułując bardzo ostre opinie) podniesiony przez Gospodarza lub bieżące wydarzenia, ale to nie znaczy, że opinie, które wyraziliśmy wcześniej przestają mieć jakiekolwiek znaczenie.
    Ale po kolei…
    „Bezprzedmiotowe” – bo drużyny potrzebujemy na dzisiaj i takiej potrzebowaliśmy już w 2018. W listopadzie 2017 po ostatnim meczu eliminacji do MŚ twierdziłem, że „nie mamy drużyny”. Nawałka wiosną 2018 r.próbował gwałtownie poszerzyć skład, ale na zbudowanie drużyny miał już za mało czasu.
    „Żelazną jedenastkę” Nawałka zbudował już w 2014 r. kiedy spuścił Perquisa, Polańskiego, Obraniaka, Mierzejewskiego… i podzielił drużynę na reprezentantów i dublerów. Zrobił to co robił wcześniej w piłce klubowej i co później próbował zrobić w Lechu. Zagrało na krótką metę, bo poprawiło się zgranie drużyny i trafił w okres dynamicznego rozwoju kilku piłkarzy. Ale nie reagował po EURO kiedy kontuzje, problemy w nowych klubach, normalne falowanie sportowej formy miało bezpośredni wpływ na spadek jakości gry.
    Nie twierdziłem, że polscy piłkarze nie potrafią operować piłką, stwierdziłem że „polscy piłkarze nie potrafią operować piłką pod presją”. W naszej lidze kryje się głównie na azymut. Siatka jest tu złym odniesieniem. Agresywne krycie 1 na 1 jest za to często stosowane w piłce ręcznej, również na całym boisku. To zafundowali nam Włosi w niedzielę i dlatego nasi młodzi piłkarze byli bezradni na boisku i to pomimo zdecydowanie większych umiejętności technicznych od paru rutyniarzy. Oni z tym zderzyli się po raz pierwszy i nie potrafili znaleźć odpowiedzi. Rutyniarze z resztą też, bo odpowiedzią na to nie są schematy.
    „Rutyniarze” – to oni powinni stanowić trzon zespołu zwłaszcza, że nie wszyscy są w wieku schyłkowym, ale grać mogą pod warunkiem, że są w formie potwierdzoną aktualnymi wynikami w ligach. Na dzisiaj poniżej pewnego poziomu regularnie nie schodzą tylko bramkarze i Lewandowski. Nawet Glik od roku dołuje, a najlepsze mecze jesienią (o czym też wcześniej pisałem) rozgrywa w kadrze, pomimo, że w niej też nie zawsze nadąża za rywalem i w każdym zdarzają mu się błędy. Żeby to było możliwe potrzebujemy nie kilkunastu, ale trzydziestu piłkarzy w formie i już ogranych w reprezentacji. Wtedy można będzie zgłaszać pretensje do selekcjonera, że dokonał nietrafionych powołań i złych wyborów wyjściowej jedenastki oraz zmian w trakcie meczu.
    Nie wiem jakim selekcjonerem okaże się ostatecznie Brzęczek. Pisałem po powołaniu, że to „nie moja bajka”, a i w trakcie kadencji zdarzało mi się go krytykować Pamiętam jednak, że pierwszy mecz o punkty zagrał już w miesiąc po powołaniu (Nawałka miał rok) i cały czas gra jak nie w eliminacjach, to w LN. To nie ułatwia mu przebudowy drużyny. I nie mam wątpliwości, że o ewentualnej zmianie bądź kontynuacji jego pracy to można będzie dyskutować dopiero po EURO.
    P.S.
    Pomeczowa wypowiedź Lewandowskiego odbierana jest powszechnie jako krytyka pod adresem Brzęczka. A ja nie wiem na ile pod adresem Brzęczka a na ile pod adresem niektórych kolegów z drużyny.

    Polubienie

  27. Człowieku, przestań wreszcie lać wodę, albo przynajmniej w mniejszych objętościach.

    Od co najmniej roku, gdy tylko powieje tematem reprezentacji, kompletnie nieprowokowany zaczynasz jazdę po poprzednim selekcjonerze. Nie pasuje Ci u niego absolutnie wszystko – od selekcji, przez styl gry, nawet po (o zgrozo) wynik. Jednocześnie wychwalasz obecnego selekcjonera, niczym zbawcę – i Ty komuś zarzucasz czarno-biały światopogląd?… Masz użytkowników tego forum za idiotów? Chyba tak, bo to, co piszesz brzmi, jakbyś głosił, że w porównaniu z tym co było, Polska z ruiny rozkwitła pod rządami PiS.

    Ja nie chcę być złośliwy, ale już parę razy ugiąłeś się tu pod faktami i przyznałeś do pomyłki (raz chyba nawet było coś o „wygłupieniu się”) i co?… I na każde następne wspomnienie o reprze jedziesz z tą m antrą od nowa, zupełnie jakbyś celowo prowokował chryję.
    To jak traktować poważnie takie wypowiedzi?
    Po drugie nudne to już i to sakramencko. Kadencja Nawałki to już historia, od ponad 2 lat selekcjonerem jest Brzęczek i tym się trzeba zajmować, a koń jaki jest każdy widzi. Najlepiej sami piłkarze, gdy mówią o poprawie taktyki i pracy na treningach, to wiadomo, do kogo piją – szkoda marnować czas na wciskanie kitu, że im chodzi o kolegów.
    To tyle – ja już ten temat chromolę, bo mi się przejadł.

    Polubienie

  28. Alp, Twoja ekwilibrystyka jest naprawdę pocieszna 😀

    Można sobie rozbierać kiepski mecz na części pierwsze, ale szukać jakichkolwiek usprawiedliwień dla tego dna i kilometra mułu, które pokazuje reprezentacja Brzęczka to brak elementarnej przyzwoitości. Macedonia, Gruzja, Albania, czy Armenia wyglądałyby lepiej na tle renomowanego rywala, a mają od nas lepszych piłkarzy? Nikt nie oczekuje, że będziemy grali z Włochami, jak równy z równym, nawet z ich drugim garniturem, ale mamy chyba prawo wymagać czegokolwiek?

    Polubienie

  29. Jak się swoją polemikę bierze za poglądy adwersarza to to tak wychodzi. Na tej stronie nie ma ani jednego słowa pochwały pod adresem Brzęczka czy występu naszej drużyny w meczu z Włochami, a do tematu Nawałki wróciłem tylko w odpowiedzi na komentarz @Xavras.
    Problem polega na tym, że ja piszę o (kolejnym) meczu, a Wy – „… i kamieni kupa” i Brzęczek musi odejść. Przy takim podejściu nie tylko opinie ale i rzeczowe argumenty mogą się wydawać „pocieszną ekwilibrystką”. Czasami jak piszę o sprawach wydawałoby się oczywistych w sporcie czy pracy zespołowej, to dziwię się ,że w odpowiedzi nie padło jeszcze sakramentalne „czy Pan mnie czasem nie obraża”.
    Ale tak, na dzisiaj temat kadry zamiast „chromolić” lepiej olać.

    Polubienie

  30. @Alp
    „To był mecz lepszy niż ze Słowenią. Próbowaliśmy grać piłką i gdyby nie problemy z dokładnością podań, zagraniem w tempo… – mogłoby to wyglądać jeszcze lepiej. Myślę, że trzeba to zgrywać…”

    Naprawdę mam dużo lepszych rzeczy do roboty, ale np. to są Twoje słowa po meczu z Austrią na Narodowym, które udało mi się szybko znaleźć. Meczu, w którym wyprowadziliśmy dwie kontry i oddaliśmy dwa strzały, a Austria 22. i miała ogromną przewagę w posiadaniu piłki + jej zawodnicy, jak to ktoś ujął, mogli sobie sznurówki zawiązać przed oddaniem strzału. Czyli jak zagraliśmy ze Słowenią?

    I w takim stylu awansowaliśmy na ME, a dla Ciebie jest wszystko ok. Spoko.

    Polubienie

  31. @Alp
    „To był mecz lepszy niż ze Słowenią. Próbowaliśmy grać piłką i gdyby nie problemy z dokładnością podań, zagraniem w tempo… – mogłoby to wyglądać jeszcze lepiej. Myślę, że trzeba to zgrywać…”

    Naprawdę mam dużo lepszych rzeczy do roboty, ale np. to są Twoje słowa po meczu z Austrią na Narodowym, które udało mi się szybko znaleźć. Meczu, w którym wyprowadziliśmy dwie kontry i oddaliśmy dwa strzały, a Austria 22. i miała ogromną przewagę w posiadaniu piłki + jej zawodnicy, jak to ktoś ujął, mogli sobie sznurówki zawiązać przed oddaniem strzału. Czyli jak zagraliśmy ze Słowenią?

    I w takim stylu awansowaliśmy na ME, a dla Ciebie jest wszystko ok. Spoko.

    Polubienie

  32. No więc my tu lamentujemy nad meczem z Włochami, a Niemcy już do przerwy od Hiszpanów przyjęli 3… No ale oni mogą myśleć, że to dyspozycja dnia…

    @Panszeryf
    „Macedonia, Gruzja, Albania, czy Armenia wyglądałyby lepiej na tle renomowanego rywala”

    Albo i nie: Albania-Francja 0-2 i 1-4, Armenia-Włochy 1-3 i 1-9

    Polubienie

  33. @GP
    „Albo i nie: Albania-Francja 0-2 i 1-4, Armenia-Włochy 1-3 i 1-9”

    Nie do końca chodzi tu o wynik, oglądanie tego co gra nasza kadra jest aktualnie wymyślną torturą, i trudno sobie wyobrazić, że coś się w tym temacie zmieni, skoro Brzęczek miał tyle czasu żeby coś z tą kadrą zrobić, a wygląda to jak wygląda. Powinniśmy być już po Euro i trudno mi wierzyć w to, że impreza nie zakończyłaby się dymisją Brzęczka. Problem polega na tym, że po przesunięciu Euro zostaje on na początek eliminacji MŚ, a na nie dostać się zdecydowanie trudniej niż na ME. Okaże się jeszcze, że występ kadry Nawałki w Rosji był sukcesem 😉

    Polubienie

  34. To jest wszystko niemal kalka równie kuriozalnej draki na tym forum jakiś miesiąc-dwa temu.
    Tylko wtedy było jeszcze o raporcie pomundialowym XD

    Polubienie

  35. A Hiszpanie to nie Włosi, kłopotów z wykorzystywaniem „setek” raczej nie miewają.
    Oklep Niemców historyczny, na Euro może nie być przyjemnie.

    Polubienie

  36. To był bardzo sympatyczny dzień…. – najpierw zajrzałem na krótko na spalone słońcem afrykańskie boisko, później obejrzałem bez specjalnych emocji, ale zupełnie sympatyczne widowisko, jakie zgotowali nam nasi młodzieżowcy…. – szkoda tylko, ze frajersko nie zachowali czystego konta, a na koniec prawdziwa sensacja… – Neuer wyjmujący sześć razy piłkę z niemieckiej siatki.
    @Otwojastara
    Nie, ale nie muszę się modlić do Nawałki bo urodziłem się wcześniej i mam inne ikony…. – trenerskie; – Górski, Gmoch, Piechniczek (ten pierwszy, o którym Łazuka śpiewał „entliczek, pentliczek….” i to przed Mundialem oraz piłkarskie; – wyszkolone w naszej lidze i wyjeżdżające na światowe imprezy wprost z polskich klubów. Ikony, które nam dały dwa medale olimpijskie i 2 medale MŚ. Nie udało im się tylko z EURO, ale wtedy na EURO trudniej się było dostać niż zdobyć medal. Taka była przynajmniej powszechna opinia.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s