Lewandowski wygasza Kopalnię

Niepojęte i skandaliczne, ale jeszcze nigdy nie poświęciłem osobnej blogonotki cyklicznemu wydawnictwu z najlepszym moim zdaniem polskojęzycznym pisaniem o piłce nożnej.

Kopalnię – sztukę futbolu” wymyślili Marek Wawrzynowski oraz Piotr Żelazny, ten ostatni rozwija projekt po dziś dzień i niedawno wypuścił piąty tom, a ja chciałbym niniejszym nadrobić zaniedbanie i pozachwalać ów nieregularnik ­– doprecyzowując: ukazuje się wtedy, kiedy się ukazuje – z bezwstydną stronniczością. Sam bowiem przykładam do przedsięwzięcia palce, od początku i w każdym numerze.

Inauguracyjny ukazał się w 2014 roku, poświęcony był mundialowi. Każdy następny też miał z góry zakreślone terytorium, po którym podróżowali autorzy, choć otaczały je granice niewyraźne, ruchome lub wręcz niewidzialne, piszący chętnie czerpali z wolności zbaczania na odległe peryferia. Powstały więc kolejno tomy o: wielkich piłkarskich umysłach, władzy, pięknie, a także – pozycja najnowsza – porażce. Zawierają teksty reprezentujące wszelkie możliwe gatunki, które łączy to, że pospraszani z różnych galaktyk autorzy raczej nie muszą się ograniczać również pod względem rozmiaru dzieła, wypisują tyle akapitów, ile im się wyfantazjuje, i są zobowiązani tylko do jednego: podejmowania tematów, które ich pasjonują. Mógłbym tutaj rekomendować cały tłum zasłużonych – Polaków i obcokrajowców, dziennikarzy i literatów, zawodowo piszących o sporcie i skupionych na dziedzinach dalece istotniejszych, entuzjastów futbolu zaprzyjaźnionych (jak rodak z Podbeskidzia czy wojownik znany gdzieniegdzie jako Kogucie Serce, obaj cytowani na blogu tysiąckrotnie) i nieznajomych – ale zaniecham, bo opowiadałbym bez końca. Lepiej czytajcie to, co wspaniali autorzy napisali. Np. relację ze śledztwa w sprawie umoczonego w dopingowym szambie srebra olimpijskiej reprezentacji Janusza Wójcika (wykutego na igrzyskach w Barcelonie) albo odkrywanie prawdy o mitycznym, pierwszym meczu Polaków na mundialu, w którym nasi ulegli Brazylii dopiero po dogrywce, w niewyobrażalnym stosunku 5:6.

Ten ostatni materiał – fenomenalny, tyleż o sporcie, co o pokręconym, wokółwojennym losie Ślązaków – zdobył niedawno nominację do nagrody Grand Press w kategorii „dziennikarstwo specjalistyczne”. Wyróżnienie wybitnie zasłużone, jako kolega po fachu czytałem Leszka Jarosza podekscytowany i podkłuwany zazdrością, że sam tak nie umiem. A ponieważ nominowany został również inny tekst z piątej „Kopalni” (w kategorii „publicystyka”, akurat sam napisałem), to wszyscy zaangażowani w projekt mieliśmy niesłychaną frajdę. Oto wydawnictwo niszowe i poświęcone jakiejś tam piłce nożnej zostało docenione przez jury najbardziej prestiżowej nagrody dziennikarskiej w Polsce. A ja nie mogłem uwierzyć, że moją błahostkę (nie zgrywam skromnisia: to jest przecież o ganianiu po trawie, w zamiarze beztroskiej zabawie) umieszczono wśród najznakomitszej publicystyki, podejmującej fundamentalne kwestie społeczne, polityczne, kulturalne etc.

Kilkanaście dni później Robert Lewandowski został ogłoszony piłkarzem numer jeden na planecie, co znów przywiodło mnie do refleksji, że nawet ci pośród nas, którzy wielbią go bez opamiętania, nie zdają sobie sprawy, na jak wyjątkowy moment historyczny rzucił ich los. Że w pełni docenimy go dopiero w przyszłości, gdy zejdzie z boiska na zawsze, boleśnie odczujemy stratę, zaczniemy sobie uświadamiać, że wśród rodzimych graczy nigdy nie ujrzymy nikogo o choćby zbliżonej sportowej klasie. Zresztą nie dotyczy to tylko nas, Bayern też może tęsknić za następcą pół wieczności. Poprzedniego laureata nagrody dla najlepszego piłkarza świata mieli w swoim klubie prawie 40 lat temu.

To właśnie fantastyczny sukces monachijskiego supergwiazdora skłonił mnie, by wreszcie nablogować o „Kopalni”.

W tekście do ostatniego tomu, tego wyróżnionego w Grand Press, postanowiłem bowiem zająć się czymś, co może strzelić do głowy tylko Polakowi – zbadać, czy mieszkam w kraju najgorszej piłki nożnej w dziejach cywilizacji. Misja najłatwiejsza pod słońcem, przed znęcaniem się pozostała mi tylko przyjemność doboru narzędzi tortur, mam nadzieję, że wybaczycie, że nie zdradzę tutaj rozwiązania. Nie przypuszczałem jednak, iż w moje dochodzenie postanowi wtrącić się właśnie Lewandowski.

Już wyjaśniam. Wśród zatrzęsienia dowodów na naszą wrodzoną podrzędność przedstawiłem w rzeczonym dziełku listę laureatów Złotej Piłki, na której nie widnieje żadne polskie nazwisko, choć jurorzy znaleźli powody, by uhonorować nawet skażonych komuną bliskich lub ciut dalszych sąsiadów, nienależących przecież do supermocarstw – Czechów (Josef Masopoust, Pavel Nedved), Rosjan (Lew Jaszyn), Węgrów (Flórián Albert), Ukraińców (Ołeh Błochin, Ihor Biełanow, Andrij Szewczenko) czy Bułgarów (Hristo Stoiczkow). Pisałem to wiele miesięcy temu, jeszcze przed koronazawieruchą, nie wiedząc, że w 2020 roku zakasować wszystkich planuje pewien napastnik Bayernu. I choć nie wręczą mu Złotej Piłki, to zatriumfuje w konkursie FIFA, regulaminowo niemal identycznym.

Owszem, jednego z twardych dowodów rzeczowych Lewandowski całkiem nie obalił – takie z Polaków przegrywy, że kiedy jeden z nas wystrzelił na szczyt, to złośliwi Francuzi zlikwidowali swój plebiscyt i schowali przed nami najcennniejszą ze statuetek. Co gorsza, mają prawo podeprzeć się moralną słusznością, ponieważ Polaka w wyścigu o tytuł piłkarza nad piłkarzami mocno pchnęło ku mecie odwołanie Euro 2020. Gdyby mistrzostwa się odbyły, to na głównego solistę rozbłysnąłby prawdopodobnie ich złoty medalista, czyli przedstawiciel innej narodowości.

Wszystko prawda, czuję się kryty, ale też nie chcę przesadzać z ekwilibrystyką – Lewandowski poniekąd unieważnił tamten akapit, przynajmniej troszeczkę. Można więc rzec, że najświeższa „Kopalnia” już się nieco zestarzała, a proces wymazywania rozpoczął się akurat od mojego tekstu. Czuję się typowo po polsku, normalnie człapiąca klęska.

63 myśli na temat “Lewandowski wygasza Kopalnię

  1. Dokładnie tak jak pisze @GP. Był wtedy z pewnością w 10-tce najlepszych bramkarzy w Europie, ale nigdy nie należał do najgłośniejszych nazwisk.

    Polubienie

  2. Proszę mi nie imputować „przyczepiania się”, gdy brakuje argumentów.
    To nie ja patrzę na karierę Boruca wyłącznie przez wpadki, poza tym wyraźnie napisałem, że bramkarzy reprezentacji z przełomu lat 80/90 nie musieliśmy się wstydzić.

    Polubienie

  3. PS. To raczej kolega sam sobie zaprzecza, raz pisząc, że Duńczycy to mieli Schmeichela – a my nie, a raz, że Wandzik był super (bo wybronił 0-0 w Dublinie), tylko go nie doceniano.

    Polubienie

  4. Powoli szykujemy się do dwuosobowego Sylwestra. Szampana już przestałem chłodzić. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku.
    P.S.
    Przyznam, że nigdy nie myślałem, że będziemy uroczyście obchodzić pierwszego „policyjnego Sylwestra”. I żeby to chociaż rocznica okrągła, a to tylko 38. Co jak co, ale powrót do korzeni łaskawie nam panujący mają perfekcyjnie opanowany.

    Polubienie

  5. A ja wszystkiego dobrego nie życzę – to by było przecież bardzo nudne. Niefortunne wypadki są przecież esencją losu, immanentnym składnikiem życia i najlepszym nauczycielem humoru. Może zatem życzę dużo śmiechu w kolejnych starciach z rzeczywistością. Ona i tak z nami wszystkimi wygra, więc chociaż się pośmiejmy,

    W drugim akapicie miało być coś o Kancie i niebie gwiaździstym, ale po przeczytaniu mi się nie podobało, więc tylko to niebo narysuję. Jowisz z księżycami Galileuszowymi oraz Saturn w towarzystwie Tytana i Enceladusa. Podczas ostatniej koniunkcji wyglądało to jakoś tak:
    ***** ***

    Gwiaździstego nieba też nam wszystkim życzę.

    Polubienie

  6. Za chwilę połowa sezonu w Anglii, a na czele z wyraźną przewagą Liverpool i ManU, podczas gdy nuworysze szukają formy. Kiedy ostatni raz taka sytuacja miała miejsce?

    Polubienie

  7. Pewno jeszcze przed erą nuworyszy. Ale nie przesadzajmy – jeśli City wygra dwa zaległe mecze, to wskoczy jeden punkt za plecy liderów. Jeszcze się wszystko zdąży spieprzyć.

    Co sądzicie o plotkach dotyczących wymiany Ronaldo-Pogba tego lata? Miód, czy smród? Wiarygodne? Możliwe?

    Polubienie

  8. Zmarnowane talenty, podwórkowa mentalność, słabi trenerzy – jednak polska kopana jest, moim skromnym zdaniem, o wiele wyżej w rankingu europejskim/światowym od polskiej nauki. Ciekaw jestem, czy dyskusja o stanie tej ostatniej wywołałaby również podobne emocje (temat mojego wpisu daleki jest od tematyki bloga ale jeśli Gospodarz na Twitterze często odwołuje się do literatury i filmu, to pomyślałem nieskromnie, że o nauce też można wspomnieć).

    Polubienie

  9. Di Marzio twierdzi, że Pogba na razie nigdzie się nie rusza. Myślę, że można mu wierzyć. Po pierwsze Pogba ma bajeczny kontrakt w United, po drugie Juve bez Krystyny mając Pirlo na ławce na 90% mógłby się pożegnać ze Scudetto (o które i tak będzie im cholernie trudno)

    Polubienie

  10. Transferowe newsy pisze się łatwo, a reklamy przy ich okazji sprzedają się dobrze. Dlatego w mediach staram się je olewać, chociaż to trudne nawet w okresach poza okienkiem transferowym. Jedyne co warto czytać/słuchać to informacje o podpisanych kontraktach.
    P.S.
    Piątek wszedł na ostanie piętnaście minut. Po drugiej akcji cieszył się z gola, a po kolejnych paru minutach z drugiego. Ale mu nie uznali, bo (jak wynikało z powtórek) palce jednej dłoni wystawały mu poza linię spalonego.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s