Na wyciągnięcie nogi

Nie wypada otwierać tego roku na blogu od kogoś innego, prawda?

Przyzwyczailiśmy się ostatnio każdej jesieni rozważać, czy Robert Lewandowski zdoła przelicytować wyczyn Gerda Müllera, który w sezonie 1971/72 nastrzelał w Bundeslidze 40 goli. Dotychczas się nie udało, ale za parę chwil wreszcie może się udać – nawet jeśli kanonada Polaka straci na intensywności, bo gdyby utrzymał tempo z bieżącej edycji, to pobiłby Niemca bezdyskusyjnie (po dzisiejszym popołudniu ma w dorobku tyle trafień, ile wicelider snajperskiego rankingu Erling Haaland i trzeci André Silva razem wzięci).

Gdy jednak umieszczamy monachijskiego snajpera w generalnej klasyfikacji wszech czasów, odruchowo zakładamy, że stać go nie na wszystko, lecz na zaledwie prawie wszystko – owszem, kiedy minął Claudio Pizzarra, to czekaliśmy, aż prześcignie Manfreda Burgsmüllera, następnie spodziewaliśmy się wyprzedzenia Juppa Heynckesa, wszystko to przyjmowaliśmy jak oczywisty porządek rzeczy, tak jak teraz spokojnie wypatrujemy dnia, w którym Polak obali wicelidera Klausa Fischera. Brakuje mu drobnych 13 goli, odległość do nadrobienia jeszcze w bieżącym sezonie.

Na tym koniec, tutaj się zazwyczaj zatrzymujemy. Ilekroć mówi się o granicach możliwości Lewandowskiego, słychać zastrzeżenie, że w całokształcie twórczości jest w stanie zakasować wszystkich poza właśnie Gerdem Müllerem – napastnikiem mitycznym, który karierę w Bundeslidze uświetnił aż 365 golami. Bilans niewyobrażalny, spoza zasięgu wzroku najbardziej zwariowanych fantastów, Polaka dzieli od niego jeszcze niebotyczne 110 goli. Prognozowanie, że napastnik Bayern wzbije się aż tak wysoko, uchodziłoby za podszyte naiwnością, głębokim nierozumieniem sportu, w którym wszak nie znasz dnia ani godziny, zwłaszcza grubo po trzydziestce w każdej chwili może się zacząć twój schyłek.

Ja jednak za długo patrzę na ewolucję Lewandowskiego – podpartą patologicznie rozwiniętymi: pracowitością, perfekcjonizmem, psychiczną odpornością i zachłannością – by uciekać w nadmierną ostrożność. Przecież ewidentnie nie dyskutujemy tutaj o zwykłym homo sapiens, lecz o hybrydzie bio oraz techno, więc mamy prawo przynajmniej częściowo traktować jego karierę jak naukę ścisłą. Znaczy – zjawisko obliczalne.

No więc porachujmy.

Za punkt odniesienia obierzmy Cristiano Ronaldo, poniekąd mentalnego bliźniaka Lewandowskiego. Obaj są podobni pod względem atletycznym, obaj imponują zbliżoną regularnością i właściwie nigdy nie popadają w kryzys, obaj z identycznym zaangażowaniem dbają o ciało, traktując je jak bolid, z którego trzeba wycisnąć ciut więcej niż maksimum. Dlatego nie będzie nadużyciem przyjęcie założenia, że Polak (urodził się 21 sierpnia 1988 roku) będzie się starzał w sposób porównywalny do Portugalczyka (5 lutego 1985 roku).

Przyjrzyjmy się, jak reaguje na upływ czasu Ronaldo – otóż w minionym sezonie Serie A zdobył on 31 bramek, a w bieżącym – 12 bramek w 13 kolejkach rozgrywek (nie we wszystkich musiał wystąpić). Wciąż, pomimo nadciągających 36. urodzin, utrzymuje obłędną snajperską wydajność, ponieważ haruje nie tylko katorżniczo, ale również inteligentnie, i nawet jeśli coś z wiekiem traci, to co innego zyskuje (skoczność!). Jak Lewandowski.

On jest o 3,5 roku młodszy, co oznacza, że aktualny wiek Ronaldo osiągnie kilka miesięcy po zakończeniu sezonu 2023/24. Dzieli go od tego momentu wieczność: druga połowa bieżącej plus trzy kolejne edycji rozgrywek Bundesligi. A to oznacza, że jeśli nawet ciut zwolni – przypomnijmy: 34 gole w poprzednim sezonie, 19 goli po 14 kolejkach obecnego – wiosną rzeczonego roku 2024 osiągnie wynik Gerda Müllera.

A przecież nie jest powiedziane, że powie wówczas „stop”. Portugalczyk na razie o rozstaniu z boiskiem nawet nie wspomina, przeciwnie – zarówno on, jak i Polak obiecują, że pozasuwają do czterdziestki.

Dla jasności: nie chcę bawić się w infantylne zaklęcia i nie zainwestuję majątku w typowanie, że obecny supernapastnik Bayernu na pewno zdetronizuje byłego supernapastnika Bayernu. Przyszłość składa się głównie z niewiadomych, przypadków szczęśliwych i nieszczęśliwych oraz stada Czarnych Łabędzi, nie wykluczymy nawet tego, że kolejna pandemia ostatecznie futbol zlikwiduje. Twierdzę tylko, że jeśli weźmiemy pod uwagę dane, którymi dysponujemy dzisiaj, wyraźnie bardziej prawdopodobne wydaje się to, że Polak zdystansuje niemiecką legendę, niż to, że jej nie zdystansuje.

Doceńmy go wreszcie, nazywajmy rzeczy po imieniu, przesuńmy międzymeczowe kłótnie i zachwyty na właściwy pułap. Gerd Müller jest na wyciągnięcie nogi, Robert Lewandowski najzwyczajniej w świecie pruje po tytuł snajpera wszech czasów w Bundeslidze.

98 myśli na temat “Na wyciągnięcie nogi

  1. @Panodespresso
    Nieaktualne już – Benzema jest tylko rok starszy, Real ma inne cele, Barcelona kompletnie bez kasy, zresztą El Clasico generalnie przywiędło etc.

    Polubienie

  2. Porównanie Rafałowi wyszło. Obaj dzisiaj strzelili po dwie bramki i zaliczyli asystę. „Wizjoner jakiś, czy cóś?”

    Polubienie

  3. Myślę, że to zależy głównie od samego Roberta (oraz, wiadomo – kontuzji, formy jego i drużyny), bo jeśli będzie mu zależało na rekordzie i będzie już do końca prowadził swoją karierę tak, żeby strzelać gole w Bundeslidze, to ma wielkie szanse, ale może też uznać za dwa, trzy, cztery lata, że ma to gdzieś i odlatuje do jakiegoś Miami.

    Polubienie

  4. Piotr Zieliński też wszedł z przytupem w Nowy Rok. Meczu co prawda nie widziałem (w przeciwieństwie do ‚sprawdzianów” dwóch herosów), ale bramki ogląda się znakomicie.

    Polubienie

  5. Moi drodzy wiecie co najciekawsze na tym blogu? Nawet jak Pan Kierownik nie jest w najwyższej formie to Panowie (!) Komentujący sprawiają mi tyle samo radochy najlepszego

    Polubienie

  6. Ja niestety nie potrafię wyrzucić z głowy przekonania, że Bundesliga jest teoretycznie w Top 5. lig europejskich, ale praktycznie jest, wspólnie z Ligue 1. jedną z tych dwóch o półkę niżej, aniżeli Serie A, Primera Division i Premier League. Dlatego zawsze będę miał ten mały niedosyt, że Lewy jednak nie zdobył tego wszystkiego w lidze z Top 3. Dla mnie szkoda, ale nie chcę absolutnie przez to dezawuować jego osiągnięć. Tym bardziej biorąc pod uwagę pułap, z jakiego startował. Dziesięć lat temu Polak supergwiazdą europejskiego supermocarstwa? Łatwiej byłoby uwierzyć w aglomerację wielkości Nowego Jorku na Marsie. Oby do 400. goli dobił.

    Polubienie

  7. @Saas
    Do Miami to Lewy poleci nie za dwa, tylko z sześć;-) Generalnie zdecydowanie ma w planie ten kierunek.

    @panszeryf
    „nie potrafię wyrzucić z głowy przekonania, że Bundesliga jest teoretycznie w Top 5. lig europejskich”

    To więcej determinacji wrzuć w wyrzucanie;-) W 2020 roku to miałem wręcz wrażenie, że jakości oferowała najwięcej.

    Polubione przez 1 osoba

  8. @Pan Szeryf
    Mylisz się, i to bardzo. Bundesliga jest znacznie bardziej wyrównana, nie tylko dzięki mniejszej liczbie klubów. Jak porównasz zespoły 10-15 z Niemiec i Włoch czy nawet Hiszpanii, niemieckie nie są gorsze. Niekoniecznie wg aktualnej tabeli, ale i potencjału, powiedzmy Union, Schalke, Stuttgart, Freiburg kontra Sampdoria, Bologna, Torino, Sassuolo vs Betis, Granada, Levante, Valladolid.
    Jeżeli jest różnica, to raczej na korzyść Niemców, niż Hiszpanów.

    A jeżeli chodzi o temat, to boję się, że #klątwasteca

    Polubienie

  9. No właśnie nie byłbym taki pewien, czy te zespoły z dolnych rejonów tabeli Bundesligi prezentują taki poziom, co te z lig Top 3. Ale taka dyskusja byłaby, wydaje mi się, zbyt jałowa, żeby w nią wchodzić. Natomiast patrząc pod kątem potencjału tych najlepszych klubów i ich historii, to chyba nie ulega wątpliwości, że europejskim mocarstwem z Niemiec jest tylko Bayern. Można dodać do tego 1-2 kluby, które miały swoje wzloty i jakieś niezbyt długie okresy, gdy w pobliże szczytu dofruwali, ale to były epizody. We Włoszech, Hiszpanii i szczególnie Anglii natomiast mamy wszędzie co najmniej 3-4 zespoły, które od dziesiątek lat są zaliczane do ścisłego europejskiego topu albo w najgorszym razie miały całe lata następujące po sobie, kiedy regularnie biły się w finałach europejskich pucharów, tudzież należały do wąskiego grona faworytów. Nie wspominając o presji, która jest w topowych klubach z lig Top 3., której w żaden sposób nie można porównać do presji panującej w jakimkolwiek klubie, poza Bayernem, w Niemczech. Plus transfery – widział ktoś topowego piłkarza zmieniającego Włochy/Hiszpanię/Anglię na Niemcy/nie Bayern? Sevilla, Villareal, Napoli, Roma, Lazio, Chelsea, Tottenham, ManU – sądzę, że każda z tych drużyn by się biła spokojnie co najmniej o drugie miejsce w Bundeslidze. Czy Bayer albo Leipzig by się biły o podium w ligach z Top 3.? Żadnych pieniędzy bym na to nie postawił…

    Polubienie

  10. „europejskim mocarstwem z Niemiec jest tylko Bayern … We Włoszech, Hiszpanii i szczególnie Anglii natomiast mamy wszędzie co najmniej 3-4 zespoły, które od dziesiątek lat są zaliczane do ścisłego europejskiego topu”
    No i to chyba jest problem… – czy silniejsza jest liga, w której są 3-4 drużyny, które dominują rozgrywki, czy ta w której wynik każdego meczu, nawet pomiędzy topem a dołem tabeli jest niewiadomą?
    Oglądam regularnie ligowe zmagania w top-5 (a od czasu do czasu coś spoza) i tego dylematu nie potrafię rozstrzygnąć. Wiem tylko, że więcej emocji dostarczają mi zmagania wyrównanych drużyn.

    Polubienie

  11. Jak chcemy oceniać ligę, to oceniajmy całą, a nie czołówkę, skoro bramki trzeba strzelać każdemu, a nie tylko wiceliderowi.
    A co do Twojego przekonania o słabości każdego niebayernu, już nieaktualne:
    1) z grupy Ligi Mistrzów przecież wyszły wszystkie 4 niemieckie zespoły, eliminując m.in. ManU i Inter,
    2) w poprzedniej LM w półfinale miałeś 2 zespoły z Niemiec i żadnego z Anglii, Hiszpanii, Włoch,
    3) w aktualnym rankingu UEFA – najlepiej odzwierciedlającym osiągnięcia czołówki – NIemcy są na trzecim: https://kassiesa.net/uefa/data/method5/crank2020.html
    4) nie śledzę bardzo uważnie transferów, więc nie kojarzę, czy ktoś trafił z ww. trójki do Niemiec, ale parę gorących nazwisk np. ostatnio Haaland trafił do Dortmundu, a teraz Szoboszlai do Lipska – poza tym klasa sportowa to nie to samo, co opinia, i jak ktoś woli sprowadzać młode talenty, jak Dortmund (Bellingham kosztował przecież 25 mln plus bonusy!) zamiast płacić za przebrzmiałe nazwiska – uznawanie tego za przejaw słabości to błąd. Nie grają ani nazwiska, ani pieniądze za nie zapłacone, a czasem też lepiej utrzymać w składzie zawodnika niż sprzedać i kupić innego.
    A i parę ciekawych transferów udało się znaleźć z ostatniego ogólnie mało wystrzałowego okienka: Meunier – nie z ww., ale z PSG, Can, Andre Silva, Sessegnon. W drugą stronę Rebić, Werner, Hakimi, więc też nie ma wielkich strat.
    I na koniec – twierdzenie, że poza Juve kluby włoskie mają wielkie osiągnięcia jest już od dawna nieaktualne. Kiedy Milan wygrywał, to ja miałem jeszcze 2 z przodu, a teraz 4, Inter niewiele później, a teraz ostatni w LM po wielu latach nieobecności. A wspominania Lazio i Villarrealu to już w ogóle nie skomentuję…

    Polubienie

  12. „europejskim mocarstwem z Niemiec jest tylko Bayern … We Włoszech, Hiszpanii i szczególnie Anglii natomiast mamy wszędzie co najmniej 3-4 zespoły, które od dziesiątek lat są zaliczane do ścisłego europejskiego topu”

    Ktoś poza Juventusem we Włoszech cokolwiek znaczył w LM w tej dekadzie? Napoli zdaje się wyżej 1/8 się nie wzniosło, a i w grupie nieraz odpadli. Mediolan cienko śpiewał na początku dekady, potem całkiem znikł.

    Serdecznie bawi mnie ta „szczególnie Anglia”. Po schyłku Fergusona, błysnął w zasadzie tylko Liverpool, City stać było na jeden półfinał. Tam się hajs robi lepiej, i medialną otoczkę, ale niekoniecznie piłkę.

    Dortmund IMO reprezentował w mijającej dekadzie ligę niemiecką godniej, niż masa klubów Angielskich czy Włoskich. A i nie widzę powodu by takie wyskoki jak 1/4 LM Wolfsburga traktować jako coś gorszego od 1/4 Leicester.

    Jeśli o czysto subiektywne osobiste empiryczne doświadczenia, to szczerze nawet nie widzę takiej przepaści miedzy Niemcami a Anglią. Wręcz skłaniałbym się ku Niemieckim hitom, jako oglądanym z większą przyjemnością, gdzie futbol stał na wyższym poziomie. Tym angielskim, fakt, na ogół tempa nie brak, ale technika, taktyka to nie zawsze idzie w parze. Ale to oczywiście już moje odczucie, dla kogoś szybkie tempo i fruwająca piłka z połowy na połowę może być synonimem wysokiego poziomu.

    Polubienie

  13. Polacy generalnie kochają brytyjską piłkę i to jest jedna z przyczyn upadku naszej ligi – kibic zamiast gry domaga się zap..

    Polubienie

  14. @GP
    Ad. 1. Włoskie wyszły prawie wszystkie z grup LM i LE, poza Interem, który odpadł tyleż frajersko, co pechowo (w dwumeczu z Szachtarem powinno być z 10. albo i 15-0).
    Ad. 2. Jeden sezon, szczególnie tak osobliwy, nie jest chyba wyznacznikiem?
    Ad. 3. W aktualnym rankingu, czyli takim uwzględniającym bieżący sezon, Włosi są na trzecim miejscu 😉
    Ad. 4. Serio chcesz wewnątrzredbullowe transfery przytaczać jako hitowe? Hallandowi przed przyjściem do Dortmundu dość daleko było do miana niekwestionowanej gwiazdy, nawet jutra, choć był oczywiście poważnym kandydatem do tego miana… Andre Silva w Milanie był pośmiewiskiem, a tego Samogona to sobie musiałem wyguglać… Poważnie stawiasz ich obok Wernera, czy Hakimiego?

    „Inter niewiele później, a teraz ostatni w LM po wielu latach nieobecności”. To był czwarty z rzędu sezon Interu w LM. Choć oczywiście osiągnięć w tym czasie brak, ale za to finał LE na koncie.

    Akurat Serie A, nie przeczę, cieniuje praktycznie od afery calciopoli, ale od kilku sezonów się odbudowuje i spodziewam się nadchodzących lat tłustych.

    @0twojastara
    Np. Juventus grał dwa razy w finale LM kilka lat temu.

    Polubienie

  15. @0twojastara
    A przepraszam, pisałeś o Juve, to np. Roma grała w półfinale ze 2-3 lata temu 😉

    Ogólnie zgodzę się, że w chwili obecnej liga włoska i niemiecka to z grubsza zbliżony poziom, ale w moim przekonaniu wynika to z faktu, że Serie A jest na dziejowym zakręcie, z którego wychodzi, a Bundesliga w dziejowym rozkwicie, który nie wiadomo, ile potrwa. Dlaczego w 11. sezonu jest czterech przedstawicieli Premier League, dwóch Primera Division, jeden Serie A i czterech z Bayernu? A rok i dwa lata temu nie było nikogo z Bundesligi? Bo w ligach z Top 3. jest w każdym sezonie niemal w każdej kolejce mecz, który chętnie obejrzy trzy miliardy ludzi, jeśli będą mieli taką możliwość. A w Bundeslidze i Ligue 1 jest takich meczów w porywach kilka na rok. Przynajmniej takie mam wrażenie 😉

    Polubienie

  16. @Panszeryf
    ” A w Bundeslidze i Ligue 1 jest takich meczów w porywach kilka na rok”… – a ile w ubiegłym roku ich oglądałeś?
    P.S.
    Jedyne co mi w Bundeslidze trochę przeszkadza, to koncentracja w weekendy najciekawszych pojedynków o 15,30. Czasami mam poważny problem z wyborem.

    Polubienie

  17. Pamiętam, kiedyś czytałem iż Buli ma ten problem iż kluby są prowadzone… zbyt rozsądnie. Nie ma ubertransferów, zadłużania się, ale i ciężej prze to hajp generować, takie historie jak tegosezonowe Schalke, to wyjątek, generalnie kluby robią swoje i wychodzą na swoje, co też sprawia iż brak dramatycznych wzlotów i upadków.

    Za to w EPL is rollercoster fo emotion, nawet jeśli z grubsza ci sami u góry a ci sami u dołu, to co sezon udaje się rozpalać dyskusje i emocje.

    Nic to nie ma wspólnego z poziomem sportowym tbh.

    Polubienie

  18. @panszeryf
    Kompletnie się zgubiłem. Początkowo myślałem, że mówisz o obecnym poziomie sportowym (i wtedy się z Twoją tezą nie zgadzam, ale nie mam nic do dodania nowego). Ale jak teraz opowiadasz o dziejach i historii to są pytania – co w topce robi Francja i co poza nią robi Holandia? Stosujesz jakiś ranking mieszany, czy coś? To weź nas w szczegóły techniczne wprowadź, bo trochę nie wiadomo o czym rozmawiać.

    Ja na razie zrozumiałem, że sukcesy o charakterze międzynarodowym odniesione kiedyś przez niemieckie kluby są silnie zdominowane przez Bayern, podczas gdy w innych krajach nie ma aż takiego jednoznacznego lidera. OK, ciekawe spostrzeżenie.

    Polubienie

  19. „…dla kogoś szybkie tempo i fruwająca piłka z połowy na połowę może być synonimem wysokiego poziomu.”

    Chyba się komuś zerwał kontakt z Premier League i to dosyć dawno.

    Polubienie

  20. Jeśli dla kogoś ta liga w II dekadzie XXI wieku to tylko kopanie piłki z jednej połowy na drugą i szybkie bieganie, to trudno o inny wniosek, niż taki, że mu się kontakty z nią zerwały z 15-20 lat temu.

    Polubienie

  21. A ja się zgodzę z szeryfem, że też mnie Niemiecka liga nie przekonuje i że to nie jest najwyższa półka poziomu gry- czytaj czwarta w Europie, solidna, ale też uważam, ze weryfikacja RL9 nastąpiłaby tylko w ENG, ESP (bo w ITA to i Piątek radził sobie super).

    Polubienie

  22. He, na razie to sam swoich tez nie udowodniłeś – i jak zwykle się rzucasz, jak pinezką w tyłku, gdy ktoś się z tymi „niepodlegającymi dyskusji” tezami nie zgodzi, wyjeżdżając w dodatku niczym jakiś gumiak z tekstami o matce… I to niby mnie nerwy puszczają?… 🙂
    Sylwester za długo trwa?

    Polubienie

  23. Bo ja wiem, Ant, ja przynajmniej zwracam się do Ciebie, a nie stosują tą pogardliwą bezosobową stylistykę „komuś, kogoś” ect.

    Co mam udowadniać, subiektywne wrażenie? Czy to że zdarzało mi się oglądać w ostatnich 15 latach mecze EPL? Naprawdę mam to udowadniać? Skończę zabawę w wycieczki osobiste, zanim na dobre się rozhula, bo i jaki kuń jest każdy widzi.

    Polubienie

  24. No właśnie widać to aż za dobrze – i to nie pierwszy raz.
    Trzeba mieć pisowski tupet, żeby bez prowokowania wyskakiwać (znowu) z takimi gadkami, a potem jeszcze zarzucać komuś słabe nerwy i pogardę… 🙂
    To nie ja w tym towarzystwie mam słabe uszczelki.

    Polubienie

  25. Skoro już było i o uszczelkach, i o puszczaniu, to jeszcze ustalcie kto ma większy zaworek i skończymy może z tą hydrauliką, bo wszystkie klasyki będą już zaliczone. No może poza „twoja stara!”, ale to w zaistniałych warunkach mogłoby być zaskakująco niejednoznaczne.

    Polubienie

  26. @panszeryf
    „Dlaczego w 11. sezonu jest”

    Dlaczego w top3 trenerów roku jest koleś który wygrał drugą klasę rozgrywkową? Bo wygrał ją w najbardziej medialnej Anglii, mając samemu rozdmuchane ponad logikę nazwisko. Dlaczego wygrał Klopp, jakby nie patrzeć świetny trener, a nie Flick, który pozamiatał wszędzie i zamiata nadal? Bo jeden trenuje w Anglii i ma wyrobione nazwisko, drugi nie trenuje w Anglii i nazwisko dopiero zdobywa.

    Nie wiem jak z tymi dziejowymi rozkwitami i zakrętami, duży temat, ale zaryzykowałbym parę innych okresów Buli, gdy miała się lepiej. Co do Serie A, fakt, jeden z najgorszych momentów, ale jakiś czas może tak zostać – wcześniejsza potęga Seria A bardzo IMO polegała na pieniądzach, Włoskie kluby są rekordzistami w licytacji o najdroższe transfery futbolu, obecnie już tak groszem nie śmierdzą, poza Juve, które zainwestowało we własny stadion. Nie chcę otwierać tematu obecnej sytuacji ekonomicznej Włoch i Niemiec, bo jeno pobieżna wiedza wchodzi, ale wydaje mi się iż jedni wypadają nieco lepiej od drugich i musi mieć to wpływ także na futbol – choćby pod względem na jakie ceny biletów kibice mogą sobie pozwolić.

    Polubienie

  27. @Pan Szeryf
    Wracając do meritum, to ciągłe wymienianie się od kilkunastu lat Niemców i Włochów na 3 miejscu klasyfikacji UEFA w żaden sposób nie dowodzi Twojej tezy, jakoby to włoska była o poziom wyższa.

    I zauważ, że calciopoli było już kilkanaście lat temu, więc jeżeli uważasz, że to chwilowe, to jestem zaskoczony, piłka zależy w dużej mierze od forsy, a tutaj Włosi mogą liczyć najwyżej na łaskę miliarderów, bo na razie na boom gospodarczy się nie zapowiada.

    I już tak poza wszystkim, to zaczynam teraz rozumieć ten pojazd na Brzęczka. No bo skoro nasi grają głównie we włoskiej, a austriacy w niemieckiej, to według niektórych oznacza to, że ci drudzy są o poziom gorsi i należało ich rozjechać, a nie zmęczyć z trudem i szczęściem 4 punkty.
    Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby np. polscy koszykarze wylosowali niedługo w jakichś rozgrywkach Kamerun…

    Polubienie

  28. Cóż, o sile lig z Top 3. świadczy dla mnie to, że od kilkunastu, -dziesięciu lat są w nich co najmniej 3-4 drużyny topowe, mniejsza albo większa przepaść i kolejne, które też prezentują wysoki poziom. A w Niemczech jest prawie zawsze tylko Bayern, długo, długo nic i drużyny z poziomu tych poniżej co najmniej 3-4 najlepszych z silniejszych lig. I tyle. Nie twierdzę, że Bundesliga jest ogórkowa. Ale dla mnie nie jest to poziom PL, PD, ani Serie A. To moja subiektywna opinia, którą można uważać za absurdalną 🙂

    Polubienie

  29. Przez lata jako kibic w grudniu przechodziłem na sporty zimowe i halowe, w tym oczywiście na skoki. Dzisiejszego konkursu czterech skoczni też nie odpuściłem pomimo, że w piłce w ty samym czasie działo się naprawdę wiele ciekawego. To zupełnie inne kibicowanie, trochę jak poobiednia kawa u babci lub spotkanie po latach z młodzieńczą miłością. A tegoroczny konkurs był dla nas wyjątkowo przyjemny. Brawo dla Kamila i całej drużyny.
    …………………………….
    Zawsze przy takich ogólnych dyskusjach mam wątpliwości, na ile poglądy wynikają z oglądania a na ile z kibicowskich mitów i stereotypów. Z ciekawości porównałem aktualne różnice punktowe pomiędzy pierwszą a dziesiątą drużyną w tabeli w bieżącym sezonie i:
    Anglia – 7 punktów (to chyba nikogo nawet nieregularnie oglądającego niespecjalnie dziwi);
    Francja – 10 (a to ciekawostka);
    Niemcy – 14;
    Włosi – 16;
    Hiszpania – 18.
    Wychodzi na to, że „najbardziej ogórkowa” w bieżącym sezonie to liga hiszpańska, a Włosi bardzo pilnują, żeby za bardzo nie odstawać.
    P.S.
    Obejrzałem wieczorem Milan – Juve (1:3) i jakiejś szokującej różnicy w poziomie gry na szczycie w porównaniu do ligi niemieckiej, też nie stwierdziłem.

    Polubienie

  30. Warto zwrócić uwagę, że Milan grał bez co najmniej czterech podstawowych zawodników odpowiedzialnych za atak i kreację 🙂

    Polubienie

  31. Serie A ostatniej dekady przecież nie przypomina bardziej niczego innego, niż Bundesligę.
    Różnica taka, że puchar LM 2 razy trafił do Monachium, a do Turynu ani razu.

    Polubienie

  32. @alp
    „(to chyba nikogo nawet nieregularnie oglądającego niespecjalnie dziwi);”

    Bo ja wiem, patrząc na ostatnie 2-3 sezony można być bardzo zdziwionym, 3 sezony temu City na tym etapie już w zasadzie mogło świętować tytuł, rok temu LFC mogło świętować, 2 sezony temu mieliśmy piękny wyścig obu wspomnianych jakiś 15 pkt przed resztą. To pierwszy, na razie, wyrównany sezon w EPL od 4 lat.

    Osobiście myślę że to nie liga stała się mocniejsza, tylko CIty i LFC słabsze, zobaczymy czy ogarną swoje problemy, ale na ta chwilę nie widzę ich w ścisłym topie. City 1/8 raczej przejdzie, ale IMO Pep w City się skończył i już raczej do walki o 100 pkt nie wrócą, LM też nie wróżę. LFC prędzej może być jeszcze wielkie, ale z kolei oni mają mocnego rywala w 1/8.

    @panszeryf
    Z jednej strony oczywiście warto, z drugiej podobne problemy mają obecnie wszyscy. Klopp dostaje gorączki przez urazy i veto mniejszych klubów na 5 zmian. W Realu niedawno świętowano iż po raz pierwszy od ponad 500 dni wszyscy zdrowi wyszli na trening(nie musze chyba mówić że na uraz nie trzeba było długo czekać). Nawet w Barcelonie która przez lata mogła imponować zdrowiem, kadra się sypie.

    Bywa, choć tam, w przeciwieństwie do Serie A, nie robi się centrycznych postaci ataku z gości którzy pokończyli 35 lat.

    Polubienie

  33. @up
    To prawda, nigdzie napastnicy się tak pięknie nie starzeją, jak we Włoszech 🙂

    Skoro nie widzisz wyżej 1/8 ManC, Liverpoolu, domyślam się, że też Barcy i też niekoniecznie Realu, to kogo widzisz w fazie półfinałowej poza Bayernem? Tak naprawdę mnóstwo zależy od losowania. Każdy może trafić w 1/8 na późniejszego finalistę, być de facto drugim najsilniejszym zespołem w turnieju, a odpaść przed ćwierćfinałem…

    Polubienie

  34. Każdy kibic dopisuje do historii sukcesu całą wielotomową opowieść dowodząc, co złożyło się na ten sukces, a o zwycięstwie i porażce najczęściej decyduje nie obcięty paznokieć bramkarza albo strzelca, którego parada/pudło obraca wszystko o 180. stopni. Trener potrafi być totalnie zmieszany z błotem po meczu, w którym rywale nie powąchali murawy w polu karnym jego drużyny, a jego napastnicy dziesięć razy obili aluminium. I tak się to kręci 🙂

    Polubienie

  35. @Otwojastara
    Faktycznie, jak się porówna zestawienie z końcowymi tabelami z poprzedniego sezonu to tylko we Włoszech i Hiszpanii proporcje są zachowane. W Anglii to była sześciokrotna różnica, w Niemczech i Francji trzykrotna.

    Polubienie

  36. @panszeryf
    Nie no, oba są faworyzowane w swoich parach, ale obu na obecną chwilę w czubie nie widzę.

    Dużo od losowania, fakt. Bayern, PSG, Atletico, ktoś czwarty, potencjał nadal ma LFC, potencjał ma Real. Tak, można mieć pecha w losowaniu i wymieni na siebie powpadajo w 1/4. Osobiście ciepło wspominam Juve 15/16 które odpadło z Bayernem w 1/8, czy Bayern Ancelottiego, który odpadł rundę wcześniej od Pepa, ale bliżej był pokonania Hiszpańskiego rywala niż Guardiola kiedykolwiek.

    Polubienie

  37. To może być niezwykle emocjonująca wiosna w LM, pełna zaskakujących wyników.
    Faworytów nie widzę. Bayern ma problemy z obroną (na razie klajstruje Neuer), PSG sama się rozwala od wewnątrz (może nowy trener coś zmieni), Atletico wczoraj umoczyło w Pucharze z trzecioligowcem (pomeczowa wypowiedź trenera zaskoczyła komentatorów) , dla Anglików liga zawsze jest najważniejsza a we Włoszech mamy zamach na hegemonię. Przerwy na regenerację i poukładanie drużyn nie było a eliminacje MŚ też nie ułatwią gospodarowania siłami piłkarzy. A do tego wszystkiego wirus, który nie odpuszcza.
    O sukcesie (moim zdaniem) zadecyduje umiejętność gospodarowania siłami piłkarzy i wykorzystania rezerw, elastyczność taktyczna i niewykluczone, że czysty przypadek.
    Może być „klawo jak cholera”.

    Polubienie

  38. „Liga najważniejsza”: Tak się mówi, jak się przegra i nie umie przyznać, że rywal był lepszy.
    Ale to bardzo skuteczna narracja jak widać, są koledzy którzy do dziś wierzą, że regularne porażki Włochów w pucharach to dlatego, że liga najważniejsza…

    Polubienie

  39. O tym, że dla Włochów jest najważniejsza zbyt wiele nie słyszałem… – pisałem o Anglikach.
    A ligowa rywalizacja jest o tyle ważna w każdej z lig, że daje prawo do udziału w kolejnej edycji europejskich rozgrywek… – niby nic, a jednak coś. I nie mam wątpliwości, że są kluby w każdej z lig np. w fazie przebudowy, które koncentrują się w sezonie na rozgrywkach ligowych, żeby w następnym z możliwie najlepszej pozycji startować w Europie.
    Na ile jednak takie wyjaśnienia (zwłaszcza po wpadkach) oddają rzeczywistość, a na ile są tylko dupokrytką nie zamierzam oceniać.

    Polubienie

  40. Napoli praktycznie co roku tłumaczyło się że dla nich priorytetem jest Serie A, tylko po to by co sezon i tam przegrywać

    Polubienie

  41. Zależy jeszcze, o kim mówimy. Kto się tłumaczy. Bo o ile ciężko wyobrazić sobie w lidze poza pierwszą czwórką Bayern, PSG, Real, czy Juve, to takie Napoli, Lazio, Roma, Milan, Sevilla, czy właśnie Anglicy muszą o te czołowe lokaty walczyć rzeczywiście wszystkimi siłami. Więc kiedy Napoli mówi, że najważniejsza jest liga, to ja w to wierzę, bo to dla nich + kilkadziesiąt mln euro o fundamentalnym znaczeniu. A dla np. Bayernu nie dość, że nie jest to tak znacząca kwota, to jeszcze jej brak w zasadzie im nie grozi.

    Polubienie

  42. Co za szalony mecz. W 25 min. Bayern prowadził na wyjeździe z Borussią MG 2:) i wydawało się, ze jest po meczu. I Bayern przespał… – W 48 było już 3:2 dla Borussii. Na nic się zdały desperackie próby Bayernu, który przez ostatnie 25 minut praktycznie nie wychodził z połowy Gladbach i Bayern umoczył. To się oglądało!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s