Na wyciągnięcie nogi

Nie wypada otwierać tego roku na blogu od kogoś innego, prawda?

Przyzwyczailiśmy się ostatnio każdej jesieni rozważać, czy Robert Lewandowski zdoła przelicytować wyczyn Gerda Müllera, który w sezonie 1971/72 nastrzelał w Bundeslidze 40 goli. Dotychczas się nie udało, ale za parę chwil wreszcie może się udać – nawet jeśli kanonada Polaka straci na intensywności, bo gdyby utrzymał tempo z bieżącej edycji, to pobiłby Niemca bezdyskusyjnie (po dzisiejszym popołudniu ma w dorobku tyle trafień, ile wicelider snajperskiego rankingu Erling Haaland i trzeci André Silva razem wzięci).

Gdy jednak umieszczamy monachijskiego snajpera w generalnej klasyfikacji wszech czasów, odruchowo zakładamy, że stać go nie na wszystko, lecz na zaledwie prawie wszystko – owszem, kiedy minął Claudio Pizzarra, to czekaliśmy, aż prześcignie Manfreda Burgsmüllera, następnie spodziewaliśmy się wyprzedzenia Juppa Heynckesa, wszystko to przyjmowaliśmy jak oczywisty porządek rzeczy, tak jak teraz spokojnie wypatrujemy dnia, w którym Polak obali wicelidera Klausa Fischera. Brakuje mu drobnych 13 goli, odległość do nadrobienia jeszcze w bieżącym sezonie.

Na tym koniec, tutaj się zazwyczaj zatrzymujemy. Ilekroć mówi się o granicach możliwości Lewandowskiego, słychać zastrzeżenie, że w całokształcie twórczości jest w stanie zakasować wszystkich poza właśnie Gerdem Müllerem – napastnikiem mitycznym, który karierę w Bundeslidze uświetnił aż 365 golami. Bilans niewyobrażalny, spoza zasięgu wzroku najbardziej zwariowanych fantastów, Polaka dzieli od niego jeszcze niebotyczne 110 goli. Prognozowanie, że napastnik Bayern wzbije się aż tak wysoko, uchodziłoby za podszyte naiwnością, głębokim nierozumieniem sportu, w którym wszak nie znasz dnia ani godziny, zwłaszcza grubo po trzydziestce w każdej chwili może się zacząć twój schyłek.

Ja jednak za długo patrzę na ewolucję Lewandowskiego – podpartą patologicznie rozwiniętymi: pracowitością, perfekcjonizmem, psychiczną odpornością i zachłannością – by uciekać w nadmierną ostrożność. Przecież ewidentnie nie dyskutujemy tutaj o zwykłym homo sapiens, lecz o hybrydzie bio oraz techno, więc mamy prawo przynajmniej częściowo traktować jego karierę jak naukę ścisłą. Znaczy – zjawisko obliczalne.

No więc porachujmy.

Za punkt odniesienia obierzmy Cristiano Ronaldo, poniekąd mentalnego bliźniaka Lewandowskiego. Obaj są podobni pod względem atletycznym, obaj imponują zbliżoną regularnością i właściwie nigdy nie popadają w kryzys, obaj z identycznym zaangażowaniem dbają o ciało, traktując je jak bolid, z którego trzeba wycisnąć ciut więcej niż maksimum. Dlatego nie będzie nadużyciem przyjęcie założenia, że Polak (urodził się 21 sierpnia 1988 roku) będzie się starzał w sposób porównywalny do Portugalczyka (5 lutego 1985 roku).

Przyjrzyjmy się, jak reaguje na upływ czasu Ronaldo – otóż w minionym sezonie Serie A zdobył on 31 bramek, a w bieżącym – 12 bramek w 13 kolejkach rozgrywek (nie we wszystkich musiał wystąpić). Wciąż, pomimo nadciągających 36. urodzin, utrzymuje obłędną snajperską wydajność, ponieważ haruje nie tylko katorżniczo, ale również inteligentnie, i nawet jeśli coś z wiekiem traci, to co innego zyskuje (skoczność!). Jak Lewandowski.

On jest o 3,5 roku młodszy, co oznacza, że aktualny wiek Ronaldo osiągnie kilka miesięcy po zakończeniu sezonu 2023/24. Dzieli go od tego momentu wieczność: druga połowa bieżącej plus trzy kolejne edycji rozgrywek Bundesligi. A to oznacza, że jeśli nawet ciut zwolni – przypomnijmy: 34 gole w poprzednim sezonie, 19 goli po 14 kolejkach obecnego – wiosną rzeczonego roku 2024 osiągnie wynik Gerda Müllera.

A przecież nie jest powiedziane, że powie wówczas „stop”. Portugalczyk na razie o rozstaniu z boiskiem nawet nie wspomina, przeciwnie – zarówno on, jak i Polak obiecują, że pozasuwają do czterdziestki.

Dla jasności: nie chcę bawić się w infantylne zaklęcia i nie zainwestuję majątku w typowanie, że obecny supernapastnik Bayernu na pewno zdetronizuje byłego supernapastnika Bayernu. Przyszłość składa się głównie z niewiadomych, przypadków szczęśliwych i nieszczęśliwych oraz stada Czarnych Łabędzi, nie wykluczymy nawet tego, że kolejna pandemia ostatecznie futbol zlikwiduje. Twierdzę tylko, że jeśli weźmiemy pod uwagę dane, którymi dysponujemy dzisiaj, wyraźnie bardziej prawdopodobne wydaje się to, że Polak zdystansuje niemiecką legendę, niż to, że jej nie zdystansuje.

Doceńmy go wreszcie, nazywajmy rzeczy po imieniu, przesuńmy międzymeczowe kłótnie i zachwyty na właściwy pułap. Gerd Müller jest na wyciągnięcie nogi, Robert Lewandowski najzwyczajniej w świecie pruje po tytuł snajpera wszech czasów w Bundeslidze.

71 myśli na temat “Na wyciągnięcie nogi

  1. @panszeryf
    Napoli mówiło konkretnie o scudetto. I chodzi o okres Sarrizmo, gdy gdy tego tytułu byli wcale blisko, a od niewejścia do pucharów dzielił ich solidny bufor.

    Polubienie

  2. Raz tylko mieli realną szansę. A co do pozostałych drużyn to opowiadanie, że najważniejsza jest walka o piąte miejsce w lidze lidze jest zwyczajnie śmieszne.

    Polubienie

  3. O jakie piąte? O czwarte jeśli już, dające awans do LM. W przypadku Napoli jestem też w stanie przyjąć, że ważniejsza była dla nich walka o Scudetto, niż triumf w LM. Po pierwsze dlatego, że do zwycięstwa w LM potrzebna jest fura szczęścia, szczególnie klubowi pokroju Napoli. Po drugie dlatego, że mieli realną szansę na Scudetto pierwszy raz od kilkudziesięciu lat, w dodatku w takim momencie dziejowym, w którym z racji, wydawało się, niezagrożonej dominacji Juve, to mistrzostwo smakowałoby jeszcze bardziej wyjątkowo. Po trzecie, na kolejną taką szansę mogą czekać kolejne kilkadziesiąt lat, o ile w ogóle się takowa nadarzy. A w LM paradoksalnie do fazy co najmniej ćwierćfinałowej mogą docierać dość regularnie. Nie trzeba mieć do tego aż tak wybitnej, silnej, stabilnej drużyny, wystarczy trafić z formą i losowaniem, co pokazują regularnie kolejne sezony – np. Atalanta, Ajax, kluby niemieckie poza Bayernem, itd. Uprzedzając jazgot – nie twierdzę, że to ogórki, ale w gronie pięciu najsilniejszych klubów w Europie by ich raczej nikt nie umieścił.

    Polubienie

  4. Plus kwestia doświadczenia w LM, mającego kapitalne znaczenie – vide właśnie Atalanta – PSG, Ajax – Tottenham.

    Polubienie

  5. Tottenham, kolejny świetny przykład, też jęczeli że „skupiajo się na lidze” aż przyszedł sezon gdy wyniki bardziej się zgadzały w LM i nagle nie było żadnego skupiania z miejsca.

    No nie wiem Szeryf, jak choć raz się Napoli do tego ćwierćfinału doczłapie, to będziemy mogli pogadać.

    Po prostu LM to trudniejsze rozgrywki o wyższym poziomie, których nie koczą uczestnicy w jednym czasie. Dlatego ciężej swoje porażki w innych rozgrywkach zasłaniać „skupianiem się na LM”.

    Polubienie

  6. Z bajek o klubowych priorytetach najbardziej ucieszyłaby mnie narracja naszego „ligowego asa”, że w maju opędza ligę rezerwami, żeby jak najlepiej przygotować się do europejskiego finału… – chociażby w LE.

    Polubienie

  7. Bredzenie, że liga najważniejsza, zdarzało się też w naszym kraju…

    @panszeryf
    Mówiłem np. o Milanie, który odpadanie w fazie grupowej LE albo jeszcze w kwalifikacjach tejże przez całe lata tłumaczył, że liga ważniejsza, będąc w środku tabeli i mając realną szansę na 5-6 miejsce. Taa, skupiam się na lidze, w której grozi mi co najwyżej awans do LE, którą przecież olewam, jaasne, te same bzdury opowiadano w Genoi czy innym Chievo, a może Fiorentinie, już nawet nie pamiętam.

    I owszem, w tym jednym jedynym sezonie dwa lata temu Napoli mogło mówić, że skupiają się na lidze. W pozostałych to były bzdury – nikt od początku nie wierzył, ż mieli szanse.

    Polubienie

  8. Liga w naszym kraju jest faktycznie najważniejsza, ale to smutna rzeczywistość, bo w europejskich rozgrywkach jesteśmy bez szans. Ostatnio, dzięki sukcesom P(rzestraszonej)MŚ, nawet na awans do fazy grupowej.
    P.S.
    To oczywiście nie przeszkadza nam, w obwinianiu RL (nie tylko) o brak medali MŚ czy ME.

    Polubienie

  9. Walka w poważnej (nie tzw. Ekstraklasie) lidze o LM, a o LE to dwie zupełnie różne sprawy. Pieniądze w LE są śmieszne w porównaniu do LM i jej prestiż też jest, delikatnie mówiąc, dużo niższy. Taki Milan od kilku lat ma realne szanse na LM, wcale nie walczy tylko o miejsca 5-6. Nie licząc poprzedniego sezonu, wcześniej przez trzy lata brakowało im po kilka (a nawet jednego) punktów. Więc stawianie ligi, a więc szansy na potężny zastrzyk finansowy poprzez awans do LM, ponad walkę w niekoniecznie pożądanej dla klubu o takich aspiracjach LE jest dla mnie jak najbardziej racjonalnym stawianiem sobie priorytetów, szczególnie przez księgowego. Ja w każdym razie od dawna uważam, że czołowe kluby z lig Top 3. świadomie po macoszemu traktują rozgrywki LE i jest to dla mnie całkowicie zrozumiałe. Osasuna, Sociedad, Fiorentina, Sampdoria, Hellas, Wolverhampton, Aston Villa będą, myślę, rywalizację w LE traktować całkowicie serio. Ale Sevilla, Atletico, Napoli, Milan, Roma, Tottenham, czy Chelsea – delikatnie mówiąc, niekoniecznie.

    Schalke – Hoffenheim 4:0. Wow.

    Polubienie

  10. Jakoś nie zauważyłeś, że od kilku lat jednym ze sposobów wejścia do LM jest wygranie LE, więc żadnych wymowę już nie ma.

    Polubienie

  11. Niektórzy twierdzą, że Borussia nie lubi Bayernu, a właśnie ograła Red Bulli w Lipsku 3:1 i zagwarantowała Bayernowi utrzymanie pozycji lidera w Bundeslidze.
    Niesamowity mecz, niesamowity Haaland… – pierwszą bramkę wypracował (asysta 2 stopnia), dwie strzelił.

    Polubienie

  12. @GP
    To coś, jak wygranie Ligi Narodów daje awans na ME 😀 no tak, na pewno Niemcy, Hiszpanie, czy Francuzi grają na 110% w tych szalenie prestiżowych rozgrywkach 😉

    Polubienie

  13. Plebiscyt na SR 2020 rozstrzygnięty – zasady tak samo poronione jak rozumowanie głosujących, którzy Kubackiemu dali miejsce 10, a Stochowi, który to samo wygrał już w 2021 – 3.

    Polubienie

  14. @panszeryf
    Pewnie tak, ale jakoś szczęśliwie nikomu nie zdarzyło się palnąć „skupiamy się na eliminacjach” xD

    Polubienie

  15. Sympatyczny wieczór. Najpierw obejrzałem pucharowe zwycięstwo Bayeru na Eintrachtem, a następnie zdążyłem się załapać na dobijanie Sewilli przez Atletico.

    Polubienie

  16. Ligi soM w sTu pronCentAch miaroDajne, a błenDy semDziowskie wyrófnują siEm

    Polubione przez 1 osoba

  17. W sumie piłka to dziwna rywalizacja. Wydawało się, ze w tej kolejce Bayern (który początek roku na pewno nie zaliczy do udanych) w tej kolejce straci prowadzenie, a okazało się, że to najgroźniejsi rywale umoczyli i dzięki temu umocnił się na fotelu lidera i to pomimo, ze mecz zagrał na fifty – fifty.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s