Jazda na picu

Jerzemu Brzęczkowi szczerze współczuję. Żyjesz w głębokim przekonaniu, że trwa najważniejszy rok w twojej zawodowej karierze, snujesz szczegółowe plany, słyszysz publicznie wygłaszane wsparcie od przełożonego, nie krążą nawet mogące wywołać poczucie zagrożenia plotki – i nagle przełożony zaprasza cię na kawę, zostajesz wywalony na zbity pysk. Przepraszam, innego adekwatnego sformułowania nie znajduję. Boniek umie narobić dymu jak nikt inny w polskim futbolu.

Niestety, także w stylu, który budzi sprzeciw.

Zarazem uczciwie przyznaję, że nigdy, przenigdy, nawet przez ułameczek sekundy, nie przemknęło mi przez głowę, że reprezentacja Polski pod przywództwem Brzęczka cokolwiek istotnego osiągnie. O Euro 2020 myślałem zrezygnowany, jak o kronice zapowiedzianej klęski.

Dlaczego selekcjoner nie rokował, chyba wiadomo – rozmaici komentatorzy diagnozowali to już tysiącami słów, ewolucja sposobu gry drużyny nie pozwalała się łudzić. Do kwestii czysto merytorycznych dodałbym jeszcze, że Brzęczek nie potrafił być uwodzicielem. Nie zauroczył ani piłkarzy, ani kibiców, ani mediów. A to w prowadzeniu drużyny narodowej bywa bezcenne, bo w trakcie zgrupowań raczej nie zdążysz przeprowadzić długotrwałej drużynotwórczej pracy u podstaw. Selekcjoner aktywizuje się rzadko, musi do maksimum wykorzystać każdy kontakt. I z zawodnikami, i z opinią publiczną. Drużynę kształtuje to, co wewnątrz, oraz to, co na zewnątrz.

Żeby było jasne: selekcjoner nie musi być sympatyczny. Ani lubiany, ani do rany przyłóż. Może być sukinsynem. Ale potrzebuje charyzmy, zdolności do przekonywania otoczenia, że wie, dokąd zmierza. Posługując się poetyką prezesa PZPN, który objaśniał tajemnicę sukcesu Jürgena Kloppa – dobrze, jeśli umie „jechać na picu”.

Brzęczek nie umiał. Z rozmów o aurze, jaką wokół siebie wytwarzał, wnioskuję raczej, że był permanentnie zestresowany. Do zgrupowań przystępował pod presją, czuł się egzaminowany, zmuszany do udowadniania, że się nadaje. Przylecieli panowie piłkarze, na co dzień zadający szyku w wielkim świecie, więc trzeba się postarać, by nie dać plamy.

Wkrótce reprezentację powinien przejąć ktoś z nazwiskiem. Innego scenariusza sobie nie wyobrażam – gdyby Boniek zamienił siekierkę na kijek, porządnie zapaskudziłby sobie prezesowską reputację, publika wpadłaby w furię. Jednak nawet jeśli na widok jego wybrańca nie zadrżą nam serca, to być może odzyskam nadzieję, że polska przyszłość na Euro 2021 (oraz mundialowe eliminacje) nie jest wcale rozstrzygnięta. Tęsknię za jakimkolwiek nowym impulsem.

Znów przypominam sobie też galerię trenerów, z jakimi pracują lub pracowali aktualni piłkarze reprezentacji Polski. Podaję do refleksji, rozpala wyobraźnię:

Allegri;

Ancelotti;

Bielsa;

Emery;

Flick;

Gasperini;

Guardiola;

Hasenhüttl;

Heynckes;

Klopp;

Lucescu;

Prandelli;

Ranieri;

Sarri;

Spalletti;

Wenger.

158 myśli na temat “Jazda na picu

  1. A powodów będzie sporo. Za 4:4:2 Sousa nie przepada, od gry „skontry” woli dominację boiskową, a od gry na „zero styłu” grę na wygrać.
    I co? – Epokowe dzieło PMŚ Program Szkolenia Młodzieży pisać na nowo?
    P.S.
    Nie tylko Kołodziejczyk, chociaz na razie antybońkowcy koncentrują się na stylu odwołania. Ale przyjdą pierwsze powołania, potem mecze i Brzęczek może nawet wyjść na wybitnego trenera (albo Susa na znacznie gorszego), żeby tylko kopnąć w Bońka i uniemożliwić mu próby układania klocków wyborczych.
    Oj, pojechał Zbysiu po bandzie. Chyba nawet bardziej jak zdarzało mu się w czasach, gdy jeszcze kopał piłkę.

    Polubienie

  2. Nie zgadzam się z tym, że nie dało się nie wyjść z grupy el. ME. Jak dla mnie Brzęczek był wbrew pozorom bardzo blisko tej „sztuki”. Tyle szczęścia, ile on miał w tych wygranych meczach, to ja do dzisiaj wyjść z szoku nie mogę.

    Zgadzam się, że Sousa nie będzie miał łatwego życia w erze pobońkowej, o ile do niej dotrwa.

    Reprezentacja pod jego wodzą? Uważam, że nikt nie jest w stanie tego przewidzieć. Biorąc pod uwagę ulubiony styl gry repry vs zamiłowanie Sousy do piłkarzy aktywnych i odważnych, to w miarę pewne wydaje się tylko jedno – wyniki meczów naszej kadry będą iście hokejowe.

    Polubienie

  3. No i dlatego Boniek się przestraszył kompromitacji na ME – bo widział, że to wciąż ta sama bezładna kopanina, a w starciach z mocnymi rywalami nawet gorsza.
    Jak wszyscy wie, że na mistrzostwach Izraeli, Łotw i Macedonii (oraz uprzejmych wobec nas Austrii) nie spotka.
    Poza tym jako prezes zna stosunki społeczne w szatni, dalekie od picu wciskanego mediom przez trenera i zawodników.

    Polubienie

  4. Sielanki w szatni nigdy nie ma. Zawsze stare rupcie grają ważniaków i starają się chociażby jeszcze jeden sezon utrzymać w składzie, a młodzi próbują ich z szatni wyrzucić. Trudno więc oczekiwać, ze w trakcie odmładzania kadry panowała atmosfera jak u cioci na imieninach.
    Zwłaszcza, że za cztery miesiące EURO i można by pojechać, żeby zwieńczyć karierę i przejść na emeryturę. Wynik oczywiście ma mniejsze znaczenie.

    Polubienie

  5. Taa…Pierwsze słyszę, żeby po przyjściu nowego trenera niesnaski w szatni, brak porozumienia na linii trener – zawodnicy były normą. I żeby ta „norma” trwała 2,5 roku…Albo żeby normą było żegnanie trenera życzeniami, by poprawił zdolność komunikacji z drużyną.

    Polubienie

  6. Chyba jest w necie czwartkowa konferencja prasowa Bońka – więc do niej odsyłam. Długo nie trzeba czekać, bo dosyć wcześnie to powiedział.

    Polubienie

  7. @Panszeryf
    Pisząc o bliskim nie wyjściu z grupy el ME, na pewno miałeś na myśli Brzęczka, a nie Nawałkę/Beenhakkera?
    Bo jak tak, to to będzie nr 7 do listy.
    @Antropoid
    Jeśli uważasz, że Słowacja to trudniejszy rywal niż Austria, to jesteś pewien, że mówisz o piłce, a nie hokeju?

    Polubienie

  8. @Antropoid
    Prosiłem o przykłady piłkarskich życzeń…
    Boniek na konferencji tak sobie nazaprzeczal, że pewnie chciałby sam zapomnieć o tym co mówił, a nie tylko piłkarze, dziennikarze i kibice. Wj sprawie komunikacji również.

    Polubienie

  9. @GP

    Austria odkąd pamiętam szamocze się sama ze sobą, nawet kiedy na papierze ma całkiem solidny skład. Zagra jakiś super mecz, a potem –
    badziewie, nierzadko seriami, poza tym to rywal wobec nas najbardziej uprzejmy.
    Po Słowacji natomiast w ogóle nie wiem, czego się spodziewać. 12 lat temu wygrali z nami oba mecze, choć z gry w obu byli gorsi. Na mundialu obstawiałem ich w roli wora treningowego, a oni wyrzucili z turnieju mistrzów świata , wyszli z grupy i przegrali tylko golenm z późniejszymi wice. Rywal niedoceniany – dlatego można się przejechać. Jakiś czas temu ich młodzieżówka pogoniła naszą (i to u nas w domu) na MME, a od wyniku gorszy był obraz gry. Ja tego przeciwnika nie lekceważę.

    @Alp

    W kwestii komunikacji akurat nie było żadnych niedomówień w wypowiedzi Bońka.

    Polubienie

  10. Atalanta potrafi być okrutna dla swoich rywali. Dzisiaj sponiewierała Milan.
    P.S.
    @Antropoid
    A to interesujące. Chyba faktycznie będę musiał wrócić do konferencji.Kiedyś…

    Polubienie

  11. @alp
    Podsumowując wypowiedzi Twojego adwersarza, Boniek to człowiek z planem. Jego polityka jest oparta o racjonalne przesłanki. Decyzje są przemyślane, a pozorna niepunktualność bierze się z potrzeby realnej analizy bez udziału emocji. W wypowiedziach jest spójny i konkretny. Jego koncepcje bywają tak urzekające intelektualnie, że niejeden się w nich zakochał.

    Już Kierkegaard, dostrzegając w człowieku istotę słabą i niezdolną do samospełnienia, postulował odrzucenie logiki na rzecz wiary. Wewnętrzna sprzeczność istoty doskonałej i wszechmocnej staje się wówczas odpowiedzialnością ludzkiej logiki, a nie samej istoty. To właśnie ten zabieg pozwala nam wierzyć w Absolut – istotę pozornie wewnętrznie sprzeczną, lecz tylko z racji na nasze niedoskonałości, w efekcie czego dojrzała i pokorna wiara nie pozwala Istoty kwestionować. Nie przewidział tylko Kierkegaard, że Istotą jest Zbigniew Boniek.

    Polubienie

  12. Plus podpowiedź dla głosiku czytającego w głowie – nazwisko duńskiego myśliciela odczytujemy „kirkegor”, przy czym „o” jest wyraźnie wydłużone.

    Polubienie

  13. @koziołek

    Spasiba.
    Twoje interpretacje moich wypowiedzi są naprawdę urzekająco fantazyjne.
    Gdybym kiedykolwiek miał mieć biografa, to zaprosiłbym Ciebie.

    Polubione przez 1 osoba

  14. @Antropoid
    „interpretacje fantazyjne” – chyba będę musiał na nowo przemyśleć różnice pomiędzy rzeczywistością a fantasmagorią.
    ………………………
    Lubię Bońka. Zawsze go lubiłem. Może dlatego, że ja szanuję ludzi myślących racjonalnie a lubię tych, którzy często jadą przez życie emocjami. A Boniek często mówi, działał i działa pod wpływem impulsu,a czasami wygląda jakby nawet na wk….. . To jednak już bywa denerwujące. W czasach gdy jeszcze grał w naszej lidze potrafił do białej gorączki doprowadzić nasz światek piłkarski tak, że był drugim po Lubańskim (to zupełnie inny przypadek) polskim piłkarzem, któremu pozwolono wyjechać do zagranicznej ligi przed ukończeniem 29 roku życia. Nie wiem ile w tej opinii było prawdy, ale wielu w tamtym czasie było o tym głęboko przekonanych.
    Pomimo jednak całej sympatii dla Bońka, decyzja o zmianie selekcjonera, jest decyzją podjęta w złym czasie a następca (przy całym szacunku dla jego dorobku piłkarskiego) jest totalną niewiadomą. W mojej ocenie merytorycznie nie sposób jej uzasadnić, a Ci, których usatysfakcjonowała, kierują się głównie niechęcią do Brzęczka

    Polubienie

  15. @alp, antropoid
    Jeśli moje dociekania dotyczące związków wypowiedzi antropoida z filozofią Kierkegaarda nie są dążeniem ku rzeczywistości obiektywnej (w rozumieniu ściśle Husserlowkim, czyli fenomenalistycznym), lub wręcz jej esencją (niczym brakującą cząstka – eter – Demokryta-pierwszego atomisty), to naprawdę nie wiem co niby rzeczywiste jest. Ja tu zrozumiałem „fantazyjne” raczej jako „wyszukane, bezprecedensowe, uruchamiające wyobraźnię”, aniżeli „fantasmagoryczne”.

    @alp
    A Tuchel byłby „wiadomą”? Kto byłby? Sartre miał na ten temat swoje zdanie i chyba je podzielam, że nikt.

    Polubienie

  16. @koziołek
    Z tym, że człowiek jest istotą słabą, mogę się zgodzić. Z tym, że jest niezdolny do samospełnienia – już niekoniecznie.

    Polubienie

  17. @Koziołek
    Masz rację. W tych okolicznościach (czas do kluczowych spotkań w eliminacjach MŚ i EURO) nawet trener z solidnym CV reprezentacyjnym byłby niewiadomą, a klubowy nawet z wybitnym dorobkiem wielką niewiadomą.

    Polubienie

  18. Robert z bramką, Muller z dwoma (dzisiaj najlepszy na boisku), a Bayern umacnia się na pozycji lidera.
    P.S.
    Milik wczoraj zadebiutował (30 minut).. Było tak jak musiało, biorąc pod uwagę, że ledwo zdążył pobrać nowe koszulki, żeby załapać się na autobus do Monaco.

    Polubienie

  19. @F.Wspaniały
    Ja też. W ogóle zgadzanie się z Kierkegaardem jest dosyć ekscentryczne. Już zresztą samo określenie „zgadzać”, które w naszym (dzisiejszym, europejskim) kręgu semiotycznym oznacza przystanie na zaprezentowany argument myślowy, jest de facto przesiąknięte logiką, którą Duńczyk przecież odrzucał. Żyjemy w czasach kultu umysłu i nauki, co niektórzy wręcz buńczucznie chrzczą czasem racjonalnym. To nie są czasy Kierkegaarda. To może są czasy Milla, może nawet Feuerbacha, a niezorientowani dąsają się, że Marksa. Ja jednak sądzę, że to w ogóle nie są czasy filozofów. Żyjemy w epoce myślowej jako dzieci Nielsa Bohra – tak bardzo jesteśmy modernistyczni. Metoda matematyczno-empiryczna – uważana np. przez ks. prof. Michała Hellera za najwybitniejsze dzieło cywilizacji – zawładnęła wszelką myślą na tyle powszechnie, że wszystko inne wydaje się dziecinadą i nierozsądkiem.

    I według mnie to dobrze i słusznie.

    Polubienie

  20. @Koziołek
    „Żyjemy w czasach kultu umysłu i nauki”… – jak się rozglądam dookoła to wydaje mi się, że to hurra optymistyczna teza.

    Polubienie

  21. Metoda naukowa ma się dobrze, prawie wszyscy korzystamy na co dzień z jej osiągnięć. Czy wszystko inne jest dziecinadą – tu bym polemizował.

    Polubienie

  22. PSG bankrutuje. „Korzystając z programu „chômage partiel” paryżanie korzystają z pomocy państwa przy wypłacaniu ich pensji”.
    Nie dałbym. Moja odpowiedź brzmiałaby – idźcie do właściciela. A jak niema, to niech sprzeda Neymara.
    Ale poza tym to kolejna dobra wiadomość – podobno oprócz Realu i Bayernu wszyscy z czołówki zaliczyli stratę.

    Polubienie

  23. @F.Wspaniały
    Tak. Postęp technologiczny jest niesamowity. Doszło do paradoksu… – produkty, które wchodzą na rynek jako supernowość, są już przestarzałe bo w tym samym czasie z desek projektantów do produkcji schodzą produkty jeszcze nowocześniejsze. Ale czy za postępem technicznym nadąża postęp społeczny? Czy człowiek zmienia się tak samo szybko?
    Czasami trudno się oprzeć gorzkiej refleksji, że jedyne co zmieniliśmy w sobie to zastąpienie średniowiecznego pręgierza internetowym hejtem. Dzisiaj nie musimy wychodzić z domu w brzydką pogodę na plac pod ratuszem, żeby wyładować swoje frustracje. Możemy to zrobić w domowym ciepełku nie wychodząc z kapci.
    A to zjawisko poznaliśmy już przed wiekami… – kiedy to na największym placu w Atenach (wtedy kolebce wiedzy i nauki) posadzono Sokratesa ze szklanką cykuty w ręku. Złośliwi ówcześni twierdzili, że wypił ją chętnie, byle tylko nie wracać na noc do Ksantypy.

    Polubienie

  24. @alp
    Dlaczego uważasz, że hurra optymistyczne jest to spostrzeżenie? Antyszczepionkowcy, płaskoziemcy i postmoderniści w swoich elaboratach odwołują się właśnie do empirii. Nawet przeczenie nauce ma dziś w kulturze europejskiej charakter naukowy, choć, owszem, mniej (postmoderniści psioczący na twierdzenie Goedla bez cienia zrozumienia) lub bardziej (płaskoziemcy głęboko wierzący, że skoro widzą, że płaskie, to płaskie) nieudolny. Antyszczepionkowcy opierają swoje teorie na danych liczbowych i jakościowych – fakt, sfałszowanych – i to na ich podstawie prowadzą „wnioskowania”. Nikt już nie wziąłby na poważnie żadnego proroka natchnionego rzekomo transcendentnie do mówienia „najprawdziwszej prawdy”.

    W naszym (czyli dzisiejszym i europejskim, tylko o tym środowisku mówię) kręgu kulturowym nikt Ci nie powie „jesteś głupi, bo w Koranie/Biblii jest inaczej napisane niż mówisz”.

    Rozwój społeczny, o którym wspominasz, to problematyczna kwestia. Dychotomie, takie jak na przykład Platon-Demokryt, czy później Hobbes-Mill, pokazują bardzo głębokie problemy tej materii. Społeczeństwo nie nadąża za myślą elit, więc trzeba nim twardo kierować (podejście Platona, czy Hobbesa). Ale też społeczeństwo „zmuszone do nadążania” się buntuje i potrzebuje jak najwięcej swobody, by ten bunt odegnać (Demokryt, czy szczególnie miły memu sercu Mill właśnie). Arystotelejskie poszukiwanie środka też zda się na niewiele – społeczeństwo jest zbyt niejednorodne. Rozsądek nakazuje znaleźć sposób na akceptowalną społecznie stymulację rozwoju, ale nic nie jest akceptowalnie społecznie w stopniu powszechnym. Czyli, tym razem prostymi słowami dla odmiany, w tej kwestii jesteśmy w dupie. Ponadczasowo i międzyepokowo w dupie.

    @F.Wspaniały
    Nie, nie wszystko inne jest dziecinadą, masz rację. Wszystko inne jednak się nią wydaje – daje się „naukowo wyśmiać”. Koncepcja Boga-Stwórcy nie jest dziecinadą, ale zaraz ktoś powie „nawet najtrywialniejszy i zabawkowy model grawitacji kwantowej wg Hawkinga i kogośtam (nie pamiętam teraz, praca z początku lat 90) tłumaczy, że czas nie miał początku, bo strzałka czasu została określona dopiero po rozszerzeniu się wszechświata do ponad 10^{-43} cm średnicy, a upływ czasu wcześniej nie istniał, bo nie miał kierunku, ergo wszechświat nie miał początku i nie mógł być zapoczątkowany”. No fantastycznie i przekonująco to brzmi, ja się nabrałem. Ale, jak się okazuje, koncepcji Boga-Stwórcy nijak to nie przeczy, i to z naprawdę wielu powodów.

    I tu polecam gorąco lekturę Filozofii Kosmologii autorstwa wspominanego ks. prof. Michała Hellera, który z ogromnym w mojej ocenie wdziękiem tłumaczy takie kwestie, zawzięcie, choć tyko przy okazji, zbliżając fizykę do Boga – pozwalając fizyce żyć bez Niego, ale nie pozwalając Mu zaprzeczyć. Jako rasowy i przewlekły ateista przeczytałem tę książkę dla zgrywy i cudownie mnie zaskoczyła. Nieco ponad 160 stron, więc da się zdzierżyć. Polecanko.

    Polubienie

  25. Turysta na spacerze w górach, zobaczył bacę siedzącego na gałęzi i piłującego ją od strony pnia… Baco nie piłujcie tak tej gałęzi, bo zlecicie. – E tam, nie zlecę. Turysta wzruszył ramionami i poszedł, a baca dalej energicznie piłował. Nie minęło parę minut i baca wraz z gałęzią wylądował na ziemi. Rozcierając ręką pośladki, z twarzą wykrzywioną bólem popatrzył za odchodzącym turystą i ze zdziwieniem wyszeptał do siebie; – wizjoner jakiś, czy cóś?
    ………………………..
    Tak każdy z nas działa o wiedzę, fakty i doświadczenia tylko, ze każdy o własne. Nie potrafimy ich wymieniać, uczyć się od siebie, wolimy łączyć się w społeczne bańki z tymi, którzy mają podobne poglądy. To daje złudne .poczucie bezpieczeństwa, umacnia nas w przekonaniu do własnych racji.
    Zamiast poszukiwania porozumienia akceptowalnego społecznie w stopniu (możliwie) powszechnym, zamykamy się w swoich bańkach, które mają coraz większy kłopot w porozumiewaniu się. Wiem, że tak było zawsze, że np. polskiemu szlachcicowi było bliżej do szlachty zagranicznej niż do mieszczanina, o własnym chłopie nie mówiąc. Tylko, że wtedy procesy przemian rozciągnięte były na pokolenia, nawet na wieki, a wcześniej na tysiąclecia.
    Postęp technologiczny ten proces zamykania się w społecznych bańkach przyspiesza w niesamowitym tempie. Dzisiaj mamy trudności w komunikowaniu się między ludźmi o podobnym poziomie wykształcenia, zbliżonym statusie społecznym, pomiędzy grupami społeczno-zawodowymi nie sposób się dogadać, a podziały międzypokoleniowe nigdy nie były jeszcze tak głębokie. Nie potrafimy się nauczyć ani pięknie zgadzać, ani pięknie różnić. Czy naprawdę „w tej kwestii (musimy być) ponadczasowo i międzyepokowo w dupie.”
    Za dziewiętnastowieczną rewolucję przemysłową zapłaciliśmy komunistyczną i faszystowską bolszewią. Jaka będzie społeczna cena rewolucji informatycznej?

    Polubione przez 1 osoba

  26. @alp
    „Jaka będzie społeczna cena rewolucji informatycznej?”

    Pewnie coś pomiędzy Wall-E, a Terminatorem. Technologia jest już przecież tak hipnotyzująca, że ludzie bardziej ufają w sprawach zdrowia literkom z ekranu smartfona, niż własnemu lekarzowi.

    Do rewolucji internetowej nie było kiedy ludziom dojrzeć, to i trochę nie ich wina, że nie dojrzeli. Przyzwyczajeni do tego, że tekst pisany jest wiarygodny, wierzymy odruchowo, bez metodycznego kwestionowania i sprawdzania w innych źródłach, a teraz przecież napisać może każdy i wszystko. W zgiełku sprzecznych informacji wybieramy ten kawałek, który nam się podoba i tak twierdzą się bańki, o których piszesz.

    Interesujący fenomen odnośnie tych baniek zauważył w którejś ze swoich ostatnich prac nieodżałowany prof. Tadeusz Krauze (to była wspólna praca z Przemysłem Powałko i Mikołajem [?] Słomczyńskim, ale takich było pewnie kilka). W dość potężnej ankiecie, w której łączna liczba możliwych odpowiedzi wynosiła 23^10, czyli grubo ponad sto miliardów, znalazło się niewytłumaczalnie wiele identycznych zestawów odpowiedzi (non-unique records, NURs w tejże pracy).

    Polubienie

  27. @Koziołek
    Myślę, ze bańki (nawet jeżeli ich tak nie nazywano) tworzyliśmy od zawsze, ze mamy je w genach. Najpierw to były bańki rodzinne, rodzinno-plemienne.Później jak się zaczęliśmy osiedlać bańki terytorialne, językowe, później dołączyły klasowe (jak to dzisiaj brzydko brzmi). Poczucie wspólnoty (poza bańką) było marne i tworzone na siłę – państwa. Państwo narodowe to przecież twór dopiero XIX -wieczny i nawet ono tak naprawdę nie stało się do dzisiaj pełna wspólnotą.
    A ze współczesną rewolucją technologiczną tez jest poważny problem. Z jednej strony internet daje złudne poczucie wspólnoty, z drugiej atomizuje. Dodatkowo za tempem postępu nie wszyscy nadążają. Po raz pierwszy w historii człowieka pojawiło się zjawisko starzenia się zawodowego. Widziałem prognozy z których wynikało, że dzisiaj wchodzący na rynek z tego powodu będą musieli w ciągu życia trzykrotnie zmienić zawód Na to nałożą się podziały na materialnych beneficjentów postępu i odrzuconych głębsze niż kiedykolwiek w historii. Będą narastały frustracje, a internet będzie je upowszechniał.
    Trudno przewidzieć jak to się skończy…

    Polubienie

  28. @koziołek
    Ks. Hellera czytywałem, uważam, że są autorzy ciekawsi. Ciekawsi w tym sensie, że drążą fundamentalne problemy (istotę i pochodzenie świata między innymi) bez wplątywania w swoje rozważania pierwiastka boskiego. Poza tym, zapytam przewrotnie – po co rasowemu ateiście bóg i zbliżanie nauki do niego?

    Polubienie

  29. @F. Wspaniały
    Co do ks. Hellera w pełni się z Tobą zgadzam. Dlatego właśnie polecam konkretnie Filozofię Kosmologii, a nie np. „Czy fizyka jest nauką humanistyczną”, w której teologizowanie jest już dla mnie dosyć nachalne. W Filozofii Kosmologii za to, tak jak pisałem, przytrafia się przy okazji.

    Po co mi Bóg w nauce? Tak w sumie zupełnie po nic. Jestem z zawodu naukowcem, więc ciekawi mnie zwyczajnie, co się nauce przytrafia. I tak oto na przykład (przytaczam anegdotkę za prof. Romanem Murawskim) Cantor, tworząc teorię mnogości, autentycznie i szczerze użył istnienia Boga do „dowodu” jednego z twierdzeń, a mianowicie o istnieniu zbioru nieskończonego. Jego teoria, kompletnie lekceważona przez większość współczesnego światka matematycznego, znalazła uznanie wśród… teologów. To brzmi głupio. Bardzo nawet. Czas pokazał jednak, że dzieła Cantora są fundamentem współczesnej matematyki, i to całej. Trzeba było oczywiście zmienić to i owo (paradoks dotyczący zbioru wszystkich zbiorów, nie będących własnymi elementami, rozwiązany aksjomatem ufundowania), trzeba było Boga zastąpić aksjomatem nieskończoności (tu Cantor miał rację – racjonalnego dowodu istnienia zbioru nieskończonego nie ma!) i ot, zrodziła się aksjomatyka ZF, a chwilę później ZFC.

    @alp
    Trafnie wskazujesz problemy i rozsądnie diagnozujesz zagrożenia. Typowa odpowiedź to pewnie sugestia rozwiązania. Niestety nie mam. Nie wiem, czy ktoś ma.

    Polubienie

  30. @Rafał.Stec
    Twój sportowy blog od kilku dni stał się miejscem regularnej dysputy z pogranicz filozofii, historii filozofii, socjologii, antropologii i metanauki. Pulitzer jakby bliżej.
    Nie ma za co.

    Polubienie

  31. @Rafal
    ” nie zatrzyma Bońka już nawet wrodzona skromność” – myślę, że dobrze byłoby „wrodzoną skromność” wziąć w cudzysłów.
    A felieton o Bońku bardzo mi się podoba. Może dlatego, że tak go postrzegałem i postrzegam.

    Polubienie

  32. @Koziołek
    Też nie wiem i mówiąc szczerze nawet wątpię. Ale myślę, ze najgorsze co nas może spotkać to, że „bawiąc się” stworzonymi nowoczesnymi narzędziami przestaniemy zadawać pytania i poszukiwać na nie odpowiedzi.

    Polubienie

  33. „po co rasowemu ateiście bóg i zbliżanie nauki do niego?”

    Po to żeby spróbować zrozumieć w jaki sposób formułują myśli ludzie przedstawiający odmienne poglądy. Jest absolutnie zrozumiałe i logiczne, by odrzucić jako jednostka ideę osobowego absolutu, ale czystą ignorancją jest odrzucenie społecznej roli tej idei.

    Polubione przez 1 osoba

  34. @GP
    Masz na myśli np. wyprawy krzyżowe, podbój obu Ameryk, stosy płonące w całej Europie, wojny religijne czy jeszcze coś innego?

    Polubienie

  35. @Koziołek- A tak z ciekawości- nie pomyślałeś nigdy: „A co jeśli on istnieje?” I co, jeśli okaże się po śmierci, że wtedy ominą Cię fajne rzeczy, które tych wierzących spotkają.Nie będzie Ci zwyczajnie „szkoda”?

    Polubienie

  36. @grindavik
    Wiara poprzez Zakład Pascala to bardzo kiepska postawą, i to nawet wg samego Pascala. Strasznie cyniczne.

    Owszem, myślałem – też jestem cyniczny. W efekcie uznałem, że możliwości są dwie – albo Bóg uzna, że żyłem ok, nie krzywdziłem innych i w sumie jestem spoko, albo bóg zarezerwuje niebo dla wyznawców wyłącznie. W drugim przypadku nie czułbym się w jego raju za dobrze.

    Polubienie

  37. @0twojastara
    Pisałem o bogu w nauce, a nie o bogu, jako spoiwie społecznym.
    Mógłbym napisać, ze czystą ignorancją jest posądzanie kogoś o ignorancję na podstawie niewypowiedzianych słów ale nie będę.

    Polubienie

  38. ” albo bóg zarezerwuje niebo dla wyznawców wyłącznie.”

    Zdaje się że z doktryną, to właśnie tak ma być. Dla mnie zresztą, to straszny zgrzyt, mający zresztą konsekwencje. Tu wracamy do różnicy w perspektywach – dla niewierzących powszechne amoralne zachowanie wierzących, jest zawsze zaskoczeniem i odbierany jako hipokryzja, można tu serio wyciągać do wyboru i koloru, nie ma co wskazywać palcem. Wierzący na ogół nie przyjmują tych pretensji na serio, uważając ateistów jako amoralnych, więc co się tu oni bedo panoszyć, nihiliści jedni.

    Z obu perspektyw, druga strona to z grubsza hipokryci.

    W perspektywie wierzącego ortodoksa, wiara stanowi główny aspekt moralności. Czarnkowi i pisowcom zresztą czasem wymykało się, iż „niewierzący nie mają kręgosłupa moralnego”. Jak mają mieć, jeśli jedynym słusznym jest wiara? Dla plastyczności przekazu, powiedzmy 70-80% moralności wierzącego to wiara, reszta to „życie poczciwe” czyli pomaganie innym itp. itd. Z tej perspektywy wierzący zawsze będzie osobą moralną i lepszą od niewierzącego, niezależnie od tego co poza wiarą sobą reprezentuje, może być najgorszą gnidą, ale te najważniejsze 80% ma tam gdzie trzeba.

    Ateiści oczywista w swoim systemie wartości, tych”80%” nijak nie mają, u nich moralność tworzy reszta, pozostałe 20%. Co więcej potrafią być wobec wierzący podwójnie krytyczni, mają przed oczami tą całą religijną marchewkę o dobru i moralności(zapominając że to dobro i moralność inaczej pojmowana), i patrzą na te 20% którymi są zainteresowani i nie są zachwyceni rezultatami.

    Możemy zresztą pokazać na prostym przykładzie – małopolscy proliferzy są na pewno święcie przekonani, iż ich projekt, o wierszykach antyaborcyjnych które mają układać 10-12latkowie, jest działaniem dobrym, moralnym, podobnie zresztą myśli tamtejsza głowa oświaty, pani głęboko wierząca, która extra punkty do matury zamierza rozdawać za ten konkurs. Moim, podszytym nihilizmem, zdaniem, to wyżyny sku$^syństwa.

    Polubienie

  39. @F.WSPANIAŁY
    eh.
    Jest iluś naukowców, także w naukach ścisłych, którzy popełniali zdania typu „genialność natury/fizyki, ktoś musiał to zaplanować” dlatego warto się z ich perspektywą spróbować zmierzyć. Nie dlatego że jest szczególnie ciekawa, tylko właśnie przez społeczną rolę religii. Liczę że teraz pan zrozumiał.

    Polubienie

  40. @twojastara
    No i ja właśnie problem mam z tymi doktrynami, które dają punkty za publiczne obnoszenie się z doktryną i jej wyznawanie. Nieważne, czy jest to 100%, 80, czy 5 – tak czy owak los człowieka jest w ich myśl determinowany przez krąg kulturowy, w którym ten człowiek się urodził. Nawet jeśli doktryną jest otwarta na każdego, do droga do niej nie jest zawsze równie długa – niektórzy się rodzą, i od razu mają gorzej.

    A każdy (to jednak tylko moja opinia, oparta może trochę naturalizmem w stylu Jean-Jacquesa Rousseau, a trochę naiwnym i walecznym sprzeciwem Feuerbacha wobec wszelkiego doktrynizmu) rodzi się równie dobry i z takimi samymi prawami. Przeczenie temu poglądowi – głoszenie jakoby niektórzy ludzie rodzili się lepsi od innych i przysługiwały im z urodzenia większe prawa – zwykle nazywam faszyzmem. Dokładam w ten sposób swoją cegiełkę do nadużywania tego słowa, ale cóż… zwyczajnie sądzę, że mam rację.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s