Zdrada Zlatana

Kiedy poprzedniej zimy dobiegający czterdziestki Zlatan Ibrahimović przylatywał z Los Angeles Galaxy na ratunek AC Milan, byłem sceptyczny. Geografię futbolu znamy: kto w wieku weterana wyprawia się na Daleki Wschód lub Dziki Zachód, ten niniejszym ogłasza, że ostatecznie rezygnuje z poważnej gry, chce jeszcze tylko na pożegnanie trochę pokopać – dla przyjemności, pieniędzy, wszystkiego naraz. Stamtąd się nie wraca.

A jednak Szwed wrócił. Jako przywódca, za którym rozmemłana hałastra z Milanello – rozmemłana niezależnie od aktualnego stanu osobowego – tęskniła od lat. Jako megagwiazdor, kradnący całą uwagę publiczności, ale też przyciągający całą presję i ułatwiający życie innym piłkarzom. I jako nałogowy wygrywacz, którego po porażce szlag trafia. Efekty podziwialiśmy przez cały popandemiczny okres 2020 roku – Milan był jedyną niepokonaną drużyną w szeroko pojętej europejskiej czołówce. Zlatan zastał ją w dolnej w połowie tabeli ligi włoskiej, a zaciągnął na pozycję lidera.

Owszem, można – i trzeba! – rozpływać się nad wreszcie spójną polityką transferową klubu, komplementować pracę trenera Stefano Piolego i jego przejrzysty pomysł na grę, obwoływać Gianlugiego Donnarummę jednym z najlepszych bramkarzy świata (zbyt rzadko to pada, prawda?), fetować zmartwychwstałych Simona Kjaera, Francka Kessiégo i Hakana Calhanoglu, uchylać się przed piłkarzem petardą Theo Hernandezem, oniemieć na widok postępu, jakiego dokonał skazywany na nieuleczalną bylejakość Davide Calabria. Mediolański sukces dałoby się rozczłonkowywać w tysiącu akapitów. Ale nikt w klubie ani otoczeniu klubu nie miał wątpliwości, że ogień zapłonął dzięki Zlatanowi Ibrahimoviciowi.

*******************

Nie wiem, czy wystarczy mu spojrzeć, by rażony wzrokiem piłkarz napiął mięśnie mocniej, ćwiczył w większym skupieniu i staranniej, w każdym razie takie krążą legendy, a legendy nie zawsze biorą się znikąd. W trakcie rozgrywanych w martwej pandemicznej ciszy meczów było słychać, że Zlatan regularnie kolegów ruga, a między meczami oni sami opowiadali, że wolą do niego podać celnie. Bo głupio inaczej, ewentualnie się boją. I przegrywania sobie Szwed nie życzył – zresztą nawet Stefano Pioli, choć mógł obawiać się naruszania własnego autorytetu, przyznawał, że zyskał nie tyle wybitnego piłkarza, co grającego asystenta, który motywuje szatnię skuteczniej niż trener. Wyniki rymowały się ze wszystkimi tymi serenadami, wystarczy przeanalizować chronologię wydarzeń – znacząca poprawa nastąpiła zaraz po lądowaniu Ibrahimovicia.

Na boisku też gwiazdorzył. Rozstrzygnął mnóstwo meczów, w tym najbardziej prestiżowych (derby!), w bieżącym sezonie długo liderował klasyfikacji strzelców w Serie A, wciąż sprawia wrażenie akrobaty, który przy strzałach z powietrza musi uważać, by nie zahaczyć piętą o jupitery. Można było uwierzyć zapewnieniom jego przyjaciół, że nie zakończy kariery, dopóki nie zniosą go na noszach. Ponoć pozostaje patologicznie uzależniony od codziennego treningu na wysokich obrotach, czym również zaraża młodszych.

Jego agent Mino Raiola opowiadał, jak umawiał się z kolegą z drużyny na lot helikopterem. Nazajutrz po meczu, co istotne. Mieli wystartować o godz. 11, więc ów kolega mówi: „OK, to będę o wpół do jedenastej”. „Nie, będziesz o wpół do dziewiątej”. „Jak to? Po co?”. „Najpierw przez dwie godziny poćwiczymy”. Wiem, każde słowo blagiera Raioli należy dzielić przez siedem, ale istnieje zbyt wiele świadectw, by powątpiewać w wizerunek zatracającego się w treningu Zlatana, inaczej nie wytrwałby na szczycie do czterdziestki. Charyzmy też mu nie ujmiemy. Choć w swoich jajcarskich bon motach przysuwa się czasami niebezpiecznie blisko granicy, za którą leży autoparodia niskich lotów – oby nie skończył jak Chuck Norris – to niosą go zuchwałość i przekonanie o własnych umiejętnościach, które na piłkarzy Milanu działają. To słychać, widać i czuć. Nieprzypadkowo Szwed przewędrował przez wielkie firmy w prawie wszystkich wielkich ligach i wszędzie rządził – przepędzili go tylko z Barcelony, gdzie nie miał szans, bo wkroczył na terytorium Leo Messiego.

*******************

Teraz powinien nastąpić płynny narracyjny zwrot, który wprowadzi czytelnika w drugą, diametralnie inną część historii, ale niczego nie wymyślę, przepraszam, prawdę mówiąc, wciąż nie mieści mi się w głowie, że to się w ogóle dzieje. Podam od razu: otóż w przyszłym tygodniu Zlatan Ibrahimović zaszczyci sobą rozciągnięty na pięć dni festiwal San Remo (niesłychanie popularny pierwowzór naszego Sopotu). Zaszczyci prawie cały festiwal – piłkarz wpadnie do Mediolanu na środowy mecz z Udinese, po czym wróci na Riwierę, gdzie będzie ćwiczył indywidualnie, pod okiem wysłanego z Milanello trenera. Zaproszenie dyrektora artystycznego przyjął minionego lata, zanim przedłużył kontrakt z klubem, i przy późniejszym podpisywaniu dokumentu lojalnie uprzedził, do czego się zobowiązał, a klub wyraził zgodę.

Nie wiem, co Szwed zamierza odtańcowywać na scenie – to tajemnica, wpadnie tam też, tyle że na chwilę, jego przyjaciel Sinisza Mihajlović – natomiast aż nazbyt doskonale wiem, w jakim stanie znajduje się drużyna Milanu. Drużyna, której Zlatan jest ponoć duszą, liderem, twarzą, współtrenerem, on sam zapewne uzupełniłby jeszcze, że również bogiem.

Drużyna znajduje się mianowicie w stanie krytycznym. Jak poprzedniej zimy ożyła i zaczęła imponujący, zaskakujący wzlot, tak tej zimy zwiędła i jęła pikować – co już było bardziej do przewidzenia, ponieważ latem i jesienią 2020 roku permanentnie przechodziła samą siebie, sprzyjało jej szczęście, we wszelkich dostępnych wskaźnikach statystycznych oceniających jakość gry czytaliśmy, że kosi więcej punktów niż powinna. Powrót do średniej był nieunikniony. I kiedy przestało żreć, to na całego: mediolańczycy poprzegrywali od początku stycznia wszystkie mecze z wymagającymi rywalami (1:3 z Juventusem, 0:3 z Atalantą, 1:2 oraz 0:3 z Interem), odpadli z Coppa Italia, ledwie wydusili zwycięskie remisy z Crveną Zvezdą Belgrad w Lidze Europy, zlecieli z pozycji lidera w tabeli Serie A, Hakan Calhanoglu stracił natchnienie, mankamenty Romagnolego znów stały się widoczne, długo by wymieniać, nawet Ibrahimović słabuje, wywołuje krępujące awantury, niweczy wysiłek kolegów bezmyślnym prowokowaniem sędziego do wlepienia mu czerwonej kartki. Deprecha. Postępująca deprecha. Wiadomo, jak to jest w sporcie – porażka przyciąga porażkę, jak wpadniesz w klęskowy wir, to na amen.

*******************

I właśnie teraz, w pierwszym od przybycia zbawiciela Zlatana momencie potężnego kryzysu Zlatan wybywa na piosenkarską estradę w San Remo. Wiem, umówił się, mają mu zapłacić. Wiem, szefowie klubie byli świadomi, na co się piszą. Nikt też minionego lata nie miał pojęcia, co będzie się działo na początku marca 2021 roku. Nie przypuszczaliśmy, że Milan odleci i miesiącami pozgrywa kandydata na mistrza, nie mogliśmy obliczyć, kiedy przygniecie go kryzys. Teoretycznie wszyscy są usprawiedliwieni, wszystko dzieje się według zapisów w dokumentach i/lub ustnych ustaleń.

Praktycznie oglądamy przedstawienie, dla którego odpowiednika w futbolu na najwyższym poziomie nie pamiętam. Absolutny lider drużyny, choć cieszy się pełnym zdrowiem, opuszcza ją akurat wtedy, gdy drużyna najbardziej go potrzebuje. Owszem, zdarza się, że cieszący się specjalnym traktowaniem supergwiazdorzy wracają później z wakacji, że omijają nie treningi, lecz mecze (osławiony kazus Neymara uciekającego na urodziny siostry). Jednak albo znikają, gdy nie dzieje się nic ważnego, albo z przyczyn najważniejszych, związanych z życiem i śmiercią. Tymczasem Ibrahimović, samozwańczy więcej niż lider, który wielokrotnie perorował o bezwarunkowym poświęceniu dla sprawy (czytaj: dla wygrywania), oddala się od grupy w chwili rozstrzygającej, gdy być może ważą się losy zarówno sezonu bieżącego, jak i następnego. On powszechnie uznawaną hierarchię priorytetów przedefiniował – wychodzi z klubu z powodu tak błahego, że od kilku dni wyczekiwałem, aż usłyszymy, że zmienił plany, byłem o takim przebiegu wypadków święcie przekonany. Istnieją wszak umowy, ale istnieją też umowy zerwane, istnieją wreszcie umowy niedotrzymane ze zrozumiałych względów. Niestety, dyrektor festiwalu już potwierdził, że Zlatan zaszczyci. A Zlatan nie zasugerował, by przynajmniej szarpał się z rozterkami.

Doprecyzowując, żeby było jasne, dlaczego wyjątkowości momentu nie sposób przecenić: Milan wlecze się od meczu słabego do beznadziejnego, w niedzielę zderzy się na wyjeździe z Romą i nie będzie faworytem, a ewentualne niepowodzenie zepchnie go na skraj strefy, która daje zaproszenie do Ligi Mistrzów, czyli nad przepaść. Powrót do europejskiej elity to absolutne minimum, respirator dla upadłej potęgi duszącej się poza swoim naturalnym środowiskiem od siedmiu lat. Przed chwilą mediolańczycy majaczyli o odzyskaniu panowania w Serie A, a za chwilę mogą na powrót smażyć się w piekle, każdy następny błąd grozi kontynuacją kaskady nieszczęść i w ogóle zarazą. Wszystkie nadciągające mecze to finały mundialu. Naprawdę, Zlatan Ibrahimović odnajdzie w sobie wystarczająco rozwiniętą podzielność uwagi, by doglądanie drużyny przed arcyważnymi starciami z Udinese i Veroną (potem Manchester United!) pogodzić z wdzięczeniem się w San Remo? Już nie musi pilnować, by młodszy kolega ruszył do ćwiczeń o 8.30?

*******************

Świadomie spisuję notkę teraz – przy dźwiękach „A Hero’s Death” postpunkowej kapeli Fountains D.C., co za splot okoliczności – gdy jeszcze może się okazać, że Milan rozniesie w niedzielę Romę na strzępy i odzyska wigor, że szwedzki dryblas sam pookłada wrogów worem goli. Nie unieważni to przygnębiającej logiki naszkicowanej powyżej sytuacji, jakże sprzecznej z moją wizją ducha drużyny. Biznes biznesem, nie choruję na naiwne romantyzowanie nowoczesnego futbolu, będącego nade wszystko skomercjalizowanym do cna przemysłem rozrywkowym – zimna obudowa niekoniecznie wyklucza jednak rozgrzane czystymi emocjami wnętrze, nie wyklucza istnienia kompanii braci, którzy w trudnych chwilach trzymają się razem, wszelkie rozkojarzacze odkładają na potem, myślą czystym sportem, pragną zwycięstwa dla samego zwycięstwa.

Niepojęte, że zgadza się na to klub – nawet jeśli zgodził się przed sezonem.

Trudno uwierzyć, że problemu nie widzi Zlatan – narcyz, ale wzorowy sportowiec, tak się przynajmniej wydawało (wyobraźcie sobie: właśnie skrytykował LeBrona Jamesa za zaangażowanie w politykę, „niech każdy koncentruje się na tym, co umie najlepiej”).

Aż nie chcę zgadywać, jaką lekcję otrzymują inni piłkarze Milanu, którzy na co dzień słyszą, iż prywatne ambicje oraz zachcianki powinni podporządkować interesowi grupy. I co gra w głębi duszy Stefano Piolego – dam głowę, że Antonio Conte, trener sąsiedniego Interu, na wieść o wypuszczaniu na festiwalowe podrygi Romelu Lukaku zareagowałby furiackim sprzeciwem.

Dziwię się wreszcie włoskim dziennikarzom, którzy nawet jeśli zgłaszają zastrzeżenia, to sprawę opisują łagodnie, obracając w palcach każdą literkę – choć już przyzwyczaiłem się, że do megagwiazd Serie A, niezbędnych dla finansowego powodzenia rozgrywek, tamtejsze media sportowe miewają stosunek służalczy (sztandarowy przykład: przemilczanie oskarżeń Cristiano Ronaldo o gwałt, publikowanych w szanowanym przecież magazynie „Der Spiegel”). Byle się nie narazić, byle nie zszargać reputacji kur znoszących złote jajka. Teraz podkreśla się przede wszystkim to, że dezerter (określenie moje) będzie uczciwie ćwiczył między galami, że o czym tu właściwie dyskutować, skoro mowa o tytanie pracy, który na treningach pierwszy się zjawia i ostatni je opuszcza. Kwestia drużynotwórczej roli przywódcy jest pomijana.

Jeszcze raz: zdaję sobie sprawę, że jeśli Ibrahimović strzeli w tydzień osiem goli (tyle obiecuje, gdy go nagabują), to zostanie mu przebaczone. Mnie cały ten ambaras interesuje bardziej jako kolejny paskudny wykwit trawiącej futbol celebrytozy, a także procesu oddawania władzy absolutnej bezcennym również marketingowo nadpiłkarzom. Mawiało się gdzieniegdzie, że nikt nie jest większy niż klub, to gdzieniegdzie można się też umówić, że nic nie jest większe niż Zlatan. Jako się rzekło, mediolańczycy wiedzieli, kogo biorą, na pewno się domyślili, że ich nowy piłkarz kocha na zabój głównie siebie.

104 myśli na temat “Zdrada Zlatana

  1. Jak na razie trochę rozczarowany oglądam zmagania Mitycznej Łowczyni z Interem. Chyba za bardzo grają w kto jest lepszy, a za mało w piłkę?

    Polubienie

  2. Na szachy jest mega prosta odpowiedź – jeżeli 10000 blondynów i 1000 brunetów uprawia dyscyplinę, to istnieje pewne prawdopodobieństwo iż blondynów na wysokim poziomie może być więcej.

    Najlepszym przykładem są Indię, pierwszym arcymistrzem był tam Anand, dopiero 1988, wcześniej szachy były tam, niszowe, nikt się nie interesował, nikt za bardzo nie grał, dopiero V.A i jeszcze jeden gość w tym 88 zostali arcycwaniakami grającymi po świece, Anand okazał się jednym z największych cwaniaków ever – został mistrzem świata i to wincyj niż raz i wcale nie na chwilę. Jego sukces spowodował boom popularności dyscypliny w Indiach, każdy mógł uwierzyć że za pomocą szachownicy i kliku bierek zapewni sobie lepsze życie, i tak jak przed 1988 nie mieli żadnego arcymistrza, tak obecnie Indie szczycą się 67 arcymistrzami szachowymi.

    To co, mieszkańcy Indii przed 1988 byli gupi, a potem nagle stali się bystrzy, czy może jednak wielka masa ludzi zaczęła uprawiać dyscyplinę i nagle siłą rzeczy znalazły się wybitne jednostki?

    Polubienie

  3. Może to jest jakiś kierunek. Dobrze by było znaleźć dane dot. ilości osób uprawiających dyscyplinę. Za czasów mojej klubowej aktywności nie było kobiet z wyjątkiem tej jednej mistrzyni, która przychodziła rzadko, bo jeździła po turniejach, ale to były lata 90., więc nie wiem, jak teraz.
    Możę po „Gambicie królowej” (tłumacz jes gópi) coś się zmieni?

    Polubienie

  4. To się jeszcze długo nie zmieni, zwłaszcza w sporcie i w większości dyscyplin, w których fizyczność przy tym samym poziomie wytrenowania daje przewagę. A poza tym świat sportu i jego ludzie niczym nie różnią się od inny od innych obszarów aktywności społecznej człowieka. Rafał trafnie wskazuje kilka problemów we wczorajszym felietonie w Wyborczej o strefach szariatu w Europie. Archaiczny konserwatyzm z czasów ucieczki Żydów z Egiptu ma się doskonale nawet w najbardziej rozwiniętych krajach.
    Problem jest znacznie głębszy.
    Od najwcześniejszego dzieciństwa dziewczynki i chłopcy są przygotowywani do innych ról społecznych. Inne są zabawki dla dziewcząt i chłopców, uczone są swoich ról bajkami, później lekturami szkolnymi. Zmiany w świadomości następują bardzo powoli. Aż trudno uwierzyć, ze aktualnie na polskich uczelniach studiuje o 30% kobiet więcej niż mężczyzn. Statystycznie kobiety są dzisiaj lepiej wykształcone i lepiej przygotowane zawodowo. W innych rozwiniętych krajach jest podobnie.
    Pomimo tego, perukarz czy maturzysta, który wymodlił maturę w liceum prowadzonym przez zakonników, publicznie poucza uniwersyteckiego profesora tylko dlatego, ze jest kobietą, a kobiet zajmujących kluczowe stanowiska w nauce, gospodarce czy polityce jest tyle co kot napłakał. Na dodatek wiele z nich to te, które akceptują/uznają swoją archaiczną rolę.
    Za to przegrańscy (może przerażeni swoją małością) są co raz głośniejsi. Byle przygłup czy gamoń, którego (jak się drzewiej mawiało) kobieta by cyckiem zabiła, bez odrobiny wstydu będzie publicznie rozprawiał o wyższości mężczyzn i swojej wręcz heroicznej roli w rodzinie i społeczeństwie.

    Polubienie

  5. A propos „kobiet w polityce” – te, które są w opcjach antykobiecych wydają się gorsze (czasem dużo) od swoich kolegów, więc to chyba niekoniecznie od płci zależy.
    Zresztą co tu o nich mówić – Kopacz, niby z szańców liberalnych i lekarka, a pojechała do Watykanu (jako premier RP, nie prywatnie) i też poruty Polsce narobiła, rzucając się z rumieńcem dzierlatki Franciszkowi do rąk. Jego mina – bezcenna, jak to teraz mówią.

    Polubienie

  6. Fajny wieczór w LM. Najpierw znakomite widowisko w Dortmundzie z niesamowitym Hallandem w roli głównej, a jeszcze zdążyłem załapać się na dogrywkę w Turynie. Nie mogę tylko zrozumieć co Ronaldo z Rabiotem robili w murze. Bez nich chyba Wojtkowi byłoby łatwiej…
    P.S.
    Ale „lewandowskiego” przy karnych to Halland musi jeszcze poćwiczyć.

    Polubienie

  7. I to chyba tyle z „patentu” Cristiano na LM.

    Może sobie być wybitym, ale nadal liczy się team.

    Przybył półbóg Kristianos, miało zaroić się o trofeów, tymczasem zamiast przegrywać z Bayernami czy Realami, Juve zaczęło odpadać z Porto czy Lyonem.

    I choć Kristianos w sumie sprawnie się prezentuje, jak na swój wiek wręcz znakomicie, inne witalne elementy wielkiego Juventusu poszły precz. Allegri, którego naprawdę można tylko bardziej doceniać z perspektywy czasu zarówno w Juve jak i Milanie, no i Marotta, który szybciutko zmontował detronizatora.

    Polubienie

  8. Moda na Lamparda, Artete Solskjeara czy Pirlo to niekoniecznie dobrze wychodzi renomowanym markom. Tylko czekać, aż Kloppa zastąpi Gerrard 😀

    Polubienie

  9. Jakby Messi nie zwalił tego karnego, to pewnie bym obstawiał awans Barcelony. Frajerstwo PSG jest nieziemskie.

    Polubienie

  10. Barcelona tego wieczoru to kwintesencja nieskuteczności. Messi najpierw ładuje zjawiskowego gola, a potem nie strzela karnego – odpowiednie podsumowanie sztormowej pogody w klubie. Tym niemniej był ten mecz jakby mentalnym głębszym oddechem, skończyła się dla Barcy w tym sezonie LM, ale ważniejsze skończyło się nieco wcześniej – ocierające się o sabotaż rządy nieudacznika.
    Za rok może to wyglądać już całkiem inaczej, a w PD nawet już w tym sezonie.
    Tylko chyba nie ma co opierać renesansu na takich graczach jak Griezmann.

    Polubienie

  11. No i po Barcelonie. Pierwszy raz od czasów nastoletniego Messiego nie ma ich w ósemce najlepszych drużyn Europy. Trochę to współgra z rozgrywkami ligowymi, więc chyba najwyższy czas na zmiany.

    Polubienie

  12. Akurat w lidze Barca złapała trochę „noszenia” i zniwelowała część deficytu punktowego do lidera, a Messi, który sezon zaczął beznadziejnie, jakby obrażony na strzelanie goli, już jest na „swoim” miejscu w rankingu.

    Polubienie

  13. Polska Piłka wstaje z kolan (w TVP). Podczas meczu Motoru Lublin z Olimpią Elbląg piłkarz Olimpii o przypadkiem znajomo brzmiącym imieniu, Tomasz Sokołowski, nieprawidłowo wyrzucił piłkę z autu. Komentator zdumiał się niezmiernie i wnet widzom wyjaśnił – „tego nie widzimy za często na najwyższym poziomie”.

    Polubienie

  14. @Koziołek
    Ale za to jak pięknie ustawia się na boisku, żeby mieć przestrzeń na odbiór piłki niewiele mniejszą od długości podania.

    Polubienie

  15. @Rafał
    Otorbianie liderów/ludzi sukcesu to powszechne zjawisko i często prowadzi do izolacji, oczywiście niebezinteresownego przejęcia kontaktów z otoczeniom. Dotyka to nawet świadomych zjawiska menadżerów czy przywódców politycznych. Świetnie ten mechanizm opisał Kapuściński w Cesarzu. Ale patologia, która dotknęła Maradonę (o czym piszesz na Wyborczej) przekracza wszelkie wyobrażenia. Nawet jeżeli on sam nie jest bez winy.
    …………………
    Świetny Gikiewicz, Augsburg zabójczymi kontrami ograł Borussię MG. Lubię takie mecze słabszych z silniejszymi.

    Polubienie

  16. Robert z palcem w oku „na dzień dobry” (jak dla mnie typowe ustawianie sobie napastnika przez obrońcę), hattrickiem… – dwa słupki i poprzeczka (chyba takim pierwszym w karierze) i golem.

    Polubienie

  17. @Rafał
    Właśnie przeczytałem Twoją pomeczową relację i zorientowałem się, ze coś u mnie kiepsko z rachunkami. Hattrick był słupkowy, a razem z poprzeczką to czteropak.
    Dzięki.

    Polubienie

  18. @panszeryf
    W dalszych sekundach po feralnym wyrzucie wyjaśniono, że najwyższym poziomem jest szczebel centralny, czyli, chyba, 3 najwyższe ligi. Właśnie na trzecim szczeblu rozgrywkowym odbywało się to niezwykle interesujące spotkanie.

    Jakoś nie mogę się powstrzymać przed zasugerowaniem komuś dowcipu w stylu „nie, mamy ligę mistrzów w domu”. Sam podejdę jednak do sprawy arytmetycznie. Od lat mówi się, że w Niemczech jest tylko jedna drużyna na najwyższym poziomie, podobnie jak we Francji, Hiszpania ma zaś takie aż trzy. Polska ma 53. Uczymy ich jeść widelcem po prostu.

    Polubienie

  19. Okazuje się, że możemy zagrać z Anglią bez napastników, bo interesy klubów są ważniejsze i załatwili sobie zmianę przepisów u dziadów z FIFy…

    Polubienie

  20. Przecież FIFA/UEFA to już dawno są korpotwory istniejące głównie po to, by pilnować interesu najbogatszych i przy okazji nabijać swoje kabzy.

    Polubienie

  21. Ale żeby torpedować najważniejsze rozgrywki, które się samemu organizuje, na rzecz interesu innych, z których nic się nie ma, to trzeba być ciężkim frajerem.

    Polubienie

  22. Dziś pierwszy raz od wielu wielu lat postanowiłem potrzymać kciuki za Atletico, w ramach hiszpańskiej solidarności i pierwszego miejsca LL w rankingu.

    Żałuję i kajam się. Dobrze że te łazęgi wyleciały, nic sami nie grali, jeszcze fair play że hej, brawa dla sędziego że wyłapał bandyterkę Savicia, ale najbardziej paskudny moment, to jak nie tylko nie przerwali gry gdy gracz CFC leżał na murawie, ale jeszcze z mordą polecieli do sędziego, gdy ten przerwał grę.

    Polubienie

  23. @koziołek
    Nie ma co gadać, efekt nowej miotły w CFC jest, chronicznie przegrywającą CFC zastąpiła na razie niepokonana, bilans Tuchela 9/4/0 progres w grze też jest. Ja rozumiem i szanuję długofalowe strategie, ale może czasem warto zauważyć iż długofalowo idąc w złym kierunku niekoniecznie może to przynosić efekty?

    Polubienie

  24. @twojastara
    I to nawet było do przewidzenia – Tuchel to topowy trener, a zawirowania w PSG pod koniec jego pracy tamże nie wydawały się szczególnie jego winą. Raczej mentalnym dropem po przegranym finale, widocznym też przecież rok wcześniej w Totenhamie. I tak był łagodny – pół roku po przegraniu finału Ligi Mistrzów BVB z Kloppem na ławce leżała na dnie (dosłownie) Bundesligi, a prasa publikowała żartobliwe przewodniki dla dortmundczyków po stadionach drugoligowców.

    Szkoda mi jednak Lamparda bardzo, bo gość udowodnił jakość i pokazał sporo zalet w pierwszym sezonie, a potem dupnęli go z okazji pierwszego kryzysu. Zawsze mnie boli wykop trenera przy okazji pierwszego kryzysu, zawsze mnie boli wykop legendy klubu (a ktoś może pamięta jaki rage miałem na odejście Kompany’ego z ManCity?), a tu mamy combo.

    A fokle to myślenie Kolejowego Romana o trenerach trochę przypomina mi cykl życia trenera Legii, który jest z nami już od wielu lat:
    1. Przejmij klub po chu***ym początku sezonu.
    2. Zacznij wygrywać ch**a robiąc, bo poprzedni trener przygotował zespół na dalszą część sezonu xD
    3. Zdobądź randomowo mistrzostwo, bo ta liga ssie
    4. Arsenal
    5. Kup jakiś śmiesznych mudżynów za 30 bananów z piątej ligi Królestwa C***wielandii, podczas gdy zarząd sprzedaje twoich najlepszych graczy za grube miliony, żeby mieli na imprezy w Pruszkowie
    6. ManUtd
    7. Przygotuj w treningach przedsezonowych piłkarzy na dalszą część sezonu, bo ostatnim razem to wcale nie poszło źle xD
    8. Odpadnij z FC Bullerbyn w pucharach europejskich
    9. Dostań w****dol kilka razy w lidze, aż będziesz w strefie spadkowej
    10. Zostań wy****dolony na zbity pysk z milionami szekli z odszkodowania w kieszeni
    sosik z tego klasyka np. tutaj:
    https://www.wykop.pl/wpis/28253963/cykl-trenera-legii-1-przejmij-klub-po-chujowym-poc/
    Pozwoliłem sobie wygwiazdkować narządy płciowe i rozmaite słowa opisujące, mniej więcej, używanie tychże.

    Polubienie

  25. O tak, cały ten cykl powtarza się chyba już od 10 lat…

    A z innej beczki. Francuskie kluby właśnie podjęły decyzję, że nie puszczą poza Unię swoich zawodników – z wyjątkiem reprezentantów Francji, którzy poza Unią grają 2 mecze.
    Żenada i dno.

    Polubienie

  26. @ANONIM
    Trzeba się przyzwyczaić. Zaraz wjedzie Superliga i reprezentacje już zupełnie stracą na znaczeniu.

    Polubienie

  27. O tym, co straci, a co nie, zdecydują kibice, a nie panowie z cygarami.

    Już przed pandemią rozgrywki klubowe zaczynały zjeżdżać w dół.

    Polubienie

  28. Przed laty mieliśmy fajnie!
    Kibicowaliśmy chłopakom z podwórka, z którymi wcześniej sami kopaliśmy piłkę. Nawet jeżeli byli to chłopacy z sąsiednich podwórek, to byli dla nas jak Kargul dla Pawlaka… – swój wróg. I nawet jeżeli to były patałachy, to były to nasze patałachy.
    Dzisiaj jesteśmy skazani na kibicowanie zbieraninie gorszego sortu z całego świata. A jednocześnie telewizja a następnie internet, umożliwiła nam dostęp do codziennej rywalizacji na najwyższym poziomie. Wystarczy parę kliknięć. Jeżeli nawet zdarzy nam się obejrzeć jakiś gorszy mecz, to tylko dlatego, że dokonaliśmy z szerokiej oferty złego wyboru, a w trakcie transmisji nie chciało nam się przeklikać.
    Jeżeli już, kibicujemy najczęściej klubom hiszpańskim, włoskim, angielskim, francuskim… – a nawet o zgrozo niemieckim. I co raz liczniejsi są Ci, którzy w ogóle nie kibicują klubom, ograniczając się do multitransmisji lub pomeczowych skrótów, a tak naprawdę nie skrótów tylko meczowych fajerwerków przy których najlepiej sprzedają się reklamy.
    A my na dodatek i z reprezentacją mamy problem. Wszyscy wiedzą, ze Ci nasi reprezentanci zamiast dać się pokroić za Orzełka, zostawiają serducho na klubowych trawnikach za ciężką kasę. Mogę się założyć, że jeżeli nasi piłkarze nie dostaną zgody od klubów i nie pojadą do Anglii, to oni najbardziej oberwą od naszych kibiców.
    ………………………..
    O tym doskonale wiedzą „panowie z cygarami” i dlatego przy cygarach wymyślają kolejne sposoby na kręcenie lodów.

    Polubienie

  29. Cóż mają kibice do tego? Przestaną oglądać piłkę? Kadry nie przynoszą kasy, więc będą wypychane.

    Polubienie

  30. @Tomo
    Panowie palący cygara lubią nam sprzedawać to, co najbardziej (większość) lubimy oglądać. Gdybyśmy najbardziej lubili (większość) zmagania podwórkowe, to sprzedawaliby nam piłkę podwórkową. a ponieważ najbardziej lubimy piłkę na wysokim poziomie, to kombinują jaką by tu nową ofertę dla nas zbudować.
    P.S.
    Mój żartobliwy komentarz wcale nie oznacza, ze to co się dzieje bardzo mi się podoba i to bez zastrzeżeń. Staram się jednak wyciągać wnioski z tego co wybieram, jak mam do wyboru mecz naszej Extra i z którejś z czołowych lig.

    Polubienie

  31. Drogi Alpie,

    Pisujesz jedynie wycinek świata pt. typowy fan futbolu. Świat jest jednak w większej mierze wypełniony zwykłymi ludźmi, którzy nie są fanami futbolu, a jedynie okazjonalnymi widzami. Ci w znacznej większości nie oglądają rozgrywek klubowych, tylko reprezentację. I panowie z cygarami, choćby wyskoczyli ze swoich limuzyn i z siebie – nic z tym nie zrobią, bo ich głos do tej grupy nie dociera.

    Polubienie

  32. @GP
    Już zrobili… – podzielili reprezentacyjną piłkę na dywizje. Na razie jesteśmy w pierwszej dywizji. Pytanie jak długo?
    Bo jak zaczniemy zjeżdżać na poziom naszej piłki klubowej, to nie tylko o atrakcyjnych rywali w tych rozgrywkach, ale i o EURO i MŚ będzie znacznie trudniej.

    Polubienie

  33. Na szczęście nie liczy się kasa i dopóki będziemy mieli dobrych piłkarzy, to Szkocja i Walia nas nie wyprzedzą.

    Polubienie

  34. Ma, ale nie jest to proste przełożenie. I dlatego wskazuję na „poziom klubowej piłki, na którym na co dzień rywalizują, już tak.I to nawet bardzo”.
    W dużym stopniu zależy to od wyszkolenia jakie w lidze krajowej otrzymują, a to przekłada się do jak silnych klubów i lig trafiają i jakie role w nich pełnią.

    Polubienie

  35. Rzeczywiście nie trzeba mieć rafinerii ropy naftowej w każdym województwie, żeby uczyć ludzi dobrze grać w piłkę.
    Co nie zmienia faktu, że kasa liczy się coraz bardziej (niestety).
    Do tego stopnia, że kraj, który organizuje mistrzostwa nie może już nawet sam wykminić sobie maskotki imprezy – bo to muszą zrobić „partnerzy UEFA/FIFA”.
    Z efektem nierzadko żałosnym – jak było w przypadku ME 2012. Ciekawe, kto jeszcze pamięta tę toporną bliźniaczą tandetę, za którą zapewne ktoś zdrowo zarobił. Choć lepsze maskotki stworzyłoby każde uzdolnione plastycznie dziecko w wieku np. 10 lat.

    Polubienie

  36. Mąż stanu interweniował. 3 fala hula po kraju, gospodarka zaczyna trzeszczeć, ale Lewandowski zagra z Anglią, najważniejsze ogarnięte.

    Organizatorzy IO z dużo większym rozumem aniżeli leśne dziadki z UEFY, podjęli jedyną słuszną decyzję o zamknięciu imprezy dla lokalnych kibiców. Przykre, ale absolutnie logiczne i odpowiedzialne.

    btw kogo tak na serio obchodzą maskotki turniejowe? Mam już za sobą ileś turniejów i nie pamiętam serio żadnej.

    @gp
    Wpływ, nie bezpośredni, ale zawsze będzie. Jasne, młody zdolny może wykickać szybko do lepszej ligi, ale nie każdy będzie miał na to odwagę w wieku 16 lat. A jak zostanie za długo, jak np. Brożek czy Żurawski, to tylko do końca życia będzie słucha o niewykorzystanym potencjalne, pomimo wcale dobrej kariery.

    @koziołek
    Można stwierdzić iż metody dawnej legendy CFC nie pasowały do CFC. ja też wierzę że z Lamparda będzie dobry trener, pytanie brzmi czy klub z ambicjami na wyniki tu i teraz ma czekać te kilka lat aż trener okrzepnie. Szczególnie że, powtórzę się, metody Franka zdawały się nie pasować do CFC, klubu bogolskiego sprowadzającego gwiazdy. Lampardowi najlepiej było, jak presja wyniku była mniejsza i ban transferowy wisiał, wydaje mi się że takiego klubu powinien szukać, gdzie będzie mógł się bawić wychowankami i zaszczepiać swoją wizje gry.

    Polubienie

  37. @maskotki turniejów

    Każdy ma swoją pamięć. Jeden więcej – drugi mniej pojemności.
    Zresztą nie maskotki są tu sednem sprawy.

    Polubienie

  38. Zachęcony entuzjastycznymi opiniami po raz pierwszy w życiu ogladam mecz Ligi Portugalskiej. Sporting Lizbona faktycznie da się oglądać… – grają szybką, radosną piłkę. Aż ciekaw jestem ich zderzenia w przyszłym sezonie z europejską piłką. Oczywiście pod warunkiem, że ich przed rozpoczęciem rozgrywek nie rozbiorą europejskie kluby.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s