Zdrada Zlatana

Kiedy poprzedniej zimy dobiegający czterdziestki Zlatan Ibrahimović przylatywał z Los Angeles Galaxy na ratunek AC Milan, byłem sceptyczny. Geografię futbolu znamy: kto w wieku weterana wyprawia się na Daleki Wschód lub Dziki Zachód, ten niniejszym ogłasza, że ostatecznie rezygnuje z poważnej gry, chce jeszcze tylko na pożegnanie trochę pokopać – dla przyjemności, pieniędzy, wszystkiego naraz. Stamtąd się nie wraca.

A jednak Szwed wrócił. Jako przywódca, za którym rozmemłana hałastra z Milanello – rozmemłana niezależnie od aktualnego stanu osobowego – tęskniła od lat. Jako megagwiazdor, kradnący całą uwagę publiczności, ale też przyciągający całą presję i ułatwiający życie innym piłkarzom. I jako nałogowy wygrywacz, którego po porażce szlag trafia. Efekty podziwialiśmy przez cały popandemiczny okres 2020 roku – Milan był jedyną niepokonaną drużyną w szeroko pojętej europejskiej czołówce. Zlatan zastał ją w dolnej w połowie tabeli ligi włoskiej, a zaciągnął na pozycję lidera.

Owszem, można – i trzeba! – rozpływać się nad wreszcie spójną polityką transferową klubu, komplementować pracę trenera Stefano Piolego i jego przejrzysty pomysł na grę, obwoływać Gianlugiego Donnarummę jednym z najlepszych bramkarzy świata (zbyt rzadko to pada, prawda?), fetować zmartwychwstałych Simona Kjaera, Francka Kessiégo i Hakana Calhanoglu, uchylać się przed piłkarzem petardą Theo Hernandezem, oniemieć na widok postępu, jakiego dokonał skazywany na nieuleczalną bylejakość Davide Calabria. Mediolański sukces dałoby się rozczłonkowywać w tysiącu akapitów. Ale nikt w klubie ani otoczeniu klubu nie miał wątpliwości, że ogień zapłonął dzięki Zlatanowi Ibrahimoviciowi.

*******************

Nie wiem, czy wystarczy mu spojrzeć, by rażony wzrokiem piłkarz napiął mięśnie mocniej, ćwiczył w większym skupieniu i staranniej, w każdym razie takie krążą legendy, a legendy nie zawsze biorą się znikąd. W trakcie rozgrywanych w martwej pandemicznej ciszy meczów było słychać, że Zlatan regularnie kolegów ruga, a między meczami oni sami opowiadali, że wolą do niego podać celnie. Bo głupio inaczej, ewentualnie się boją. I przegrywania sobie Szwed nie życzył – zresztą nawet Stefano Pioli, choć mógł obawiać się naruszania własnego autorytetu, przyznawał, że zyskał nie tyle wybitnego piłkarza, co grającego asystenta, który motywuje szatnię skuteczniej niż trener. Wyniki rymowały się ze wszystkimi tymi serenadami, wystarczy przeanalizować chronologię wydarzeń – znacząca poprawa nastąpiła zaraz po lądowaniu Ibrahimovicia.

Na boisku też gwiazdorzył. Rozstrzygnął mnóstwo meczów, w tym najbardziej prestiżowych (derby!), w bieżącym sezonie długo liderował klasyfikacji strzelców w Serie A, wciąż sprawia wrażenie akrobaty, który przy strzałach z powietrza musi uważać, by nie zahaczyć piętą o jupitery. Można było uwierzyć zapewnieniom jego przyjaciół, że nie zakończy kariery, dopóki nie zniosą go na noszach. Ponoć pozostaje patologicznie uzależniony od codziennego treningu na wysokich obrotach, czym również zaraża młodszych.

Jego agent Mino Raiola opowiadał, jak umawiał się z kolegą z drużyny na lot helikopterem. Nazajutrz po meczu, co istotne. Mieli wystartować o godz. 11, więc ów kolega mówi: „OK, to będę o wpół do jedenastej”. „Nie, będziesz o wpół do dziewiątej”. „Jak to? Po co?”. „Najpierw przez dwie godziny poćwiczymy”. Wiem, każde słowo blagiera Raioli należy dzielić przez siedem, ale istnieje zbyt wiele świadectw, by powątpiewać w wizerunek zatracającego się w treningu Zlatana, inaczej nie wytrwałby na szczycie do czterdziestki. Charyzmy też mu nie ujmiemy. Choć w swoich jajcarskich bon motach przysuwa się czasami niebezpiecznie blisko granicy, za którą leży autoparodia niskich lotów – oby nie skończył jak Chuck Norris – to niosą go zuchwałość i przekonanie o własnych umiejętnościach, które na piłkarzy Milanu działają. To słychać, widać i czuć. Nieprzypadkowo Szwed przewędrował przez wielkie firmy w prawie wszystkich wielkich ligach i wszędzie rządził – przepędzili go tylko z Barcelony, gdzie nie miał szans, bo wkroczył na terytorium Leo Messiego.

*******************

Teraz powinien nastąpić płynny narracyjny zwrot, który wprowadzi czytelnika w drugą, diametralnie inną część historii, ale niczego nie wymyślę, przepraszam, prawdę mówiąc, wciąż nie mieści mi się w głowie, że to się w ogóle dzieje. Podam od razu: otóż w przyszłym tygodniu Zlatan Ibrahimović zaszczyci sobą rozciągnięty na pięć dni festiwal San Remo (niesłychanie popularny pierwowzór naszego Sopotu). Zaszczyci prawie cały festiwal – piłkarz wpadnie do Mediolanu na środowy mecz z Udinese, po czym wróci na Riwierę, gdzie będzie ćwiczył indywidualnie, pod okiem wysłanego z Milanello trenera. Zaproszenie dyrektora artystycznego przyjął minionego lata, zanim przedłużył kontrakt z klubem, i przy późniejszym podpisywaniu dokumentu lojalnie uprzedził, do czego się zobowiązał, a klub wyraził zgodę.

Nie wiem, co Szwed zamierza odtańcowywać na scenie – to tajemnica, wpadnie tam też, tyle że na chwilę, jego przyjaciel Sinisza Mihajlović – natomiast aż nazbyt doskonale wiem, w jakim stanie znajduje się drużyna Milanu. Drużyna, której Zlatan jest ponoć duszą, liderem, twarzą, współtrenerem, on sam zapewne uzupełniłby jeszcze, że również bogiem.

Drużyna znajduje się mianowicie w stanie krytycznym. Jak poprzedniej zimy ożyła i zaczęła imponujący, zaskakujący wzlot, tak tej zimy zwiędła i jęła pikować – co już było bardziej do przewidzenia, ponieważ latem i jesienią 2020 roku permanentnie przechodziła samą siebie, sprzyjało jej szczęście, we wszelkich dostępnych wskaźnikach statystycznych oceniających jakość gry czytaliśmy, że kosi więcej punktów niż powinna. Powrót do średniej był nieunikniony. I kiedy przestało żreć, to na całego: mediolańczycy poprzegrywali od początku stycznia wszystkie mecze z wymagającymi rywalami (1:3 z Juventusem, 0:3 z Atalantą, 1:2 oraz 0:3 z Interem), odpadli z Coppa Italia, ledwie wydusili zwycięskie remisy z Crveną Zvezdą Belgrad w Lidze Europy, zlecieli z pozycji lidera w tabeli Serie A, Hakan Calhanoglu stracił natchnienie, mankamenty Romagnolego znów stały się widoczne, długo by wymieniać, nawet Ibrahimović słabuje, wywołuje krępujące awantury, niweczy wysiłek kolegów bezmyślnym prowokowaniem sędziego do wlepienia mu czerwonej kartki. Deprecha. Postępująca deprecha. Wiadomo, jak to jest w sporcie – porażka przyciąga porażkę, jak wpadniesz w klęskowy wir, to na amen.

*******************

I właśnie teraz, w pierwszym od przybycia zbawiciela Zlatana momencie potężnego kryzysu Zlatan wybywa na piosenkarską estradę w San Remo. Wiem, umówił się, mają mu zapłacić. Wiem, szefowie klubie byli świadomi, na co się piszą. Nikt też minionego lata nie miał pojęcia, co będzie się działo na początku marca 2021 roku. Nie przypuszczaliśmy, że Milan odleci i miesiącami pozgrywa kandydata na mistrza, nie mogliśmy obliczyć, kiedy przygniecie go kryzys. Teoretycznie wszyscy są usprawiedliwieni, wszystko dzieje się według zapisów w dokumentach i/lub ustnych ustaleń.

Praktycznie oglądamy przedstawienie, dla którego odpowiednika w futbolu na najwyższym poziomie nie pamiętam. Absolutny lider drużyny, choć cieszy się pełnym zdrowiem, opuszcza ją akurat wtedy, gdy drużyna najbardziej go potrzebuje. Owszem, zdarza się, że cieszący się specjalnym traktowaniem supergwiazdorzy wracają później z wakacji, że omijają nie treningi, lecz mecze (osławiony kazus Neymara uciekającego na urodziny siostry). Jednak albo znikają, gdy nie dzieje się nic ważnego, albo z przyczyn najważniejszych, związanych z życiem i śmiercią. Tymczasem Ibrahimović, samozwańczy więcej niż lider, który wielokrotnie perorował o bezwarunkowym poświęceniu dla sprawy (czytaj: dla wygrywania), oddala się od grupy w chwili rozstrzygającej, gdy być może ważą się losy zarówno sezonu bieżącego, jak i następnego. On powszechnie uznawaną hierarchię priorytetów przedefiniował – wychodzi z klubu z powodu tak błahego, że od kilku dni wyczekiwałem, aż usłyszymy, że zmienił plany, byłem o takim przebiegu wypadków święcie przekonany. Istnieją wszak umowy, ale istnieją też umowy zerwane, istnieją wreszcie umowy niedotrzymane ze zrozumiałych względów. Niestety, dyrektor festiwalu już potwierdził, że Zlatan zaszczyci. A Zlatan nie zasugerował, by przynajmniej szarpał się z rozterkami.

Doprecyzowując, żeby było jasne, dlaczego wyjątkowości momentu nie sposób przecenić: Milan wlecze się od meczu słabego do beznadziejnego, w niedzielę zderzy się na wyjeździe z Romą i nie będzie faworytem, a ewentualne niepowodzenie zepchnie go na skraj strefy, która daje zaproszenie do Ligi Mistrzów, czyli nad przepaść. Powrót do europejskiej elity to absolutne minimum, respirator dla upadłej potęgi duszącej się poza swoim naturalnym środowiskiem od siedmiu lat. Przed chwilą mediolańczycy majaczyli o odzyskaniu panowania w Serie A, a za chwilę mogą na powrót smażyć się w piekle, każdy następny błąd grozi kontynuacją kaskady nieszczęść i w ogóle zarazą. Wszystkie nadciągające mecze to finały mundialu. Naprawdę, Zlatan Ibrahimović odnajdzie w sobie wystarczająco rozwiniętą podzielność uwagi, by doglądanie drużyny przed arcyważnymi starciami z Udinese i Veroną (potem Manchester United!) pogodzić z wdzięczeniem się w San Remo? Już nie musi pilnować, by młodszy kolega ruszył do ćwiczeń o 8.30?

*******************

Świadomie spisuję notkę teraz – przy dźwiękach „A Hero’s Death” postpunkowej kapeli Fountains D.C., co za splot okoliczności – gdy jeszcze może się okazać, że Milan rozniesie w niedzielę Romę na strzępy i odzyska wigor, że szwedzki dryblas sam pookłada wrogów worem goli. Nie unieważni to przygnębiającej logiki naszkicowanej powyżej sytuacji, jakże sprzecznej z moją wizją ducha drużyny. Biznes biznesem, nie choruję na naiwne romantyzowanie nowoczesnego futbolu, będącego nade wszystko skomercjalizowanym do cna przemysłem rozrywkowym – zimna obudowa niekoniecznie wyklucza jednak rozgrzane czystymi emocjami wnętrze, nie wyklucza istnienia kompanii braci, którzy w trudnych chwilach trzymają się razem, wszelkie rozkojarzacze odkładają na potem, myślą czystym sportem, pragną zwycięstwa dla samego zwycięstwa.

Niepojęte, że zgadza się na to klub – nawet jeśli zgodził się przed sezonem.

Trudno uwierzyć, że problemu nie widzi Zlatan – narcyz, ale wzorowy sportowiec, tak się przynajmniej wydawało (wyobraźcie sobie: właśnie skrytykował LeBrona Jamesa za zaangażowanie w politykę, „niech każdy koncentruje się na tym, co umie najlepiej”).

Aż nie chcę zgadywać, jaką lekcję otrzymują inni piłkarze Milanu, którzy na co dzień słyszą, iż prywatne ambicje oraz zachcianki powinni podporządkować interesowi grupy. I co gra w głębi duszy Stefano Piolego – dam głowę, że Antonio Conte, trener sąsiedniego Interu, na wieść o wypuszczaniu na festiwalowe podrygi Romelu Lukaku zareagowałby furiackim sprzeciwem.

Dziwię się wreszcie włoskim dziennikarzom, którzy nawet jeśli zgłaszają zastrzeżenia, to sprawę opisują łagodnie, obracając w palcach każdą literkę – choć już przyzwyczaiłem się, że do megagwiazd Serie A, niezbędnych dla finansowego powodzenia rozgrywek, tamtejsze media sportowe miewają stosunek służalczy (sztandarowy przykład: przemilczanie oskarżeń Cristiano Ronaldo o gwałt, publikowanych w szanowanym przecież magazynie „Der Spiegel”). Byle się nie narazić, byle nie zszargać reputacji kur znoszących złote jajka. Teraz podkreśla się przede wszystkim to, że dezerter (określenie moje) będzie uczciwie ćwiczył między galami, że o czym tu właściwie dyskutować, skoro mowa o tytanie pracy, który na treningach pierwszy się zjawia i ostatni je opuszcza. Kwestia drużynotwórczej roli przywódcy jest pomijana.

Jeszcze raz: zdaję sobie sprawę, że jeśli Ibrahimović strzeli w tydzień osiem goli (tyle obiecuje, gdy go nagabują), to zostanie mu przebaczone. Mnie cały ten ambaras interesuje bardziej jako kolejny paskudny wykwit trawiącej futbol celebrytozy, a także procesu oddawania władzy absolutnej bezcennym również marketingowo nadpiłkarzom. Mawiało się gdzieniegdzie, że nikt nie jest większy niż klub, to gdzieniegdzie można się też umówić, że nic nie jest większe niż Zlatan. Jako się rzekło, mediolańczycy wiedzieli, kogo biorą, na pewno się domyślili, że ich nowy piłkarz kocha na zabój głównie siebie.

104 myśli na temat “Zdrada Zlatana

  1. @twojastara
    Nie tak dawno temu Chelsea próbowała wybijać się na finansową samodzielność poprzez skupowanie obiecujących młodzieńców ze świata. Pewnie do tego stary, dobry Frank by im się nadał lepiej.

    Nawiasem, i znów w obronie Lamparda, Chelsea lubi sobie, wesołymi transferami psuć drużynę. Werner może się okazać trzecim Szewczenką (bo drugim był Torres). Trafiały się też ruchy mniej spektakularne, ale równie nieudane, jak Lukaku, Mutu, Kežman. Po stronie dobrych transferów napastników jest dużo cieniej (Drogba i, ku zdumieniu wszystkich, z zachowaniem skali, Giroud). Mourinho za pierwszym razem zapłacił stanowiskiem za złe wkomponowanie w zespół zawodników, których nie chciał. Przecieki okołopolityczne sugerują nieśmiało, że z Lampardem mogło być dość podobnie.

    Decyzja o jego zwolnieniu świadczy o tym, co mówisz – jest nastawienie na wynik tu i teraz. To pewnie nie jest samo w sobie złe. Trochę jednak takie niewizjonerskie.

    Polubienie

  2. Bardzo lubię jak sypie się w gruzy mit załactwiactwa i klejenie d..y do cudzego sukcesu.
    Jeszcze nie do wszystkich dotarły zasługi PZPN i premiera Morawieckiego w umożliwieniu Lewandowskiemu i Piątkowi wyjazdu na mecz z Anglią, a już okazało się Instytut Kocha – główna instytucja naukowa zajmująca się walką z pandemią w Niemczech – zaktualizował wytyczne dotyczące osób przyjeżdżających do kraju. Od niedzieli obowiązują nowe zasady, w myśl których Wielka Brytania została przez Niemców przesunięta z listy krajów najwyższego ryzyka (zagrożonych mutacją wirusa) do grupy podlegającej mniejszym ograniczeniom.
    Mogą mieć oni jednak problem z powrotem do Niemiec bo tenże Instytut przesunął Polskę do krajów wysokiego ryzyka i po przylocie będą musieli okazać się negatywnym wynikiem testu.
    P.S.
    Jeszcze bardziej cieszą się z decyzji Austriacy (mecz ze Szkocją), bo aż 19 ich reprezentantów gra w Niemczech.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s