Eden Hazard i ludzie

Ilekroć pochylam się ostatnio w myślach nad schorowanym ciałem – a może i duchem – piłkarza Realu Madryt, stają mi przed oczami obrazki z monitora, w który wgapiałem się swego czasu maniacko, w szczytowym okresie szajby potrafiłem przyssać się do Football Managera na bite 30 godzin z rzędu.

Dla ewentualnych niezorientowanych: to kultowy symulator pozwalający wczuć się w rolę trenera, szczycący się (nie całkiem słusznie) wyjątkowym realizmem. Po ekranie spływają głównie cyferki i literki, z których „składają się” zawodnicy – mowa o rozrywce umysłowej, zamiast wywijać padem sterującym awatarami, zarządzasz matematycznie opisanymi odpowiednikami prawdziwych piłkarzy, znanych z prawdziwych boisk. Messi fenomenalnie drybluje, a Góralski ścina wślizgami dęby.

Dopóki grywałem w Football Managera, irytowało mnie, że niektóre cechy zawodników nigdy się nie zmieniają. Przez całą ich karierę. Odkąd w realu Luis Figo uciekł z Barcelony do Madrytu, w wirtualu twórcy gry w jej kolejnych wersjach przypisywali mu najniższy możliwy poziom „lojalności”, co na dobrą sprawę stanowi synonim „wierności barwom klubowym” (miał „jedynkę”, w skali dwudziestostopniowej). Bo żywy Figo zdradził, szanujący się kataloński fan inaczej jego postępowania nie określał.

Na wirtualną kopię świata przekładało się to tak, że portugalski skrzydłowy krążył do klubu do klubu. Natychmiast po transferze żądał podwyżki, wiercił się, szybko trzeba było się go pozbyć. Kto go więc kupował, kupował problem. Nijak nie odzwierciedlało to rzeczywistości, bo prawdziwy Luis Figo, ten z krwi i kości, wcale nie oblatywał świata w pogoni za coraz tłustszymi kontraktami. W Madrycie przemieszkał pięć sezonów, w mediolańskim Interze spędził kolejne cztery. Norma, chyba nawet więcej niż przeciętny staż w wielkim futbolu XXI wieku.

Jednak twórcy gry nie widzieli w piłkarzach żywych ludzi, którzy ewoluują, podejmują sprzeczne ze sobą decyzje, kierują się najdziwniejszymi konglomeratami motywacji – czasem nieodgadnionymi. Człowiek to skomplikowany mechanizm, nie mem. Dlatego Figo zaczynał grę jako zdrajca i umierał jako zdrajca. Jako „trener” w Football Managerze nigdy o niego nie zabiegałem na rynku transferowym, był dla mnie bezwartościowy.

Byli też piłkarze bezwartościowi (lub niskowartościowi) z innych względów – np. zakodowani w bebechach gry jako kontuzjogenni. Gdy takiego delikwenta zidentyfikowałem we własnym klubie, pozbywałem się go bez żalu czy ułamka sekundy zawahania. Gadżet jest wadliwy, więc go wyrzucasz.

Wróćmy teraz do normalnego świata: oto Real Madryt od półtora roku hojnie opłaca supergwiazdora, który z każdym tygodniem również staje się coraz bardziej bezwartościowy. Odkąd Hazard przyleciał z Chelsea, pojawił się w podstawowym składzie w zaledwie 29 z 89 meczów rozegranych przez królewską drużynę. Czasami uszkodzi sobie staw skokowy, a czasami mięsień, rzęzi od kontuzji do kontuzji, wbiega na murawę tylko po to, by natychmiast ponownie wpaść w ręce lekarzy – jak przed tygodniem, gdy potruchtał przez ostatni kwadrans meczu z Elche, po czym ogłoszono, że naderwał sobie tkankę w okolicy lędźwiowej i czeka go przynajmniej kolejne sześć tygodni leczenia. Zrezygnowany trener Zinedine Zidane publicznie zastanawiał się nawet, czy problem nie tkwi w głowie, czy Belg nie cierpi na bóle urojone. Dzielił się wątpliwościami bez złośliwości czy irytacji, on zwyczajnie nie pojmuje, co dzieje się z organizmem piłkarza, który w lidze angielskiej, nie bez powodu uchodzącej za bardziej wymagającą fizycznie od hiszpańskiej, nigdy nie sprawiał wrażenia patologicznie kruchego. W Chelsea, w której zachwycał przez bite siedem lat, miewał tylko krótkie przerwy i sezon w sezon wytrzymywał około 50 meczów (najmniej 43, najwięcej 62), choć stylem gry teoretycznie się narażał. Dryblował jak szatan, rywale powstrzymywali go faulem częściej niż kogokolwiek innego w Premier League. Kolekcjonował utajone mikrourazy, by znienacka, przed osiągnięciem trzydziestki, odkryć w sobie permanentnego pacjenta, piłkarza skazanego na przedwczesny schyłek? Zagadka. Ludzkie ciało bywa nieprzeniknionym labiryntem, chronicznie niedomagające kolana Daniele De Rossiego uzdrowiono kiedyś dzięki wyleczeniu mu zębów.

Tak czy owak madrytczycy nie witali w Hazardzie sportowca z defektem – jak tamte figurki z Football Managerą z wmontowaną „kontuzjogennością” – lecz natchnionego spadkobiercę Cristiano Ronaldo. Wydali na transfer rekordowe pieniądze, zaoferowali najwyższy kontrakt w drużynie. Oczekiwali, że będzie rozstrzygał o wynikach i urzekał techniką w sposób znany z Chelsea, a otrzymali, brutalnie mówiąc, piłkarza bezużytecznego, z zasługami dla klubu zmierzającymi ku zeru. Właściwie niewidzialnego, w Realu już się przyzwyczaili, że nigdy go nie ma. Nawiasem mówiąc, Hazard współtworzy niepokojąco długą listę skrajnie nieudanych madryckich transferów ostatnich lat – jeśli weźmiemy pod uwagę, że Luka Jović już uciekł do Bundesligi, że Éder Militão pełni rólkę drugoplanową i że Vinícius Júnior z Rodrygo wciąż stanowią raczej przyszłość niż teraźniejszość, to musimy skonstatować, że nikt spośród tych, którzy kosztowali najwięcej, nie zdołał na razie zrewanżować się fundamentalnym wpływem na drużynę. Madryccy fani winni każdego dnia składać hołdy weteranom, którzy nazdobywali już tyle trofeów, że powinni czuć niekiedy znużenie, tymczasem trzymają Real przy życiu. Sergio Ramos, Toni Kroos, Luka Modrić czy Karim Benzema biją żywotnością o pokolenie młodszych, a oglądanie obu rozgrywających bywa czystą rozkoszą – w każdym razie mnie już kilkakrotnie zdarzyło się, że bezwiednie przyklejałem oczy do ekranu i nie umiałem ich oderwać ze względu na 31-letniego Niemca i 35-letniego Chorwata.

Do spisania niniejszej notki przywiodły mnie jednak przede wszystkim reakcje, jakie prowokuje Hazard. Wśród kibiców Realu, także polskich. Nigdy nie polemizuję z opiniami rozrzucanymi po internecie, zdając sobie sprawę, że nie oddają one prawdziwego rozkładu nastrojów, chętniej komentują radykalni w słowach nienawistnicy, spoza anonimowego nicka łatwo sobie pofolgować. Tym razem jednak wielokrotnie uderzyło mnie – gehenna Hazarda ciągnie się wszak ponad sezon – w jak wielu ludziach związanych z Realem toksyczne emocje wyzwala gracz, któremu naturalny odruch nakazuje współczuć. Dotknięty przewlekłym pechem w szczycie kariery, gdy przymierzał się do ostatecznego szturmu – po triumf w Lidze Mistrzów, może też na czołówkę plebiscytu Złota Piłka. Lżony jako oszust, leniuch, naciągacz, wyzuty z ambicji multimilioner, któremu wszystko jedno. Precz, panie Belgu, zamawialiśmy co innego.

Nie wszystko wyjaśnia tu frustracja kibiców, których przećwiczył w minionych latach manifestujący tumiwisizm Gareth Bale (też się wpisuje w zjawisko: im droższy gracz Realu, tym mniej oferuje) i którzy dzień w dzień, od początku sezonu, słyszą o nowym piłkarzu uziemionym przez kontuzję – madrytcy medycy leczyli już więcej pacjentów niż Atlético i Barcelona razem wzięci. Nieszczęścia raczej jednoczą, a Zinedine i jego ekipa zasługują na podziw. Przy tej skali niekorzystnych splotów okoliczności spodziewałbym się, że upadną tam, gdzie cierpi Liverpool, a oni wciąż ścigają się o tytuł w La Liga i jako jedyni jej przedstawiciele ocaleli w Champions League. Wyrazy najwyższego uznania, naprawdę.

Dlatego korci mnie, by przyczyn niepojętej postawy wielu madridistas wobec Hazarda – może wyewoluują i odnajdą w sobie więcej empatii, sytuacja Belga robi się coraz bardziej dramatyczna – doszukiwać się w ogólnie podtrutych, stale luźniejących relacjach między futbolowym fanem a jego idolem. Gwiazdorzy coraz bardziej oddalają się od publiczności, bo po zejściu z boiska chowają się za coraz wyższymi płotami swoich luksusowych rezydencji (i przebywają de facto na innej planecie), dopinguje ich puchnący odsetek kibiców mieszkających tysiące kilometrów od stadionu (ostatnio generalnie pustego), przybywa też maniaków rozrywek przeobrażających piłkarzy w awatary – jak wspomniany symulator Football Manager, jak FIFA czy internetowe zabawy z gatunku Fantasy Football. Nikną zawodnicy z krwi i kości, zastępują ich elementy rozgrywki. Piłkarz jest w mniejszym stopniu człowiekiem, który czasami cierpi albo ma chandrę i zawodzi. Staje się bublem, wprawiającym w furię zepsutym przedmiotem. Samochodem, który rozkraczył się na środku autostrady. Pamiętam to z czasów zanurzenia w Football Managerze: z digitalnymi atrapami piłkarzy nie łączyła mnie żadna więź, patałachów miałem ochotę natychmiast skasować.

99 myśli na temat “Eden Hazard i ludzie

  1. Ja mam inną refleksję – uważaj na marzenia, bo mogą się spełnić i przestać być piękne.

    Ostatnim piłkarzem który z takim upodobaniem co i rusz wspominał jakim marzeniem była koszulka Realu, był James, skończyło się na jednym udanym sezonie. tutaj nawet tego nie ma, jest jedna wielka trauma.

    Ja już straciłem nadzieję, że Hazard zbierze się do kupy. Myślę że im szybciej porzuci presję i białą koszulkę, tym lepiej dla wszystkich. Dla klubu, dla kibiców, dla samego piłkarza.

    Per Mertesaker opowiadał, o korelacji presji i psychicznego wyczerpania, z fizycznymi urazami, myślę ze tu leży pies pogrzebany, i lepiej zwyczajnie nie będzie. Pono znajomi Hazarda mówili, że nie widzieli go tak zdenerwowanego, jak przed prezentacją w Madrycie.

    Na pewno gdzieś do tego dołożyły się wszystkie razy które zebrał w „pozwalającej grać” lidze angielskiej. Nadal uważam, że ustawicznie faulowanie jednego piłkarza winne być karane kartką, ponieważ świadczy o niechęci do podjęcia próby zatrzymania go czysto. Neymar zaczął się rozpadać, Hazard się rozpadł. 5-6 fauli na jednym graczu max, każdy następny – kartka. Hazard zbierał czasem i 10 fauli na mecz, to nie jest normalne.

    To jest strasznie smutne, bo serio od lat jarałem się Hazardem, i jako fan Realu mega cieszyłem się na transfer, przez myśl mi nie przeszło że coś takiego się może stać. Ale już po kolejnym urazie, nie mam złudzeń, jeśli Hazard ma jeszcze w piłkę pograć, najlepiej dla niego nie kopać się z losem, tylko poszukać bardziej sprzyjającego środowiska.

    Co do toksycznych fanów – niestety tru. Można się było Edena czepiać że przyjechał z nadwagą, ale tego że zdrowie odmawia posłuszeństwa, to po prosu przykre. Ogólnie debata na wielu forach potrafi szorować mordą po ziemi, pozorna internetowa anonimowość wyzwala instynkty , i paskudnie się na to patrzy. I nikt nie jest tu święty, możesz przynieść klubowi 5 LM i „kibice” będą wycierać sobie gębę w najpodlejszy sposób. Szczególnie nie pociesza fakt, że fandom Realu się tu jakoś szczególnie nie wyróżnia, niezależnie od ligi czy klubu, kibic w internecie zamiast „powinniśmy podziękować za współpracę” woli napisać „wypie$%aj na drzewo ty ch$%^ je$%y”. I jest na to powszechne przyzwolenie, mało komu chce się reagować na buractwo.

    „nikt spośród tych, którzy kosztowali najwięcej, nie zdołał na razie zrewanżować się fundamentalnym wpływem na drużynę.”

    A tak to już w Madrycie jest od lat, dlatego min. Perez ograniczył to szastanie, po Kace, Bale’u, Jamesie czy teraz Hazardzie, tym mniej ma powodów. Pamiętam jak w 2017 gdy Rea bronił LM, zachwycano się głębią kadry, iż na ławce siedzą gracze za gruby hajs. Już wtedy na boisku byli ci którzy kosztowali mniej, szczególnie w pomocy było to widać, gdzie James(80patoli) Isco(38) i Kovacić(35) byli zmiennikami, a linie pomocy tworzyli i nadal tworzą Modrić(30) Kroos(20) i Casemiro(5). I na końcu tym który najbardziej zagroził tercetowi i który faktycznie gra, niestety ostatnio też tylko gdy zdrowy, jest Fede Valverde, kolejny gracz za grosze(5).

    Polubienie

  2. Ze spełnionymi marzeniami faktycznie różnie bywa… – dlatego warto mieć ciągle nowe.
    Do pomysłu karania kartkami ustawicznego faulowania (bardzo mi się podoba) dorzuciłbym równoległe karanie kartką trenera… – w końcu to oni szkolą piłkarzy na „nie daj mu przejść”. No i wprowadziłbym zakaz wypowiadania się na temat piłki wszystkich teoretyków od „takich fauli się nie gwiżdże”.

    Polubienie

  3. Nie wiem czy to pech biorąc pod uwagę jaką sylwetkę miał Belg na początku sezonu. Przecież przygotowanie fizyczne to podstawa w obecnym futbolu. Może to nie były marzenia o LM, lecz fajne wakacje, podobnie jak w przypadku świetnego Bośniaka, który praktycznie nie istnieje w Barcelonie? Inna sprawa, że urazów w Madrycie od lat jest sporo.

    Transfery nieudane w Realu? Mam wrażenie, że nie ma tutaj nici porozumienia na linii prezes trener. Zawodnicy sprowadzani niewiele dostają szans, a odchodzący w większości przypadków świetnie sobie radzą.

    Polubienie

  4. Pamiętam jeszcze takie czasy, kiedy jak zawodnik miał 28 lat, to się mówiło, że za chwilę skończy karierę, a jak ktoś grał na dobrym poziomie po 30-ce, to było zdziwienie. A teraz mamy zdziwienie, że zawodnik ma 30 lat i nie daje już rady. Do tego jeszcze Hazard przechodząc do Madrytu miał za sobą 10 kolejnych sezonów, w których grał ponad 50 meczów, czasem zbliżając się do 70, a średnio kręcąc się wokół 60. I jak tu się dziwić, że kontuzje?

    Polubienie

  5. @tomo
    „Nie wiem czy to pech biorąc pod uwagę jaką sylwetkę miał Belg na początku sezonu. ”

    Chyba poprzedniego.

    ” odchodzący w większości przypadków świetnie sobie radzą.”

    Tomasz, myślałem że to przerabialiśmy, nie siej bzdur. To że ktoś sobie średnio radzi w Arsenalu, nie znaczy iż będzie stanowił o sile Realu.

    ” lecz fajne wakacje, podobnie jak w przypadku świetnego Bośniaka, który praktycznie nie istnieje w Barcelonie?”

    Ja szczerze bardziej widziałbym problem z dojściem do formy po covidzie. btw nie poruszałem tego, ale szczerze gardzę bordowymi za ten wielki rzyg jaki wylali na utytułowanego piłkarza.

    Polubienie

  6. @Rafał
    „Słowem, wznieśliśmy monumentalne gmaszysko kosmopolityzmu. W drużynie narodowej. Tam, gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała i dzięcielina pała” – jak dla mnie idealna puenta felietonu.
    P.S.
    Niniejszym solennie obiecuję, że już nigdy nie użyję słowa szrot pod adresem zagranicznych piłkarzy sprowadzanych do naszej ligi. Nawet jeżeli niektórzy z nich będą na to określenie zasługiwali.

    Polubienie

  7. @0TWOJASTARA
    W tamtym to już nie było o czym nawet mówić, ale to w tym Martinez wspominał o 60 jednostkach treningowych niezbędnych do dojścia do formy. Taki Lewandowski nie pozwoliłby sobie na takie zapuszczenie organizmu.

    Ja wiem, że dla Ciebie to bzdury, a piłkarze odchodzący z Realu nadają się tylko do ekstraklapy, oczywiście z przymrużeniem oka, ale czas leci i w Madrycie niepokojąco szybko zbliża się okres wymiany. Oby po Zidane’ie nie było tak spalonej ziemi, jak po Valverde w Barcelonie.

    Nie szukałem przyczyn słabości Pjanicia. Być może wina covidu, ale niewątpliwie zjazd jest ogromny. Bordowi narzekają pewnie bardziej ze względu na samą otoczkę transferu. Tak mi się wydaje.

    Polubienie

  8. Nie sadzę żeby z zewnątrz można było zdiagnozować przyczyny słabszej lub lepszej formy czy urazowości. A i w klubie to może z tym być różnie.
    Mamy różne organizmy, różnie znosimy obciążenia treningowe i meczowe, inaczej się regenerujemy. A na dodatek to się też zmienia z wiekiem. I nie każdy zawodnik tak jak m.in. nasz Robert jest skoncentrowany na stałym poszukiwaniu optimum obciążeń i najlepszych metod regeneracji.
    W drużynie trening jest uśredniony i co prawda uzupełniany jest treningiem indywidualnym, ale to wcale nie oznacza, ze jedni zawodnicy nie będą niedotrenowani a inni przeciążeni. Na dodatek skutki nie muszą objawiać się od razu, ale dopiero (z reguły) po dłuższym okresie czasu i trudno je powiązać z przyczynami, nawet samemu zawodnikowi, trenerowi czy sztabowi medycznemu, jeżeli nie są one efektem nadzwyczajnych zdarzeń boiskowych.
    Zmiana klubu, często też wiąże się ze zmianą metod treningowych, intensywności gry czy zadań boiskowych. To mogą być detale, ale istotne z punktu widzenia organizmu piłkarza. Nie zawsze w nowym klubie musi być klimat do otwartego przedyskutowania problemu. Łatwiej się mówi o niespełnionych nadziejach.
    A kibice to już tylko mogą obserwować skutki i wybrzydzać.

    Polubienie

  9. @tomo
    Nie no, Kova sobie fajnie radzi, ale nie od razu zazębił się w CFC. 🙂 Pozostali średnio/słabo. Nie liczę tu wypożyczonych, bo oni nadal są w Realu.

    Ja mam Vidal vibes again, gdy autentycznie bordowa brać jechała po Vidalu, co on sobie myśli, że jako gwiazda w Juve i Bayernie, będzie w pierwszym składzie FCB grał? Tu jest przecież potężny Artur, który co prawda nic jeszcze nie osiągnął, ale kółeczka robi jak Xavi, to wiadomo że lepszy. Jeszcze jakby palnął nadmiar żelu, to w ogóle ten Irokez mógłby lecieć na drzewo. Z czasem się odmieniło, ale ile to trzeba było czekać.

    Bośniak IMO zrobił sobie niedźwiedzią przysługę. Pali, że „chciał grać z Messim” gdzie IMO chciał uciec od Sarriego, pod którym cierpiał, nie przyszło mu do głowy, że Juve odwali taki blamaż w LM, a Sarri jednak wyleci, bo niewiele na to wskazywało.

    Co do wymiany, wszyscy się zgadzamy, że potrzebna, ale nowy nie może grać tylko za to że jest nowy i młody. Zresztą część piłkarzy z Ramosem na czele nie pomaga, już nawet Vasquez nie chce podpisać 3-letniego kontraktu, bo miałby dostać 10% hajsu mniej, co mi się wydaje w dobie covidowej znakomitą ofertą dla 30-latka które nie weźmie inny wielki klub.

    Polubienie

  10. @ALP
    Chyba nie trzeba było być w Barcelonie Rijkaarda, by wiedzieć dlaczego Ronaldinho tak wcześnie zszedł ze światowej sceny. Od profesjonalisty należy oczekiwać profesjonalnego podejścia, a nie zbędnych kilogramów, które mogą wpływać na kolejne urazy. Może to nie powód, ale na pewno Belg sobie tym nie pomaga.

    @0TWOJASTARA
    A najlepszy gracz Atletico, a prawy wahadłowy w Interze, a lewy defensor w Totkach? Dają radę, mogliby grać w Madrycie, ale nie było ich w wizji szkoleniowca.

    Z Vidalem była trochę inna sytuacja, bo miał szkoleniowca tej samej maści, więc mógł odgrywać rolę. Pjanić to nie pracuś i grzeczny gracz, aby mógł dogadać się z Koemanem.

    No właśnie Lucasa podobno chce Bayern, więc może temu wybrzydza? Co do wprowadzania młodych to tutaj trzeba odpowiedniej osoby u sterów. Nie mam zbyt pozytywnej opinii o Koemanie, ale akurat z młodymi często sobie radził. W Barcelonie niektórzy przebiliby się z rozpędu, a niektórzy dostali szansę, dlatego że są młodzi i uparcie na nich stawia szkoleniowiec.

    Polubienie

  11. @tomo
    „A najlepszy gracz Atletico”

    Oblak? Suarez? Trippier? xD

    No dobrze idzie Llorente. Teraz, bo pierwszy sezon wśród flinstonów wcale nie miał taki udany.

    „prawy wahadłowy w Interze”

    Bał się Carvajala od którego jest gorszy, chciał odejść, co zrobić. Zidane miał dać mu grać kosztem lepszego piłkarza?

    „lewy defensor w Totkach?”

    Przecież Reguillon ma klauzulę pierwokupu. Real będzie mógł go wyjąć. Dla mnie zachowali się bardzo pro-zawodnik, wysłali go tam gdzie będzie grał, bo przy Mendym młody mógłby się marnować, gdy kontrakt Marcelo się skończy, mogą wyjąć gotowego ogranego piłkarza z Anglii, win-win.

    Ano, serio, szkoda Bośniaka, bo z Koemanem nigdy po drodze nie będzie miał.

    Ja słyszałem tylko o Evertonie i jeszcze innym średniaku z Anglii, ale fakt, gugl twierdzi że niby ma tam być jeszcze Bayern. Nie widzi mnie się to z polityką Bawarczyków, ale kto wie.

    Polubienie

  12. @Tomo
    Jak większość polskich kibiców przez lata byłem przekonany, że w 1973 r.Mc Farland brutalnym faulem przerwał znakomita karierę Lubańskiego. Byłem wręcz zszokowany, kiedy parę lat temu usłyszałem Włodka wypowiedź, że on go wtedy nawet nie dotknął ze to mięśnie odmówiły mu posłuszeństwa. Typowe zmęczenie materiału u zawodnika, który jeszcze jako nastolatek zaczął grać na najwyższym poziomie. Ewidentnie skumulowane wieloletnie przeciążenia i to u piłkarza zaledwie dwudziestoparoletniego.
    Przez lata mogłem obserwować niesamowity postęp w medycynie sportowej, metodach treningu i regeneracji… – wielu świetnych piłkarzy sprzed lat zajadów ze śmiechu by dostało, jakby wtedy usłyszało Ronaldo czy Lewandowskiego, opowiadających jak trenują i dbają o regenerację, ale też niesamowicie zwiększyła się dynamika, intensywność gry, treningowe i meczowe obciążenia. Dlatego jedni mogą długo grać na jeżeli nie najwyższym to przynajmniej wysokim poziomie, a inni będą przedwcześnie zjeżdżać w dół.
    To, że Ronaldinho tak miał (z resztą on nie był jedyny) to nie znaczy, że wszyscy tak mają. To, ze piłkarz po latach znakomitej gry wpada w dołek, nie musi oznaczać, ze mu się odechciało (przyznasz, ze dość powszechnie przyjmowana teza przez kibiców). Przyczyny mogą być różne (wymieniłem tylko niektóre), a z zewnątrz (nie tylko) trudno jest to ocenić.
    Tylko tyle i aż tyle.

    Polubione przez 1 osoba

  13. Ano. Warto trenować, ale prawda o treningu jest też taka, iż może cię do maksimum TWOICH możliwości. Jeżeli nie masz możliwości C.Ronaldo, to żebyś na głowie stanął, żaden trening cię to tego nie doprowadzi. Jeżeli nie masz predyspozycji żeby skoczyć 8,7m w dal, to żebyś nie wiem jak trenował, nie skoczysz. itp itd.

    Polubienie

  14. @Otwojastara
    Na to uwarunkowanie wskazywałem… – „Mamy różne organizmy, różnie znosimy obciążenia treningowe i meczowe, inaczej się regenerujemy.”

    Polubienie

  15. Chyba najlepszy przykład to Agnieszka Radwańska, która całą karierę musiała słuchać jak to ona nieprofesjonalnie rozdrabnia talent swoim lenistwem, po czym okazało się musi kończyć karierę bo ma zwyrodnienia stawów od morderczego treningu.

    Polubienie

  16. Tak. Myślę, ze to dobry przykład na przekroczenie bariery dźwięku.
    P.S.
    Turcja-Holandia 4:2. Było wszystko… – nieuznana bramka dla Pomarańczowych i łaskawość dla gry tureckiej obrony, dziwna nieporadność Holendrów w polu karnym przy znakomitej postawie bramkarza Tureckiego, znakomite rzuty wolne, obroniony karny.

    Polubienie

  17. @ALP
    Oczywista oczywistość, ale złym ogólnym stanem po okresie roztrenowania zawodnik nie pomaga sobie i nie dziwota, że później kibice mogą sądzić, że już mu się nie chce.

    Polubienie

  18. @grindavik
    To taki inside joke z innego forum które z Tomaszem swego czasu intensywnie nawiedzaliśmy. Głównie odnosi się do wirtuozerii gry Atletico 🙂

    Polubienie

  19. Bednarek & Szczęsny – i wszystko jasne.
    Nigdy nie ogarnę, co jeszcze musi odwalić ten pierwszy, żeby mu dali odpocząć od repry i nigdy nie ogarnę, dlaczego ten drugi wygrywa bramkę z Fabianem.
    Nie wiem, czego on pilnował przy golu, ale Madziar kompletnie nie musiał kombinować, jak zmieścić piłkę w krótkim rogu, bo miał tam istne wrota, kopnął sobie jak na trenibgu.

    Polubione przez 2 ludzi

  20. Szczęsny ma lepsze nazwisko, więc pyka. Szkoda tylko, że w kadrze zawodzi, zresztą podobnie jak inny grajek z Italii, Zieliński.

    Polubienie

  21. Może coś nie styka z tą Italią, bo przyjeżdżał Linetty – i zazwyczaj też się miotał jak pies w studni.

    Polubienie

  22. A co, mocny był? Może w gębie. Zresztą było – minęło.
    Trzeba się mierzyć z tym, co tu i teraz. A wygląda to ponuro, przeciętni w gruncie rzeczy Węgrzy, na dodatek bez swojej gwiazdy, robią ich jak chłystków. Nie wiadomo, gdzie większa bezradność – w obronie, czy ataku.
    Mecz przypominający niesławne mundialowe starcia z Ekwadorem i Senegalem.

    Polubienie

  23. Ja tam się w jakieś wyelkie analizy jeszcze bawił nie będę, wszak to dopiero pierwszy mecz, powiem tylko że w debiucie Paulo było tyle emocji co przez całe eliminacje z Brzęczkiem xD

    Also #teamfabian

    Polubienie

  24. Ok, pan Sousa zmiany robić umie.

    Mecz ogólnie rozrywkowy, ale pytanie, czy o to chodziło?

    Pod rozwagę narzekającym na niskie ustawienie obrony.

    Pan trener się uczy, zobaczymy, co dalej.

    Polubienie

  25. Obrona – DRAMAT. Musi z tym coś Sousa szybko zrobić, bo sposób stracenia goli i w ogóle panika pod bramką przy każdej wrzutce takiego rywala, jak Węgry delikatnie mówiąc chluby nie przynosi.
    Chociaż coś mamy z tymi bratankami, że w meczach z nimi gole się sypią jak z rogu obfitości.

    Polubienie

  26. Przez 60 minut zgrzytało, a momentami nawet rzęziło, ale po dwóch treningach przy nowych założeniach taktycznych i ustawieniu, chyba nikt nie oczekiwał kaszki z mleczkiem.
    Dla mnie Zołza (dla niezorientowanych sos śląski) zdecydowanie na plus… – dobrał skład w/g umiejętności najbardziej pasujących do jego założeń i ustawienia, a kiedy zobaczył, że jako drużyna nie funkcjonuje, potrafił dokonać zmian, które poprawiły komunikację i odmieniły obraz gry.
    Mam nadzieję, że to nie koniec i do lamusa przeszedł podział na reprezentantów i dublerów oraz nadwiślańska wersja catenaccio.
    Podchodziłem do dzisiejszego meczu bez nastawień, ale z ogromną ciekawością. Spodziewałem się, że piłkarzom będzie towarzyszył stres i, że może on przesądzić nie tylko o początku ale o całym meczu. Dlatego z końcowego wyniku jestem zadowolony.
    Bardzo ciekaw jestem jak dalej Zołza będzie realizował swoje koncepcje. Dla mnie mecz z Andorą zaczyna nabierać znaczenia. To dla budującej się nowego stylu gry reprezentacji będzie poligon doświadczalny.

    Polubienie

  27. No właśnie z wyniku to nie bardzo da się być happy, bo to był rywal zdecydowanie do ogrania, zwłaszcza bez swojej gwiazdy. Jak już się trochę wyprztykał z sił na pressing, była szansa go przytłamsić i sprawić, by to on musiał gonić wynik (moim zdaniem nie dałby rady), no ale wyszło, jak wyszło. Niech będzie i punkt.
    Może nawet dobrze, jakoś nie ufam super-debiutom.
    Na plus na pewno to, że selekcjoner wydaje się umieć i nie bać reagować na kiepską sytuację na boisku.

    Polubienie

  28. Umie i nie boi się, a z drugiej strony gdyby nie niedawna zmiana przepisów, to pewnie 3 zmian by od razu nie zrobił.
    Cóż, remis nie jest zły, ale przy założeniu, raczej jednak słusznym, że rywalizujemy z Węgrami, nie z Anglią.

    Polubienie

  29. Ja tam widzę duży potencjał w drużynie zaproponowanej przez Sousę. Oczywiście – w obronie dramat, w pomocy niewiele lepiej. Ale widzę jakiś pomysł na tę reprezentację i wiele miejsc do poprawy. U Wuja nie widziałem żadnego potencjału – tutaj widzę duży. Piłkarze wydawali mi się zbyt spięci i najgorzej w mojej opinii selekcjonerowi poszło dotarcie do głów. Nie wiem, czy w następnym poważnym meczu będzie o wiele lepiej, ale bez trudu jestem to sobie w stanie wyobrazić. U Wuja nie widziałem najmniejszego światełka na końcu najdłuższego tunelu. Zobaczymy.

    Polubienie

  30. Trzeba też mieć na uwadze, że trener Węgier buduje swój team od dłuższego czasu, a Sousa jak Beenhakker debiutował tym meczem. Jeśli na coś w jego przypadku liczę, to że ogarnie drużynę taktycznie, może da odpocząć od kadry niektórym, „żelaznym” dotąd postaciom (głównie z tyłów), no i że zbuduje sobie zdecydowanie większy autorytet od poprzednika.
    Nawiasem mówiąc Węgry 5 lat temu miały identyczny wynik na Euro z Portugalią, co ściągnęło na tę ostatnią kpiny, a jak się turniej skończył – wiadomo.

    Polubienie

  31. @ PANSZERYF
    „U Wuja nie widziałem żadnego potencjału – tutaj widzę duży. ”

    Serio czy jaja sobie robisz i tylko ja ironii nie łapię ?

    Naprawdę uważasz, że JAKIKOLWIEK selekcjoner może zamieszać chochlą w polskim kotle reprezentacyjnym i uczyni z tej zupy przysmak ?
    Trener to może mieć prawdziwy wpływ na drużynę, gdy zajmuje się nią w trybie ligowym. Ma 30 lub więcej meczów w sezonie to może coś zbudować.
    Reprezentacyjnie to można wyłącznie wyselekcjonować NOWYCH graczy do reprezentacji i/lub inaczej ich ustawić i ewentualnie mentalnie podpalić.

    Trzon aktualnej drużyny nie zmienia się od ładnych paru lat. Tutaj już było przesuwane, przekładane, mieszane, podgrzewane. I my JUŻ znamy potencjał tej drużyny.

    Prawdopodobnie nie ma innych ludzi, którzy na teraz wyraźnie wzmocniliby reprezentację.
    Ale może Sousa coś znajdzie …

    Brzęczek wprowadził do drużyny Piątka, Szymańskiego, Jóźwiaka, …
    Czy podnieśli poziom ? Do dyskusji.

    PS
    Swoją drogą jak ten Brzęczek fatalnie awansował do ME ! W eliminacjach ledwie 8 wygranych na 10 meczów. Z tym potencjałem piłkarskim powinniśmy wygrać minimum 11. Jakże on zupełnie nie dawał nadziei …

    Polubienie

  32. @Antropoid
    Faktycznie Sousa może być dobrym trenerem repry, ale wprowadzanie go teraz na kluczowe mecze? Remis z Węgrami pozbawionymi dwóch najlepszych pomocników z całą pewnością nie jest krokiem do przodu, skoro z nowym trenerem mieliśmy walczyć o więcej. I żadne zaklęcia tu niczego nie zmienią.
    Z Anglią może będziemy jakoś wyglądać, bo bez Rashforda i być może Kane’a – zwłaszcza bez niego – to nie jest ten sam zespół, ale i tak nie ma co się oszukiwać – nawet przy stosunkowo nie najlepszej pomocy Anglii, w której przeważają zawodnicy ze średnich klubów – jedyna nadzieja na uniknięcie porażki, to autobus przed polem karnym, kontry i liczenie, że się Szczęsny zrehabilituje za słaby występ.

    Polubienie

  33. ” jedyna nadzieja na uniknięcie porażki, to autobus przed polem karnym, kontry i…” – czy to ma być patent na awans na MŚ i sukces na EURO?

    Polubienie

  34. Pamiętam Greków… – najgorszy Mistrz w historii piłki. Za taką reprezentację to ja dziękuję i wypisuję się z fanów piłki nożnej.
    P.S.
    Polecam dzisiejszy (już wczorajszy) felieton naszego Gospodarza na Wyborczej, którym uzupełnia pomeczową relację.

    Polubienie

  35. Obejrzałem właśnie powtórkę i przesunęło mi się trochę na skali od pesymizmu do optymizmu.
    Tu tekst ostatni, o którym Alp pisał:
    https://wyborcza.pl/7,154903,26921988,awanturnicze-sklonnosci-i-terapia-szokowa-paulo-sousy-czego.html

    A przy replayu najbardziej polubiłem moment z 71. minuty. Brakowało centymetrów – gdyby Węgrzy nie przecięli, mógł paść gol po 31 podaniach z rzędu i akcji, w której każdy z naszych dotknął piłkę.

    Polubienie

  36. Weźcie nie demonizujcie tej Grecji, porównaniu do kadry Wuja oni grali wcale ciekawy futbol. I tbh w fazie grupowej wcale nie byli jeszcze takimi murarzami, pamiętam szczególnie pozytywnie ich mecz otwarcia z Portugalią. W fazie pucharowej nagłej śmierci przeszli na podwójny autobus, ale nadal nie zasługują by porównywać ich do Brzęczkowego gniota.

    @22DREXLER
    Realu czy Bayernu raczej nikt z kadrowiczów nie zrobi, ale mi personalnie masę frajdy sprawiała kadra Leo, który mi obiektywnie chyba najmniejszy potencjał ludzki z wszystkich w XXIw i z Łobodzińsich z Bronowickimi robił grających piłkarzy.

    Natomiast naprawdę spieszycie się ze wszelkimi ocenami, facet poprowadził jeden mecz.

    @gp
    „Remis z Węgrami pozbawionymi dwóch najlepszych pomocników z całą pewnością nie jest krokiem do przodu”

    Remis z głównym rywalem do awansu na jego terenie zawsze jest krokiem do przodu.

    Serdecznie wyżej uszu mam Twojego jojczenia „że to zły moment”. W reprezentacji masz w porywach 1-2 sparingi i co chwilę „kluczowe mecze”. O tyle się mogę zgodzić, że lepszym momentem był każdy dzień wcześniej i każdy wstecz był coraz lepszym momentem, szkoda że tego się nie da cofnąć i najlepiej pozostawić Brzęczka w ekstraklasie.

    Polubienie

  37. @Rafał
    Szkoda, że nie wszystkie teksty trafiają do papierowego wydania GW.
    A przy replayu fajnie się też ogląda asystę Ziela przy 2-2 – wreszcie jakiś w reprezentacji moment godny jego talentu. Może wreszcie Sousa ten talent odblokuje?

    @GP
    Kluczowe mecze na starcie?… No chyba, że ktoś śnił o nawiązaniu walki z Anglią przez kadrę made in Brzęczek. Na to, to ja już nic nie poradzę.
    Na Wembley bym się zbytnio nie napalał – chyba, że Sousa to jakiś magik i w parę dni z tego sita wyczaruje sensowną defensywę.

    A tej Grecji 2004 nie obrażałbym porównaniami do brzęczkowego tworu, Grecja prócz murowania miała w końcu rozkminione warianty przeprowadzania kontrataku i wykonywania stałych fragmentów gry.
    Nijak się do tego miało wykopywanie piłki spod własnej bramy na oślep – a z przodu samotny, wkurzony Lewandowski, który z meczu na mecz coraz mniej wiedział, po co jest na boisku.

    @el. ME 2020
    Było już o tym sto razy. Grupa – folklor. Awansu nie było tam z kim przerżnąć, choć kto wie. Gdyby Austria, grająca lepszy futbol od Węgrów miała ich skuteczność, już od startu byłoby gorąco.

    Polubienie

  38. Z tego, co zrozumiałem, to powodem zmiany trenera miało być to, że nowy trener, w przeciwieństwie do Brzęczka, nawiąże walkę z Anglią i generalnie najlepszymi. No to warunkiem koniecznym nawiązania walki z Anglią był komplet punktów w pozostałych meczach.

    I nie wiem, co wy z tą Grecją, mnie o Włochy chodziło, dwa tytuły wygrali grając defensywnie, ale ok, Grecja też, a w LM Chelsea. Generalnie żeby coś osiągnąć, to może nie trzeba obrony Częstochowy, ale porządek w obronie musi być. Pan trener będzie miał w czerwcu szanse, żeby to poukładać, ale ludzi ma takich, jakich ma (Klich i Kędziora super różnicy nie zrobią) i cudów bym się nie spodziewał.
    Możemy grać futbol rozrywkowy, nie ma sprawy, ale wtedy trzeba się przygotować na to, że z każdym mocnym rywalem będziemy tracili po 3, a o strzelenie gola będzie znacznie trudniej, niż w czwartek.

    A poza tym, w piłce nie chodzi o to, żeby napastnik był szczęśliwy, że sobie strzelił, tylko żeby zespół wygrywał. Jeżeli mamy zmieniać trenerów i taktykę dla jednego zawodnika, to przykład Szwecji pookazuje, że czasem lepiej się go pozbyć. Nie namawiam do tego, ale Lewandowski musi zrozumieć, że nie kadra jest dla niego, tylko on dla niej. Było dużo gadania, że trzeba grać odważnie (Lewy), a nie ostrożnie (wersja Glika). No i wyszło na Glika. Poszaleć se mogą jutro, choć ja osobiście bym wystawił drugi skład.

    Polubienie

  39. Się okaże. Może i nowy nawiąże walkę z rywalami pokroju Anglii, tylko niekoniecznie od pierwszego zgrupowania.
    Z Brzęczkiem za sterem nie było na to najmglistszych widoków.

    Polubienie

  40. Jak kolega GP ogarnie iż istnieje coś poza czarnym i białym, murowaniem bramki a hurraofensywą, to może będzie się dało pogadać. Teraz raczej niet.

    Polubienie

  41. Nie da się ukryć, że Grecy małpowali Włochów…
    A co do gry w punkty, tabelki i minimalizm boiskowy, to mi się kojarzy z przepychaniem gamonia z klasy do klasy. Czasami uda się nawet przepchnąć przez Uniwersytet (za moich akademickich czasów gamonie uwielbiali historię), ale końcowym produktem i tak był gamoń z dyplomem.
    P.S.
    Nie mam nic przeciwko historykom, choćby przez sentyment do mojej wspaniałej nauczycielki i niezwykle mądrej kobiety, która była moją wychowawczynią w Liceum. Nie przepadam tylko za gamoniami.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s