Bogowie futbolu grają w kości

Wreszcie. Za nami sezon, podczas którego prawie znienawidziłem klubową piłkę nożną.

Macherzy od układania rozgrywek wtłaczali nam do głów tyle meczów, że zobojętniałem, przestałem wierzyć w istnienie meczów hitowych, w trakcie patrzenia na mecze słabe zamiast zżymać się na zawodników, było mi ich żal, czułem się ogłuszony, stawali mi przed oczami podejrzani o terroryzm, których Amerykanie torturowali muzyką wystrzeliwującą z głośników całodobowo i na cały regulator. Aż trudno uwierzyć, że w tak popapranym okresie zdarzyła się drużyna – Manchester City, bezapelacyjnie ekipa numer jeden w Europie – zdolna powygrywać prawie wszystko.

Gdybym z tego zamętu miał wyłowić refren, jakiś motyw przewodni najdziwniejszego futbolowego okresu w dziejach, zaproponowałbym opowieść o triumfie odrzuconych. Chyba ten wątek zapamiętam na dłużej. Oto Luisa Suáreza odtrąciła Barcelona – i potem patrzyła, jak urugwajski napastnik zasadniczo przyczynia się do odzyskania przez Atlético Madryt panowania w lidze hiszpańskiej, a sama sturlała się na trzecie miejsce w tabeli, najniższe od 2009 roku. Thomasa Tuchela, ubiegłorocznego finalistę Ligi Mistrzów, wylali szefowie Paris Saint-Germain – i po kilku miesiącach ujrzeli, jak niemiecki trener Ligę Mistrzów wygrywa, tyle że już w Chelsea, a sami musieli znieść klęskę w lidze francuskiej (zresztą wcześniej wykopali Unaia Emery’ego, właśnie sensacyjnie zwycięskiego w Lidze Europy). I wreszcie Stefano Piolego odtrącili kibice Milanu, łącznie z piszącym te słowa – wydalenia go z klubu żądali, zanim zdążył podpisać kontrakt, a potem podziwiali, jak drużyna przewlekle niepełnosprawna mentalnie i zżyta z bylejakością spada na rywali jak gniew boży, miesiącami pozostaje niezwyciężona, pomimo niedawnego kryzysu po wielu latach wraca do Champions League. Suárez, Tuchel, Emery, Pioli. Każdy ze skrajnie odmiennym dorobkiem i życiorysem, wszyscy złączeni osiągnięciem w minionym sezonie sukcesu, którego sami sobie pewnie by nie wyprorokowali.

Ich losy zachęcają do rozsnucia wieloakapitowego moralitetu. O błądzeniu tych, którzy w przywołanych bohaterów zwątpili, i mądrości tych, którzy dali odrzuconym szansę. Wdzięczna perspektywa, jedna z najpopularniejszych w ogóle, o czym przypominają nam romantyczne hołdy składane londyńskim triumfatorom Ligi Mistrzów – lubimy ponownie wzruszać się historią skazywanego niegdyś na niskoligową kopaninę N’Golo Kante (Złota Piłka!, Złota Piłka!, chyba mogę ujawnić: od kilku lat mam w domu małego rozrabiakę o tym samym imieniu), albo dowiadywać się, że bramkarz Édouard Mendy już jako senior szukał zajęcia poza sportem i pobierał zasiłek dla bezrobotnych. W krajobrazie, który szkicuję, można też jednak dostrzec rządy przypadku. Skutki menedżerskiego niechlujstwa, ruchów niezbornych i składających się raczej na igrzyska chaosu niż strategię. W czym nie ma naturalnie nic niezwykłego – większość z nas działa działa w życiu po omacku, więc i korporacje, którymi kierują ludzie, funkcjonują niespójnie, zapomnijmy wreszcie o micie tzw. efektywnego zarządzania.

O rzucaniu kostką jako metodzie podejmowania decyzji myślę, gdy patrzę na Stefano Piolego. Owszem, udało się, mediolańczycy przez pół roku grali jak opętani – jednak wściekli kibice na początku słusznie diagnozowali, że szefowie klubu, od dawna oddający drużynę przeciętniakom, tym razem wzięli trenera plasującego się w hierarchii jeszcze niżej, w dodatku zaakceptowali go tylko jako opcję zapasową, po fiasku negocjacji z renomowanym Luciano Spallettim. A manewry Barcelony? Oddać przed sezonem 33-letniego urugwajskiego napastnika Luisa Suáreza, żeby po sezonie wziąć 33-letniego argentyńskiego napastnika Sergio Agüero, który w przeciwieństwie do poprzednika notorycznie niedomaga, z sezonu na sezon coraz więcej czasu spędza na leczeniu obolałych członków?

Tego kazusu rozdłubywać teraz nie zamierzam – wiem, Barcelonę przygniatają długi, ze swoim rodakiem lubi się Messi itd., może kiedy indziej – ponieważ spieszę się do szefa wszystkich szefów wśród hazardzistów. Wśród hazardzistów lub, jak kto woli, miłośników siania zamętu.

Gdy słyszę, że Roman Abramowicz błysnął intuicją, zapraszając do Chelsea Tuchela, stają mi przed oczami ci wszyscy uznani fachowcy, których pospraszał wcześniej – od José Mourinho i Luisa Felipe Scolariego, przez Guusa Hiddinka i Rafę Beniteza, po Włochów Carlo Ancelottiego, Antonio Conte oraz Maurizio Sarriego. Nikomu w ścisłej europejskiej czołówce nie przychodzi zatrudniać i zwalniać z porównywalną łatwością, długo sądziłem wręcz, że rosyjski oligarcha umyślił sobie wypróbować jak najwięcej wybitnych trenerów (w końcu zaczęli odmawiać, zorientowali się w jego zwyczajach), odczuwa perwersyjną przyjemność z wyrzucania ich w trakcie sezonu, kolekcjonuje zwłaszcza skalpy triumfatorów Ligi Mistrzów i mundialu. Kilkakrotnie zwracałem też uwagę na paradoks: największe europejskie sukcesy fetował nie wtedy, gdy realizował projekt w zamiarze długofalowy, lecz wtedy, gdy piłkarzy nadzorowali szkoleniowcy wynajęci na parę chwil, po których po rozstaniu z Chelsea słuch zaginął, czyli Avram Grant oraz Roberto Di Matteo.

Tuchel należy do innej kategorii, ale też przyleciał do Londynu w pełni rozgrywek, bo akurat nawinęła się okazja – wyganiali go z PSG. I Abramowicz dostał kolejną – wielu powie: deprawującą – szkołę futbolowego życia, znów się upewnił, że może do woli wywijać trenerami, może nawet seryjnie stawiać na „tymczasowych”, a jakieś trofeum zawsze mu wpadnie. Odkąd się zjawił, Chelsea uzbierała najwięcej kontynentalnych precjozów wśród wszystkich angielskich klubów (dwa razy Liga Mistrzów, dwa razy Liga Europy), choć jej mecenas zatacza się od ściany do ściany. Co ma robić, skoro widzi, że wygrywa tym więcej, im bardziej jest niecierpliwy i bezwzględny, nie przesadza z szacunkiem dla klubowych legend, nie przebacza nawet drobnych wpadek? Może w pofinałowym rozbąbelkowaniu dojść do jedynie słusznego wniosku: jeśli masz mnóstwo szmalu do przeputania, „myślenie strategiczne” staje się jedną z najbardziej przecenianych cnót we współczesnym futbolu.

430 myśli na temat “Bogowie futbolu grają w kości

  1. @tomo
    „Przecież nikt im nie nakazuje uprawiać sportu.”

    Nikt im też nie każe jeść, spać, chodzić do kibla, jeździć na wakacje, czytać książek ect. cóż za poziom argumentu, niech się w ogóle dziwni ludzie z ich fobiami społecznymi zamkną w domach na całe życie i nie zawracają gitary „normalnym” nie Tomasz?

    ” Taki Federer potrafi sobie poradzić.”

    A taki Jobs z Gatesem potrafią zostać milionerami, no to niezawodnie każdy może być milionerem, taki to poziom argumentu.

    Martin L. King stwierdził kiedyś, że to nie rasiści i radykałowie są problemem i hamulcowym postępu, prawdziwymi hamulcowymi są „normalni” którzy niby nie są uwstecznieni, niby nie zieją pogardą dla innych, ale ją normalizują, deprecjonują krzywdę innych, na ogół stwierdzając że ci ostatni przesadzają, przecież to wszystko jest normalne, a oni wyrośli na normalnych ludzi, w tym jakże normalnym środowisku.

    @pintus
    Propsy dla Conte że jest Conte i się zwolnił sam i przy okazji Pintusa. Urazów powinno być mniej, ale cudów bym się nie spodziewał, także podczas poprzednich lat z Pintusem urazów było sporo, niemniej Real powinien wyglądać lepiej, szczególnie na wiosnę.

    Polubienie

  2. @TOMO
    Myślę, że granica przebiega pomiędzy chcę i muszę.
    Jeżeli zawodnik chce grać pomimo urazu (co zdarza się często) to ja też nie mam nic przeciwko temu, chociaz uważam, ze to w pewnym sensie głupota. Gorzej kiedy jest „klajstrowany” i zmuszany do gry bo takie są oczekiwania kibiców, sponsorów, interesy czy kaprysy właścicieli.
    Natomiast poważniejszym problemem jest „wymuszanie” udziału w różnego rodzaju pozasportowych imprezach, często kosztem regeneracji fizycznej czy psychicznej lub kosztem czasu niezbędnego na przygotowanie się do następnego startu. Nawet jeżeli młodzi sportowcy na początku kariery z uciechą rzucają się w świat blichtru (zwłaszcza, ze regeneracja w młodym wieku jest szybsza) to na pewnym etapie kariery zaczyna to być dla niektórych istotnym problemem.
    I nie zawsze jest tak, że to tylko od nich zależy, czy grają, czy nie, czy w jakiejś imprezie uczestniczą czy ją oleją. Jako normalność traktujemy, że piłkarze grają co trzy dni (ostatnio zdarza się nawet, że co dwa), że tenisiści grają codziennie (a nawet dwa razy dziennie), czy dzień/dwa po starcie pojawiają się na korcie na kolejnym turnieju o kilka tysięcy kilometrów dalej, a w między czasie muszą być (najlepiej przez całą dobę) do dyspozycji sponsorów, organizatorów, czy dziennikarzy, którzy muszą im akurat zadać super ważne pytanie o to co jedli na śniadanie, jak tam kupka i jaki kolor majtek dzisiaj założyli czy nawet jak sobie radzą z bzykaniem na odległość.
    Jeżeli ta przestrzeń pomiędzy chcę i muszę staje się zbyt duża, to w konsekwencji ciągle niedoleczonych mikrourazów kończy się to ciężka kontuzją lub o czym co raz częściej się dowiadujemy depresją.
    P.S.
    Po zwycięstwie Igi w drugiej rundzie RG dla prowadzącej wywiad dziennikarki najważniejsze sportowe pytanie brzmiało: – „czy jest singielką?”. Nie będę zaskoczony, jeżeli rozwinięcie i pogłębienie tego frapującego sportowego problemu stanie się głównym tematem w kolejnych wywiadach.

    Polubienie

  3. @ANTROPOID
    Dlaczego piszesz o trzech porażkach? Dlaczego nie wymienisz Londynu 2005, gdzie za Rijkaarda z Ronaldinho i spółką też dostali trzy gongi do 20 minuty? Albo za Guardiolii w 2010 roku, gdzie stracili przewagę z Arsenalem lub wtopili w Mediolanie Mourinho? Porażka za Tito w 2013 roku z Milanem i odrabianie strat to też mental albo porażka w Turynie za Enrique 2017? Jak widzisz takich porażek Barcelona miała sporo. Za różnych szkoleniowców z różnymi grajkami. Jedyna reguła jest taka, że wszystkie miały miejsce na wyjazdach.

    @ALP
    Tylko wiesz, że piłkarze nie muszą grać co trzy dni? Kadry klubów są na tyle szerokie, że nie ma problemu z wystawieniem składu i każdy gracz może grać raz na tydzień. Raczej jest to decyzja sztabu szkoleniowego, który co najwyżej jest pod presją wyników, ale są też tacy, którzy radzą sobie z rotacjami i mają wyniki.

    Tenisiści też nie muszą grać pojedynków deblowych w dzień wolny. Tak samo kolarze w dniu przerwy w wyścigach wieloetapowych mogą odpocząć. Tylko fachowcy uważają, że lepiej, aby wzięli udział w spotkaniu czy pojeździli, bo lepiej to na nich wpływa. Myślę, że znają się na rzeczy.

    Różnego rodzaju dodatki to ukłon w stronę fanów. Ci chcą wiedzieć wszystko o gwiazdach, więc rolą dziennikarzy jest o to zadbać. Swego czasu właśnie Naomi Osaka sama przeprowadzała takie wywiady z gwiazdami tenisa mi.in. z Igą Świątek.

    Ale fakt, jest tego za dużo, a organizatorzy lecą za bardzo w stronę kasy i sportowcy na tym cierpią. Tylko mam wątpliwości czy ten trend można zmienić.

    Polubienie

  4. @TOMO
    „Tylko mam wątpliwości czy ten trend można zmienić”… – jak się nie będzie próbowało, to się nie zmieni.
    Normalsi znowu będą mieli rację.

    Polubienie

  5. Miały być trzy (…), było pięć plus dygresje…
    Śledząc na blogu przepychanki pomiędzy Realem i Barceloną (albo na odwrót) nie mogłem się oprzeć refleksji, że projekt Super Ligi padł bo był za bardzo rozbuchany i nie przekonał fanów, dla których piłka to Real i Barcelona, a reszta to jakieś półamatorskie zabawy z piłką. Dlatego wpadł mi do głowy projekt, który powinien przekonać fanów „prawdziwej piłki”.
    1. Super Ligę należ ograniczyć do dwóch klubów (chyba nie muszę przekonywać jakich)
    2. Fundament rozgrywek powinny stanowić dotychczasowe starcia w wewnątrzhiszpańskich rozgrywkach (liga, puchary) ograniczone oczywiście do finałów, w których wiadomo kto wystąpi.
    3. Należy je powiększyć o puchary miast hiszpańskich, które pokryją koszty, wypłacą premie (dla obu drużyn) i ufundują nagrody i puchary dla zwycięzcy zmagań Nie muszę przekonywać jak pozytywnie wpływałoby na rozwój półamatorskiej piłki obserwowanie u siebie zmagań piłkarskich herosów.
    Pod rozwagę proponuję, żeby połowa miast organizatorów była stała, a połowa w równych częściach dokooptowywana przez Real i Barcelonę, spośród tych którzy złożą najkorzystniejsze (finansowo) propozycje.
    4. Na podobnych zasadach do rozgrywek powinien być włączony Puchar Europy i Puchar Świata. Aż trudno mi sobie wyobrazić to uniesienie fanów prawdziwej piłki na całym świecie, oglądających tłumy kibiców na lotniskach witających w koszulkach klubowych przylatujące drużyny obu klubów np. na Puchar Pekinu. Tokio, Nowego Jorku, Londynu czy Paryża.
    Myślę, ze bez najmniejszego wysiłku udałoby się skompletować 40 a nawet więcej sezonowych kolejek tych rozgrywek. A jakby zaczęło siadać, to zawsze można uzupełnić je o zasadę dwóch rund. Myślę, ze fani prawdziwej piłki na co dzień mieliby tyle teamatów do przedyskutowania, ze nie musieliby w dyskusjach sięgać do zmagań z półamatorami czy zamierzchłej historii.
    P.S.
    1. Jestem otwarty na wszelkie korekty i modyfikacje poprawiające mój wstępny projekt.
    2. Reklamacje proszę bezpośrednio kierować do fanów Barcelony i Realu.

    Polubienie

  6. @TOMO

    Nie mów, że te porównania powyciąganych z bywa, że zamierzchłych już lat sporadycznych porażek po walce, często o włos, przez nieskuteczność (jak z Chelsea) – czyli normalna sprawa na tym poziomie rozgrywek, zdarza się każdemu – z trwającą od paru sezonów serią spektakularnych ciężkich wtop, przy defensywie przypominającej atrapę, to tak na serio…

    Polubienie

  7. @alp
    Nie żeby Twój projekt nie był piękny, ale Juventus się jeszcze nie wypisał, niech pograją we trójkę xD

    @tomo
    Ja tak szczerze się zastanawiam, czy Ty sam wiesz o co Ci chodzi? Wymieniasz te wszystkie porażki w jakim celu dokładnie, żeby przekonać kogoś że tegosezonowa Barcelona nie miała problemu z mentalem? Może gdyby nie przegrywała co piątego meczu(tak 11 z 54) to może ktoś by to kupił. Nawiasem, nie wywołuj wilka z lasu z tą Barceloną 2010, bo Ci ktoś liczby w obronie jej przypomni.

    @kosień
    Dzięki…? Chyba.

    Polubienie

  8. @osaka
    Temat głupich konferencji i jeszcze głupszych kolegów po piórze Szanownego Gospodarza wałkowany jest od bardzo dawna. Najlepsza jest metoda Raikkonena, odpowiadać półgębkiem i ćwierćzdaniami. Największym zagrożeniem jest wówczas, że po latach ktoś ulepi z tego zbiór haiku (sic, zapytajcie googla).
    W ogóle mam wrażenie, że żeby porządnie wypełnić wszystkie rubryki sportowe w Mundo Deportivo, zapełnić całe pasmo Cadena SER oraz wyczerpać zasoby twittera potrzeba z pięciu okienek transferowych w sezonie.

    Chętnie bym poznał zdanie Gospodarza, w tej kwestii, na ile jemu są potrzebne konferencje do pisania.

    Polubienie

  9. @ALP
    Sytuacja nie jest taka jednoznaczna. Z jednej strony chcą zmian a z drugiej żądają horrendalnych wypłat np. w czasach pandemii. Najlepszy przykład to Coman oczekujący 20 mln euro brutto. Skądś te pieniądze muszą brać. Pewnie z „igrzysk gladiatorów”.

    @ANTROPOID
    Porażka z Romą czy Liverpoolem też była o włos, o jedną bramkę i chyba też przez nieskuteczność, o ile mnie pamięć nie myli. Z Juventusem czy Bayernem były bardziej dotkliwe, ale też nie zdarzające się co roku, tak rozpatrując ostatnie lata.

    @0TWOJASTARA
    Przecież kolega nie uczepił się ostatniego sezonu tylko przywoływał wtopy z Romą czy Liverpoolem, więc poszedłem tylko dalej. Dobrze, że nikt nie wspomni o straconych bramkach przy rekordowej liczbie punktów w historii klubu.

    Polubienie

  10. Tak, o włos… Przyjazd z 3-bramkową zaliczką, co w przypadku takiego klubu powinno załatwiać (i wcześniej załatwiało) sprawę – i oddawanie tej zaliczki w sposób, jaki niektórym zwyczajnie nie wypada. Albo bez walki, grając człapanego, albo po kuriozalnych zachowaniach w obronie, niczym wyjętych z „Futbolowych jaj”.
    Futbol to nie sama sucha matematyka. Na szczęście.
    Aż dziwne, że trzeba to jeszcze tłumaczyć.

    Polubione przez 1 osoba

  11. @TOMO
    Chyba jednak jest jednoznaczna. Coman 20, a za Haalanda Borussia ponoć chce 200. Ja tego nie potrafię nazwać normalnością.

    Polubienie

  12. @tomo
    Wiesz, jak planujesz nadal szkalować najlepszą Barcę, jako bandę pozbawionych kręgosłupa i woli walki frajerów, którym w sumie tylko piłeczka ładnie chodziła, to w sumie nie będę przeszkadzał xD

    „Z jednej strony chcą zmian a z drugiej żądają horrendalnych wypłat”

    Generalizacja. Poza tym, co ma jedno z drugim, jak zapłacisz komuś dużo, masz prawo robić z nim co Ci się żywnie podoba? Przychody są horrendalne, to i wszyscy zainteresowani chcą wyrwać jak najwięcej. I z czego dokładnie przychody, z występów sportowych, czy konferencji po tych występach?

    Polubienie

  13. W temacie wypowiedział się Nasser, pamiętajmy, prezes stowarzyszenia klubów, stwierdzając że Mbappe nie odejdzie za darmo ani nie zostanie sprzedany. Ktoś mu może wytłumaczy, że piłkarz to nie luksusowy niewolnik, i jeżeli nie podpisze nowego kontraktu, to odejdzie za darmo.

    Abstrahujmy tutaj od tego co Muppet zrobi, problem będzie jak kibice zaczną poglądy takiego Naserka wspierać, potrafią się takie głosy unieść.

    Polubienie

  14. @ALP
    Skoro chce 200 to pewnie nie chce go sprzedać a czy może nie chcieć sprzedać zawodnika, który ma kontrakt? No może i co w tym nienaturalnego? Dla przykładu w Realu wyższe klauzulę występują od lat.

    @0TWOJASTARA
    No właśnie cały czas odcinam się od tego typu tekstów o woli walki czy pozbawionych kręgosłup, bo mi na to nie wyglądało ani wcześniej ani teraz, a przykłady problemów wyjazdowych klubu od dawien dawna tylko to potwierdzają.

    Chyba nie tak wszystko. Znowu Roger pokazał, że jak chce sobie zrezygnować z turnieju to sobie rezygnuje. Co najwyżej, nawet na niego wylała się fala hejtu. Konferencje to przecież ukłon w stronę fanów czy sponsorów, a to od nich jest kasa.

    Myślę, że Al Khelaifi doskonale to wie, ale ostatnio tyle rzeczy mu się udawało, że i pozostaniem Mbappe nie będę jakoś zaskoczony.

    Polubienie

  15. @Rafał
    Dzięki za felieton na Wyborczej. Podpisuję się pod wszystkim tezami. Za ocenę środowiska (różnorodności) wyrazy uznania… – oj! nie wszyscy koledzy Cię będą kochali za ten tekst. Oczywiście to nie tylko media są problemem. Są tylko ważną, ale nie kluczową częścią patologii trawiącej współczesny sport (co już sygnalizowałem).
    Mam tylko wątpliwości co do oceny decyzji Osaki… – mam świadomość, ze jej radykalna decyzja godzi również w prawdziwe/uczciwe dziennikarstwo sportowe, ale nie bardzo widzę co i jak mogłaby zrobić, żeby uderzyć tylko w patologię.

    Polubienie

  16. @TOMO
    „co w tym nienaturalnego” – nic. To tylko oswajanie kibiców z patologią w sporcie. Dlatego przestajemy reagować nawet na takie zjawiska jak dwadzieścia baniek dla menago i dwadzieścia dla tatusia za zmianę barw klubowych.
    To ta „normalność” doprowadziła do miliardowego zadłużenia dwóch klubów o największych przychodach w światowej piłce. Jednego trochę ponad, drugiego trochę mniej… – przynajmniej do takiego zadłużenia się przyznali.

    Polubienie

  17. @TOMO
    P.S.
    W normalnym biznesie za doprowadzenie do takiego zadłużenia idzie się siedzieć, a nie gra rolę wizjonera światowej piłki (projekt SL).

    Polubienie

  18. Alp, trochę kisne, ja sobie mogę powtarzać, że dość ważnym jest kiedy zadłużenie jest do spłaty, gdyby ten cały hajs był teraz do spłaty, to miałbyś rację, ale nie jest, wiesz palisz bzdury, i to niezwykle konsekwentnie.

    Real ma gigantyczny kredyt na rozbudowę stadionu, stanowi to większość tego „zadłużenia”. A teraz zastanów się, jak dostali od banku ten kredyt, na ładne oczy Pereza, czy przedstawili pełną dokumentacje i zaakceptowany plan spłaty? No tak na logikę, wiem że oczka Pereza piękne, ale spróbuj.

    Ja o tyle kisnę z tej retoryki, bo śledzę wydatki Realu na bieżąco. Dałbyś wiarę że Real wydał w ostatnich 10 latach mniej na transfery, niż wychwalany tu Bayern, który zresztą też zaczął śpiewać o problemach finansowych. Nie wspominając że osiągnął więcej na międzynarodowej arenie, niż ten wychwalany Bayern.

    Polubienie

  19. @ALP
    Może nie przestajemy reagować, ale powoli przestaje to szokować. Podobno Raiola nawet za podpis Donnarumy oczekuje 20 mln euro i co więcej, znajdą się tacy co to podpiszą, więc czy to złe? Może tak, ale taki jest rynek 🙂

    Ci co mają największe budżety może pójdą po rozum do głowy. Perez raczej nie szasta kasą, aczkolwiek Alaba też sporo dostał, a Laporta odcina się od polityki Bartomeu i pasuje, gdy ktoś go przebija w negocjacjach. Na ile to dobra taktyka pokaże czas i sytuacja sportowa klubu.

    @0TWOJASTARA
    Tak z ciekawości, skoro śledzisz wydatki na bieżąco. Czy również Real mniej wyda na pensje od Bawarczyków, bo w teorii taki Messi to Barcelony nic nie kosztował xD ?

    Polubienie

  20. @tomasz
    Oczywiście że Real wydaje więcej na pensję, zresztą, liczby powyżej są. Ale, kaman, to nie Manchester United.

    Polubienie

  21. @Otwojastara
    Bingo! Znowu wygrałeś z Barceloną!
    Barcelona już rok temu była bankrutem, a Real tylko kwalifikował się do natychmiastowego programu naprawczego. Przy czym obydwa kluby kombinowały jak się da, żeby przesunąć spłatę zobowiązań w czasie i zachować bieżąca płynność finansową. Zadłużeni brutto/netto i wskaźniki płynności finansowej (powinien być co najmniej na poziomie 1) nie pozostawiają złudzeń.
    I to jest opinia na podstawie audytów wewnętrznych (z reguły opracowanych z całym arsenałem narzędzi kreatywnej księgowości) … – audyty firm zewnętrznych badających bilanse przedstawiane przez zarządy z reguły pokazują znacznie trudniejszą sytuację badanych firm.
    Trudno się odnieść do stopnia pokrycia zobowiązań majątkiem, bo z tekstu nie wynika jaką metoda wyceniono aktywa. W przypadku skrajnej metody wyceny (likwidacyjnej) rynkowa wartość majątku może być nawet o 80/90% niższa od jego wartości księgowej. Ponadto nic nie wiadomo o zabezpieczeniach ustanowionych na majątku. Może się okazać, że jego część (nie wiadomo jak duża) została zastawiona/przewłaszczona tytułem zabezpieczenia wcześniejszych zobowiązań i nie może być wykorzystana w procesie restrukturyzacji zadłużenia nawet w formie zabezpieczenia spłaty zobowiązań.
    Wypij szklankę zimnej wody, przestań bujać w obłokach i brać marzenia za rzeczywistość.
    Mit pierwszy pandemia – to jest bilans na koniec czerwca ub.r., kiedy skutki pandemii powinny być jeszcze mało odczuwalne. Prawdziwy obraz skutków pandemii będzie widać dopiero w bilansie za bieżący sezon:
    Mit drugi stadion – jego wpływ na bieżącą sytuację finansową Realu nie miał jeszcze istotnego wpływu… – to 100 mln pierwszej raty kredytowej i 24 mln zobowiązań z tytułu wykonanych usług, które prawdopodobnie zostały już pokryte kolejną ratą kredytu, a ich spłata rozpocznie się dopiero za dwa lata. Jedno jest pewne… – skoro modernizacja nie zwiększy liczby miejsc na stadionie to kredyt wraz z odsetkami będą musieli spłacić kibice.
    Uważnie przeczytaj warianty restrukturyzacji Barcelony. Punkt czwarty pokazuje skąd pomysł SL… – Barcelonie, żeby uratować ją przed katastrofą, Realowi, żeby do katastrofy nie dopuścić.
    P.S.
    Dzięki za link. Co prawda do pełnej analizy brakuje mi wielu danych, ale na podstawie kilkunastu lat pracy przy opracowywaniu programów naprawczych i doświadczeniu wynikającym z zarządzania procesami naprawczymi w dwóch firmach nie mam wątpliwości co do swojej opinii.

    Polubione przez 1 osoba

  22. @alp
    Tobie się naprawdę wydaje, że jak zaczniesz rzucać żargonowymi terminami, to zrobi to wrażenie? Najpierw wycierasz sobie gębę kwotą brutto z Marci, a potem zasypujesz żargonową terminologią prosty fakt że nie chciało ci się nawet użyć googla. Faktem jest, że wyrobiłeś sobie zdanie, nie zapoznawszy się w zasadzie z niczym. Teraz, gdy podrzuciłem Ci pierwszy wynik googlowania „dziękujesz mi za link” i pozujesz? Kaman, robaczku, nie kłam tak bezczelnie.

    Tak, Real będzie w trudniej sytuacji, są przewidziane straty. Ale nie upada i nie upadnie. To jest klub socios, ma przewidziane mechanizmy na takie przypadki, w skrajnym przypadku zarząd sięga do kieszeni, zakładając rzeczywiście niezdolność do spłaty bieżących zobowiązań.

    Za to na pewno w najbliższych latach odjadą kluby, które takimi błahostkami nie będą sobie zaprzątać głowy, dla których SL byłby w sumie problemem, bo dotuje rywali, i wprowadza mechanizmy kontrolne. Po co im to, teraz jest fajnie.

    To ostatni mój post w temacie, nie widzę sensu tego ciągnąć, będziesz tylko odwracał uwagę od dość banalnego faktu że oparłeś pierwotną opinię na niczym, zaplujesz się w żargonowej terminologii, która średnio miejscami zresztą pasuje(ponownie – klub socios, nie spółka akcyjna czy randowmowe przedsiębiorstwo) i będziesz jechał w swoje – i nie będę ci w tym przeszkadzał.

    Proponuję za to zakład – spłata kredytu za stadion ma się zacząć za te dwa-trzy lata. Weźmy termin 2 lat od dziś. Ja obstawiam że mniej/bardziej biedny, ale nadal Real będzie sobie funkcjonował, Ty, jak rozumiem, twierdzisz że będzie w „masywnym opałach” to i pewnie obstawisz że ta zasada 15 gdzie zarząd z własnej kieszeni pokrywa zobowiązania, będzie w użyciu, względnie, nie wiem, Real faktycznie idzie pod młotek. Termin 07.06.2023.

    Stawka – przegrany na stałe znika z bloga. Nie napisze nawet jednego komentarza. To co, przyjmujesz?

    Polubienie

  23. A żeby jeszcze problemów w Hiszpanii było mało – cała kadra na kwarantannie i nie wiadomo, czy będą w stanie zagrać ze Szwecją…

    Polubienie

  24. @Otwojastara
    Epitety pomijam. Odkąd pamiętam (również na blogu u Darka Wołowskiego) sięgasz po nie kiedy brakuje Ci argumentów lub nie „kumasz” tematu.
    Traktując Cię poważnie zakładałem, ze skoro podrzucasz mi link to tekst zrozumiałeś. Okazuje się, że jak to Ci się zdarza w dyskusjach podrzucasz adwersarzom argumenty, które wydaje Ci się, ze pasują do Twoich racji. No więc oświadczam Ci, że nie pasują.
    Swoje wstępne oceny opierałem na powszechnie dostępnych informacjach i swoich doświadczeniach a podrzucony tekst mnie tylko w nich upewnił. Oczywiście są one (wiedza i doświadczenie) bez znaczenia przy emocjach kibica i wynikach googlowania
    Wśród wymienionych w tekście warunków restrukturyzacji Barcelony jest również wskazana rola socjos. Faktycznie, jeżeli zdecydowaliby się dokapitalizować klub kwotą bieżących zobowiązań to nie tylko Real wychodzi na prostą, ale jego bieżąca sytuacja finansowa staje się od razu znakomita. To samo w „pieprzonych spółkach” mogą zrobić akcjonariusze czy udziałowcy Tylko, ze jak przychodzi do wyłożenia dodatkowych pieniędzy to z reguły nie jest takie proste i często poprzedzone jest wywaleniem zarządu, który narobił długów.
    Oceniam, ze Perez zagrał sprytnie często stosowaną techniką ucieczki do przodu. Zaciągnął kredyt na stadion w oparciu o jeszcze dobre wyniki 2019 r., a następnie dołożył do tego projekt SL.Takie działania w biznesie (duża inwestycja i ustabilizowanie przychodów) poprawiają wizerunek w oczach wierzycieli i socjos/udziałowców, a w kosekwencji przesuwają w czasie zewnętrzne zagrożenia dla kontynuowania działalności.
    Co do propozycji zakładu to z takiego gówniarstwa wyrosłem już dobre dwadzieścia/trzydzieści lat temu. A rok 2023 to żadna perspektywa, to rok w którym dopiero się zacznie splata kredytu (800 baniek z odsetkami) i naprawdę poważne problemy finansowe Realu. Oczywiście, jeżeli mu się wcześniej nie uda uporządkować bieżącej sytuacji finansowej, a tego nie da się zrobić bez znaczącej redukcji kosztów, gwarantującej bieżącą płynność finansową i warunki spłaty długoterminowych zobowiązań.
    P.S.
    Jeżeli Ci się wydaje, ze to tylko żargon, to przykro mi, ale nic na to nie poradzę.

    Polubienie

  25. Nie wiem czemu o „epitetach” piszesz w liczbie mnogiej, znalazłem całego jednego robaczka w mojej poprzedniej wypowiedzi. Potworność.

    Cieszę się że się zgadzamy, iż Perez na spokojnie się wybroni, bo tak po prostu będzie, Real nie upadnie, zobowiązania finansowe oczywiście będą miały swoją cenę, ale tragicznych i dantejskich scen nie ma co się spodziewać. Kredyt na stadion rozłożony na 27 lat, prognozowane zyski z przebudowy to 200 mln rocznie, może analitycy Pereza naciągnęli, ale nie wydaje mnie się.

    Swobodnie mogę wydłużyć termin na np. 10 lat, rzecz w tym iż napięcie w tego typu zakładzie byłoby wtedy żadne, prawdopodobnie obaj byśmy zapomnieli, przyjmując że blog kolejne 10 lat przetrwa a my obaj będziemy się tu udzielać, dlatego dałem 2, no i ze względu na rozpoczynającą się spłatę stadionu. Ale to akademickie rozważania, przez ćwierć sekundy nawet nie pomyślałem że zakład przyjmiesz, byłem przekonany że odmówisz i zmienisz nieco ton granej płyty. Nie zawiodłem się, wystarczyło rzucić „sprawdzam”.

    No, można zamknąć temat i się rozejść 🙂

    Polubienie

  26. @Otwojastara
    Rozbawiłeś mnie… – chyba jednak się nie zgadzamy. Ale jeżeli bez tego nie zaśniesz, niech Ci będzie.

    Polubienie

  27. Przepraszam, ale muszę, bo się duszę. Kolejność poruszanych wątków zmieniona na potrzeby literackie.

    – znam się na finansach różnych firm i mam kilkanaście lat doświadczenia w zarządzaniu wierzytelnościami spółek w tarapatach. Ten casus mi się nie podoba.
    – a ja się znam lepiej na tym kejsie, japa robaku!
    – no wiesz, ale te długi to trzeba będzie spłacić, czy coś
    – socios! wspólnota! siła! Kredyt na 27 lat, więc na pewno korzystny bardzo! użyj googla i idź się znać na swoich sprawach gdzie indziej! Nie odzywam się do ciebie!
    -ok.
    -odzywu odzywu! I cieszę się, że się zgadzamy!

    Polubione przez 2 ludzi

  28. Rafał, teraz „to mnie zaimponowałeś”, jak ktoś wcześniej napisał w innym temacie – masz syna o imieniu Ngolo?! 🙂

    Polubienie

  29. Kiepska gra. Nieszczęsny oczywiście niczego nie wybronił, Lewy chyba strzału nie oddał, Krychowiak kolejny kiks. Przypomina się Senegal.

    Polubienie

  30. Jakoś wolę te niezbyt udane próby generalne od tych super udanych, nie bardzo tym ostatnim ufam.
    Poza tym zdaje się, że przed mundialem ’74 było narzekanie na kadrę Górskiego i wróżby wstydliwej wtopy, dlatego nie jarałbym się takimi meczami.

    Co oczywiście nie zmienia faktu, że Boniek zafundował wszystkim (kibice, piłkarze, selejcjoner) western i na mistrzostwach może się zdarzyć WSZYSTKO.

    Polubienie

  31. Mogę tylko zacytować naszego Gospodarza; – „Jeszcze nigdy nie byłem tak zdezorientowany przed turniejem”.
    A jednocześnie dzisiaj odniosłem przerażające wrażenie, ze Robert robi wszystko, żeby wesprzeć drużynę… – gra w obronie, pomocy, rozgrywa akcje ofensywne, a jednocześnie jakby paraliżował kolegów na boisku.

    Polubienie

  32. @Koziołek
    To nie był „casus”, tylko passus. Poniosło mnie, napisałem, kliknąłem ‚opublikuj komentarz” i jak tylko się wyświetliło, zacząłem się wstydzić.

    Polubienie

  33. Niestety skończył się sen Igi w paryskim singlu. Dzisiaj fenomenalnie zagrała jej rywalka, ale Polka też nie była w wybitnej dyspozycji. Pewnie znowu rozpocznie się debata czy występ w deblu był konieczny.

    Polubienie

  34. To już wiem, że mnie słusznie niepokoił kurs kolizyjny z tą Greczynką, napakowaną w barach niczym Nadal.
    Ciekawe, kiedy dziennikarze oduczą się przyznawać tytuły przed finałami, ci z Eurosportu już od kilku dni prorokowali dwa puchary dla Igi.

    Polubienie

  35. Momentami wyglądało to jak czołówka z ciężarówką. Przynajmniej oglądając nie mogłem się oprzeć takiemu wrażeniu.

    Polubienie

  36. „Ciekawe, kiedy dziennikarze oduczą się przyznawać tytuły przed finałami, ci z Eurosportu już od kilku dni prorokowali dwa puchary dla Igi.”

    Oglądałem dzisiejszy mecz i Sidor z Olejniczakiem byli nadzwyczaj powściągliwi, więc nie wiem o co Ci dokładnie chodzi. Poprzednie mecze oglądałem bez głosu więc głowy nie dam, ale ani Furjan ani Lorek nie brandzlują się (sorry za wyrażenie, ale inaczej nie umiem tego zdefiniować) nawet w 1/10 tak jak dowolni „komentatorzy” w TVP. No OK, może ta gadka z serią wygranych setów była trochę irytująca.

    @mecz
    Iga zagrała średnio, Sakkari zagrała mecz życia no i się stało. Nie wiem skąd znafcy wiedzą, że to przyczyna równoczesnej rywalizacji deblowej skoro w zeszłym roku doszła w deblu dokładnie do tego samego poziomu i na singla to wpływu nie miało. W Miami grała debla i zaszła dalej niż w Dubaju, gdzie nie grała. Może się wkurzy i się odkuje na Wimbledonie… chociaż ja się nie nastawiam specjalnie na tą nawierzchnię.

    Polubienie

  37. Trochę przyznawania tytułów było, ale znacznie więcej w serwisach informacyjnych i wypowiedziach byłych tenisistów niż w relacjach meczowych. Być może Iga zagrała trochę słabiej niż w poprzednich meczach, a być może na tyle jej Sakkari pozwoliła, której poza momentami wychodziło prawie wszystko. Skojarzenie z ciężarówka to refleksja pod wpływem sylwetki Greczynki, która kojarzyła mi się bardziej z sylwetką ciężarowca, niż tenisistki.

    Polubienie

  38. Na głównej sport.pl długo straszył tytuł „od Sereny nie było takiej faworytki” i domyślam się że do tego
    i podobnych się koledzy odnosili.

    Polubienie

  39. Może dzisiaj (wczoraj) komentatorzy byli powściągliwi – bo mecz był trudny i nie szedł po myśli Igi.
    W poprzednich dniach było inaczej, zwłaszcza na deblu któryś (tylko już nie pomnę który) plótł o tych dwóch tytułach w jednym turnieju, jakby się opił.
    No i ta radocha, kiedy odpadały kolejne faworytki. Od razu mi się to nie podobało.
    Wolałbym po drugiej stronie siatki choćby Serenę.

    Polubienie

  40. Przez Lewandowskiego nie wygraliśmy Euro 2016. Mieliśmy kapitalną obronę, której rywale nie mogli pokonać (bramki stracone 0,0,0,1,1) i słabiutki atak, który nie pozwalał wygrywać (bramki zdobyte 1,0,1,1,1). Lewandowski strzelił zaledwie jednego gola a powinien co najmniej pięć. W końcu to piłkarz stulecia.

    https://www.przegladsportowy.pl/plebiscyt/sportowiec-100-lecia-robert-lewandowski-pilkarzem-stulecia/ez4cxz2
    Przebił Bońka, Latę. Drugiego takiego nie doczekamy. Lewandowskiego zazdrości nam cały świat.

    To, czego w ostatnich latach dokonał Robert Lewandowski, tak naprawdę wychodzi poza najbardziej optymistyczne marzenia kibiców. Nigdy nie mieliśmy piłkarza, którego zdecydowana większość ekspertów uznawałaby rzeczywiście za najlepszego na świecie. Teraz snajper Bayernu został wybrany piłkarzem stulecia w Plebiscycie „PS”.

    Klasyfikacja końcowa w kategorii „Piłkarz stulecia”:

    Robert Lewandowski – 9082 głosy
    Kazimierz Deyna – 2692 głosy
    Zbigniew Boniek – 1686 głosów
    Włodzimierz Lubański – 1571 głosów
    Grzegorz Lato – 555 głosów
    Ernest Wilimowski – 227 głosów
    Gerard Cieślik – 220 głosów
    Jan Tomaszewski – 153 głosy
    Andrzej Szarmach – 113 głosów
    Władysław Żmuda – 64 głosy

    Polubienie

  41. Takie rankingi są guzik warte. Obecni siatkarze lepsi od tych z lat 70.? Stoch sportowcem zimowym, ale za Małyszem w ogólnej itp.

    Polubienie

  42. Coś tam jednak z nich wynika. Na liście 5 piłkarzy Górskiego z MŚ74, Lubański, który szczyt kariery miał za sobą (kontuzja) za nim dojrzał tuż za podium, Deyna (najlepszy rozgrywający polskiej piłki) drugi i nawet znalazło się miejsce w dziesiątce dla obrońcy – Żmuda.

    Polubienie

  43. Co do ME 2016, to Lewandowski mimo tylko jednego gola swoje zrobił. On jest jak górnik, wyrąbujący drogę daleko na przodku, nawet jak się sam nie przebije, to usunie najgorsze przeszkody i stwarza szansę innym. I tak też było we Francji – wobec uwagi przeciwnika skupionej na Lewym taki Milik mógł spokojnie zostać królem strzelców. Też grał świetny turniej, ale ta jego skuteczność tradycyjnie wywoływała zgrzytanie zębów. Koleś jest magnesem na piłkę, gdyby strzelał choć połowę „setek” które ma, byłby wielką gwiazdą reprezentacji.
    Lewy musi sobie okazje wyszarpać, a ten pójdzie w pole karne i piłka mu spada pod nos. Tylko co z tego…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s