Bogowie futbolu grają w kości

Wreszcie. Za nami sezon, podczas którego prawie znienawidziłem klubową piłkę nożną.

Macherzy od układania rozgrywek wtłaczali nam do głów tyle meczów, że zobojętniałem, przestałem wierzyć w istnienie meczów hitowych, w trakcie patrzenia na mecze słabe zamiast zżymać się na zawodników, było mi ich żal, czułem się ogłuszony, stawali mi przed oczami podejrzani o terroryzm, których Amerykanie torturowali muzyką wystrzeliwującą z głośników całodobowo i na cały regulator. Aż trudno uwierzyć, że w tak popapranym okresie zdarzyła się drużyna – Manchester City, bezapelacyjnie ekipa numer jeden w Europie – zdolna powygrywać prawie wszystko.

Gdybym z tego zamętu miał wyłowić refren, jakiś motyw przewodni najdziwniejszego futbolowego okresu w dziejach, zaproponowałbym opowieść o triumfie odrzuconych. Chyba ten wątek zapamiętam na dłużej. Oto Luisa Suáreza odtrąciła Barcelona – i potem patrzyła, jak urugwajski napastnik zasadniczo przyczynia się do odzyskania przez Atlético Madryt panowania w lidze hiszpańskiej, a sama sturlała się na trzecie miejsce w tabeli, najniższe od 2009 roku. Thomasa Tuchela, ubiegłorocznego finalistę Ligi Mistrzów, wylali szefowie Paris Saint-Germain – i po kilku miesiącach ujrzeli, jak niemiecki trener Ligę Mistrzów wygrywa, tyle że już w Chelsea, a sami musieli znieść klęskę w lidze francuskiej (zresztą wcześniej wykopali Unaia Emery’ego, właśnie sensacyjnie zwycięskiego w Lidze Europy). I wreszcie Stefano Piolego odtrącili kibice Milanu, łącznie z piszącym te słowa – wydalenia go z klubu żądali, zanim zdążył podpisać kontrakt, a potem podziwiali, jak drużyna przewlekle niepełnosprawna mentalnie i zżyta z bylejakością spada na rywali jak gniew boży, miesiącami pozostaje niezwyciężona, pomimo niedawnego kryzysu po wielu latach wraca do Champions League. Suárez, Tuchel, Emery, Pioli. Każdy ze skrajnie odmiennym dorobkiem i życiorysem, wszyscy złączeni osiągnięciem w minionym sezonie sukcesu, którego sami sobie pewnie by nie wyprorokowali.

Ich losy zachęcają do rozsnucia wieloakapitowego moralitetu. O błądzeniu tych, którzy w przywołanych bohaterów zwątpili, i mądrości tych, którzy dali odrzuconym szansę. Wdzięczna perspektywa, jedna z najpopularniejszych w ogóle, o czym przypominają nam romantyczne hołdy składane londyńskim triumfatorom Ligi Mistrzów – lubimy ponownie wzruszać się historią skazywanego niegdyś na niskoligową kopaninę N’Golo Kante (Złota Piłka!, Złota Piłka!, chyba mogę ujawnić: od kilku lat mam w domu małego rozrabiakę o tym samym imieniu), albo dowiadywać się, że bramkarz Édouard Mendy już jako senior szukał zajęcia poza sportem i pobierał zasiłek dla bezrobotnych. W krajobrazie, który szkicuję, można też jednak dostrzec rządy przypadku. Skutki menedżerskiego niechlujstwa, ruchów niezbornych i składających się raczej na igrzyska chaosu niż strategię. W czym nie ma naturalnie nic niezwykłego – większość z nas działa działa w życiu po omacku, więc i korporacje, którymi kierują ludzie, funkcjonują niespójnie, zapomnijmy wreszcie o micie tzw. efektywnego zarządzania.

O rzucaniu kostką jako metodzie podejmowania decyzji myślę, gdy patrzę na Stefano Piolego. Owszem, udało się, mediolańczycy przez pół roku grali jak opętani – jednak wściekli kibice na początku słusznie diagnozowali, że szefowie klubu, od dawna oddający drużynę przeciętniakom, tym razem wzięli trenera plasującego się w hierarchii jeszcze niżej, w dodatku zaakceptowali go tylko jako opcję zapasową, po fiasku negocjacji z renomowanym Luciano Spallettim. A manewry Barcelony? Oddać przed sezonem 33-letniego urugwajskiego napastnika Luisa Suáreza, żeby po sezonie wziąć 33-letniego argentyńskiego napastnika Sergio Agüero, który w przeciwieństwie do poprzednika notorycznie niedomaga, z sezonu na sezon coraz więcej czasu spędza na leczeniu obolałych członków?

Tego kazusu rozdłubywać teraz nie zamierzam – wiem, Barcelonę przygniatają długi, ze swoim rodakiem lubi się Messi itd., może kiedy indziej – ponieważ spieszę się do szefa wszystkich szefów wśród hazardzistów. Wśród hazardzistów lub, jak kto woli, miłośników siania zamętu.

Gdy słyszę, że Roman Abramowicz błysnął intuicją, zapraszając do Chelsea Tuchela, stają mi przed oczami ci wszyscy uznani fachowcy, których pospraszał wcześniej – od José Mourinho i Luisa Felipe Scolariego, przez Guusa Hiddinka i Rafę Beniteza, po Włochów Carlo Ancelottiego, Antonio Conte oraz Maurizio Sarriego. Nikomu w ścisłej europejskiej czołówce nie przychodzi zatrudniać i zwalniać z porównywalną łatwością, długo sądziłem wręcz, że rosyjski oligarcha umyślił sobie wypróbować jak najwięcej wybitnych trenerów (w końcu zaczęli odmawiać, zorientowali się w jego zwyczajach), odczuwa perwersyjną przyjemność z wyrzucania ich w trakcie sezonu, kolekcjonuje zwłaszcza skalpy triumfatorów Ligi Mistrzów i mundialu. Kilkakrotnie zwracałem też uwagę na paradoks: największe europejskie sukcesy fetował nie wtedy, gdy realizował projekt w zamiarze długofalowy, lecz wtedy, gdy piłkarzy nadzorowali szkoleniowcy wynajęci na parę chwil, po których po rozstaniu z Chelsea słuch zaginął, czyli Avram Grant oraz Roberto Di Matteo.

Tuchel należy do innej kategorii, ale też przyleciał do Londynu w pełni rozgrywek, bo akurat nawinęła się okazja – wyganiali go z PSG. I Abramowicz dostał kolejną – wielu powie: deprawującą – szkołę futbolowego życia, znów się upewnił, że może do woli wywijać trenerami, może nawet seryjnie stawiać na „tymczasowych”, a jakieś trofeum zawsze mu wpadnie. Odkąd się zjawił, Chelsea uzbierała najwięcej kontynentalnych precjozów wśród wszystkich angielskich klubów (dwa razy Liga Mistrzów, dwa razy Liga Europy), choć jej mecenas zatacza się od ściany do ściany. Co ma robić, skoro widzi, że wygrywa tym więcej, im bardziej jest niecierpliwy i bezwzględny, nie przesadza z szacunkiem dla klubowych legend, nie przebacza nawet drobnych wpadek? Może w pofinałowym rozbąbelkowaniu dojść do jedynie słusznego wniosku: jeśli masz mnóstwo szmalu do przeputania, „myślenie strategiczne” staje się jedną z najbardziej przecenianych cnót we współczesnym futbolu.

430 myśli na temat “Bogowie futbolu grają w kości

  1. Trochę obiektywnego spojrzenia na naszą grupę(nie wiem skąd im się Szymański zaplątał w video tho)

    Słowacja będzie trudniejszym przeciwnikiem niż wielu zakłada, jej podwójna garda to będzie problem dla naszych żeby się przebili pozycyjnie, i będą żerować na wysokiej linii obrony i skrzydłach(jak tam zabraknie asekuracji to kaplica). 3 obrońców vs 1 napastnik to marnowanie zasobów, Słowacy będą mieli przewagę liczebną broniąc się, naprawdę nie będzie łatwo strzelić im gola. Kluczowe wydaje się jak nasi będą reagować na kontry Słowaków, jak ogarną to może być nadal udany mecz, jeśli nie, to mocno sobie skomplikujemy sytuację w grupie.

    Szczerze powiedziawszy, to mecz ze Słowacją, a nie Szwecją, wydaje się najbardziej newralgiczny.

    Szwedzi mają grać dość klasyczne 4-4-2 co jest budujące – wszelakie ustawienia z 3 obrońców zostały wymyślone głównie by kontrować 4-4-2, masz 3 obrońców vs 2 napastników rywala, masz często przewagę liczebną w środku pola, a koszt to tylko więcej roboty dla wahadłowych. Jeżeli nasi nie będą totalnie zdemoralizowani po ewentualnych 2 porażkach, to nie powinno być źle, choć oczywiście na papierze Szwecja, ćwierćfinaliści mundialu, to przeciwnik mocniejszy od Słowacji.

    No i Hiszpania. Tu nasze przewagi sprowadzają się do napastnika(o kimś klasy Lewandowskiego to mogą pomarzyć) i bramkarza(DDG do 2018 był nie tylko topką, ale nawet potencjalnym nr1 na pozycji, ale jakiż zaliczył zjazd od mundialu, gdzie nasze chłopaki w bramce poniżej pewnego poziomu nie schodzą). W środku nas porobią jak chcą, i nie ma co się oszukiwać, trzeba się będzie obwarować, kontrować, liczyć na dobrą postawę bramkarza, liczyć że Lewy coś wyczaruje z niczego(co się nierzadko zdarza) można mieć nadzieję na babola DDG. oczywiście Hiszpania to mocny faworyt grupy, ale nie jest nierealne by zgubili punkty – przy dobrze zagranym meczu i odrobińce farta wydaje mi się to wcale wykonalne.

    Polubienie

  2. Szwedzi to jest z pokolenia na pokolenie futbol tak nieznośnie solidny, że ta solidność wystarcza do bycia naszą największą zmorą eliminacyjną od ponad 30 lat. Niemców już się udało przełamać, z Anglią były chociaż remisy w domowych meczach – a z tymi regularny wpierdziel i na wyjeździe i u siebie.
    I to do zera – bo przez te wszystkie lata udało się ich trafić tylko raz, Tarasiewiczowi, któremu wyszedł strzał „z komputera”. Zaraz w pierwszym (i chyba najlepszym) eliminacyjnym meczu z nimi.

    Co do naszej kadry, to dziś kompletnie NIC nie wiadomo, na co ją stać. Po eksperymencie z Brzęczkiem-selekcjonerem przypomina ona Puszczę Białowieską po zabawach szyszki. Wszystko jak stargane harwesterami, trzeba czasu, by odrosło – a tu czasu ni ma…

    Polubienie

  3. „Na głównej sport.pl długo straszył tytuł „od Sereny nie było takiej faworytki” i domyślam się że do tego
    i podobnych się koledzy odnosili.”

    Na Sport.pl takie tytuły to standard i to nie tylko w odniesieniu do Igi tylko w zasadzie do wszystkiego. Dodatkowo oni nie mają tam nikogo od tenisa – wszystkie artykuły pisze ktoś kto ogląda suche wyniki i rankingi – jestem tego 100% pewien. Do tego brakuje mu elementarnej wiedzy – kiedyś przy okazji opisywania jakiegoś meczu Igi z Bettanie podawał rankingi singlowe jednej i drugiej i to jeszcze w konwencji jakby Iga holowała starszą Amerykankę. Absolutne zero wiedzy w temacie.

    Polubienie

  4. Na Sport.pl nie tylko tenis jest traktowany z doskoku, to dotyczy większości dyscyplin, tylko kilka głównych, ew. najpopularniejszych w kraju cieszy się stałym zainteresowaniem.
    O tenisie najchętniej tam piszą, kiedy wyniuchają „skandal”, jak wczorajsze wieczorne wybuchy emocji u Djokovicia (fakt, dał czadu, ale przy takim McEnroe to miś pluszowy).

    Polubienie

  5. U Słowaków wiele będzie zależeć od formy Hamśika – jak mu wyjdzie mecz, to może go nawet sam wygrać. Defensywny środek (Lobotka + Skriniar) mają solidny na tyle , że jak pierwsi strzela, to może być ciężko, a Islandia już pokazała, jak trudno nam wychodzi atak przeciwko cofniętym rywalom o dobrych warunkach fizycznych. Niewątpliwie to najważniejszy mecz turnieju.
    Taktyka Szwedów będzie dobra na nas, bo nie mamy skrzydłowych, z drugiej strony bez Kuluśevskiego będzie im trudno nas skontrować (chyba że się wyleczy). Wolałbym, żeby to był mecz o nic, bo nie umiemy z nimi grać.
    Odprawa na Hiszpanię na razie jest taka: nie wiadomo, jak zagrają, bo nie wiadomo, kto zagra, a kto nie. Raczej im to wszystko zaszkodzi. Paradoksalnie to może być najłatwiejszy mecz, bo nam chyba lepiej się gra przeciwko rywalom chcącym prowadzić grę, a jeżeli zagra młodzież, to pewnie pojawią się błędy, które będzie można wykorzystać. Takiej zagadki to jeszcze nie było chyba od czasu, kiedy na MS pojawiło się Haiti i Zair i nikt nie wiedział, kto to i jak gra…
    Ogólnie nie czuję wielkiego optymizmu, bo my gramy dobrze tylko w pełnym składzie, a każda kontuzja nas mocno osłabia, obawiam się, że będzie kontynuacja chaosu i improwizacji, a nie za bardzo nam to służy… Nadzieja w tym, że u rywali to samo, tyle, że bardziej…

    Polubienie

  6. @xavras
    „Na Sport.pl takie tytuły to standard”

    Tak, jak i pompowanie balonika. Anyway, jeżeli w tym i innych portalach sportowych takie pompujące balonik tytuły to standard, to można chyba na trend ponarzekać? 🙂

    @Szwedzi
    Przepraszam, ale do mnie mocno nie przemawiają argumenty w stylu „historycznie 15 lat temu nie umieliśmy z nimi grać”. Niemcy byli kiedyś synonimem brzydkiej i efektywnej gry, oraz morderczo wykonywanych karnych, kadra Lowa zerwała ze wszystkimi tymi stereotypami.

    Polubienie

  7. Stare rasundzkie demony często wracają, nierzadko ze zdwojoną siłą. Ale fakt, że już dawno nie graliśmy, więc jak mawiał 414 „tak naprawdę to nie wiadomo” co będzie.

    Polubienie

  8. Nie chodzi o to, czy ze Szwedami przegrywaliśmy wczoraj/przedwczoraj, albo 15-30 lat temu, tylko o ich regularną solidność i naszą regularną prowizorkę, która się odbija od solidności jak od ściany.

    Polubienie

  9. @0TWOJASTARA
    Papierologia wszystko przyjmie, ale o ile mieliśmy bramkarza na Mundialu 2006 i Euro 2008, tak ciężko mi powiedzieć, aby nasi obecni błyszczeli na poprzednich imprezach. O Lewym to lepiej nawet nie mówić, bo prezentował tylko ułamek swoich możliwości. Strzelam w ciemno, że jak obie te pozycje będą funkcjonować to nawet przy beznadziejnej obronie i pomocy wyjdziemy z grupy 🙂

    Polubienie

  10. Też wydaje mi się że Fabian zagrał znakomity turniej.

    Wiem o co Ci chodzi Tomasz, chociaż na 99% w podstawie wyjdzie Wojtek i swoim zwyczajem coś nabroi, to może jednak pokaże też dlaczego w tym Juve się znalazł, względnie znowu się wyeliminuje po pierwszym meczu Euro jak ostatnie dwa razy.

    Polubienie

  11. No, to spryt Krejcikovej, która na korcie obecnego RG spędziła sporo więcej czasu, niż Iga spowodował, że ciężarówka dzisiaj była nieco zakręcona, jakby miała „kapcia”.

    Polubienie

  12. https://www.youtube.com/watch?v=2T68AXsUAEI W wigilię Euro chciałbym się z Wami podzielić dziełem futbolowo-muzycznym absolutnie ponadczasowym, wyrażającym z grubsza moje odczucia odnośnie narodowej reprezentacji w tym zbliżającym się turnieju. Jest to mundialowa piosenka Szkocji z ’98, ale zgodzicie się ze mną, że pasuje do każdego występu turniejowego polskiej reprezentacji w XXIw. xD

    Polubienie

  13. Trochę mi żal ciężarówki… – wczoraj nielatwy mecz z Igą, a dzisiaj 3,5 godziny z Krejcikową. Po ich meczu oglądanie naszych siatkarzy z Holandią to był relaks.

    @reprezentacja
    O bramkarzy jestem spokojny, swoje wyjmą. Bardziej mnie martwi mnie linia obrony. od dwóch sezonów Glik jest często spóźniony i „gubi” wiele bramek. Pozostaje nadzieja, ze w reprezentacji jest lepszy niż w lidze (pisałem już o tym jesienią) i że zagra koncert na zakończenie reprezentacyjnej kariery.
    Z przodu wszystko zależy od tego, czy drużyna potrafi zagrać na Lewego, czy Robert będzie musiał grać na drużynę. W tym drugim przypadku kiepsko to widzę.
    Niby wiemy, że drużyna ma grać wysoko szybką piłkę, ale w dotychczasowych meczach takiej gry, która by się mogła podobać było w meczu po kilkanaście minut. Co potrafi zagrać więcej na turnieju nie wiem.
    @Słowacja
    W meczach towarzyskich głęboko się cofała zostawiając dużo przestrzeni przed własnym polem karnym. Jeżeli Zieliński się wreszcie obudzi i z kolegami potrafi to wykorzystać może być dobre wejście w turniej. To może być kluczowe spotkanie dla naszego występu na EURO.
    @Hiszpania
    Bez względu na to w jakim składzie wystąpi to ma taką przewagę potencjału, że w meczu na wyjeździe strach się bać. Mogą zdobyć komplet punktów tylko dlatego, ze będą kontrolowali grę i po jakimś błędzie naszej obrony (chociażby takim jak zgubienie przez Zielińskiego linii spalonego w ostatnim meczu towarzyskim) wcisną nam bramkę.
    @Szwedzi
    Ich solidność może być gwoździem do trumny. Można się spodziewać, ze wyłączą nam rozgrywanie i zepchną do defensywy. To może być rewanż za Częstochowę. Chyba, że objawi się turniejowy Babinicz.

    Polubienie

  14. Na dzień przed turniejem Szwedzi też zaczynają zbierać drugi skład. Coraz weselej.
    Zaczynam myśleć, że ze Słowacją możemy grać o zwycięstwo w grupie…

    Polubienie

  15. Oczywiście to przypadek, że Niemcy, Anglia, Hiszpania, Włochy zagrają wszystkie mecze grupowe u siebie a Polska będzie dwa razy latać z jednego do drugiego końca Europy.

    Polubienie

  16. Ano mamy 12 miast gospodarskich i jeżeli nie ma starcia między gospodarzami, ich kadry grają u siebie zawsze.

    Jest to oczywiście poronione, jedni będą siedzieć na tyłkach i trenować, inni marnować czas na samoloty.

    Nawiasem nasza grupa jest tu chyba najbardziej poroniona mamy absolutny wschód Europy(Rosję) do odwiedzenia, po czym absolutny zachód(Hiszpanię) i z powrotem na wschód. Nigdzie chyba nie muszą takich podróżny odwalać. Na drugim biegunie jest grupa Angielsko-Szkocka, jedyna gdzie odległości dla podróżujących zespołów są jak na normalnym turnieju.

    Pozostaje się cieszyć, że kolejne Euro będzie już normalne.

    Polubienie

  17. Petersburg-Sewilla to będzie z 5h lotu, czyli właściwie cały dzień z głowy, do tego zmiana strefy klimatycznej. Mamy najgorzej, tylko Szwajcaria się tyle najeździ, z tym że Baku i Rzym to bardziej zbliżony klimat,

    Polubienie

  18. Mieliśmy mieć zbliżone strefy, dopiero zastępstwo nam skopało szyki.
    Lecz nie to jest nasz podstawowy problem.

    Co do gospodarzy, to druga strona medalu jest taka, że np. Szkoci i Węgrzy nie podejmują „równiejszych” u siebie, tylko muszą zasuwać do nich.

    Polubienie

  19. Krejcikova w finale singla i debla (grała jeszcze ćwierćfinał miksta), ale Iga odpadła przez debla 😀

    @GP
    Może nie zastrzeżenia, ale nie była to mocno wyróżniająca się postać. Może ze względu na dużo wyższy poziom całej ekipy.

    Polubienie

  20. @Tomo
    Mnie tam się bardzo podobał, szczególnie go cenię za Szwajcarię, i jeżeli się chwali np. grę Boruca na turniejach, to w tamtym meczu w niczym mu nie ustępował.

    Polubienie

  21. Jak się ogląda pojedynki Djoković – Nadal, kiedy żadna ze stron nie dominuje wyraźnie, to człowiek po prostu czuje fizyczny ból.

    Polubienie

  22. Mancini do Włochów na odprawie: Panowie, taktyka na ten mecz wyglada tak: odbieramy im piłkę pressingiem, szybkimi podaniami przechodzimy środek, oddajemy na skrzydło, wchodzimy w pole karne, a potem nabijamy ich w ręce!

    Polubienie

  23. Turcja poza agresją niewiele dzisiaj pokazała.
    A Włosi i mundial 2018 to świetny dowód na to, co znaczy dać stery kadry w dwie lewe ręce.

    Polubienie

  24. Dla mnie szok… – Turków oglądałem przed turniejem i wiedziałem na co ich stać, a Włochów ostatni raz widziałem w meczach z Polską. Taką włoską piłkę to nawet można pokochać.

    Polubienie

  25. Ciekawe czy nasi by ograli taką Turcję 🙂 Wogóle szkoda, że graliśmy z nimi aż 28 lat temu, a potem ani jednego nawet towarzyskiego meczu, bo zwłaszcza w 1-szej dekadzie tego wieku był to arcyciekawy przeciwnik, a los też nas nie kojarzył..

    Polubienie

  26. @GP
    Może „podobnie to wyglądało”, ale wtedy myśleliśmy (powszechnie?), że to drużyna Brzęczka taka słaba, a nie, ze Włosi tacy mocni…
    A jak jest naprawdę niedługo się przekonamy.

    Polubienie

  27. Rafał na Wyborczej o wyższości/niższości piłki reprezentacyjnej, a w drugim turniejowym meczu remis. Walia – Szwajcaria 1:1.

    Polubienie

  28. Nie chce znowu psioczyć, ale Dania Finlandia po spotkaniu Walia Szwajcaria to najlepsze podsumowanie zmian w formacie Euro.

    Polubienie

  29. Masz rację, ale nie przypominam sobie, aby odwołano Tour de Pologne po śmiertelnym wypadku Bjoerga Lambrechta, albo GP Włoch po odejściu Jasona Dupasquiera. To tak a propos ostatniej dyskusji na temat gladiatorów…

    Polubienie

  30. Polubienie

  31. antropoidTo tylko hipoteza. Wiadomo, że interes musi się kręcić. W każdym razie podają, że chłopak żyje - i tylko to się liczy. pisze:

    To tylko hipoteza. Wiadomo, że interes musi się kręcić.
    W każdym razie podają, że chłopak żyje – i tylko to się liczy.

    Polubione przez 1 osoba

  32. Polubione przez 1 osoba

  33. Dlatego mówię, że choćby zdarzyło się najgorsze to impreza byłaby kontynuowana. Już zresztą była taka w 2003 roku w Pucharze Konferencji, bo śmierci Foe.

    Polubienie

  34. Zdaje się i Borek coś o tym na transmisji wspominał.

    Polubienie

  35. Rosja jak Turcja, czyli kompletna katastrofa. Tam na trybunach to siedzą ludzie czy manekiny, bo doping był żaden dla gospodarzy.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s