Bogowie futbolu grają w kości

Wreszcie. Za nami sezon, podczas którego prawie znienawidziłem klubową piłkę nożną.

Macherzy od układania rozgrywek wtłaczali nam do głów tyle meczów, że zobojętniałem, przestałem wierzyć w istnienie meczów hitowych, w trakcie patrzenia na mecze słabe zamiast zżymać się na zawodników, było mi ich żal, czułem się ogłuszony, stawali mi przed oczami podejrzani o terroryzm, których Amerykanie torturowali muzyką wystrzeliwującą z głośników całodobowo i na cały regulator. Aż trudno uwierzyć, że w tak popapranym okresie zdarzyła się drużyna – Manchester City, bezapelacyjnie ekipa numer jeden w Europie – zdolna powygrywać prawie wszystko.

Gdybym z tego zamętu miał wyłowić refren, jakiś motyw przewodni najdziwniejszego futbolowego okresu w dziejach, zaproponowałbym opowieść o triumfie odrzuconych. Chyba ten wątek zapamiętam na dłużej. Oto Luisa Suáreza odtrąciła Barcelona – i potem patrzyła, jak urugwajski napastnik zasadniczo przyczynia się do odzyskania przez Atlético Madryt panowania w lidze hiszpańskiej, a sama sturlała się na trzecie miejsce w tabeli, najniższe od 2009 roku. Thomasa Tuchela, ubiegłorocznego finalistę Ligi Mistrzów, wylali szefowie Paris Saint-Germain – i po kilku miesiącach ujrzeli, jak niemiecki trener Ligę Mistrzów wygrywa, tyle że już w Chelsea, a sami musieli znieść klęskę w lidze francuskiej (zresztą wcześniej wykopali Unaia Emery’ego, właśnie sensacyjnie zwycięskiego w Lidze Europy). I wreszcie Stefano Piolego odtrącili kibice Milanu, łącznie z piszącym te słowa – wydalenia go z klubu żądali, zanim zdążył podpisać kontrakt, a potem podziwiali, jak drużyna przewlekle niepełnosprawna mentalnie i zżyta z bylejakością spada na rywali jak gniew boży, miesiącami pozostaje niezwyciężona, pomimo niedawnego kryzysu po wielu latach wraca do Champions League. Suárez, Tuchel, Emery, Pioli. Każdy ze skrajnie odmiennym dorobkiem i życiorysem, wszyscy złączeni osiągnięciem w minionym sezonie sukcesu, którego sami sobie pewnie by nie wyprorokowali.

Ich losy zachęcają do rozsnucia wieloakapitowego moralitetu. O błądzeniu tych, którzy w przywołanych bohaterów zwątpili, i mądrości tych, którzy dali odrzuconym szansę. Wdzięczna perspektywa, jedna z najpopularniejszych w ogóle, o czym przypominają nam romantyczne hołdy składane londyńskim triumfatorom Ligi Mistrzów – lubimy ponownie wzruszać się historią skazywanego niegdyś na niskoligową kopaninę N’Golo Kante (Złota Piłka!, Złota Piłka!, chyba mogę ujawnić: od kilku lat mam w domu małego rozrabiakę o tym samym imieniu), albo dowiadywać się, że bramkarz Édouard Mendy już jako senior szukał zajęcia poza sportem i pobierał zasiłek dla bezrobotnych. W krajobrazie, który szkicuję, można też jednak dostrzec rządy przypadku. Skutki menedżerskiego niechlujstwa, ruchów niezbornych i składających się raczej na igrzyska chaosu niż strategię. W czym nie ma naturalnie nic niezwykłego – większość z nas działa działa w życiu po omacku, więc i korporacje, którymi kierują ludzie, funkcjonują niespójnie, zapomnijmy wreszcie o micie tzw. efektywnego zarządzania.

O rzucaniu kostką jako metodzie podejmowania decyzji myślę, gdy patrzę na Stefano Piolego. Owszem, udało się, mediolańczycy przez pół roku grali jak opętani – jednak wściekli kibice na początku słusznie diagnozowali, że szefowie klubu, od dawna oddający drużynę przeciętniakom, tym razem wzięli trenera plasującego się w hierarchii jeszcze niżej, w dodatku zaakceptowali go tylko jako opcję zapasową, po fiasku negocjacji z renomowanym Luciano Spallettim. A manewry Barcelony? Oddać przed sezonem 33-letniego urugwajskiego napastnika Luisa Suáreza, żeby po sezonie wziąć 33-letniego argentyńskiego napastnika Sergio Agüero, który w przeciwieństwie do poprzednika notorycznie niedomaga, z sezonu na sezon coraz więcej czasu spędza na leczeniu obolałych członków?

Tego kazusu rozdłubywać teraz nie zamierzam – wiem, Barcelonę przygniatają długi, ze swoim rodakiem lubi się Messi itd., może kiedy indziej – ponieważ spieszę się do szefa wszystkich szefów wśród hazardzistów. Wśród hazardzistów lub, jak kto woli, miłośników siania zamętu.

Gdy słyszę, że Roman Abramowicz błysnął intuicją, zapraszając do Chelsea Tuchela, stają mi przed oczami ci wszyscy uznani fachowcy, których pospraszał wcześniej – od José Mourinho i Luisa Felipe Scolariego, przez Guusa Hiddinka i Rafę Beniteza, po Włochów Carlo Ancelottiego, Antonio Conte oraz Maurizio Sarriego. Nikomu w ścisłej europejskiej czołówce nie przychodzi zatrudniać i zwalniać z porównywalną łatwością, długo sądziłem wręcz, że rosyjski oligarcha umyślił sobie wypróbować jak najwięcej wybitnych trenerów (w końcu zaczęli odmawiać, zorientowali się w jego zwyczajach), odczuwa perwersyjną przyjemność z wyrzucania ich w trakcie sezonu, kolekcjonuje zwłaszcza skalpy triumfatorów Ligi Mistrzów i mundialu. Kilkakrotnie zwracałem też uwagę na paradoks: największe europejskie sukcesy fetował nie wtedy, gdy realizował projekt w zamiarze długofalowy, lecz wtedy, gdy piłkarzy nadzorowali szkoleniowcy wynajęci na parę chwil, po których po rozstaniu z Chelsea słuch zaginął, czyli Avram Grant oraz Roberto Di Matteo.

Tuchel należy do innej kategorii, ale też przyleciał do Londynu w pełni rozgrywek, bo akurat nawinęła się okazja – wyganiali go z PSG. I Abramowicz dostał kolejną – wielu powie: deprawującą – szkołę futbolowego życia, znów się upewnił, że może do woli wywijać trenerami, może nawet seryjnie stawiać na „tymczasowych”, a jakieś trofeum zawsze mu wpadnie. Odkąd się zjawił, Chelsea uzbierała najwięcej kontynentalnych precjozów wśród wszystkich angielskich klubów (dwa razy Liga Mistrzów, dwa razy Liga Europy), choć jej mecenas zatacza się od ściany do ściany. Co ma robić, skoro widzi, że wygrywa tym więcej, im bardziej jest niecierpliwy i bezwzględny, nie przesadza z szacunkiem dla klubowych legend, nie przebacza nawet drobnych wpadek? Może w pofinałowym rozbąbelkowaniu dojść do jedynie słusznego wniosku: jeśli masz mnóstwo szmalu do przeputania, „myślenie strategiczne” staje się jedną z najbardziej przecenianych cnót we współczesnym futbolu.

431 myśli na temat “Bogowie futbolu grają w kości

  1. „Nadęte moralitety”?…

    Ale numer – i kto to pisze? Ten co się tu regularnie popisuje pieniactwem na przemian właśnie z prawieniem innym morałów nt. netykiety… Widzę, że granice autokompromitacji dla ciebie nie istnieją.

    Nie wiem, kogo i do czego próbujesz przekonać tymi wygibasami, chyba, że sam siebie, bo wątpię, żeby dłużej obecni na „A jednak się kręci” mieli amnezję i nie pamiętali, że dopóki cię na to forum nie przywiało, podobne wygłupy nie miały tu miejsca.

    Polubienie

  2. @antropoid
    „Nie wiem, kogo i do czego próbujesz przekonać tymi wygibasami”

    Nikogo, jeżeli o Ciebie idzie, wyłącznie się dobrze bawię

    „podobne wygłupy nie miały tu miejsca”

    idzie to naprawdę banalnie zbić wiecznie żywym wielmożnym przecinkiem, ale nie tylko, serio, wyidealizowane spojrzenie na tą sekcję komentarzy.

    udzielam się tu, zaraza, prawię dekadę, chcesz mi powiedzieć, że od 10 lat ciemiężę to jakże wspaniałe miejsce, niczym Sauron Śródziemie? Śmiała teza. Aż dziw że gospodarz nie zdecydował się mnie pozbyć. Faktycznie niegdyś nie miałem tu tylu figlarnych dyskusji, cóż jedni odchodzili, inni przychodzili, albo zaczęli być bardziej aktywni. Przyznaję, potrafiło być ciekawiej, ostatnio mieszam się głównie z Tobą w dyskusję, i taki efekt. Schemat wiecznie ten sam – ja przedstawiam swoje racje, Ty przedstawiasz swoje, ja przedstawiam swój pogląd na Twoje racje, Ty niewzruszenie przedstawiasz swoje racje, ja staram się ustalić z czego wynika Twój punkt widzenia, Ty się obruszasz że atakuję Cię personalnie, mi opadają witki i tak sobie możemy figlować. Na końcu i tak dostanę od pisowców, wiadomo, przy okazji dyskusji o religii pól tutejszych dostało od pisowców.

    I taka obserwacja mnie naszła – powiedz Ty mnie, czy zdarzyło się, żeby ktokolwiek, kiedykolwiek, do czegokolwiek Cię przekonał? Bo mam wrażenie że nie tylko mnie, ale absolutnie nikomu się to nie udało. Mam wrażenie że obwieszczasz tylko swoje racje i tyle. Podasz przykład?

    @alp
    Wytłumacz mi swój tok rozumowania, jak z punktu a(mojej wypowiedzi) skonkludowałeś punkt b(tą… prośbę? nie. Suplikę? też nie. szantaż emocjonalny? bliżej, ale jednak przesada. Umowa? też nie całkiem. weź mi to zdefiniuj, bo serio jestem w kropce)

    Polubienie

  3. Antropoid opowiada o przemyśleniach z całości XXIw., gdzie gra na turnieju, o ile w ogóle się przytrafiała, nie odpowiadała jakością postawie z eliminacji, przygotowań, a już zwłaszcza indywidualnych występów w klubach tych samych zawodników. Kolega oczekuje, że występ na turnieju będzie motywował i uskrzydlał naszych piłkarzy, a działanie jak do tej pory ma niestety odwrotne.

    Odpieranie takiej tezy za pomocą wyliczania błędów z ostatniego meczu wydaje się nieadekwatne. To nie o to przecież chodzi, że „zawsze to samo”, to chodzi o to, że „zawsze coś”. Z Koreą, czy Ekwadorem, później z Czechami, gry nie było w ogóle. Z Grecją, czy trochę Słowacją, oddawanie meczu słabszemu rywalowi przez robienie głupot akurat wtedy, gdy najbardziej zaszkodzą. Z kolei mecze z Niemcami z 06 i 08 były dobre, tylko co z tego, skoro bez punktów. Różne okoliczności i zawsze w plecy. Repra nam skutecznie gra w meczach bez znaczenia (USA, Kostaryka), ale i to nie zawsze (Chorwacja).

    No i jak się nie denerwować, gdy w 16′ się wydawało, że wreszcie jest inaczej, ale już właśnie widać, że stare wróciło na dobre? I co ma do tego dobre ustawienie Szczęsnego, czy przesadnie surowa reakcja arbitra? My to już przecież znamy, jak nie to to co innego, nasi do porażki zawsze znajdują drogę.

    @poziom forum
    Sądzę, że poziom merytoryczny pozostaje pod dawna bez zmian. A że nieuprzejmości i uszczypliwości się zrobiło więcej… Cóż, nieuprzejme mamy czasy. Otaczający świat nie pozostaje bez wpływu na nas. Jednego denerwuje covid, drugiego rząd, trzeciego repra, a większość z nas wszystkie trzy. Kiepskie to usprawiedliwienie dla naszej społeczności, ale dla mnie dość dobre, by czasem przymknąć oko na ostrzejszą wypowiedź i nie robić z tego animozji lub nawet wjechać na kogoś ostrzej i potem długo i nie całkiem przeprosić. Jak będzie lepiej, to pewnie będzie lepiej.

    Polubienie

  4. @koziołek
    Porównywanie do Ekwadoru i Korei wydaje mi się mocno na wyrost. Tam po pół godzinie nie miałem złudzeń, że nic z tego nie będzie i nic co się stało co choćby na ociupinkę zmieniło moją perspektywę. Tutaj oczywiście stracony gol był ciosem, ale nie uważałem że mecz jest nie do wygrania. Po tym jak naprawdę dobrze zaczęła się układać gra w drugiej połowie byłem przekonany że wygramy, w najgorszym razie zremisujemy, chyba że kataklizm się stanie. Poszła czerwona i to był pierwszy moment „ja pier$%^e”. Mimo wszystko grając w osłabieniu solidnie powalczyli, tak stracili gola, ale i z determinacją walczyli o wyrównanie, stworzyli realne okazje. To dużo więcej niż z Koreą i Ekwadorem, gdzie był jeden wielki wylew, czy nawet z Senegalem. Nie, nie był to dobry występ, ale nie był to taki po którym tych chłopaków należy chłostać za duchy Korei i Ekwadoru.

    Co do Irlandii i 2016 też nie całkiem się zgodzę, na ile pamiętam tamten mecz, Irlandczycy mieli z gry mnie więcej tyle co Słowacy, był rażący błąd Szczęsnego, który jeszcze uraz złapał, i zapalił pożar wpadając na swojego obrońcę i wybijając pod nogi rywala – cholera wie jak mecz by się potoczył gdyby wyspiarz to wykorzystał.

    Oczywiście był to mecz zdecydowanie lepszy od pozostałych meczów otwarcia, niemniej nie był on pozbawiony znacznej nerwowości naszych graczy – było jej tam całkiem sporo, sporo też spowodowanej nią nieskuteczności. Nie, nie wyleczyliśmy się z niczego na tamtym euro, po prostu zagraliśmy lepiej a mecz się „dobrze ułożył” kolokwialnie ujmując.

    Przyczyna, którą sobie wskazuje intuicyjnie, to wspomniana chora presja i wisząca w powietrzu narodowa drama. Dlatego chciałbym też promować bardziej zdystansowaną i chłodniejszą krytykę piłkarzy, a w szczególności nie obciążanie ich winami za porażki ich poprzedników, bo to zwyczajnie nie uczciwe.

    Większość też mojej empatii jest skierowana do piłkarzy, a nie krzykliwej publiki. Ja nawet nie chce sobie wyobrażać, jak paskudne byłoby dla mnie robienie czegokolwiek w takich warunkach, gdzie pół narodu patrzy na ręce, gotowa z pianą na ustach się rzucić po każdym błędzie. I na końcu też, to oni muszą żyć ze swoją porażką, z tym że oni liczbę turniejów jako zawodnicy mają zdecydowanie mniejszą, niż obserwujący z trybun czy telewizora, i jeżeli zawiodą, to nie będzie drugiej szansy, pozamiatane, sportowe niespełnienie pozostaje na zawsze i cię nie opuści. My jako kibice może kiedyś doczekamy się „złotego pokolenia” i będziemy się radować, choćby na chwilę. Oni mają te kilka turniejów, która na zawsze zdefiniują ich reprezentacyjną karierę – wole ich tu rozliczyć uczciwie.

    Polubienie

  5. Koziołku,
    Problem jest tego typu, że już samo założenie, że Grecja czy Czechy, a tym bardziej Korea, to byli rywale słabsi, było wg mnie zwyczajnie błędne. Dwaj pierwsi to byli rywale na podobnym poziomie. Nie uważam też, abyśmy z Czechami zagrali słabo – sytuacje były, tyle, że niewykorzystane, co o tyle nie dziwi, że przecież w bramce był Ćech i miał dobry dzień.
    Dziwne, że o tym, że nie było mowy o dobrym wyniku z Koreą trzeba jeszcze kogokolwiek przekonywać, dalszy ciąg turnieju powinien był rozwiać te mrzonki po tygodniu, a one wciąż powracają.
    Raz się udało wypaść powyżej poziomu, to wszyscy udają, że remisy z trzema silniejszymi drużynami i zwycięstwo z równorzędnym to w ogóle norma i tak ma być.
    Dlatego będę konsekwentnie odmawiał dyskusji nad poszukiwaniem przyczyn zjawiska, które wg mnie nie występuje, a już na pewno nie w takim rozmiarze.
    Z kolei odpowiedź na pytanie, dlaczego w turnieju wyglądamy gorzej, niż w eliminacjach jest tak banalnie prosta, że nie wiem dlaczego musze powtarzać, że w turniejach są silniejsi rywale, bo słabsi przecież odpadają.
    Ja się mogę zgodzić co najwyżej, że to jest drugi kolejny turniej, w którym głupio przegrywamy mecz z rywalem, który jest do ogrania, ale…
    Nie potrafimy rzetelnie oceniać poziomu naszych zawodników.
    Na Prawdzie Futbolu Matuszewski (generalnie polecam rozmowy z nim pod hasłem Prawda Liczb) miesiąc temu mówił, że Krychowiak to mina i generalnie nie wiesz, czy z szafy wyjdzie na mecz ten, który broni, odbiera i generalnie trzyma środek, czy ten, który wg stanu sprzed Euro brał udział w stracie 6 z 10 goli. I to jest właśnie ten rzut kostką, o którym mówiłem potem. Wyrzuciliśmy Krychowiaka-minę. Jutro może wyrzucimy Krychowiaka-skałę i potem będzie, czemu tak nie w pierwszym.
    Piłka to bardzo losowa gra, chyba nigdzie indziej jedna akcja nie jest w stanie tak wpłynąć na wynik.
    Dlatego chętnie skupię się na analizie tego konkretnego meczu, bez wyciąqania fundamentalnych wniosków o charakterze ponadczasowym.
    Po meczu była też na Prawdzie Futbolu fajna rozmowa z Matuszewskim i Zielińskim, który stwierdził, że nasze początkowe problemy wynikały ze zbyt wysokiego ustawienia wahadeł.
    Niestety, chyba pan Sousa wciąż uczy się, jak być selekcjonerem, i w prawie każdym meczu rozwiązuje problemy, które sam stwarza.
    Nie chcę iść dalej w ten temat, bo nie lubię fantazjować.

    Polubienie

  6. @Otwojastara
    „weź mi to zdefiniuj, bo serio jestem w kropce”. No cóż… – tego nie wyguglasz. Już lepiej sięgnąć do starych prawd. Jedna z nich głosi, że „łatwiej jest dostrzec źdźbło w cudzym oku niż belkę we własnym”.
    Jesteśmy na blogu bo szanujemy naszego Gospodarza i jego dziennikarską pracę. Lubimy sport a piłkę w szczególności. Na ile to możliwe śledzimy na co dzień wydarzenia i sportowe media. I jak to mają kibice lubimy o sporcie pogadać, podzielić się swoimi opiniami, refleksjami, wymienić poglądy. Z niektórymi opiniami adwersarzy się zgadzamy, z innymi jakby trochę mniej, a z niektórymi wcale. Czasami nas w dyskusji poniesie, czasami sobie odpuścimy pozostając przy swoim, a czasami zgodzimy z opiniami czy refleksjami innych. I staramy się unikać połajanek ex katedra i osobistych wycieczek, chociaż czasami bywa to trudne, a nawet zdarza się, że się nie udaje.
    W mojej opinii i (jeżeli się nie mylę) nie tylko z mojej niespecjalnie starasz się kierować tymi zasadami. Wiele polemik w których uczestniczysz zamieniasz w pyskówkę, połajankę ex katedra i zwykłe impertynencje pod adresem adwersarzy. Nie dziw się więc, że nas w reakcji ponosi.
    Uwierz… – nie jestem na blogu, żeby toczyć wojenki z Otwojastara i mam wrażenie, ze nikt z komentujących nie jest tu obecny z tego powodu.
    P.S.
    Podtrzymuję. Jeżeli też chcesz „zacząć od siebie”, a nie tylko radzić innym, żeby „zaczęli od siebie” to ja w to wchodzę.

    Polubienie

  7. „jeżeli o Ciebie idzie, wyłącznie się dobrze bawię”

    A nie widać tego zupełnie. Widać tylko niewychowanego smarkacza, bardzo źle znoszącego różnicę zdań.

    Polubienie

  8. „w turnieju wyglądamy gorzej, niż w eliminacjach jest tak banalnie prosta, że nie wiem dlaczego musze powtarzać, że w turniejach są silniejsi rywale, bo słabsi przecież odpadają”.
    Myślę, że to nie tylko problem silniejszych rywali na turniejach. W eliminacjach zdarza nam się zgrać znakomite mecze ze znacznie silniejszymi rywalami. Choćby np. legendarne zmagania z Anglią drużyny Górskiego, czy mecz z Portugalią Beenhakkera, lub mecz z Niemcami Nawałki.
    Obserwując mecze, reakcje boiskowe piłkarzy po wtopach, słuchając ich pomeczowych wypowiedzi czy kolejnych selekcjonerów trudno mi się oprzeć wrażeniu, że naszym piłkarzom bardzo (może nawet za bardzo) zależy na jak najlepszym występie i to ich w trudnych momentach paraliżuje. Wygląda to tak, jakby w trudnych sytuacjach koncentrowali się na jak najlepszym wykonaniu indywidualnych meczowych zadań, co odbywa się kosztem boiskowej współpracy. I zaczyna to wyglądać tak jakby każdy chciał ratować wynik na własną rękę. W efekcie pojawia się chaos, stres i gra na panikę, a nawet kolejne indywidualne błędy z przemotywowania.
    Odbudowywanie współpracy boiskowej, powrót do normalności wymaga wtedy czasu, a czasami przychodzi za późno.
    P.S.
    Podzielam opinię, ze Krychowiak jest raz chwalony, a raz ganiony za to samo, w zależności jak mu mecz wyjdzie. W meczu ze Słowacją rzucił się z determinacją zakleić dziurę, która powstała w naszych liniach. Zagrał jak wiele razy wcześniej, minimalnie się spóźnił i już za nim sędzia (mniej tolerancyjny od wielu innych) sięgnął po kartkę miał świadomość, że „przegrzał”. Przynajmniej takie wrażenie miałem widząc jego twarz.

    Polubienie

  9. @Koziołek

    >>To nie o to przecież chodzi, że „zawsze to samo”, to chodzi o to, że „zawsze coś”.<<

    Dzięki Koziołku. Miło posłuchać kogoś, kto rozumie, o czym się mówi.
    Czasy muszą być faktycznie kiepskie, skoro na tym forum trzeba za to dziękować.

    Polubione przez 1 osoba

  10. Kosien74

    Podpisuje sie pod Twoim postem rękami i nogami.
    Czytam blog Rafał od wielu, wielu lat (ale piszę coś może 3 raz w zyciu).
    Czytam nieregularnie i na ogół przy okazji jakiś większych wydarzeń, jednak również odnosze takie wrażenie – poziom komentarzy był tutaj niegdys bardziej zachęcający do przeczytania 200 postów czy nawet więcej.
    Wielu osob już nie ma niestety (dziaam!) a ci co zostali nie zawsze dają radę uczynic swoje tyrrady atrakcyjne dla osób postronnych.
    TwojaStara to troche taki Andrzej Lepper, no nie przegadasz po prostu, więc może chyba lepiej sobie odpuścić?

    Polubienie

  11. @twojastara
    Ja też nie porównuje Słowacji do Korei, czy Ekwadoru, ale do Grecji, gdzie też wyglądało to ładnie i do przodu, aż nas bramkarz uSzczęśliwił. Wygrany mecz poszedł psu w zadek.
    Masz rację, że mecz z Irlandią nie był perfekcyjny, a bramkarz znowu postanowił nas uSzczęśliwić, tylko tym razem się upiekło. Właśnie to jakoś tak jest, że czasem coś przejdzie, mimo że nie musiało, a Polsce zdarzało się to tylko w tamtym turnieju.
    I ja też nie zamierzam linczować żadnych Bereszyńskich ani innych Jóźwiaków za to, raz krycie puścili, bo to że z Senegalem nasz bramkarz, aby nas uSzczęśliwić chyba, poszedł na wycieczkę na grzyby, to akurat nie ich wina. Nie wolno karać ludzi za grzechy poprzedników, zwłaszcza że choroba, którą jest wszechprzegrywalstwo, toczy naszą reprezentację już więcej niż całe pokolenie piłkarzy (tak serio to co najmniej 30 lat!).
    Może to rzeczywiście kwestia presji, ale trudno mi uwierzyć, że jest to nieistniejące zjawisko.

    Z Czechami moim zdaniem było fatalnie. Ani sekundy nie wierzyłem w zwycięstwo, a remis nic nie dawał. Występ blisko Korea-level.

    @gp
    Można zagrać dobry mecz i przegrać z lepszym, tak jak dwukrotnie z Niemcami. Casus Korei, Ekwadoru, Senegalu czy Czech to niestety nie to. Te drużyny wzięły sobie mecz bez oporu z naszej strony. A że rywale lepsi niż w eliminacjach… I co, to tłumaczy uSzczęśliwianie nas na każdym turnieju?

    Polubienie

  12. @Mecz z Koreą 2002

    Sędzia rzeczywiście już wtedy „tworzył” – ale akurat w tym meczu samego wyniku nie wypaczył.
    Tamci po prostu lepiej grali. I w ogóle ten mundial można trochę rozgrzeszyć – wiele lat nieobecności, modlenia się kibiców o awans na jakikolwiek turniej, nowicjusze zapłacili frycowe, trudno.
    Gorzej, że potem z każdym kolejnym awansem żadnego postępu, za każdym razem wstyd nie tyle za same wyniki, co za grę i tylko pojedyncze przyzwoite występy (które nic nie dały).
    Aż do 2016 – ale po nim niestety powrót do normy wg Kiepskich.

    @Lepsi rywale w mistrzostwach

    Też się zgadza, ale czy to się aby na pewno tyczy Słowacji?
    Bo mam wrażenie, że w XXI wieku lepszych już ogrywaliśmy w el. i to jest raczej kwestia tego skoku jakościowego w relacji: eliminacje – finały, który inni potrafią wykonać, a my dalej nie.
    Tzn. raz się zdarzył selekcjoner, który znalazł klucz do predyspozycji i możliwości piłkarzy, lecz kiedy tylko opadł entuzjazm po ME, zaczęło się klasyczne polskie trucie, że jednak powinno być lepiej, że gdyby kazał runąć do ataku mógł być finał, że jest „nudno” i „przewidywalnie”. Zero refleksji, że to prawdopodobnie wynik ponad stan.
    Chłop się ugiął, próbował pozmieniać – i wyszło jak wyszło. Po staremu.

    Polubienie

  13. Andrzej Lepper słynął z głębokiej wiedzy merytorycznej, odwoływania się do faktów, analiz i statystyk wraz z ich źródłami, skrupulatnego zamieszczania materiałów wideo powiązanych z omawianymi przykładami oraz informowania adwersarzy o ciekawostkach dotyczących metod opracowywania danych. Dlatego właśnie
    jego podobieństwo do @twojastara jest tak uderzające.

    Polubione przez 1 osoba

  14. Korea – prawdopodobnie sami by wygrali, ale pierwszy gol po spalonym, a potem ewidentna ręka Koreańczyka w polu karnym niewątpliwie miały wpływ na jego przebieg, że nie wspomnę o wielu drobniejszych „błędach”. Włosi do dziś potrafią opowiadać, jak to ich sędzia skrzywdził, a my obwiniamy zawodników, choć wielkiej różnicy w sędziowaniu nie było, tyle że ich mecz był ostrzejszy, ale z obu stron.
    Potem było gorzej, bo na miejsce odchodzących nie było tak dobrych następców
    Słowacja – tak, to jest najsłabszy rywal, z jakim przegraliśmy, po prostu nie uważam tego za kontynuację jakiejś strrrasznie długiej serii.
    A co do kilku efektownych zwycięstw w eliminacjach to może rywale nie podeszli do meczu na 100%? Po Portugalii chodziły plotki, że rywale pobalowali przed meczem, a w każdym razie mało poważnie podeszli do gry. Za dużo jest pytań, na które nie szukani odpowiedzi, bo jak się wygrywa, to nikt nie pyta, czy zasłużenie, czy szczęśliwie, a w rewanżu przecież strzeliliśmy jak Mak, i to w końcówce.
    Błędem Nawałki było mieszanie pod wpływem jednego słabego meczu z Danią, w którym nie było Krychowiaka, a grał Linetty, który zawalił ten mecz, a i Pazdan z Fabiańskim też się nie nie popisali. Trener rywali powiedział, że Polacy są przewidywalni, a ten chciał koniecznie, żeby nie byli, a może to był wypadek przy pracy, bo przecież na Euro też wszyscy wiedzieli, jak gramy.

    Po Euro faktycznie było trochę narzekania, że za mało efektownie gramy, to samo było za Brzęczka. A Polska to taka drużyna, że jak się komuś nie podoba, że brzydko wygrywa i chce to zmienić, to zaczyna brzydko przegrywać. Innej opcji nie ma, bo nie jesteśmy Brazylią, ale tu się chyba powtarzam.
    W8ięc na razie przez chwilę nie będę.

    Polubienie

  15. Pozwólcie, że wyrzucę z siebie trochę złości.

    Nie jesteśmy Brazylią i to jasne. Nie jesteśmy też Holandią, czy Portugalią, choć to już nie jest takie oczywiste dlaczego miałoby to być zabronione. Czechami też nie jesteśmy – Czesi regularnie osiągają lepsze wyniki i grają miło dla oka, a w ostatnich latach, nawet w czasach kompletnego marazmu, nam dorównują. Naprawdę uważam, że moglibyśmy być Czechami. Pozostajemy jednak Węgrami – czasem gdzieś wejdziemy i wtedy wspominamy w tv że dawno temu też się udało i to nie tylko to. Zaprasza się też jakiegoś dziadka, żeby opowiedział jak to wtedy wyglądało, a młodsi widzowie się zastanawiają, czy mecze nie były torpedowane atakami pterodaktyli.

    Widzę w Polsce potencjał na więcej. Wy nie? Przecież my kochamy piłkę, jak to w ogóle możliwe, że przegonili nas o kilka długości maleńcy i hokejolubni Czesi?! I jak o tym myślę, to zawsze wejdzie ktoś tłumaczący, że Nawałka zrobił wynik ponad stan, czyli wynik równy Islandii i o poziom gorszy od Walii. Może i ponad stan, ale gdzie w takim razie jest cały ten potencjał, który Polska ma? Skąd ten nasz gówniany stan?

    Polubienie

  16. Szkolenie i jeszcze raz szkolenie. To jest element, w którym cały czas panuje zawzięty wyścig, a my podobno ostatnio radzimy sobie całkiem nieźle i doganiamy, przynajmniej wg Niemców. Podobno tylko czekać, a prędzej czy później – ale niedługo – ma być wysyp wielkich talentów. Infrastuktura się rozwija, trenerzy się uczą, trochę pieniędzy za bardzo dla trenerów akademii nie ma, ale to podobno tu i tam też się poprawia, jeszcze jakby – tak jak kiedyś – każdy chłopak chciał kopać piłkę – to by była szansa.
    I faktycznie – nikomu nie przeszkadzałoby, abyśmy byli Czechami, a jeszcze lepiej Portugalią. Ale to może iść wyłącznie od fundamentów. W każdym roczniku jakiś młody Hazard albo van Dijk – i będzie szansa. Może nawet wtedy federacja szarpnie kasę i weźmie klasowego selekcjonera. I jak ze 4 razy przystąpimy do turnieju w składzie wypakowanym finalistami Ligi Mistrzów w każdej formacji, a jeszcze lepiej – na każdej pozycji – to wtedy będzie San Francisco i wogle Copacabana 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  17. @koziołek
    potem może skrobnę cos dłuższego, teraz na szybko – ależ jak najbardziej, ja nawet biorę pod uwagę, że to nadal na tym turnieju może być, z którego mimo wszystko jeszcze nie odpadliśmy 🙂

    Polubienie

  18. Jeśli Słowacja to ten najsłabszy z rywali, z którym przerżnęliśmy na otwarcie, to co jest, jak nie kontynuacja serii inauguracyjnej niemocy?
    Przecież doskonale wiedzieli, że to w zasadzie kluczowy mecz, bo potem skala trudności zdecydowanie rośnie.
    A teraz po trafieniu Szwecji znów nam turniej ucieka, zanim się jeszcze na dobre rozbujał.

    Polubienie

  19. „Może i ponad stan, ale gdzie w takim razie jest cały ten potencjał, który Polska ma? Skąd ten nasz gówniany stan?”

    Bardzo dobre pytanie. Od razu zaznaczę, że nie znam odpowiedzi, ale kojarzy mi się tu dyskusja, którą przy okazji każdego turnieju ME czy MŚ prowadzę z kolegami kibicującymi gorąco naszym kopaczom. Pytam się ich mianowicie z czego wywodzą nasze szanse na sukces (bo nastawienie jest oczywiście zawsze takie, że będziemy mistrzami – do pierwszego meczu). Odpowiadają: Lewandowski – najlepszy napastnik na świecie. Ja: no, dobra, ku…a, ale to nie jest tenis, nawet nie siatkówka, gdzie w 2009 się śmiano, że Kurek sam odbierał, sobie wystawiał i atakował. Oni mówią: no przecież jeszcze Szczęsny, Zieliński to widziałeś jak gra w Napoli, teraz na pewno zaskoczy, Glik, Krychowiak etc. – wszyscy porządne kluby (powiedzmy, że to było na etapie Glika w Monaco). Ja: no kluby może i porządne, ale nie topowe to raz, dwa, że Ci nasi muszkieterzy to zazwyczaj głównych ról tam nie grają. Poza tym sport drużynowy charakteryzuje się tym, że ktoś to musi poskładać do kupy – nawet jak klocki są bardzo ładne to rozpieprzone budowli nie tworzą. I tu zazwyczaj zapada cisza, ewentualnie bąknięcia, że może jednak Lewy…
    No więc ja się nie dziwię, że może jednak Lewy nie i nie wkur…am się już jak Antropoid, że kolejny raz dali ciała. Bo czemu mam się wkurzać na chłopaków, których chwilę temu ustawiał taktycznie no name ze stażem w Płocku, a teraz ustawia no name ze stażem w Budapeszcie, a tak w ogóle to niewielu z nich doświadczyło jak kadrę ustawiał nie no name i to tylko przez chwilę. Mogę się wkurzać na Rudego i na jego poprzedników, którzy tych no name’ów zatrudniali (i nie wyjeżdzajcie pls, że no name Nawałka nas do czegoś doprowadził – tak, doprowadził, bo czasami – jak pisze GP – się trafi szóstkę na kostce). Mogę się wkurzać na sytuację, która powoduje, że leśne dziady z PZPN mimo jawnego sabotażu tej dyscypliny w Polsce już od ponad 30 lat dalej są przy korycie i nawet najgorsza decyzja ich od tego koryta nie oderwie. I wkurzam się też często na tych, którzy pier…lą, że nie ma kasy i to jest przyczyna, że nie mamy selekcjonera adekwatnego do naszego potencjału…

    Jest rok 2004. Polscy siatkarze odpadają w ćwierćfinale IO – gładkie 3:0 z Brazylią. Jak na tamte czasy naprawdę dobry wynik. Prowadzi ich Stanisław Gościniak, taki siatkarski Andrzej Strejlau. Już od 5 lat sponsorem jest Plus, ale to siatkówka, więc nie można powiedzieć, że PZPS siedzi na milionach tak jak PZPN. Leśne dziady z PZPS postanawiają powierzyć reprezentację Raulowi Lozano, takiemu ówczesnemu siatkarskiemu Guardioli albo Kloppowi. Kosztuje bardzo dużo, obejmuje kadrę z potencjałem, ale bez gwiazd: Zagumny i Świderski jeszcze nimi nie są, Wlazły i Winiarski dopiero co wyszli z juniorów, Gołaś zaraz zginie w wypadku, Pliński bawi się w plażówkę, Kadziu bawi się we wszystko inne. W 2 lata mamy srebro MŚ, w 4 lata też przegrywamy w ćwierćfinale IO, ale to już nie jest gładkie 3:0 i absolutnie nikt nie odbiera tego jako dobry wynik. Kolejny rok i złoto ME, już z następnym światowej klasy selekcjonerem – tych będziemy mieć już non stop prze kolejnych 12 lat co najmniej. A gdyby tak w 2004 Gościniak pozostał selekcjonerem albo zastąpił go taki Waldek Wspaniały czy Irek Mazur to gdzie by dzisiaj była polska siatkówka?

    Polubienie

  20. „Może nawet wtedy federacja szarpnie kasę i weźmie klasowego selekcjonera.”

    Oplułem ekran xD
    Chyba Polska Federacja Scrabble…

    Jesteś jak Ci moi koledzy – jakieś przesłanki (realne), aby w ogóle mieć taką nadzieję? Bo ta Federacja, jak ją nazywasz (ładnie, tak z angielska) to przez całą swoją egzystencję tylko raz na chwilę wydobyła się ze swojego ciepłego kurw.dołka. Do dziś pamiętam uśmiech Łysego jak ją do niego z powrotem zaganiał…

    Polubione przez 2 ludzi

  21. @XAVRASW

    Ponownie muszę sprostować – mnie nie wk…wia, że kolejny raz przegrali, bo przez ponad 3 dekady, od Mexico było naprawdę sporo czasu, by do porażek przywyknąć. Poza tym nie byłem w chórze tych, którzy 3 punkty ze Słowacją księgowali nam z urzędu już przed meczem.
    Mnie wk…wia JAK oni przegrywają, sposób, w jaki zawalają nawet te największe szanse.
    To jest szkopuł, to o czym pisze @Koziołek.
    Przegrywać to można zawsze, kiedy widać, że gramy z lepszym.
    A to ich przegrywanie przypomina oblewanie egzaminu, bo za każdym razem przychodzi się nieprzygotowanym.

    Siatkówka – to jest w ogóle fenomen w polskiej rzeczywistości.
    Rzesza ułomnych piłkarsko kopaczy, podobnej jakości trenerów – i zawsze rozdzieranie szat przez środowisko, gdy posadę selekcjonera dostaje etranżer, a w siatkówce – tabun wybitnych zawodników i jakoś nie widać, by ich rodacy bili się o prowadzenie ich, w porównaniu z futbolem zdziwiająca tolerancja dla cudzoziemców 🙂

    Polubienie

  22. Czy Wam też huczy dziś w głowie stare, piękne hasło „Franek Smuda czyni cuda!”?

    No to moją wizję już znacie. A jakie wyniki Wy typujecie?

    Polubienie

  23. Naprawdę coś jest nie tak z tym logowaniem dziś, ponownie jestem koziołkiem i doprawdy anonimów nie pisuję.

    Polubienie

  24. @Koziołek Tak się teraz zastanawiam kim był oryginalny koziołek, że w poprzednim blogu „Koziołek był zajęty” 🙂

    Polubienie

  25. „tabun wybitnych zawodników i jakoś nie widać, by ich rodacy bili się o prowadzenie ich, w porównaniu z futbolem zdziwiająca tolerancja dla cudzoziemców”

    Bo wiedzą, że nie mają szans. Pooglądaj trochę PlusLigę to zobaczysz dlaczego. To naprawdę nie jest jakaś niechęć do polskich trenerów, że najlepsze polskie kluby prowadzą obcokrajowcy. Jak tylko się zdarzy, że któryś z klubów z czołówki przejmuje Polak to zaraz się to zmienia – najpierw klub przestaje być z czołówki, potem Polak przestaje być trenerem xD
    Niestety, trenerów siatkarskich nie szkolimy tak efektywnie jak siatkarzy… Ale to nie jest jakieś wielkie zmartwienie póki co.

    Polubienie

  26. Euro mamy z głowy. Czas na grę rezerwowych.
    Skład na Hiszpanię:

    ………………..Świerczok………………..
    Puchacz..Kozłowski..Klich..Jóźwiak
    …………………..Linetty……………………
    Rybus….Bednarek…Glik….Kędziora
    …………………Skorupski…………………

    Polubienie

  27. Nie znam się za bardzo na siatce, ale tam chyba spółki państwowe ładują dość dużą kasę, a że za granicą to raczej sport niszowy, to łatwiej o klasowego trenera.

    Polubienie

  28. To tylko o pieniądze chodzi. Vital Heynen zarabia 70 tys. EUR za sezon. Uznani trenerzy najlepszych kadr reprezentacji piłkarskich w Europie biorą 2-4 mln Euro. To jest nieporównywalna skala.

    Polubienie

  29. @GP i Grindavik

    To może koledzy porównają jeszcze budżety PZPN i PZPS, co? Wtedy będzie można roztrząsać na co kogo stać. W 2004 PZPSu też prawie nie było stać na Lozano, w 2008 na Castellaniego już bez problemu. I co, myślicie może, że nie można byłoby pozyskać sponsora specjalnie na zatrudnienie takiego Simeone na przykład? Przecież z Beenhakkerem chyba też tak było, że część kasy dla niego wyłożył sponsor.

    I to pier…lenie o sporcie niszowym. Lovely. W Stanach soccer jest niszowy. Tam takie rednecki też pewnie o nim tak gadają.

    Polubienie

  30. Skoro trener mistrzów świata zarabia raptem 6 tys. euro miesięcznie, to trudno o lepszy dowód, że jest niszowa.
    A tak na marginesie, to ja już zgłupiałem. To w końcu jak się Jamajczyk wywróci w polu karnym zdążając do linii, to jest karny dla Anglii czy nie ma?

    Polubione przez 1 osoba

  31. Raczej 10 tys. euro / m-c – https://swiatsportu.pl/ile-zarabia-vital-heynen
    Nie zmienia to faktu, że przy Twojej wykładni 99% sportów jest niszowe. Natomiast jak wiadomo kopana to jest sport nad sportami, bo kopacze zarabiają miliony za każde pierdnięcie. W III Rzeszy była supremacja białej rasy, w świecie GP jest supremacja piłki nożnej. Nie zarabiasz 200 milionów na miesiąc – nie ma sensu o Tobie rozmawiać. Dziękuję. Dobranoc.

    Polubienie

  32. Ponoć na Słowację się nie przygotowywaliśmy (miało pójść z marszu) , więc jeżeli na Hiszpanów i Szwedów jesteśmy przygotowani, to (na cuda bym nie liczył… – Samossiera i Kircholm już były i to przed wiekami) może chociaż jak w „Ale kino” momenty będą.
    A jak nie, to cóż? – faza grupowa dopiero na półmetku, a już parę fajnych meczy widzieliśmy. Turniej dopiero się rozkręca, więc parę jeszcze na pewno zobaczymy. Skoro nie możemy cieszyć się grą naszych, polecam swój patent na kibicowanie piłce klubowej… – Extra nie oglądam, za to na co dzień cieszę się meczami innych lig.
    P.S.
    Rozsądek rozsądkiem, ale żadnego meczu reprezentacji nie odpuszczę i na Euro i później w eliminacjach do MŚ.

    Polubienie

  33. @alp
    „W mojej opinii i (jeżeli się nie mylę) nie tylko z mojej niespecjalnie starasz się kierować tymi zasadami.”

    Nie, i za szczerze zabawną mam postawę, w której samozwańczo ktoś stara się narzucić jakąś domorosłą netykietę, jeszcze przedstawiając to jako jakąś resocjalizacyjną działalność(xD), gdzie w gruncie rzeczy chodzi o własny komfort.

    Ja przy całej mojej arogancji, nigdy nie miałem jej dość, by wymagać od nieznajomych czegokolwiek. Wiele rzeczy może mi się nie podobać, ale naprawdę więcej ich zachowuje dla siebie niż byś pomyślał. Natomiast moje wyobrażenie co by tu było fajne, to moja sprawa i nikt naprawdę nie musi się do tego dostosowywać. Zamiast tego, wolę świecić przykładem, miast utyskiwać że ludzie nie korzystają ze źródeł, linkuje im te źródła, a nuż się spodoba i sami zaczną ich wyszukiwać. Zamiast dyskusji o TuMiWidziźmie, wolę ją rozszerzyć o inne perspektywy, statystyczną, spróbować dojść z czego wynika taki sposób formułowania myśli i wniosków. Zamiast przerzucać się frazesami, wole wypowiedzieć im wojnę. I, powtarzam, nikomu to naprawdę nie musi się podobać, i nikogo do tego nie zmuszam, od nikogo tego nie oczekuje. Mogę tylko mieć nadzieję że komuś się takie rozbijanie form i schematów spodoba.

    „Umowa”, wybacz brzydką sugestię, wydaje mi się podszyta wężem. Oczekujesz ode mnie nakreślonej przez Ciebie postawy, stawiając się za jakiś wzór, i oczekujesz że mam to zaakceptować. Jeśli wybiorę bramkę nr1, naiwnie z irracjonalnych powodów to przyjmę, to nie dość że przyznam Ci że ta „netykieta” jest jedyną właściwa, to jeszcze dam ci wszelką sposobność byś się wywyższał i robił mi jakieś wymówki gdyby zdarzyło mi się ją łamać. No naprawdę marny deal. A bramka nr2 to wygodny wytrych, ogłosisz mnie hipokrytą, który od innym daje rady do których sam się nie stosuje – pal licho jak niewiele w tym prawdy(choć może akapit wyżej dał Ci jakieś pojęcie jak niewiele) zakrzyknąć zawsze będzie można.

    Zatem, zamiast przyjmować lub odrzucać, wybiorę bramkę nr 3, również odwołując się do znanego, i w dodatku często przewijającego się tu, cytatu – ale tak naprawdę to nie wiadomo. Będę zatem świecił przykładem jak najjaśniej, a czy zakłada to złagodzenie języka czy cokolwiek w ten deseń, to się dowiesz 🙂

    @koziołek
    Niestety, przeklęci Słowacy musieli sprokurować głupiego karnego i wiele nadziei na „lepszą narodową kopaną” przynajmniej na turnieju, odeszło. Niemniej pamiętam tych Hiszpanów męczących się z Iranem, Marokiem, to i może z Polską się pomęczą.

    Ogólnie szansa na jakieś przebłyski kadrowe będzie, to mityczne szkolenie pono się poprawia, Lewy będzie służył jako role-model dla wielu dzieciaków, które staną naprzeciw racji polskiego futbolu, i na przekór niej dadzą z siebie wszystko. Niektórzy mogą mieć talent, a krajowe rozgrywki regularnie w finałowych rundach witają jakichś Chorwatów, Walijczyków czy Urusów, więc może i Polaków.

    Czy ogólnie podniesie się poziom kopanej na Wisłą? Nie, na chwilę obecną nic na to nie wskazuje. Książka Szymona Jadczaka o kulisach zajść w Wiśle, odarła mnie z resztek złudzeń. Dodajmy do tego znikające magicznie taśmy monitoringu na Legii, kibice Ruchu zdaje się montujący pod trybuną pirotechniczną bombę, kibice Lecha „ostrzegający” przed fetowaniem tytułu na ich stadionie ect. Większość klubów to bastiony dla bandytyzmu, który ma w tych klubach wpływy, swoich ludzi w strukturach, mafiozi z Krakowa mieli pełny dostęp do baz danych osobowych z klubu. Działo się tam zresztą wiele innych gorszych rzeczy. Wszystko przy biernej postawie PZPN-u(którego prezes głośno obwieścił że nie ma wpływu na poziom polskiej piłki) biernej postawie elit Krakowa, które z bandziorami w zgodzie dzieliło lożę vip. I nie mam złudzeń, że choć przykłąd Wisły jest skrajnym, to w większości klubów bandziorki pracują na kasa i mają dostęp do baz danych, pracują w ochronie, dlatego regularnie pirotechnika swobodnie na stadiony trafia, zresztą którąś Legijną fetę „ochraniali” wręcz oficjalnie, nawet się na boisku pobili. I kto się ma z nimi zmierzyć, ktokolwiek z PZPN-u gdzie posiadane kręgosłupa jest dyskwalifikujące? Tu trzeba zewnętrznego komisarza z Ministerstwa Sportu, współpracy służb by bandziorów powyławiać z klubów, cały ten grajdołek zaorać i od podstaw zbudować. Bo fundamenty są schrzanione i cykliczne dolewanie betonu nic nie załatwi.

    @Xavras
    „I to pier…lenie o sporcie niszowym.”

    Można się obruszać, ale taka prawda. oczywiście PZPN to banda leśnych dziadów, którzy ciągną piłkę w dół, ale nie zmieni to faktu, ze siatkówka jest ogólnie na świecie niszowa, popularna u nas, we Włoszech, może w Rosji i tyle.

    A MLS lepiej nie wymachiwać, bo się może okazać że transmitowana w 47 krajach, także u nas:
    https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_current_Major_League_Soccer_broadcasters
    a stadiony wypełnione:
    https://en.wikipedia.org/wiki/Major_League_Soccer_attendance
    Oczywiście ustępuje to znacznie w popularności, bejsbolowi czy ichniejszemu futbolowi, ale chyba mniej niż można by stereotypowo założyć. Co więcej, w perspektywie lig europejskich nie wygląda to źle, średnia kibiców 9 na świecie, do ligue1 tracą 1.5k do serie A niecałe 4k do la ligi gdzieś 5.5k. Tak, wiem, duży kraj, tak wiem nie podaje oglądalności w tv. Tylko chciałem rzucić pod rozwagę, że chyba ta burgerowa kopana jest bardziej popularna niż się nam wydaje.

    @GRINDAVIK
    nick mógł być zajęty w bloxie, nawet jeśli nie na tym konkretnym blogu. Tu innych koziołków nie pamiętam.

    Polubienie

  34. Nawiasem jak tak porównujemy prezesów PZPN i PZPS, to zdaje się że i tu i tu znajdziemy prokuratorskie zarzuty xD

    Polubienie

  35. @XAVRASW
    Polskich trenerów to Ty szanuj. Żeby Lozano mógł zdobyć wyniki to najpierw Mazur musiał podszkolić naszych młodych grajków m.in na mistrzostwach Europy czy świata, gdzie Świderski, Gruszka, Zagumny czy Ingaczak zdobywali tytuły. Waldemar Wspaniały miał sukcesów jeszcze więcej, bo dojść do final four ligi mistrzów dwa razy pod rząd to nie taka łatwa sprawa. W kadrze też mu szło bardzo dobrze, bo ograć 3 razy podczas jednej ligi światowej wielką Brazylię Rezende to coś jest, a i ten wynik w 2004 roku na olimpiadzie to nie był jakiś sukces, bo jechaliśmy tam jako 5 drużyna świata i Europy.

    Gdzie byłaby polska siatkówka bez zatrudnienia Lozano? Nie mam wątpliwości, że w tym samym miejscu. Jak masz silną ligę, zdolną i dobrze szkoloną młodzież to wyniki reprezentacyjne wcześniej czy później przyjdą. W piłce nie mamy ani jednego ani drugiego, bo Lewandowski to raczej wyjątek od reguły w stylu innych wielkich mistrzów polskiego sportu.

    Polubienie

  36. To nie te czasy, że w siatkówkę grało na poważnie 8 krajów, ale wciąż… Naprawdę nie rozumiem oburzenia na pogląd, że siatkówka jest sportem niszowym. Oczywiście to zależy od skali, jaką przyjmiemy, a globalność piłki nożnej ma skalę przyprawiającą o zawroty głowy i może fałszuje tę „naturalną do przyjęcia” skalę.

    Niemniej jednak każdy z nas pewnie wymieni z łatwością 10 sportów popularniejszych od siatkówki i pewnie nawet wiele odpowiedzi będzie znacząco różnych, a wciąż dobrych. Potem @twojastara pokaże jakieś dane z których wynika coś konkretnego, a potem ktoś zarzuci mu arogancję, bo powołuje się na liczby a nie na poglądy zbieżne z tymi lubianymi przez czytelnika. Ktoś zostanie Lepperem, ktoś pisiorem, a ktoś szczeniakiem, @antropoid napisze coś o Nawałce a @gp o Brzęczku i wszystko wróci na stare, dobre tory-flamewary.

    Ależ ja Was chłopaki lubię! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  37. @xavrasw Oczywiście, że tak myślimy. Żaden Simeone, Allegri, Mourinho ani nawet niemiecki miś Yogi do nas nie przyjdzie 😀 Tak samo jak nie przyjdzie do Węgier, Ukrainy, Rumuni czy Czech.

    Polubienie

  38. @grindavik
    Jak kariera Mourinho zachowa bieżącą dynamikę, to kto wie, kto wie…
    Ale też oddajmy polskiej piłce honor (i to jeszcze przed meczem o honor, ależ ja wybiegam w przyszłość!) – to już nie jest era drewnianych domków Beenhakkera, my tu w Polsce mamy już futbol. Skoro szkoleniowiec z takim CV jak Hitzfeldt zechciał kawał życia trenować Szwajcarię, to i na nas ktoś ma prawo łakomie spojrzeć.

    Polubienie

  39. @Koziołek
    Ja też Cie lubię, a co istotniejsze najczęściej się zgadzam z Twoimi opiniami, albo mam o czym pomyśleć…
    Faktycznie, czasem „@twojastara pokaże jakieś dane z których wynika coś konkretnego” albo wyrwie z kontekstu jakieś dane, które mu akurat pasują do tezy.
    Żyjemy w czasach kiedy większość analiz i badań statystycznych robionych jest na konkretne zamówienie, a firmy je wykonujące, pamiętają o tym, że muszą je sprzedać. Żyjemy w do bólu skomercjalizowanym świecie, w którym niemal każda nasza aktywność ma wymiar finansowy… – nasz lub tych, którzy na niej chcą zarobić. Nawet najstaranniej dbające o zachowanie profesjonalnej rzetelności firmy starają się tak przedstawić ich wyniki, żeby usatysfakcjonować zamawiającego, a jeżeli prowadzą stałe badania jakiegoś problemu to i tak pamiętają o potencjalnych klientach.
    Dlatego korzystając ze statystyk warto sprawdzić na czyje zamówienie zostały wykonane, w jakim celu, jakie kryteria decydowały o zaliczeniu danych do danej kategorii, jak dobierano ankietowanych i na jakiej grupie je przeprowadzono oraz jakie pytania im stawiano. Np.gdybyś pensjonariuszom domu pogodnej starości postawił pytanie o najgłupszy wynalazek w dziejach ludzkości to z prawdopodobieństwem graniczącym pewnością na pierwszy miejscu znalazły by się schody, a jakby nie było ich na liście do wyboru zajęłyby wysoką pozycję w rubryce – inne.
    W sporcie to nie kibice zamawiają statystyczne badania, tylko firmy bukmacherskie, agencje reklamowe i reklamodawcy, media, kluby i związki sportowe dla programowania swojej działalności optymalizowania decyzji, a te wyniki, które służą również promocji i mają wpływ na kształtowanie postaw są ujawniane. Najistotniejsze są jednak te, które na mocy umowy zleceniodawcy z wykonawcą zostały utajnione.
    To nie przypadek, że najciekawsze mecze są pokazywane na płatnych kanałach, a badziewie albo nie jest pokazywane albo puszczane w darmowych.To nie przypadek kształtuje treść medialnego przekazu, co i jak jest pokazywane, czy komentowane.
    Nawet tak wydawałoby się oczywiste dane jak liczba przebiegniętych kilometrów, wymienionych podań, czy oddanych strzałów wszystkiego nam nie wyjaśnia… – bo biegać można z sensem lub bez, wymienione podania mogą być najlepszą wersją tiki-taki lub grą „ja do ciebie ty do mnie” i nie każde kopnięcie w kierunku bramki jest strzałem.
    Wiarygodności one nabierają, jak skonfrontujemy je z oglądanym meczem nie skrótami. A z tym Otwojastara ma chyba problem. Przynajmniej takie pytania zadawano mu czasami na Discusie u Darka Wołowskiego i ja mam takie wątpliwości, kiedy konfrontuję cytowane statystyki z meczowymi wrażeniami.

    Polubienie

  40. Też sądzę, że jazda po polskich trenerach siaty, to przegięcie. Ostatecznie przed przybyciem Lozano, to oni wyciągali reprę (i dyscyplinę) z niebytu, przywrócili ją na igrzyska i systematycznie poprawiali jej wyniki.

    Polubienie

  41. @grindavik
    Publiczne zainteresowanie polską kadrą wyrażali Slaven Bilić czy Lars Largeback, wiec nie jest tak źle. Zołza też tak całkiem sroce spod ogona nie wypadł, można mu wypominać Węgry czy Izrael, ale zrobił tam na tyle dobre wyniki że do Włoch go wzięli.

    Ale o Cholo to raczej polecam zapomnieć, zresztą nawet gdyby zwariował i chciał, to tu filantropa by trzeba, nie sponsora, on u Materacy bierze gdzieś 20 MLN ojrosów za sezon, Leo jakieś 1.2 ze sponsorem dostawał. O tych medialnie pierwszoplanowych nie ma co nawet gadać.

    @alp
    „Wiarygodności one nabierają, jak skonfrontujemy je z oglądanym meczem nie skrótami. A z tym Otwojastara ma chyba problem. Przynajmniej takie pytania zadawano mu czasami na Discusie u Darka Wołowskiego i ja mam takie wątpliwości, kiedy konfrontuję cytowane statystyki z meczowymi wrażeniami.”

    Ja może uściślę, ale te pytanie konkretnie mi zadawał kibicsportowy/opolanin/primera, multikonciaż, który tak kiedyś ciśnienia nie wytrzymał, że założył sobie drugie konto, żeby samemu sobie rację przyznawać, niestety, wyłożył się na tym potwornie. Potem założył trzecie, myśląc że nikt nie rozpozna jego charakterystycznego stylu.

    Jednym z elementów tego stylu, było „obejrzałem fszystkie mecze”, nie ważne czy ligi europejskie, copa libertadores, puchar concacaf, czy ligę tajlandzką, kochany multikonciaż, uzbrojony niezawodnie w zmieniacz czasu podwędzony Hermionie Granger, oglądał wszystko, nieważna pora dnia, nieważne ile spotkań w tym samym czasie rozgrywane, on w skupieniu studiował wszystko, nie jadł, nie spał, nie prowadził życia osobistego(o przepraszam, raz mnie przekonywał że są u niego dwie dziewczyny i wraz z nim śmieją się z moich postów i kibicują mi jak mnie komentarzami „niszczy”) chłonął futbol więc niezawodnie jego percepcja przerastała percepcję wszystkich innych, a w szczególności tych śmiesznych statystyk.

    Dobrze że na sprawdzone autorytety alp się powołujesz.

    Nawiasem, serdecznie mam dość Twojego ustawicznego powoływania się na blog Wołowskiego, korzystając że zdechł, został skasowany z bloxa i tak możesz sobie, powiedzmy średnio wiernie, przytaczać losowe rzeczy, bo to w sumie nie sprawdzalne. Jego Worldpressowy żywot by króciutki, niestety.

    Tyle że wiesz, disqus skasowany nie jest, komentarze i cała aktywność w nim pozostała, aż go odnalazłem:
    https://disqus.com/by/0twojastara/
    i dla rzetelności zmieniłem status na publiczny, gdyby ktoś mi chciał zarzucić, że wcale nie używałem go tylko do tamtego bloga, czy cokolwiek. Jak się uprzesz, to może w tych prawie 12k komentarzy(jezu, ile tego było) znajdziesz z 5-10 z innych miejsc. Nie zeby ktoś miał to zrobić, ale opcja jest otwarta xD
    I co daje nam pogląd w to moje konto? mamy niecałe 2k magicznych kciuków w górę, nieobiektywna i niepoddająca się nadrzędnym wrażeniom osobistym matematyka, twierdzi że średnio z co 6-7 moim postem tam, ktoś uznał za celowe się zgodzić, używając tej metody. Jeśli mnie pamięć nie myli, tylko balonówka wypadała na tym tle lepiej ode mnie(a to była przeurocza osoba, brak mi jej w sieci). I stoi to ponownie w dość znacznym kontraście do tego jak przedstawiasz moją działalność w tamtym miejscu.

    Ja wiem że potrafisz przedstawiać ją pozytywnie, pamiętam że Ci się dawien dawna zdarzało, ale wtedy „co istotniejsze najczęściej się zgadzam z Twoimi opiniami” a ostatnio się nie zgadzasz, więc moja działalność tam przeszła w Twoich oczach transformację. Tak, niejednokrotnie uczestniczyłem tam w ostrych wymianach zdań, mam dość konfrontacyjny styl dyskusji, co nie zmienia faktu że przedstawiana ostatnio mimochodem przez Ciebie wersja mojej działalności tam, jest zwyczajnie nieprawdziwa.

    A pozostałych przepraszam za ten rant, wiem że chwalenia się lajkami jest strasznie słabe, i generalnie nie jest mi z tym fajnie, ale wyżej już uszu mam jak toś łże na mój temat.

    Polubienie

  42. @alp
    Często prowadzę wykład ze statystyki opisowej i zawsze pokazuje na nim taki slajd, na którym jest napisane:
    liczby nigdy nie kłamią. Kłamią tylko niektórzy ludzie twierdzący, że znają się na liczbach.

    Oczywiście, że goła liczba tylko mówi to, co mówi, a cała osnowa interpretacyjna należy już do nas. Dobrze jest jednak te liczbę znać. Da się dyskutować o znaczeniu liczb, wiarygodności ich pochodzenia czy poprawności pewnych interpretacji, ale nie da się dyskutować o subiektywnych wrażeniach okołomeczowych. Te drugie można tylko przedstawiać. Dlatego wszystkich próbujcych swoje wrażenia systematyzować i podpierać liczbowo, a zatem też samodzielnie sprawdzać i kwestionować, darzę dużym szacunkiem i to nawet jeśli czasem im się „robaknie”, „ziksdeuje” i inne, doprawdy drobne, choć uciążliwe i przewlekłe przewinki.

    Polubienie

  43. Swoją drogą, to ciekawe czy Wielmożny Pan Przecinek jeszcze żyje. Zwykle wdawał się w ostro w dyskusję jak przychodziły tematy reprezentacyjne a Superligę to on wręcz wyprorokował.

    Polubienie

  44. Ładnie Węgier wykończył akcję. Nie spanikował, tylko spokojnie strzelił po ziemi przy słupku. Determinacja Madziarów dała im prowadzenie. Jak zagrają Polacy?

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s