Jak Hiszpanie okazali Włochom litość, a Włosi przestali Hiszpanami gardzić

Przez 88 lat jedni pastwili się nad drugimi, zanim pewnego dnia zamienili się rolami.

Pod wieloma względami tamten wieczór był trochę jak odkrycie promieniowania rentgenowskiego, a trochę jak rozpad radzieckiego bloku komunistycznego. Historycznie doniosły, parę chwil wcześniej niewyobrażalny. Przynajmniej z perspektywy boiska piłkarskiego. Doskonale – niemal fizycznie – mógł odczuwać wjazd w dziejowy zakręt Luis Enrique, obecnie trener reprezentacji Hiszpanii, który z dawnymi potomkami swoich dawnych oprawców, czyli drużyną narodową Włoch, spotka się w półfinale Euro 2020. Teraz wierzy w sukces, wtedy właściwie nie miał prawa wierzyć.

Żeby pojąć, jaki przełom nastąpił 22 czerwca 2008, musimy opowiedzieć sobie, co myśleli o sobie Hiszpanie i Włosi, gdy tamtego wieczoru również zderzyli się ze sobą na Euro – tyle że w ćwierćfinale. „Marca”, madrycki dziennik sportowy znany z pozbawionego hamulców rozpalania kibicowskich emocji, przypomniała wówczas obraz, który według redakcji idealne podsumowywał historię futbolowej rywalizacji hiszpańsko-włoskiej – zakrwawioną koszulkę i twarz płaczącego Luisa Enrique, który otrzymał cios łokciem, ale sędzia Sandor Puhl go nie widział albo nie chciał widzieć. Chuligańskiego wybryku dopuścił się Mauro Tassotti, na mistrzostwach świata w 1994 roku. Uderzył rywala w polu karnym, sekundy przed końcem ćwierćfinału. Złamał mu nos. To był wtedy najlepiej pamiętany mecz między tymi drużynami. Wygrali jak zwykle Włosi.

***

Madrycki dziennik jął epatować zdjęciem Luisa Enrique natychmiast, gdy stało się jasne, na kogo okrutny los skazał Hiszpanów w ćwierćfinale. Lektura iberyjskiej prasy nie pozwalała wątpić: piłkarze trafili na barbarzyńców, oszustów, zbrodniarzy. „Italio, nie zapomnieliśmy”. „Nalewam benzynę do baku i widzę za dystrybutorem wymiotującego Luisa Enrique. Idę się wysikać, w pisuarze siedzi dwóch Luisów Enrique, każdy wyciera krew z rozbitej twarzy. Kładę się do łóżka, a obok żony ktoś leży – to Mauro Tassotti”. „Jako naród zawsze demonstrowaliśmy pogardę dla włoskiego futbolu”. „Zagramy z Italią. Z tą samą starą Italią, która nigdy nie gra w piłkę, ale zawsze wygrywa”. To wszystko cytaty z fachowców i dziennikarzy. Luis Enrique, któremu daleko było jeszcze do uspokajającego nastroje selekcjonera kadry narodowej, też się wypowiedział: „Tym razem mamy przewagę, bo nie zagra Tassotti”. I wezwał piłkarzy do wendety.

A gdy pytałem wówczas Włochów (byłem już korespondentem „Wyborczej” na turniej), co sądzą o Hiszpanach i jak przeżywają rywalizację z nimi? Rywalizację? Jaką rywalizację? – słyszałem. Na poważnie bijemy się z Niemcami albo Francuzami, to oni są groźni. Hiszpanów uważamy właściwie za sympatycznych. Tak, wiemy, czasami się wyzłośliwiają, nie przepadają za calcio, ale wrogości do nich nie czujemy, bo właściwie dlaczego? Zawsze z nimi wygrywamy, nigdy nam nie sprawiają poważniejszych kłopotów. Nie, słowo, tutaj naprawdę trudno doszukać się jakiejś ognistej rywalizacji.

Innymi słowy, w trakcie rozmów z Włochami odnosiło się wrażenie, że rozmawiasz ze słoniem, któremu chce dać w mordę wściekły żółw. Bardzo chce, ale słabo skacze i ma krótkie łapy. Nie dosięgnie nawet trąby. A słoń go w ogóle nie zauważa.

Najbardziej symptomatyczny wtedy madrycki komentarz o Włochach brzmiał: „Ja się ich nie boję. Oni mnie wpędzają w przerażenie i panikę”. Bo gehenna Hiszpanów trwała 88 lat. Owszem, sparingi wygrywali. Ale meczu o stawkę – w mistrzostwach Europy lub świata, w eliminacjach lub turnieju finałowym – nie wygrali nigdy. Jeszcze raz, sylabizując: nigdy. Zresztą nawet jak Hiszpanie, przecież również przedstawiciele wspaniałej piłkarskiej kultury, na Włochów nie trafiali, to szybciej odpadali.

Tassotti – wspomniany złoczyńca, który skrzywdził Luisa Enrique – dziwił się zapiekłości rywali, mówił, że za brutalność słono zapłacił, że został zdyskwalifikowany na osiem meczów, że nie wystąpił w finale tamtych mistrzostw, ba, już nigdy nie zagrał w reprezentacji. I pytał: Czego oni jeszcze ode mnie chcą? Wyroku śmierci?

***

Odpowiedź była prosta. Chcieli wygrać. Choć raz. Czuli to samo, co polscy kibice czuli na myśl o Anglikach i Niemcach, lecz przemnożone przez milion. Nam wyższość najbardziej nielubianych przeciwników wydawała się dość naturalna, przeważnie wysyłaliśmy słabszych piłkarzy, więc porażek się w głębi duszy spodziewaliśmy. Hiszpanów nie gnębiły żadne kompleksy poza kompleksem wyniku. Też wychowali niemal wyłącznie pokolenia graczy znakomitych, opiewali spektakle uwielbianych na całej planecie Barcelony i Realu. Tymczasem reprezentacja kraju uciułała do tamtej pory, podobnie jak Polacy, ledwie dwa medale – złoto Euro 1964 i srebro Euro 1984. Na podium mundialu nie wdrapała się nigdy. Pozostała czempionem sparingów, nawet przez własnych rodaków traktowanym półserio, a przez prasę wręcz pogardliwie.

Włosi też traktowali Hiszpanów – w najlepszym razie, jeśli ich nie ignorowali – z lekceważeniem, mocnych tylko w gębie dryblerów-szpanerów, którym wystarczy kilka ładnych akcji w fazie grupowej, by uznali się za mistrzów świata, choć mistrzami zostaną dopiero wtedy, gdy poproszą o wsparcie Włochów. Najlepiej jedenastu.

Hiszpanie byli nałogowymi przegrywaczami, Włosi – nałogowymi wygrywaczami. Czterokrotni mistrzowie świata, dwukrotni wicemistrzowie, dwukrotnie porażki ponosili dopiero w półfinale. Dlaczego im się udawało? Hiszpanie dawno wredny proceder zdiagnozowali. Włosi oszukują. Stosują brudne chwyty. Są wirtuozami opóźniania gry, by zyskać na czasie, oraz zabijania gry, by obezwładnić przeciwnika. Mają farta. O tak, nikomu tak nie pomaga fart jak Włochom, są mistrzami świata wśród farciarzy! Mają siedem żyć, zawsze podnoszą łby. Obrońca Fabio Cannavaro dostał Złotą Piłkę dla najlepszego gracza roku 2006?! Skandal! Całe szczęście, że nie wszedł na scenę wślizgiem i nie wykosił tego, który mu ją wręczał!

Hiszpanie odwoływali się stale do tego samego – kwestii smaku, wstrętem do calcio wręcz się napawali. A wyjmować z archiwów mogli sporo, toż jeden z najstarszych mundialowych horrorów traktuje o włoskim polowaniu na kości legendarnego bramkarza Ricardo Zamory, które odbyło się na turnieju w 1934 roku, organizowanym i nadzorowanym przez reżim Mussoliniego. Perfekcyjny wstęp do narracji: my chcemy zachwycać, dawać publice estetyczną rozkosz i grać fair, Włosi zanudzają i babrają się w moralnej zgniliźnie. Kiedy w finale Ligi Mistrzów w 2003 roku Milan zmierzył się z Juventusem, Madryt i Barcelona zawarły tymczasowy sojusz i dołowały się wzajemnie apokaliptycznymi wizjami świata futbolu opanowanego przez siły ciemności. Nie przechodziło im przez gardło, że rywale po prostu lepiej grają w piłkę. Nie, oni właściwie uprawiali zupełnie inny sport. Były obrońca Realu Ivan Helguera bąknął, iż chciałby wreszcie przestać słuchać o strasznym calcio i nauczyć się od Włochów wygrywać? Nazajutrz nie zacytowała go żadna gazeta.

***

Aż wreszcie nastało Euro 2008. Mój włoski znajomy zapytany, czy nie dostrzega jakichś atutów i powodów, dla których azzurri mogą wreszcie z Hiszpanią przegrać, wygłosił wówczas proroctwo, choć chciał być dowcipny: „Ależ oni tym razem są naprawdę groźni! Grałeś kiedyś w ruletkę? Jeśli obstawisz jedną cyfrę, istnieje niewielkie prawdopodobieństwo, że trafisz. Ale jeśli będziesz ją obstawiał konsekwentnie, raz za razem, w końcu musi ci się udać. Hiszpanie nie wygrali jeszcze nigdy. Serio się boję. Przecież to się musi kiedyś jakimś cudem zdarzyć”.

Wykrakał – po 120 minutach bezbramkowego klinczu Iker Casillas wygrał pojedynek na rzuty karne z Gianluigim Buffonem, a iberyjskim ofiarom losu nie tyle wreszcie się udało, co rozbili system, przejęli kasyno na własność. Pognali na Euro 2008 po złoto, następnie wystrzelili na najwyższy stopień podium na mundialu 2010, aż wreszcie zawładnęli boiskami na Euro 2012, obwieszając się biżuterią, jakiej nie zebrał nikt przed nimi – w całej historii futbolu na naszym kontynencie. Jęli wyznaczać trendy, ich Tiki-takę obwołano rewolucją, Ligę Mistrzów zdominowały Barcelona i Real Madryt.

Bili też Włochów. Precyzyjniej: znęcali się nad Włochami. Owszem, na poprzednich mistrzostwach Europy ulegli im w ćwierćfinale, ale to było chwilowe zaburzenie, bo żółw spotężniał, a słoń skarlał, odwieczne prawa natury zostały obalone. Na swój szczyt wzbili się w finale Euro 2012, gdy pokiereszowali Italię czterema golami i nie stracili żadnego, co w finałach poważnych turniejów reprezentacyjnych nigdy wcześniej się nie zdarzyło. Ich wzlotowi towarzyszył upadek Włochów, którzy w zawstydzającym stylu uciekali z mundiali w 2010 i 2014 roku (w tabelach pod Nową Zelandią, Paragwajem czy Kostaryką!), by na mundial 2018 w ogóle się nie dostać.

A zanim się nie dostali, Hiszpanie – choć w globalnej hierarchii już się osunęli – zaserwowali im kolejny seans tortur. Okrągłe 0:3, na madryckim stadionie Santiago Bernabéu.

Przede wszystkim jednak Włosi uznali w obśmiewanych rywalach punkt odniesienia, nawet wzór do naśladowania. Giorgio Chiellini, obecny kapitan ich drużyny narodowej, niby publicznie lamentował, że Pep Guardiola przyczynił się do kryzysu sztuki defensywnej, ponieważ zauroczeni jego nauczaniem obrońcy z całego świata skupili się na polerowaniu techniki niezbędnej do prowadzenia oraz podawania piłki, zaniedbując pracę nad jej odzyskiwaniem, ale w istocie składał Katalończykowi hołd – oto nawet Włosi dostrzegają w obcym trenerze guru, zdradzając własną tradycję.

I ostatecznie przyznali poniekąd Hiszpanom rację w wojnie o ideały, gdy po cichu, na poziomie edukacji młodych, modernizowali swój futbol – efekty podziwiamy podczas Euro 2020, gdy olśniewają stylem gry, a półprzytomni z zachwytu koneserzy łkają do Tiki-Italii jako spadkobierczyni Tiki-taki. Stare publicystyczne kalki wyschły, futbol ucieka od narodowych stereotypów, wszyscy czerpią od wszystkich, nie ma już niezwyciężonych. I obok zdjęcia zakrwawionego Luisa Enrique widzimy inny ikoniczny obrazek, równie sugestywny, lecz przyjemniejszy w odbiorze – kończy się kijowski finał Euro 2012, Włosi błąkają się po boisku wytarmoszeni czterema przyjętymi od Hiszpanów golami, litościwy bramkarz Iker Casillas krzyczy do sędziego, by z szacunku dla pokonanych nie przedłużał ich udręki o doliczony czas gry.

212 myśli na temat “Jak Hiszpanie okazali Włochom litość, a Włosi przestali Hiszpanami gardzić

  1. Cholera, gdyby Pirol tak nie zepsuł sezon Juve, to pewnie do Kielonek dołączyłby do kandydatów do ZP 🙂

    Polubienie

  2. Finał „może nie zachwycił”, ale emocji było co nie miara. I tylko szkoda, że Chiellini nie wytrzymał i musiał dać popis…

    Polubienie

  3. Ćwierć wieku temu w tym samym miejscu pocieszano po karnych Southgate’a, dzisiaj Southgate pocieszał. W sumie skończyło się po myśli chyba większości kibiców w Europie.
    Szkoda tylko, że po karnych, ale jak inaczej miałyby się skończyć mistrzostwa dogrywek i karnych.

    Polubienie

  4. Niestety nadal jestem zdania, że Anglię należy zdyskwalifikować na sto lat i odebrać wszystkie tytuły (okrutny żart – przecież oni tylko, dosłownie i w przenośni, ukradli Nike w 66′). Nie zamierzam tej opinii bronić, bo zrobię z siebie idiotę, po prostu poczekam aż mi przejdzie.

    Polubienie

  5. @Koziołek
    Akurat tej opinii nie trzeba bronić, ani udowadniać. Każdy kto oglądał tamte Mistrzostwa ten wie i nie ma wątpliwości, że jedną z największych ofiar tamtego łajdactwa był Euzebio.
    Ale tamta historia nie była chyba głównym powodem, dla którego olałeś oglądanie wczorajszego finału?

    Polubienie

  6. @0TWOJASTARA
    Przecież nawet nie był najlepszy na Euro. MVP odebrał Donnarumma, a pewnie wyżej byłby jeszcze Verratti czy Jorginho.

    Polubienie

  7. @Alp Co masz do Chielliniego? Jaki popis? Bo jeśli chodzi o faul taktyczny to tu akurat przemówiły jego wieloletnie doświadczenie i mądrość boiskowa.

    Polubione przez 1 osoba

  8. @Grindawik
    To samo co miałem swego czasu do Materacciego. To całe „wieloletnie doświadczenie i mądrość boiskowa” to dla mnie zwykłe boiskowe gówniarstwo.
    Wczoraj nie tylko taktycznie sfaulował (tak, żeby bolało), nie tylko wykłócał się o kartkę (przecież to tylko taka robota), ale następnie odchodząc z miejsca zdarzenia wzdłuż linii bocznej demonstracyjnie, pocałował się w faulującą rękę, żeby kibice nie mieli wątpliwości co uważa za piłkarskie mistrzostwo.
    A może Ci się podobało jego zachowanie przy losowaniu karnych w półfinale?

    Polubienie

  9. Przepraszam za wtręt (czasem czytam tego bloga) – oglądałem z żona i dziećmi wczorajszy finał i cóż, okrutnie się wynudziliśmy długimi minutami, a na dogrywce to już część z nas poszła spać.
    Ale, pytają mnie dzieci i żona, w trakcie – po co są spalone? Może, jakby ich nie było to byłoby ciekawiej i więcej bramek by padało?
    A w ogóle to dogrywek nie powinno być tylko od razu karne.

    Polubione przez 1 osoba

  10. Bardzo mi się podobało. I w pełni zgadzałem się z opinią komentatorów „Jak można go nie lubić”. Takich ludzi jak on już nie ma, co potrafią w ciągu rywalizacji dodać trochę kolorytu. Do tego ta generacja prawdziwych twardych (ale nie złośliwych!) obrońców zawsze mi imponowała.

    Polubienie

  11. @Alp Bardzo mi się podobało! I w pełni podzielam zdanie komentatorów: „Jak można go nie lubić”. Takich ludzi jak on już nie ma, co w ferworze walki potrafią dodać kolorytu, rozładować atmosferę i mają tak fantastyczne podejście do swojego zawodu. I zawsze imponowało mi to pokolenie twardych (ale nie złośliwych!) obrońców nie tylko we Włoszech.

    Polubione przez 1 osoba

  12. @alp
    Z tym że 66′ to była kradzież to nie da się dyskutować. I w przenośni – bo co wyprawiali sędziowie to taśma pamięta – i dosłownie – bo przecież fizycznie ukradziono puchar.
    A z tym, że czas ich zdyskwalifikować na sto lat… Ja mam tej pijanej swołoczy dosyć. Co się nie dzieje to zawsze Anglicy (chyba że Legia, hehe). Co turniej coś. Co turniej więcej. A co na to UEFA? Daje taką karę, która nikogo nie obejdzie. Efekty były wczoraj pod stadionem – zamieszki, ranne dzieci. I angielscy „kibice” przekonani, że to wielkie emocje i to się tym tłumaczy. Obywatelom wyspy śmieci pozwalano niszczyć ten sport od lat i wczoraj, wg mojej osobistej oceny, w końcu dopięli swego. Skoro poddani królowej geriatryczki nie umieją się bawić w międzynarodowy sport, to nie powinno być dla nich w nim miejsca.

    Polubienie

  13. Na Wyspach zdaje się mają jakiś poważny problem społeczny do rozwiązania, obrazki z wczoraj, to tylko wierzchołek góry. Okazuje się, że przegonić Hunów z samych stadionów, to jeszcze nie wszystko.
    Ale śmieszne są te krzyki oburzenia (m.in. Kołtonia) na Anglików zdejmujących srebrne medale od razu przy dekoracji – przecież już od dawna powszechny jest ten buracki zwyczaj, który ma chyba demonstrować światu zranioną, niespełnioną ambicję przegranych w finale, a pokazuje tylko ich własny poziom. Szkoda, że to się przyjęło i tylko nieliczni potrafią się powstrzymać (co ciekawe np. „nurek” Sterling).

    Polubienie

  14. @koziołek

    Wczoraj w ciągu dnia w TVPiS Sport łączono się z reporterem w okolicach Wembley – stał sobie chłopaczek ze służbowym niepewnym uśmiechem pośród pielgrzymujących na stadion angoli, ci go zaczepiali, wrzeszczeli coś do kamery, w kilku momentach czuć było, że aż ich świerzbi, żeby mu przy…ć, tylko ta kamera i krążący w pobliżu „bobby” dały mu jakiś azyl 🙂

    A sprawiedliwości nie oczekuj – za nóż w głowie D. Baggio Wisłę wywalono na rok z pucharów, kilka lat później rozwalona głowa jednego z sędziów kosztowała Romę tylko 3 mecze bez kibiców.

    Polubienie

  15. W sumie byłem za Anglią, bo uzupełnianie sobie składu Brazylijczykami (czy innymi cudzoziemcami z importu) powinno być zakazane. To już drugie mistrzostwa Europy, w których można się zastanawiać, czy uczciwym składem też byłyby wygrane.

    Polubienie

  16. Dokładnie, też tego nie znoszę. To świadczy o ich braku szacunku i własnym poziomie. UEFA powinna ich pocałować w d..i na kolejnych ME rozwieszać tylko złote.

    Polubienie

  17. @GP Ee..znajmy umiar. Jeden Jorginho i Emerson, który grał tylko ze względu na pech Spinazzoli różnicy strasznej nie robią. Do afrykańskiej kadry mistrzów świata z 2018 to ho ho.

    Polubienie

  18. To nie tylko ME, durny zwyczaj przyjął się już wszędzie, w pucharach też. Tylko śmieszne, że to robią angole – jakby mieli w domach po worku złotych medali każdy.

    Polubienie

  19. @koziołek
    Sam się dziwię ze zapomniałem, ale na EURO nadal to będzie pierwszy taki przypadek 🙂

    @tomo
    Pominąwszy bardzo przymrużone oko w trakcie pisania tamtego postu, Cannavaro tez nie uderzał mnie jako najlepszy pośród Włochów na innym turnieju.

    Zresztą jak sobie o tym myślałem, to nie wiedziałem komu dać MVP turnieju (najbliżej chyba Sterling, który jednak ciągnął ofensywę Anglii w większości meczów) Donnaruma wydaje mi się wyborem z d… w większości meczów był praktycznie bezrobotny, a w seriach jedenastek tylko przyzwoity – to Hiszpanie i Anglicy je partolili, a nie on bronił. Ponownie migawki EURO 2004 gdzie nie dostał Nedved który powinien, a ktoś z wygrywającego zespołu, bo w UEFA ewidentnie jest taka polityka.

    Veratti był dla mnie subiektywnie przeciętny, Jogi już prędzej, ale też bez szaleństw. Generalnie nie był to turniej indywidualności.

    @Kieloni
    Super gość, trzeba mieć kija w tyłu żeby się czepiać. Porównanie go do Materaca to jakiś szczyt absurdów, raz że inna klasa sportowa, dwa że Matteracy zwykł w walce o piłkę jednego kopnąć po nogach, drugiego po jajach, a potem robić kocie oczy na interweniującego sędziego. W końcówce zachował się profesjonalnie, a żółtą przyjął bez gadania.

    @angielskie bydło
    Bardzo mnie cieszą kary da Węgrów, ale niestety nie spodziewam się podobnych dla anglików, choć zasługują po trzykroć. I tak, to raczej czubek góry lodowej wyspiarskich problemów społecznych, te łośki robiące burdy nie są tam w mniejszości, głosowanie nad brexitem, skąpane w ksenofobicznej fałszywej propagandzie, pokazało jak wielu takich angoli, przekonanych iż skopanie komuś tyłka, a najlepiej obcemu, rozwiąże ich wszelkie problemy i frustracje, jest w przestrzeni społecznej. Przykre to gdzieś, bo fajna reprezentacja młodych chłopaków stających jednak konsekwentnie w obronie pewnych wartości, reprezentuje rzesze buców.

    @zdejmowanie srebra
    Też tego nigdy nie lubiłem, ale jak ktoś koniecznie musi robić z siebie pozera, to nie ma co zabraniać.

    Polubienie

  20. Można się zżymać wołając o rasizmie, ale nie sposób ukryć, że kiedy reprezentacja Francji nie przypominała reprezentacji Afryki (nie tylko czarnej) w trójkolorowych barwach, tamtejsi selekcjonerzy nie musieli być jednocześnie strażakami wiecznie gaszącymi pożary między kadrą.

    Polubienie

  21. Pewnie dlatego na olimpiadzie medale są przyznawane po czasie, gdy emocje opadną, bo pewnie wielu sportowców też miałoby problem z cieszenia się z medalu. Wszak to przecież naturalne zjawisko, gdy się przegrywa, tym bardziej będąc tak blisko sukcesu.

    Polubienie

  22. @antropoid
    Rzeczywiście jasnoskóra kadra Francji nie stworzyła ani jednego problemu dyscyplinarnego na mundialu 94. Tam jakoś różnorodność podnosi poziom, już nawet fenomenalny Just Fontaine w 58 był trochę z Maroka. To jest zróżnicowany etnicznie i kulturowo naród, wraz z wszystkimi dobrymi i złymi stronami tego zjawiska.

    @krytykowanie Anglików, trochę w ich obronie (ale dla żartu tylko, bydło to bydło)
    Jakby mi od dziecka wmawiano, że żyje dla służby dla starej wiedźmy zamieszkującej mroczne zamczysko w centrum stolicy, to pewnie miałbym problem z alkoholem i szereg innych problemów też. Pogarda dla tych, którzy wiedźmie nie służą mogłaby być jednym z nich.

    Polubienie

  23. Ciekawe, bo nasza prawilna kadra kiedy przegrywa, to okazuje się że wiecznie skłócona. Wieczne dorabianie tezy post factum.

    Nie wiem czy ktoś poza alpem jest na tyle stary, ekhm, doświadczony, by „prawilną” kadrę Francji pamiętać (i czy ta prawilna kadra spełni trudne wymagania, tylu tam po II wś było graczy choćby pochodzenia polskiego) i powie nam czy faktycznie przed tym jakże zgubnymi zmianami faktycznie fszyscy się w repce kochali i rzygali tęczom.

    Polubienie

  24. @koziołek

    E, no nie przesadzaj. Tego, że tam zawsze był ktoś „z pochodzeniem” nie da się porównać do współczesności.
    To przecież tylko stwierdzenie faktu, bez podtekstów. Ostatecznie jaka to tajemnica, że tam się podziały społeczne przenoszą do szatni? Pierdylion razy już o tym mówiono/pisano, afery były u nich nawet o to, że nie śpiewają hymnu – bo ponoć nie znają itp.

    Polubienie

  25. @Grindavik
    Nie, to nie „koloryt”. To zwykła mendowatość!
    Prawo, reguły zasady wymyślono po to, żeby nam się lepiej żyło na tym łez padole, a nie po to, żeby drobnym cwaniaczkom i zwykłym nieudacznikom było łatwiej przewalać tych, którzy ich przestrzegają.
    A Chellini byłby dobrym, nawet świetnym piłkarzem, gdyby nie był taki mendowaty.
    @Otwojastara
    Oglądałeś skróty, czy robiłeś równocześnie kilka innych rzeczy? Obejrzyj na spokojnie cały fragment od momentu jak ogrywany Chellini łapie za koszulkę rywala, poprzez jego reakcję na gwizdek sędziego, aż do momentu jak daje cmoka swojej piłkarskiej rączce.
    Oglądając skrót sytuacji faktycznie można odnieść takie wrażenie jak Twoje.
    @Koziołek
    Teraz rozumiem. Ale pod wpływem dyskusji nasunęła mi się refleksja, że angielscy kibice robią to samo co my jesteśmy w stanie tolerować na boisku. Tylko bezczelniej

    Polubienie

  26. @antropoid
    Tak, kiedyś było jaśniej, a teraz (jakieś ćwierć wieku) jest ciemniej. Korelacja tych kolorów z wynikami jest tu bardzo dodatnia – od 96 roku Francja wygrała znacznie więcej, niż wcześniej łącznie przez przeszło 60 lat. Różnorodność generuje konflikty, a już zwłaszcza gdy się przegrywa. Wygląda jednak na to, że z nią przegrywa się rzadziej.

    Tak na marginesie, na pewno z byle jakiego powodu sto osób oskarży Cię o rasizm, ale ja naprawdę nie będę jedną z nich 😉

    Polubienie

  27. „A Chellini byłby dobrym, nawet świetnym piłkarzem, gdyby nie był taki mendowaty.”

    To zdanie po prostu nie ma sensu. Zero. Czyste Ziobro.

    Polubienie

  28. @koziołek

    Chyba zaszło spore nieporozumienie – tego o czym piszę w żadnym fragmencie nie wiążę z wynikiem sportowym.
    Wręcz odwrotnie – np. te francuskie komentarze o nieśpiewaniu hymnu i olewających minach (w sensie, że traktowali hymn jak sobie obcy) podczas grania go, były najgłośniejsze w czasach największych sukcesów, w czasach Dechampsa – piłkarza.

    Polubienie

  29. @antropoid
    A ja w zasadzie nigdzie nie polemizuję z sensem Twojej wypowiedzi. Wskazuje raczej dodatkowy punkt widzenia, który może mieć spory wpływ na postrzeganie tematu jako całości i pełni funkcję komplementarną, a nie dyskursywną względem Twojej tezy.

    Polubienie

  30. @Otwojastara
    Polecam tekst Dawida Szymczaka na Gazeta.pl -https://www.sport.pl/pilka/7,64946,27313365,pilkarze-ustalaja-cel-jeszcze-przed-meczem-a-pozniej-wole.html#e=RelRecImg3, a jak tylko znajdę (zniknął z Wyborczej) felieton Wojciecha Kuczoka jak jesteśmy manipulowani przez realizatorów transmisji.

    Polubienie

  31. @alp
    Czytałem, czytałem, dziękuję 🙂

    Ja polecę ostatni odcinek Foodtrucka z sędzią Marciniakiem, opowiada właśnie o Kielonim, w kontekście bardzo kontrowersyjnego karnego z pamiętnego starcia Juve z Tottkami 🙂

    Poza tym „Marcina” zawsze warto posłuchać 🙂

    Polubienie

  32. @0twojastara

    Chiellini „żółtą przyjął bez gadania.”

    Jasne, bo on dobrze wiedział, że to powinna być przynajmniej mocno pomarańczowa.
    On jest na prawdę cwaniakiem nad cwaniaki 😀
    Czy nie wszyscy to widzimy ?

    Polubione przez 1 osoba

  33. Ja tu o przejmowanie cudzych zawodników przez bogatych, a na to kolega mi zmienia temat i wyjeżdża z kolorem skóry. No litości, prawie wszyscy ci zawodnicy byli wyszkoleni we Francji, z małym wyjątkiem Trezegueta i może ewentualnie kogoś jeszcze.

    Polubienie

  34. @0TWOJASTARA
    Cannavaro to był największy skandal w historii plebiscytu. Nie wiem jak on mógł patrzeć na kolegę z kadry, Pirlo lub na legendę przyszłego klubu, Zidane’a.

    Ciekawa statystyka. W sumie prawie pokrywa się z nagrodami indywidualnymi.

    Polubienie

  35. Nadzwyczaj ciekawa, ja w sumie wycofuje znaczną cześć zarzutów do statytycznosceptycznych, w sumie jak ludzie są atakowani takim potworkami, żeby im przypadkiem do głowy nie przyszło iż wyczyszczenie w końcówce meczu Sterlinga przez Kieloniego było gdzieś tam kluczowe dla przebiegu i wyniku meczu, ważniejsze są dwa dryblingi w środku pola, to co ja się będę dziwił że krzywo ludzie patrzą. Wiadomo, czego whoscored nie podaje, to nie ważne. Wliczając w to całe turnije międzypaństwowe których tam nie ma, więc w tej tabeli też nie ma.

    Aż się przypomina, jak inna taka ładna „statystyczna” grafika była promowana na bordowym twitterze, a potem wyszło że metodologia skręcona tak, żeby byle Neymara nie zaliczyć(no tych 30 minut w sezonie zabrakło), bo lepiej od Messiego wypadał.

    Statystyki są fajne, ciekawostki fajne, podawane przez serwisy statystyczne, i faktycznych fanów statów, które je robią z pasji, a nie okoliczności występu ulubionego piłkarza, gdzie zaczyna się naciąganie gaci i skręcanie metodologii do grani absurdu.

    Polubienie

  36. Zarzutów które same się nasuwają jest masa, pierwszym jest sumaryczne ujęcie, co z miejsca praktycznie eliminuje zawodników którzy nie dotarli do finału i gdzie nie ma meczu o 3 miejsce. Odpadłeś w półfinale EURO? jesteś słaby! (całych 2 półfinalistów ojro się załapało). Trener nie wystawił Cię na 3 mecz grupowy o pietruszkę? Jesteś słaby! Yebłeś 2 gole w 4(!) meczu grupowym o nic, bo awans przyklepany, a i pierwsze miejsce tak na 90% wasze? O panie, ale z ciebie kozak!

    Serdecznie bawi mnie, że KP=losowy strzał. Nie, w ogóle nie promuje to zawodników ataku, względem całej reszty. jakby generalnie te staty nie promowały już graczy ataku na samym wstępie, to jeszcze promujemy walenie na wiwat z każdej pozycji(można bo Ronaldo z grubsza wyeliminowany kryterium wszystkich meczów)

    Zresztą dobranie tej punktowej skali rodzi z miejsca pytania, dla kogo jest intuicyjne 2 za gol, zamiast 1. skąd się wzięło 0,025 za podanie dokładnie. Wyrażę się bardzo złą wolą sugerując, że początkowe wartości arkusza exel mogły nie wyglądać jak te ostatecznie zaprezentowane, bo wynik się nie zgadzał z zamierzeniem?

    Polubienie

  37. Już pomijając że 2 piłkarzy w zestawieniu ma wykonanych 0 podań, na pewno cała reszta jest wykonana z pietyzmem.

    Polubienie

  38. Pewnie dlatego wrzuciłem jako ciekawostkę, sugerując co najwyżej, że organizatorzy mogą się kierować podobnymi statystykami przy nagrodach turniejowych. Pewnie dlatego i kolejna jedenastka turnieju jest zabawna.

    Polubienie

  39. @0TwojaStara W rzeczy samej. Plus każdy turniej z racji innej liczby drużyn uczestniczących daje mniej bądź więcej minut gry na budowanie statystyk. Takie porównania bez sprowadzania do wspólnego mianownika obrażają tylko królową nauk, jaką jest matematyka.

    Polubienie

  40. Właśnie miałem Cię oznaczyć Koziołku, bo czułem, że Ty specjalista. A czego jest dziedziną zatem?

    Polubienie

  41. Statystyka opisowa jest bardzo pożytecznym bytem, który korzysta z elementów matematyki na poziomie inspiracji i jest odrębny od nauki jako takiej. Jest to sztuka/umiejętność prezentowania chaotycznych i dużych objętościowo danych w sposób zwięzły i czytelny.

    Jej istotą jest selekcja informacji, a nie wnioskowanie i tym właśnie różni się od statystyki matematycznej.

    Polubienie

  42. „Jej istotą jest selekcja informacji, a nie wnioskowanie” – ależ to poszło naprzód od czasów jak z trudem zaliczyłem semestr z podstaw statystyki!
    Czyli jak fakty nie pasują do teorii, to się je pomija???

    Polubione przez 1 osoba

  43. @alp
    Absolutnie nie, to byłoby nieetyczne. Fakty pomija się co do zasady, jednakowo konsekwentnie, bez względu na ich treść lub relewantność.

    A poważniej już – dzięki wpływowi statystyki matematycznej na opisową rozbieżności mają coraz bardziej charakter kulturowo-nomenklaturowy. Jak średnia z danych wychodzi 0, a sigma 5, to (wg statystyki opisowej) daną przekraczającą 15 nazwiemy ekstremalną i będziemy na nią patrzeć podejrzliwie. W sensie statystyki matematycznej powiemy za to „z nierówności Markowa wnioskujemy, że takie dane mogą stanowić co najwyżej 11,1 procenta populacji, a przy założeniu o normalności dystrybucji – ledwie ułamek procenta”. Czyli w sumie to samo, tylko mądrymi* słowami.

    *mądrymi, czyli umocowanymi w twierdzeniach i wnioskowaniach o charakterze aksjomatycznym, a nie w definicjach i terminologii oraz ich heurystycznej interpretacji opartej o semantykę.

    Takie tabelki z sumami punktów i wagami przyznanymi na eksperckie oko, jak ta zamieszczona w formie ciekawostki prze tomo, to są mroczne dzieje opisówki, a nie jej sensowna współczesność, To jest ten typ opisówki, przez który bęcwałowate belfry w szkołach mówią „ja siem stamtystyki żadnej nie uczyłem na studiach bo jes gupia a ja mondry a ona gupia” i szczycą się swoją ignorancją, szczepiąc tę postawę przy okazji u młodych ludzi. To nie ma naprawdę nic wspólnego z matematyką, jak również nie powinno być traktowane jako nauka w ogóle. To są wyłącznie widzizmy ekspertów, niekiedy samozwańczych. Grindavik i twojastara bardzo surowo i merytorycznie ocenili te tabelki i, jak łatwo przeczytać, żadnej matematyki poza rachunkami nie używali. Uznaniowość tego typu konstruktów (uznanie wagi celnego podania na 0,025 a nie 0,03 na przykład) nie pozwala zakwalifikować tego typu działalności do spektrum nauk, o ile wzmiankowane wagi nie zostaną wyjaśnione metodami nieuznaniowymi. Podejrzenia, że to tranking robiony pod kogoś, są co najmniej uzasadnione.

    Świetną opozycją wobec takich rachuneczków z opisówki jest dowolny operat szacunkowy – wycena nieruchomości – zrobiony metodą porównywania parami. Tam też co do zasady ustala się zakres cech determinujących wartość nieruchomości oraz wylicza wagi. Spektrum tych cech jest jednak zawsze tematem głębokiej analizy, zaś wagi powstają w wyniku rozumowania utrzymanego w duchu tworzenia modelu regresji liniowej metodą najmniejszych kwadratów (95% rzeczoznawców nawet nie wie,że to robi, ale owszem owszem), Stworzenie poprawnego metodologicznie operatu szacunkowego na zlecenie o treści „ma wyjść półtora miliona” jest w zasadzie niemożliwe, jeśli realna wartość jest istotnie (tj. o jakieś powiedzmy 15% przy założeniu elastycznej etyki pracy) inna.

    I teraz jest ten zabawny moment – i to jest opisówka, i to jest opisówka. Po prostu pierwsza (tabelka z piłkarzami) jest zła, a druga (dobry operat) jest dobra.

    Polubione przez 1 osoba

  44. @taśmy Pereza
    Skandaliczne, jak w sumie większość taśm podsłuchiwanych. Jeśli prawdzie to Pereza na taczkach powinno się wywieźć z Madrytu.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s