Nieprzetłumaczalne

Ogłaszanie wybuchu kulturowej wojny we Włoszech byłoby koloryzowaniem rzeczywistości, ale o wojence można mówić – a przynajmniej ognistym gdzieniegdzie sporze, partyzanckich akcjach zaczepnych, bitewkach toczonych zwłaszcza na bezkresnych polach internetu.

Polemikę rozpętali redaktorzy Treccani, poinformowawszy w końcu lipca, że wprowadzają do języka nowe słowo, poetycko brzmiące „tiraggiro”. Dopisują je do encyklopedii powszechnej, kanonicznego i stale aktualizowanego od blisko 100 lat dzieła zbiorowego mającego objąć całą włoską rzeczywistość. W bardzo wolnym i kulawym przekładzie „tiraggiro” definiujemy jako „strzał podkręcony, polegający na takim uderzeniu piłki, by nadać jej silną rotację boczną” – brzmi trochę jak masło maślane, powielanie pojęcia już istniejącego, ale autorów zainspirowało konkretne zagranie, wykonane przez Lorenzo Insigne w trakcie ćwierćfinału Euro 2020, dzięki któremu reprezentacja Italii podwyższyła prowadzenie z Belgią na 2:0. Jak wszyscy pamiętamy, miniaturowy skrzydłowy gnał wówczas na wrogą bramkę od własnej połowy, przedryblował Youriego Tielemensa, przymierzył z dystansu i zawinął przesmacznego rogala daleko poza zasięgiem dłoni Thibauta Courtoisa.

Autorzy uznali tamten strzał za wzorzec, matkę wszystkich podkręconych strzałów, punkt odniesienia wymagający zawężenia definicji i stworzenia osobnego słowa, które oddzieli kopnięcie Insigne od innych, zwyklejszych kopnięć tego rodzaju. Wzięli również pod uwagę społeczną doniosłość epizodu, jego symbolikę i emblematyczność, bo nie mówimy tutaj o szurniętych fanatykach futbolu, którymi steruje mózg w kształcie piłki, lecz o poważnym gronie naukowym, na potrzeby chwili umieśćmy ich, inne analogie akurat nie przychodzą mi do głowy, pomiędzy Radą Języka Polskiego a Polską Akademią Nauk. Podali przykłady użycia słowa w prasie, dostrzegli w wyczynie swojego piłkarza nośność znaczniejszą niż wykwintne zakrętasy wywijane przez rozmaitych Beckhamów, Mihajloviciów czy Robbenów, a w komentarzach, w których się zanurzyłem, wyczytałem, że Insigne nadał strzałowi szczególny, osobny smak, trochę włoski i trochę neapolitański – nie chcę wnikać w niuanse językowe, w każdym razie neologizm pobrzmiewa dialektem, zawiera też w sobie pseudonim Insigne, który od dawna słynie z podkręconych strzałów poprzedzonych zejściem z lewego skrzydło do środka boiska.

Już słyszę prychnięcia, że mądrale z Treccani oszaleli, od zdobytego na Euro 2020 złota podstradali zmysły i dostali urojeń, arcydzieła dopatrują się w zagraniu jakich mnóstwo. Cóż, wasze wątpliwości nie mają znaczenia, ujawniają co najwyżej wasze pochodzenie – niewłoskie. Równie dobrze możecie pouczać Japończyków w kwestii ich ideogramów albo krytykować duchy Inków za niekształtne węzełki w piśmie kipu. Ja polemizować w sprawie tiraggiro nie zamierzam, zresztą sam posiadam prywatną definicję idealnie podkręconej piłki po uderzeniu wewnętrzną częścią stopy absolutnie niesprawdzalną – otóż od lat żyję w niezachwianej pewności, że lecąca po perfekcyjnej trajektorii piłka, gdyby nie wylądowała w siatce, zatoczyłaby ogromne koło i wróciła na stopę zawodnika. Nie wraca tylko dlatego, że zawsze zatrzymuje się w bramce, inaczej nie byłaby ideałem – z tego właśnie powodu nigdy nie zdołam owej oczywistej oczywistości udowodnić szerokiej publiczności.

Do włoskiego słownika zaglądam natomiast (w trakcie urlopu, niech niniejsza notka zostanie między nami, spisuję ją w sekrecie!) ujęty regularnym uzupełnianiem go – potocznym lub oficjalnym, jak teraz – o nowe słowa wyjęte z boiska lub okolic boiska. Występują tam „cassanate” lub „balotellate”, czyli wybryki, które zaszkodziły karierom łobuzów Antonio Cassano i Mario Balotellego, w encyklopedii Treccani przed trzema laty pojawiło się „sarrismo”, czyli wyrafinowany styl gry preferowany (i wpajany wszędzie, w każdej drużynie) przez trenera Maurizio Sarriego, a po niedawnych mistrzostwach kontynentu Włosi stwierdzili, że do powszechnego użycia należy wprowadzić również „bonucciatę”. To kolejne hasło dopisane do encyklopedii, która tłumaczy, że chodzi o „błąd w grze, zachowanie lub publiczną deklarację typową dla piłkarza Leonardo Bonucciego”. Chcesz uchodzić za elokwentnego, musisz rozumieć, co w murawie piszczy, mieć przynajmniej minimalne kompetencje futbolowe. Minimalne w ich rozumieniu – w Polsce uchodziłyby za maksymalne.

Włosi nie byliby jednak sobą, gdyby o wzbogacenie słownika solidnie się nie pokłócili. Zadedykowanie rzeczownika „tiraggiro” akurat piłkarzowi Napoli rozzłościło fanów Juventusu, według których najkunsztowniej wkręcał piłkę w bramkę niejaki Alessandro del Piero – i również wybierał właściwe momenty, by się wirtuozerią pochwalić, o czym doskonale wie każdy, kto oglądał choćby półfinał mundialu w 2006. Włosi wbili wtedy dwa gole dopiero w dogrywce, a ostateczny cios zadał Niemcom właśnie turyński idol, finalizując perfekcyjny kontratak w 121. minucie walki. Drużyna Marcello Lippiego kilka dni później również wygrała mecz o złoto, a dla kibiców Juve nie ulega wątpliwości, że na encyklopedyczne uhonorowanie zasługuje tylko jeden geniusz od tiraggio – ten, który przez 19 lat rozegrał w ich klubie 715 meczów, nie zdradził barw nawet po karnym relegowaniu do Serie B.

Autorzy Treccani docenili jednak dopiero strzał Insigne, więc platformy społecznościowe stanęły w ogniu, rozżarzył je kolejny etap rywalizacji Południa z Północą – a może zapłonęły od nieprzytomnej miłości Włochów do futbolu, sam już nie wiem. W każdym razie to taka wojna, której ja, Polak, trochę jej uczestnikom zazdroszczę.

185 myśli na temat “Nieprzetłumaczalne

  1. Na trzech poziomach europejskich rozgrywek mamy jedną drużynę z naszej ligi. Chętnie zobaczyłbym listę naszych piłkarzy, którzy tego zaszczytu dostąpili w zagranicznych klubach. Oczywiście tych, którzy w swoich drużynach aktualnie grają, a nie są…
    Ciekaw jestem, czy z tego dałoby się złożyć bez „kombinowania pomiędzy prawym i lewym uchem” jedną sensowną drużynę z porównywalnymi zmiennikami???

    Polubienie

  2. @GP
    Dzięki. Tak sobie rzuciłem to pytanie, żeby się psychicznie wzmocnić, przed spodziewaną „ekspercką dyskusją” o szansach i planowanych wynikach naszej reprezentacji, fatalnym selekcjonerze (kolejnym), wyższości gap nad fujarami i piłkarzach, którym się w reprezentacji grać nie chce…
    P.S.
    Wczoraj oglądałem zwycięstwo naszych siatkarek nad wyżej notowanymi Ukrainkami.Po pierwszym przegranym pięcioma punktami secie dziewczyny się pozbierały, walcząc punkt za punkt wygrały dwa kolejne i w czwartym zdominowały rywalki.
    Łatwo nie było, bo dwie dziewczyny na które najbardziej liczyliśmy na turnieju grają bardzo nierówno. Ale oglądałoby się nawet bardzo dobrze, gdyby nie „fachowe marudzenie” naszych wybitnych komentatorów. A już zupełnie mnie „dobili” kiedy po zdobyciu dziewięciopunktowej przewagi „jechali” po naszych dziewczynach, żeby się brały do roboty i powiększały przewagę, bo zaraz wszystko przegrają…
    Aż strach pomyśleć o relacji z meczu z jeszcze silniejszym Turczynkami.

    Polubienie

  3. Po cichu liczyłem na dobry wynik hokeistów również z Austrią, ale akurat ich Kanadyjczyk jest na tyle dobry, że wygrał im mecz. Słowacy awansowali, są też Łotysze i Duńczycy, więc jest dobrze, nie ma niespodzianek, będą grali faktycznie najlepsi, oczywiście poza gospodarzami, którzy właściwie nie wiem, czy po pandemii mają 20 czynnych hokeistów. Ogólnie liczę na super turniej, walka powinna być wyrównana, ale to dopiero w lutym.
    Tymczasem za pasem kadra.
    Jak czytam, że na zgrupowanie nie przyjadą Szymański, Klich i Kozłowski, a Zieliński na Albanię nie będzie gotowy, to ja się tego meczu zwyczajnie boję. Niby gotowi są Linetty, Moder i Krychowiak, ale wystarczy którego sfaulować i nie ma dosłownie nikogo, kto mógłby wejść. Powołania są takie, jak byśmy chcieli jednak z powrotem przejść na czwórkę. Choć w sumie sam nie wiem, kogo ewentualnie można by jeszcze powołać do środka…

    Polubienie

  4. Chyba już tylko kogoś z tzw. Ekstraklasy, a wiadomo, jak ją weryfikują rozgrywki międzynarodowe.
    Choć zdarzają się selekcjonerzy, u których tacy powołani kwitną.

    Polubienie

  5. A Albańczycy to „m.in: Berat Djimsiti z Atalanty Bergamo, Elseid Hysaj z Lazio Rzym, Rey Manaj z FC Barcelony i Sokol Cikalleshi z Konyasporu”
    P.S.
    Ale dziś wieczorem nasze dziewczyny z Turczynkami…

    Polubienie

  6. Manaj już w Spezii z Jakubem Kiwiorem. Co nie zmienia faktu, że Kumbulla nadal w Romie, a Strakosha w Lazio, a przeciętny kibic uważa, że Albania to taka druga Andora, więc nawet jak się uda wygrać, to będzie pojazd…

    Polubienie

  7. Sukces już odnieśliśmy… – dzięki znakomitemu wynikowi w eliminacjach do europejskich pucharów, nasza liga awansowała o dwa miejsca w szóstej dziesiątce rankingu lig. A poza tym media nie skończyły sprzątać po Bońku, więc trzeba dobić Sousę i treść medialnych komentarzy jest przesądzona. Na razie Wawrzynowski ustawił reprezentacji poprzeczkę na maksa, żeby określić minimum medialnych oczekiwań.

    Polubienie

  8. Niech sobie Wawrzynowski i jemu podobni popatrzą na dzisiejsze (i w ogóle dotychczasowe) wyniki w grupach, to może przestaną się pompować i coś im tam wreszcie zaświta, że kelnerów już prawie nie ma.

    Polubienie

  9. Nie powiedziałbym, że nie ma, ale po prostu Albania do nich nie należy. Łatwych zwycięstw możemy wymagać z Andorą i zwłaszcza San Marino, które nie ma zawodowych piłkarzy, a nie z zespołem, który ma 7 zawodników w lidze włoskiej

    Polubione przez 1 osoba

  10. Czasami jak czytam, czy słucham niektórych naszych dziennikarzy/ekspertów (niestety również byłych piłkarzy), to zastanawiam się ile oni tej piłki/sportu oglądają, a na ile posługują się wizerunkami marketingowymi piłkarzy (często sprzed paru lat), tzw. skrótami, „wrzutkami” menadżerów piłkarzy i klubów, opiniami kolegów, czy formułując opinie kierują się własnymi interesami zawodowymi.
    Oczywiście mam świadomość, ze nie da się oglądać wszystkiego… – choćby dzisiaj mamy Świątek i Hurkacza, ruszają siatkarze, kilkanaście meczów piłkarskich eliminacji. O ile jednak kibice jak chcą być ogólnie zorientowani, nie mają innego wyjścia i muszą zadowolić się takimi źródłami, to od dziennikarzy/ekspertów piszących i wypowiadających opinie/oceny wymagać powinniśmy znacznie, znacznie więcej.

    Polubienie

  11. Niestety poziom przekazu głównych mediów o sporcie jest taki, że gdyby koszykarze mieli grać z Kamerunem, to byśmy przed meczem czytali, że łatwo wygrają…

    Polubienie

  12. „Łatwych zwycięstw możemy wymagać z Andorą”

    Z Andorą lepsi od nas miewają niełatwo. To są kelnerzy głównie w ataku, ale w obronie dość nieprzyjemni. Potrafią się zagiąć na rywala (przynajmniej w wybranych meczach) i uprzykrzyć grę.

    Polubienie

  13. @USO

    Skoro mowa o tym turnieju, to stacja Eurosport schodzi na psy. Z hitowym meczem I rundy Murray vs Tsitsipas odwaliła żenadę, jakiej tam nie pamiętam.

    Polubienie

  14. @xavrasw

    Jak gdyby nigdy nic, przerwali tranmisję w E1 – akurat kiedy miał się rozstrzygać drugi, cholernie zacięty set – żeby pokazywać rozgrzewkę (a potem mecz) Linette i Gauff. I to oczywiście można zrozumieć, tyle że rywalizacji panów nie przeniesiono (jak to zawsze było) do drugiego kanału, dalej pokazywali tam jakichś nołnejmów z dalszym rankingiem, na którymś z małych kortów. A kiedy nołnejmy skończyły, też nie wrócili do walki Szkota i Greka, zamiast finału tego niewątpliwego blockbustera I rundy na obu kanałach szedł ten sam wywiad z Gauff po ograniu Linette, a potem pocztówkowe widoczki nocnego NJ…
    I cały czas ani słowa o tym hicie – jakby zapanowały tam zwyczaje z TVPiS, gdzie są tematy zakazane.
    Od czasu do czasu szczuli tylko widzów małym okienkiem.

    Polubienie

  15. Media jednak się myliły i ustawienie bez zmian. Bez Zielińskiego nie mamy pomysłu, prowadzenie na razie mocno brzęczkowe, rywal lepszy. Nie wiem, czy zmiana była w wyniku kontuzji, ale zasłużona, chociaż wprowadziła dużo chaosu, co chwilę były jakieś przekazywania i uzgadnianie kto kogo.
    Jeżeli Krycha i Moder wygrali rywalizację z Linettym, to jego forma musi być dramatyczna….

    Polubienie

  16. No, druga połowa znacznie lepsza, i w sumie statystyki niby wyrównane, ale jednak strzał z 16 blokowany przez obrońców to nie to samo, co z metra do pustaka.

    Polubienie

  17. Jedno pewne – z kadrą Zołzy nie można się nudzić, no i wymyka się ona wszelkim utartym schematom. Tym polskim.

    A Węgrzyn powinien kandydować na następnego selekcjonera.
    Powoli zamienia się w replikę Tomaszewskiego.

    Polubienie

  18. Mecz z dedykacją dla hejterów Zielińskiego, gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości co w rozegraniu daje kadrze.

    Ogółem wynik zdecydowanie lepszy niż gra, na koniec jednak nie jest to niezasłużone zwycięstwo, Albania uderzała częściej, ale te dobre okazje to nasi mieli.

    Trochę można rozgrzeszyć, raz że absencje, dwa że ta Albania, jak już koledzy zauważyli, to nie banda lamusów, tylko wcale nieźli piłkarze, grający w dobrych klubach. Kwiat naszego dziennikarstwa może uporczywie tego nie zauważać, myśląc kategoriami sprzed dwóch dekad, gdzie lekkie 4:0 byłoby obowiązkiem, ale pozmieniało się.

    Polubienie

  19. Jeszcze za Bońka i spóły, kilka dekad temu było z Albanią 2-2 w Mielcu.
    To zawsze jest repra, która może się okazać potykaczem dla wyżej notowanych.
    Dziś potwierdzili, że w piłę grać potrafią, mieli środek pola i groźne akcje, ale ten wynik – ponad obraz gry, też znikąd się nie wziął, bo Albańczycy w kryciu sporo knocili.

    Polubienie

  20. Myślę, ze dla tej młodej, budującej się drużyny, to bardzo ważne zwycięstwo… – wygrali wysoko z drużyną piłkarsko lepszą.
    Wynik pierwszej połowy to konsekwencja wyjątkowej jak na piłkę skuteczności. Albania powinna ją wygrać jedną/dwoma bramkami.
    Ważne, że wychodząc na drugą połowę nie popełnili klasycznego w naszym wykonaniu błędu z pierwszej i nie próbowali kontrolować wyniku, tylko od początku nastawili się na jego podwyższenie. Fajnie było popatrzeć na Krychę, który po zamknięciu fenomenalnej akcji Roberta odzyskał wigor sprzed lat i przez kilkanaście minut poczuł się znowu liderem środka pola.
    Być może ta młoda drużyna po dzisiejszym meczu uwierzy w siebie i będzie on punktem zwrotnym w jej tworzeniu…
    P.S.
    Mam nadzieję, ze Sousa potrzyma na ławce Bereszyńskiego tak długo aż zrozumie, ze piłka to nie seks z emerytką, którą należy traktować elegancko, żeby mogla czuć się damą i delikatnie, żeby nie zrobić jej krzywdy.

    Polubienie

  21. @alp

    Podejrzewasz, że Bereś wie co to seks z emerytką? xDDD

    @meritum

    Meczu nie oglądałem, bo wolałem jednak USO, ale wynik w zasadzie usprawiedliwia wszystko. Tymczasem na tzw. portalach jazda jakby było 1:4. Widać, że ktoś już rozkręcił medialną tubkę na zmianę treneiro. W sensie nie nieznajomy-ktoś tylko te same ktosie co zawsze. Środowisko piłkarskie w tym kraju – „dziennikarze”, byli piłkarze, trenerzy itd. – to jest dno i 3 metry mułu.

    Polubione przez 1 osoba

  22. Oglądałem taką jedną audycję po meczu i padło hasło: „no bo my chcieliśmy, żeby kadra grała ładnie”. Bo wiecie, ładnie jest wtedy, jak siedzimy na rywalu. Tyle, że siedzimy wtedy, kiedy przegrywamy, bo przecież nikt takiej drużynie nie pozwoli na siedzenie pod polem karnym, jeżeli nie prowadzi. A że pierwszy raz w istotnym meczu nie przegrywaliśmy, to nie siedzieliśmy na rywalu. Im chyba się w ogóle porażki podobają.
    Ja tam jestem zadowolony. Przetrwaliśmy kryzys, dwa razy wjechaliśmy rywalowi do bramki, w tym pierwsza po wyćwiczonym schemacie, skuteczność była, jaka pewnie się nie powtórzy, a to wszystko mimo osłabionego składu, w dodatku mamy zaliczkę bramkową, która może być istotna. Fajerwerków w takim składzie się nie spodziewałem.

    Polubienie

  23. @XavrasW
    Nie. To moja emerycka refleksja w trakcie patrzenia na jego grę. W lidze włoskiej też widziałem takie mecze, w których grał jakby nie chciał się spocić i upaprać, za to dobrze wyglądać w telewizorni. A już zupełnie mnie dobiło jak usłyszałem po meczu, że przy tej „miętkiej grze” żyłkę sobie naciągnął.
    To, że w części działaczy i mediów trwa sprzątanie po Bońku i to do spodu nie ulega wątpliwości. Zdaje się jednak, że nowy Prezes zaczyna się powoli od tego dystansować. Tak przynajmniej odebrałem krótki wywiad jakiego udzielił. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby prezesi się dogadali i podzielili podwórka… – a Boniek zobowiązał się do wspierania Związku na forum UEFY i FIFY. Taka współpraca mogłaby dać wiele korzyści naszej piłce.
    @GP
    Ja też mam pozytywne refleksje. Co prawda po bramce Roberta przeszliśmy na klasykę… – kontrolowanie pozytywnego wyniku, ale już po przerwie zagraliśmy „na wykorzystać bramkową przewagę i poprawić wynik”. A to co graliśmy przy stanie 3:1 to już prawdziwa rewolucja. Zwłaszcza, ze graliśmy z rywalem piłkarsko dobrze poukładanym.
    Nie miałbym nic przeciwko temu, żeby ten mecz dla przebudowywanej drużyny miał takie znaczenie jak mafijny mord założycielski. Boję się tylko, ze na mecz za tydzień z takim rywalem jak Anglia jest trochę za wcześnie i ewentualna wysoka porażka może przerwać ten pozytywny trend.

    Polubienie

  24. @XAVRASW
    „…na tzw. portalach jazda jakby było 1:4. Widać, że ktoś już rozkręcił medialną tubkę na zmianę treneiro.”

    To już trwa od ME. I już wtedy nie było w tym choćby cienia refleksji, że facet dopiero zaczął robotę (od razu pośród istotnych problemów kadrowych) i wypadałoby dać mu przepracować choć jeden pełny cykl rozgrywkowy. Nie wiem, skąd się u ludzi bierze takie tępe zacietrzewienie, nawet ci, którzy starają się przed kamerami jakoś tonować ten nastrój sprawiają wrażenie, jakby robili to wbrew sobie, tak dla uspokojenia swoich sumień.

    @GP

    To wcale nie musi być jednorazowa skuteczność, bo widać, że u tego trenera również pod optyczną przewagą rywali kadra ma jakieś pomysły na akcje zaczepne i nawet widać u piłkarzy pewność tego, co w nich robią.
    Niestety wciąż nie widać tej pewności w tyle i to jest problem.

    Polubione przez 1 osoba

  25. Dodajmy do tego medialny pojazd na Szczęsnego, który nie ustaje nawet po udanym meczu.
    To wszystko to jest temat dla jakiegoś psychologa, bo ja tych mechanizmów nie rozumiem.
    W sumie nie rozumiem też tego, że Szczęsny zawsze gra bardzo dobrze w eliminacjach, a przeciętnie w turniejach (Fabiański za to odwrotnie).

    Polubienie

  26. @Antropoid
    Bo my tych tyłów to nigdy chyba nie mieliśmy… W minionej dekadzie mieliśmy Piszczka i Glika, a na dziury w obronie mieliśmy murowanie bramki, które też różnie wychodziło. Perquisa i Polańskiego sami wyatowaliśmy (dzisiaj i tak by ich nie było) Piszczka już nie ma, Glik to na dzisiaj już tylko dyrygent obrony. Reca kontuzjowany, Bednarek momentami bardzo niepewny, defensywni pomocnicy wyżej już nie podskoczą. Jest kilka młodych nazwisk, ale w defensywie doświadczenie i zgranie jest kluczem dobrej gry, często chyba nawet ważniejsze od umiejętności technicznych i szybkości. Chociaż we współczesnej piłce to też się zmienia.

    Polubienie

  27. @GP
    Jak obserwuję Wojtka również w lidze to odnoszę wrażenie, ze On ma problem z przemotywowaniem. Medialna krytyka też mu nie służy, wręcz przeciwnie.

    Polubienie

  28. @Alp

    Personalnie to myśmy miewali tyły – tylko nie było majstra, który by to sensownie poskładał.
    ——–

    Fajnie się komponują lamenty medialne w Albanii i w Polsce.
    Tam darcie szat z powodu porażki 1-4, nad Wisłą z powodu wygranej 4-1 🙂

    I mała autokorekta – mendzenie na Sousę nie trwa od ME, tylko od samego startu, od remisu w Budapeszcie.

    Polubienie

  29. Kolejny medialny młotek na Zołzę – Gikiewicz. „Nigdy” go nie widział – jakby ten trener pracował tu pół życia, a nie pół roku 🙂 Ci wcześniejsi pracowali dłużej, a też jakoś Gikiewicza nie widzieli.

    W ogóle sport.pl się chyba zaraził i też jedzie z jakąś krucjatą przeciwko Paulo. Od meczu z Albanią 90% tekstów, to czyjeś walenie w Portugalczyka.
    Lepiej by uporządkowali forum – i wyczyścili je z botów i spamu cór Koryntu, bo to żenada co się tam dzieje.

    Polubione przez 1 osoba

  30. @Antropoid
    Wyczyściliby, gdyby chodziło o merytoryczny przekaz sportowy… – ale ponieważ chodzi o sprzedaż reklam, więc nie tylko nie czyszczą, ale wręcz kształtują przekaz pod gusta reklamowych łykaczy..

    Polubienie

  31. Chyba zrozumiałem. Naprawdę chodzi o to, że wygrał. Bo przecież Polska to taki kraj, w którym jak się komuś coś uda, to trzeba go upier… Przecież nie bez powodu najsłabszych sportowców określa się mianem „sympatycznych”. Sympatyczny, bo przegrywa. Póki Sousa przegrywał, był fajny. Jak wreszcie wygrał, no to ludzie, jak tak można?
    A tak już na marginesie, to chciałem zapytać Sz. Gospodarza, dlaczego uważa, że to był najgorszy mecz Sousy, bo jakoś trudno mi uwierzyć, że na serio dla kogoś był gorszy, niż Słowacja.

    Polubione przez 1 osoba

  32. Co za mecz! Myślałem sobie… – zacznę od siatki, po kilkunastu minuta przejdę na coś z eliminacji w kopanej (priorytetów nie miałem), w przerwie sprawdzę jak nasi wygrywają, a po meczu kopanej dowiem się jak wysoko nasi ograli Serbów.
    Tymczasem przez blisko trzy godziny nie kliknąłem pilotem! Emocji z siatki mi wystarczyło.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s