Ch…, dupa i kamieni kupa. Paulo Sousa jako polski wybór idealny

Przypadek jest zbyt jednoznaczny, aż nie chce się komentować: Portugalczyk (zdjęcie Kuby Atysa) porzucił drużynę w trakcie wykonywania misji, tuż przed rozstrzygającymi meczami, w sporcie powinien być skończony, sam jako prezes klubu nigdy bym takiego typa nie wpuścił do szatni. Nie nadążam za zgrywającymi pragmatyków cynikami, którzy rozrzedzają to, co powinno zostać kwestią elementarnej przyzwoitości, paplając o normalnej decyzji biznesowej albo o wyborze zrozumiałym z perspektywy własnej kariery, i wynajdując nazwiska innych trenerów odpowiedzialnych za dyskwalifikujące wybryki. Czasami wypada powiedzieć tak tak nie nie, nawet jeśli ogólnonarodowe biadolenie nad zdradą ojczyzny śmieszy – lub krępuje. Inaczej naprawdę zredukujemy wyczynowy sport do tabel i szmalu, czyli do zera.

Co powiedziawszy, nie ukrywam, że w całym tym ambarasie znajduję również mroczny urok spójnie opowiedzianej fabuły, arcyzgrabnie komponującej się z nadwiślańskim kopactwem, zwanym szumnie futbolem. Gdyby historia reprezentacji Polski miała się dzisiaj całkiem skończyć – nareszcie ją rozwiązujemy, nieodwołalnie i do samego końca – otrzymalibyśmy puentę perfekcyjną, niczego adekwatniejszego nie zdołalibyśmy wymyślić. Dlatego chciałbym naszkicować poniżej kilka ujęć tematu, z kilkoma wybieralnymi punktami wyjścia.

OKRES: 2002-2021

Można by rozpocząć – ten wariant narzuca się najpierw – od Zbigniewa Bońka, który po przejęciu polskiej kadry też podpisał się pod zawstydzającą klęską, by kilka tygodni później znienacka – zimą, gdy rywalizacja drużyna narodowych zamiera – uciec. Sousa postąpił niemal identycznie, tyle że zamiast 0:1 z Łotwą miał równie kuriozalne (z innych względów) 1:2 z Węgrami, zamiast rejterady z eliminacji ME dał nogę z eliminacji MŚ, zamiast rezygnować na początku grudnia ogłosił ewakuację w końcu miesiąca. Innymi słowy, najgorszy selekcjoner w XXI wieku jako prezes PZPN wytropił i podarował nam drugiego najgorszego w XXI wieku. Albo: selekcjoner o najkrótszym stażu w tym stuleciu znalazł spadkobiercę o najdrugim najkrótszym stażu. Albo: jedyny selekcjoner w XXI wieku, którego nie zdążyliśmy wylać, mianował drugiego selekcjonera w XXI wieku, który też sam się wypiął, nie dał nikomu satysfakcji wzięcia odwetu.

Poszukiwanie godnego następcy trochę trwało, ale się powiodło.

OKRES: 2009-2021

W inauguracyjnej scenie można by też skierować kamerę na Leo Beenhakkera, pracującego z polską kadrą w warunkach, których nie musiał znosić żadnej jego poprzednik ani następca. Przy otwartej wrogości szefów środowiska trenerskiego oraz bonzów z PZPN, którzy podczas meczów szydzili – siedząc na trybunach – z nieudanych zagrań piłkarzy i których postawę dobrze oddał Grzegorz Lato, po najęciu Holendra rzucając do dziennikarzy (jego zdaniem wymusili nominację obcokrajowca): „A teraz to my będziemy was jebać!”. Beenhakker był po chamsku traktowany i takoż został zwolniony, dowiedział się o dymisji od telewizyjnego reportera, a kiedy już go wykopano, stało się jasne, że złogów cudzoziemskiej myśli szkoleniowej nie dopuścimy do reprezentacji latami.

Tutaj też mamy zatem kompozycję zamkniętą: od pierwszego w dziejach zagranicznego selekcjonera, którego PZPN potraktował z bezprecedensową podłością, do drugiego w dziejach zagranicznego selekcjonera, który bezprecedensowo paskudnie potraktował PZPN. I przypisek na marginesie: ksenofobii raczej u nas nie ubędzie, a ci, którzy nie ufają w kompetencje rodzimego trenerstwa, niech na wszelki wypadek przestaną marzyć o imporcie. Spalona ziemia. Skoro wyrolował nas pojedynczy manipulator z Portugalii, to mamy niezbity dowód, że na Polaków nastaje cały świat.

Grudzień 2020 – grudzień 2021 (marzec 2021 – marzec 2022)

Usypało nam się też w minionych miesiącach – przypomnę stawianą już tezę: tak szalonego roku reprezentacji nie pamiętam – materiału na etiudę, w której wychodzimy od tragikomicznej postaci Jerzego Brzęczka. Poprzedniej zimy co do jego najbliższej przyszłości też mieliśmy pewność, też miał wrócić na marcowe mecze – od przełożonego słyszał, że „zrealizował wszystkie cele”, przedłużono mu wygasający kontrakt, a na pytanie, czy rozważa zmianę na najbardziej prestiżowym stanowisku w polskim futbolu, Zbigniew Boniek odpowiadał: „To tylko i wyłącznie medialne igrzyska. Nie było tematu, nie ma tematu”. A jednak były szef PZPN wkrótce postąpił z wybrańcem bezwzględnie, znienacka wystawił go za drzwi – tak samo bezwzględnie wobec aktualnego prezesa zachował się Sousa, który drzwi za sobą zatrzasnął.

Rekapitulując tę wersję: oglądamy filmową podróż od trenera, któremu do samiutkiego końca, aż po zarzucenie na głowę kaptura, ściemniał prezes PZPN, do trenera, który do ostatniej chwili sam kłamał prezesowi PZPN. Od Brzęczka, który jako nasz pierwszy w historii selekcjoner nie pojechał na imprezę rangi mistrzowskiej, na którą awansował, do Sousy, który jako pierwszy sam wycofał się z walki o awans tuż przed rozstrzygającą batalią. Od szaraka, który czuł się zakompleksiony w towarzystwie cenionych na europejskim rynku kadrowiczów (a oni niekoniecznie szanowali jego dokonania), do posiadającego w dorobku dwa triumfy w Lidze Mistrzów eleganta, którego nie onieśmielał nawet Lewandowski. Od wiecznie zestresowanego i udręczonego marudy, który w publicznych wystąpieniach rozbrajał komunikacyjną nieporadnością, do siejącego ultraoptymizm gawędziarza, który po przyjeździe najpierw przymilał się cytowaniem lokalnego świętego – dzisiaj wypomina mu się to szczególnie chętnie, jakby Polacy wciąż nie rozejrzeli się po swojej zagrodzie i nie zaobserwowali, że wraz z częstotliwością powoływania się na Karola Wojtyłę osobista uczciwość wcale nie rośnie, takiej korelacji absolutnie nie stwierdzono.

2021: ODYSEJA STRATEGICZNA

Widziałbym wreszcie w ucieczce Sousy idealną przyprawę do sosu, w którym babraliśmy się przez cały bieżący rok. Garniec jest szeroki i głęboki, wyłowilibyśmy z niego hektolitry składników wystarczających na opracowanie znacznie szersze niż zaproponowane wyżej dziełka, niewykluczone, że wręcz fundamentalne. Gdy zastanawiałem się bowiem ostatnio, jak w oparciu o wydarzenia 2021 roku zdefiniować aktualną kondycję całego naszego futbolu, doszedłem do jedynie słusznego wniosku, że jeszcze bardziej niż dotychczas zamieszkaliśmy w królestwie strategicznego analfabetyzmu – wszechobecnego na każdym poziomie, od narodowego po prowincjonalny. Urządziliśmy się, jest nam cieplutko i dobrze.

Patrzyłem na pierwszego wśród prezesów, czyli Zbigniewa Bońka, i widziałem hazardzistę, który w nadzwyczaj wrażliwym momencie, niemal w przededniu wyzwań związanych z MŚ (eliminacje) oraz ME (turniej finałowy), wrzuca w środek rodzimego rozgardiaszu selekcjonera wyjętego z innej planety, nie mającego o naszych piłkarzach zielonego pojęcia. W czerwcu między fantastycznie wytrenowane drużyny rzuciliśmy szkicowany pospiesznie projekt w fazie przedwstępnej.

Zerkałem na pierwszego wśród właścicieli klubów, czyli Dariusza Mioduskiego, i stawał mi przed oczami odklejony od rzeczywistości operator bębna maszyny losującej, który utrzymuje Legię Warszawa w stanie, chyba wolno mi sięgnąć po adekwatną do okoliczności poetykę, permanentnej rozpierduchy, jakby chciał sprawdzić, gdzie leżą granice, czy prawa fizyki pozwalają stoczyć się z ligi trzy sekundy po zdobyciu mistrzostwa.

Próbowałem objąć rozumem zamiary pierwszego wśród trenerów, Paulo Sousę, i przywalił mi po oczach widok reprezentacji, która mecz absolutnie kluczowy, decydujący o rozstawieniu w barażach o mundial, chce odfajkować jak sparing – aż w mózgownicę wwiercała się refleksja, że sami się prosiliśmy, przeżyliśmy nieuniknione, ze znawstwem wyselekcjonowaliśmy delikwenta równie rozkochanego w chaosie. Namierzyliśmy mentalnego brata.

Opisywałem wreszcie folklor piłki nożnej ze Stalowej Woli i wdepnąłem w czwartoligowe klubidło zasilane grubymi milionami miejskich pieniędzy, które pomimo przytulania darowizn o skandalicznym rozmiarze przynosi straty, długi puchną z sezonu na sezon.

Ten ostatni proceder (szczegóły relacjonowałem tutaj i tutaj) stanowi tylko wycinek – przyznaję, że ekstremalny, barokowo rozpasany – panoramy obejmującej cały kraj, w którym finansowanie wyczynowego futbolu stanowi gigantyczną patologię, z roku na rok utwierdzam się w przekonaniu, że to jeden z głównych przekrętów III RP. Biorąc pod uwagę stosunek nakładów do efektów, leżymy na dnie, a leżymy tam przede wszystkim dlatego, że przydusza nas potężny deficyt zdolności organizacyjnych. Dysponujemy przyzwoitymi zawodnikami, ale oni świetnie wkomponowują się w zagraniczne realia. My grupujemy ich w drużyny dysfunkcyjne, nie umiemy zaprojektować zbiorowego sukcesu. Reprezentacja mimo wszystko trzyma się jako tako, nie zlatuje poniżej drugiej dziesiątki na kontynencie. Wyraźniej bije po oczach bezsilność klubów – wyrzucanych z pucharów przez biedniejszą konkurencję, rzężących na stoczterdziestychdrugich miejscach w rankingu UEFA. Polski futbol pozostaje menedżerską ruiną.

Powtórzmy: ogólna beznadzieja bynajmniej nie usprawiedliwia Sousy, nawet podpisującego kontrakt Bońka uczciwość nakazuje uznać poniekąd za ofiarę Portugalczyka. Sportowe przestępstwo, które popełnił selekcjoner, w niezamierzony sposób rymuje się jednak z naszymi realiami. Z obyczajami wstrząsającymi Legią, z której każdy szkoleniowiec wylatuje w pełni rozgrywek (właśnie mianowała nowego dyrektora sportowego!), z zamętem w całej pomiatającej trenerami tzw. ekstraklasie, z okolicznościami rozstania z poprzednim selekcjonerem – pamiętam, jak przed naszym ostatnim meczem na Euro 2020 usłyszałem, że Janne Andersson spędził ze swoją drużyną narodową 62 mecze, i sprawdziłem potem, że u nas tyle uzbierał jeden Kazimierz Górski (od tamtej pory Szwed go prześcignął), nawet Nawałka dociągnął ledwie do pięćdziesiątki.

Choć zatem właśnie dzieje się wybitnie niestandardowo, w istocie dzieje się jak zwykle, pływamy w tej samej zupie nic, trwa tradycyjny dzień świra, tkwimy w oswojonym domu wariatów. Gdyby Sousa się nie zjawił, to trzeba by go wymyślić – więc wymyśliliśmy. Do pełnej harmonii, dzieła w każdym pikselu kompletnego, brakuje tylko oficjalnej informacji, iż PZPN podpisał z Sousą fatalnie skonstruowany kontrakt (czyniący federację bezbronną), oraz zainstalowania selekcjonera Czesława 711 połączeń z „Fryzjerem” Michniewicza. Ale już teraz się domknęło, stać nas nawet na zwieńczenie najnowszych przygód reprezentacji perwersyjnym morałem: stawiajmy na rodaków, bo ich fundamentalna przewaga nad trenerem zagranicznym polega na tym, że nigdy nie da im się naciągnąć klub formatu Flamengo.

202 myśli na temat “Ch…, dupa i kamieni kupa. Paulo Sousa jako polski wybór idealny

  1. @Alp

    Naprawdę, znów TO widzę?… Myślałem, że już TO przepracowaliśmy na tym forum, więc błagam – nie wracaj pierdylion któryś raz do międlenia tej samej nieznośnej kluchy, do tego kuriozalnego trucia o „asekuranctwie” i nie wiadomo po kiego wciąż wyciąganych z futbolowego średniowiecza, iście piechniczkowych wspominek o czasach kadry Górskiego oraz wcześniejszych.

    Polubienie

  2. Na C+Sport dopiero co zakończyła się debata poświęcona całej sprawie. Było parę ciekawych zdań, ale też niestety sporo ślizgania się po temacie – i niestety bez głębszej analizy samej gry kadry PS, dalej nikt się nie chce zmierzyć z tym upraszczającym i ugębiającym: „Sousa wygrał tylko z Albanią i San Marino”.

    Polubienie

  3. @antropoid
    Jak mnie jakiś wątek nie ciekawi, to go ignoruję, a jak ciekawi, to śledzę i się włączam. W szczególności staram się nie udzielać w nieciekawych dyskusjach, aby ich nie stymulować, robiąc sztuczne wrażenie zainteresowania nimi. Chyba zdarzyło Ci się właśnie to ostatnie. Sądzę, że to zły sposób. Prowadzenie dyskusji nie jest dobrym sposobem na nieprowadzenie dyskusji.

    Polubienie

  4. @Antropoid
    Za chwilę zasugerujesz, ze to ja tkwiąc w piłkarskim średniowieczu wymyśliłem kandydatury Nawałki i Engela na nowego selekcjonera?

    Polubienie

  5. Naszemu Gospodarzowi i wszystkim blogowiczom z całego serca życzę w Nowym Roku wszystkiego najlepszego. Zdrowia, wielu radosnych sportowych emocji i powodzenia w życiu osobistym.

    Polubienie

  6. @antropoid
    A, to już zabieram swój wychowawczy ton i bardzo przepraszam.

    @wszyscy
    Żeby w Nowym Roku wszystkim nam było dobrze, a trenerem Flamengo szybko został Jorge Jesus.

    Polubienie

  7. Przegląd kandydatów:
    NAWAŁKA – po nokaucie w Rosji wciąż leży na deskach, epizod w Poznaniu jednoznacznie to potwierdził
    PROBIERZ – bądźmy poważni, przegrał wszystko co było do przegrania
    MICHNIEWICZ – trener tylko na krótką metę, ale w obecnych okolicznościach to nie byłby zły wybór
    BRZĘCZEK – druga liga to chyba jego poziom, kto go wybrał na selekcjonera?
    SKORŻA – kiedyś się nie nadawał, teraz niech trenuje spokojnie lidera ekstraklasy i pokaże co potrafi
    PAPSZUN – ma chłop łeb na karku, na razie niech zostanie w Rakowie i powalczy o tytuł
    ZAGRANICZNY – szkoda kasy, prochu nie wymyśli i co gorsza od razu postawi na Nieszczęsnego

    Polubienie

  8. @Alp

    Pewnie, że łatwiej jest nic nie proponować, tylko uprawiać krytykanctwo w stylu Tomaszewskiego.
    Łatwiej – i bezpieczniej, bo się wiąże z uczuciem quasi-komfortu.

    Polubienie

  9. „NAWAŁKA – po nokaucie w Rosji wciąż leży na deskach, epizod w Poznaniu jednoznacznie to potwierdził”

    Jakby tak wejrzeć głębiej, to spośród polskich selekcjonerów ostatniego 30-lecia wszyscy zalegli plackiem na dechach, poza Fornalikiem, który jedyny wrócił do normalnej stałej pracy w zawodzie.

    A taki Ferguson miał jednak szczęście, że Anglicy cierpliwsi od Polaków, bo gdyby byli podobni, to dziś jego pomnik nie stałby przed OT, pewnie nawet mało kto by tam o nim pamiętał.

    Polubienie

  10. @Alp i wszyscy
    „Naszemu Gospodarzowi i wszystkim blogowiczom z całego serca życzę w Nowym Roku wszystkiego najlepszego. Zdrowia, wielu radosnych sportowych emocji i powodzenia w życiu osobistym.”

    Ja przede wszystkim zdrowia – Waszego i tych, co wokół Was.

    A w sprawie sportu, to wiadomo.

    Polubione przez 1 osoba

  11. A dzisiaj Pirlo na trenera kadry. No, kto wie. A już jutro całkiem nowi kandydaci – Antoni Piechniczek, Bogdan Wenta i Osioł ze Shreka.

    Uwielbiam ten cyrk. Powinni ich zwalniać częściej.

    Polubienie

  12. „i Osioł ze Shreka.”

    W sensie Jerzy Stuhr??

    „Uwielbiam ten cyrk. Powinni ich zwalniać częściej.”

    Cyrk, nie cyrk – zazwyczaj okres po zwolnieniu, przed ogłoszeniem i tuż po ogłoszeniu nazwiska następcy to okres, w którym to forum płonie (inne zresztą też), więc jakaś logika medialna w tym jest xD

    Polubione przez 1 osoba

  13. @RafałStec I Boniek chyba się nie odniósł do tego, co mu napisałeś, o tym co niby powiedziałeś o Nawałce. Czy może jakoś prywatnie odpowiedział? Bo na Twitterze nie widziałem.

    Polubienie

  14. IKSIS
    Po tej rozpisce to tylko trener z zagranicy. W sumie jak wyłoży się w barażach to będzie tłumaczony, że nie miał czasu. Tak to się u nas kręci 🙂

    Polubienie

  15. Kibice futbolu mogą zazdrościć sympatykom siatkówki.

    „Nikola Grbić jest faworytem do objęcia posady trenera reprezentacji Polski siatkarzy. Według doniesień medialnych to z tym trenerem Polski Związek Piłki Siatkowej negocjuje kontrakt. Nic dziwnego. Serb świetnie sprawdza się w roli szkoleniowca klubu Sir Safety Perugia, który jest liderem włoskich rozgrywek. Ma 40 punktów uzbieranych w 14 meczach, czyli tylko jedną porażkę na koncie. Drugie Cucine Lube Civitanova ma 31 punktów. Warto przypomnieć, że zrezygnował dla tego klubu z pracy w Grupie Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, z którą w ubiegłym roku we wspaniałym stylu wygrał Ligę Mistrzów, co było drugim sukcesem na tę skalę w historii polskiej siatkówki. Ważna umowa nie przeszkodziła Serbowi w związaniu się z nowym pracodawcą.”

    A PZPN jaki ma wybór? Ligowi nieudacznicy, byli selekcjonerzy, dziadki z zagranicy, młodzi na dorobku. I tak źle i tak niedobrze. Ja proponuję Michniewicza na dwa mecze (maksymalnie do końca mundialu) a potem Skorżę (w dalszej perspektywie Papszuna i Banasika).

    Polubienie

  16. @IKSIS

    Zajebiste zestawienie. Trochę tak jakby zestawiać nowego Mercedesa ze zdezelowanym Maluchem, ale w sumie kto komu broni…
    To może jeszcze inne zestawienie, które tłumaczy niestosowność tego powyżej: prezesem PZPS jest niedawny wybitny reprezentant Polski, wicemistrz świata, przez wiele sezonów grający w najlepszej lidze świata, prezesem PZPN jest Pan, którego największym osiągnięciem jest wylansowanie kilku gwiazd disco-polo

    Polubienie

  17. Aaa, jeszcze bym zapomniał… Z tego, co się orientuję, to prezes PZPS mówi biegle po włosku i całkiem biegle po angielsku, więc de facto może się dogadać bez tłumacza ze wszystkimi najlepszymi trenerami na świecie. W jakich językach obcych porozumiewa się prezes PZPN? Gdzieś przed wyborami mignął mi artykuł, w którym była mowa o języku zapitki i zagrychy, jeszcze jakieś?

    Polubienie

  18. kaman, nie wciągajcie koledzy do tego siatkówki, to na wielu polach nieuczciwe zestawienie. Skończy się znowu naparzanka, który sport fajniejszy, a chyba nie o to chodzi.

    Polubienie

  19. @Grindavik
    „I Boniek chyba się nie odniósł do tego, co mu napisałeś, o tym co niby powiedziałeś o Nawałce. Czy może jakoś prywatnie odpowiedział? Bo na Twitterze nie widziałem”.

    Tak, napisał na privie – brzydka metoda, co poradzę – że „ma przed oczami” i „jeśli chcę to ciągnąć, to znajdzie”. Zignorowałem, to był 31 grudnia. Pewnie niesłusznie, ale nie miałem siły na dziecinadę.

    Polubienie

  20. @XavrasW
    Może dlatego, ze następcy Wagnera naszą siatkówkę próbowali utrzymać na topie, a następcy Górskiego… – siebie?

    Polubienie

  21. @iksis i inni
    Przyjmijcie kiedyś na klatę, że łatwiej jest być w czołówce sportu, który uprawia na poważnie jakieś 20-30 nacji na świecie niż w sporcie, który uprawiają literalnie wszyscy poza Eskimosami. Tak, Amerykanie też. Czy możemy ot tak porównywać sobie osiągnięcia związków? Czego wy od pzpnu oczekujecie? Polska nigdy nie będzie mistrzem świata w takiej piłce nożnej. Jest za dużo lepszych od nas.

    Moim zdaniem, z Sousą czy bez, z Bońkiem czy bez, jesteśmy -nastą, może dwudziestą siłą Europy i to, że w ogóle możemy jeszcze myśleć o mundialu to tylko zasługa liczby miejsc dla Europy. Jest ich 10 + 3 z 12 drużyn barażowych. Gdyby spuścić Polaków w środek grupy CONMEBOL, jaralibyśmy się z każdego dnia na miejscu 6 lub wyższym. A wrócenie na tarczy z mundialu nie byłoby wstydemhańbąporażką.

    Polubienie

  22. Daniel trochę racji ma, choć nie leży mi całkiem forma. Ja osobiście nie zamierzam deprecjonować osiągnięć siatkarzy, niemniej „moje oczekiwania wobec pzpn” nie będą sięgały potencjalnego zdobywania medali co turniej. Moje oczekiwania ograniczą się do ograniczenia korupcji, w miarę sensownego planu rozwoju dyscypliny, oraz brania zań odpowiedzialność.

    Ja też z laurkami dla związku siatkarzy się wstrzymam, koledzy śledzą to mnie poprawią, jak tam zarzuty korupcyjne dla którego z ostatnich siatkarskich prezesów, oddalone czy w toku? Bo coś tam było.

    No i last, chyba nie było zawsze tak, że ta siatkówka zawsze na topie. Lata 90-te to jednak okres gdzie nawet z awansem na turnieje tak różowo nie było. Można się tu zastanowić, ile ma w tym sportowym załamaniu roli urok transformacji, oraz ile trzeba było potem „nadgonić” i w jakich warunkach.

    Polubienie

  23. PZPN może buty czyścić PZPS-owi. Polska siatkówka odniosła gigantyczny sukces sportowy i organizacyjny. Polski futbol tylko organizacyjnie poszedł do przodu, sportowo to wciąż ta sama mizeria co kiedyś. Bardzo podoba mi się w lidze siatkówki limit obcokrajowców.

    „Regulamin PlusLigi i Ligi Siatkówka Kobiet dość restrykcyjnie podchodzi do definicji „obcokrajowca” na boisku. Zgodnie z jego postanowieniami, za zawodnika obcokrajowca uznaje się nie tylko zawodnika z zagranicznym paszportem, ale również polskiego zawodnika, który posiada równocześnie obywatelstwo innego kraju i uczestniczy w zawodach na podstawie certyfikatu wydanego przez FIVB za zgodą właściwej narodowej federacji zrzeszonej w FIVB (innej niż PZPS). Przepisy regulaminowe PZPS ograniczają się do stwierdzenia, że żadna z drużyn nie może wystawić do gry mniej niż 3 zawodników krajowych. Za zawodnika krajowego uważa się takiego, który posiada wyłącznie obywatelstwo polskie.”

    A w ekstraklasie oczywiście totalne bezhołowie i w klubach rządzą tak zwani menadżerowie.

    „Od sezonu 2019/20 w Ekstraklasie nie ma już limitu zawodników spoza obszaru Unii Europejskiej. Dotychczas na boisku w jednym zespole mogło przebywać tylko dwóch takich graczy.”

    Polubienie

  24. Ja oczekiwałbym od prezesa PZPN, tak samo jak od premiera, ministra czy prezydenta tego samego czego oczekuje się od managera poważnej firmy: umiejętności zarządzania popartych doświadczeniem i znajomości przynajmniej jednego języka obcego. Jest dla mnie totalną abstrakcją obsadzanie na tego typu stanowiskach kolesi, którzy umieją się porozumiewać jedynie po polsku – przecież to są ludzie, których skuteczność zależy od sprawności poruszania się w środowisku międzynarodowym.
    O innych patologiach PZPN nie chce mi się pisać, bo po co. Raz, że było to już opisywane milion razy, również tu, dwa, że i tak nikt nic z tym nie zrobi – 2-krotne próby kończyły się pogrożeniem paluszkiem przez FIFA/UEFA i próbujący wycofali się z podkulonym ogonem.

    Polubienie

  25. Siatkówka może sobie na takie zapisy pozwolić, bo w Polsce ma arcywydajny system szkolenia (krajowy fenomen), w przeciwieństwie do futbolu wciąż zacofanego jak Taplary z „Konopielki”. Organizacyjny burdel burdelem, ale to nie przypadek, że podrzędni kopacze np. zza południowej granicy wygrywają w lidze rywalizację z tutejszymi kopaczami, mecz młodzieżówek na MME ze – znowu – Słowacją był przygnębiającą lekcją pokory, tak samo zresztą jak ostatni mecz z Węgrami na SN. Lekcja pokory dla wszystkich, którzy dalej żyją w bańce mrzonek o naszej rzekomej potędze („bo przeca w latach 70-tych i do połowy 80-tych, tośmy ho, ho…”), którą wystarczy tylko uwolnić wyczarowując nowego Górskiego, co nam da podium MŚ.

    Polubienie

  26. Po pierwsze wtedy bazą sukcesu była wcześniejsza gra naszych klubów (Górnik, Legia) na szczytach europejskich rozgrywek.
    Po drugie Górski to był ciągle rozwijający się profesjonalista, któremu jak przed finałami MŚ wypadł Lubański pod którego ustawiona była personalnie i taktycznie gra reprezentacji, to potrafił przebudować drużynę personalnie i taktycznie i to w taki sposób, ze w 74 r. przez wielu zagranicznych komentatorów została wraz z Holandią (z legendarnym Johanem) uznana za grającą najnowocześniejszą piłkę na MŚ. Jego asystenci potrafili to utrzymać (chociaż tak dobrze to już się repry nie oglądało) na dwóch kolejnych MŚ, ale potem to już była tylko kicha.
    Myślę, ze najlepiej co się stało z ludźmi piłki określa fraszka (nie dotyczyła piłki, ale świetnie pasuje) z tamtych lat… – „był malutki i wesolutki, wlazł na piedestał i przestał”. Środowisku siatkarskiemu po epoce Wagnera udało się tej klątwy uniknąć.

    Polubienie

  27. P.S.
    Wyobrażacie sobie, ze dzisiaj selekcjoner, który przywozi srebro z Olimpiady zostaje zhejtowany i to tak, że nie wytrzymuje krytyki tak jak Górski i podaje się do dymisji

    Polubienie

  28. Nic sobie nie trzeba wyobrażać, bo przecież dzisiaj hejtuje się Nawałkę (bez żadnej refleksji nt zasobów, jakimi dysponujemy), za ćwierćfinał ME – jakbyśmy byli etatowym półfinalistą.

    W dodatku używając do tego wyjątkowo wyszukanej „argumentacji” w stylu: „za mało goli strzelili we Francji”, albo „na Portugalię trza było się rzucić”.

    Więc nic się przez pokolenia nie zmieniło – Polak to genetyczny męczyd*pa, jak jest źle, to mu źle (ale jakoś tak z przyzwyczajenia sobie z tym radzi), jak jest lepiej – to mu jeszcze gorzej, bo przecież powinno być super.

    Polubienie

  29. @Antropoid
    Porównujesz nieporównywalne… – za nim Górskiego zhejtowano za olimpijskie srebro przywiózł już do kraju olimpijskie złoto i srebro MŚ. Poza tym odwracasz kota ogonem… – Nawałki nie hejtowano za ćwierćfinał EURO. Po EURO został w kraju przyjęty wręcz entuzjastycznie, nawet jeżeli nie wszystkim podobał się styl gry i 3 bramki zdobyte w ciągu 510 minut regulaminowego czasu gry (1/170). Krytykowano go za katastrofę na MŚ, a odwołano dopiero po przedłożeniu przez niego słynnego raportu, z którego wynikało, że wszystko było świetnie. Kto czytał ten wie, ze decyzja nie mogła być inna.
    Przepraszam. Obiecywałem, ze nie będę się już wypowiadał na temat Nawałki, ale „skręca mnie” jak apologeci Nawałki „zapominają” czego dokonał w 2018 r.
    P.S.
    Lukratywny kontrakt w Chinach już nieaktualny. Teraz w grze jest reprezentacja Kosowa…

    Polubienie

  30. Antropoid uderzył w stół i alp się odezwał xD

    sorry alp, ogółem odbiór 2016 był rzeczywiście bardzo pozytywny, niemniej głosów o „zawalonym” ćwierćfinale było dość by były słyszalne. Hejtujących „mało goli” też było dość. Na serio doszli do głosu, gdy wyniki przestawały się zgadzać, wyli wtedy na całe gardło, a ci którzy doceniali 2016 byli ciszej, bo wyniki przestały się zgadzać.

    Oczywiście że Antropoid ma rację, Polak to męcz$%pa który hejtował Małysza za to że „zadowala się” miejscem na podium zamiast publicznie się frustrować iż nie wygrał, wszak powinien „dawać dowód ambicji” mimo iż cała kariera Adama to dowód że taka chora ambicja to bardzie szkodzi niż pomaga. Wystarczyły 1-2 sezony wygrywania i już „nie można się zadowalać niczym pośrednim” jak miejsce na podium. Różnica tylko taka, że polska kopana tego „sezonu-dwóch” nie miała. Nie żeby też było to jakoś typowo polskie wyłącznie, niemniej fakt pozostaje faktem,

    @iksis
    Uwielbiam jak Twoje „troskliwe” o stan sportu posty są przykrywką dla pospolitej ksenofobii. Zawsze docieramy do tego, iż rzekome „ograniczenie obcokrajowców” magicznie naprawiłoby futbol. Śpieszę Ci donieść iż gadasz bzdury, limity obcokrajowców nie uczyniły z Chin światowej potęgi. Swoboda wymiany wewnątrz Unii nie zniszczyła też lig Włoskiej, Hiszpańskiej czy Niemieckiej, to że liga Angielska pomimo tego że poza Unią się znalazła, jakoś nie pozbywa się na potęgę obcokrajowców by „się naprawiać”.

    @Xavras
    Z jednej strony uczciwe wymagania, z drugiej zastanawiam się czy takiego Robsona jechali od analfabetów, bo wysługiwał się jakimś Mourinho.

    Polubienie

  31. @Alp

    No właśnie dlatego nie da się słuchać wycia krytykantów AN – z powodu definiowania całej jego kadencji (całej, włącznie z ME 2016) przez porażkę w 2018. Szczególnie tego idiotycznego zarzutu o małej skuteczności. Stawiać go mogą tylko ignoranci, którzy meczów nie oglądali, albo sklerotycy którzy ich nie pamiętają i nie pamiętają ilości zmarnowanych okazji na gole (głównie jednego gracza). A to przez nie powinno się definiować „asekuranctwo”.

    Ciekawe, jak w takim razie określać obraz meczu na Wembley w 73, który wszyscy nad Wisłą traktują jak Ewangelię, a prawda jest taka, że to przeważnie była obrona Cz-wy i gdyby nie życiowy babol Shiltona, albo gdyby pan Janek był w bramce takim fachowcem, jak dziś ekspertem od wszystkiego, to guzik by był, a nie sukces w RFN.

    Po co się oszukiwać – okoliczności się nieco różnią, ale mechanizm obrzucania błotem i szukania dziury w całym ten sam. Nic się nie zmienia.

    Polubienie

  32. @Otwojastara
    „ogółem odbiór 2016 był rzeczywiście bardzo pozytywny, niemniej głosów o „zawalonym” ćwierćfinale było dość by były słyszalne” – pełna zgoda. Szkoda tylko, że w powszechnej euforii świętowania sukcesu – bo to był bez wątpienia sukces, o cieniach zapomnieliśmy. Być może gdyby dokonano poważnej merytorycznej oceny występu reprezentacji, a zwłaszcza wyciągnięto z niego wnioski nie przeżylibyśmy traumy 2018.

    @Antropoid
    „Szczególnie tego idiotycznego zarzutu o małej skuteczności” Stawiać go mogą tylko ignoranci, którzy meczów nie oglądali, albo sklerotycy którzy ich nie pamiętają i nie pamiętają ilości zmarnowanych okazji na gole (głównie jednego gracza)”
    Widziałem 5 meczów z dwoma dogrywkami – myślisz, ze coś mi uciekło? A może jakieś bramki przegapiłem?
    A może przegapiłem zmianę zasad i pudła też się zalicza do wyniku/oceny skuteczności?
    Tego wyróżniającego się pudlarza też pamiętam i do dzisiaj nie mogę zrozumieć braku powszechnej w takich sytuacjach trenerskiej reakcji (i to nie tylko w jednym czy drugim meczu ale przez cały turniej) chociażby poprzez korektę ustawienia, zmianę sposobu rozegrania w polu karnym rywala, czy zdjęcia pudlarza z boiska .
    Wembley 73 też pamiętam, zarówno desperacką obronę Tomaszewskiego, jak i niezwykły fart Domarskiego i pomeczowe żarty jego kolegów: „Jasiu zeszło Ci!”. I pamiętam, że Górski po Wembley przebudował drużynę, bo potrafił z meczu, który dał mu awans na MŚ wyciągnąć wnioski.

    Polubienie

  33. Nie da się ukryć, że Sousa był kiepskim selekcjonerem. Odszedł, ponieważ dostał lepszą propozycję, ale też szansę na zachowanie twarzy. Można powiedzieć, że wyświadczył nam on przysługę, ponieważ być może uda nam się znaleźć nowego trenera, który będzie godnie nas reprezentował.

    Polubienie

  34. @Otwojastara
    Np. przestałby grać najlepszym polskim snajperem jako fałszywą dziewiątką i kończyć niemal każdej akcji podaniem do pudlarza. a nawet spróbował rozegrania jakiejś akcji środkiem pola…
    Zaraz zarzucisz mi, że w ten sposób (Robert jako jako fałszywa dziewiątka) grali znacznie lepsi trenerzy w Borussii i Bayernie tylko, ze w tych drużynach jest to jeden z wariantów rozegrania akcji w polu karnym stosowanym w każdym meczu, a dla Nawałki był to jedyny wariant grany przez ponad 500 minut na EURO. I nie przypominaj mi, że Robert zdobył bramkę po prostopadłym podaniu bezpośrednio do niego, bo była to jedyna taka akcja na turnieju i to za nim obie drużyny zdążyły „wejść w mecz”.

    Polubienie

  35. Dalej nie kumasz (albo nie chcesz skumać) różnicy. Tkwisz mentalnie zabetonowany w tych latach 70-tych i wszystko, co dziś chcesz meblować wg tamtych standardów. Górski to – Górski tamto, Górski „przebudował”, Górski „wyciągał wnioski” – i ciągle choćby ułamka refleksji, że Górski miał z czego wybierać, a współcześni mogą tylko mniej lub bardziej naciągać kołdrę.
    A najlepszy numer w tym, że przez jakiś czas po ME we Francji broniłeś tamtych koncepcji przed niejakim przecinkiem – tylko on chyba sprzedał Ci wirusa z opóźnionym działaniem. I odkąd się uaktywnił trwa ten jałowy spektakl – zaczynasz przecinkowe malkontent story, po zamieszaniu ochłoniesz i przyznajesz, że to był jednak błąd, przez jakiś czas jest spokój, a potem znowu… I wygląda na to, że tak już chyba do usmolonego końca.

    PS. „A może przegapiłem zmianę zasad i pudła też się zalicza do wyniku/oceny skuteczności?”

    Do sposobu gry, zanim się zacznie pleść o „asekuranctwie”.

    Polubienie

  36. @Antropoid
    „tylko on chyba sprzedał Ci wirusa z opóźnionym działaniem” – to potężnie zmutowanego.
    A tak bez jaj.
    Broniłem wyniku, a nie koncepcji. I od początku należałem do tych z „niedosytem” pomimo, że przed turniejem miałem nadzieje tylko na trzy dobre mecze w naszym wykonaniu, nawet niekoniecznie gwarantujące awans. I już w listopadzie 2017 (możesz sprawdzić) twierdziłem, że reprezentacja wymaga gruntownej przebudowy.
    P.S.
    Świat nie jest czarno biały. I my również. Każdy z nas ma swoje zalety i wady. Co więcej często bywa tak, że to co wcześniej było zaletą z upływem czasu może stać się wadą. I to, że tą samą osobę za jedno chwalimy, a za drugie krytykujemy powinno być normą. Dzisiaj w debacie publicznej normą często jest bezmyślny hejt lub uwielbienie.

    Polubienie

  37. @Antropoid W punkt. Dokładnie to samo miałem Alpowi napisać, że dopóki był tu Wielmożny Pan Przecinek to tłukł się z nim, że Nawałka nie był taki zły i wykrzesał z ekipy wszystko co mógł w 16′. I miał rację. Też nie rozumiem, co później skłoniło go do zmiany narracji. Może to przez to głupie powiedzenie w Polsce, że „nieważne jak zaczynasz, ważne jak kończysz”

    Polubienie

  38. Wiesz, alp, ja na swój sposób jestem pod wrażeniem, ile jesteś w stanie napierdalać tego samego kotleta, pomielonego razem z budą.

    Chciałbym też, żeby było to jasne – nie uważam że Nawałka jest jakimś ideałem selekcjonera, nie sądzę też by ktokolwiek tutaj tak uważał, a mam wrażenie iż z tą myślą polemizujesz alp. Naprawdę możesz przestać. To co ja i koledzy przedstawiamy, to stwierdzenie iż całokształt selekcjonerski Nawałki wypada pozytywnie. Tylko tyle, aż tyle.

    Ty natomiast tego przeboleć nie możesz, co samo w sobie jest wyłącznie zabawne i to Twoja sprawa, nie lub sobie tego Nawałki. To co mnie irytuje, to jak „podważasz” tą ogólną opinię naprawdę skrajnie źle dobranymi i tendencyjnymi argumentami.

    Liczba goli na euro ma być wyznacznikiem trwającej 4 i pół roku kadencji Nawałki? 50 występów sprowadzamy do 5? Sorry, to jest z d… wyjetę, ogółem średnia kadry to 2 gole na mecz, co ciężko nazwać asekuranctwem.

    Druga kwestia, to jakże popularne kibicowskie „no trzeba było zrobić inaczej, to by było dobrze” oparte na niczym. Nie, zmiana dla zmiany nie oznacza z definicji progresu, to że gramy na jednego napastnika z Irlandią, nie oznacza iż zacznie magicznie wpadać(powiedziałbym że wręcz przeciwnie), to że wpuścimy Stępińskiego nie oznacza iż zacznie wpadać, jeśli przejdziemy na 4-3-3 ze Stępińskim wcale nie musi zacząć wpadać, ba możemy stracić kontrolę nad meczem.

    Trzecie kwestia to kompletne ignorowanie charakterystyki tych meczów i rywali. Ogranie otwarte z Niemcami? Wolne żarty. Granie otwarte z Portugalią? Nie mniejsze. Możesz sobie krytykować mecz z Ukrainą, ale za każdym razem musisz się postarać żeby zapomnieć o fakcie iż skład był celowo „nieotymalny” bo awans już był i chciał selekcjoner paru piłkarzom dać odpocząć. Możesz bluzgać na mecz ze Szwajcarią, ale do tego trzeba zapominieć iz to obiektywnie silniejsza reprezentacja, która na przestrzeni tych lat osiągnęła wyniki lepsze, 1/8 mundialu, 1/4 ostatniego euro, 1/2 LN, na rozkładzie Francja czy 5:2 z Belgią.

    Tak, od dość dawna nawijałeś że Nawałka jest przywiązany do nazwisk. Niestety, gdy ktoś już zadał ci pytanie, kto miał zluzować „wysłużonych” reprezentantów, to była woda w usta, względnie absurdalna teza, że „no by się znaleźli” jakby automatyczne powołanie daje plus 5 do skilla.

    Te argumenty nie są słabe, są niepoważne. Memłanie tej dyskusji przez tyle lat jest niepoważne. Jeżeli chcesz dalej, odnieś się do tego co inni mówią, a nie do jakiegoś niestworzonego mitu wyelkiego Nawałki. Kto powinien zastąpić wysłużonych reprezentantów, jakim ustawieniem i stylem ta reprezentacja winna się przedstawić, bez kręcenia, konkretnie.

    Polubienie

  39. Kwadrans potrzebował Robert, żeby rozpocząć wiosenną rundę bramką. Zaliczył jeszcze słupek i poprzeczkę, mieli okazje koledzy z drużyny, ale to BMB wywozi 2:1 z Monachium.
    @Grindavik
    Ważne jak zaczynasz i jak kończysz, a wtedy oceny za całokształt bywają różnorodne…

    Polubienie

  40. A, jeszcze do głowy mi wpadło, odnośnie mitologizacji, wspaniałego Górskiego co wnioski wyciągnął, i gupiego Nawałki co nie umiał.

    Głównym zmartwieniem sportowo-dziennikarskiej opinii publicznej przed EURO 2016 nie był atak i strzelanie goli, a obrona. Były to obawy uzasadnione, Polska choć tworzyła ciekawe widowiska, traciła gole w praktycznie każdym starciu z rzeczywistym rywalem, jedynym wyjątkiem byli tu Niemcy z pierwszego meczu, w rewanżu, dość otwartym, nadmienię, wpakowali nam 3(choć meczu się tak źle nie oglądało) gola-dwa za każdym razem pakowali nam Szkoci czy Irlandczycy, co nadrabialiśmy strzelając im nie mniej. Szczególnie obawiano się o środek obrony, Glik był pewny, ale czy jego partner da radę?

    Po turnieju było „król Pazdan” cmokanie nad rzeczywiście szczelną obroną, która Niemcom pozwoliła prawie na nic, a i pozostałym na wcale nie tak wiele. Pozwolę sobie zatem mocno nie zgodzić z Twoją narracją, która, jak już wspomniałem, jest podszyta niechęcią, i dodam, zabawną emocjonalnością(„poważna merytoryczna analiza” czy „trauma mundialu” xD) a sklejona jest z argumentów jakości żadnej, głównie za pomocą wnioskowania ex post.

    Polubienie

  41. Strasznie śmieszne, jak ktoś zaczyna temat, ktoś inny go podbija, Alp próbuje go zmienić, ktosie dalej o tym samym a w końcu ktoś rzuca „Alp znowu o tym”.
    Narracja medialna o Nawałce była w 2015-17 absurdalnie i narkotycznie landrynkowa i z tym obrazem warto i należy polemizować. Alp nie polemizuje z tezą, której nikt nie podziela. Alp polemizuje z dominującym wśród kibiców przekonaniem, że Nawałka był lepszy niż ideal a 2018 to niewyjaśnione do tej pory zdarzenie. I ma rację. Trafnie wskazuje wady tego selekcjonera. Temat jest, owszem, przejedzony, ale to nie on go wyciąga. Dajcie człowiekowi żyć.

    Polubienie

  42. Koziołku, bez urazy, ale Ty chyba czasami też trochę „odlatujesz” (no chyba, że po prostu masz ubaw z podkręcania temperatury). Myśl, z którą on się tu od jakichś dwóch sezonów zawzięcie awanturuje NIGDY na tym blogu się nie pojawiła. Kiedy mu to ostatnim razem uświadomiono, trochę ochłonął, nie pierwszy raz przyznał się do błędu (czytał to gdzieś indziej) – i wreszcie było z tym trochę spokoju.
    Niestety – wystarczy tylko rzucić hasło: „Nawałka” i ono natychmiast otwiera przepastny sezam z żółcią i wylewanie jej na tego, którego kiedyś bronił. No sorry, ale tak to się sensownie gadać nie da.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s