Potęga pojedynczego meczu

Pamiętam, jakby to działo się wczoraj: Rzym był w przededniu inauguracji Euro 2020 smutny, pusty. Z powodu pandemii przewodzące turystycznym rankingom miasto, które w czerwcu powinno wszędzie dusić się tłokiem niczym w metrze w godzinach szczytu, zrobiło się przestronne nawet w miejscach ikonicznych, jak Fontanna di Trevi czy Schody Hiszpańskie. Zbzikowani na punkcie piłki nożnej tubylcy żyli jednak nadzieją, bo zdążyli wydźwignąć się z depresji po przegranych eliminacjach mundialu 2018, ba, w swojej reprezentacji ponownie się zadurzyli – po praniu mózgów urządzonym przez trenera Roberto Manciniego włoscy piłkarze biegali radośnie, dali się porywać fantazji, grali bezkompromisowo.

Ponieważ jako Polak wywoływałem oczywiste skojarzenia, kilkakrotnie usłyszałem wówczas, że od wymarzonego ideału drużynę dzieli ich tylko obsada środka ataku. Byli spokojni Włosi o bramkarza, nie narzekali na defensywę, z satysfakcją mówili o środku pola oraz skrzydłach – chętnie domknęliby jeszcze mozaikę Robertem Lewandowskim, z nim jako snajperem wyborowym czuliby się zdolni rozszarpać na strzępy każdą drużynę świata. Odpowiadałem półżartem, żeby nie stękali, bo my, Polacy, mamy całkiem odwrotnie. Nasze atuty na Lewandowskim się kończą, Lewandowski co rusz w pojedynkę wyciąga reprezentację za uszy, Lewandowskiemu zawdzięczamy złudzenie przynależności do wielkiego futbolu, poza Lewandowskim jest nicość, notoryczne opłakiwanie klęsk klubów w europejskich pucharach, krótko mówiąc – ojczyzna w ruinie, szarobury znój, dupa i kamieni kupa.

Przebieg mistrzostw kontynentu tylko uskrajnił emocje po obu stronach, polskiej i włoskiej. My z perspektywy rozsmarowanych na dnie tabeli upewniliśmy się, że zaprzepaszczanie wszystkiego, co można zaprzepaścić, opanowaliśmy w stopniu mistrzowskim, a im zdobycie mistrzowskiego tytułu przypomniało, że wygrywanie mają we krwi, nie powali ich żaden kryzys.

Chyba nie trzeba przypominać szczegółów, prawda? Włosi nie zmartwychwstali trzeciego dnia, ale trzy minuty po wyzionięciu ducha. W 2018 roku wyklinali swoje najsłabsze pokolenie piłkarzy w historii, by w 2021 obwieszczać renesans imperium – z dna na szczyt wystrzelili znienacka, choć w trzy lata nie sposób wychować nowej generacji zawodników, to proces rozciągnięty w czasie. Najnowszy wynik świecił się jednak złotem, więc we włoskich i niewłoskich serwisach piłkarskich rozmnożyły się reporterskie śledztwa ujawniające skalę mentalnej rewolucji, jaka po cichutku dokonywała się na tamtejszych boiskach. Nadzorowanej najpierw przez Arrigo Sacchiego, wizjonera, który jako zwolennik futbolu proaktywnego konsekwentnie krytykował odwiecznie kultywowane lokalne nawyki, jego zdaniem uwsteczniające. A potem kierowanej przez bliskiego Sacchiemu ideologicznie, dla szerokiej publiczności anonimowego Maurizio Viscidiego, który nie chciał szkolić niewolników taktycznego rygoru, lecz zawodników samodzielnie myślących, umiejących podejmować błyskawiczne decyzje, raczej odgrywających na boisku zaproponowane im role niż przywiązanych do pozycji. Bliższych współczesnym trendom. Absolwent odnowionego systemu edukacji miał posiadać naturalną skłonność do gry opartej na ataku, dominacji, inicjatywie. Sławiono wówczas współtworzących sztab reprezentacji geeków w typie Gianniego Vio, odpowiedzialnego za rzuty wolne i rożne, ponoć skrywającego w bazie danych przynajmniej 4830 pomysłów na stałe fragmenty gry, ale też podkreślano wpływ tłumu inspirujących ligowych wychowawców, od Maurizio Sarriego przez Gian Piero Gasperiniego po Roberto De Zerbiego. Wszyscy z dumą przypominali o obfitościach calcio – gromadzonych przez dekady rozwijania piłkarskiej kultury i zbyt rozległych, żeby kiedykolwiek groziła mu naprawdę długotrwała, bolesna zapaść. Przegrane eliminacje mundialu 2018 jako „katastrofa o biblijnych rozmiarch”? Phi, raczej histeria wyrażająca stan ducha sponiewieranych psychicznie gigantów, którzy nie mogą się pogodzić z elementarną prawdą sportu: zawsze możesz przegrać, nie z każdej porażki warto wywodzić rozdęte interpretacje o upadku wszystkiego.

Wracam do obrzędów znam poklęskowej mogiły, bo dzisiaj Włosi znów zatracają się we wściekłym samobiczowaniu, rozpadła im się cała rzeczywistość, stawiają sobie zarzuty strukturalne i fundamentalne. Przegrali baraż o mundial z Macedonią Północną, przeciętniakiem człapiącym w siódmej dziesiątce rankingu FIFA, więc rzężą zamroczeni traumą zdolną znokautować najtwardszego twardziela – jeśli wziąć pod uwagę okoliczności (np. stawkę meczu), to my, Polacy, chyba nigdy takiego ciosu nie przyjęliśmy, nawet osławione 0:1 z Łotwą rymowało się z ówczesnymi nastrojami, wisielczymi od klęsk ekipy Jerzego Engela na MŚ w Korei Południowej.

Czytam więc we włoskich mediach, że nie szkolą młodych; a jeśli szkolą, to młodzi zdolni grają w lidze rzadko, trenerzy preferują piłkarzy doświadczonych, nastolatków traktują wręcz jak niemowlaków; a jeśli młodzi grają więcej, to w słabych klubach, niszczy ich zwyczaj zsyłania talentów na wypożyczenia do Serie B. Epokowe przemiany Sacchiego i Viscidiego zostały zapomniane, współczesne trenerskie gwiazdy szkodzą rodzimemu futbolowi. Nie będę zamęczał czytelnika wnikaniem w detale, dodam jeszcze tylko, że żałobne zawodzenie obejmuje także popisy klubów, które niedomagają w Lidze Mistrzów. Słyszymy echo jęków z 2018 roku, gdy Włosi nie wiedzieli jeszcze, że wkrótce nadejdzie 2021, więc nie przypuszczali, iż upadli pozornie, dekadencki nastrój zrodziła głównie ambicja, potrzeba zwyciężania zawsze i wszędzie.

Teraz znów recenzują kondycję swojego futbolu w tonie apokaliptycznym, choć wszystkie zasługi, za które dziękowali swoim wybitnym futbolowym umysłom minionego lata, pozostają aktualne. Przyczyny barażowego karambolu znajdują w szkoleniu pozostającym „lata świetlne w tyle za angielskim, hiszpańskim czy francuskim”, choć nie rozbili się o Anglię, Hiszpanię czy Francję, lecz o Macedonię oraz, wcześniej, Bułgarię czy Irlandię Północną (tam chyba piłkarskie uniwersytety nie kwitną?). Kluby też trzymają dotychczasowy poziom, całokształt ich dokonań obniża tylko okres przejściowy w Juventusie, dla którego porażka w Lidze Mistrzów z Villarrealem nie jest bynajmniej bardziej zawstydzająca niż porażki z Olympique Lyon oraz FC Porto w latach minionych. Załamani Włosi – nic dziwnego, że załamani – cierpią więc nade wszystko wskutek potęgi pojedynczego meczu. Meczu z Macedonią Północną, w którym mieli przewagę przygniatającą, bijącą po oczach choćby w statystykach: 32-4 w strzałach, 16-0 w strzałach oddanych we wnętrzu pola karnego, 16-0 w rzutach rożnych, 4-54 w defensywnych wybiciach. Jak można przegrać w takich okolicznościach?! Ano można. Zdarza się zwłaszcza wtedy, gdy superbohater Euro 2022, bramkarz Gianluigi Donnarumma, fatalnie wybierze nowy klub, systematycznie przeciętnieje – i zamiast wybronić wszystko, co jest do wybronienia, spóźnia się z reakcją na jeden jedyny oddany przez rywali strzał.

Wspominam feralny wieczór z Macedończykami, wspominam całe eliminacje i dzwonią mi w uszach tamte marzenia o Lewandowskim, do którego Włosi wzdychali na starcie Euro 2020. Rzeczywiście, ze snajperem jego klasy baraż zwyczajnie musieliby wygrać. Tyle że w ogóle by do niego przystąpili, bo podobnie przebiegały zremisowane jesienią spotkania z Bułgarią (27-4 w strzałach, posiadanie piłki przez 79 proc. czasu gry) czy Irlandią Północną (13-4, posiadanie piłki przez 71 proc. czasu). I nie było sensu konstatować wówczas, że jesień obnaża mistrzów kontynentu – owszem, nie demonstrowali już futbolu łączącego obłędne tempo i płynność gry, dzięki którym podczas Euro 2020 poruszali się jak perfekcyjnie wytrenowana drużyna klubowa. Ale nastąpił wówczas spadek poziomu naturalny, wszak do turnieju przygotowywali się na zgrupowaniu i spędzili ze sobą wiele tygodni, a potem wpadali do reprezentacji na chwilę, wyrwani z pełni sezonu ligowego, na polerowanie niuansów nie mieli czasu.

I tak powinni byli jednak spędzić całą jesień na pozycji lidera, uniknąć baraży. Niestety, zdradził ich Jorginho, egzekutor rzutów karnych lodowaty jak terminator – w barwach Chelsea pozostaje niezawodny, mięknie po założeniu barw narodowych, w których spartaczył trzy jedenastki z rzędu, w dodatku wszystkie w momentach rozstrzygających. Czarną serię zaczął w finale Euro 2020, by kontynuować ją właśnie w kwalifikacjach mistrzostw świata, podczas których nie pokonał bramkarza reprezentacji Szwajcarii ani w meczu na wyjeździe (0:0), ani w rewanżu u siebie (1:1). Gdyby choć raz dał radę, Włosi w ogóle nie stresowaliby się barażami – czego świadomość znów wpycha mi do głowy skojarzenie z deklarowaną w Rzymie tęsknotą za Lewandowskim, specjalistą od jedenastek najznakomitszym, który nie byłby zdolny wyciąć numerów w stylu Jorginho. Tak, oni mieli najświętszą rację, precyzyjnie wskazali brakujący element, do dzisiaj mogli już nabrać pewności, że napastnik Bayernu w składzie nie tyle oddziela pojedynczą porażkę od zwycięstwa, lecz klęskę w eliminacjach od walki o medal mundialu, tragedię od ekstazy. A ja nie umiem uciec od refleksji, że jak Włochom sprzyjało szczęście podczas Euro 2020, tak zwaliła się na nich niewyobrażalna lawina pecha w eliminacjach MŚ 2022. Miotają się między skrajnościami, które wypłukują zdrowy rozsądek, więc wszystkiemu nadają przesadny wymiar – jednemu turniejowi, jednemu meczowi, jednemu rzutowi karnemu.

Nasz kapitan z zimną krwią wykorzystał natomiast jedenastkę we wtorkowym meczu ze Szwecją, wraz z którą Polacy stworzyli widowisko stojące na średniawym, delikatnie mówiąc, poziomie, ale które również, jak włoska klapa macedońska, totalnie przeorała nasze jaźnie. Nic zaskakującego, pomyślcie jeszcze raz o niepojętym zawirowaniu historii – Włosi górują nad Polakami w futbolu pod każdym możliwym względem, ale to Włosi (dwie porażki w 43 ostatnich meczach!) nie zostaną wpuszczeni na drugi mundial z rzędu, tymczasem Polacy po raz drugi z rzędu na turniej polecą.

I znów polecą, jak się dzisiaj zdaje, żegnani przez kibiców znajdujących się w wyśmienitych, pełnych optymizmu nastrojach. Z dnia na dzień ucichł niewiele wnoszący refren o drużynie, która w ubiegłym roku potrafiła pokonać wyłącznie sanmaryńskich i andorskich amatorów oraz Albanię. Przyzwoite, mądre 45 minut gry ze Szwedami – z kluczową epizodem Krychowiaka, wprowadzonego przedwcześnie na boisko tylko wskutek konieczności wynikającej z nieodpowiedzialnej nadpobudliwości brutala Góralskiego! – wystarczyło, by ludzie wezbrali entuzjazmem, poczuli się niemal pewniakami do wyjścia z grupy na katarskim turnieju. Ilekroć przegrywamy mistrzowską imprezę, wybrzmiewają oskarżenia, że dziennikarze sportowi zapędzili się w snuciu zwycięskich hipotez (nieznośne mędrkowanie o „pompowaniu balona”), ale coraz częściej myślę, że eksperci zachowują przytomność umysłu, jednak nie mają szans schłodzić rozpłomienionych kibicowskich głów, ani stłumić ognia buchającego z mediów ogólnotematycznych. Teraz znów dzieje się coś, co doskonale znamy: prawie nikt nigdy nie ogląda Meksykanów, więc nikt ich nie ceni, ignorancja nie wiedzieć czemu wcale nie zachęca do ostrożności, lecz skłania do lekceważenia, w końcu nawinęła się nam jakaś egzotyka. Nieważne, że ta reprezentacja wychodzi z grupy na każdych mistrzostwach od 1994 roku, że nawet Arabia Saudyjska czeka na wyjście z grupy krócej niż Polska, a Argentyna powołuje jeszcze paru klasowych piłkarzy poza Messim, zdobyła niedawno złoto na mistrzostwach piekielnie silnego kontynentu, powoli zapomina już, jak to jest przegrać mecz.

Zwycięstwo ze Szwecją zawróciło ludziom w głowach, wywiało z nich przewlekłe poczucie beznadziei, z jakim żegnali ponury rok miniony. A skoro nadciąga tydzień pucharowy, to Lewandowski zasłoni wszystko, pewnie nawet nie zauważymy, że na blisko 400 piłkarzy, którzy wystąpią w ćwierćfinałach Ligi Mistrzów, Ligi Europy oraz Ligi Konferencji, spośród powołanych przed chwilą do kadry Czesława Michniewicza zobaczymy jeszcze tylko Arkadiusza Milika. Polaków wyprasza się wcześniej, a nawet – coraz wcześniej, żaden pojedynczy mecz ich losu nie odmieni.

241 myśli na temat “Potęga pojedynczego meczu

  1. @antropoid
    Niestety nie. W odpowiedzi na uwagę podpisaną „teoretycznie” i poprzedzoną uwagą, że nie dotyczy AN, Ty strzeliłeś tyradą o „fantasmagoriach”, bo uwaga nie odnosi się do AN (co było jawnie napisane!).
    Gdy zwróciłem uwagę, że owszem, Twoja uwaga jest trafna i masz rację, a mojej wcale nie zaprzeczasz, Ty masz znowu mnóstwo zarzutów. Żaden nie jest skonkretyzowany poza „nieodniesieniem się do faktów”. A do faktów się nie odnoszę bo po prostu się z Tobą zgadzam i to też jest jawnie napisane.

    Język jest narzędziem dalece niedoskonałym i nieprecyzyjnym. Jak widać choćby na powyższym przykładzie, komunikaty bywają odczytywane niezgodnie z ich intencyjną treścią nawet na płaszczyznach, na których treść ta jest wskazywana w pełni bezpośrednio. Mając taką świadomość, staram się cierpliwie podchodzić do wyjaśniania takich nieścisłości, a nie się obrażać, szydzić, wywyższać itp., co ostatnio w kulturze dyskusji jest dość częstym trendem (na szczęście nie tu). Zwróć proszę jednak uwagę, że ciepłej wyjaśnianie mankamentów języka nie jest kaliskiej za słówka spoza kontekstu. Nie jest nawet podobne. Ani trochę.

    Polubienie

  2. O rany ile literówek… To jeszcze raz ostatnie zdanie:
    Zwróć proszę jednak uwagę, że cierpliwe wyjaśnianie mankamentów języka nie jest ciąganiem za słówka spoza kontekstu.

    Polubienie

  3. Tutejszy bzik zaostrzania słów mi się zaczyna udzielać zresztą. Chciałbym zmienić „Strzeliłeś tyradą” na „w stanowczy sposób odparłeś” i przeprosić za nadużycie, którego się pierwotnie dopuściłem, używając tego pierwszego określenia.

    Polubienie

  4. @alp
    Czyżby?
    Cudownie precyzyjne pytanie, wiem…
    Czy naprawdę ten mecz nie mógł wyglądać inaczej? Sądzę, że spowszedniało nam coś, co wcale powszednie nie jest. Indolencja ManU jest nie tylko niepowszednia, jest wręcz zjawiskowa.
    Zespół z monstrualnym zapleczem finansowym i kadrowym, który czysto na papierze powinien walczyć z najlepszymi o najwyższe cele. Tymczasem nic nie działa jak należy. Zepsuli sobie Pogbę, Varane’a, Fernandesa już też – każdy piłkarz zalicza tam zjazd w dół. Nie mogę sobie przypomnieć udanego transferu (zawodnik spełnił oczekiwania, zrobił postęp) od czasów Fergusona (np. de Gea), gdy wpadek poza wspomnianymi było sporo (Depay, Martial, di Maria, Schweinsteiger, Schneiderlin…). Teraz w efekcie porażki 0:5 z Liverpoolem zmienili trenera i przegrali 0:4… Dla porównania z ManCity 0:2 i 1:4. Nie ma nawet kontaktu, to są różne piłkarskie planety.
    Wątpię, czy tak być musi. Z jakichś względów tak jednak jest.

    Polubienie

  5. Niemożliwy jesteś. Jak perpetuum mobile.
    Z każdej, choćby jednozgłoskowej wypowiedzi czyjejś, całe wypracowanie wykujesz.
    I to jeszcze w najtrudniejszej z możliwych kategorii, czyli: „co autor miał na myśli”.

    Polubienie

  6. No i jeszcze w kwestii Never Ending Story, czyli: „mogli grać ci zamiast tamtych”:

    Naprawdę ktokolwiek wierzy w to, że 2, czy 3 inne nazwiska (zwłaszcza takie jak Reca, którego dotąd boją się wystawiać w ważnych meczach – co mnie nie dziwi) cokolwiek by zmieniło – i to w sytuacji, kiedy trener rozkalibrował swój pomysł na grę, a formy na turniej reprezentacja nie przywiozła?

    Polubienie

  7. @antropoid
    Dziękuję, jesteś bardzo miły.

    @Never ending story (z autoironicznym twistem)
    To prawda, że Nawałka „rozkalibrowal swój sposób na grę” przed MŚ w Rosji. Antropoid bardzo trafnie tu użył liczby pojedynczej i prawdopodobnie właśnie ta gramatyczna koincydencja jest indykatorem kluczowej płaszczyzny sporu. Sposób był jeden. Ktoś powie „i dobrze, grunt że działał”, ktoś inny powie „betonowe, nieelastyczne podejście, cud że zadziałało choćby raz”. Każda ze stron ma też po jednym turnieju na poparcie swojej teorii. A jaka jest prawda? No cóż, tutaj prawda pewnie w ogóle nie istnieje. Mamy futbol adaptatywny w Madrycie, mamy futbol totalny w Barcelonie i mamy wieczne, choć bezsensowne pytanie „który lepszy?”.

    Polubienie

  8. Co do Klicha to żeby jego wejście miało ręce i nogi, to trzebaby posadzić na ławkę Zielińskiego albo Milika – to drugie wymagałoby zmiany ustawienia. Pierwsze nierealne i bez sensu, drugie mogłoby może coś dać, o ile Klich grałby wtedy tak, jak grał nieco później za Bielsy. Oczywiście mowa o mundialu, bo wcześniej Milik i Mączyński prezentowali się na tyle dobrze, że nie było potrzeby kombinowania.
    Co do Kędziory, to na pewno lepiej by się prezentował, niż Bereszyński, ale nie wystawić Piszczka na jedynym mundialu choćby w tym pierwszym meczu – to by było odważne.
    Ja nie umiem mieć pretensji do Nawałki, że tego nie zrobił.

    Z drugiej strony to ciekawe, że TS uparcie twierdząc, że Brzęczek był beznadziejny, jednocześnie proponuje Nawałce rozwiązania, które właśnie on wprowadził.

    Polubienie

  9. W jednym Antropoid ma pełną rację- Polska skłonność do „budowania wszystkiego od nowa”, „odkopywania ze zgliszczów” czy „sprzątania po kimś” i to jeszcze powtarzana przez dziennikarzy jest czymś odrażającym. Przecież to oczywiste, że nikt nie wyrzuci całej poprzedniej kadry i zacznie zbierać zupełnie nowych ludzi, którzy do tej pory nie grali, co by było absurdem. A propo Recy czy dobrania innych graczy..czasem o wyniku decydują detale..i nie można wykluczyć, że wstawienie gracza X w miejsce Y w meczu z Senegalem nie dałoby innego wyniku, bo np. tenże gracz lepiej się odnajduje w mieszanych ustawieniach obronnych.

    Polubienie

  10. Najbardziej odrażające, to jest (nie wiem, czy tylko polskie) obs…wanie wszystkiego, co było dobre, kiedy przychodzi porażka. Najświeższy dowód – Stoch, wcześniej wychwalany pod niebiosa za takt i zdrowy dystans do siebie, a dziś synonim gbura i bufona, również według redaktorka z telewizji, która dotąd w wychwalaniu go przodowała,

    Co do graczy takich jak Reca, (a także Bereszyński, Cionek) którzy – jak stoi powyżej – „zapracowali na transfer do Włoch”, to są oni istnym dziwem na naszej niwie futbolowej. Latami polski kibic mógł najwyżej marzyć o obrońcach we włoskiej lidze, kiedy się ich wreszcie doczekał, są regularnie autorami największych „baboli” w reprezentacyjnej defensywie. Tu się zwyczajnie nic nie da przewidzieć i zaplanować, dlatego gdybania w rodzaju: kto mógł grać zamiast kogo, mają tyle samo sensu, co zamawianie normalnej wiosny u wróżki.

    Polubienie

  11. Nawałka nie „rozkalibrował swój sposób na grę” przed MŚ w Rosji, on go do końca wyeksploatował. Na to nałożył się zjazd w karierze kilku, wcześniej podstawowych zawodników (nie tylko „brak formy”), który wyraźnie było widać już jesienią 2017 r.
    Stąd jego nerwowe ruchy na dwóch zgrupowaniach przed samymi mistrzostwami. Nie wypaliły, bo próbował wcisnąć młodych piłkarzy „w schemata”, którego nie znali, do którego nie pasowali, a na dodatek nie byli zgrani z drużyną.
    I dlatego na Senegal wyszedł żelaznym składem. A potem to już były tylko nerwowe ruchy personalne.

    @Antropoid
    Jak znajdę chwilę czasu, to odrobię za Ciebie lekcję.

    Polubienie

  12. „Najbardziej odrażające, to jest (nie wiem, czy tylko polskie) obs…wanie wszystkiego, co było dobre, kiedy przychodzi porażka”… – coś co było dobre w średniowieczu, nie musi pasować do dzisiejszej rzeczywistości. W piłce czas leci znacznie szybciej. Coś co było dobre w 2014 r., sprawdziło się w 2016 r., mogło być do niczego w 2018.
    A jak jeszcze dogina się rzeczywistość do idei (dowodem raport) to z tego musi wyjść katastrofa.

    Polubienie

  13. @gp
    „Z drugiej strony to ciekawe, że TS uparcie twierdząc, że Brzęczek był beznadziejny, jednocześnie proponuje Nawałce rozwiązania, które właśnie on wprowadził.”

    to co, jak Wujo zapytany ile to jest dwa plus dwa odpowie poprawnie, to mam od tego momentu twierdzić iż wynik to pięć?
    Z całym szacunkiem, ale z etapem powołania w miarę sensownych 23 graczy, to mogłaby sobie poradzić nawet większość blogowiczów.

    Zwyczajnie uważam zarzut „betonozy” za jednak trafny, wczesny Nawałka umiał zaprosić do kadry nieoczywistych kandydatów, którzy „nie zasłużyli”, bo znał ich z klubu i pasowali mu do koncepcji. Później nie otwierał kadry równie chętnie, co jeszcze by się broniło, gdyby nie zmieniał koncepcji, ale zmienił koncepcję na grę trójką z tyłu – coś co publicznie odrzucił na początku swojej kadencji. Do nowej koncepcji nawet nie pomyślał o zaproszeniu nowych graczy, którzy mogliby to potencjalnie lepiej realizować, tylko trzymał się starych, których kiedyś ocenił jako niewłaściwych do realizowania tego ustawienia.
    Nie twierdzę też że któryś z tych piłkarzy koniecznie odmieniłby kadrę, bo najprawdopodobniej wcale nie, ale skoro Mączyński z Milikiem odmienili swoje klubowe dole dzięki powołaniom, to wykluczał nie będę że ktoś z pomijanych zaliczyłby jednak progres.
    Sam fanem Klicha nie jestem i szczerze, nie uważam tego za zbrodnię iż nie grał, ale fakt że grajek z jednej z lepszych lig europejskich nie tylko nie był powołany, ale nie był nawet w szerokiej grupie 70 piłkarzy obserwowanych, świadczy o poważnym przeoczeniu lub osobistej niechęci. I w sumie nie dziwię się już, że Klichowi palnęło się to co palnęło na twitchu.

    @antropoid
    „Najbardziej odrażające, to jest (nie wiem, czy tylko polskie) obs…wanie wszystkiego, co było dobre, kiedy przychodzi porażka.”

    A ja myślę że o wiele bardziej toksyczne jest stawianie pomników, o których jakakolwiek dyskusja jest odbierana jako atak. Zarówno ja jak i Koziołek wielokrotnie podkreśliliśmy pozytywny stosunek do całokształtu Nawałki, jak i bardzo krytyczny wobec wuja, ale nawet podyskutować nie można o takim Klichu, bo to zbrodnia i…. nie wiem „sranie na legendę” i guess?

    I widzimy to nie tylko w futbolu, gdzie Polacy, tacy nawet podobno wykształceni i uważający się za reprezentujących jakieś wartości, zaciekle bronią upadłych pomników, czy to Wałęsy, czy to Kapuścińskiego, czy Karola co komunizm obalił ale pedofilii nie widział.

    Nawałka daleko od tych przykładów stoi, ale i tak można czasem odnieść wrażenie, że choćby rozpoczęcie dyskusji to obraza uczuć religijnych. Można mieć pozytywny stosunek do jego kadencji, i jednak rozważać, czy nie fajnie by było, gdyby w późniejszej części swojej kadencji „budował” nieoczywistych kadrowiczów, jak robił to wcześniej.

    @koziołek
    tbf taka Kolumbia Pekermana praktycznie całą jego kadencję grała 4-2-3-1 i siedziało, Szczególnie nasz sztab wydawał się stylem gry Kolumbii zaskoczony i niezdolny do nie tylko próby neutralizacji Kolumbijskich atutów, ale skonstruowania nie samobójczego planu gry.
    IMO przewidywalność i rzępolenie jednego planu na grę, na niwie reprezentacyjnej jest o wiele bardziej wybaczalne.

    Polubienie

  14. Generalnie hasło betonoza troszeczkę się nie trzyma kupy, co wystarczy stwierdzić, jeżeli się zna odpowiedź na pytanie rzucone wyżej. „A ile oni grali?” No np. taki Bednarek to pełne 270 minut.
    I wszystko niby fajnie, tyle że obciąża go druga bramka Senegalu, więc nie wiem, jak można twierdzić, że każda zmiana składu byłaby od razu na plus. Owszem, można powiedzieć, że w jakimś sensie wyrównał to golem z Japonią.
    Co do Brzęczka i w sumie każdego innego trenera, to uważam, że nie spieprzenie czegoś jest zawsze plusem. Tak samo jak Nawałka mógł nie wprowadzać od razu do kadry Milika, z którego pseudoeksperci się śmiali, że niby taki słaby, i może pewnie nikt by nie miał pretensji za kilka punktów mniej, bo startowaliśmy prawie z dna, tak samo Brzęczek mógł zrobić jakąś głupotę, jak Sousa z Bereszyńskiego stopera, przegrywać mecze i opowiadać, że przecież pięknie gramy a przynajmniej będziemy już zaraz. Jakoś jednak udawało mu się personalnie trafiać prawie za każdym razem, jedna większa wpadka, którą pamiętam, to Frankowski z Macedonią, po czym próbował to jakoś łatać przesuwając tam Zielińskiego, wyglądało to tak sobie, ale punkty były.

    Polubienie

  15. „więc nie wiem, jak można twierdzić, że każda zmiana składu byłaby od razu na plus.”

    Ktoś twierdzący to powyżej może odpowie, bo ja to nie bardzo.

    Polubienie

  16. @Antropoid
    „…A poza tym na mundialu zagrali np: Kownacki, Bednarek, Milik, Bereszyński, Góralski, Zieliński – rzeczywiście w 2018 roku „zajechani” jak diabli piłkarze w wieku 28-33, nie mający kontaktu z międzynarodowym futbolem…” – Antropoid
    w odpowiedzi:
    „A pamiętasz ile zagrali? – Milika możesz pominąć…” – ALP
    Dla mnie to co robisz to odwracanie kota ogonem. I przypomnij mi na jaką to moją odpowiedź czekasz ponad 2 lata.

    Polubienie

  17. W pamiętnym ćwierćfinale France98 grało od pierwszej minuty aż 5 mistrzów świata z 90 roku. Sądzę, że to właśnie leży w Sevres na półce z napisem „betonoza”, zaś mecz z Portugalią z Euro 2000 obok, z podpisem „jej skutki”.
    Weteranów Euro 96 było w głównym składzie 8 (a jednym z trzech „nowych” był… Matthäus).

    W Senegalskim koszmarze brało udział od pierwszej minuty 10 weteranów Euro i Rybus, który Euro przegapił przez kontuzję.

    Teza mówiąca, że rotacja w polskiej kadrze przebiegała bardzo wolno wydaje się więc uprawniona. Czy to wina szkolenia, selekcjonera, PZPN-u… Tuska?

    Polubienie

  18. A tak to wygladało w szczeggółach
    SENEGAL
    Szczęsny, Cionek, Rybus, Pazdan, Piszczek, Zieliński, Krychowiak, Grosicki, Błaszczykowski, Milik, Lewandowski
    46’ Bednarek za Błaszczykowskiego, 73’ Kownacki za Milika, 83’ Bereszyński za Piszczka
    KOLUMBIA
    Szczęsny, Pazdan, Piszczek, Bednarek, Bereszyński, Zieliński, Krychowiak, Góralski, Rybus, Lewandowski, Kownacki
    57’ Grosicki za Kownackiego, 72’ Teodorczyk za Bereszyńskiego, 80’ Glik za Pazdana
    JAPONIA
    Fabiański, Glik, Bereszyński, Bednarek, Jędrzejczyk, Góralski, Zieliński , Krychowiak, Kurzawa, Grosicki, Lewandowski
    79’ Peszko za Zielińskiego i Teodorczyk za Kurzawę.

    Polubienie

  19. @0TWOJASTARA Serio Wałęse zaliczasz do upadłych pomników? Aż zdębiałem..myślałem, że to tylko nagonka PiSowców. Mogę zapytać na jakich przesłankach to opierasz?

    Polubione przez 1 osoba

  20. Nazywanie weteranem Euro Zielińskiego, który zagrał tam raptem raz i chyba nie więcej, niż 45 minut, i Cionka, który chyba w ogóle, to uosobienie tradycyjnego poziomu dyskusji na tym blogu.
    A już sugerowanie, że najlepszy selekcjoner to taki, który bez przerwy miesza składem, to zwykła ignorancja.
    Dajcie już spokój z tym.

    Polubienie

  21. @Grindavik
    Po pierwsze trzeba się pogodzić z faktem, że Wałęsa to Bolek. Tak, Cenckiewicz to generalnie łajza, niemniej linia obrony Wałęsy jest tu wybitnie słaba. Loterie wygrywał, no bądźmy poważni.

    Po drugie Wałęsa to Dyzma, cwaniaczek, który zaszedł zdecydowanie za wysoko w relacji do posiadanych kompetencji. A nawet nie kompetencji, tylko zwykłego rozsądku i inteligencji. Wrodzony wybujały narcyzm stworzył człowieka-mema, które co się odezwie, to uszy więdną. Jak choćby nie tak dawno, z wygrzebanymi ułaskawieniami dla Słowika, które skomentował w stylu „no dali do podpisania, to co miałem drążyć, jakieś klechy się podpisały więc ja też”. Jaśnie pan prezydent, który rozdaje gangusom zwolnienia za hajs, a ja się zastanawiam, czy fakt iż jego linia obrony brzmi „to moja administracja korzystała z mojej tępoty, ja korzyści nie czerpałem” nie jest nawet gorsze.

    Nie, w spisgową teorie dziejów nie wierzę, agenturalna kariera Wałęsy skończyła się najprawdopodobniej w 1976, i gdyby tylko o to chodziło, to tbh bym go od czci i wiary nie odsądzał, to była bardzo inna rzeczywistość, której Wałęsa jest w znacznym stopniu tworem. Natomiast jest on dla mnie potwierdzeniem tezy, że jeżeli zaczynamy wymienianie czyichś zalet od „charyzmy” to pozostałe zalety są najprawdopodobniej urojone.

    Polubienie

  22. @gp
    Czyli zgadzasz się z doborem danych badawczych, danych porównawczych i regułą wnioskowania, ale kwestionujesz dobór terminologii. W kontekście hilbertowskiego formalizmu [por. wykład Hilberta z 1900r. i zbiór prac Gesammelte Abhandlungen lub prościej, choć powierzchownie Roman Murawski, Filozofia matematyki. Zarys dziejów] znaczy to dokładnie tyle samo, co że się ze mną zgadzasz.
    Weteran=powołany, taką przyjąłem, konsekwentnie stosując, terminologię. Wprowadziłem konkretną metodologię porównawczą. Masz pełne prawo zaproponować jakąś swoim zdaniem właściwszą. A akurat Ty masz wg mnie znakomite predyspozycje do konstruowania konsystentnych systemów decyzyjnych*, więc jestem szczerze ciekaw.
    Albo możesz o poziomach i pionach i blogach. Tylko po co? Znowu chcesz „uciekać”?

    „A już sugerowanie, że najlepszy selekcjoner to taki, który bez przerwy miesza składem, to zwykła ignorancja.”
    Nikt tego nie sugeruje tutaj – wskaż cytat, jeśli uważasz inaczej. Nie musi być mój, czyjkolwiek.
    Mając jednak na względzie doświadczenia MŚ06, stroniłbym od kategorycznych sądów dotyczących poglądu „majtanie składem jest super”.

    *kiedyś zaproponowałem zabawę w ranking selekcjonerów XXI wieku i Twój, drastycznie odmienny od większości, zdołałeś obronić w pełni logicznie w oparciu o konkretne założenia, które szczegółowo objaśniłeś. Zapadło mi to w pamięć i zrobiło duże wrażenie.

    Polubienie

  23. Dziękuję, w rewanżu mogę potwierdzić, że zgodnie z przyjętą przez Ciebie terminologią dane są prawidłowe. nawet z wnioskiem się mogę zgodzić, natomiast czy z tego można, ewentualnie należy, czynić zarzut trenerowi, to już kwestia zależna od założeń, które niestety mogą w dużej mierze mieć charakter aksjologiczny i są raczej nieweryfikowalne. Stąd pewien przesyt w mojej głowie tego tematu.
    Może jako sensowny materiał porównawczy można podać Francję 98-00 i Hiszpanię 08-12 – drużyny, które powtarzały sukces. Wydaje mi się, że zmiany w składach były tam niewielkie, trenerzy Francji dokonywali pewnej rotacji, głównie w ataku, hiszpańscy trochę mniejszej. Jak się komuś chce sprawdzać i przytaczac, to czemu nie – może coś to wniesie.

    Polubienie

  24. @Alp

    Ty kpisz, czy o drogę pytasz?
    Do tej pory nie odpowiedziałeś, kto miał grać za tych, którzy grali, jaki wpływ ma mieć jakiś papierek napisany po MŚ 2018 na gorszą ocenę 2 lata wcześniejszych ME, czym się miał objawiać „bardziej ofensywny” futbol za Brzęczka (skoro jego kadra zdobywała mniej goli, niż kadra poprzednika, a przemyślana gra ofensywna systematycznie zanikała), ani na czym polega to „sprzątanie po AN”, (skoro do dziś, już trzeci kolejny selekcjoner jako filary powołuje tych samych „starych wypalonych”, którzy grali u Nawałki, ostatnio nawet Grosicki wrócił).
    Nie odpowiedziałeś też na pytanie, co się dzieje, że z tego, co piszesz już kilka razy się wycofywałeś i nawet przepraszałeś, że Cię poniosło – a potem przy byle okazji zacięta płyta rusza od nowa.

    Reasumując: pytania o dowody na swoje tezy albo puszczasz mimo uszu, albo odpowiadasz zupełnie nie na temat (wspomnienia o czasach Górskiego), a kiedy wymieniłem zawodników młodszych, niż przedział 28-33 lata, którzy ponoć „zabetonowali kadrę: Nawałki, spróbowałeś jeszcze z innej mańki i wymyśliłeś zabawę w zliczanie minut gry.
    I ty mi zarzucaj „odwracanie kota ogonem”… 🙂

    Polubienie

  25. Nie wiem, ilu piłkarzy przetestował AN zanim ruszył do swoich pierwszych eliminacji, ale było tego naprawdę sporo, nawet wydawało się, że niepotrzebnie zbyt wielu. Wybrał, kogo wybrał do mundialu w Rosji wyniki przyznały mu rację, poza tym nieraz dziennikarze oraz tzw. eksperci w trakcie meczów i pomiędzy nimi ubolewali, że poza żelazną, kilkunastoosobową grupą nie ma z kogo wybierać, bo 5-8 lat temu rzeczywiście nie bardzo było. I to był problem – a nie „betonoza”. My nie jesteśmy Francją/Hiszpanią/Niemcami, nie mamy po 2-3 na międzynarodowym poziomie na każdą pozycję, zazwyczaj musimy kroić jak materiału staje.

    Polubienie

  26. „do dziś, już trzeci kolejny selekcjoner jako filary powołuje tych samych „starych wypalonych”, którzy grali u Nawałki”

    W meczu ze Szwecją u Michniewicza zagrało w pierwszym składzie 7 piłkarzy powołanych na MŚ przez Nawałkę, wśród nich Góralski o marginalnej wówczas roli.
    Wśród rezerwowych 1 nowy Buksa i 1 stary Krychowiak.
    Dużo, mało? Filary czy nie? Chyba bym się skłaniał ku „średnio” i „owszem filary”, zwłaszcza że obecny trener z pomijania Krychowiaka zamierza się chyba rychło wycofać.

    @alp od lat nie odpowiada na pytania
    Bardzo rzeczowy akapit. Klarownie wskazałeś pytania i to zasługuje na szkic odpowiedzi. Kolejno:
    1. Kilka propozycji zawodników pomijanych lub marginalizowanych padło choćby w tym wątku.
    2. Jakiś papierek daje dodatkowe informacje o sposobie pracy trenera, więc wpływa na całokształt oceny. No chyba, że uznamy pracę trenera za serię pojedynczych zdarzeń.
    3. W temacie ofensywnych poczynań kadry Brzęczka to przepraszam, ale nie pamiętam takich wypowiedzi od bardzo dawna. Inna para kaloszy, że coś chyba kiedyś było i to chyba był przejaw rozemocjonowanej zapalczywości w dyskusji, bo poziom absurdu tej tezy jest wg mnie już w czerwonym polu. Odnoszę wrażenie, że to jedna z sytuacji opisanych jako „wycofywałeś i nawet przepraszałeś, że Cię poniosło”.
    4. Sam mówisz, że filary kadry to ci sami ludzie, którzy podpisali senegalski koszmar. W tym sensie sprzątanie trwa. Dyskusyjne, czy „sprzątanie” to stosowna nazwa, a trauma japońskiego pressingu może być w takiej dyskusji argumentem.
    5. To się nazywa ewolucja poglądów, która niekoniecznie przebiega stale w tym samym kierunku – tak to bywa z procesami poznawczymi. Z zaciętą płytą chyba się jednak pospieszyłeś – patrz np. punkt 3.

    Ustalmy, że jeżeli te odpowiedzi do tej pory nie padły (mam wrażenie, że to nieprawda) to padły teraz.

    @gp
    Świetne przykłady do zebrania danych, dziękuję i zliczę w wolnej chwili.

    Polubienie

  27. @gp
    W zasadzie można z tego zrobić sensowne badanie z usystematyzowanym doborem próby i precyzyjnymi wielkościami pomiarowymi. Zrobię to kiedyś, ale pracy sporo, więc się zejdzie.
    Ale z góry uprzedzam że poziom ufności 0,9.

    Polubienie

  28. Jest jeszcze RFN 72-74, a może nawet 76, bo tam finał przegrali w karnych, więc nie da się mówić o klęsce.
    A dla wielbicieli futbolowej archeologii Włochy 34-38, przy czym igrzyska po drodze też wygrali, ale kwestia amatorstwa wymuszała tam jakieś zmiany.
    Ewentualnie można się zastanowić, czy któraś z drużyn amerykańskich kumulowała sukcesy na Mundialu i Copa, ale z tego, co kojarzę to nie.

    Polubienie

  29. Koziołek, ja wiem, że odnalazłeś tu swoją osobistą misję do spełnienia względem mnie, ale bardzo proszę: nie próbuj mi wmawiać, że nie wiem, o czym piszę.
    I to, że czegoś nie pamiętasz nie oznacza, że nie miało to miejsca, powinieneś o tym doskonale wiedzieć, bo już nie tak dawno za tę swoją „winę antropoida” przepraszałeś.

    Polubienie

  30. PS. A tych „kilka propozycji zawodników pomijanych lub marginalizowanych”, które „padło choćby w tym wątku” to w końcu chyba tylko 0twojastara podał. A nie ci, co się zmian domagali.
    Postów jest tyle, że jeśli się mylę, to proszę mi wskazać, kto jeszcze.

    Polubienie

  31. Kontestuję zasadność przywoływania drużyn mistrzowskich, w kontekście naszego… ćwierćfinałowego pokolenia?

    Przyjmując iż turnieje są w jakimś tam sposób miarodajne i faktycznie wyłaniają tych najlepszych z najlepszych, próg jakości jaki muszą zaprezentować „młodzi zdolni” jest o wiele wyższy, gdy mówimy o zastępowaniu gwiazd wygrywających wszystko, aniżeli gdy mówimy o grajkach z ćwierćfinału.

    Obserwuję to w Realu – część kibiców się miota, iż kolejni trenerzy cały czas stawiają na te same nazwiska, że CKM jest nieledwie nietykalne, jeszcze parę sezonów temu była wielka frakcja domagająca się wymiany Benzemy(sic!). No ale weź panie wymieniaj Modricia czy Benzemę.

    Pobłogosławiło nasz kraj kilkoma świetnymi grajkami, ale jeżeli mówimy o levelu godnym masowo wygrywać najwyższe trofea, to dla mnie jedynym pewniakiem, którego możesz wstawić o drużyny mistrzowskiej, jest Lewandowski. Wstawisz go do Hiszpanii 08-12 i będzie grał, wstawisz go do Francji 98-00 i będzie grał. On jeden.
    Jest paru z potencjałem na załapanie się do szerokiej kadry. Szczęsny z Fabianem pewnie mieliby spore szanse, kto wie, przy Barthezie może nawet by i grali, ale żeby któryś posadził Ikera? Nie ma szans.
    Lubię Krychę i Glika, ale ciężko mi ich sobie wyobrazić choćby w szerokiej kadrze któreś z tych dwóch drużyn. No może Glik w swoim klubowym szczycie z Monaco parę spotkań by załapał max.
    Jakiś tam potencjał na szeroką kadrę widzę u Błaszczykowskiego i Piszczka. Ale z ich formą sportową z 2018 nie widzę tego wcale.

    Polubienie

  32. @0twojastara

    Całego wywodu kierowanego do mnie nie będę komentował, może tylko sam „sens”:

    Jakie „stawianie pomników” i jaka „obraza uczuć religijnych”???…

    I secundo: bierzesz w tym sporze udział chyba od początku i do tej pory w temacie, jak b. rzadko kiedy, pisaliśmy niemal to samo, a teraz nagle w sekundę, w jednym poście, zaczynasz się stawiać w roli adwersarza i w jednym szeregu z tymi, z którymi się spierałeś i pisać do mnie tak, jakby spór był między nami?…

    Jak nic jakiś wirus wpadł na to forum.

    Polubienie

  33. @antropoid (wypowiedź pierwsza)
    Teraz ja zauważę kompletny brak związku Twojej wypowiedzi z moją, a Ty powiesz „wolne żarty” i wyśmiejesz. A potem będziesz mówił, że Alp od lat nie odpowiada na pytania. Ten scenariusz już grano, także w tym wątku, więc robię screeny.

    (Wypowiedź druga)
    Ja także podałem trzy nazwiska. Alp obie listy otwarcie poparł. Miał przepisać, żeby się liczyło?

    (Ogółem)
    Taktyka zgadzania się z Tobą przy każdej okazji nie zmniejszyła Twojej wrogości wobec mojej osoby, więc przyjąłem taktykę chwalenia Cię przy każdej okazji. Początkowe pozytywne skutki tej drugiej, jak widzę, były pozorne – wszędzie widzisz atak. Cóż, Twoje osobiste prawo wybierać, co postrzegasz jako atak. Jeśli wszystko, to będziesz stale atakowany.
    W tym przypadku trudno czuć mi się winnym i dalej silić na jakiekolwiek kurtuazyjne uprzejmości.

    @gp
    Urugwaj z fenomenalnym Pendibene na lewym skrzydle 🙂
    Tylko nie wiem czy uwzględnianie lat minionych nie zaburzy wyników. Trochę się medycyną sportowa rozwinęła, teraz Pele by nie kończył kariery reprezentacyjnej lat 28.

    Polubienie

  34. „bierzesz w tym sporze udział chyba od początku i do tej pory w temacie, jak b. rzadko kiedy, pisaliśmy niemal to samo, a teraz nagle w sekundę, w jednym poście, zaczynasz się stawiać w roli adwersarza i w jednym szeregu z tymi, z którymi się spierałeś i pisać do mnie tak, jakby spór był między nami?…”

    Tak, prowadzisz tę dyskusję w tak toksyczny sposób, że nawet sojusznicy Cię już temperują.

    Polubienie

  35. „nie próbuj mi wmawiać, że nie wiem, o czym piszę.”
    Może wiesz, trudno powiedzieć. Na pewno jednak nic nie robisz, by inni też wiedzieli, a gdy próbują się dowiedzieć, nazywasz to „odwracaniem kota ogonem”, „czepianiem się słówek” i, jakże politycznie, tłumaczysz wyrywaniem z kontekstu.
    Powtarzam, prowadzisz tę dyskusję tak toksycznie, że nawet sojusznicy mają Twoich metod dosyć.

    Polubienie

  36. @Antropoid
    Nigdy, ale to nigdy nie oceniałem gry reprezentacji na EURO przez pryzmat MŚ2018. Przypomnę, że przed EURO oczekiwałem trzech dobrych meczy, a dostałem pięć i czułem pewien niedosyt, bo miałem wrażenie, ze gdybyśmy w końcówce meczu i dogrywce zagrali odrobinę odważniej, to moglibyśmy się cieszyć meczami w strefie medalowej. Komentowałem tak na bieżąco i kilkakrotnie to podkreślałem w naszych późniejszych dyskusjach.
    Przepraszam bo tak mam przez całe życie. Jeżeli pod wpływem emocji pojadę po bandzie i obrażę adwersarza, coś pokręcę albo chlapnę bez sprawdzenia to przepraszam. I nie zamierzam tego zmieniać „Korona mi z głowy od tego nigdy nie spadła” i myślę, że nigdy nie spadnie.
    „kiedy wymieniłem zawodników młodszych, niż przedział 28-33 lata, którzy ponoć „zabetonowali kadrę: Nawałki, spróbowałeś jeszcze z innej mańki i wymyśliłeś zabawę w zliczanie minut gry” – myślę, że to istotne dla oceny roli piłkarza w drużynie. Przy okazji sprawdzania przypomniałem sobie ustawienia drużyny np. (co mi zupełnie uciekło) Zielińskiego ustawionego jako defensywnego pomocnika obok Krychowiaka.
    Na resztę odpowiadać nie muszę, bo Koziołek i TS zrobili to za mnie, chociaż nie zawsze moje opinie podzielają a bywa, że zasadniczo się ze mną różnią.

    Polubienie

  37. P.S.
    Ten „papierek”, jak nazywasz raport (czytałeś?), był na tyle istotny, że Boniek pomimo, ze bezpośrednio po turnieju zapowiedział kontynuację współpracy z Nawałką) po jego przeczytaniu natychmiast go z roboty wywalił.

    Polubienie

  38. @koziołek

    Doskonale wiem o czym piszę, nie mój problem, że nie kumasz.
    A toksycznie to sam się zachowujesz – bo wlazłeś w środek sporu i bawiąc się w te swoje retoryczne wygibaski tylko ten spór zamącasz (i nakręcasz). Do tego zachowując się lekceważąco – i wobec mnie i wobec tych, którym próbujesz mecenasować, gorliwie odpowiadając na każdy mój post skierowany do kogo innego, jakby ludzie sami nie umieli się wypowiadać.
    A na koniec jeszcze palniesz kto to ma mnie dosyć… 🙂
    Jeszcze kukiełkę sobie zrób i szpilki wbijaj.

    Polubienie

  39. @Alp

    „Nigdy, ale to nigdy nie oceniałem gry reprezentacji na EURO przez pryzmat MŚ2018.”

    Aha, to widocznie twój sobowtór odpisywał, że papierek wysmażony po mundialu ma być dowodem na to, że Euro nie było udane. Może koziołek się „przebrał” (nie zdziwiłbym się) i za Ciebie odpisywał, a potem się z tego wycofywał.

    Polubienie

  40. „zaczynasz się stawiać w roli adwersarza”

    Tu trochę jest IMO pies pogrzebany. Nie jesteśmy adwersarzami, tylko interlokutorami.

    I pojmowanie tego tematu w kategorii sporu, z barykadą i dwoma okopami nie jest zdrowe.

    Zwyczajnie zamiast rzucać stare zaklęcia, przewartościowałem jeden punkcik przepaśnej dyskusji, i w sumie wyszło mi iż ten jeden argument nie jest aż tak od czapy, jak niegdyś mi się wydawało.
    Nie zmienia on gruntownie spojrzenia na Nawałsona, nadal jest to spojrzenie pozytywne, nadal główny zarzut tyczy się nieudanego eksperymentu z ustawieniem. To jest bardziej detal, ornament. Ale jest, więc dlaczego mam go pomijać? Co my tu realizujemy jakiś internetowy lobbing, i jako „pozytywnonawałkowiec” powinienem trzymać się linii obozu? Nie, wymieniamy się poglądami. Ten mój się zmienił, i dla mnie personalnie jest to coś pozytywnego, raz ze dobrze mieć otwartą głowę, dwa że jednak z tych dziesiątek postów coś się zrodziło, a nie tylko mielenie tego samego kotleta.

    Polubione przez 1 osoba

  41. „A Twoja mama jest taka gruba, że jak ją złapali kanibale, to dostali choroby wieńcowej.”

    To jest akurat po twojemu rzeczowo i na poziomie, jaki coraz wyraźniej się uwidacznia.

    Bo nie ja łażę za kimś po forum z głupawymi protekcjonalnymi zaczepkami i potem jeszcze wmawiając zaczepianemu toksyczność.

    Polubienie

  42. @0twoja

    Pies jest pogrzebany w tym, że mi zarzuciłeś coś, czego nie pisałem.
    Od początku tylko ścierałem się tu z zaprzeczaniem faktom. Ale ani tu nie „stawiałem pomników”
    (nie wiem, czy nie pierwszy na tym forum napisałem o kolumbijskim samobójstwie Nawałki), ani nie demonstrowałem „obrazy uczuć religijnych” (sic!), a już na bank nie zabraniałem nikomu „podyskutować o takim Klichu, bo to zbrodnia i…. nie wiem „sranie na legendę” i guess?”
    W końcu do cholery, to ja chciałem podania nazwisk, które miały zastąpić „starych i wypalonych”.
    Więc kto chce niech dyskutuje o nich ile chce.

    To nie przeze mnie to forum zmieniło się w coś takiego, że za chwilę nie będzie tu można napisać jaki jest dzień tygodnia i data – bo zaraz ktoś przyleci z odzewem, że możesz nie wiedzieć o czym piszesz i może data jest zupełnie inna, ale tak poza tym, to przyznaje rację.

    Polubienie

  43. @Antropoid
    Zaczynasz zmyślać, a na dodatek histeryzować, ze nikt Cię nie lubi…
    Na blogu to normalne, że jak zamieścisz jakąś opinię, wdasz się z kimś w dyskusję, to każdy może Twoją opinię skomentować, czy włączyć się do dyskusji.
    P.S.
    A w/g jakiego kalendarza jest ta data?

    Polubione przez 1 osoba

  44. @antropoid
    Wszystkie twoje tezy oscylują w kategorii personalnej, nie można porozmawiać o temacie, bez wywlekania co kto śmiał w temacie napisać, czy raczej jak Ty interpretujesz to co ktoś napisał, podając to w formie obiektywnego faktu.

    Pierwszą moją myślą na wyjaśnienie tego podejścia, był ów kościół Nawałki, którzy przyszedł mi do głowy, jak zobaczyłem to o Stochu. Argumentacja tam wyglądała, że medialny wizerunek Stocha, jego „pomnik” z dnia na dzień został zburzony i to źle. Moim zdaniem wcale tak nie jest, a jeżeli dowolna postać publiczna nawet jeżeli ma za sobą całe dekady bez gwiazdorzenia, to nadal może być za to krytykowana gdy jej się to przydarzy. I generalnie uważam że ludzie mają zbytnią łatwość do tworzenia takich „pomników” i kierowania się nimi, jasne, każdy z nas ma pewne aksjomaty, ale nie powinny nigdy dotyczyć ludzi. To drugi powód dla którego pomyślałem w kategoriach „kościołów i pomników” – bo widzę to nazbyt często, gdy ludzie mają problem z oceną działań ludzi których „jako fajnych” zaklasyfikowali. Trzeci to bliźniacza postawa przy dyskusji o prezesurze Bońka, gdzie alergicznie reagowałeś na jakąkolwiek formę krytyki Zibiego, nie podając w sumie argumentów poza „Lato był gorszy”.

    Za tą pobieżną i pochopną diagnozę przepraszam, o więcej się nie pokuszę, niemniej, wrażenie iż nie zachowujesz w temacie dystansu i sprowadzasz go do osobistych strzałów, pozostaje.

    Wracając do faktów, o których się tak fiksujesz i których rzekomo bronisz – jesteś pewien ze to fakty? Faktem jest że Lewandowski został powołany przez Nawałkę, ale to czy to dobrze dla kadry, jest zawsze opinią, a nigdy faktem – nawet jeżeli wszyscy się zgodzimy że tak jest, bo ciężko o temat gdzie opinie będą tak zgodne milionów ludzi, to są nadal tylko opinie.

    Nie bronisz więc faktów, tylko swoich o nich opinii. Wiele z tych opinii jest uzasadnionych i je podzielam, niektórych nie podzielam, ale też uważam za w pewien sposób uzasadnione. Za absolutnie nieuzasadnione uważam przedstawianie swoich opinii w charakterze faktów. Natomiast za toksyczne obieram sprowadzanie dyskusji do wypominania rzekomych „grzeszków” tonem jakby dyskutanci mieli Cię za coś przeprosić, bo to oni odpowiadają przecież za te…. personalne ataki na fakty i psucie sekcji komentarzy.

    No nie. Opinie, nawet powszechne, nie są faktami. Fakt że ktoś nie zgadza się z Twoją opinią, nie oznacza iż neguje fakty, ani tym bardzie iż atakuje Cię personalnie.

    Polubione przez 1 osoba

  45. I tak w głębi Czesia zastanów się i szczerze sobie odpowiedź – czy Twój sposób prowadzenia dyskusji kiedykolwiek zawiódł do jakiegoś konstruktywnego rezultatu? Może moje wrażenie jest błędne, w takim wypadku popraw mnie, podpierając się o fakty, oczywiście.

    Polubienie

  46. @Alp
    Ok. 4 razy widziałem, jak Boniek powtarzał, że chciał przedłużyć umowę z Nawałka, ale ten nie chciał, jako powód podając, że potrzebne są duże zmiany i nie czuje się na siłach ich przeprowadzać.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s