Tajemnica popandemicznego Milanu

Rzucenie mimochodem, że piłkarska liga włoska wyłoniła właśnie mistrza nieoczywistego, byłoby skandalicznym niedopowiedzeniem, wypada raczej wykrzyczeć, że w Serie A zatriumfowała parada odmieńców.

Rozejrzyjmy się i sprawdźmy, kto zdobywa tytuły w rozwiniętych futbolowo krajach – od Anglii, przez Francję i Niemcy, po Hiszpanię. Wszędzie kolekcjonują je gwiazdorzy, którzy krążą wokół szczytów Złotej Piłki, przez całą karierę rozbijają się po wielkich klubach, kosztują dziesiątki milionów euro albo więcej. Jak nie Salah czy De Bruyne, to Messi, Neymar albo Lewandowski z Kimmichem, ewentualnie Benzema z Modriciem. We Włoszech po mistrzowsku też zabawiali się dotychczas ludzie nieprzypadkowi – w ubiegłym sezonie w konkursie o koronę króla strzelców Ronaldo z Lukaku, w Interze i Juventusie do dzisiaj widzimy tłum zawodników, którzy przeżyli wszystko i byli wszędzie, w tym 23 kadrowiczów współodpowiedzialnych za triumf na Euro 2020. Chcesz zawładnąć ligą w państwie należącym do Wielkiej Piątki, musisz zaproponować coś ekstra, wybitne umiejętności podparte wybitnym doświadczeniem. I wybitnie renomowanym trenerem.

Aż tu nagle, wbrew logice i czyimkolwiek oczekiwaniom, zjawia się Milan. Na planecie bajecznego luksusu ląduje ekipa, która nie spełnia żadnego z powyższych warunków.

Karatecy zbierający jakiekolwiek głosy w plebiscycie Złota Piłka? Nie ma żadnego. Pardon, jeden się zaplątał – ale Zlatan Ibrahimovic to czterdziestoletni weteran, który od stycznia w żadnym meczu nie wytrzymał na boisku pół godziny, nie strzelił ani jednego gola, jest już zbyt statyczny, powolny jak na wymagania nowoczesnego futbolu. Z trudem doprowadza ciało do stanu używalności pozwalającego usiąść w rezerwie, w bieżącym roku zwrócił na siebie uwagę głównie wtedy, gdy zwierzył się w wywiadzie, iż wpada w panikę na myśl rozstaniu z wyczynowym sportem. Wspaniały piłkarz, ale były piłkarz.

Czy z oldbojem na środku ataku można marzyć o prestiżowych trofeach? Ja – mówię z perspektywy kibica Milanu – się nie ośmielałem. Gdy sporządzałem sobie przedsezonową hierarchię w Serie A, umieszczałem tę drużynę wśród skazanych na bicie się o czwarte, może trzecie miejsce, premiowane awansem do Ligi Mistrzów. Ustępującą kadrowo Interowi i Juventusowi, gotową poszarpać się z Napoli, Atalantą czy zespołami rzymskimi. Minione lato przypomniało, do jakiego stopnia mediolańczycy – odzyskujący finansową równowagę, zależni od pilnujących zdroworozsądkowego zarządzania firmą Amerykanów z Elliott Management Corporation – stali się klubem spoza elity, który łatwo obrabować z najcenniejszych zasobów. Gianluigi Donnarumma uciekł do Paris Saint-Germain, a Hakan Calhanoglu wyprowadził się do sąsiadów z Interu; obaj odeszli „za darmo”, nowi pracodawcy nie zapłacili za transfer ani eurocenta; kadry nie wzbogaciły żadne znaczące nazwiska, bo poprzestano na zatrzymaniu graczy wcześniej wypożyczonych, zastąpieniu utraconego klasowego bramkarza innym klasowym bramkarzem oraz drobnych personalnych korektach w typie ściągnięcia wiekowych Oliviera Girouda, Alessandro Florenziego czy Juniora Messiasa. Znamienny fakt, w perspektywie historycznej nawet szokujący: Milan przystąpił do rozgrywek ligowych bez nikogo spośród 26 reprezentantów Włoch, którzy zostali powołani na Euro 2020.

Zanosiło się na kontynuację. Niespieszne inwestowanie w przyszłość, oswajanie nowicjuszy z dużym futbolem – do Ligi Mistrzów posłali mediolańczycy najmłodszą ekipę po Red Bullu Salzburg, w inauguracyjnej kolejce ich wszyscy piłkarze razem wzięci mieli za sobą ledwie 24 meczów w tych rozgrywkach, przy 377 uzbieranych przez rywali z Liverpoolu. Z upływem czasu przybywało poszlak nakazujących podejrzewać, że Milan, choć wystartował ładnie, nie podoła na dłuższym dystansie – więzadła krzyżowe zerwał królujący w defensywie Simon Kjaer, sprzeciętniał odmawiający przedłużenia kontraktu Franck Kessie, stawało się coraz bardziej jasne, że Ibrahimovic gaśnie. Ostatecznie rozpadały się fundamenty ubiegłosezonowego sukcesu, w styczniu drużyna osunęła się na trzecie miejsce w tabeli.

Uczciwie powiem, że nie całkiem rozumiem, dlaczego się udało. Obecny Milan polubiłem, gdy od patrzenia na jego grę sponiewierane gałki chciały mi wyskoczyć z oczodołów – cierpieli widzowie i cierpieli piłkarze, każdy punkt trzeba było wymordować, każdy gol to był znój, pot i łzy, przedzieranie się do mistrzostwa wymagało olbrzymiej determinacji, siły woli, zwalczania swojej słabości, niezłomności, demonstrowania wiary w siebie po ostatnie sekundy w meczach, w których nie wychodzi prawie nic. W tym roku kalendarzowym piłkarze rossonerich trzykrotnie najpierw tracili bramkę – i za każdym razem wygrywali (z Interem, Lazio i Venezią). Często dokopywali się do zwycięstwa dopiero w końcówkach, dzięki bramkom zdobytym w 82. (Fiorentina), 90. (Lazio), 79. (Inter). I wstawali po ciosach, które mogłyby zwalić z nóg każdego – jak te z doliczonego czasu gry w trakcie nieszczęsnego wieczoru ze Spezią, w którym koszmarna, najbardziej skandaliczna pomyłka sędziego w całym sezonie w kilkadziesiąt sekund zamieniła zwycięstwo 2:1 w porażkę 1:2.

Tak, podziwialiśmy w Milanie mistrzów skrajnie niebanalnych, właściwie spoza skali. Takie Leicester czy Lille, tylko z bardziej arystokratycznym herbem. Gdyby wiosną nie eksplodowali Rafael Leao i Sandro Tonali, musielibyśmy wyróżnić wyłącznie piłkarzy defensywnych – rządzącego na tyłach Kjaera (do kontuzji), Mike’a Maignana (ma tak pewny chwyt i harmonię gestów, że z nim między słupkami czuję się bezpieczniej niż z Donnarummą), nowego lidera obrony Fikayo Tomoriego, może jeszcze Davide Calabrię. Rakietowy, nienasycony w ataku Theo Hernandez budził już zastrzeżenia, na własnej połowie zbyt często bywał gapowaty i nieodpowiedzialny. Jeszcze parę chwil temu nie wskazalibyśmy w mediolańskiej kadrze nikogo, kto umiałby zasugerować, że planuje wybić się na poziom najlepszych na świecie. Fetowaliśmy grupę zaharowującą się na śmierć, umorusaną, potwornie upartą, niezależnie od okoliczności odmawiającą zgody na porażkę. Zaskakujące doznania dla kibica Milanu, który przyzwyczaił się – mogliśmy już co nieco pozapominać, prawda – że jeśli nastaje epoka triumfów, to wykuwają je wirtuozi. Zresztą klub rozporządza budżetem płacowym (100 mln euro rocznie brutto) niższym nie tylko od zasobów Juventusu (172 mln) czy Interu (130 mln), ale również Napoli (111 mln).

Wiosną gwiazda wreszcie się narodziła, wystrzałowy Leao wyglądał momentami zjawiskowo, na posiadającego wszystko, co niezbędne, żeby wypięknieć na San Siro tak, jak wypiękniał niegdyś Kaká (choć stylem gry przypomina raczej Thierry’ego Henry’ego) – i zamknął sezon porywającym show, w Sassuolo dał asysty przy wszystkich trzech golach. Tylko jego zrywy były podmuchami poezji, punkty Milan wydzierał rywalom głównie dzięki – o czym lubi przypominać trener Stefano Pioli – wytrwałości. Z każdym sukcesikiem piłkarze potężnieli na mentalne monstra (copyright by Jürgen Klopp), a bezstronni obserwatorzy – gdyby tacy we Włoszech istnieli – musieliby z tygodnia na tydzień popadać w coraz głębsze zbaranienie. Jakim cudem, u licha, ten zespół osiąga aż tyle pomimo aż tylu ograniczeń?! Pomimo deficytów zwłaszcza ofensywnych, na szczytowym europejskim poziomie niespotykanych? Powtórzmy: mediolańczycy przez cały sezon biedzili się z czterdziestoletnim napastnikiem, którego z konieczności wyręczał Giroud – również uwięziony już w smudze cienia, zmierzający ku 36. urodzinom, zdobywający bramki od święta (uciułał jedenaście, w wyścigu strzelców dowlókł się do mety na 16-23. pozycji). Za nim błąkał się wyzuty z idei Brahim Diaz, teoretycznie manewrujący tam, gdzie wymaga się kreatywności i wyobraźni, a praktycznie dysponujący ledwie jednym niebezpiecznym trikiem – umiejętnością znikania z boiska pomimo pozornego przebywania na nim. Dlatego jego pozycję regularnie obsadzali pomocnicy raczej defensywni, dlatego Milan miewał okresami wywołujące współczucie problemy z wymyśleniem jakiegokolwiek natarcia, które wprawiało bramkarza rywali w niepokój. I właściwie przez cały sezon we Włoszech, wśród ekspertów wnikliwie przyglądających się boiskom, panował konsensus: Inter demonstruje najlepszy futbol w kraju, jego derbowe 3:0 w półfinale Coppa Italia oddaje przewagę nad sąsiadami, natomiast ligowe 1:2 z tym samym przeciwnikiem było dość pechowe, nieadekwatne dla przebiegu walki.

Moglibyśmy kontynuować opowieść o drużynie pozbawionej blasku, mającej kształty czyniące z niej mistrza innego niż wszyscy. Zwrócić uwagę, że w fazie grupowej Champions League położyła się na dnie tabeli. Oddać honory Giroudowi, który zazwyczaj grał marnie, ale odkrywał w sobie bezwzględnego drapieżnika w krytycznych chwilach – wbił trzy gole rozstrzygające o zwycięstwach w szlagierach z Napoli oraz Interem, w ostatni weekend wysadził w powietrze Sassuolo. A przede wszystkim przypomnieć, jak komentatorzy i kibice witali jesienią 2019 roku Stefano Piolego – ci ostatni żądali jego dymisji, zanim podpisał kontrakt, bo mieli dość seryjnego wynajmowania trenerskich żółtodziobów i przeciętniaków, a szefowie klubu zaprosili kolejnego fachowca bez właściwości, z pustą gablotą na trofea, krążącego po klubach głównie prowincjonalnych i wyłącznie krajowych. Mozaika złożona z elementów szaroburych, nic w Milanie nie zwiastowało złotej przyszłości.

Dzięki zdobyciu tytułu wszystko wyszlachetniało, teraz łatwiej dostrzec lśniące detale, które pozwalają sądzić, że jutro będzie jeszcze piękniejsze niż dzisiaj. Na lewej flance szaleje huragan wzniecany przez wspomnianych Theo Hernandeza (już przedłużył kontrakt, tydzień temu strzelił nieziemskiego gola) oraz Rafaela Leao (umowę przedłuży wkrótce, drybluje najczęściej w lidze, zdmuchuje przeciwników od tygodni); w centrum defensywy porządku pilnują młodzieńcy reagujący z dojrzałością ludzi, którzy przeszli wszystko – a przecież Fikayo Tomori i Pierre Kalulu wyruszali w sezon jako rezerwowi, mający uczyć się od Kjaera i kapitana (!) Alessio Romagnolego; za nimi fruwa Mike Maignan, który wywarł na mnie większe wrażenie niż jakikolwiek inny bramkarz przez trzy dekady świadomego oglądania Milanu; wreszcie władzę nad środkiem pola przejął Sandro Tonali, ze względu na emocjonalną więź z klubem kandydat na główne bożyszcze trybun. Mnóstwo dobra, im wszystkim zawdzięczam zupełnie nowy rodzaj kibicowskiej przyjemności – obserwowanie, jak futbolowe dzieło wysokiej jakości powstaje od zera, jak irytujący z wielu powodów chłopcy rosną na przesądzających o wynikach mężczyzn, za których potentaci za chwilę będą oferować po 100 mln euro.

Zawdzięczam frajdę im oraz, rzecz jasna, Stefano Piolemu, który ze względu na cechy osobowości budzi skojarzenia z Carlo Ancelottim – również zdaje się pozbawiony ego, nie ma dyktatorskich skłonności, działa w sposób stonowany, chętnie eksponuje zasługi piłkarzy ponad własne, nie boi się utraty autorytetu, gdy przyznaje, że w Zlatanie zyskał nie tyle wybitnego zawodnika, co grającego asystenta, motywującego szatnię skuteczniej niż trener. Nawiasem mówiąc, wyniki rymowały się ze wszystkimi tymi serenadami, wystarczy przeanalizować chronologię wydarzeń. Znacząca poprawa nastąpiła zaraz po lądowaniu Ibrahimovicia, aż mi się przypomniały westchnienia napotkanego jesienią na Parc des Princes pracownika Canal+, który narzekał na zdeprawowanie szatni PSG (swój kibicowski staż szacował na ćwierć wieku), a o Szweda wspominał tak: „Tylko w nim mieliśmy w ostatnich latach prawdziwego lidera. Trzymał wszystkich za twarz, nie mogłeś wejść w przerwie do szatni w zbyt dobrym nastroju przy wyniku 0:0. Odkąd wyjechał, mamy zbieraninę jednostek zamiast grupy, nikt nie szanuje ani klubu, ani kibiców. Myślą tylko o sobie”.

W szatni Milanu wyczuwa się silne poczucie wspólnoty, potrzebę walki do ostatniej kropli potu. W ostatniej kolejce piłkarze buchali taką energią, jakby zamierzali wepchnąć całą jedenastkę rywali z Sassuolo do ich bramki, w razie konieczności wryliby się chyba korkami do samiuteńkiego jądra Ziemi. A ja wciąż nie mogę zapomnieć o tajemnicy początku renesansu – gdy zimą 2020 roku boiska zamarły wskutek pandemii, drużyna klepała starą biedę, do której przyzwyczajaliśmy się od lat. Wisiała na siódmym miejscu w tabeli, miała świeżo w pamięci traumatyczne 0:5 z Atalantą, od lidera Juventusu dzieliło ją 27 punktów (od wicelidera z Lazio – 26), znacznie bliżej miała do strefy spadkowej niż do pozycji na podium. Czekaliśmy, aż piłkarze doczołgają się do końca sezonu, Pioli zostanie wystawiony za drzwi, nadzieję budziły negocjacje prowadzone z Ralfem Rangnickiem, który miał otrzymać kompetencje wykraczające dalece poza trenerskie i wzniecić w klubie – którą to już?! – rewolucję. Tymczasem po powrocie na boiska ujrzeliśmy Milan odmieniony, wręcz natchniony. Uzbierał 30 z 36 możliwych do wzięcia punktów, najwięcej w całej lidze. Dlaczego? Przecież w przerwie Pioli nie mógł „spokojnie popracować” na treningach, bo wszyscy siedzieli pozamykani w domach. Bezradni komentatorzy rzucali, iż zawodnikom sprzyjają pustki na trybunach – publiczność na San Siro potrafi być okrutna, niedoświadczoną młodzież dusiła wcześniej presja nie do zniesienia.

W każdym razie już na zawsze pozostanie ze mną to osobliwe, trochę niepokojące uczucie wywołane przez zagadkowy zbieg okoliczności – oto z przewlekłej zapaści wyleczyli się mediolańczyczy w upiornym czasie koronawirusowego horroru.

Nie wierzyłem wówczas w długotrwały przełom, w kolejnym sezonie spodziewałem się powrotu do średniej, czyli powrotu do bylejakości. Ale od tamtej pory Milan podfruwa tylko wyżej i wyżej. Przed rokiem zdobył wicemistrzostwo, którego nie dotknął od 9 lat, teraz odzyskał tytuł, którego nie świętował od 11 lat. Nikt już nie pamięta o pertraktacjach z Rangnickiem, Pioli stał się nieomylny jak papież, po murawie znów biegają piłkarze, którzy wyładnieli na idoli, autentyczne bożyszcza tłumów. Błogi nastrój zakłócały tylko doniesienia, że położyć łapy na klubie planują bonzowie z funduszu Investcorp – pochodzący z Bahrajnu, to oni są szejkami wykupującymi legendarną modowę markę w filmie „Dom Gucci”. Na szczęście ostatnio ich zainteresowanie transakcją miało osłabnąć. Odetchnąłem z ulgą, nie chcę, by Milan stał się kolejnym klubem, który stać na wszystko.

221 myśli na temat “Tajemnica popandemicznego Milanu

  1. No faktycznie słabą kolega ma pamięć, skoro oz Euro nic nie pamięta, a to co pamięta było ok. 2 lata później.
    Bo ja tam np. pamiętam analizę meczu z Grecją napisaną przez Jonathana Wilsona (jak ktoś nie kto to, to lepiej niech się nie odzywa nt. piłki), z której wynikało, że Smuda przygotował dobrze taktycznie zawodników do meczu, ale nie potrafił zareagować na zmiany dokonane przez rywali w trakcie meczu, z kolei jednym z głównych czynników naszej dobrej gry w pierwszej połowie było dobre ustawianie się przez Boenischa, który zablokował prawą stronę Greków. No ale kolega pewnie lepiej zna się na taktyce, więc nie potrzebuje takich rzeczy czytać…

    Polubienie

  2. Aha, i nie mam nic do Warszawy, ani nawet do Legii, natomiast nie lubię jak się wciska na siłę do kadry zawodników tylko dlatego że znaleźli się w kadrze tego klubu. Furman, Łukasik, Borysiuk, Kosecki, Kucharczyk, Wolski – oni wszyscy mieli krótką drogę do kadry, a potem się okazało, że nigdy nie osiągnęli wymaganego poziomu.
    Nie rozumiem, dlaczego kolega utożsamia Legię z Warszawą…

    Polubienie

  3. @Otwojastara
    Polemizujesz posługując się medialnymi kalkami pamięciowymi, myląc czas i fakty, a na dodatek sugerujesz adwersarzom intencje,których nie mieli …
    1/ Największym krytykiem Smudy po EURO był auto jego kampanii wyborczej na selekcjonera pod hasłem: – „Franek Smuda czyni cuda”. Ten sam, który po EURO wymyślił, że: – „reprezentacja powinna być okienkiem promocyjnym młodych piłkarzy, żeby mogli wyjechać za granicę i zarobić pieniążki”.
    2/ Poza Boenichem, którego faktycznie wyeliminowała kontuzja, pozostali mogli grać jeszcze przez parę lat nawet jeżeli nie zawsze musieli występować w podstawowym składzie. Na pewno będąc w składzie podnosiliby wewnętrzną rywalizację. Ale to sprzeczne było z trenerską koncepcją nowej drużyny. Do odejścia, podobnie jak Mierzejewski, zostali bardziej sprowokowani niż „się sami wykolegowali”.
    3/ Nie pamiętam, żeby na blogu ktoś postulował „wymianę pokoleniową reprezentacji co 2-4 lata”. Natomiast chyba wszyscy by chcieli, żeby do składu meczowego powoływani byli Ci, którzy są w najlepszej dyspozycji.Wtedy problem wymiany pokoleniowej rozwiązywałby się sam.
    4/ Nadajesz mojej opinii o rządach staroci w piłkarskiej szatni odwrotny sens i dlatego odwróciłeś „w ogon machający psem”. Powtórzę, w meczu mają grać będący w najlepszej dyspozycji, a nie zasłużeni czy rozwojowi.
    5/ Zamiast kombinować co kto z nas pamięta z tamtego EURO i jakie ma oceny po, może byś zajrzał do archiwum i obejrzał wreszcie mecze. Może byś przypomniał sobie dlaczego po turnieju Kuba został „bileterem”.

    Polubienie

  4. @gp
    „Gdyż ludzie dop.. się do mało istotnego szczegółu wyciągniętego z wywiadu i nagłośnionego dla klikalności.”
    Idealnie w punkt.

    „Nie rozumiem, dlaczego kolega utożsamia Legię z Warszawą”
    No piłkarsko to tak jakby w szczeblu centralnym nic więcej nie ma xD

    Polubienie

  5. @GP, Koziołek
    Tak. Ale najpierw był słaby występ jego i kolegów, którzy mieli być liderami drużyny, a ta niefortunna (bo za taką ją uważam) wypowiedź, była niezręczną próbą poszukiwania alibi.
    Inna rzecz, że zgodnie ze starą prawdą: – „jak ma się taką sztukę przed sobą to trudno o zachowanie kultury”, trudno się Kubie dziwić, ze się w trakcie tego hejtu medialnego po turnieju pogubił.
    P.S.
    Niestety klikalność jest kreatorem wielu popularnych/powszechnych opinii nie tylko w sporcie i piłce.

    Polubienie

  6. @GP

    A ja nie wierzę, że ktoś nie rozumie, że gdybaniem nijak nie da się zastąpić faktów.

    Już mi się nawet nie chce wspominać, że poprzednik Smudy grając bez farbowanych lisów (poza jednym „Pareirą”) jakoś nie dostawał w każdym meczu w d.., choć też grał u siebie z Czechami, oraz Portugalią.

    No, ale nie był „swój” – więc musiał być czystym złem dla betonu, który uparcie wmawia kibicom, że piłkarsko wciąż jesteśmy cacy, żeśmy samowystarczalni i żaden obcy nie będzie nam truł, jak mamy grać, bo w latach 70-tych i 80-tych tośmy ho, ho i jeszcze trochę…
    I nagle ten sam beton kiedy przegania „obcego” i obsadza „swojego” nagle zaczyna jednego po drugim naturalizować farbowane lisy – zaprzeczając sam sobie… 🙂
    Dlatego pisałem, że się sami zaorali.

    Polubienie

  7. @Mecz otwarcia (czyli tradycyjnie dla Polski – ten najważniejszy) ponoć taki dobry.

    Jakieś ok. pół godziny (pierwsze) – petarda, piłkarski Kircholm, można było przecierać oczy, co husaria robi z biegłym w defensywie rywalem. Brakło tylko większej liczby trafień.
    Niestety im dalej, tym większa bida, jakby cała para poszła w ten początek – podwójny bonus, czyli prowadzenie i przewaga zawodnika stracone we frajerski sposób, a finalnie jeszcze ten punkcik uratowany cudem (czyli Tytoniem, a więc nie farbowanym lisem).

    Polubienie

  8. A ponieważ natury w zasadzie nie da się zmienić, to żaden selekcjoner, skąd by nie pochodził, nie da rady wyplenić z reprezentantów futbolowego prymitywizmu, który ich ukształtował.
    Od defensywy (infantylne błędy w kryciu i ustawianiu się), po rozgrywanie piłki (kopanie jej pod presją rywala byle jak i byle gdzie).
    Trzeba czekać aż szkolenie futbolowe będzie na poziomie zbliżonym do siatkarskiego.

    Polubienie

  9. @Antropoid
    „Trzeba czekać aż szkolenie futbolowe będzie na poziomie zbliżonym do siatkarskiego”.
    Początki były podobne. W piłce mieliśmy Górskiego, a w siatkówce Wagnera. Tylko, że jak po ich epoce polska myśl zaczęła się betonować, to w siatkówce zaczęliśmy sięgać śmiało po zagraniczne myśli.
    A ponieważ w przeciwieństwie do piłki, siatkówka to nie jest sprawa narodowa (przepraszam wszystkich fanów siatkówki, zwłaszcza tych, którzy na boisko piłkarskie nigdy nie zajrzą, a nawet „nie zhańbią się” oglądaniem piłkarskiej transmisji) to się udało.

    Polubienie

  10. @Antropoid
    Fakty są takie, że poprzednik Smudy przecież przegrał z Irlandią Północną, Słowacją i jeszcze ze Słowenią 0-3 i znalazł się za nimi wszystkimi w tabeli – to wszystko w jednych eliminacjach.
    Z kolei nastepca Smudy znalazł się w tabeli za Czarnogórą.
    Smuda przejął zespół, który słabł z roku na rok, bo nie było kim zastąpić liderów takich jak Krzynówek, Żurawski, M. Lewandowski czy Sobolewski. Było kilku zdolnych chłopaków, ale oni nie byli jeszcze na tym poziomie.

    Polubienie

  11. @gp
    a rozumiem że guru dziennikarstwa i w ogóle, ale pamiętam też jak inny brytyjski guru dziennikarstwa i studia pomeczowego Valencię prowadził. Szczególnie mecz z FCB przeszedł do legendy i byłby do przywołania w kontekście dyskusji „przy autobusach nie ma setek” xD

    Natomiast co do samego meczu, pozwolę się nie zgodzić, i to na wielu poziomach. Pierwszy to w ogóle przygotowanie taktyczne, czy przygotowanie na jakimkolwiek poziomie, u treneiro smudeła, przywołajmy bardziej istotny IMO wywiad:

    https://sport.dzien nik.pl/pilka-nozna/artykuly/397866,robert-lewandowski-krytykuje-franciszka-smude-sami-ustalalismy-jak-gramy.html (usuńcie spację, bo wordpress jak zawsze ma problem z linkiem)

    nawiasem, warto tu odnotować jego słowa odnośnie Obraniaka, który nie wie co na boisku ma zrobić, znakomicie to koresponduje z wysoką oceną wkładów lisów wszelakich. Samego Ludo można rozgrzeszyć, ale czy był takim dodatnim elementem, skoro Lewy twierdzi że nie wiedział co na boisku robić…

    anyway, ta pierwsza połowa mogła faktycznie dać pozytywny vibe, mecz jawił się wręcz wygrany, prowadzimy, mamy piłkarza przewagi. To jak Smudzie udało się to wypuścić stanowi nierozwiązaną zagadkę, jak kondycyjnie przegrać mecz grany długo w przewadze, ba, my to przegrać „powinniśmy” gdyby nie wspomniany Tytoń.

    Więc pozwolę sobie pierwszej połowy granej na „hurrra” zamienionej na w drugiej połowie ” o h****ja” nie rozpatrywać w kontekście dobrze rozplanowanego i przemyślanego meczu.

    @alp
    1) nawet nie wiem jaka puetna ma być tego fragmentu
    2) przyjmijmy na potrzeby dyskusji, że zostali „sprowokowani”. Rozumiem że „sprowokowany” piłkarz nie ma wyboru, tylko obrazić się, odwrócić kuprem i skupić na karierze klubowej?
    I z tym skupianiem różnie bywa, bo taki Obraniak po tym jak fe Fornalik odszedł, to WRÓCIŁ do kadry, nawet trochę zagrał, niestety zjazd w kolejnych klubach był widoczny – 13/14 to ława w Werderze, 10 występów ligowych nieco ponad 600 minut gry. Potem ława w lidze tureckiej, mniej głęboka bo 16 występów i prawie 1200 minut, ale dalej trochę mało. Potem „odbudowanie” w Izraelu, ponad 2K minut 26 występów, ale powiedzmy sobie wprost, że to poziom ekstraklapowy. Wreszcie 2 liga francuska.
    Serio to ma być „rywalizujący potencjalnie w najlepszej dyspozycji”?
    3) przemielone z budą, raz w konkretnej dyskusji pozwoliłem sobie pobawić się w poszukanie takich piłkarzy i poszło mi nawet lepiej niż koledze. Natomiast przedstawianie tego jako jakiegoś odwiecznego narodowego problemu, wymagałoby raczej poparcia konkretnymi przykładami, i to wieloma, z lat 90tych, z pierwszej dekady XXIw. ale obaj wiemy że kolega takich piłkarzy nie wskaże, plecie tylko farmazonem.
    4) których nigdy nie idzie wymienić, tylko wiadomo że jacyś inni.
    ale tu zaznaczę iż ja nie potrzebuję „zawsze w najlepsiejszej formie” tylko raczej „tworzących najlepszą drużynę”. I lubię jak selekcjoner ma jaja, własną wizję, i nie daje sobie wciskać kitu, zachłyśniętej „formą” dziennikarskiej braci. Przykładowo Leo, który nie miał problemu by odpalić Wichniarka i, przede wszystkim, Jelenia, nad którymi załamywano ręce, że tyle we Francji strzela. Leo doskonale rozumiał jak ograniczony z niego zawodnik, na którego szkoda czasu. Innym „w formie” przykładem, był Brożek.
    5) och, a mi się wydaje, że warto sprawdzać, bo to któryś raz jak mówię „sprawdzam” i efekt nie zawodzi – odwołanie do opinii jednego, może nawet bardzo mądrego, gościa, sugerującego że pierwsza połowa z Grecją nie była przypadkowo a zaplanowanie dobra, ani słowa o tym co poszczególni piłkarze wnieśli na boisku, ani jednego, najmniejszego, parszywego, słowa. I żadnego parszywego słowa się nie doczekam, bo żaden z Was pojęcia nie ma o czym mówi, co widać i słychać, jakbyście nie chowali się na maską frazesów i wycieczek w stylu „oglądaj mecze”, ja, ty, i absolutnie wszyscy pozostali czytający tego bloga, doskonale wiedzą że recenzji i wymienionych pozytywów wniesionych na boisko w 3 meczach feralnego turnieju przez pewną grupę piłkarzy, zwyczajnie się nie doczekamy, z oczywistych przyczyn, których nie trzeba nikomu wyjaśniać.

    Polubienie

  12. @Otwojastara
    ” żaden z Was pojęcia nie ma o czym mówi, co widać i słychać…”
    Dokładnie tak jak na blogu u Darka Wołowskiego, gdzie też był tylko Otwojastara, który wszystko najlepiej wiedział. I to bez oglądania meczów.

    Polubienie

  13. „rozumiem że guru dziennikarstwa i w ogóle”

    Aha. I wiesz lepiej od niego, jak analizować mecze – na podstawie wywiadów. Taki to twój poziom…

    Polubienie

  14. @GP

    Wszyscy trenerzy przegrywają mecze, pokaż takiego, co nie ponosi/ł porażek, a jeszcze lepiej takiego, który umiałby ich nie ponosić z materiałem piłkarskim made in Poland. Do niedawna bożek trenerki Mourinho za co zaczął wylatywać z kolejnych klubów?
    Nie zamieniajmy kolejnej dyskusji w dziecinadę z cyklu: ale przecież przegrał z tym i tym – no bo przeca tylko porażki się liczą…

    A co do analityków, to może zamiast guru(?) dziennikarstwa warto sięgnąć do opinii kogoś, kto temat zna (i to nie najgorzej) od środka – podczas tych ME ekspertem jednej ze stacji był Wenger i był raczej zdegustowany taktycznym bajzlem repr. Polski.

    Polubienie

  15. Co niby zaczynałem, i pokaż gdzie to zakłamywanie rzeczywistości, bo widzę, że zaczynasz brać kiepskie wzorce i Cię trochę ponosi. Fajnie, że przeczytałeś książkę o historii taktyki, ale odmawianie przez to innym prawa do zabierania głosu w jej sprawie, to jak odmawianie im własnego rozumu.

    Polubienie

  16. Od jakiegoś czasu odechciewa się czytać sekcji komentarzy…
    I tak, niebezpiecznie to zaczyna przypominać blog Wołowskiego. Wiadomo dzięki komu.
    Trochę żal.

    Polubienie

  17. @
    Antropoid: Smuda gópi, bo przed nim wygrywaliśmy
    Gp: Nieprawda, bo bezpośrednio przed były porażki (przykłądy)
    Antropoid: Nie róbmy dziecinady

    Sam się zastanów, jak to wygląda.

    Polubienie

  18. „Smuda gópi, bo przed nim wygrywaliśmy”

    To nie muszę się zastanawiać. Bo jeśli tak rozumiesz to, co pisałem, to się nie mylę z tą dziecinadą.
    Poza tym sam zacząłeś „złotą myślą”, że gdyby nie farbowane lisy, to Polska tylko by w d… dostawała.

    Polubienie

  19. Prawda jest taka, że po lisach wszyscy po prostu spodziewali się zbyt wiele, a oni kadry nie uzdrowili, na euro zagrali co najwyżej poprawnie i nic więcej. Potem przyszła medialna nagonka, bo szukali kozła ofiarnego i ktoś sie doszukal, że nie pasują do reszty, nie umieją hymnu a Obraniak ma może dobre pomysły na grę, ale zespół go nie rozumie. W takiej atmosferze musieli odejść bo nikt normalny nie będzie grał w atmosferze, gdy go się non stop linczuje.

    Polubienie

  20. @Antropoid
    To mi wyjaśnij, po co to było.
    To nie ja rzuciłem tematem lisów, tylko któryś z kolegów, natomiast uważam, że gdyby zamiast „lisów” zagrały takie gwiazdy, jak Mierzejewski, Jodłowiec, Wawrzyniak czy Peszko albo jeszcze kto inny, to nie rozmawialibyśmy potem o tym, że 2 remisy to mało, tylko o tym, czy Polska, czy Irlandia wypadła najgorzej na turnieju.
    I można sobie gadać, że nie grają nazwiska, tylko taktyka (jest w tym trochę prawdy), ale do każdej taktyki muszą być piłkarze na odpowiednim poziomie. Ja traktuję okres 2009-2013 jako po prostu okres pewnej luki pokoleniowej, trzech kolejnych trenerów sobie nie poradziło, więc musiało być w tym coś więcej, niż „gópi trener”.

    Polubienie

  21. @alp,gp
    darujcie sobie te krokodyle łzy, zadałem wam proste pytanie, wprost dotyczące waszych wypowiedzianych tu opinii. I to proste pytanie Was przerasta, jasno wskazując czym było poparta lisia opinia – niczym, zwanym tu mi się widzizmem. I ile byście insynuacji nie wysunęli, jak rozpaczliwie nie zmieniali tematu, nie zmieni to faktu iż żaden nie zająknął się na temat szczegółów występów „tych najlepszych”. I nie ma co dorabiać ideologii, kuń jaki jest, naprawdę każdy widzi, a nad wycieczkami osobistymi wycelowanymi w moją stronę, nawet nie chcę mi się pochylać.

    Polubienie

  22. To ja podrzuciłem lisów.
    Podzielam opinię, ze dla Smudy byli oni swoistym pogotowiem ratunkowym, reakcją na lukę pokoleniową w sytuacji potrzeby pilnego przygotowania drużyny na EURO. I od początku byli w kadrze ciałem obcym… – ostatecznie odsunęli od niej piłkarzy zasłużonych, zablokowali-okienko promocyjne. Na dodatek Obraniak bezpośrednio rywalizował o pozycję z Kubą. To dla tzw. środowiska było nie do zaakceptowania, bo naruszało bezpośrednio ich interesy.
    Oczywiście to nie byli piłkarze z najwyższej europejskiej półki, tylko solidni europejscy ligowcy. Ale zadanie na EURO spełnili, a na pewno z nimi w składzie mogłoby być lepiej, gdyby nasi trzej niemieccy muszkieterowie byli na EURO w lepszej dyspozycji.
    Kiedy kolejny selekcjoner i to grający żelaznym składem dostał 2 lata czasu do następnego turnieju ich los był przesądzony.
    P.S.
    Irlandia wygrywa już ze Szkocją 3:0.

    Polubienie

  23. @Otwojastara
    Jeżeli te pokręcone jak świński ogon, zbitki niespójnych opinii ściągniętych z internetu, to proste pytania, to gratuluję Ci dobrego samopoczucia.

    Polubienie

  24. Natomiast odnośnie kompetencji Smudy, naprawdę padło w przestrzeni dość, i nawet tuzy jak Peszko nie zostawiły na Franzu suche nitki, nie ma przypadku w tym, że realne sukcesy zatrzymały się w latach 90-tyc i nawet z Lechem wypuścił majstra. Gierki, Press i zerowe pojęcie jak się buduje kadrę. jasne że jakość piłkarzy ma swoje znaczenie, szczególnie gdy są dobrze zarządzani, a ich zdolności pożytkowane.

    Smuda to był rekord powołań, ta reklama z Adamiakową, zmiana koncepcji praktycznie co zgrupowanie, zero powtarzalności czegokolwiek. Gdzie już kadra Fornalika, ze swoimi wieloma grzechami, choć poległa, zaczęła nabierać jakiegoś kształtu.

    Polubienie

  25. @gp
    Weź Ty nie zaczynaj, to przecież nasz Petroniusz, Einstein, Cyceron, Hiob i Sokrates w jednym żywocie zarzuca Ci dziecinadę, więc nie pokicasz.

    Chcesz numer do Mariana z zoo?

    Oficjalnie grożę wszystkim kolejnym tekstem o Asterixie.

    Polubienie

  26. @Smuda
    Nie rozumiem tematu. Mecz z Grecją dla mnie sam jeden zamyka sprawę. EURO było jedynym zadaniem się tego selekcjonera i on oddał wygrany mecz. O czym tu dalej gadać? Co najwyżej o tym, jak BARDZO było źle, na pewno nie o tym, czy było źle.

    Polubienie

  27. @antropoid
    A Ty też się, Umiłowany Przyjacielu, hamuj trochę, bo jak dziś znowu Cześki wezmą 4 w plecy, to przed pochwałami Brzęczka przez @gp już nas nawet Obelix nie uchroni.

    Polubione przez 1 osoba

  28. @alp
    To banalne pytanie, to szczegóły występów lisów na turnieju.

    Takie pytanie od serduszka. Insynuujesz tu kolejny raz niestworzone rzeczy nt. tego co niby działo się na blogu Wołowskiego, kłamiesz na mój temat, że aż przykro się to ogląda. Wymyśliłeś sobie jakąś tezę o nieoglądaniu meczów(zapytany o rzeczony mecz woda w usta, nawiasem, trzeba być odważnym by założyć iż ktokolwiek tutajj nie oglądał meczów kadry na Euro w Polsce), odnośnie moich postów tutaj też jakiś wylew, no kaman, są dostępne dla innych, kuń jaki jest widać. I tak od serca się zapytam – jak Ty sam ze sobą wytrzymujesz? Jak patrzysz w lustro? Z premedytacją starasz się oczernić człowieka udzielającego się na blogu sportowym. To jest dokładnie to co robisz, już pomijam kwestię oczerniania, bo może nie każdego to, niestety, rusza, ale wkładasz tyleż energii by zdyskredytować kogoś kto dla rozrywki czasem sobie o piłce coś anonimowo napisze. Dla mnie to jest niesamowite że jako człowiek można tak szorować po dnie. Nie jest to może level multikonciarza, który przyjmował kolejne wcielenia, żeby sobie rację w dyskusji przyznać, ale twardo go gonisz w internetowym upodleniu się. Weź Ty się człowieku zastanów, bo mi to raczej za wiele nie zrobisz, będąc literkami w nicku i śmieszną ozdobą sportowego bloga, ale sobie robisz krzywdę może nawet poważną.

    Polubienie

  29. @Koziołek
    To, że Smuda nie był piłkarskim strategiem, to było chyba jasne dla każdego… – chyba tylko nie dla tych, którzy go powoływali i kibiców, którzy z entuzjazmem jego kandydaturę na selekcjonera popierali. Co im nie przeszkadzało wieszać na nim psy po EURO.

    Polubienie

  30. Zbieranina przypadkowych ludzi zwana reprezentacją Polski.

    Łukasz Skorupski – Matty Cash, Jakub Kiwior, Jan Bednarek, Bartosz Bereszyński – Grzegorz Krychowiak, Jacek Góralski – Przemysław Frankowski, Piotr Zieliński, Nicola Zalewski – Krzysztof Piątek

    Polubienie

  31. @alp
    „którzy go powoływali i kibiców, którzy z entuzjazmem jego kandydaturę na selekcjonera popierali. Co im nie przeszkadzało wieszać na nim psy po EURO.”

    To dokładnie tak jak ja!

    Polubienie

  32. @iksis
    W dodatku pierwsi strzelili, strach się bać, co będzie po przerwie.

    @TS
    Więc mówisz, że oglądałeś mecz, ale nie umiesz go zanalizować, i teraz kto inny ma ci to zrobić? Daj spokój.

    Polubienie

  33. Czekałem, kiedy w końcu spróbujemy z Frankowskim i Zalewskim na skrzydłach i myślę, że wyglądało to w miarę ok, choć oczywiście przeciwnik dominował.

    Polubienie

  34. @gp
    Poprosiłbym żebyś mi wyprowadził, jak do tego wniosku dotarłeś, ale mielibyśmy dwa wątki w których wymyślacie wszystko tylko nie odpowiedź na pytanie.

    Generalnie straszne z Was buraki ngl. Ponownie, kuń jaki jest każdy widzi, a Ty masz nadzieje że debile to forum przeglądają, nie będą umieli przeczytać postów, więc wkleisz im fejka i pozamiatane? Cóż, i tak to niższy level od kolegi który daje mi moc sprawczą nad całym forum, które przemieniam na swoją wolę – wychodzi że cała reszta udzielająych się to kompletni frajerzy, tańczący do moich nut.

    Ale nic, żeby się czasem przyznać do błędu, trzema mieć jakiśtam kręgosłup moralny, odnośnie kolegi myślę to nie sensacja, wspominając szumne zapowiedzi odejścia i powrót jak gdyby nigdy nic.

    Więc kończmy, reasumujmy, na jakże trudne pytanie „jak dokładnie grały farbowane lisy euro 2012 i dlaczego takie najlepsze” uzyskałem wyłącznie że Boenich miał duży udział w dobrej pierwszej połowie z Grecją, zamykając lewą flankę. No mogliście się bardziej postarać, nawet ja pamiętam że Obraniał wykonywał wszelakie stałe fragmenty, ale tam. No, to myślę wystarczy, miłej nocy życzę 😉

    Polubienie

  35. Gdyby ktoś mi 2 godziny temu powiedział, ze zremisujemy z Holendrami, to nie miałbym wątpliwości, ze się opił szaleju…
    Brawa dla drużyny, że się potrafiła otrząsnąć z belgijskiej katastrofy i nie spanikowała po stracie!
    Brawa dla Michniewicza, że się nie dał ogłupić znawcom i nie zamknął drużyny w polu karnym i „nie kazał jej wybijać piłki! Widoczne było, ze wyciągnął wnioski z meczu z Belgami i nie oddał Holendrom 20/25 metra tylko je zagęścił, gdzie konstruowana jest większość akcji bramkowych. Brawa, że jak nawet drużyna musiał się cofnąć w szesnastkę, to natychmiast po odzyskaniu piłki wychodziła przed pole karne. Brawa, ze zamiast wybijania piłki próbowała konstruować ofensywne akcje i za to, że po stracie piłki na połowie rywala natychmiast starała się paraliżować wyprowadzenie przez niego akcji ofensywnych.
    Miałem niezwykłą frajdę oglądając parę stoperów – Bednarek Kiwior. To może być kluczowe dla przyszłości reprezentacji. I nie mam najmniejszych wątpliwości, że to młodzi zawodnicy wchodzący do niej w ostatnich dwóch latach będą stanowili o jej przyszłości. Przyszłości, której nie ma powodów się bać.
    Ale mam też słowa uznania dla staroci… – takiego pozytywnego emocjonalnie Krychowiaka nie pamiętam od pamiętnego finału LE w barwach Sewilli w Polsce. Szybszy już nie będzie, ale w takiej dyspozycji reprezentacji będzie jeszcze potrzebny. Za dzisiejszy mecz nawet niespecjalnie potrafię się przyssać do Bereszyńskiego, chociaż na co dzień, również po jego występach w lidze włoskiej nie mam najmniejszych problemów.
    Jedyne moje wątpliwości budziła gra Piątka (trochę poprawia moją ocenę jego udział przy drugiej bramce), ale chyba Michniewicz miał jakieś powody, żeby go trzymać przez 90 minut. No i Zieliński. W pierwszej połowie niemal niewidoczny, a w kluczowym momencie meczu w świetle jupiterów.
    P.S.
    @Koziołek
    Nie przejmuj się. Niemal wszyscy tak mieliśmy.

    Polubienie

  36. @Otwojastara
    „kuń jaki jest każdy widzi” – chyba, ze ktoś widzi (i to nawet patrząc na zdjęcie) krowę, która okazuje się koniem.
    ” żeby się czasem przyznać do błędu, trzema mieć jakiś tam kręgosłup moralny” – chyba, że ktoś jest TS, która nigdy błędów nie popełnia. Ja przynajmniej czegoś takiego sobie nie przypominam, ani u Darka, ani u Rafała.
    „jak dokładnie grały farbowane lisy euro 2012” – zajrzyj do archiwum PZPN i obejrzyj wreszcie mecze.

    Polubienie

  37. Śmieszne te zachwyty polskich kumentatorów asystą Zalewskiego (bez dwóch zdań b. zdolny chłopak, wartość dodana i inwestycja w przyszłość reprezentacji) do Casha. Widać, że coś takiego to dla niego chleb powszedni, zresztą zagranie stare jak sam futbol, a ci zachwyceni, jakby zobaczyli nowinkę z fabryki snów i zadają mu durne pytanie, skąd u niego ten pomysł… Widać w jakiej futbolowej rzeczywistości żyją 🙂 Jakbym słyszał gości z C+ podnieconych, gdy w polskiej lidze ktoś dośrodkuje nie patrząc na piłkę, tylko w pole karne.
    A poza tym Zieliński od jakiegoś czasu coraz częściej wygląda jak ktoś, kim miał w kadrze być.

    Polubienie

  38. @Antropoid
    Niestety momentami, a od czterech lat jestem przekonany, ze ma papiery, żeby być kreatorem środka pola w reprezentacji.

    Polubienie

  39. Dziwne to wszystko.
    Wygląda to tak, jakby wszyscy (z nielicznymi wyjątkami) byli zszokowani, ze Michniewicz w meczu z Holandią nie dostarczył ostatecznych dowodów na wywalenie go z kadry.
    W mediach dziennikarze i „eksperci” próbują nas przekonać, ze Michniewicz ich posłuchał i cofnął drużynę, zaczął „grać skontry na daleki wypierd” i w wybijankę – chyba tylko dwóch dziennikarzy (przynajmniej ja tyle tekstów czytałem) zauważyło, ze zrobił coś zupełnie odwrotnego niż mu doradzali po meczu z Belgią.
    Na blogu Rafała też cisza.
    Czyżby wszyscy czekali na dzisiejszy mecz z Belgią, żeby z triumfem ogłosić… – Michniewicz musi odejść.

    Polubienie

  40. Co powiedział Borek na początku meczu, że jak Amerykanie mówią?
    Ps. Wieteska to nie jest poziom reprezentacyjny.

    Polubienie

  41. Gdyby tamci grali I składem, to bym się nie zdziwił remake’owi z Brukseli, a tak mógł być nawet remis.
    Rozpaczać poza tym nie ma powodu, bo takich buldożerów jak dzisiejsza Belgia nie spotyka się na co dzień. To zresztą ekipa od dawna ukształtowana, a nam po tych wszystkich turbulencjach z selekcjonerami (nota bene nasz znajomy Paolo ponoć już wyleciał z miejsca, do którego od nas zwiał) w sumie sprzyja dziwny termin rozgrywania mundialu.
    Generalnie tendencja jest odwrotna, niż kiedyś, kiedy byliśmy bezzębni w ataku, ale z w miarę solidną defensywą. Teraz z przodu możemy ukłuć każdego, ale obrona to niestety potężny ból tyłka.

    Polubienie

  42. Fajny wynik Anglii z Węgrami. Do tego I miejsce w grupie Węgrów, co mnie bardzo cieszy, jak sobie przypomnę nadwiślańskich tzw. ekspertów, którzy w komplecie chcieli krzyżować Sousę za remis w Budapeszcie.

    Polubienie

  43. Michniewicz powoli udowadnia, ze w naszej piłce nie jest problem skompletować skład wyjściowy, tylko kogo nie zmieścić w składzie meczowym i odesłać na trybuny. Chyba po raz pierwszy od dawna na dużą imprezę nie trzeba będzie uzupełniać reprezentacji dublerami.

    Polubienie

  44. @GP
    Głupkowate zachowania Szczęsnego – odcinek 18358 telenoweli. Facet jest niereformowalny. Na mundialu znowu będą kłopoty. Popatrz na pierwszą akcję. Piłka daleko od bramki, ostry kąt, jest asekuracja a ten jak w słynnym meczu z Senegalem urządza sobie wycieczkę w nieznane. Prawie był karny a sytuacja nie była szczególnie groźna. Tak się nie gra, to jest szkolny błąd, który Meksykanie czy Arabowie bezlitośnie wykorzystają. Michniewicz nie może dać się nabrać jak Smuda czy Nawałka.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s