Milczenie po Michniewiczu

Selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski, który dotąd był znany jako „711” – od liczby połączeń lub prób połączeń telefonicznych z „Fryzjerem” – od teraz szeroka publiczność zacznie być może kojarzyć również z liczbą 27. W tekście Szymona Jadczaka czytamy bowiem, że przynajmniej tyle godzin spędził Czesław Michniewicz (fot. Kuba Atys) ze słuchawką przy uchu, gawędząc z hersztem futbolowej mafii. Nawiasem mówiąc, Ryszardowi Forbrichowi musi być dzisiaj trochę przykro. Rozmawia ktoś z tobą rano, wieczór, we dnie, w nocy, żeby po latach nie pamiętać zupełnie niczego, ani wersu?

Kto w miarę uważnie obserwował aferę korupcyjną w naszym futbolu, ten w materiale WP o mętnej przeszłości Michniewicza nie odkryje nieznanych terytoriów – wszystko drobiazgowo relacjonował Dominik Panek, opisywali dziennikarze wielu innych mediów, także moja gazeta (dziesiątki artykułów Artura Brzozowskiego). Czego jednak nie podkreślam, by kwestionować wartość czy zasadność publikowania tekstu, lecz dla ponownego uzmysłowienia czytelnikom, że kiedy PZPN wybierał nowego selekcjonera, miał wszelkie dane pod ręką, w odległości kilku kliknięć. Prezes i jego świta mogli skrupulatnie sprawdzić, na czym polegała zażyłość ich wybrańca z architektem sportowej zbrodni, być może najbardziej ponurą postacią w dziejach polskiego futbolu. Mogli zanalizować, przemyśleć, ustalić, czy Michniewicz spełnia kryteria pozwalające oddać mu najbardziej prestiżowe stanowisko, a jeśli tak, to czy jego przeszłość jakkolwiek ich uwiera, czy nie powinien się publicznie wyspowiadać etc. W poniedziałek PZPN ogłosił wszak, że Maciej Rybus nie będzie jesienią powoływany do kadry narodowej, stracił szansę wyjazdu na mundial – to sankcja za pozostanie w lidze rosyjskiej, czyli pracę w kraju masakrującym naszych ukraińskich sąsiadów. Innymi słowy, trener, który (wraz z przełożonymi) uporczywie powtarza, iż sam w świetle prawa jest niewinny, ukarał piłkarza, którego można bronić w identyczny sposób. Rybusa również nikt za nic „nie skazał”, Rybus „nie dostał nawet zarzutów”, w dodatku istnieją okoliczności łagodzące – założył w Rosji rodzinę, więc jeśli jego żona (i matka urodzonych w Moskwie dzieci) chciałaby zostać w swoim kraju, musiałby ją porzucić. PZPN zatrzasnął mu jednak drzwi do reprezentacji ze względów etycznych, więc ewidentnie nie uważa, że nieznajdowanie się w rejestrze przestępców jest glejtem przyzwoitości wystarczającym, by reprezentować kraj.

Sprawie Michniewicza podobne refleksje nie towarzyszą, choć każdy przytomny czytelnik obryzgany lekturą tekstu WP – nie wspominam już protokołów z zeznaniami, przez tamte dokumenty trudniej przebrnąć – nie ma wątpliwości, jak głęboko selekcjoner był uwikłany. Rozmawiał z „Fryzjerem” przed, w trakcie i po fałszowanych meczach, nie tylko telefony odbierał, ale sam do mafiosa wydzwaniał, w nocy po zwycięskim dla Lecha Poznań finale Pucharu Polski z Legią wybierał nawet numer do zakładu fryzjerskiego, który należał do partnerki Forbricha. Nie umiałbym tych nitek połączyć w żadną korzystną dla Michniewicza interpretację zdarzeń. A zarazem doskonale rozumiem, że dysponująca bardzo ograniczonymi mocami przerobowymi prokuratura go nie przycisnęła – miała inne priorytety (sędziowie!) niż szeregowy ligowy trener.

Porzućmy jednak jałową debatę o tym, czy człowiek blisko spoufalony z regularnym gangsterem powinien prowadzić reprezentację. Stało się i się nie odstanie, w tym środowisku weryfikuje w Polsce tylko wynik, drużynę narodową współtworzyli już nawet skazani za uczestnictwo w korupcyjnym procederze. Klimat sparszywiał, skoro nie da się skompromitować polityka u władzy (o ile jest przydatny), to trudno oczekiwać wyższych standardów w dziedzinach życia mniej istotnych. Wygramy mecz, to Michniewicz być dobry. Przegramy mecz, to Michniewicz precz. Innych kryteriów nie ma i, jak przypuszczam, długo nie będzie.

Na łapówkarski fetor zobojętniałem, w tekście Jadczaka uderza mnie tylko finał, czyli bezczelność, z jaką Michniewicz nie odpowiada na żadne pytania. Jego postawa rymuje się z atmosferą na zorganizowanej z okazji prezentacji nowego selekcjonera konferencji prasowej, na której prezes PZPN wręcz zakazywał zadawania niewygodnych pytań. Zachowywał się, jakby reprezentacja Polski nie była dobrem wspólnym, publicznym, lecz stanowiła jego własność. A w miniony poniedziałek na publikację WP związek odpowiedział komunikatem o banicji Rybusa. Tfu, przepraszam, to byłaby manipulacja – nie wiem, czy „odpowiedział”, być może oba zdarzenia zbiegły się ze sobą przypadkowo. O wizerunku PZPN świadczy jednak powszechność podejrzenia, iż rządzący naszym futbolem świadomie „przykrywają” niewygodny materiał, urządzają pokazówkę. Na kolejny wywołujący poruszenie w kibicowskiej społeczności tekst nie reagują wcale, znajdując zresztą tłum sprzymierzeńców, którzy twierdzą, że nie wolno odgrzewać zeschniętych kotletów, że Michniewicz nie miał szans funkcjonować inaczej w realiach wszechogarniającego łapówkarstwa (nawiasem pytając: czyli jednak nie jest niewinny?). W skrajnych przypadkach oskarżają reportera za zajęcie się tematem, choć on sprzeniewierzyłby się swojej misji tylko w jednym wypadku – gdyby nakłamał bądź niechlujnie weryfikował fakty.

Dopiero ta argumentacja rodzi we mnie bunt. Wyobrażam sobie zaakceptowanie umoczonego, acz skruszonego trenera w reprezentacji, ale oczyszczające rozmowy są niezbędne, zdrowe, choćby dla porządkującego ustalenia, gdzie leży granica, której przekroczenie zamyka drzwi do drużyny narodowej. Bolesną, skomplikowaną przeszłość należy wyjaśniać w miarę możliwości do końca – by nie powtarzać błędów, dla higieny życia publicznego, dla zachowania czujności w przyszłości, lepszego rozumienia mechanizmów, które prowadzą do patologii. A także dla ludzi, którzy padli ofiarami zdegenerowanego systemu. Obejmującego nie tylko setki sfałszowanych meczów, nie tylko oszukiwanie kibiców (czy to mało?), lecz także krzywdzenie uczciwych piłkarzy i trenerów, niszczenie niewygodnych ludzi, prowokowanie życiowych tragedii. Nigdy nie zaakceptuję hasła „wszyscy brali”, bo nie ma nic wspólnego z prawdą. Gdy pisałem książkę o wynaturzeniach naszego futbolu, rozmawiałem z ludźmi złamanymi, sędziami, których uczciwość nie dawała szans na karierę w systemie premiującym wyłącznie kanciarzy, oraz piłkarzami, których deprawowano już za juniora. Ich los też nakazuje drążyć, oni mają prawo do swojej sprawiedliwości. Do patrzenia – choćby po latach – jak zło zostaje zdemaskowane, przynajmniej nazwane po imieniu.

Fragment zamieszczonej w książce relacji piłkarza, wyjęty z zarchiwizowanego pliku na chybił trafił: „Wreszcie przychodzi moment, że zaczynasz wygrywać wszystko, bo wszystko jest kupione. To najbardziej żałosne. Wtedy nie ma już wątpliwości, jak jest, bo zabierają ci połowę premii. Dostajesz za mało, patrzysz na kierownika drużyny, a ten rozkłada ręce i mówi, żeby rozmawiać z trenerem. Co wtedy zrobić? Opowiedzieć w gazecie? Żeby cię pobili kibole, którzy wyznają identyczną zasadę: wszystko jedno jak, byleś wygrywał? Oni też nie rozumieją, że jeśli piłkarz kupił, to znaczy, że za tydzień, w innych okolicznościach, sprzeda. A niezorientowani kibice w twoją relację nie uwierzą, powiedzą, że oczerniasz, bo nie grasz. To jest straszne, bo albo czujesz, że przepijają twoją karierę, albo – jak zaczynają wygrywać – spadasz na ławkę, bo nie należysz do grupy, która pije z trenerem. Przegrywasz przyszłość, przegrywasz życie. Sponsorujesz swoje własne siedzenie na ławce, bo za twoje pieniądze inni się bawią, nie trenują i jeszcze wygrywają. Podtrzymujesz układ, ale nie masz wyjścia. Dziś mam do siebie żal, że jednak nie spróbowałem. Dlatego opowiadam anonimowo. Nie ze strachu. Jestem zły, że nic z tym nie zrobiłem. A teraz, kiedy jest za późno, nie chcę nikogo opluwać.” To świadectwo przeciętnego ekstraklasowca (chyba nigdy nie dotknął europejskich pucharów), który opowiadał mi też o dwóch momentach, w których chciał rzucić piłkę, ale się bał. Nie znalazł innego pomysłu na siebie, nie potrafił robić nic innego, nie miał wykształcenia. I pozostał w środowisku do dzisiaj, już w innej roli.

Jeszcze raz, sylabizując: również dla niego mamy obowiązek gęgać, wściekać się, gdy każą nam bagatelizować, zapomnieć. Zwłaszcza że wielkim polskim wynalazkiem ostatnich lat stało się przemilczanie, uśmiercanie przykrych doniesień ciszą – metodę stosują i PZPN, i wiele innych publicznych instytucji, łącznie z najpotężniejszymi politykami, którzy zdają sobie sprawę, że jeśli zignorują wykryty szwindel, to sprawa ucichnie. Afery, które niegdyś skutkowały dymisjami czy wręcz nieodwracalnym wymazaniem z życia publicznego, dzisiaj maleją do aferek bez znaczenia lub anegdot, bo władza wie, że zaprzyjaźnione media nie podchwycą tematu, fakty przestały się liczyć – decyduje źródło przekazu, wierzymy tylko swoim. Gdy przelewają mi się przez ekran westchnienia kibiców zrozpaczonych kondycją dziennikarstwa sportowego, myślę sobie z niepokojem, że nie doceniają grozy sytuacji. Całe dziennikarstwo się zdegenerowało, sportowe wcale nie podupadło bardziej niż ekonomiczne, motoryzacyjne czy polityczne, przecież portale sprzedają już wytwory piarowców jako dzieła redakcyjne, przecież zamieszczają dostarczane przez partie gotowce (czasami podpisując je fikcyjnymi nazwiskami), a przy bezmiarze kłamstw wylewających się ze szczujni, w jaką przepoczwarzyła się telewizja publiczna, reszta to prawie drobnostka. Dostarczyciele informacji sieją dezinformację i propagandę, bo są zblatowani, bo chronieni sojusznicy odwdzięczają się pieniędzmi i posadami. Dlatego w sprawie Michniewicza zainteresowani ciszą dziennikarze czy paradziennikarze zawsze pomilczą, a przede wszystkim harmider zignoruje PZPN. Tak jak minister, rząd czy partyjny wódz.

Mają rację, niestety. To strategia skuteczna, czyli jedynie słuszna.

187 myśli na temat “Milczenie po Michniewiczu

  1. Dzisiaj oglądałem (na przemian) zwycięstwo Lecha na Karabachem (1:0) i porażkę naszych siatkarzy (2:3) z Iranem. I nie wiem czym się bardziej martwić?
    P.S.
    A Agnieszkę w deblu oglądało się bardzo sympatycznie.

    Polubienie

  2. Podoba mi się ta bitwa na wikipedię, dorzucę swoje:

    staty(seniorskie) Igi Świątek
    na trawie: 6-5
    na mączce: 42-6
    na nawierzchni twardej: 62-25

    zaszokujcie mnie wnioskami

    Polubienie

  3. Co do turnieju kandydatów, to dość nie fair sugestia, bardzo antysportowa, jak to niby niewygodnie że Nepo znowu wygrał.

    To co, jak Real dostanie na jakimś etapie LM drużynę z którą „nie chce” im się grać, to zmienić? Niech grają tylko z satysfakcjonującymi rywalami, w takiej, hmmm, superlidze?

    anyway, Nepo nie wygrał, ale zmiótł konkurencję. Zdaje się iż sam Carlsen coś bąknął, że jest pod dużym wrażeniem. I dla mnie tu nie ma dyskusji, Nepo na mecz mistrzowski zwyczajnie zasłużył. Carlsen oczywiście ma prawo odmówić, stwierdzić iż ma dość, ale po ty jak zmiażdżył konkurencję rosjanin, ciężko doszukiwać się w jego poziomie głównego powodu potencjalnej rejterady Magnusa. Dalej, bodaj to nie pierwszy raz że Norweg coś tam mówi o wycofaniu się, pierwszy raz wzięto to tak bardzo na serio. IMO wyjdzie i zagra. Nepo zwyczajnie zasłużył, to było najbardziej spektakularne zwycięstwo w turnieju kandydatów ever, wliczając, nie zapominajmy, turniej którym wygrywał Carlsen.

    A gdyby czysto hipotetycznie Norweg miał przejść na emeryturę, to mecz Nepo-Ding też ujmy nie przynosi.

    Polubienie

  4. Też uważam, że zagra, a Nepo tym razem stawi mu większy opór.
    Mecz Nepo z Dingiem byłby raczej dość jednostronny, biorąc pod uwagę psychikę Dinga, tutaj Nepo mimo wpadki w meczu o MŚ prezentuje się znacznie lepiej.
    Widać, że doświadczenie gra dużą rolę, Firouzji go ewidentnie brakowało, ale następnym razem pewnie już zagrozi czołówce.
    Nasz Janek zgodnie z tym, jak przewidywałem, niby były nadzieje w środowisku, ale wg mnie raczej na wyrost: najniższy ranking, brak doświadczenia – to jeszcze nie czas. Jest w takim wieku że może jeszcze zrobić postęp i jeśli wejdzie do następnego turnieju, to będzie wyglądał lepiej. W sumie i tak już jest najlepszym polskim zawodnikiem od drugiej wojny światowej.

    A jeszcze a propos dziennikarstwa, to jakoś nie idzie się dokopać do informacji o TdF, człowiek niedokładnie pamięta, kiedy ma się odbyć, a potem zaskoczenie, że już trwa, a ja nie wiedzieć czemu mam czytać o jakichś drugorzędnych meczach siatki, a co gorsza jeszcze do tego, kto co powiedział albo zrobił po…

    Polubienie

  5. A siatką to chyba w ogóle rządzi nasz Xavras, bo wprawdzie na igrzyskach od prawie 50 lat nie było medalu, ale wygrywamy jakieś Ligi Narodów czy inne mistrzostwa, więc uważamy, że i tak jesteśmy najlepsi, co tam kogo jakieś olimpiady w dalekich krajach, w dodatku w lipcu, gorąco i w ogóle nie da się grać…

    Polubienie

  6. „zaszokujcie mnie wnioskami”

    Dla kolegi GP musisz to koniecznie rozbić na turnieje drugorzędne, niedrugorzędne i jedyny najlepszy turniej tenisowy na świecie. Potem jeszcze umieść w kontekście…

    Polubienie

  7. „A już się cieszyłem na finał Jabeur – Halep”

    Angole pewnie też się cieszyli. A tu zaraz może trzeba będzie wręczać puchar zawodniczce urodzonej i mieszkającej w Moskwie xD Chęci były dobre, ale wyszło jak zawsze…

    Osobiście mam jednak nadzieję, że to Jabeur zgarnie trofeum. Po pierwsze jej się należy trochę bardziej za całokształt, po drugie dziewczyna z Afryki wygrywająca Wimbledon to by była historia działająca na wyobraźnię masy dziewczyn z tych biedniejszych krajów świata.

    Polubienie

  8. Fajny mecz. Niemki ograły Dunki 4:0, a powinno być pięć, gdyby miłośnicy elektronicznych pomiarów nie unieważnili jednej bramki.

    Polubienie

  9. @antropoid

    Z tym underdogiem to była podpucha. Kyrgios już nie raz udowadniał, że gdyby mu się chciało podejść do tenisa na poważnie to byłby co najmniej żelaznym bywalcem TOP10, o ile nie wyżej – polecam finał z Acapulco z Nadalem (sorry, nie pamiętam który rok, na pewno przed pandemią), więc wcale się nie zdziwię jak pyknie jutro Dżokera. Potencjał na to spokojnie ma.
    Zaś co do charakteru to cóż, aniołkiem na pewno nie jest, niektóre jego wypowiedzi są max burackie, natomiast po pierwsze to jest chyba tak, że takie charaktery też muszą w tenisie być, bo jakby były same grzeczne Hurkacze to by było trochę nudno, po drugie jego niedzielny rywal ma na koncie, moim zdaniem, dużo większe przewinienia. Nick nigdy sędziego piłką w grdykę nie walnął. Tylko Dżoker ma „zbyt silną pozycję”, żeby być poddanym takiemu samemu ostracyzmowi, a zasługuje na niego bardziej.

    Polubienie

  10. Bez przesady. W porównaniu np. z McEnroe, to Djoker jest niemal pluszowy miś.
    A ostracyzm go raczej nie spotka – bo to nigdy nie był typ permanentnie wściekły i nastawiony na nie do wszystkiego i wszystkich. Poza atakami frustracji potrafi być sympatyczny i zjednywać sobie publikę, to raczej takie yin i yang tenisa. Rzeczywiście wyrazistości nie można mu odmówić.
    W każdym razie już wolę jego, niż ugrzecznionego i czasem sprawiającego wrażenie opóźnionego Nadala, w którym mam wrażenie jest jakaś ściema.
    Może nie tylko w tym wiecznym biadoleniu nad własnym zrujnowanym zdrowiem, co mu utrudnia życiowe czynności, ale już nie bieganie po kortach szybciej i dłużej od młodych i niezrujnowanych.

    Polubienie

  11. @Xavrasw
    „niektóre jego wypowiedzi są max burackie”… – fakt. Lista nawet byłaby długa. Ale to i tak pryszcz, gdybyśmy próbowali ułożyć listę burackich wypowiedzi sportowców w innych dyscyplinach. Pewnie by miejsca na blogu zabrakło…
    „natomiast po pierwsze to jest chyba tak, że takie charaktery też muszą w tenisie być”. Nie wiem czy muszą, ale one w sporcie po prostu są. Poprawność tenisowa, tak jak każda poprawność nie tylko w sporcie, często prowadzi do zakłamywania rzeczywistości.

    Polubienie

  12. Faktycznie, nie ma co zakłamywać rzeczywistości, świat się nie składa z samych sensownych ludzi, poj..ów też nie brakuje.

    Polubienie

  13. Nie było i nie ma ludzkości bez nich – i bez hipokryzji.
    A jak wielka jest ludzka plantacja hipokryzji widać co dnia, tutaj obecnie choćby po zadymie wokół Lisa.
    Co najmniej od czasów TVN było wiadomo, że nie jest to brat łata dla podwładnych, ale to dziś walcząca o być, albo nie być przy korycie TZW. prawica dostaje z jego powodu turboorgazmu, wyjąc o „mobbingu”, choć pod jej auspicjami od 6,5 roku to samo wyprawia się w instytucjach całego państwa, czyli w skali nieporównywalnej z prywatnym czasopismem.

    Polubienie

  14. Jabeur znowu pokonana w finale, a Rybakina wygląda na tenisistkę, która na długo zagości na topie.
    …………………….
    Nasi siatkarze wrócili na pozycję lidera.

    Polubienie

  15. @„mobbingu”
    Wstawienie tego uroczego terminu w cudzysłów, w kontekście Lisa, świadczy o pewnych bardzo konkretnych brakach w człowieczeństwie.

    Niezależnie od tego ile za uszami nie miałby wskazujący palcem na Lisa, będzie miał rację twierdząc że to mobbing i nic tej racji nie odbierze. Choćby to Tyrynkiewicz był, matka Madzi, Wielmożny Pan Przecinek, czy zmartwychwstały Józef Stalin, to z ust każdej z tych osób termin mobbing w kontekście Lisa będzie jak najbardziej zasłużony.

    Oczywiście że hipokryzją jest potępianie mobbingu gdy samemu się go stosuje, ale dla Lisa jest to żadna linia obrony. Jest to wyłącznie argument do wysłania tychże hipokrytów, kimkolwiek by nie byli, w niebyt, a na pewno jak najdalej od jakichkolwiek kierowniczych stanowisk. Z niebytem będzie niestety problem, nie oszukujmy się, oba prawicowe plemiona będą swoje bożki ciężko bronić i tak optymistycznie licząc za może 10 lat ten kraj będzie mógł liczyć na coś lepszego.

    Polubienie

  16. Oglądałem naszych siatkarzy w starciu ze Słoweńcami (3:1 dla niewtajemniczonych) i tak sobie kombinowałem… – liczba uprawiających siatkę kilkakrotnie mniejsza o piłkarzy, kibiców śledzących siatkę również kilkakrotnie mniej, podobnie kasa (zarówno w sporcie jak i w biznesach okołosportowych), a np. ćwierćfinał międzynarodowej imprezy w kopanej jest wyjątkowym świętem, zdarzającym się raz na parę dekad, a w siatce jest uznawany za katastrofę. I nawet nie potrafię skompletować obsady międzynarodowego turnieju, żeby nasi piłkarze mieli choćby teoretyczne szanse na jego wygranie.

    Polubienie

  17. @grindavik

    On tak zawsze. Nawet McEnroe w komentarzu na ESPN stwierdził, że widać, że dla Nicka to zwykły mecz xD

    Polubienie

  18. @alp

    Ja już sobie dawno odpuściłem porównywanie tych dwóch dyscyplin z punktu widzenia krajowego podwórka. Po co kopać leżącego?

    Polubienie

  19. Odpowiedź jest przecież prosta. W innych krajach liczba ludzi uprawiających siatkówkę jest jeszcze mniejsza, niż u nas. Natomiast w futbolu podobno jesteśmy na poziomie Szwecji. Na szybko znalazłem, że w Brazylii piłkę uprawia ok. 10 mln ludzi, w Meksyku 7, w Niemczech 6, Hiszpanii i Anglii ponad 5, a w Turcji ok. 3. U nas podobno ok. 400 tys., pytanie czy wg tej samej metodologii.
    Siatkówkę uprawia u nas podobno ok. 100 tys., poszukajcie sobie, ile gdzie indziej, w Anglii na pewno nie ma mowy o milionach.

    Polubienie

  20. „U nas podobno ok. 400 tys”… – ale zna się ponad 30 mln (pomijam wczesnych żlobkowiczów), nawet ci, którzy ani razu w życiu piłki nie kopnęli.
    W moich czasach tez tacy się trafiali (mamusia im nie pozwalała bawić się na podwórku z tymi obrzydliwymi chłopakami), chociaż jak tylko rozpuściło nam się lodowisko, które na przełomie jesieni i zimy sami wylaliśmy, to z cegieł lub tornistrów ustawialiśmy małe bramki. I kibole podwórkowi też byli, tylko jak „za bardzo przegięli” to my kopiący piłkę spuszczaliśmy im łomot, a nie oni nam.
    W wielu krajach uprawiających piłkę jest jeszcze mnie niż u nas (np. Belgia), a na samą myśl, ze trzeba się z nimi zmierzyć dostajemy gęsiej skórki.
    Myślę, ze podstawowym problemem naszej kopanej jest to, ze biznesy okołosportowe (zaliczam do nich media) rządzą naszą piłką. Nie wiem jakie intencje przyświecały Rafałowi, żeby przypomnieć nam wczoraj książkę Kąckiego „Białystok: biała siła, czarna pamięć”, ale lekturę felietonu polecam.

    Polubienie

  21. „pytanie czy wg tej samej metodologii”

    Oj, to bardzo zasadne pytanie jest, panowie zakręceni wokoło kopanej lubią liczby naciągać do granic rozsądku, a czasem daleko poza te granice, jak choćby z „miliardem” ludzi oglądających el classico, gdzie „świat wstrzymał oddech dla meczu”, a w praktyce były to, i tak spektakularne, ale tylko 30 mln.

    Polubienie

  22. O siatkówce coś takiego jest:
    „Poland leads with a questionable 13.8%, followed surprisingly by Qatar with 10%. The top 5 is completed with having three volleyball nations – Italy, Turkey and Brazil with 6.7%, 6% and 5% respectively(…). Germany was the only established sporting economy with a relatively high levels of participation – 3.8%.”
    Niezbyt wiarygodne dane, w dodatku dotyczą też gry rekreacyjnej, ale ogólnie dają jakieś pojęcie.

    Dziwne, że federacje nie publikują danych, na IIHF jest to od ręki.

    Polubienie

  23. Skoro na forum powraca futbol, to jutro razem z I treningiem Bayernu być może nastąpi kres najgłupszej tegorocznej telenoweli medialnej.

    Polubienie

  24. A mogli go sprzedać, a potem z powrotem sprowadzić, jak Włosi, i może jeszcze ktoś by napisał, że Bundesliga robi wreszcie głośne transfery, co świadczy o jej sile…

    Polubienie

  25. Powoli zapomina się, ze Lewandowski parę miesięcy temu oficjalnie zaproponował klubowi podpisanie nowej umowy na okres praktycznie do zakończenia kariery. Trudno się dziwić, że wykorzystując świetny początek kolejnego znakomitego sezonu, wystąpił też o podwyżkę.
    Klub zamiast podjęcia rozmów (myślę, ze wtedy była szansa na podpisanie nowej umowy bez podwyżki) nabrał wody w usta, a po kryjomu prowadził negocjacje z „nówką”. Jak negocjacje wyszły na jaw, a Halland wystawił Bawarczyków do wiatru, sprawa się rypła… – i wściekły Robert zażądał zgody na odejście z klubu.
    Od tego czasu Bawarczycy wszelkimi sposobami przerzucają odpowiedzialność na Roberta i jego agenta.
    P.S.
    To nie pierwsze aroganckie traktowanie piłkarza przez Bawarczyków. Robert i tak „ma szczęście”, że nie potraktowali go jak Pavarda i nie dorzucili go jako dodatku w transakcji z innym klubem.

    Polubienie

  26. Rozwiązać PZPN. Zlikwidować wszystkie ligi piłkarskie. Dosyć tego syfu. Dosyć tych pseudodziałaczy, pseudotrenerów i pseudopiłkarzy. Stadiony piłkarskie przerobić na lekkoatletyczne i żużlowe. Tam mamy sukcesy.

    Polubienie

  27. W sumie jeżeli wybór jest pomiędzy stadionem na który mogę se wejść za free, a stadionem stanowiącym enklawę dla gangusiarni, gdzie ściągają haracz „na oprawę” a tak naprawdę na papugi czy poręczenia, to wybór jawi się naprawdę prostym.

    Polubienie

  28. Mimo to wciąż jeszcze nie „wymarli” ciężko zdziwieni takimi wtopami. Kiedy tak się wreszcie stanie, będzie to pierwszy symptom poprawy, czy też szansy na poprawę.
    Nie żebym był adwokatem Paulo S. po tandetnym numerze, jaki nam wywinął, ale pamiętam oburzenie tutejszego środowiska, kiedy wyraził swoje zdanie o poziomie polskiej ligi.
    To była sama prawda – ale oczywiście u świątecznych patriotów miał przerąbane.
    Oni wciąż tkwią w czasach, kiedy nie było tu stadionów, tylko kretowiska, za to azerskich ligowców ekstraklasa obijała 8, 9 do kółka.

    Polubienie

  29. Narodowy model gry pod nazwą KURIOZUM.

    Tutaj podstawy teoretyczne.

    https://www2.laczynaspilka.pl/federacja/pobierz-narodowy-model-gry-i-jego-suplementy-w-jednym-miejscu1

    „Polski Związek Piłki Nożnej od 2016 roku wydał już pięć publikacji z cyklu Narodowego Modelu Gry. Oprócz podstawowego podręcznika, którego celem była unifikacja oraz konkretne wskazania dotyczące szkolenia, pojawiały się również suplementy dotyczące treningu pozycyjnego i formacyjnego, jak i gier zadaniowych. W ostatnim czasie przedstawiony został NMG dla systemu 1-3-5-2. Na „Łączy Nas Piłka” udostępniamy wszystkie te materiały do darmowego pobrania w jednym miejscu.”

    Polubienie

  30. Ciekawe tylko, jak to jest, że tym narodowym modelem PMSz zarażają się także zagraniczni trenerzy, jak tylko pojawią się w Polsce.

    Polubienie

  31. Filmik to akurat przedstawia klasyczne polskie ocipienie boiskowe, trudną do wytłumaczenia i pojęcia głupawkę, niepowiązaną z systemem gry.
    Ale ponieważ ta głupawka się powtarza na kolejnych turniejach, można ją do modelu wpisać.

    Polubienie

  32. @GP
    Tak samo jak w każdej innej firmie. Jak zagraniczny trener (pracownik) chce popracować dłużej niż 2-3 miesiące to próbuje się dostosować do wymogów pracodawcy.
    A później i tak wylatuje tylko, że za brak wyników.

    Polubienie

  33. „Wypadamy z walki o Ligę Mistrzów już 12 lipca. Nowy rekord, właściwie wyrzucili nas na zbity pysk.
    I polski futbol pozostaje z jednym (!) awansem w ostatnich 25 latach. Do tego dziś najwyższa klęska od 2008 (ale wtedy Wisłę biła Barcelona). Nigdy się z tego szamba nie wygramolimy.
    Chyba że wprowadzimy oczywiste reformy:
    – Dorzucić klubom więcej publicznej kasy;
    – Zintensyfikować dyscyplinujące rozmowy zagorzałych kibiców z wkładami na koszulki;
    – Zatrudniać więcej trenerów Probierzów w młodzieżówkach;
    – Pomnożyć zmiany regulaminów rozgrywek, żeby liga była jeszcze ciekawsza.”

    Tak właśnie na FB napisał masz Gospodarz, a ja wklejam z trudem, bo wciąż przyklaskuję.

    Polubienie

  34. „Poland leads with a questionable 13.8%, followed surprisingly by Qatar with 10%. The top 5 is completed with having three volleyball nations – Italy, Turkey and Brazil with 6.7%, 6% and 5% respectively”

    Hmm, a jak to się przekłada na liczby całkowite, bo procenty niestety nie grają?? Ano przekłada się tak, że 5% z 212 mln w Brazylii to jest ponad 10mln grających, a prawie 15% u nas to jest niewiele ponad 5 mln.

    Poza tym statystyka trochę, że tak powiem, z dupy, bo gdyby liczba uprawiających decydowała o poziomie wyszkolenia i medalach na imprezach to Chiniole już by dawno wszystkich we wszystkim czapkami nakryli, a już w takim futbolu czy tenisie to na pewno. Natomiast taka Belgia nie miałaby szans na medale MŚ w niczym.

    Różnica pomiędzy kopaną a siatkówką w Polsce polega na tym, że na kopanej robi się relatywnie wielkie pieniądze przy niskim wkładzie własnym (czytaj chujowym na maxa produkcie, pierdoląc od 50 lat androny o tym jacy to jesteśmy wielcy, co statystyczny Polaczek łyka jak pelikan, bo lubi gdy się go głaszcze po jajkach i wmawia mu, że jest potęgą), a w siatkówce trzeba mieć super produkt, żeby w ogóle jakiekolwiek zarobić.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s