Przepotężny Lewandowski, maleńki Bayern

W wojnie kapitana naszej reprezentacji z monachijczykami Polacy sprzyjali raczej rodakowi, ufając narzuconej przez niego interpretacji wydarzeń – on przedstawiał się jako ofiara, której niewdzięczni pracodawcy nie okazywali szacunku, Bayern miał być oprawcą, który zatrzymuje zasłużonego piłkarza przemocą. Aż przypomniałem sobie osławiony cytat z Seppa Blattera, który współczucie dla Cristiano Ronaldo – na transfer do Realu nie zgadzał się Manchester United – wyrażał kuriozalną tyradą o „nowoczesnym niewolnictwie”.

Ja w najnowszej zadymie transferowej nie umiałem stanąć po niczyjej stronie, nie sądziłem też, żeby w monachijskim układzie ktoś komuś był cokolwiek winien – fantastyczny sportowiec świadczył fantastycznej jakości usługi za fantastyczne wynagrodzenie, ot co. I podpisał kontrakt obowiązujący do 2023 r. dobrowolnie, nawet usatysfakcjonowany podwyżką. Słuchałem więc z przykrością, jak Lewandowski i, przede wszystkim, jego agent Pini Zahavi wypowiadają groźby graniczące z szantażem. Brak szacunku widzieliśmy raczej po ich stronie – zwłaszcza, gdy wypuszczali sugestie o rozważanym strajku albo nasz superpiłkarz ostentacyjnie spóźniał się na trening.

Jego motywację rozumiem doskonale – ucieka do ligi ciekawszej, bo wielobiegunowej, niezagrożonej monopolem; podejmie się misji wydźwignięcia z zapaści słynnej marki; za rywala będzie miał triumfatora ostatniej Ligi Mistrzów oraz, w prywatnym pojedynku rewolwerowców, Karima Benzemę, o którym mówią, że jest lepszy; wystąpi Lewandowski w El Clàsico, wciąż reklamowanym jako spektakl ponad wszystkie; wokół niego będą wirować Pedri i Gavi, bodaj najbardziej ekscytujący nastolatkowie w futbolu; liga hiszpańska leży bliżej Złotej Piłki niż niemiecka. I jeszcze nowe piękne miasto, stadion, namiętność do futbolu nieporównywalnie intensywniejsza od bawarskiej. Zwierzałem się zresztą na blogu, że gdybym sam był boiskowym supergwiazdorem z pełną swobodą wyboru, prawdopodobnie nawet przez sekundę nie pomyślałbym o „dochowywaniu wierności barwom”. Trybuny wyklinałyby we mnie demona nielojalności, pożądałbym kariery w stylu Zlatana Ibrahimovicia. Co dwa sezony inna liga, inna kultura, język, stadionowy klimat. Zaskakujące, że Lewandowski – nastawiony na karierę indywidualista, nigdy nie całował herbów ani nie wciskał kitu o miłości do klubu etc – wytrzymał w Monachium tyle lat.

Kiedy jednak naprawdę się rozeźlił i zechciał pójść sobie precz, błyskawicznie dopiął swego. Jak zwykle, jak przez całe sportowe życie. Pamiętam dawną wyprawę do Dortmundu, podczas której wszedłem w kibicowski tłum, żeby spisać reportaż o stosunku miejscowych do tercetu grających tam Polaków – już wtedy słyszałem, że Lewandowski to lodowaty profesjonalista, wynajęty zabójca na zlecenie, znacznie gorętsze uczucia wywoływali mniej znaczący piłkarsko Błaszczykowski i Piszczek. Intuicje dortmundczyków okazały się słuszne, ich napastnik ewakuował się wkrótce do Bayernu. Za darmo, Borussia nie otrzymała za transfer ani miedziaka.

Teraz monachijczycy przytulą przyzwoitą sumkę, ale całą operację znów należy sklasyfikować jako wrogie przejęcie. I jako rozstanie – pomimo koncyliacyjnych starań obu stron – umoczone w toksycznych emocjach, jakże typowe dla szczytów futbolu w trzeciej dekadzie XXI wieku. Nastał przedziwny czas, w którym najdrożsi w utrzymaniu gwiazdorzy boisk przestali się rozchodzić – albo przedłużać umowy – z najbogatszymi klubami w cywilizowany sposób. Czasami oni łamią reguły gry, czasami to ich bezceremonialnie wykopują, wszędzie unoszą się albo jad czy pogarda dla podpisanych kontraktów, albo bezradność wobec coraz bardziej bulwersujących realiów finansowych.

Leo Messi porzucił Barcelonę wbrew swojej woli, przyczyniając się wcześniej do zatopienia jej w długach – zarabiał, jakby był osobną drużyną, i stał się balastem o rozmiarach spoza wyobraźni, ciągnął klub na dno jak Titanic. Z okolicy, w której go ubóstwiano, przeprowadził się zatem tam, gdzie go czasami przeraźliwie wygwizdują. Real nareszcie uwolnił się od poborów Garetha Bale’a, który przez lata manifestował swobodny stosunek do obowiązków najdroższego gracza superdrużyny – prawie śmiał się Madrytowi w twarz, ogłaszał, że liczą się dla niego tylko golf i reprezentacja Walii. W pewnym momencie był bliski nawet przenosin do ligi chińskiej – tylko tam znaleźli się rozrzutnicy gotowi zapłacić mu tyle, ile najbardziej utytułowany klub świata. Smętnym małżeństwem z rozsądku był też zerwany już związek Paula Pogby z Manchesterem United – kibice gwizdali, trener Mourinho nazywał go „wirusem”, pracodawcy doceniali w nim głównie marketingową machinę masowego rażenia. I Francuz ostatnio zajmował się głównie wypuszczaniem na rynek sygnowanych swoją marką butów wyprodukowanych wyłącznie z wegańskich i odzyskanych materiałów oraz filmu dokumentalnego o sobie samym – to nowa maniera, prawie wszyscy tutaj przywołani wdzięczą się w nieoglądalnych dziełkach, w których epatują luksusem, w jakim żyją.

A Ronaldo, który po ewakuowaniu się z Juventusu usłyszał (od Leonardo Bonucciego), że „zamiast grać jak drużyna, turyńczycy musieli służyć Cristiano”, by następnie wysłuchiwać, jak eksperci kwestionują jego rolę w Manchesterze, a ostatnio desperacko rozglądać się za kimkolwiek, kto pozwoli mu uniknąć degradacji do Ligi Europy i jeszcze obdaruje bajeczną pensją? Romelu Lukaku, który jako piłkarz Chelsea przed kamerą wypłakiwał się mediolańczykom, że tęskni za Interem (już tam wrócił)? Nawet Kylian Mbappé, który ostatecznie został przekupiony przez Katarczyków z PSG – nie sposób użyć innego określenia, skoro ponoć od dzieciaka „śnił o Realu” – prowadził negocjacje z obiema firmami w taki sposób, że ambiwalentny stosunek, delikatnie mówiąc, do jego szczerości mają i paryżanie, i madrytczycy. Nikt też nie wie, jak niebotycznym szmalem wypchali jego serce Al-Khelaifi i świta, to mógł być deal kosmicznie odległy od czegokolwiek, co obiegowo nazywamy zdrowym rozsądkiem.

Wszyscy wyżej przywołani należą do elit elit, najsławniejszych i najznakomitszych (przynajmniej potencjalnie), i wokół każdego działo się lub dzieje niezdrowo, coraz trudniej wydestylować z tego biznesowego zamętu czysty sport. A przecież nie wspomnieliśmy o Neymarze, który jest w ekskluzywnym towarzystwie klasą dla siebie – nawet z nim paryżanie zaczęli mieć kłopot, bo w jego kontrakcie uruchomiła się klauzula skazująca ich na koszt 49 mln euro brutto do 2027 roku, tymczasem Brazylijczyk nie spędza na boisku nawet połowy czasu gry PSG, w minionym sezonie nie wydusił z siebie gola w Lidze Mistrzów, uchodzi za smakosza leniwej codzienności, któremu chce się ganiać po murawie tylko od święta.

Koniec Lewandowskiego w Bayernie idealnie wkomponowuje się w krajobraz. Zamiast uroczystego pożegnania – kwiaty, owacja na stojąco i w ogóle wzruszenie ściskające gardło – były medialne relacje z ostatnich, wymuszonych treningów, na których obecność posłużyła Polakowi do ostatecznego zademonstrowania monachijczykom, że nie chce dłużej na nich patrzeć. Kolejny przejaw rosnącej player power. Pensje zawodników i prowizje ich agentów puchną nawet szybciej niż kwoty wypłacane za transfery, a relacje w środowisku coraz silniej kojarzą się z klimatem, w jakim rywalizują rekiny finansjery, ekosystemu z brutalną siłą oraz skutecznością jako najświętszymi cnotami.

Kapitan reprezentacji Polski to gracz najtwardszy z twardych. Jeńców nie bierze, od zawsze wali na odlew. Od okrutnego zrównywania z murawą Franciszka Smudy po Euro 2012 po wymowne milczenie w odpowiedzi na pytanie o strategię Jerzego Brzęczka, od rugania szefów Bayernu, że za mało inwestują w transfery, po otwarcie formułowane pretensje do kolegow z szatni, że nie pomogli mu zostać królem strzelców Bundesligi przed pięcioma laty – zresztą na boisku, w trakcie gry, Lewandowski również chętnie manifestuje irytację postawą partnerów zarówno w reprezentacji, jak i w klubie. Prawdziwy kiler, wybitny profesjonalista wybitnie niesentymentalny, najsilniejszy samiec na igrzyskach samców alfa, a zarazem jeden z nielicznych herosów boiska, którzy zasługują na nadużywane przez komentatorów określenie „maszyna”.

Mimo wszystko niemal do ostatniej chwili nie dowierzałem, że szefowie Bayernu ulegną. Na natychmiastowe znalezienie następcy nie mieli szans, wyciśniętych z Barcelony pieniędzy nie wystarczy im nawet na całego Mathijsa De Ligta, kładli na szali reputację klubu, który nigdy nie negocjuje z szantażystami. Przez rok przygotowaliby się na przyszłość bez swojego lidera, a wypuszczany za darmo Lewandowski i tak byłby wspaniale opłacalną inwestycją – ich też nie kosztował przed ośmioma laty nic, to był najzłotszy futbolowy strzał w bieżącym stuleciu. I mieli powody zakładać, że Polaka nie stać na sezon bojkotowania gry. Przecież pracowałby na lukratywny kontrakt, który za rok miałby podpisać w przededniu 35. urodzin.

Monachijczycy się jednak poddali. A skoro poddali się oni, to poddaliby się chyba wszyscy, klubów większych niż piłkarze już nie ma, nawet Bayern okazał się maleńki. Oto kolejne świadectwo potęgi Lewandowskiego, któremu wystarczyło groźniej łypnąć, by rzeczywistość znów ułożyła się wedle jego życzeń. Dla polskich entuzjastów futbolu sprawy przybrały obrót najlepszy z możliwych, bo zamiast nużącego już nieco tłuczenia kolejnych rekordów w Bundeslidze obejrzą frapującą historię. A gdyby kapitan reprezentacji miał wytrwać w Barcelonie planowane cztery lata, to dlaczego miałby nie zagrać na kolejnym Euro, nawet mundialu 2026? Mowa o piłkarzu większym niż największe kluby, większym niż epoka.

94 myśli na temat “Przepotężny Lewandowski, maleńki Bayern

  1. Czy RL będzie większy niż epoka okaże się nastu meczach w Bracelonie. Bo może transplantowany z organizmu Bayernu i niemieckiej ligi nie przyjmie się w hiszpańskim żywiole.

    Polubienie

  2. Z pozapiłkarską kulturą wielkich piłkarzy jest słabo, acz należy pamiętać, że oni – już jako chłopaki ze skorupkami nasiąkającymi za młodu – obracają się w kręgu ludzi wybitnie niekulturalnych (epatowanie luksusem, to jest, zgódźmy się, po prostu wiocha). Skoro padło nazwisko Pini Zahavi (w kontekście słów „groźby”, „szantaż”), to dla równowagi powinno także paść nazwisko Hasan Salihamidzic.
    Kiedy obserwowałem tę farsę, obudziły się we mnie dwa wilki: a/ patriotyczny tudzież plemienny wilczur, trzymający stronę Lewego i b/ takie ogólnoludzkie poczciwe wilczysko, trzymające stronę Bayernu. No i postać pana Hasana w Bayernie okazała się szczęśliwa, bo czułem się mniej winny mojego patriotyzmu i mniej smutny, że – parafrazując Herberta – takim przebito mnie Lewandowskim.

    Polubienie

  3. Pozostaję w zaciekawieniu czy Herr Leffy rzeczywiście mógł skorzystać z prawa Webstera, czy o tym wiedział/pamiętał i z jakich powodów się nie zdecydował.

    Polubienie

  4. Tak. Wielokrotnie już na blogu o tym pisałem, że piłka przestała już być tylko sportem, nie jest już nawet sportowym biznesem, stała się biznesem kręconym na piłce. W zasadzie trudno dyskutować z którąkolwiek opinią przedstawioną w felietonie przez naszego Gospodarza, ale moim zdaniem pominął jeden istotny szczegół (o czym też już pisałem) od którego to wszystko się zaczęło.
    A zaczęło się od wniosku Roberta o przedłużenie kontraktu do 2025 i o podwyżkę, dokładnie o to co otrzymał z Barcelony. Nie wiem jakby to się zakończyło, gdyby Bayern wtedy podjął rozmowy. Ale Bayern olał Roberta i po cichu za plecami zaczął negocjacje z Hallandem. Gdyby pozytywnie się zakończyły mielibyśmy prawdopodobnie finał w stylu… – „Czasami oni łamią reguły gry, czasami to ich bezceremonialnie wykopują”
    Bayern przegrał bo zachował się nieprofesjonalnie, a Robert wygrał bo był profesjonalny.

    Polubienie

  5. A moim skromnym zdaniem to wszystko jest dokładnie na odwrót. Bayern rozegrał to perfekcyjnie i wygrał na każdym froncie batalię niemożliwą – oddał najlepszego piłkarza i legendę klubu za sensowne pieniądze i to jeszcze ku uciesze kibiców.

    To Müller i Neuer zrobili im psikus, markotnie przystając na nieakceptowalną „politykę przedłużania umów”, jak to Bayern ładnie nazywa, czy też „traktowanie zasłużonych graczy” – bo tym to naprawdę jest.

    Kahn tymczasem, ewidentnie zauroczony niebywałym talentem Nagelsmanna, układa drużynę precyzyjnie pod jego wizję. Zaradnie posługuje się Salihamidziciem i realizuje cele niemożliwe, jak na przykład zgrabne wykopanie Lewego, licząc że kryzys tym wywołany będzie krótki, a po nim przyjdzie autorski, unikalny system gry i pasmo europejskich sukcesów niewidziane od lat 70.

    W tym samym czasie BVB ogłasza że Haller ma jakiegoś (na razie nie wiadomo co to) groźnego guza. Wygląda więc na to, że portretem kryzysu Bayernu będzie mistrzostwo i 1/4 LM, a sam plan Kahna wdroży się gładko i szybko. Seria zyliona mistrzostw niezagrożona.

    Polubienie

  6. Żeby obrazek był pełen, należałoby wspomnieć o wcześniejszym wyrywaniu się Lewandowskiego z Bayernu, które zapoczątkowało współpracę Roberta z Zhavim. Gorszą miał wówczas pozycję piłkarz i położył po sobie uszy. Tutaj Bayern miał wybór 50mln i odejście teraz, albo odejście za rok.

    Trochę to psuje budowany obraz małych klubików i wyelkich piłkarzy.

    Polubienie

  7. Zwróćcie jeszcze uwagę, jaką machinę medialną w tej sprawie Bayern uruchomił. Dziesiątki dziennikarzy i lojalnych ekspertów w typie Matthäusa dzień w dzień mówi/pisze o tym, że Lewy to tylko najemnik, dał tylko liczby itp.

    Na zlecenie klubu, bo trudno to inaczej wyjaśnić, podpisują swoimi nazwiskami równość pomiędzy bramkami a kliknięciem „+1” na jakimś i tak niepotrzebnym liczniku. Żadną miarą kupy się to nie trzyma, ale papier jest cierpliwy, czytelnik umiejętnie zdezorientowany, darmowe drinki w loży prasowej podczas meczów naprawdę niezłe, a telefon z klubu z gorącą plotką raz na miesiąc bezcenny – opłaca się pisać.

    Porównajcie to sobie proszę z medialną narracją wokół chryi z karą dla Boruca na naszym podwórku. To naprawdę nie jest dziennikarstwo „nieinspirowane pozapracowymi korzyściami”, inaczej byłoby tu jakiekolwiek podobieństwo.

    Im dłużej o tym myślę, tym bardziej mam wrażenie, że to Bayern przerobił piłkarza, znowu i jak zwykle, ale tym razem postanowił zrobić z siebie jeszcze ofiarę i to też mu się udało. Nowy zarząd, nowa jakość.

    Kahn znowu zrobił różnicę i może pora dać mu tę złotą piłkę, którą prawie zdobył 20 lat temu.

    Polubienie

  8. Co do klubów większych od piłkarzy – w sytuacji gdy piłkarze zaczynali szantażować klub Real pozbył się największej gwiazdy (Ronaldo) oraz lidera i kapitana drużyny (Ramos). W podobnej sytuacji odszedł też Pepe, który utrzymuje niezły poziom do dzisiaj. Chociaż w powyższych przypadkach większy był raczej Florentino Perez.

    Polubienie

  9. @koziołek
    Za bardzo się w to wczytujesz IMO. Robieniem smrodu nawet największe legendy dostają brzydkie pożegnania, przerabiane z Ikerem i wspomnianym Ramosem, którzy latami byli noszeni na rękach, a pogonieni bez żalu i sympatii.

    Jak kurz i emocje opadną, to Lewandowski pewnie nadal będzie się łapał do jedenastek wszechczasów Bayernu. Ale obecnie to jest polaczek który wzgardził rywalizacją z ponadczasowym rekordem Mullera, a wyelki Bayern zamienił na małą przereklamowaną Barcelonę, którą tenże Bayern roznosił hokejowymi wynikami w ostatnich latach.

    Polubienie

  10. @Koziołek
    Wiele razy dzieliłem się tymi refleksjami na blogu a często pod wpływem emocji w pojedynczej sytuacji reagowałem nawet zbyt ostro. Ale często zadaję sobie pytanie czy większość dziennikarzy sportowych ma świadomość, ze żyje już nie w matrixie, ale w świecie marketingowego zidiocenia? Niektórzy chyba osiągnęli już ten poziom, że rzeczywistości mogliby się uczyć nie tylko od np. Tolkiena czy Sapkowskiego, ale nawet od Urbana i obecnego rzecznika Mullera…
    Zajadów ze śmiechu dostaję jak widzę dziennikarzy występujących/przedstawianych przez kolegów w mediach jako sportowi eksperci i regularną rotację na funkcjach eksperckich i dziennikarskich… – chyba tylko dlatego, żeby nikt nie poczuł się pokrzywdzony.
    Byli piłkarze to inny rozdział. Rozumiem, ze po kilku/kilkunastu latach życia w blasku fleszy niektórzy nie potrafią żyć w cieniu, zniknąć z życia publicznego, ale czy to jest powód, żeby kompromitować się bardziej, niż przez całą karierę zdarzyło im się skompromitować na boisku.
    Słuchając, czytając opinie i wypowiedzi w mediach przeciętny kibic ma prawo popaść w paranoję… – i zaczyna się zastanawiać przy każdym wypowiedzianym/napisanym słowie z którymi kręgami piłkarskiego biznesu wypowiadający się jest powiązany.
    Dla mnie ucieczką w piłkarską rzeczywistość jest oglądanie piłkarskich meczów. Tego nie da się bardziej wyreżyserować niż spektakl teatralny. A jeżeli reżyserkę widać, to znaczy, ze reżyser był „ganz do dupy”, jak się kiedyś mawiało.
    P.S.
    Wczoraj (najświeższy przykład zidiocenia) wyczytałem, ze Robertowi do kontraktu Barca wpisała 500 mln euro odstępnego… – natychmiast sobie zadałem pytanie czy jak się o tym dowiedział, od razu wybuchnął śmiechem i czy już się przestał śmiać.

    Polubienie

  11. @Otwojastara
    Czy „będzie się łapał do jedenastki wszechczasów, to zobaczymy. Natomiast, że „wzgardził rywalizacją z rekordem Mullera” to tylko kit, który Bayern chce wcisnąć kibicom i sponsorom. Każdy piłkarz musi być totalnie wk….ny, jeli przechodzi do klubu, który oferuję mu netto na rękę 5,4 mln euro rocznie mniej. Nawet jeżeli to jest liga, o której piłkarz marzył od dziecka. Zwłaszcza jak to jest piłkarz, który wielokrotnie udowadniał, ze bardzo twardo stąpa po ziemi.

    Polubienie

  12. @twojastara
    Pewnie że się będzie łapał, u tych samych ekspertów i znawców dokładnie. Gdy tylko „kurz i emocje opadną”, jak to ładnie ująłeś, i nie trzeba będzie już sprzedawać zleconej narracji i retoryką walczyć z faktami.

    @alp
    Potrzebujemy mapy politycznej dziennikarstwa sportowego. Albo przeciwnie, nie potrzebujemy już dziennikarstwa sportowego ani z mapą, ani bez. Sam nie wiem co chętniej.

    Polubienie

  13. „polaczek który wzgardził”

    Jeżeli tli się w sercach działaczy Bayernu choć odrobina patriotyzmu, niemieckiego czy bawarskiego, to musieli głęboko – pod kurzem i emocjami – odetchnąć, że wzgardził. I zostawił im Mullera nadgryzionego polskim zębem (41 > 40), ale nie połkniętego w całości (365 > 238, a nawet 365 > 238 + 74).

    Polubienie

  14. 1. Jaka pomyłka? Przecież Lewy wszystkie międzynarodowe trofea zdobył dla Niemców.

    „Do szokującej pomyłki doszło na oficjalnej stronie FC Barcelony. Materiał poświęcony Robertowi Lewandowskiemu opatrzono tytułem, w którym napastnik przedstawiony jest jako… Niemiec.”

    2. Carlsen w Międzynarodowym Dniu Szachów porzucił królewską grę. To prowokacja.

    „Norweg Magnus Carlsen poinformował w środę, że w przyszłym roku nie przystąpi do meczu w obronie tytułu szachowego mistrza świata. Jego rywalem miał być Rosjanin Jan Niepomniaszczi.”

    Polubienie

  15. Będzie zabawnie, jak Ding zostanie mistrzem.
    Aczkolwiek nie wiem, czy będzie mi się chciało oglądać taki mecz.

    Polubienie

  16. Naturalne barwy cyrku to jednak żółć i czerń. Po okropnym pechu Hallera niektóre ptaszki wycwierkuja, że sam Luis Suarez dołączy do BVB. Wybitny snajper, który ma pewno ukąsi niejednego rywala.
    Jeśli tempo przyrostu absurdu nie zmaleje dość szybko, to mamy spore szanse zakontraktować Ronaldo. Szkoda chłopa, dobry był.

    Polubienie

  17. Podsumujmy drogę Dinga do meczu o mistrzostwo świata

    Chłop nie wziął udziału w żadnym turnieju eliminacyjnym, Puchar Świata, Grand Swiss, Grand Prix, wszystko przeszło mu koło nosa, głównie bo COVID i restrykcje podróżowania w Chinach.

    Potem Karjakin za pomocą twittera(którego o dziwo, nikt mu nie zabrał) zakończył karierę szachisty i pozbawił się miejsca w turnieju kandydatów. Miejsce miało trafić do gracza z najwyższy rankingiem, który tej kwalifikacji nie wywalczył. Do Dinga.

    Było tylko jedno ale, konkretna liczba wymaganych gier, w oficjalnych turniejach, którą Chińczycy załatwili spędzając naprędce mniej znanych graczy i montując turniej, efektywnie tylko po to by Ding mógł zagrać w turnieju kandydatów.

    Sam turniej zaczyna słabo, od porażki. Odkuwa się dopiero w drugiej jego połowie, gdzie szanse na wygraną są już zerowe, ale dzięki dobrej końcówce w ostatnim meczu wślizgnął się na 2 miejsce. Które w każdym innym turnieju kandydatów nic nie daje.

    I teraz Carlsen ogłosił, że gwiżdże na tytuł, i Ding będzie go mógł wygrać.

    Polubienie

  18. Wczraj obejrzałem sobie najpierw zmagania Dynamo Kijów z Fenerbahce… – trochę mi Ukraińców żal, bo zwłaszcza do straty bramki byli drużyną lepszą, a później ćwierćfinałowy mecz Hiszpanek z Angielkami… – świetnie się oglądało.
    A dzisiaj czeka nas prawdziwy maraton… – nasze drużyny w Pucharach zaczynają o 18,00, a kończą o 23,00. Nawet przerwy będą zagospodarowane, bo mecze się nakładają.

    Polubienie

  19. 5-0 5-0 1-1 0-0, w sumie 11-1. Kopactwo w końcu wzięło się do roboty. Okazuje się, że można celnie podać, strzelić nie do obrony czy skutecznie bronić.

    Polubienie

  20. Czy Wisła Płock idzie w ślady Rakowa Częstochowa? Czy będzie to kolejna solidna konstrukcja stawiana cierpliwie od fundamentów? Czy w polskiej piłce skończą się głupkowate transfery a zacznie się prawdziwa praca indywidualna i zespołowa na treningach?

    Polubienie

  21. Leo Messi przynosił Barcy zyski 1,5-2 razy większe niż wynagrodzenie, pisanie jakoby to on zatopił Barce świadczy o nieznajomości tematu. Klub zatopiły katastrofalne zarządzanie przez Bartomeau, fatalne warunki zawieranych kontraktów.

    Polubienie

  22. @Bartas

    W sumie gówno mnie to obchodzi, ale skoro piszesz, że 1,5-2 razy większe niż wynagrodzenie to znaczy, że nie masz wglądu w odpowiednie dokumenty i tak Ci się tylko wydaje na podstawie jakichś tam czynników niekoniecznie mających związek z tematem, bo jakbyś wiedział dokładnie to byś napisał, że były np. o 186% większe niż jego wynagrodzenie.

    A piszę to dlatego, bo uwielbiam takie wrzuty na zasadzie „coś mi się tam wydaje, ale zagram eksperta, może nikt się nie skapnie, że gówno wiem”.

    Teraz na spokojnie możesz mnie zakasować i podać linka do tego wiarygodnego źródła z wyliczeniami potwierdzającymi Twoją tezę.

    Polubione przez 1 osoba

  23. Inspiracją do powyższego natchnął mnie, a jakże, nasz najlepszy premier biedy Matołuszek pierdolący w TV radośnie o tym, że inflacja w Niemczech jest większa niż w Polsce:
    https://businessinsider.com.pl/finanse/makroekonomia/zaskakujace-dane-o-inflacji-w-niemczech-wzrost-cen-przyhamowal/n3sx97b#:~:text=Zharmonizowany%20indeks%20cen%20konsumpcyjnych%20(HICP,statystyczny%20Destatis%20prezentuj%C4%85c%20wst%C4%99pny%20odczyt.
    oraz
    https://300gospodarka.pl/wykres-dnia/inflacja-w-polsce-na-przestrzeni-lat-wykresy-gus#:~:text=Inflacja%20w%20Polsce%20w%20czerwcu,inflacja%20wynios%C5%82a%2016%2C6%20procent.

    15,5% < 8,2%

    Nagłówki w prasie jutro (nie w Polsce, w Polsce nie ma wolnej prasy, jak to napisał Lis): New mathematics has been just invented in Poland by PM Mateusz Morawiecki

    Polubienie

  24. @xavras
    Faktem jest że gdyby pozostanie Messiego kalkulowało się FCB, no to by tam pozostał. Natomiast nie widzę sprzeczności między niekompetencją Bartka, a horrendalnym kontraktem Messiego, to naczynia wręcz połączone.

    Generalnie FCB to był ciekawy case, gdzie zarząd był tak przerażony odejściem kogokolwiek, że płace zostały przez graczy wywindowane w kosmos. I to nie jednego Messiego. Finał za to z morałem, bo i tak się gwiazd Barcelonie utrzymać nie udało.

    Polubienie

  25. A cóż to się stanęło w Bolonii? USA to może nie jest najwdzięczniejszy rywal Polski, ale 0-3 z finałowym setem do 13 to już kompromitacja, mistrzów świata jakby nie było.

    Polubienie

  26. „Matołuszek”

    Skoro o tym mowa, to im się chyba niezbyt weekendowe tournée powiodło. W sumie nie dziwota, historia kołem się toczy, naród dostaje po dupie inflacją – i się dzieje. Można tylko pozdrowić naiwnych, którzy myśleli/myślą, że komunę to jakieś idee uwaliły i czarodziejskie zaklęcia („Niech zstąpi Duch Twój…” itd.). Nudno by było bez naiwnych.

    Polubienie

  27. PS. A w Eugene na bieżni przewalamy co się da. Ciekawe, kto się będzie tłumaczył z nietrafionych przygotowań i z tego umysłowego taktycznego zatwardzenia.

    Polubienie

  28. 1. Barcelona i inne zadłużone kluby powinny zostać wykluczone z europejskich rozgrywek. To skandal, że organizacje zadłużone na ponad miliard euro są dopuszczane do gry.
    2. UEFA powinna zostać zdelegalizowana za nierówne traktowanie podmiotów na rynku. To skandal, że kluby zachodnioeuropejskie mają preferencje w postaci gry bez eliminacji w Lidze Mistrzów czy Europy.
    3. Trzeba zlikwidować nieuczciwą konkurencję w Europie. To skandal, że PZPN do tej pory nie wynajął dobrego prawnika i nie zlikwidował dyskryminacji polskich klubów.

    NIEMCY
    5 drużyn bez eliminacji w LM
    2 drużyny bez eliminacji w LE
    POLSKA
    1 drużyna w 4 rundach kwalifikacyjnych LM
    0 drużyn w 2 rundach kwalifikacyjnych LE

    Polubienie

  29. @antropoid

    No stanęło się to, że z takim przeciwnikiem jak Stany nie da się grać bez serwisu. Zresztą inne elementy też nie funkcjonowały szczególnie lepiej, czego zresztą dowodem była czwartkowa męczarnia z Iranem.

    Ogólnie jednak uważam, że to dobrze – naszym siatkarzom źle robi jechanie na imprezę główną w roli faworyta, a po wczorajszym meczu przynajmniej nikt ich w takiej nie stawia.

    Polubienie

  30. @Xavras

    Proszę. Ekspertem nie jestem ale słucham/czytam ekspertów -Michała Zawadę, chłopaków z 9CAMPNOU, czy Błażeja Gwozdowskiego z FCBarca.com

    The conclusion is clear and hasn’t even taken into account the current season, corrupted by the coronavirus pandemic: Leo has cost the club €383,655,000 but he’s generated €619,265,000 in the same period. A simple deduction reveals a positive balance for Barça of €235,610,000.

    https://www.sport.es/en/news/barca/the-brutal-figure-that-lionel-messi-generates-barcelona-11491695

    Polubienie

  31. Nasz Gospodarz ma rację, stwierdzając na Twitterze jeszcze w trakcie meczu naszych siatkarzy, że mecz z Amerykanami, to było tylko „zakrzywienie czasoprzestrzeni”…
    Mi też nie wszystko się podobało (malkontenctwo???) w trakcie finałowego turnieju, ale marzą mi się takie rozterki przy oglądaniu turniejowych występów naszych piłkarzy.
    P.S.
    @Iksis
    1. Barca z tego co wiem jest chyba jedynym klubem zadłużonym na ponad miliard i właśnie objęta jest przez UEFA program naprawczym. Jest jeszcze parę klubów mocno zadłużonych, którym takie narzucone procedury moim zdaniem też by się przydały. Mam jednak wątpliwości, czy długi to wystarczająca podstawa do wykluczenia z rozgrywek. Co innego, gdyby nastąpiło złamanie zasad procedury naprawczej.
    2. W pucharach preferencje gry bez fazy eliminacyjnej nie mają kluby ze „zgniłego zachodu” tylko te, które odniosły w nich sukcesy.
    3. Polskim klubom nawet najlepszy prawnik nie pomoże… – no chyba, że byłby to prawnik od Ziobry, a rozstrzygali sędziowie przez niego nominowani.

    Polubienie

  32. @Bartas

    Ale Ty przeczytałeś treść poniżej tych cyferek? Zaznaczam poniżej kluczowy fragment:
    To work out that number, Ciria recognises that „there are various methodologies and [b]we lack some information from the club[/b], but it’s evident that the competitive level of the club at all levels is related to the star player. Leo is the epicentre of the club’s business. How does he create that business? Scoring goals.”

    Już nie mówiąc o samym wstępie, gdzie autor pisze o tym, że trudno policzyć emocje. Konkluzja jest więc, moim zdaniem, nieco inna niż autorzy artykułu (trochę mało obiektywni delikatnie mówiąc) przedstawili – taka, że nie sposób rozstrzygnąć, czy Barca na tym kontrakcie wtopiła czy nie, bo trzeba uwzględnić wiele rzeczy, których nie sposób zewaluować.

    Polubione przez 1 osoba

  33. @iksis
    Znowu w punkt, naprawdę fanem jestem. Podoba mi się plan rozgrywek europejskich „każdemu po jednym”. Mam przy tym Plan Naprawczy Fódbolu znad Wisły. Zróbmy jak Wielka Brytania, tylko 4 razy lepiej, i podzielmy kraj na 16 federacji (wg województw). W Twoim niedyskryminującym systemie poprawimy szansę na awans o równe 1500 zupełnie eksperckich procent.

    @alp
    No dobra, kolega iksis jest specyficzny i sam się czasem pośmiać nie wstydzę, ale trochę w punkcie „2” przeinaczasz. W obecnym systemie klub za sukcesy nie dostaje prawie nic, a nagrody w postaci biletów wstępu zgarnia głównie krajowa federacja. Bardzo mi się to nie podoba. Półfinaliści LM powinni po prostu grać ponownie, a nie jak teraz Villareal – być karani za długą i dobrą grę w pucharach, bo przez to poszło słabiej w lidze.

    Polubienie

  34. „Ekspertem nie jestem ale słucham/czytam ekspertów -Michała Zawadę”

    To jest takie XD, jakiego od dłuższego czasu tu nie miałem, dzięki, Bartas!

    Polubienie

  35. @Koziołek
    Nie twierdzę, że system nie wymaga pewnych korekt. Oczywistym jest, że powinien dotyczyć klubów nie federacji. Limit dla klubów dodatkowo zgłaszanych przez federacje też jest niezbędny z uwagi na możliwość organizacji rozgrywek. Ale poszedłbym dalej od Ciebie… – np. wszyscy uczestnicy/ćwierćfinaliści fazy pucharowej poprzedniej edycji LM plus półfinaliści niższego szczebla rozgrywek mają zagwarantowany udział w kolejnej edycji bez kwalifikacji. Oczywiście zakres przywilejów można dyskutować, ale system premiowania najlepszych jest dla mnie bezdyskusyjny. Inaczej lądujemy w urawniłowce.

    Polubione przez 1 osoba

  36. „1. Barcelona i inne zadłużone kluby powinny zostać wykluczone z europejskich rozgrywek.”

    Ciekawie wyglądałby ich skład…

    „2. UEFA powinna zostać zdelegalizowana za nierówne traktowanie podmiotów na rynku. To skandal, że kluby zachodnioeuropejskie mają preferencje w postaci gry bez eliminacji w Lidze Mistrzów czy Europy.”

    Jakoś nie widać chętnych do zdelegalizowania jej, choć może przydałoby się, bo rzeczywiście to, co zrobiła z pucharami jest skandalem.

    „3. …To skandal, że PZPN do tej pory nie wynajął dobrego prawnika i nie zlikwidował dyskryminacji polskich klubów”

    Po I – nie tylko polskich, po II – już widzę, jak PZPN bierze lepszego prawnika/prawników niż UEFA…

    Polubienie

  37. @Antropoid- A jaki to skandal, że grają po 4 zespoły z najlepszych lig? Chyba, że masz na myśli ograniczenie dostępu do LE, ale tutaj wynagradza LKE, której na początku nie bylem fanem, ale okazuje sie w której są niewiele mniejsze pieniądze. No i reforma Platiniego dalej działa.

    Polubienie

  38. Tyle razy już było o tym, że wyjaśnianie po raz enty grozi ciężką niestrawnością.
    Ale skoro już mowa o tych 4 drużynach w LM, to mogliby się chociaż przestać wygłupiać nazywaniem tego Champions League, skoro regularnie grają tam kluby nie będące mistrzami swoich krajów, często od wielu lat, a bywa, że w ogóle nigdy.

    Polubienie

  39. Zadłużenie, czy to w piłce, czy w innych tematach, to generalnie temat rzeka, omawiany na dziesiątki sposobów, które mają wyłącznie jeden wspólny mianownik – dowodzą niewiedzy omawiających. Jeżeli ktoś szczerze myśli, iż Barcelonę obecne zadłużenie zatopi, myli niebo z gwiazdami odbitymi na powierzchni stawu.

    @GRINDAVIK
    Zrób taki eksperyment myślowy, i wyobraź sobie że w koszykówce JuEsEj wystawia nie jedną, a 2-3 reprezentacje, bo w sumie czemu nie, przecież najlepszych graczy mają, a kibice chcą oglądać najwyższy poziom. Trójka buregrów zajmuje 3 czołowe miejsca na turnieju, zbiera 3 najwyższe premie dla federacji na które przecież zapracowała, dowodząc swej wyższości.

    Albo lepiej, wyobraź sobie, że mamy wielką światową ligę koszykową ponad podziałami, kluby z całego świata. Początkowo równe zasady, w których przewagę zyskują kluby burgerowe. W ramach wyższego poziomu, wykopujemy jakichś Azerów czy innych dzikusów do eliminacji, wpuszczamy więcej klubów z burgerownii. Wreszcie burgerowe kluby wypychają z rozgrywek w zasadzie wszystkie europejskie, poza Olympiakosem, Realem, Barceloną, i paroma klubami z Bałkanów. Są to jedyne rozgrywki dostępne w kanale otwartym, krajowe rozgrywki aby przerwać są zakodowane. Pieniądze z praw telewizyjnych płyną do burgerowych klubów szerokim strumieniem, także z Twojej kieszeni, wszak i publiczna telewizja się złożyła. Wkład jaki podmioty burgerowe mają w wspólnym koszyku wynagrodzeń, jest wyraźnie mniejszy od tego co z tego koszyka wyjmują, wszystko w ramach „zasłużonych zasług”. Nawet gdy w Twoim kraju pojawiają się zdolni koszykarze, zostają błyskawicznie wykupieni przez kluby burgerowe, które zawsze przelicytują rodzime, także dlatego że otrzymują wyższe wynagrodzenia za te same wyniki.

    Brzmi absurdalnie, niesportowo i abstrakcyjnie? Pi razy drzwi to jest to co zdarzyło się w piłce kopanej.

    Polubione przez 1 osoba

  40. Zawężające kryterium już było grane… – nazywało się Puchar Klubowych Mistrzów Europy i Puchar Zdobywców Pucharów. Tytuły i tak zdobywali najlepsi.
    A ponieważ kibice lubią oglądać dobrą piłkę w wykonaniu „swojaków”, to w rozszerzonej formule jeżeli nie mogą się cieszyć sukcesami swoich drużyn narodowych, mogą się cieszyć grą swoich piłkarzy w najlepszych klubowych drużynach Europy. Oczywiście uciecha (poza nielicznym wyjątkami) jest proporcjonalna do potencjału narodowych kopanych.

    Polubienie

  41. W sumie możemy pobawić się dalej i zastanowić ilu z XXIw zwycięzców LM, w ogóle zagrałoby w wygranych rozgrywkach, gdyby obowiązywały wyłącznie mistrzowskie kryteria

    2001 – Bayern, tak, no problemo
    2002 – Real, tak,
    2003 – Milan, nie, chyba nie jest to zaskoczenie iż pierwszy niet jest właśnie klub gospodarza ;p
    2004 – Porto, tak
    2005 – LFC, nie (ci to byli przeklęci w krajowych rozgrywkach)
    2006 – Barcelona, tak
    2007 – Milan, nie (poscalciopoli, ale ten klub generalnie miał klimat trochę olewania ligi)
    2008 – United, tak
    2009 – Barcelona, nie(i cała legenda Pepa w pizdu)
    2010 – Inter, tak
    2011 – Barcelona, tak
    2012 – CFC, AHAHHAHAHAHAHA nie….
    2013 – NAJWIĘKSZY BAYERN W DZIEJACH, NAJWIĘKSZA DRUŻYNA W DZIEJACH i…. nie;p
    2014 – Real, nie(decima odroczona)
    2015 – Barcelona, nie
    2016 – Real, nie
    2017 – Real, znowu nie XD
    2018 – Real, no urwa, wreszcie, jest ta decima, tak xD
    2019 – LFC, ci znowu nie XD
    2020 – Bayern, tak
    2021 – CFC i nie
    2022 – Real i nie(choć powinien, still salty)

    reasumując, na 22 podejście, mamy 9 taków, i 13 nietów. Kluby które nie wygrywają ligi rok wcześniej, częściej sięgają po LM. Ot taki „paradoks” choć to żaden paradoks, jak się dobrze zastanowić.

    To tylko zabawa i bardziej przedstawienie tendencji. Jeśli ktoś chciałby retroaktywnie odbierać i rozdawać trofea, to niech się w czoło puknie.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s