Przepotężny Lewandowski, maleńki Bayern

W wojnie kapitana naszej reprezentacji z monachijczykami Polacy sprzyjali raczej rodakowi, ufając narzuconej przez niego interpretacji wydarzeń – on przedstawiał się jako ofiara, której niewdzięczni pracodawcy nie okazywali szacunku, Bayern miał być oprawcą, który zatrzymuje zasłużonego piłkarza przemocą. Aż przypomniałem sobie osławiony cytat z Seppa Blattera, który współczucie dla Cristiano Ronaldo – na transfer do Realu nie zgadzał się Manchester United – wyrażał kuriozalną tyradą o „nowoczesnym niewolnictwie”.

Ja w najnowszej zadymie transferowej nie umiałem stanąć po niczyjej stronie, nie sądziłem też, żeby w monachijskim układzie ktoś komuś był cokolwiek winien – fantastyczny sportowiec świadczył fantastycznej jakości usługi za fantastyczne wynagrodzenie, ot co. I podpisał kontrakt obowiązujący do 2023 r. dobrowolnie, nawet usatysfakcjonowany podwyżką. Słuchałem więc z przykrością, jak Lewandowski i, przede wszystkim, jego agent Pini Zahavi wypowiadają groźby graniczące z szantażem. Brak szacunku widzieliśmy raczej po ich stronie – zwłaszcza, gdy wypuszczali sugestie o rozważanym strajku albo nasz superpiłkarz ostentacyjnie spóźniał się na trening.

Jego motywację rozumiem doskonale – ucieka do ligi ciekawszej, bo wielobiegunowej, niezagrożonej monopolem; podejmie się misji wydźwignięcia z zapaści słynnej marki; za rywala będzie miał triumfatora ostatniej Ligi Mistrzów oraz, w prywatnym pojedynku rewolwerowców, Karima Benzemę, o którym mówią, że jest lepszy; wystąpi Lewandowski w El Clàsico, wciąż reklamowanym jako spektakl ponad wszystkie; wokół niego będą wirować Pedri i Gavi, bodaj najbardziej ekscytujący nastolatkowie w futbolu; liga hiszpańska leży bliżej Złotej Piłki niż niemiecka. I jeszcze nowe piękne miasto, stadion, namiętność do futbolu nieporównywalnie intensywniejsza od bawarskiej. Zwierzałem się zresztą na blogu, że gdybym sam był boiskowym supergwiazdorem z pełną swobodą wyboru, prawdopodobnie nawet przez sekundę nie pomyślałbym o „dochowywaniu wierności barwom”. Trybuny wyklinałyby we mnie demona nielojalności, pożądałbym kariery w stylu Zlatana Ibrahimovicia. Co dwa sezony inna liga, inna kultura, język, stadionowy klimat. Zaskakujące, że Lewandowski – nastawiony na karierę indywidualista, nigdy nie całował herbów ani nie wciskał kitu o miłości do klubu etc – wytrzymał w Monachium tyle lat.

Kiedy jednak naprawdę się rozeźlił i zechciał pójść sobie precz, błyskawicznie dopiął swego. Jak zwykle, jak przez całe sportowe życie. Pamiętam dawną wyprawę do Dortmundu, podczas której wszedłem w kibicowski tłum, żeby spisać reportaż o stosunku miejscowych do tercetu grających tam Polaków – już wtedy słyszałem, że Lewandowski to lodowaty profesjonalista, wynajęty zabójca na zlecenie, znacznie gorętsze uczucia wywoływali mniej znaczący piłkarsko Błaszczykowski i Piszczek. Intuicje dortmundczyków okazały się słuszne, ich napastnik ewakuował się wkrótce do Bayernu. Za darmo, Borussia nie otrzymała za transfer ani miedziaka.

Teraz monachijczycy przytulą przyzwoitą sumkę, ale całą operację znów należy sklasyfikować jako wrogie przejęcie. I jako rozstanie – pomimo koncyliacyjnych starań obu stron – umoczone w toksycznych emocjach, jakże typowe dla szczytów futbolu w trzeciej dekadzie XXI wieku. Nastał przedziwny czas, w którym najdrożsi w utrzymaniu gwiazdorzy boisk przestali się rozchodzić – albo przedłużać umowy – z najbogatszymi klubami w cywilizowany sposób. Czasami oni łamią reguły gry, czasami to ich bezceremonialnie wykopują, wszędzie unoszą się albo jad czy pogarda dla podpisanych kontraktów, albo bezradność wobec coraz bardziej bulwersujących realiów finansowych.

Leo Messi porzucił Barcelonę wbrew swojej woli, przyczyniając się wcześniej do zatopienia jej w długach – zarabiał, jakby był osobną drużyną, i stał się balastem o rozmiarach spoza wyobraźni, ciągnął klub na dno jak Titanic. Z okolicy, w której go ubóstwiano, przeprowadził się zatem tam, gdzie go czasami przeraźliwie wygwizdują. Real nareszcie uwolnił się od poborów Garetha Bale’a, który przez lata manifestował swobodny stosunek do obowiązków najdroższego gracza superdrużyny – prawie śmiał się Madrytowi w twarz, ogłaszał, że liczą się dla niego tylko golf i reprezentacja Walii. W pewnym momencie był bliski nawet przenosin do ligi chińskiej – tylko tam znaleźli się rozrzutnicy gotowi zapłacić mu tyle, ile najbardziej utytułowany klub świata. Smętnym małżeństwem z rozsądku był też zerwany już związek Paula Pogby z Manchesterem United – kibice gwizdali, trener Mourinho nazywał go „wirusem”, pracodawcy doceniali w nim głównie marketingową machinę masowego rażenia. I Francuz ostatnio zajmował się głównie wypuszczaniem na rynek sygnowanych swoją marką butów wyprodukowanych wyłącznie z wegańskich i odzyskanych materiałów oraz filmu dokumentalnego o sobie samym – to nowa maniera, prawie wszyscy tutaj przywołani wdzięczą się w nieoglądalnych dziełkach, w których epatują luksusem, w jakim żyją.

A Ronaldo, który po ewakuowaniu się z Juventusu usłyszał (od Leonardo Bonucciego), że „zamiast grać jak drużyna, turyńczycy musieli służyć Cristiano”, by następnie wysłuchiwać, jak eksperci kwestionują jego rolę w Manchesterze, a ostatnio desperacko rozglądać się za kimkolwiek, kto pozwoli mu uniknąć degradacji do Ligi Europy i jeszcze obdaruje bajeczną pensją? Romelu Lukaku, który jako piłkarz Chelsea przed kamerą wypłakiwał się mediolańczykom, że tęskni za Interem (już tam wrócił)? Nawet Kylian Mbappé, który ostatecznie został przekupiony przez Katarczyków z PSG – nie sposób użyć innego określenia, skoro ponoć od dzieciaka „śnił o Realu” – prowadził negocjacje z obiema firmami w taki sposób, że ambiwalentny stosunek, delikatnie mówiąc, do jego szczerości mają i paryżanie, i madrytczycy. Nikt też nie wie, jak niebotycznym szmalem wypchali jego serce Al-Khelaifi i świta, to mógł być deal kosmicznie odległy od czegokolwiek, co obiegowo nazywamy zdrowym rozsądkiem.

Wszyscy wyżej przywołani należą do elit elit, najsławniejszych i najznakomitszych (przynajmniej potencjalnie), i wokół każdego działo się lub dzieje niezdrowo, coraz trudniej wydestylować z tego biznesowego zamętu czysty sport. A przecież nie wspomnieliśmy o Neymarze, który jest w ekskluzywnym towarzystwie klasą dla siebie – nawet z nim paryżanie zaczęli mieć kłopot, bo w jego kontrakcie uruchomiła się klauzula skazująca ich na koszt 49 mln euro brutto do 2027 roku, tymczasem Brazylijczyk nie spędza na boisku nawet połowy czasu gry PSG, w minionym sezonie nie wydusił z siebie gola w Lidze Mistrzów, uchodzi za smakosza leniwej codzienności, któremu chce się ganiać po murawie tylko od święta.

Koniec Lewandowskiego w Bayernie idealnie wkomponowuje się w krajobraz. Zamiast uroczystego pożegnania – kwiaty, owacja na stojąco i w ogóle wzruszenie ściskające gardło – były medialne relacje z ostatnich, wymuszonych treningów, na których obecność posłużyła Polakowi do ostatecznego zademonstrowania monachijczykom, że nie chce dłużej na nich patrzeć. Kolejny przejaw rosnącej player power. Pensje zawodników i prowizje ich agentów puchną nawet szybciej niż kwoty wypłacane za transfery, a relacje w środowisku coraz silniej kojarzą się z klimatem, w jakim rywalizują rekiny finansjery, ekosystemu z brutalną siłą oraz skutecznością jako najświętszymi cnotami.

Kapitan reprezentacji Polski to gracz najtwardszy z twardych. Jeńców nie bierze, od zawsze wali na odlew. Od okrutnego zrównywania z murawą Franciszka Smudy po Euro 2012 po wymowne milczenie w odpowiedzi na pytanie o strategię Jerzego Brzęczka, od rugania szefów Bayernu, że za mało inwestują w transfery, po otwarcie formułowane pretensje do kolegow z szatni, że nie pomogli mu zostać królem strzelców Bundesligi przed pięcioma laty – zresztą na boisku, w trakcie gry, Lewandowski również chętnie manifestuje irytację postawą partnerów zarówno w reprezentacji, jak i w klubie. Prawdziwy kiler, wybitny profesjonalista wybitnie niesentymentalny, najsilniejszy samiec na igrzyskach samców alfa, a zarazem jeden z nielicznych herosów boiska, którzy zasługują na nadużywane przez komentatorów określenie „maszyna”.

Mimo wszystko niemal do ostatniej chwili nie dowierzałem, że szefowie Bayernu ulegną. Na natychmiastowe znalezienie następcy nie mieli szans, wyciśniętych z Barcelony pieniędzy nie wystarczy im nawet na całego Mathijsa De Ligta, kładli na szali reputację klubu, który nigdy nie negocjuje z szantażystami. Przez rok przygotowaliby się na przyszłość bez swojego lidera, a wypuszczany za darmo Lewandowski i tak byłby wspaniale opłacalną inwestycją – ich też nie kosztował przed ośmioma laty nic, to był najzłotszy futbolowy strzał w bieżącym stuleciu. I mieli powody zakładać, że Polaka nie stać na sezon bojkotowania gry. Przecież pracowałby na lukratywny kontrakt, który za rok miałby podpisać w przededniu 35. urodzin.

Monachijczycy się jednak poddali. A skoro poddali się oni, to poddaliby się chyba wszyscy, klubów większych niż piłkarze już nie ma, nawet Bayern okazał się maleńki. Oto kolejne świadectwo potęgi Lewandowskiego, któremu wystarczyło groźniej łypnąć, by rzeczywistość znów ułożyła się wedle jego życzeń. Dla polskich entuzjastów futbolu sprawy przybrały obrót najlepszy z możliwych, bo zamiast nużącego już nieco tłuczenia kolejnych rekordów w Bundeslidze obejrzą frapującą historię. A gdyby kapitan reprezentacji miał wytrwać w Barcelonie planowane cztery lata, to dlaczego miałby nie zagrać na kolejnym Euro, nawet mundialu 2026? Mowa o piłkarzu większym niż największe kluby, większym niż epoka.

92 myśli na temat “Przepotężny Lewandowski, maleńki Bayern

  1. Zacznijmy od tego, że Bayernem nie rządzi już Hoeness i podeszli do sprawy pragmatycznie. Lepiej mieć 50 mln euro i spokój niż szarpać się z gwiazdą, która i tak za rok by odeszła za darmo. IMO źle na tym nie wyjdą, w sumie podobnie jak Polak.

    @0TWOJASTARA
    To już chyba taki standard w Barcelonie i w Realu, że mało która legenda jest pożegnana jak należy. Zazwyczaj siedzą za długo i źle na tym wychodzą.

    Polubienie

  2. Jeżeli ktoś jeszcze nie widział fenomenalnych na ME Angielek to powinien żałować. Dzisiaj w półfinale rozgromiły drugie w światowym rankingu Szwedki 4:0.

    Polubienie

  3. Dzisiaj mamy dzień „swojactwa”. Trzy nasze drużyny grają w Pucharze Konferencji, w tym dwie w zasadzie z pewnością na awans. Tego chyba już nie da się spieprzyć??? – no chyba, że zagramy na „Polak wszystko potrafi”.

    Polubienie

  4. Spojenie słupka z poprzeczką, poprzeczka i w 15 minucie bramka. Raków może już przystępować do losowania.

    Polubienie

  5. Lech też awansował, chociaż o meczu powinien szybko zapomnieć. Natomiast Pogoń może sobie zaśpiewać piosenkę PRL-owskiego chórku…. – „Batumi, och Batumi, kolorowe pola Batumi…”.

    Polubienie

  6. Pola Batumi to oczywiście herbaciane a nie kolorowe. Natomiast Cracovia pięknie rozbiła Legię. Może tworzy się kolejny solidny projekt w polskiej piłce na wzór Rakowa? Bo z piłką tak jak z herbatą. Liczy się jakość a nie ilość.
    https://wostokpodroze.pl/batumi-ech-batumi-cz-3-herbaciane-pola/

    „Niestety, mniej więcej od czasów Breżniewa następuje upadek jakości gruzińskiej herbaty, od której wymagano zaspokajania wciąż rosnących potrzeb konsumpcyjnych ZSRR i państw siłą zaprzyjaźnionych. W latach 70. Gruzińska SSR odpowiadała za 87% całej związkowej produkcji herbaty! Produkowano prawie 100 000 ton produktu rocznie (dla przypomnienia w 1917 roku było to jedynie 140 ton).

    Gruzińska herbata przestała kojarzyć się z dobrą jakością. Proces produkcji został sprymitywizowany i skrócony do minimum. Maszyny zbierały wszystkie liście z krzewów, nie tylko te świeże z górnej części rośliny. Nie liczono się z takimi czynnikami jak odpowiednia pogoda w trakcie zbiorów czy właściwe suszenie liści.

    Nic więc dziwnego, że w ślad za upadkiem Związku Radzieckiego upadł również gruziński przemysł herbaciany. Nie było już odgórnych państwowych zamówień, a na wolnym rynku próżno było szukać chętnych na zakup fatalnego jakościowo produktu. Sprawy nie ułatwiały także czynniki zewnętrzne, takie jak wojna domowa w Gruzji początku lat 90. oraz ogólny zastój gospodarki na terenie postradzieckim.

    W latach 90. i dwutysięcznych dawne herbaciane fabryki przekształcano w uprawy przede wszystkim owoców cytrusowych, które były o wiele bardziej opłacalne dla miejscowych plantatorów. Ilość ton wyprodukowanej herbaty systematycznie spadała osiągając jedynie nieco ponad 5 tysięcy w 2008 roku. Plantacje zajmują raptem 2-3 tysiące hektarów, czego nie sposób porównać do 67 tysięcy hektarów „herbacianych pól Batumi” epoki radzieckiej.

    Szczęśliwie, obecnie gruzińska produkcja herbaty powoli zaczyna ożywać. Jest to zasługą przede wszystkim niewielkich plantacji, które stawiają na jakość produktu, a nie jak to miało miejsce w czasach ZSRR na ilość. W całej Adżarii powoli powstają rodzinne przedsiębiorstwa gdzie proces produkcji wygląda tak jak w czasach Lau Dżon Dżau, czyli przede wszystkim ręcznie i z poszanowaniem starych tradycyjnych metod obróbki liści.”

    Polubienie

  7. To dopiero start sezonu, ale tak wygląda, jakby señor Filipiak się wreszcie ocknął i zastąpił trenerem toporną w wizji futbolu gwiazdę autolansu.

    Polubienie

  8. @Iksis
    Masz rację. Nie wiem co mnie naszło z tymi kolorami.
    P.S.
    Czwartek chyba potwierdził, że gra polskich klubów w preeliminacjach do europejskich pucharów jest w pełni zasłużona?

    Polubienie

  9. @Koziołek
    Jeśli warszawskim fanom marzy się klasyk, to chyba będą musieli trzymać kciuki, żeby się Wisła nie obsunęła…
    P.S.
    Przestaję kumać. Ponoć pod względem finansowym jesteśmy piątą (?) europejską ligą, nowoczesnych stadionów wiele lig nam może pozazdrościć, a kompromitujemy się na trzecim poziomie preeliminacji do europejskich rozgrywek.

    Polubienie

  10. Właśnie po to te coraz głębsze preeliminacje stopniowo wprowadzano, żeby była zasłużona.
    Bo zanim to wprowadzono, wyniki może nie były oszałamiające, ale zdarzały się całkiem dobre rywalizacje z dobrymi rywalami.

    Polubione przez 1 osoba

  11. ” Ponoć pod względem finansowym jesteśmy piątą (?) europejską ligą”

    Drugi raz to widzę, skąd żeś wytrzasnął tego totalnego chochoła?

    https://asnews.pl/pilkanozna/ekstraklasa-w-sezonie-2021-2022-czyli-18-klubow-i-jeden-wielki-faworyt/

    tu mamy ekstraklapę, za poprzedni sezon, więc taka Legia będzie miał mniej, ale tam.

    A teraz bierzemy losowy klub z EFL czyli zaplecza EPL

    https://en.wikipedia.org/wiki/2022–23_Burnley_F.C._season

    jasne, mamy tylko transfery, ale nie chce mi się szukać jakoś bardziej, bo to taka oczywista oczywistość, ze nie warto

    mamy jakieś 12-13 mln funtów wydane na transfery
    wpływy zaś to 50 mln. Funtów
    czyli olewając wpływ z dnia meczowego, sponsorów, ect. już klub z zaplecza EPL jest niecałe 40 mln funtów na plusie. Czy raczej, żeby być precyzyjnym, 50 mln miał do budżetu, z których 12-13 zostało wydane na transfery

    imo naprawdę nie muszę pisać nic dalej, już sam fakt iż musiałem ponownie się do tego odnieść, uważam za jakąś totalną aberrację

    Polubienie

  12. @Otwojastara
    Oczywiście na stronach sportowych którejś internetowej gazety, ale nie pamiętam której i kto był autorem tekstu.
    Masz rację powtarzam „totalnego chochoła”. Na szybko znalazłem, że według szacunków grupy doradczej Deloitte za rok 2018-2019 na czele rankingu dochodów europejskich lig jest czołowa piątka, a polska liga miała ponad 10-krotnie niższe dochody niż piąta w zestawieniu Francja.
    Obiecuję, ze nawet ze znakiem zapytania tego bzdeta już powtarzać nie będę.

    Polubione przez 2 ludzi

  13. Zdelegalizować to szwajcarskie dziadostwo. Ile razy można powtarzać?

    Rosja choć jest zawieszona, to absurdalnie awansuje w klubowym rankingu UEFA

    Rosja awansowała na 12. miejsce w zaktualizowanym rankingu Unii Europejskich Związków Piłki Nożnej (UEFA) i goni Serbię, która jest na 11. miejscu. Awans Rosji w klubowym rankingu UEFA jest tym bardziej absurdalny, że rosyjskie drużyny zostały zawieszone w międzynarodowych rozgrywkach po wywołaniu wojny na Ukrainie. Pod koniec sezonu 2021/22 Rosja spadła na 19. miejsce w rankingu. Zgodnie z regulaminem UEFA, w związku z zawieszeniem, Rosja otrzyma w bieżącym sezonie najniższą liczbę punktów zdobytych w ciągu ostatnich 5 lat i zdobędzie 12,600 punktów rankingowych. UEFA na posiedzeniu Organu Dyscypliny 2 maja zdecydowała o wykluczeniu reprezentacji Rosji z Ligi Narodów i rosyjskich klubów z Ligi Mistrzów, Ligi Europy i Ligi Konferencji w sezonie 2022/23.

    Polubienie

  14. @Iksis
    Fakt ten ranking UEFA jest całkiem do dupy. Jakim cudem 28 Polska ma mniej drużyn w kolejnej rundzie LK niż 45 Malta.
    Już więcej wyjaśnia ranking klubowy. Legia początek drugiej setki, inne nasze tuzy w czwartej. A „patrioci” twierdzą, ze jesteśmy krzywdzeni przez system kwalifikacji do Pucharów.

    Polubienie

  15. @gp
    Próby urzeczywistniania tez iksisa są skazane na niepowodzenie. Lepiej cieszyć się czystym sercem i bezkompromisowym idealizmem naszego Kolegi. No bo sam przyznaj, każdy Jego post wywołuje chociaż mały uśmiech (a u mnie prawie zawsze jednak duży).

    Polubienie

  16. Można też „cieszyć się” rzeczywistością boiskową… – PSV np. zdobył Superpuchar Holandii. W meczu z Ajaxem padło osiem bramek.
    Było na co popatrzyć. Nawet na chwilę zapomniałem, że z soboty na niedzielę miałem powódź w mieszkaniu na drugim piętrze.

    Polubienie

  17. Za to lewemu w przeciwieństwie do Bayernu na razie nic nie chce wpadać, jakby na złość tytułowi tej blogonotki.

    Polubienie

  18. Moja „ulubiona” strona (nazwy jak zwykle nie podaję, bo wiadomo, ze komentarz się nie zapisze) proponuje nam dzisiaj o 16,00 obejrzenie meczu Twente Enshede – Cukaricki, a już o 20,00 rewanż Cukaricki – Twente Enschede. Ale meczu Lecha o 20,45 na niej nie zobaczymy.

    Polubienie

  19. Zanim Lech, to najpierw Raków w Trnawie. Na co warto zerknąć, np. po to, żeby sobie porównać, jaki stadion ma Trnawa, a na jaki „postawiła się” niemal 4 x większa Cz-wa… Może być śmiesznie.
    Właściwie, to musi być, jak sobie człowiek przypomni dumne i uradowane miny samorządowych notabli z miasta świętej wieży, na słit fociach z placu budowy tego czegoś, co przypomina obiekt treningowy poważnych klubów.

    Polubienie

  20. Stadiony nie grają, a Papszun i jego ekipa zasługują na wyrazy uznania.
    Natomiast po meczu Lecha mam bardzo mieszane uczucia…

    Polubienie

  21. @Antropoid
    A po jaką cholerę im wielki stadion? 20 tys. na Slavię przyjdzie? Wątpię.

    Lech pewnie przepchnie u siebie Wikingów, i może nawet się doczłapie do LK, ze ścieżki mistrzowskiej łatwiej, ale jakkolwiek to się skończy, tylko Raków zasługuje na pochwały za ten sezon.

    Polubienie

  22. Zdaje się, że ten klub mimo niedużego ośrodka ma wielu kibiców, poza tym ja tu nie wnikam w to, czy stadion jest przeszacowany (jak wiele w Polsce) i co decydowało o pojemności.

    Polubienie

  23. Jak Lech nie przepchnie na bok obecnej dyspozycji i nie przeprosi się z formą, może za chwilę zaliczyć kolejną wstydliwą wtopę. Bo na razie wygląda, jak wstawiony do rozgrywek z początku okresu przygotowawczego.

    Polubienie

  24. A może moje mieszane uczucia nie są nieuzasadnione? Może to nie Lech taki słaby, tylko Wikingi takie silne???
    To chyba już nie będzie „wstydliwa wtopa”, tylko wtopa kompromitująca. I to nie tylko Lecha.
    Miejsce za Maltą chyba już czeka…

    Polubienie

  25. Bayern po odejściu Roberta może nie być „maleńki”, ale wielki.
    Co prawda wczoraj udało mi się obejrzeć tylko kwadrans meczu i 2 pierwsze bramki z licznymi przerywnikami (nie udało mi się przełamać blockera i w końcu zrezygnowałem) i znam wynik, ale z tego co zauważyłem stał się dla rywali zupełnie nieprzewidywalny. Jeżeli się zgrają i nie zabrną w nowe schematy będą niebezpieczni dla wszystkich
    Ciekaw jestem opinii kogoś, kto widział cały mecz….

    Polubione przez 1 osoba

  26. 60-1-2-1… – sześćdziesiąt minut na boisku, jedna bramka, dwie asysty, jedna asysta drugiego stopnia i cały czas „pod grą”. Debiut na Camp Nou co najmniej udany.

    Polubienie

  27. @Rafał
    Będę musiał przeczytać…
    P.S.
    To, ze rolę Górskiego pomniejszali nawet jego asystenci, to dla mnie żadna nowość.

    Polubienie

  28. „nasza piłka nożna to jeden z grubszych przekrętów III RP, skandalicznie skorodowana dziedzina życia społecznego”… – w pełni podzielam diagnozę naszego Gospodarza, ale z jedną drobną korektą: – nie „III RP”, ale w III RP.
    Oczywiście motywacje polityków centralnych i samorządowych były różne. Jedni wspierali finansowo piłkę bo byli jej pasjonatami, inni dla piaru. Ale to nie oni odpowiadają za to, ze byli piłkarze i trenerzy, szeroko rozumiani działacze, wykorzystywali te pieniądze do kręcenia własnych lodów.

    Polubienie

  29. Wybitny polski mąż stanu Jacek $. to nic ponad polską wersję Malcolma Glazera. Pogba kosztował aż 9 Sasinów (czyli jednego Glazera)! Nawet zagorzali patrioci muszą przyznać, że największy AntyMidas świata nie ma polskiego paszportu.

    Polubienie

  30. @ALp
    Jak to samorządowcy niewinni? Nie mieli szans się domyśleć, że ta kasa wpadnie w czarną dziurę?
    Chyba żartujesz.

    Polubienie

  31. @GP
    Nic nie wspomniałem o „winie”, tylko komentowałem motywacje. A jak już zamierzasz ich sądzić, to najpierw proponuję chwilę refleksji… – jak wyglądałaby nasza piłka bez stadionów, orlików, a nawet corocznego zasilania budżetów klubowych.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s