Nie tylko barcelońskie wilki z Wall Street

Obsesyjnie myślę ostatnio o relacjach międzyludzkich na szczytach futbolu – toksycznych związkach z rozsądku, rozstaniach w koszmarnie złym stylu, atmosferze towarzyszącej negocjacjom transferowym czy kontraktowym. Pisałem o spowijającej wielkie stadiony truciźnie w felietonie do GW, wspominałem o niej też w poprzedniej blogowej notce, gdy Robert Lewandowski żegnał się z Bayernem.

Czuję potrzebę powrotu do tematu, bo problem eskaluje, osiąga rozmiary epidemii. Zrekapitulujmy podstawowe fakty.

Leo Messi opuścił Barcelonę wbrew swojej woli, zmuszony kondycją klubu dyndającego nad finansową przepaścią. I przeżył sezon w nowym klubie słabiuteńki, zorientowani w paryskich realiach twierdzą, że do dzisiaj nie poczuł się w nowym mieście jak u siebie.

Ronaldo po ubiegłorocznej ucieczce z Juventusu, gdzie „wszyscy musieli służyć Cristiano” (określenie Leonardo Bonucciego), wymusza zgodę na transfer z Manchesteru United, obnosząc się ze swoją frustracją (występy w Lidze Europy są poniżej jego godności) i rozczarowaniem postępującą degrengoladą otoczenia. Cytowani przez prasę pracownicy klubu nazywają go „chodzącą chandrą”, opowiadają o samotnym, milczącym zasiadaniu do obiadów etc.

Robert Lewandowski też wymuszał transfer, szefów Bayernu publicznie wręcz szantażował.

Nowi szefowie Paris Saint-Germain, znani z kapralskiego stylu zarządzania trener Christopher Galtier i doradca Luis Campos, chcieli wykurzyć z szatni Neymara, ale ten znów okazał się niesprzedawalny, w lipcu w jego kontrakcie odpaliła się klauzula skazująca klub na absurdalny koszt 49 mln euro brutto do 2027 roku. Kto inny tyle zapłaci? Przypadek podobny do przywoływanego dwa akapity wyżej – Ronaldo też pobiera kosmiczną pensję, więc nikt nie chce nawet na niego spojrzeć, być może okoliczności zmuszą go do trwania w małżeństwie z rozsądku.

Neymar ponoć wreszcie wziął się do uczciwej pracy na treningach (zmotywowany perspektywą mundialu) i gra znakomicie, więc w Paryżu igrzyska egocentryzmu urządził sobie Kylian Mbappé – ostentacyjnie przestaje biec, gdy nie otrzymuje podania, otwarcie wykłóca się o prawo do wykonania rzutu karnego, lobbował za pogonieniem z drużyny wspomnianego Brazylijczyka. Bez skutku, na razie zastąpił go w roli piłkarza większego niż klub, jako megagwiazdor o specjalnych prawach próbuje nawet poprzednika przelicytować.

Wrogo lub lodowato żegnali się też ze swoimi dotychczaasowymi drużynami Gareth Bale, Paul Pogba oraz Romelu Lukaku, którzy w celebryckich rankingach ustępują Messiemu, Ronaldo, Lewandowskiego, Neymarowi i Mbappé, ale oni również mieli być postaciami największego formatu, liderami – kosztowali około 100 mln euro, pobierali szokującego dla przeciętnego człowieka pensje. Niestety, zamiast innych zawodników inspirować, sprawiali wrażenie średnio zainteresowanych losem klubu, skupionych wyłącznie na sobie, w skrajnych przypadkach głośno wzdychali do życia gdzie indziej. Lukaku w pełni sezonu urządził sobie wypad do Mediolanu, by wyznać przed kamerą, że tęskni za Interem.

Losy megagwiazdorów się różnią, czasami oni próbują wymusić transfer, czasami oni są zmuszani do odejścia. Wszystkie historie łączy to, że strony nie okazują sobie lojalności, nie czują się zobowiązane do niczego, czego nie zawiera klarownie skonstruowany kontrakt – a kontrakt trzeba respektować dopóty, dopóki nie zdołamy go renegocjować, anulować, zerwać bez strat własnych. Drużyna piłkarska, w której chciałbym widzieć wartość wyższą niż zredukowana do cyferek i paragrafów, staje się zwykłą grupą wynajętych specjalistów, których nie scala nic poza wyznaczonym ich technicznym zadaniem do wykonania. Wszystko jest transakcją, relacją sterylnie biznesową. Ubijające interes strony wyszarpują, ile zdołają, wykorzystują siebie do maksimum, a kiedy poczują, że istnieją optymalniejsze opcje, następuje rozstanie, w najlepszym razie upudrowane niby elegancką formułką podziękowaniami, w której szczerość nikt nie wierzy. Liczy się tylko to, co zapisane w księgach. Aż przypomina się słynna fraza bezwzględnego maklera Gordona Gekko, który w „Wall Street” tłumaczył młodemu, naiwnie niewinnemu jeszcze adeptowi żonglowania instrumentami finansowymi, że „chciwość jest dobra”, oto najwyższa wśród cnót, nie będziesz miał cudzych bogów przed nią.

Giełdowymi instynktami najsilniej wieje ostatnio z Barcelony, gdzie wielki podupadły klub usiłuje w trybie ekspresowym, prawie z dnia na dzień wrócić na szczyt. W amoku kupowania i sprzedawania wykopuje Frenkiego De Jonga, rozgrywającego, który w styczniu 2019 roku przylatywał na Camp Nou w glorii wschodzącej gwiazdy światowego futbolu, jako jeden z głównych odpowiedzialnych za renesans Ajaxu Amsterdam – wydatnie zasłużył się dla fantastycznego sezonu, zakończonego w półfinale Ligi Mistrzów. On też spełniał marzenia, bo dla Holendrów gra w Barcelonie – m.in. ze względu na dziedzictwo Johana Cruyffa – to najwyższy zaszczyt, przeprowadzka do świątyni.

A potem zderzył się z chropowatą rzeczywistością. Poprzedni kataloński prezes Josep Bartomeu popodpisywał mnóstwo nieodpowiedzialnych, absurdalnie kosztownych umów i gdy klub przygniotły bezkresne długi, zaczął namawiać piłkarzy, żeby zgadzali się na ich redukowanie albo rozłożenie wypłat na dłuższy okres. W październiku 2020 roku renegocjował kontrakt De Jonga – obowiązujący do 2024 przedłużył do 2026, a w zamian Holender zgodził się, by 18 mln euro należące mu się w latach 2020-22 otrzymać w przyszłości. W sumie powinien wziąć jeszcze 90 mln (drugie tyle klub dorzuci w podatkach urzędowi skarbowemu). Teraz jednak nowy zarząd usiłuje całkiem się rozgrywającego pozbyć, dzięki czemu pozbyłby się też zaległości (i zarobił 80 mln na sprzedaży). W lipcu zaakceptował nawet ofertę Manchesteru United, gdzie piłkarz spotkałby Erika Ten Haga, swojego rodaka i trenera, którego zna z tamtego wspaniałego okresu w Ajaxie.

Ale De Jong wyjeżdżać nie zamierza. Zagrałby tylko w Lidze Europy, a nie w Lidze Mistrzów, według hiszpańskich i angielskich mediów ani myśli zapomnieć o pieniądzach, które mu się należą – zgodził się tylko „poczekać” na zaległe 18 mln, z niczego nie rezygnował. Barcelona ostro naciska. Poinformowała De Jonga, że został wystawiony na listę transferową. Trener Xavi Hernandez wystawiał go w sparingach na środku obrony, jakby usiłował maksymalnie uprzykrzyć mu życie. Według serwisu The Athletic zarząd grozi też piłkarzowi, że wytoczy mu proces i anuluje kontrakt, ponieważ odkrył jego rzekomą nielegalność – przy podpisywaniu strony miały dopuścić się przestępstw.

Znów obserwujemy zatem zimną wojnę, awanturę umoczoną w grubym szmalu. I znów drużyna jako zjednoczona grupa ludzi marząca o wspólnych sukcesach ma drugorzędne znaczenie – jak Cristiano Ronaldo nie czuje potrzeby pomóc Manchesterowi United w wydźwignięciu się z zapaści, tak Frenkie De Jong ma nie otrzymać szansy, by wraz z innymi ratować Barcelonę. Co znamienne, Holender wysłuchuje wyzwisk od wielu kibiców katalońskiego klubu, którzy uważają, że postępuje nieetycznie, krzywdzi swoich dobroczyńców. Nie przeszkadza im, że jest z Camp Nou wyrzucany, choć podejrzewam, że płonęliby oburzeniem, gdyby działo się odwrotnie – jakiś piłkarz nie chciał honorować kontraktu wbrew woli klubu.

Ofiar tłumnego gniewu znaleźlibyśmy zresztą tam więcej – publiczność bezpardonowo traktuje również Martina Braithwaite’a, przeraźliwie wygwizdywanego i witanego obraźliwymi transparentami dlatego, że nie pozwala się ani wystawić za bramę, ani machnąć ręką na obiecane w umowie pieniądze.

Nie chcę teraz wnikać w każdy spór z osobna i rozstrząsać, która ze stron ma więcej lub mniej racji. Wzdycham raczej nad całokształtem spraw. Nad sforami ujadających, zagryzających się wilków, i nad maklerskim klimatem panującym wszędzie tam, gdzie mieszkają najznakomitsi współcześni piłkarze – tyle wokół nich jadu, że kibice albo uczą się hipokryzji (muszą sobie racjonalizować, psychicznie radzić), albo się alienują, konflikty gdzieś na górze toczą się coraz dalej od nich, w finansowej elicie odklejonej od rzeczywistości, latającej pojedynczo prywatnymi samolotami, może zamiast wytykania staruszków Gordona Gekko czy Jordana Belforta powinienem powołać się na skojarzenia z równie bezwzględnymi, acz młodszymi bohaterami serialowej „Sukcesji”. Od kilku tygodni, może miesięcy odnoszę bowiem wrażenie, że nowoczesny futbol przekracza kolejną granicę, ostatecznie staje się bardziej twardym biznesem niż ufundowanym na innych wartościach sportem.

Być może dzieje się nieuniknione, być może relacje międzyludzkie w tym świecie ewoluują wprost proporcjonalnie do tempa, z jakim na kontach piłkarzy nawarstwiają się miliony. I maleje zarazem akceptowalność dla porażki, która jest przecież immanentnym elementem sportu. Dynamika, z jaką Barcelona – horrendalnie zadłużona, niedawno prawie splajtowała – wróciła do roli najagresywniejszego inwestora na rynku transferowym, rodzi we mnie pytanie, czy nie byłoby zdrowiej, gdyby jednak potkwiła przez parę chwil w kryzysie głębszym niż drugie lub trzecie miejsce w lidze hiszpańskiej. Nie byłoby je stać na Lewandowskiego. Poprzebywałaby w czyśccu, zapłaciła za błędy i wypaczenia stopniowym odbudowywaniem potęgi. Doświadczyłem tego jako kibic Milanu, który przez 7 lat nie dotknął Champions League, przez 11 sezonów nie triumfował w Serie A, przez wieczność grzązł z beznadziei. I zwierzę się wam, że rozciągnięty w czasie powrót smakuje jak nigdy. Właściwie nawet trochę szkoda mi Barcelony, że tego nie zazna.

249 myśli na temat “Nie tylko barcelońskie wilki z Wall Street

  1. „Na nagłe napady agresji cierpię do dziś. Pan szyjka nigdy nie doszedł do pełnej sprawności ruchowej.”

    Przejebane, stary.

    Polubienie

  2. @Otwojastara
    Masz rację; – analiza upadku PRL i procesów społecznych, które do niego doprowadziły są dopiero przed nami. I nie stanie się to szybko. Dzisiaj mamy do czynienia raczej z zawłaszczaniem na wyłączność roli w tym procesie.
    I nie lekceważ normalsów… – oni musieli dojrzeć do przemian, ale bez ich akceptacji nie byłyby one możliwe.
    A komunikacja międzypokoleniowa jest możliwa, chociaż niezwykle trudna. Wymaga nie tylko zrozumienia, że jesteśmy inni, inaczej postrzegamy i w/g innych kryteriów interpretujemy otaczającą nas współczesność, ale też akceptacji „inności” i nie narzucania swojej wizji, opinii, racji jako jedynie słusznych i rozstrzygających. Na początek wystarczy rezygnacja z; – „ja ci dobrze radzę” i to w obie strony, dół i górę. A następnie przestać podejmować decyzję „za”.
    Ze swojego doświadczenia wiem, że to działa… – oczywiście nie prowadzi do ujednolicenia poglądów, ale pozwala komunikować się bezkonfliktowo.
    A z patologiami trzeba walczyć.
    Byle nie tak jak w tej „archaicznej” anegdocie. Ojciec został wezwany do szkoły bo syn pobił kolegę. Po powrocie do domu nie przyjmował żadnych wyjaśnień syna i wlał mu, żeby na zawsze zapamiętał, ze kolegi się nie bije. Kiedy następny raz koledzy w szkole go bili nawet się nie bronił. Po powrocie do domu dostał lanie za to, że pozwolił sobie wybić zdrowy ząb.

    Polubienie

  3. No wiedziałem, że złapiesz haczyk i zaczniesz się publicznie naigrywać z niepełnosprawności, bo dotknęła akurat mnie, więc Twoim zdaniem można.

    A pewnie że można! Jakbym miał z tym problem, to bym tego tu nie wrzucał przecież. Szanowną Mamusię pozdrawiam! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  4. Publicznie się nabijasz z mojego inwalidztwa, a ja to obracam w żart i z uśmiechem mówię „spoko”. Powiedz mi proszę, gdzie w tej historii zostałem agresorem, to postaram się w przyszłości już Cię w ten sposób nie atakować.

    Polubienie

  5. Trzeba przyznać że jeżeli chodzi o pieczołowite pielęgnowanie uraz, kolega antropoid jest absolutnie niezrównany.

    Polubienie

  6. Fanaberie jakieś. Nie ma żadnego „nabijania się z inwalidztwa”, gdybym chciał cos takiego robić, to bym się spytał, co masz nieprzepracowanego w temacie mamusi, że w kółko o tym pitolisz.
    A nie pytam.

    Polubienie

  7. Żadna pielęgnacja urazu, wyłącznie alergia na chamstwo.
    I bezczelność – kiedy ktoś, kto się nim wykazał próbuje mi udzielać porad nt. zachowania na forum.

    Polubienie

  8. To jak masz alergię na moje chamstwo i tak Cię mierzi moja bezczelność, to może unikaj rozpoczynania ze mną rozmów. Wtedy na pewno nikomu się nie pomyli, że to wszystko jest na odwrót. Na razie wygląda to tak, że kilka osób mogłeś skonfudować w temacie tego, kto jest bezczelnym chamem.

    Polubienie

  9. Wow, jakie nerwy u forumowego „arbiciare-eleganciare”… I proszę – znowu się objawił trybun ludowy, osądzający w imieniu „kilku osób”, to jakieś nie zaspokojone marzenia o karierze politycznej?

    Co do tego chamstwa i bezczelności, to nie I raz coś nie do końca skumałeś – ale skoro sam się do tego przyznajesz… Pretensje możesz mieć zresztą sam do siebie, że się kiedyś wciąłeś w nie swoją sprawę, niezbyt mądrze komentując pewną moją wypowiedź i tak cię to porwało, że do tej pory nie możesz przestać, wysilając się na szyderę niziutkich lotów. Coś ten covid namieszał, bo zaczynałeś tu jednak z innego pułapu.

    No i poza tym, to sam się tu czymś pochwaliłeś, a ja to tylko potwierdziłem, to czego się ciskasz. Pretensje do kogoś, że zamieniasz forum w magiel?

    Polubienie

  10. Nerwy? Ciskam? Ciekawe.

    Wiesz, brniesz teraz w jakieś naprawdę dziwne insynuacje, nie pilnujesz komunikatywności przekazu i generalnie chyba się strasznie na mnie zezłościłeś, a ja naprawdę nie wiem dlaczego tym razem.

    A wtedy? Tak, brzydko się Twoim kosztem zabawiłem pół roku temu. Byłem trochę napastliwy i niemiły, bardzo złośliwy i umyślnie natrętny. Nie zdawałem sobie sprawy, że zrobię Ci tym aż tyle przykrości. Gdybym wiedział, że tak Ci to wejdzie w pamięć, na pewno odpuściłbym tę zabawę wcześniej. Dla mnie to była zabawa, tylko tyle. Myślałem, że dla Ciebie też. Nadal mnie zdumiewa, jak mocno to przeżywasz. Bardzo Cię przepraszam.

    Może przerwijmy ten retrospektywny czyściec i zapomnijmy po prostu, jeśli oczywiście jesteś gotów na taką dużą uprzejmość w moja stronę. Zrozumiem, jeśli nie.

    Polubienie

  11. @Antropoid
    Każdemu z nas w dyskusji zdarzyło się na blogu przegiąć, albo albo polecieć z żartem, który dla adwersarza był niezrozumiały. Ale Ty zdecydowanie przeginasz. I nie pisz o maglu, jak sprowadzasz dyskusję do poziomu podwórka, a nawet piaskownicy.
    Mi też się zdarzyło parę razy odegrać, ale na szczęście kończyło się na podbitym oku, rozkwaszonym nosie czy rozbitej wardze. Gdyby zdarzyło mi się to co Koziołkowi pewnie też męczyło by mnie do dzisiaj i miało wpływ na moje relacje i to pomimo, że żyję od niego na tym świecie o pokolenie dłużej.
    A już naigrywanie się z otwartości z jaką wypowiedział się Koziołek i wykorzystywanie jej przeciwko Niemu, uważam za szczyt gówniarstwa.
    P.S.
    Przypominam Ci, że „nadwrażliwe mamuśki i tatuśki” to ja wrzuciłem w tej dyskusji.

    Polubienie

  12. Zrozum lepiej to, że apelujesz do mnie o przerwanie czegoś, co sam bez powodu rozhuśtałeś i kuc wie po co ciągniesz. I sądzę, że to by wystarczyło, żeby se już dać z tym luzu. Tak na amen.

    A, że „ja przeżywam”?… No chłopie przestań, chcesz sobie z kogoś robić jaja i to z wykorzystaniem jego „mamusi” – ale żeby nie reagował – bo wtedy sam przeżywasz dużo bardziej?…Ty możesz, a rozmówca nie?… 🙂 Co ja z kaczorem mam do czynienia, czy z czyimś alter kontem?
    Zresztą nazywaj to sobie jak chcesz, nocy przez to nie zarywam, tylko nie mogę rozkminić, jak się można tak niezdrowo nakręcić w nie swojej sprawie, dwa, że w sprawie, w której to ja byłem po chamsku zaatakowany i jeszcze adwokatować temu, kto był sprawcą ataku.
    To już tytułem wyjaśnienia – bo może to o brak podstawowej wiedzy chodziło.

    Polubienie

  13. Prawie wszystko, jeśli nie wszystko, co napisałeś jest kłamstwem. Kolejno, kluczowe punkty:

    „apelujesz do mnie o przerwanie czegoś, co sam bez powodu rozhuśtałeś i kuc wie po co ciągniesz”
    Nie, to Ty odgrzebałeś temat Wielkiej Inby im. Mariana z Zoo, niczym nie sprowokowany. Wcześniej był spokój i nikt nic nie ciągnął.

    „chcesz sobie z kogoś robić jaja i to z wykorzystaniem jego „mamusi””
    Nic takiego tu nie zrobiłem. Chyba że „pozdrowienia” to jaja, albo „Szanownej” – inwektywa.

    „wtedy sam przeżywasz dużo bardziej”
    Naprawdę nic nie przeżywam i jakoś nie rozumiem skąd ten pomysł.

    „Ty możesz, a rozmówca nie?”
    Czego Ci niby zabraniam? Wyśmiewania mojej ułomności psychicznej? Nie. Dziwnych spekulacji odnośnie relacji z matką? Też nie!

    „nocy przez to nie zarywam” […]
    „jak się można tak niezdrowo nakręcić w nie swojej sprawie”

    Cieszę się, że dobrze sypiasz. Jeszcze raz pokornie proszę – przyjmij moje przeprosiny za tamto. Nie przestanie mnie to męczyć, póki męczy Ciebie.

    Polubienie

  14. @Alp

    I następny z kółka WA przyleciał… Ja wiem, że sobie wzajemnie spijacie z dziobków, ale to nie zwalnia z myślenia przy pisaniu. Jak ty uważasz powtarzające się bez powodu ewidentne prowokacje w rodzaju „twoja mamusia” (+ heheszki) za normalne i usprawiedliwione czymś tam z przeszłości, a moją reakcję na te prowokacje „za przegięcie” i „szczyt gówniarstwa”, to weź już lepiej zostań przy swoich wywodach na tematy sportowe i komentowaniu zawodów, które akurat oglądasz.

    Polubienie

  15. @koziołek

    Pokaż mi to „wyśmiewanie się” z ciebie, bo chyba słownika tu komuś potrzeba.

    „Nie, to Ty odgrzebałeś temat Wielkiej Inby im. Mariana z Zoo, niczym nie sprowokowany. Wcześniej był spokój i nikt nic nie ciągnął.’

    Ale jazda… Normalnie sam do siebie po raz któryś i bez związku absolutnie z niczym napisałem „pozdrowienia dla szanownej mamusi”… 🙂
    A potem się pultasz, że to ja jestem „bezczelny cham” i że mnie coś „męczy”, choć nie ja wycieram japę cudzymi mamusiami, a tylko nazwałem po imieniu pewne zachowania.

    Przeprosiny z dalszym pods..waniem – fajne nowe hobby, ale bardzo proszę: beze mnie.
    Spróbuj to zastąpić np. Salernitaną – i będzie git.

    Polubienie

  16. No nie, Ty zacząłeś od:
    >>>>
    „Na nagłe napady agresji cierpię do dziś.”

    Faktycznie, jakoś tak z wiosny można się było przekonać.
    <<<<
    I tak, to jest niestety wyśmiewanie poważnego schorzenia. Może nie gówniarstwo, ale co by nie mówić spory nietakt. Nie, urazy nie chowam, od razu to zaznaczyłem. Można ze mnie żartować, także nietaktownie.

    Po Wielkiej Inbie im. Mariana z Zoo obiecałem autorefleksję i sądzę, że dopełniłem obietnicy. Namawiałem też innych dyskutantów i cieszę się, że chociaż niektórzy na tę prośbę przystali. Więcej ode mnie na ten temat ani słowa.

    Polubienie

  17. Nic tu nie ma z wyśmiewania, tylko potwierdzenie twoich słów. czyli tak, jakbyś miał pretensje o to, co sam napisałeś. O nietaktach natomiast po swoich występach lepiej jednak nie wspominaj.
    Ale z końcówką już się zgadza. Z tym „ani słowa”.

    Polubienie

  18. „Nic tu nie ma z wyśmiewania, tylko potwierdzenie twoich słów”
    Czyli chcesz powiedzieć, że na poważnie, a nie dla żartu, zrównałeś niebezpieczną chorobę psychiczną z kręceniem inby w necie? No nie wiem, nie brzmi to dobrze. Lepiej brzmiało jako żart.
    Wróćmy lepiej do wersji, że to był żart, nikt się za niego na nikogo nie gniewa i w sumie poniekąd był zabawny, bo ja się trochę uśmiechnąłem. Tak będzie naprawdę dużo lepiej.

    I jeszcze raz, wbrew deklaracji że „ani słowa”, ale może nie będziesz miał mi tego za złe – nie powinienem był rozkręcać Marianowej Inby. Wielokrotnie w jej trakcie przekroczyłem granice dobrego smaku, co miałeś pełne prawo uznać za obraźliwe. Przepraszam.

    Polubienie

  19. Wszedłem tu, bo chciałem poczytać Wasze komentarze na temat wczorajszego meczu – zwykle są one ciekawsze niż skrót, nie mówiąc o katowaniu się całym meczem. A tu widzę jakieś prywatne wojenki uskuteczniacie. Sorry Panowie, ale to nie jest ciekawe dla „milczącej większości”. Dajcie se po razie i zejdźcie na ciekawsze tematy

    Polubienie

  20. A ja liczyłem na milczącą większość, ale skoro tak, to garść refleksji.
    1. Michniewicz widać chciał sprawdzić, czy ustawienie z Euro na pewno jest złe. Mam nadzieję, że już wie.
    2. Pierwsza bramka to wynik błędu pomocy, która stała za wysoko.
    3. Ruszyło się u nas dopiero, kiedy wszedł drugi napastnik, dzięki czemu jak Lewy schodzi do środka albo do boku, to ktoś inny jest z przodu, absorbując rywala, dzięki czemu na rozegranie jest więcej miejsca (wiadomo to od dekad, więc nie wiem, co trener). Zaowocowało setką Milika, ale że każda setka jest naprawdę 50-ką, to nie wpadła.
    4. Kilka razy było widać, że wahadłowi po powrocie nie dają rady zdążyć do kontry, problem jest też po odbiorze, bo nie ma możliwości zagrania do przodu, o ile pomocnik nie zmieni pozycji.
    5. Dobre było 15 min. drugiej połowy, po czym strzelili nam drugą i zgasło nam światło.
    W sumie trudno się było czego innego spodziewać, bo nawet świetnie grający Zieliński sam wyniku nie uratuje. Jesteśmy za słabi na rywalizację z najlepszymi i tyle.

    Polubione przez 1 osoba

  21. Na ostatnich ME to jednak trochę inaczej wyglądało, temu co obecnie raczej bliżej do Brzęczkowizny. Prawdopodobnie będziemy po raz enty mundialowym skansenem, chyba, że ten Czesiowy „fart” coś zadziała. Tak, czy siak każde futbolowe dziecko na tej planecie już wie, że polskim grajkom pod wysokim pressingiem nic tak w grze nie przeszkadza, jak to czym zarabiają na życie.

    @xavrasw
    Przez internet się nie da, a im mniej osób się w to miesza, tym lepiej.

    Polubienie

  22. @xavras
    Tak jakbyś miał z nią cokolwiek wspólnego ;p

    Co do repy, cóż, będę regularnie zawodził. Jak bozia da, tylko to mundialu.

    Polubienie

  23. @Antropoid
    Brzęczek trójką nigdy nie grał, nie wiem, gdzie podobieństwo. A akurat ustawienie 3-6-1 to dokładnie Słowacja z Euro. Rezultat podobny, nie wiem, po co było znowu próbować.

    Polubienie

  24. @0twoja

    Z milczącą większością w kwestii kopanej mam naprawdę wiele wspólnego – kiedy widziałeś mój ostatni komentarz w tym zakresie? Z tego, co sobie przypominam to był ten po akcji łysego skurwysyna, w którym zapowiedziałem, że mam w dupie ten sport. Słowa dotrzymuję: nie oglądam, nie komentuję tym bardziej, natomiast Wasze komentarze poczytać lubię. Nawet flame’y są fajne dopóki nie schodzicie do poziomu osobistych wycieczek 😀

    Polubienie

  25. Albo pomoc „stała za wysoko”, albo obrona za nisko… – odwiecznym problemem reprezentacji jest trzymanie odpowiedniej odległości miedzy liniami. W drugiej połowie broniliśmy się w ośmiu (bardzo gęsto) i też wpadło. Trudno też wahadłowym nie spóźniać się do kontry jeżeli nasza obrona/defensywni pomocnicy nie potrafią na tyle przytrzymać piłki, żeby dać im czas na przejście z wysokości własnego pola karnego na połowę rywala i w panice grają „na wypierd” do osamotnionego napastnika.
    Kluczowym problemem są żółwie w obronie (na ich umiejętności techniczne szkoda strzępić języka) i nieumiejętność wyjścia z akcją z pod własnej bramki. Jedyne momenty, które wczoraj lepiej wyglądały to jak się udało wyprowadzić piłkę kilkoma podaniami z pola karnego i dograć do Zielińskiego, który nie boi się w razie potrzeby przytrzymać piłkę i dobrze ją rozegrać lub jeżeli Lewandowskiemu udało się dokładnie ją cofnąć do pomocników, a tym odegrać piłkę do skrzydeł.

    Polubienie

  26. @GP

    „…gdzie podobieństwo”

    W grze.
    Mimo różnic w ustawieniu nic a nic to nie przypominało gry na ostatnim Euro.
    Przygnębiająca kopanina, w dodatku z reprezentantami człapiącymi, jakby przyjechali nie na mecz reprezentacji, tylko odpocząć od swoich lig.
    Nie wyłączając kapitana.

    Polubienie

  27. Piłka nożna to prosta gra w trzy prostokąty. Jeden duży zielony i dwa małe białe. Od ponad 100 lat nic się tu nie zmienia. Przestrzeń zdobywamy szybkością i techniką.

    W futbolu mamy dwa ustawienia:
    a) kiedy my gramy atak pozycyjny
    b) kiedy rywal gra atak pozycyjny
    i dwa zachowania:
    a) kiedy my gramy atak szybki
    b) kiedy rywal gra atak szybki
    Do tego dochodzą stałe fragmenty gry ofensywne i defensywne.

    W ataku:
    podaję – stoję – podaję – stoję – podaję – stoję – tak grają Polacy.
    podaję – biegnę – podaję – biegnę – podaję – biegnę – tak grają Holendrzy.
    W obronie:
    stoję – stoję – stoję – tak grają Polacy.
    biegnę – biegnę – biegnę – tak grają Holendrzy.

    Obydwa gole dla Holandii pięknie pokazały tę różnicę między futbolem polskim a holenderskim. Nasze wolne i ubogo wyposażone polskie trabanty nie miały szans w starciu z szybkimi i bogato wyposażonymi holenderskimi mercedesami.

    A kiedyś mieliśmy szybkich i technicznych graczy jak Lato, Gadocha, Deyna, Boniek, Smolarek, Żmuda. I wtedy to my byliśmy mercedesami.

    Polubienie

  28. @Iksis
    Zawsze to miło, jak przeciwnik podaruje nam pierwszą bramkę, potem już z górki. I w ogóle ten legendarny mecz, na który przeciwnik nie zabrał podstawowych stoperów, a jak się w rewanżu pojawili, to wynik odwrotny.
    No ale nie da się ukryć, że mieliśmy zespół zdecydowanie lepszy, niż dziś.
    Choć paru zawodników zdolnych w przodzie jest, gorzej w obronie. Nie rozumiem, dlaczego trener chce grać 3 stoperów, kiedy taka nędza na tej pozycji.
    Faktem jednak jest ta różnica, o której mówisz (choć nieco przerysowana), w związku z czym nie ma co myśleć o rywalizacji z czołówką, piszę to po raz setny.
    @Antropoid
    Nie rozumiem, dlaczego usiłujesz zapomnieć, jak fatalnie wyglądaliśmy za Sousy ze Słowacją w bardzo podobnym ustawieniu, jedyna różnica, że tam na jednym wahadle wyszedł skrzydłowy, a tu na obu. A i tak teraz nie było tak źle, jak wtedy, po prostu rywal był lepszy.

    Polubienie

  29. A mnie to to przypominało Salernitanę ze środkowej części zeszłego sezonu, zwłaszcza w „ataku”. Gra wg paradygmatu „nie mam pojęcia co robić, ale wszystko jedno, bo i tak by się nie udało”. Ale oprócz mentalnego bajzlu uważam, że taktyka na trzech z tyłu nam z personaliami nie zagrała. Nasi stoperzy są powolni i drewniani, niezdolni do uruchomienia rozegrania do przodu.

    Lepiej to wyglądało z cofającym się trochę Krychowiakiem i dwójką, która po prostu jest sobie drewniana i powolna, bo może. No i wiem, Krychowiak-regista, śmieszne. Niestety gp na rację – jaka z nas Italia, taki i nasz Pirlo.

    Polubienie

  30. P.S.
    Wczoraj z dużym uznaniem patrzyłem na Węgrów. Zwłaszcza w pierwszej połowie mogli zaimponować… – Niemcy byli wręcz bezradni pod ich bramką. W drugiej połowie, z czasem chyba im trochę zabrakło sił, cofnęli się do obrony, ale wynik dowieźli do końcowego gwizdka.

    Polubienie

  31. Liga Narodów to bardzo elastyczny turniej. Jak z Dywizji A spadli Niemcy, to rozgrywki zreformowano, aby nie spadli. Teraz spadła Anglia i już czekam na rozwój wydarzeń.

    Polubienie

  32. @GP

    Nic nie zapominam i rzeczywiście klasa tych dwóch rywali jest inna, ale byłem i jestem zdania, że mecz ze Słowacją z tzw. „obrazu gry” był na wygranie.
    Uwaliły go, jak to zazwyczaj, infantylne błędy indywidualne – bo oczywiście znowu wnieśliśmy na boisko wszystkie swoje zas..ne mentalne demony, a Słowacy wszystko, co mieli najlepsze.
    Piłkarsko jesteśmy lepsi, co potwierdził dalszy ciąg rundy grupowej.
    Co do LN, to szat bym przez nią nie rozdzierał, nie widać, by wielu mundialowiczów się na nią spinało tak na serio.
    Na MŚ sukcesu nie wróżę, ale i tak lepiej, że nie starujemy jako murowany kandydat do awansu z grupy, jak to się wielu majaczyło przed poprzednimi startami.

    Polubienie

  33. Jasne, że nie ma co tragizować, natomiast niepokoi kierunek, w jakim idzie Czesio.
    Mamy 4 bocznych obrońców, fakt że wszyscy prawi, ale można zmienić stronę, to nie wystawi żadnego.
    Mamy dwóch b. dobrych napastników, to wystawi jednego.
    Stoperów za to nie mamy – to wystawi 3.
    I ja się obawiam, że jeżeli będzie próbował grać ustawieniem, jakie najbardziej lubi, zamiast tym, które najbardziej pasuje do sytuacji kadrowej, i zawodnikami, których najbardziej lubi, zamiast tymi, który są najlepsi – to znowu będzie katastrofa i będziemy się męczyć nawet z Arabami.
    Wg mnie już od tego meczu należało zgrywać najlepszą jedenastkę, a w razie kontuzji (Cash) zmieniać 1 do 1. Kombinowanie pod rywala już było i nigdy nie zdało egzaminu.

    Polubienie

  34. „Zgrywanie najlepszej jedenastki” ćwiczymy od lat i to z miernym skutkiem. Może więc warto spróbować grać dwoma jedenastkami i budować jedenastkę meczową spośród tych, którzy są w najlepszej dyspozycji dnia, a nie spośród zasłużonych reprezentantów pod formą lub reanimowanych do ostatniej chwili przed wyjściem na boisko. Kryć na azymut to mogą piłkarscy wirtuozi, a jak jesteś piłkarsko słabszy, to musisz siedzieć na rywalu non stop, przeszkadzać mu przy każdym przyjęciu i odegraniu piłki, i próbować mu uciec przy każdej próbie wyprowadzania i rozegrania akcji ofensywnej.
    Wczoraj Węgrzy w drugiej połowie dokonali kompletu zmian. Ci, którzy wchodzili nie byli lepsi od zmienianych (niektórzy nawet wyraźnie słabsi), ale nie byli zmęczeni i mieli siłę biegać za rywalami. Wynik dowieźli.

    Polubienie

  35. Myślę, że nasz Czesio Zadaniowiec widzi, że nie mamy argumentów na Meksyk i próbuje coś nowego wymyślić. Pewnie ma plan, pewnie uważa że zagranie typowego 4-4-2 lub 4-5-1 jest spoko na Saudyjczyków i po prostu uznaje, że ten temat jest ogarnięty. A na Meksyk szuka, bo na Meksyk planu nie ma.

    Sądzę też, że LN to dla niego zabawkowe meczyki przed prawdziwym Zadaniem. A w końcu to Czesio Zadaniowiec. Szuka więc w tych meczach pomysłów, o wynik bardzo nie dbając.

    Podsumowując, ja się nie boję dlatego, że przedwczoraj było jak było. Raczej dlatego, że nie mam pojęcia czego się spodziewać, a doświadczania mundialowe z tego millenium są takie, a nie inne.

    Polubienie

  36. O matko, z Walią ta sama trójka z tyłu. To ja sobie w tym czasie pogram w komputer. To w końcu jedyna szansa, by zobaczyć Polskę z medalem MŚ za mojego życia.

    Polubienie

  37. Nie mam pewności, ale trudno mi uciec od refleksji, że nasi trenerzy, eksperci, komentatorzy (nie wszyscy?), a także spora część kibiców żyje w czasie mienionym, a nie potrafi żyć dniem dzisiejszym i jutrem.
    Krychowiak swój najlepszy okres zakończył na EORO2016, a później miał już tylko przebłyski powrotu do maksymalnego poziomu. Glik już na MŚ 2018 zagrał poniżej swojego wcześniejszego poziomu, a później był już tylko na zjeździe (który przerywał tylko chwilowym przebłyskami). Parę nazwisk można jeszcze dorzucić.
    Ale odnoszę wrażenie, że cały czas to wokół nich budowana jest gra obronna… – do ich możliwości dostosowywane jest ustawianie zespołu i taktyka, a nawet (być może to już tylko moja spekulacja) dobór piłkarzy do składu.
    P.S.
    Mecz obejrzę, ale nie wykluczam, że po meczu dla uspokojenia ucieknę do komputera.

    Polubienie

  38. Dawać Cionka do reprezentacji. Reggina jest liderem Serie B i straciła tylko 2 gole w 6 meczach a Thiago raz tylko nie grał, bo pauzował za czerwoną kartkę. Skoro słynny mecz z Senegalem nie zweryfikował negatywnie Szczęsnego, Krychowiaka czy Bednarka i te badziewiaki dalej grają w reprezentacji to i Cionek zasługuje na szansę. Hahaha. Kto pilnował strzelca pierwszego gola dla Holandii? Krychowiak. Kto pilnował strzelca drugiego gola dla Holandii? Bednarek. Kto wpuszcza wszystko jak leci? Szczęsny.

    Polubienie

  39. Kolejny wyraz szacunku dla piłkarskich kibiców… – nasi dwudziestolatkowie o złoto mistrzostw Europy zagrają w niedzielę 25 września z Włochami. Transmisję z tego spotkania będzie można obejrzeć bezpośrednio na kanale European Volleyball na Youtubie.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s