Wyznanie ojkofoba

Wolę mundiale bez Polaków. Z czterech, które przeżywałem z bliska jako korespondent, najmilej wspominam ten w z roku 2002 –  spędzony w całości w Japonii, ekipa Engela dawała wówczas ciała wyłącznie na stadionach koreańskich – oraz ten z 2010, rozgrywany w RPA – na który Polacy w ogóle nie zdołali się wprosić. Na obu penetrowałem obcą kulturę i smakowałem fajny futbol, wolny od obowiązku donoszenia o tradycyjnych klęskach narodu, który nie umie się pogodzić z faktem, że do tej kopania piłki się nie nadaje.

Turnieje z 2006 i 2018 roku błyskawicznie, już po spartaczonych meczach inauguracyjnych, przeistaczały się w oczekiwanie, kiedy nasi piłkarze wreszcie pójdą sobie precz. Gdy oberwali od Ekwadoru czy Senegalu, stawało się jasne, że jak zwykle wszystko przepadło, nie było sensu łudzić się i przedłużać agonii – ich oraz naszej, zwłaszcza mojej. Wypatrywałem końca mundialu polskiego, by rozpocząć mundial właściwy. Wzbogacić harówkę korespondenta o delektowanie się osobnością święta, jakim są futbolowe mistrzostwa świata. Stanowiące cel sam w sobie, cel najwyższy, wznioślejszy od uprawianej co sezon młócki w Champions League.

Zdaję sobie sprawę, że brzmię jak przyszły oskarżony o ojkofobię – modny dzisiaj zarzut, nasza polityczna poprawność zobowiązuje do wytrwałego tropienia wewnętrznych wrogów narodu – ale urosłem już zbyt duży, by udawać, że w cokolwiek wierzę, czegokolwiek od reprezentacji Polski oczekuję. Już nawet nie cierpię na PTSD, raczej dziwię się, że mogłem się przejmować. Za mojego dorosłego życia nasi piłkarze przegrali wszystkie mundialowe mecze, które miały jakąkolwiek stawkę. A ostatni wygrany zdarzył się 36 lat temu. Przyzwyczaiłem się, podczas Euro 2016 ledwie radziłem sobie z sukcesem psychicznie. Naszym wychodził mecz za meczem, a ja zapominałem języka w gębie, palce nie chciały stukać w klawiaturę.

Szybko zeszliśmy na ziemię i dzisiaj oczywiście nie podejrzewam, że drużyna Czesława 711 Michniewicza poderwie się do lotu. Niby PZPN oddał ją bodaj najlepszemu merytorycznie kandydatowi na selekcjonera wśród polskich trenerów – metodycznego, potrafiącego porządnie zaplanować pojedynczy arcyważny mecz z silnym rywalem, mającego w dorobku imponujący epizod z kadrą narodową (seria zwycięstw młodzieżówki z Portugalią, Belgią i Włochami), jak dotąd niezawodny w pracy z seniorami (pokonał Szwecję i Walię, realizując oba zadania). Jego drużyna prezentuje się jednak byle jak, mnóstwo w niej dziur: piłkarze, którzy od tygodni lub wręcz miesięcy nie grają wcale; lider defensywy dryfujący niebezpiecznie strefy spadkowej we włoskiej Serie B; środkowy pomocnik wracający z tłustopłatnego zesłania w saudyjskiej piaskownicy; ciągnąca się od wieczności niezdolność młodzieży do wskoczenia w korki wciąż tych samych liderów, coraz bardziej oddalających się od ukończenia trzydziestki. Ktoś pamięta, co łączy Kacpra Kozłowskiego (ur. w 2003), Kamila Piątkowskiego (2000), Jakuba Modera (1999), Tymoteusza Puchacza (1999), Kamila Jóźwiaka (1998) i Dawida Kownackiego (1997)? To najmłodsi członkowie kadry na ostatnie mistrzostwa kontynentu – i żaden nie poleciał do Kataru. Przepadli z różnych powodów, niektórych przewrócił pech. Tak czy owak dołączyli do innych nowicjuszy, którzy w minionych latach próbowali, ale nie podołali. Dlatego wciąż trzymamy się Glików i Krychowiaków, a nawet wracamy do Grosickich i Jędrzejczyków. Raczej łatamy starą reprezentacją, niż szyjemy nową.

Dlatego na inaugurację z Meksykiem nie pojadę podekscytowany, emocje związane z piłką odczuwam letnie, zmysły angażuję raczej w badanie okoliczności mundialu, jakiego nie było i, jestem pewien, nigdy nie będzie – groteskowego, wielopiętrowo absurdalnego, rozgrywanego w systemowo łamiącym prawa człowieka, autorytarnym kraju, który rozbija się po futbolu z odpychającą bezceremonialnością, nie szanując nikogo i niczego. Nie chciałbym tutaj mieszkać, ale nawet przez ułamek sekundy nie rozważałem bojkotu mundialu. Odwrócić mogą się kibice. Piłkarze, trenerzy, sędziowie, realizatorzy transmisji telewizyjnych czy dziennikarze mają zadania do wykonania, a moje zasadniczo polega na uczciwym, rzetelnym opisywaniu każdej rzeczywistości, nawet brzydkiej czy unurzanej w ludzkiej krzywdzie. (Temat rozwinąłem w osobnym tekście do gazety, a wcześniej o etycznych dylematach związanych z globalnymi imprezami sportowymi pisałem już do magazynu „Kopalnia”).

Nad paranoją przyznania organizacji mistrzostw Katarowi znęcam się publicystycznie od dekady, a teraz zafascynowany przeczesuję Dohę i przyległości. Zafascynowany osobnością państwa, w którym jego obywatele są mniejszością – poddanych emira jest ledwie 330 tys., mniej niż Hindusów (700 tys.), Banglijczyków czy Nepalczyków (po 400 tys.). I w którym ludzie stanowiący fundament społeczeństwa, bo wykonujący wszystkie niezbędne mu prace, nie mają mnóstwa przywilejów otrzymywanych przez kastów panów za darmo, niezależnie od zasług. Panuje tu w istocie apartheid, choć oczywiście odmienny, „łagodniejszy” niż w RPA. A przecież gdyby imigranci znienacka zniknęli, to wszystko by się zawaliło.

Prawie każdego, z kim wchodzę w interakcję, pytam o narodowość (nie dziwią się, są przyzwyczajeni), więc wiem, że przez pierwsze 48 godzin po wylądowaniu rozmawiałem z przybyszami z Bangladeszu, Egiptu, Ghany, Gwatemali, Indii, Jemenu, Kazachstanu, Kenii, Libanu, Nigerii (mój nowy kumpel Sunshine, w tym kraju mają wspaniałe imiona), Pakistanu, Somalii, Sri Lanki, Sudanu, Tanzanii, Tunezji oraz Ugandy (nie wiem, czy wszystkich spamiętałem). Z każdą godziną czuję się coraz bardziej skołowany, bo wielu z imigrantów opowiada o Katarze ze szczerym uwielbieniem, wręcz wdzięcznością. I kiedy Clinton (uciekł z rozgardiaszu Kampali) przekonuje mnie, że mieszka we wspaniałym kraju – lubi katarski porządek, pracodawcy zawsze traktowali go dobrze, władzy od kilku lat dba o bezpieczeństwo na budowach – to nęka mnie podejrzenie, czy aby ktoś mu nie płaci, żeby chwalił. Wielokrotnie jednak trafiam na ludzi, którzy nie mają ani pojęcia, że jestem dziennikarzem, ani powodu, by wciskać kit. Nikt ich nie usłyszy, nie zidentyfikuje. Opowiadają o swoim życiu, o zaprzyjaźnianiu się z odległym od domu krajem, w którym mieszkają od 5, 10 czy 15 lat. O nich też jeszcze napiszę dla Wyborcza.pl, na razie przeczuwam tylko, że moja dezorientacja będzie w trakcie mistrzostw rosła i, jak to zwykle bywa po bezpośrednim kontakcie, skomplikują mi się opinie na różne sprawy. Rzeczywistość przyswajana bezpośrednio często okazuje się bardziej złożona niż poznawana przez filtr nałożony przez zagranicznych reporterów. A ta katarska – jak mi zaczyna zdawać – może się okazać jednym z najbardziej pasjonujących zaułków, w jakie wdepnąłem.

Na razie wydaje się, że gospodarze bezczelnieją, nie mają skrupułów. Oszukali kibiców (niefajnie) oraz FIFA (fajnie, cwaniaki trafiły na lepszych cwaniaków) w sprawie piwa i pewnie jeszcze nas zaskoczą. O polskiej reprezentacji za dużo nie myślę, piłkarze muszą mnie najpierw natchnąć. Po cichutku liczę, że niespodziankę sprawią Urugwajczycy, od zawsze jedna z moich ulubionych reprezentacji. Marzy mi się, by złamany został oligopol wielkich futbolowych nacji – od 70 lat turniej wygrywają tylko potentaci tworzący wielką europejską piątkę, Argentyna lub Brazylia. Intryguje mnie, czy z mroku ucieką wreszcie Niemcy, którzy przywieźli eskadrę wybitnie zdolnych atakujących (Musiala, Adeyemi, Moukoko).

I oczywiście jeszcze jedno wielkie pytanie: czy przybędzie tu zauważalna liczba zagranicznych fanów, czy gospodarze porozdają flagi finalistów mundialu opłaconym mieszkańcom Dohy, którzy będą wciskać światu kit. Oczywiście imigrantom. Katarczykowi nie wypada się wygłupiać, zawsze poci się za niego parobek.

*Zdjęcie najpiękniejszego sportowego trofeum zrobił Rhett Lewis.

*Przy okazji serdecznie polecam wywiad – uprzedzam: bardzo długi – ze Zbigniewem Rokitą, kibicem małego futbolu, ubiegłorocznym laureatem nagrody Nike i autorem rewelacyjnej sportowo-politycznej, reportażowej książki „Królowie strzelców”. Znajdziecie go tutaj.

208 myśli na temat “Wyznanie ojkofoba

  1. Na wieść o wycofaniu Mane Holendrzy wyruszyli żwawo w przekonaniu, że mają otwartą autostradę do ćwierćfinału, tymczasem na rogatkach natrafili na blokpost ustawiony przez Senegalczyków, którzy zdrowo ich przetrzepali i dopiero po wyeliminowaniu jednego z rywali precyzyjnym ciosem w jaja tamci zostali osłabieni na tyle, że nie byli już w stanie powstrzymać Pomaranczowych, którzy przełamali opór i wyruszyli w dalszą droge.

    Polubienie

  2. „Zadziałał system, który zabija piłkę nożną dla jej dobra” – Darek Wołowski na Wyborczej.
    Kiedy pisałem o czipowaniu, myślałem, że to przyszłość, która niekoniecznie musi się spełnić. Tymczasem czip już jest… – w piłce. Czas na bransoletki dla piłkarzy.

    Polubienie

  3. Natomiast zdecydowanie interesujące jest, jak wypadnie ogólnie poziom sportowy turnieju, który grany jest po mniej więcej 1/3 sezonu klubowego i piłkarze nie są sterani wieloma miesiącami rozgrywek ligowych/pucharowych.

    Polubienie

  4. Michniewicz powinien postawić na głodne lwy a nie na syte. Wystarczy pooglądać filmy przyrodnicze, żeby zobaczyć różnicę w zachowaniu. Głodny lew jest cały czas w ruchu i ciągle szuka okazji do ataku, syty lew leży i nic mu się nie chce. Tak więc Krychowiak won. Michniewicz musi postawić na system, który działa od lat w polskiej piłce (4-4-2) i na zawodników, którzy potrafią bronić (Skorupski, Jędrzejczyk, Glik, Kiwior) i strzelać gole (Lewandowski, Grosicki, Piątek, Zieliński). Żadnych eksperymentów i dziwnych wyborów, bo to zawsze prowadzi do katastrofy. Tak więc Szczęsny won. Widziałbym taką mieszankę rutyny z młodością:

    Lewandowski Piątek
    Grosicki Zieliński Kamiński
    Bielik
    Jędrzejczyk Kiwior Glik Cash
    Skorupski

    BRAMKA
    Kiedy zawiódł Skorupski? Kiedy nie zawiódł Szczęsny? No to wybór jest prosty dla ludzi potrafiących logicznie myśleć.
    OBRONA
    Jędrzejczyk to zadaniowiec, w przeciwieństwie do Bednarka w zasadzie nie zawodzi. Kiwior jest w formie więc sprawa jasna, Glik przy dwóch środkowych gra ok, przy trzech zachowuje się jak pijany we mgle, Cash niech pokaże siłę Premier League.
    POMOC DEFENSYWNA
    W przypadku Krychowiaka widać ewidentnie, że futbol to nie jest jego pierwsza praca, niech obmyśla kolekcję wiosna-lato 2023 na ławce rezerwowych. Bielik natomiast powinien przejąć pałeczkę właśnie teraz.
    POMOC OFENSYWNA
    Grosicki to szybkość, umie strzelać gole, których ma aż 17 w kadrze, czyli więcej od Milika i dobrze rozumie się z Lewym. Zieliński jest w formie więc niech pokaże siłę Serie A. Kamiński przebił się szybko w Bundeslidze i to wiele już mówi o jego możliwościach.
    ATAK
    To ostatnia szansa Lewandowskiego, żeby osiągnąć coś na mistrzostwach świata. Niech pokaże gigantyczną moc i przejdzie do historii polskiej piłki. W przeciwnym razie zawsze będzie za Lato, Deyną, Bońkiem. Do pomocy dać mu Piątka w pierwszym składzie i Świderskiego jako jokera.

    Polubienie

  5. @bartoszcze
    Padła już propozycja adaptacji spalonego hokejowego, ciekawie umotywowana statycznością linii, a zatem i łatwym kontrolowaniem jej. Mam swoje przekonania na temat reperkusji takiego rozwiązania, ale nie chcę w typowy dla siebie sposób inicjować dyskusji koziołka z koziołkiem, więc czekam na inne głosy.

    Sam nie jestem członkiem stronnictwa walki z mikrospalonymi, gdyż jedyną logiczną alernatywą jest instytucja „trochę spalonego”, a to może więcej skomplikować, niż pomóc. Bo czym jest „trochę spalony”? Złamaniem przepisu, w efekcie którego z akcji należy się jedynie „trochę gol”?
    Nieuniknione wyniki 2,92:2,89 byłyby wtedy „trochę zwycięstwami”, takimi za np. 2,11 punktu dla „trochę zwycięzcy” i 0,89 dla „trochę przegranego”.
    Raczej śmiesznie niż fajnie.

    Ja bym osobiście po prostu namalował dwie kreski, trochę małpując hokej, i ustalił, że spalony nie obowiązuje na całej połowie przeciwnika, a jedynie w strefie ataku, czyli za kreską. Kreski byłyby około 35m od linii końcowej (a może 30, a może 40, a może nie powinny być proste, tylko być fragmentami okręgów o promieniu około 35 metrów i środkach w środku bramki, a może fragmentami elips o ogniskach w słupkach, dużo jest ciekawych opcji).

    Szczegóły techniczne związane ze sznurówkami i palcami nie są wg mnie istotne – byleby były przedstawione klarownie i egzekwowane konsekwentnie.

    Polubienie

  6. Przy spalonym powinni wreszcie skończyć z tym absurdem „wychylonej” ręki, czy fragmentu tułowia. Albo zawodnik ma stopy w linii (luba za) z obrońcami – albo przed. Bo tak, to robią z tego jakiś falstart sprinterów na bieżni.

    Polubienie

  7. Przypomnę tylko, że chipy w butach piłkarskich adidasa są już dostępne jakieś 15 lat, więc tu nie trzeba lutować żadnych bransoletek, o których pisze Koziołek. Uprzedzając durne argumenty – każdy producent obuwia jest w stanie takiego chipa w swoich produktach zamontować – to dawno już nie jest rocket science.

    Nie za bardzo rozumiem argumenty Alpa – Ty wolisz piłkarski poker, tak? I nie rozumiem też tego zarzutu na temat ograniczeń ludzkiej percepcji – jak chcesz być pewny, że nie jesteś na spalonym to stań se 5 metrów za ostatnim obrońcą – wtedy nie będzie dywagacji o sznurówkach, a i „bransoletki” do tego niepotrzebne. Oczywiście piszę to półżartem, bo jednak sądzę, że takiej orientacji na boisku to profesjonalni piłkarze uczą się od trampkarzy młodszych.

    Polubienie

  8. @antropoid
    Też sądzę, że decydować powinno wyłącznie położenie stóp. Różne takie nieścisłe terminy typu „obrys ciała” zaraz mi uruchamiają w głowie sytuację, w której długowłosy zawodnik znajduje się na spalonym lub nie w zależności od kierunku wiatru…

    @xavras
    Może nie doceniasz humoru, który kryje się pod tym rozwiązaniem, a może go nie widzisz. Na wypadek, gdyby drugie, zwróć uwagę że problem dotyczący miliardowego biznesu postanowiliśmy rozwiązać we dwóch za pomocą lutownicy lt-20 (data produkcji 10/02/1989), plastikowych gadżetów z Chin, aplikacji allegro i kuriera DHL. Konstatacja, że nasze śmieszne wysyłki to i tak więcej, niż zrobiła FIFA, wydawała mi się równie śmieszna, co sam, skądinąd durny, projekt.

    Polubienie

  9. Gdyby nie „spalone ramię” byłoby” 2-0 dla Argentyny, a tak cuda się dzieją i to może być mundial cudów, włącznie ze składem podium.

    Argentyna kocha fundować sobie kłopoty, od początku meczu wszystko gra o tempo za wolno (aż dziw, że wytrawni komentatorzy tv tego nie widzieli), włącznie z uczeniem się przepisu o spalonym. To ostatnie nawet o lata świetlne za wolno.
    Messi też jak na niego kiepściutki, tylko karny mu się udał.

    Pytanie, czy to falstart, czy nie trafili z formą i odwrotnie w przypadku AS – wszystkie siły ludzkie i nadludzkie poszły w ten mecz, czy też to zapowiedź ich turnieju wszech czasów.
    I czy to dla nas cacy, czy be.

    Polubienie

  10. No to wygląda na to, że trafiliśmy do grupy śmierci…
    Nie widziałem pierwszej połowy, ale na otwarciu drugiej dowidziałem się o „jajach” ze spalonymi. A drugą oglądałoby mi się świetnie, gdybym przez cały czas nie miał z tyłu głowy pytania; – jak nasze „stetryczałe żółwie” nadążą za Saudyjczykami.
    Za parę godzin będziemy wiedzieli jak im to wyszło z Meksykanami.
    P.S.
    Spalony w piłce to nie paradny dwuszereg… – linia butów, torsów, dłoni i głów nie musi być taka sama.

    Polubienie

  11. Poza Katarem, który jest azjatycką i arabską II ligą, te arabskie ekipy wyglądają na nieźle stuningowane na mundial grany na Półwyspie.

    Polubienie

  12. @Mecz o wszystko

    Niekoniecznie już w I kolejce. Po takim otwarciu zamieszanie w grupie może trwać do ostatniego gwizdka III serii.

    Polubienie

  13. Obie drużyny bardzo solidnie w obronie ale gra w ataku to katastrofa. Lewandowski musi dostać napastnika do pomocy, bo sam nic nie zdziała. Na razie wygląda to na 0-0 lub 1-0 dla Meksyku.

    Polubienie

  14. Lewandowski narobił w portki. Dramat. Chociaż karnego tak naprawdę nie było. Taka tam przepychanka jakich wiele. Lato > Lewandowski, Maradona > Messi.

    Polubienie

  15. 1. Szczęsny dobry.
    2. Obrona znakomita.
    3. Pomoc defensywna dobra.
    4. Pomoc ofensywna słaba.
    5. Atak beznadziejny.
    Najważniejsze, że mecz nie został przegrany. Teraz czas na progres.

    Polubienie

  16. @koziołek
    Jeśli spalony typu hokejowego to linia 16 metra, z wyłączeniem stałych fragmentów gry 🙂

    Czyli dziś osiągnęliśmy najlepszy wynik w meczu otwarcia mundialu od 1986 roku?

    Polubienie

  17. Ciekawostką niech zostanie, że serwery TVP Sport tak zatkało, że lepiej się oglądało przez stronę BBC z włączonym VPN ustawionym na UK. Duet Morgan-Keown był dziś irytujący 7/10, czyli mniej niż zwykle.

    Polubienie

  18. @bartoszcze
    Jeśli masz na myśli, że w strefę ataku musi najpierw wejść piłka, a dopiero potem jakikolwiek zawodnik, to taka „niebieska linia” musi być w miarę blisko bramki, bo inaczej będzie mechaniczne granie lagi. Ale to chyba nie w tym rzecz – w spalonym chodzi o to, by nie grać długich piłek do napastnika, który jest już nadmiernie blisko bramki.

    „Każda podanie, zagrane z własnej połowy na połowę przeciwnika, musi dotknąć ziemi lub piłkarza drużyny przeciwnej, zanim zostanie odebrane przez zawodnika drużyny przy piłce.”

    Ktoś coś sądzi?

    Polubienie

  19. @koziołek
    Jak linia „spalonego hokejowego) będzie na szesnastce, to nie trzeba będzie dodawać dodatkowej linii. A im dalej byłaby od bramki, tym trudniej będzie o szybką kontrę – a w ataku pozycyjnym strefa środkowa zagęści się niemożebnie.

    Pomysł z odbiciem na połowie przeciwnika też niezły 🙂

    Polubienie

  20. @bartoszcze
    No podobnie myślimy. Mam wydatne brwi, szwagierkę w Szwajcarii i często strzygę się na łyso – jak już zrobię karierę w FIFA, to Cię wciągnę.

    Polubione przez 1 osoba

  21. Wiedział kiedy tego karnego spaprać (nawet Messi strzelił…).
    Co jest nie tak z tym narodem, że jak już dostaje od losu dary, to musi je przeputać, demokrację spuścić w klopie, karnego na mundialu zawalić, etc.

    A z Czesiem, żeby przestał się kurczowo trzymać tego swojego jednonapastnikowego schematu, musiałby chyba pogadać Don Corleone.
    Choćby przez komórkę.

    I tak jest chichot historii, że właśnie on zaliczył otwarcie jak Gmoch i Piechniczek, a gdyby nie spękał RL miałby jak Górski.

    Polubienie

  22. Nasza grupa stała się rajem dla matematyków.
    Na razie wiadomo na pewno, że Argentyna może odpaść już w sobotę – ma mecz o wszystko.
    Co do reszty mogą decydować bramki (bilans i liczba strzelonych mają pierwszeństwo przed wynikami bezpośrednich spotkań).

    Polubienie

  23. Przed meczem brałem w ciemno 0-0 po kiepskiej grze, to teraz nie zdziwię się, jak uwolnieni od inauguracyjnej spinki i wreszcie z wynikiem, który nie każe im pakować mandżura ograją tych Arabów.

    Polubienie

  24. Poza tym Zalewski – dramat. „Nadzieja reprezentacji” chyba dała się zjeść tremie, co piłka, to oddana za darmo rywalom.
    I tajemnica Lewego, dlaczego w takim meczu zachciało mu się kombinować ze strzelaniem karnego i zrezygnował ze swojego zwodu.

    Polubienie

  25. W meczu były dwie sensacje… – karny i to, ze oldboje wytrzymały 99 min. spaceru.
    P.S.
    Zamiast kombinować z czipami, bransoletkami, kreskami i obijaniem piłki o trawnik, wystarczy tak uporządkować przepisy, żeby nie było wątpliwości, że spalony do dupa odbierającego prze linią ostatniego obrońcy w momencie podania. To na boisku będą widzieli wszyscy, łącznie z podającym i odbierającym.

    Polubienie

  26. Atakiem wygrywa się mecze a obroną wygrywa się mistrzostwo. Ataku wczoraj nie mieliśmy więc zwycięstwa nie było ale gra obronna całego zespołu była naprawdę na wysokim poziomie. To potrafią dostrzec jednak tylko prawdziwi znawcy piłki. Zagraliśmy na zero z tyłu, Meksykanie nie mieli ani jednej czystej sytuacji więc dla obrońców powinny być noty takie jak ósemki czy dziewiątki. A jakie wystawiali dziennikarze? Śmiech na sali, tacy to fachowcy. Tak więc podobnie jak na Euro 2016 mamy mocną obronę, teraz czas na rozwinięcie ataku. Na pewno wczorajsze ustawienie i dobór ofensywnych zawodników to było grube nieporozumienie. Michniewicz na destrukcji się zna ale na konstrukcji nie za bardzo. Powyrzucać ze składu Zalewskich, Szymańskich, Frankowskich i innych tego typu nijakich graczy, bo widać, że z tej mąki nie będzie chleba. Zieliński z Meksykiem musiał zostać wystawiony, bo jest w świetnej formie. Ale po wczorajszym meczu musi iść do rezerwy, bo on nie ma tego najważniejszego -> charakteru. Dać Lewandowskiego z Piątkiem do ataku, a za nimi Grosickiego, Skórasia i Kamińskiego i jedziemy. Nie mamy za dużego wyboru i musimy sztukować niestety.

    Polubienie

  27. Cetin Cem Yilmaz napisał o wczorajszym meczu „Poland, just like their national food pierogi, look delicious at first sight, but are absolutely tasteless” tłum. „Polska, jak ich narodowe pierogi – wyglądają na pierwszy rzut oka smacznie, ale potem są absolutnie bez smaku”.

    Uważam to za obrzydliwy atak na pierogi. Nawet określenie „kaszanaczjo” uważam za mniej zbrodnicze (choć wciąż bardzo, kaszanka bywa pyszna). Cieszę się, że nie tylko ja się oburzyłem i ten kebabisyn już teraz dodał
    „Never in a million years I’d imagine being ratio’ed because of pierogi! I tried it in Warsaw & Gdansk in EURO 2012, and a few times in Toronto. Maybe I was unlucky, maybe it’s not for me.” tłum własne „Nigdy, przez milion lat, nie zjem nic poza pierogami. Odwiedzę Warszawę, Gdańsk jak podczas euro 2012, nawet Toronto, będę jadł już zawsze. Błagam o wybaczenie, jestem zwykłym robakiem. Za moje świętokradztwo uduście mnie ruskimi ze skwarką, a śmierć swą uznam za nagrodę”.

    Polubienie

  28. A zupełnie poważnie to spójrzcie na komentarze u typa, ja się hihram od 30 minut.

    Polubienie

  29. @koziołek

    Zgadzam się, że porównanie stylu naszej reprezentacji do pierogów, jest dla pierogów krzywdzące, w każdym razie, na razie. To był najokropniejszy mecz, jaki od dawna oglądałem. Styl nazwałbym: MARTYROLOGICZNYM (Szefie, pewnie jesteś zajęty i masz lepsze pomysły, ale – podpowiadam), jakbyśmy chcieli (niestety, utożsamiam się) udowodnić, że wzniosłe cele zawsze wymagają ostentacyjnego cierpienia i drogi krzyżowej. Nie wróżę zbawienia, ale zobaczymy

    Polubienie

  30. @stanisław
    Zostaje przy kaszanaczjo. Jako zadośćuczynienie, po każdym użyciu tego słowa zjadam kaszankę.
    Nie polecam, uzależnia.
    Kaszanaczjo.
    Kaszanaczjo.

    Polubienie

  31. @IKSIS

    „…podobnie jak na Euro 2016 mamy mocną obronę, teraz czas na rozwinięcie ataku.”

    Ciekawe, kto to wytłumaczy Czesiowi, bo na razie nawet Lewy nie daje rady.
    I wyglądamy jak za „Jurka”, jakbyśmy grali bez ataku, który w 2016 funkcjonował od początku (tylko nawalała skuteczność).

    Polubienie

  32. @antropoid
    Rżeć z komentarzy, bo są naprawdę niesamowite! Tyle nienawiści i w tylu, ojczystych lub obcych, językach, nie widziałem od kiedy „Pater Monster” w wiadomym wykonaniu nie w każdym kraju dostało się na nr 1 listy przebojów.

    Polubienie

  33. „Atakiem wygrywa się mecze a obroną wygrywa się mistrzostwo”… – bzdura, żeby wygrać mistrzostwo, trzeba wygrywać mecze.
    Jedna z piramidalnych bzdur, którą wciskają nam ciężko wystraszeni trenerzy, którzy nie potrafią nauczyć piłkarzy kopać piłkę.
    I wczoraj to nie obrona była na wysokim poziomie. Po prostu broniliśmy się w szesnastce 10 zawodnikami, a przy rzutach rożnych i wolnych 11.
    P.S.
    Przypomnę słowa Kazimierza Górskiego – trenera, który zbudował sukcesy reprezentacji lat 70-ych (już kiedyś cytowałem na blogu): – „żeby bronić trzeba mieć czego, więc najpierw trzeba coś strzelić”.

    Polubienie

  34. @bartoszcze Wyraźnie dostrzegam w cytowanej wypowiedzi atak nie tyle na konkretne pierogi, co na samą ideę pierogów, nie idzie tego wybaczyć

    @alp Podzielam opinię Pana Kazimierza

    @antropoid/iksis

    Milik dobrze się wprowadził. Skoda, że nie szybciej. Trzeba go tam dać od pierwszej minuty na Arabię Saudyjską, albo Świderskiego

    Polubienie

  35. BTW syn mi pokazał ostatnio mema, na którym reprezentacja cieszy się ze zwycięstwa w mundialu, z tym złotym pucharem i podpis: „Reprezentacja Polski, gdyby posłuchała wszystkich rad mojego starego” 🙂

    Polubienie

  36. @alp
    „Jedna z piramidalnych bzdur, którą wciskają nam ciężko wystraszeni trenerzy, którzy nie potrafią nauczyć piłkarzy kopać piłkę.”
    Brzmi jak definicja kaszanaczjo. Mniam.

    @bartoszcze
    Przypuszczam, że to „przyprawy sypie się na garści, a nie szczypty” kind of thing. Polecam film, szybko idzie pojęcia nabrać jako tako o co chodzi.
    https://www.filmweb.pl/film/Podr%C3%B3%C5%BC+na+sto+st%C3%B3p-2014-686778
    Postawa ogółu kuchni muzułmańskich, na swój sposób racjonalna, stoi w oczywistej kontrze do mrocznych magnackich tradycji sypania za dużo drogiego, coby było widać, że nas stać. Już w „Compendium Ferculorum” Czernieckiego mamy „Pieprzno i szafranno, moja mości panno”. Współczesna kultura kulinarna Europy słowiańskiej jest w dużej mierze rustykalną ripostą dla tego żenująco małomiasteczkowego trendu, pierogi są zaś czymś w Oni są rodzaju klejnotów królewskich naszej filozofii kulinarnej.
    Nasza filozofia kulinarna ma silnych sąsiadów. Fundamentem kuchni francuskiej jest balans smaków, wykluczający sypanie garściami czegokolwiek (innego niż komplementy). Włosi zapatrzeni są zaś w jakość składników, zauroczeni słońcem w pomidorach san marzano, smakiem mleka bawolic, zapatrzeni bez reszty w szczegóły i lokalność. Bazylia jest dla nich albo składnikiem (a nie przyprawą), albo ma jej nie być wcale.
    Aż tu nagle przychodzi Turek, sypiący curry i kmin rzymski garściami, jeśli nie wiadrami, oferujący jedzenie o smaku przypraw, których nasypał. Oszukaństwo! I to takie magnacko-paskudne! I on nie mówi „złe”, gorzej, on mówi „bez smaku”, czyli w sumie że „niedoprawione”.
    Trudno w tym emocjonalnym zapale bronienia naszych mam (zaraz mi się oberwie) i ich kuchni, dostrzec prozaiczny fakt, że mięso w strefie okołozwrotnikowej śmierdzieć zaczyna bardzo szybko. Oni tak muszą, bo im gnije! Oni są tak przyzwyczajeni, bo inaczej nie mogą! To nie ich wina, że, jak trafnie tu zauważono, „typ ma kubki smakowe spalone” – bez Srirachy lub Sambal Oelek nie mieliby co jeść.

    Polubienie

  37. A to dobre – antyfutbol made in Poland zaczął mundial lepiej o Argentyny i Niemiec 🙂

    @Stanisław

    Ja bym spróbował z tym Świdrem. Milik niby ma wszystko, żeby być żywym złotem kadry i bardziej rutynowany, ale jak przychodzi do finalizacji akcji, to przypomina tę nieszczęsną Elizabeth z „Co ludzie powiedzą” na kawach u Hiacynty.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s