Wyznanie ojkofoba

Wolę mundiale bez Polaków. Z czterech, które przeżywałem z bliska jako korespondent, najmilej wspominam ten w z roku 2002 –  spędzony w całości w Japonii, ekipa Engela dawała wówczas ciała wyłącznie na stadionach koreańskich – oraz ten z 2010, rozgrywany w RPA – na który Polacy w ogóle nie zdołali się wprosić. Na obu penetrowałem obcą kulturę i smakowałem fajny futbol, wolny od obowiązku donoszenia o tradycyjnych klęskach narodu, który nie umie się pogodzić z faktem, że do tej kopania piłki się nie nadaje.

Turnieje z 2006 i 2018 roku błyskawicznie, już po spartaczonych meczach inauguracyjnych, przeistaczały się w oczekiwanie, kiedy nasi piłkarze wreszcie pójdą sobie precz. Gdy oberwali od Ekwadoru czy Senegalu, stawało się jasne, że jak zwykle wszystko przepadło, nie było sensu łudzić się i przedłużać agonii – ich oraz naszej, zwłaszcza mojej. Wypatrywałem końca mundialu polskiego, by rozpocząć mundial właściwy. Wzbogacić harówkę korespondenta o delektowanie się osobnością święta, jakim są futbolowe mistrzostwa świata. Stanowiące cel sam w sobie, cel najwyższy, wznioślejszy od uprawianej co sezon młócki w Champions League.

Zdaję sobie sprawę, że brzmię jak przyszły oskarżony o ojkofobię – modny dzisiaj zarzut, nasza polityczna poprawność zobowiązuje do wytrwałego tropienia wewnętrznych wrogów narodu – ale urosłem już zbyt duży, by udawać, że w cokolwiek wierzę, czegokolwiek od reprezentacji Polski oczekuję. Już nawet nie cierpię na PTSD, raczej dziwię się, że mogłem się przejmować. Za mojego dorosłego życia nasi piłkarze przegrali wszystkie mundialowe mecze, które miały jakąkolwiek stawkę. A ostatni wygrany zdarzył się 36 lat temu. Przyzwyczaiłem się, podczas Euro 2016 ledwie radziłem sobie z sukcesem psychicznie. Naszym wychodził mecz za meczem, a ja zapominałem języka w gębie, palce nie chciały stukać w klawiaturę.

Szybko zeszliśmy na ziemię i dzisiaj oczywiście nie podejrzewam, że drużyna Czesława 711 Michniewicza poderwie się do lotu. Niby PZPN oddał ją bodaj najlepszemu merytorycznie kandydatowi na selekcjonera wśród polskich trenerów – metodycznego, potrafiącego porządnie zaplanować pojedynczy arcyważny mecz z silnym rywalem, mającego w dorobku imponujący epizod z kadrą narodową (seria zwycięstw młodzieżówki z Portugalią, Belgią i Włochami), jak dotąd niezawodny w pracy z seniorami (pokonał Szwecję i Walię, realizując oba zadania). Jego drużyna prezentuje się jednak byle jak, mnóstwo w niej dziur: piłkarze, którzy od tygodni lub wręcz miesięcy nie grają wcale; lider defensywy dryfujący niebezpiecznie strefy spadkowej we włoskiej Serie B; środkowy pomocnik wracający z tłustopłatnego zesłania w saudyjskiej piaskownicy; ciągnąca się od wieczności niezdolność młodzieży do wskoczenia w korki wciąż tych samych liderów, coraz bardziej oddalających się od ukończenia trzydziestki. Ktoś pamięta, co łączy Kacpra Kozłowskiego (ur. w 2003), Kamila Piątkowskiego (2000), Jakuba Modera (1999), Tymoteusza Puchacza (1999), Kamila Jóźwiaka (1998) i Dawida Kownackiego (1997)? To najmłodsi członkowie kadry na ostatnie mistrzostwa kontynentu – i żaden nie poleciał do Kataru. Przepadli z różnych powodów, niektórych przewrócił pech. Tak czy owak dołączyli do innych nowicjuszy, którzy w minionych latach próbowali, ale nie podołali. Dlatego wciąż trzymamy się Glików i Krychowiaków, a nawet wracamy do Grosickich i Jędrzejczyków. Raczej łatamy starą reprezentacją, niż szyjemy nową.

Dlatego na inaugurację z Meksykiem nie pojadę podekscytowany, emocje związane z piłką odczuwam letnie, zmysły angażuję raczej w badanie okoliczności mundialu, jakiego nie było i, jestem pewien, nigdy nie będzie – groteskowego, wielopiętrowo absurdalnego, rozgrywanego w systemowo łamiącym prawa człowieka, autorytarnym kraju, który rozbija się po futbolu z odpychającą bezceremonialnością, nie szanując nikogo i niczego. Nie chciałbym tutaj mieszkać, ale nawet przez ułamek sekundy nie rozważałem bojkotu mundialu. Odwrócić mogą się kibice. Piłkarze, trenerzy, sędziowie, realizatorzy transmisji telewizyjnych czy dziennikarze mają zadania do wykonania, a moje zasadniczo polega na uczciwym, rzetelnym opisywaniu każdej rzeczywistości, nawet brzydkiej czy unurzanej w ludzkiej krzywdzie. (Temat rozwinąłem w osobnym tekście do gazety, a wcześniej o etycznych dylematach związanych z globalnymi imprezami sportowymi pisałem już do magazynu „Kopalnia”).

Nad paranoją przyznania organizacji mistrzostw Katarowi znęcam się publicystycznie od dekady, a teraz zafascynowany przeczesuję Dohę i przyległości. Zafascynowany osobnością państwa, w którym jego obywatele są mniejszością – poddanych emira jest ledwie 330 tys., mniej niż Hindusów (700 tys.), Banglijczyków czy Nepalczyków (po 400 tys.). I w którym ludzie stanowiący fundament społeczeństwa, bo wykonujący wszystkie niezbędne mu prace, nie mają mnóstwa przywilejów otrzymywanych przez kastów panów za darmo, niezależnie od zasług. Panuje tu w istocie apartheid, choć oczywiście odmienny, „łagodniejszy” niż w RPA. A przecież gdyby imigranci znienacka zniknęli, to wszystko by się zawaliło.

Prawie każdego, z kim wchodzę w interakcję, pytam o narodowość (nie dziwią się, są przyzwyczajeni), więc wiem, że przez pierwsze 48 godzin po wylądowaniu rozmawiałem z przybyszami z Bangladeszu, Egiptu, Ghany, Gwatemali, Indii, Jemenu, Kazachstanu, Kenii, Libanu, Nigerii (mój nowy kumpel Sunshine, w tym kraju mają wspaniałe imiona), Pakistanu, Somalii, Sri Lanki, Sudanu, Tanzanii, Tunezji oraz Ugandy (nie wiem, czy wszystkich spamiętałem). Z każdą godziną czuję się coraz bardziej skołowany, bo wielu z imigrantów opowiada o Katarze ze szczerym uwielbieniem, wręcz wdzięcznością. I kiedy Clinton (uciekł z rozgardiaszu Kampali) przekonuje mnie, że mieszka we wspaniałym kraju – lubi katarski porządek, pracodawcy zawsze traktowali go dobrze, władzy od kilku lat dba o bezpieczeństwo na budowach – to nęka mnie podejrzenie, czy aby ktoś mu nie płaci, żeby chwalił. Wielokrotnie jednak trafiam na ludzi, którzy nie mają ani pojęcia, że jestem dziennikarzem, ani powodu, by wciskać kit. Nikt ich nie usłyszy, nie zidentyfikuje. Opowiadają o swoim życiu, o zaprzyjaźnianiu się z odległym od domu krajem, w którym mieszkają od 5, 10 czy 15 lat. O nich też jeszcze napiszę dla Wyborcza.pl, na razie przeczuwam tylko, że moja dezorientacja będzie w trakcie mistrzostw rosła i, jak to zwykle bywa po bezpośrednim kontakcie, skomplikują mi się opinie na różne sprawy. Rzeczywistość przyswajana bezpośrednio często okazuje się bardziej złożona niż poznawana przez filtr nałożony przez zagranicznych reporterów. A ta katarska – jak mi zaczyna zdawać – może się okazać jednym z najbardziej pasjonujących zaułków, w jakie wdepnąłem.

Na razie wydaje się, że gospodarze bezczelnieją, nie mają skrupułów. Oszukali kibiców (niefajnie) oraz FIFA (fajnie, cwaniaki trafiły na lepszych cwaniaków) w sprawie piwa i pewnie jeszcze nas zaskoczą. O polskiej reprezentacji za dużo nie myślę, piłkarze muszą mnie najpierw natchnąć. Po cichutku liczę, że niespodziankę sprawią Urugwajczycy, od zawsze jedna z moich ulubionych reprezentacji. Marzy mi się, by złamany został oligopol wielkich futbolowych nacji – od 70 lat turniej wygrywają tylko potentaci tworzący wielką europejską piątkę, Argentyna lub Brazylia. Intryguje mnie, czy z mroku ucieką wreszcie Niemcy, którzy przywieźli eskadrę wybitnie zdolnych atakujących (Musiala, Adeyemi, Moukoko).

I oczywiście jeszcze jedno wielkie pytanie: czy przybędzie tu zauważalna liczba zagranicznych fanów, czy gospodarze porozdają flagi finalistów mundialu opłaconym mieszkańcom Dohy, którzy będą wciskać światu kit. Oczywiście imigrantom. Katarczykowi nie wypada się wygłupiać, zawsze poci się za niego parobek.

*Zdjęcie najpiękniejszego sportowego trofeum zrobił Rhett Lewis.

*Przy okazji serdecznie polecam wywiad – uprzedzam: bardzo długi – ze Zbigniewem Rokitą, kibicem małego futbolu, ubiegłorocznym laureatem nagrody Nike i autorem rewelacyjnej sportowo-politycznej, reportażowej książki „Królowie strzelców”. Znajdziecie go tutaj.

393 myśli na temat “Wyznanie ojkofoba

  1. Tak. Rzuciłoby się w kąt kurde tornister i odpaliło takich samurajów, jak Niemców siekają.

    Dawno nie było mi tak przykro, że nie da rady piłki oglądać, człowieczy los, no naprawdę

    Polubienie

  2. Sędziowanie meczu Kanady (szkoda jej, a nasi powinni ich oglądać w każdej wolnej chwili) – niezła amatorka i to jeszcze z VARem do dyspozycji…

    Z kolei Japonia z Niemcami niczym Ali z Foremanem, po godzinie dominacji Niemcy albo uznali, że im się już żadna krzywda stać nie może, albo prądu zaczęło brakować.

    Polubienie

  3. Ironia losu, że oni z taką grą też zmarnowali karnego, a powinni mieć jeszcze co najmniej jednego.

    41 drużyna rankingu w porównaniu z 26 wyglądała jak nieszablonowo myślący nauczyciel przy uczniu tępaku, przez całą lekcję tylko kombinującym, żeby nie iść do tablicy.

    Polubienie

  4. Chyba na odwrót… – jak nieszablonowo myślący uczeń, przy belfrze z XIX-wiecznej czteroklasówki?
    Nie mam wątpliwości, że nasi piłkarze odrabiali zadania wyznaczone metodą paznokciową.

    Polubienie

  5. Mniejsza o anatomię, Ronaldo w swoim 192(!) występie strzela 118(!) gola dla reprezentacji na 5(!) Mundialu. To jest zupełnie niedorzeczny zestaw liczb. Weźcie tylko na to spójrzcie, to musi być sfałszowane.

    Polubienie

  6. @gp
    Nie, nie grają zawsze, w odróżnieniu od kilku azjatyckich i afrykańskich drużyn, które pokazały przez lata w najlepszym razie niewiele.
    No przepraszam, ale jak popatrzysz na osiągnięcia Arabii Saudyjskiej, Korei Południowej, Japonii, Kamerunu, Nigerii… Czy przychodzi Ci do głowy drużyna z Europy grająca podobnie często na MŚ i podobnie wolna od jarzma sukcesów?
    Mnie tak, ale tylko jedna…

    Polubienie

  7. Żadna z wymienionych jednak nie przegrywała z drużynami pokroju Irlandii Płn. czy Słowacji. A Nigerii to jakoś na tym mundialu nie ma i w poprzedniej dekadzie też na jednym nie wystąpiła. Zresztą z tych 5 dwie wygrywały niedawno z Niemcami , a jedna z Argentyną.

    Polubienie

  8. „Żadna z wymienionych jednak nie przegrywała z drużynami pokroju Irlandii Płn. czy Słowacji.”

    Japonia-Jamajka 1:2 w 98
    Japonia-Australia 1:3 w 06
    Korea-Szwajcaria 0:2 w 06
    Korea-Algieria 2:4 w 14
    Arabia-Irlandia 0:3 w 02
    Arabia-Ukraina 0:4 w 06
    Arabia-Rosja 0:5 w 18
    Nigeria-Grecja 1:2 w 10
    Kamerun-Rosja 1:6 w 94

    Grzegorz, proszę…

    Polubienie

  9. Uważasz, że Ukraina i Szwajcaria są na poziomie Słowacji?? Prosze Cię.
    Albo Rosja, która wyeliminowała Hiszpanię?
    A chciałeś reprę z Europy, która regularnie awansuje i nie ma sukcesów, wybieraj: Serbia, Szwajcaria, Polska.
    A odkąd mamy 24 drużyny na Euro, to grały w nim takie potęgi jak Albania, Rumunia, Wegry, Macedonia, Szkocja. Prawie każdy, kto umie grać.

    Polubienie

  10. „Prawie każdy, to umie grać”

    I z tych „prawie każdych, którzy umieją grać” na Euro 2016 Węgry wygrały swoją grupę, a Słowacja wygrała z Rosją i zremisowała z Anglią. Ponadto rok temu Węgrzy odbierali punkty Francji i Niemcom, a w 2010 Słowacy posłali do domu mistrzów świata i wyszli z grupy, żeby tam tylko jednym golem przegrać z późniejszym wicemistrzem.
    No ale u nas jak widać wiecznie zaklinanie rzeczywistości, że to dla nas amatorzy, że my ich uczymy futbolu, jak Francuzów kuszania widelcem.

    Polubienie

  11. @Rafał
    Przed południem czytałem Twój poranny felieton na Wyborczej. Większość refleksji podzielam, ale z jedną nie potrafię się pogodzić: – „Jutro (Katarczycy) chcą odnaleźć się w wysokiej technologii, biznesie rozrywkowym (sport do niego należy) oraz turystyce.”
    Nie sport nie jest jeszcze biznesem rozrywkowym. Piłka pomimo, że wielu (w tym media) chciałyby ją przekształcić w reżyserowane sporty walki, wciąż się przed tym broni. Właśnie udowodnili to Arabowie, Japończycy i Kanadyjczycy.

    Polubienie

  12. @Antropoid
    No wygrali sobie grupę, a potem Belgia ich zweryfikowała, a i na mundial jakoś dotrzeć nie potrafią od 35 lat. Trochę poziom podnoszą, ale jeszcze brakuje.
    Podobnie jak innym drużynom, które wskazałem.

    Polubienie

  13. @GP

    Ale nic nie zmienia tego, że nie są to dla nas rywale do łatwego „połknięcia”. Nie mamy takiej przewagi, żeby po remisie/przegranej z nimi drzeć na sobie odzienie i drzeć się wniebogłosy, że świat nam się zawalił.
    A Belgia nas też zweryfikowała.

    Polubienie

  14. Dobrze, że Richarlison strzelił TAKIEGO gola, bo gdyby nie to, mecz zapamiętałbym przez „nie kogo innego” jak Naszego Największego Komentatora i jego wybuchy teatralnego śmiechu:
    Ahahah…
    Ahahah…
    Ahahah…

    A może to było wzywanie Allaha?…

    Polubienie

  15. @gp
    Może jestem nieuczciwy z Korea, czy Japonia, bo ogranie Niemców na mundialu to taki święty gral. Jak Serbia w 10…
    Szwajcaria tylko raz nie wyszła z grupy. W 06 nie straciła gola w żadnym z czterech meczów.
    Polska – ehhh… Tu masz oczywiście rację.

    Polubienie

  16. No tak, jak grają u siebie (02) lub z innymi idiotami (Polska 18, Kamerun 10).
    Zgoda, na mojej liście 6 idiotów są rzeczywiście najlepsi.

    Wciąż jednak sądzę, że poziom drużyn z danego kontynentu nie jest dobrze oddawany przez liczbę dostępnych miejsc. Z Europy nieobecności zdarzają się w tym stuleciu Holandii, czy Włochom (po dwie), podczas gdy Korea i Japonia grają cały czas od 98, Saudyjczycy i Nigeryjczycy zniknęli tylko 2 razy od 94, Kamerun dwa razy od 90…

    No i ok, Afryka jest specyficzna, Egipt potrafił dominować latami PNA i kopać się w czoło w mundialowych eliminacjach. No ale te 4,5 miejsca Azji to jest niedorzeczność.

    Polubienie

  17. To się Iran po bęckach od Anglii odegrał na innych wyspiarzach. Kto oglądał, ten zapamięta szaleństwo „ajatollahów”.

    Polubienie

  18. Irańczycy sprawili mi kolejną na tym mundialu frajdę. Nie tylko dlatego, ze wygrali. Przede wszystkim dlatego, ze w tym meczu byli lepsi.
    P.S.
    I tak pięknie odpowiedzieli ajatollahom na aresztowanie starszego kolegi.

    Polubienie

  19. W Iranie doszli do prawidłowego wniosku, że nie ma na co czekać jeśli się chce o coś jeszcze pograć.
    Jeśli jutro w Ar-Rajjan znów zobaczymy mordującego futbol Czesiowego dziwoląga i ew. następne wymęczone 0-0, to będzie znaczyło, że wyprawa repr. Polski na mundial kolejny raz była nieporozumieniem.

    Polubienie

  20. Kilka luźnych myśli w przerwie.
    1. Jak te zakatarzone ciapcioki mogły wygrać Puchar Azji to ja mózgiem nie pojmę. Za rok będą bronić tytułu na stadionach imienia Kubusia Puchatka i nie spodziewam się nic.
    2. Kilku ekspertów wieszczyło, że Senegal zagrozi potentatom i stawiało go w roli faworytów. Obawiam się, że myślę, że wątpię. Podejrzewam, że nie podejrzewam, a wręcz nie wykluczam, że wykluczam.
    3. FIFA może sobie promować gospodarzy, ale tylko w zamian za piwko. Sympatyczny łysol, który dziś sędziuje, nawet się do telewizora nie przespacerował (okolice 35 minuty), a na dużo mniej oczywiste karne gwizdano tu już jak na blondynkę na budowie. Później Katarczykowi dał żółtą za mniej faulowate wejście, niż tamto.

    Dobra, kończę, bo jakiś Chińczyk w mundurze się do drzwi dobija.

    Polubienie

  21. @stanisław
    Nawet wiem, co Ci należy odpisać, ale aż tak wulgarnie to nie wypada. Pozostańmy więc przy nieoddającym istoty sprawy „nie takie najwspanialsze”.

    Polubienie

  22. @Stanisław
    Boję się. Jak pomyślę, że Arabowie mogą zagrać z nami tak dynamicznie jak z Argentyną, to widzę w wyobraźni stado koni z rozwianymi grzywami, pędzące przez piaszczystą wydmę galopem do wodopoju.

    Polubienie

  23. @koziołek
    Dosć szybko zmieniwsz stawiane tezy
    Ta, że na ME trudniej upada ewidentnie. Ale że są federacje, które mają za dużo, to ja się oczywiście zgodzę, ewidentnie to pokazują wyniki zwycięzców baraży, choć z drugiej strony Peru wyeliminowało Kolumbię, a potem się potknęło w barażach, no rozumem nie pojmiesz.
    Za to obydwie stawiane przez Ciebie tezy za 4 lata będą już oczywiste. I wyników jak Esp-Cos będzie więcej.

    Polubienie

  24. Trzeba przyznać, ze nasza Przestraszona Myśl Szkoleniowa potrafi zaskoczyć… = Nawałka twórca teorii niskiego pressingu (sprawdzonej w sławetnym meczu z Japonią na MŚ) namawia Michniewicza do gry wysokim pressingiem.
    Niezłe jaja.

    Polubienie

  25. @gp
    „Dosć szybko zmieniwsz stawiane tezy”

    Z uwagą czytam Twoje argumenty i wyciągam z nich wnioski. Na przykład euro w 16 drużyn a euro w 24 to zupełnie inne turnieje. Nie wiem czemu to przeoczyłem.
    Ale generalnie mam taki problem, że stawiam znacznie mniej tez, niż sądzisz, a jeśli już, to bardzo wyraźnie. Zwykle raczej zbieram fakty związane z jakimś tematem i w toku dyskusji wyrabiam sobie opinię. Nie wiem przez to, co ma znaczyć „Za to obydwie stawiane przez Ciebie tezy za 4 lata będą już oczywiste.” ani nawet jakie to tezy.

    Baraż Peru z Australią miałem nieprzyjemność oglądać. Peru zagrało zupełnie jak nie Peru. Uważam, że mistrzostwa świata z 7-8 drużynami Ameryki Pd wiele by zyskały, a z przyczyn organizacyjnych można też spokojnie wpuścić całe 10. Ten mecz jakoś mojej opinii nie zmienił. Był naprawdę zbyt dziwny. Także tak „rozumem nie pojmiesz” co tam się działo.

    A co za 4 lata?
    Za 4 lata będzie 8 drużyn z Azji. Od lat jest tam stały zestaw podejrzanych (Japonia, Korea Pd., Arabia Saudyjska, Australia, Iran), którzy rzadko wpuszczali kogoś spoza grona (Chiny 2002 i Korea Północna w 2010). Teraz nagle mocno wyglądają szanse ZEA oraz Uzbekistanu, poważnym kandydatem jest też Bahrajn i chyba Katar. Się będzie działo.
    Za to Ameryka Południowa dostanie miejsc 6. Na tle Azji może mało, ale jak popatrzymy na Amerykę północną,

    Polubienie

  26. (oj, wysłało się w pół zdania)
    […] która też ma 6, to już jaja na całego. Pewnie znowu przyjdzie nam oglądać idiotów z Hondurasu.

    Polubienie

  27. Pewnie na blogach w innych częściach świata ktoś właśnie z żalem pisze „Europa 16, nie do wiary, znowu Polska!”.

    Polubienie

  28. @gp
    Ach, Tobie chodzi o tezę, że na euro jest wyższy poziom niż na mś? No jeśli tak to bawiłem się chwilę w adwokata tej tezy, owszem. W tej chwili tak nie uważam. Po części za sprawą Twoich argumentów.

    Polubienie

  29. Wygramy 3-0. Trzy piękne kombinacje załatwią Arabów. Cały świat będzie klaskał i podziwiał Polaków.
    Pierwsza bramka to Skóraś przerzuca piłkę do Casha a ten wzdłuż linii szybko podaje ją do Kamińskiego, który po minięciu obrońcy przytomnie odgrywa na 15 metr gdzie Lewandowski bez zastanowienia ładuje pod poprzeczkę.
    Druga bramka to Cash po rozegraniu piłki przy linii z Piątkiem oddaje ją Zielińskiemu a ten prostym zwodem ogrywa obrońców i przerzuca futbolówkę na lewą stronę do Skórasia, który bez zastanowienia głową podaje do Lewandowskiego, który też głową lobuje bramkarza.
    Trzecia bramka to Lewandowski przerzuca piłkę do Piątka, który przyjmuje ją na klatę i po krótkim rajdzie odgrywa do Kamińskiego, który tymczasem zszedł do środka i on widząc biegnącego w stronę pola karnego Lewandowskiego wystawia mu piłkę a ten po krótkim dryblingu kieruje piłkę do siatki.
    I w takich okolicznościach awansujemy do fazy pucharowej a Lewandowski wyprzedza Bosackiego na liście polskich strzelców goli na mistrzostwach świata.

    Polubienie

  30. Kiedyś polska kuchnia mając składniki wysokiej jakości serwowała wspaniałe dania (znaczy gole). Podanie do tyłu, proszę bardzo, podanie do przodu, proszę bardzo, podanie głową proszę bardzo, strzał głową, proszę bardzo, strzał po dryblingu, proszę bardzo, strzał natychmiastowy, proszę bardzo, drybling przy linii, proszę bardzo, drybling na środku, proszę bardzo, przerzut na drugą stronę, proszę bardzo, podanie prostopadłe, proszę bardzo, akcja dwójkowa, proszę bardzo, przyjęcie piłki, proszę bardzo. Medale mistrzostw świata nie biorą się znikąd.

    Koziołek pijemy co chcemy ale po meczu.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s