Wyznanie ojkofoba

Wolę mundiale bez Polaków. Z czterech, które przeżywałem z bliska jako korespondent, najmilej wspominam ten w z roku 2002 –  spędzony w całości w Japonii, ekipa Engela dawała wówczas ciała wyłącznie na stadionach koreańskich – oraz ten z 2010, rozgrywany w RPA – na który Polacy w ogóle nie zdołali się wprosić. Na obu penetrowałem obcą kulturę i smakowałem fajny futbol, wolny od obowiązku donoszenia o tradycyjnych klęskach narodu, który nie umie się pogodzić z faktem, że do tej kopania piłki się nie nadaje.

Turnieje z 2006 i 2018 roku błyskawicznie, już po spartaczonych meczach inauguracyjnych, przeistaczały się w oczekiwanie, kiedy nasi piłkarze wreszcie pójdą sobie precz. Gdy oberwali od Ekwadoru czy Senegalu, stawało się jasne, że jak zwykle wszystko przepadło, nie było sensu łudzić się i przedłużać agonii – ich oraz naszej, zwłaszcza mojej. Wypatrywałem końca mundialu polskiego, by rozpocząć mundial właściwy. Wzbogacić harówkę korespondenta o delektowanie się osobnością święta, jakim są futbolowe mistrzostwa świata. Stanowiące cel sam w sobie, cel najwyższy, wznioślejszy od uprawianej co sezon młócki w Champions League.

Zdaję sobie sprawę, że brzmię jak przyszły oskarżony o ojkofobię – modny dzisiaj zarzut, nasza polityczna poprawność zobowiązuje do wytrwałego tropienia wewnętrznych wrogów narodu – ale urosłem już zbyt duży, by udawać, że w cokolwiek wierzę, czegokolwiek od reprezentacji Polski oczekuję. Już nawet nie cierpię na PTSD, raczej dziwię się, że mogłem się przejmować. Za mojego dorosłego życia nasi piłkarze przegrali wszystkie mundialowe mecze, które miały jakąkolwiek stawkę. A ostatni wygrany zdarzył się 36 lat temu. Przyzwyczaiłem się, podczas Euro 2016 ledwie radziłem sobie z sukcesem psychicznie. Naszym wychodził mecz za meczem, a ja zapominałem języka w gębie, palce nie chciały stukać w klawiaturę.

Szybko zeszliśmy na ziemię i dzisiaj oczywiście nie podejrzewam, że drużyna Czesława 711 Michniewicza poderwie się do lotu. Niby PZPN oddał ją bodaj najlepszemu merytorycznie kandydatowi na selekcjonera wśród polskich trenerów – metodycznego, potrafiącego porządnie zaplanować pojedynczy arcyważny mecz z silnym rywalem, mającego w dorobku imponujący epizod z kadrą narodową (seria zwycięstw młodzieżówki z Portugalią, Belgią i Włochami), jak dotąd niezawodny w pracy z seniorami (pokonał Szwecję i Walię, realizując oba zadania). Jego drużyna prezentuje się jednak byle jak, mnóstwo w niej dziur: piłkarze, którzy od tygodni lub wręcz miesięcy nie grają wcale; lider defensywy dryfujący niebezpiecznie strefy spadkowej we włoskiej Serie B; środkowy pomocnik wracający z tłustopłatnego zesłania w saudyjskiej piaskownicy; ciągnąca się od wieczności niezdolność młodzieży do wskoczenia w korki wciąż tych samych liderów, coraz bardziej oddalających się od ukończenia trzydziestki. Ktoś pamięta, co łączy Kacpra Kozłowskiego (ur. w 2003), Kamila Piątkowskiego (2000), Jakuba Modera (1999), Tymoteusza Puchacza (1999), Kamila Jóźwiaka (1998) i Dawida Kownackiego (1997)? To najmłodsi członkowie kadry na ostatnie mistrzostwa kontynentu – i żaden nie poleciał do Kataru. Przepadli z różnych powodów, niektórych przewrócił pech. Tak czy owak dołączyli do innych nowicjuszy, którzy w minionych latach próbowali, ale nie podołali. Dlatego wciąż trzymamy się Glików i Krychowiaków, a nawet wracamy do Grosickich i Jędrzejczyków. Raczej łatamy starą reprezentacją, niż szyjemy nową.

Dlatego na inaugurację z Meksykiem nie pojadę podekscytowany, emocje związane z piłką odczuwam letnie, zmysły angażuję raczej w badanie okoliczności mundialu, jakiego nie było i, jestem pewien, nigdy nie będzie – groteskowego, wielopiętrowo absurdalnego, rozgrywanego w systemowo łamiącym prawa człowieka, autorytarnym kraju, który rozbija się po futbolu z odpychającą bezceremonialnością, nie szanując nikogo i niczego. Nie chciałbym tutaj mieszkać, ale nawet przez ułamek sekundy nie rozważałem bojkotu mundialu. Odwrócić mogą się kibice. Piłkarze, trenerzy, sędziowie, realizatorzy transmisji telewizyjnych czy dziennikarze mają zadania do wykonania, a moje zasadniczo polega na uczciwym, rzetelnym opisywaniu każdej rzeczywistości, nawet brzydkiej czy unurzanej w ludzkiej krzywdzie. (Temat rozwinąłem w osobnym tekście do gazety, a wcześniej o etycznych dylematach związanych z globalnymi imprezami sportowymi pisałem już do magazynu „Kopalnia”).

Nad paranoją przyznania organizacji mistrzostw Katarowi znęcam się publicystycznie od dekady, a teraz zafascynowany przeczesuję Dohę i przyległości. Zafascynowany osobnością państwa, w którym jego obywatele są mniejszością – poddanych emira jest ledwie 330 tys., mniej niż Hindusów (700 tys.), Banglijczyków czy Nepalczyków (po 400 tys.). I w którym ludzie stanowiący fundament społeczeństwa, bo wykonujący wszystkie niezbędne mu prace, nie mają mnóstwa przywilejów otrzymywanych przez kastów panów za darmo, niezależnie od zasług. Panuje tu w istocie apartheid, choć oczywiście odmienny, „łagodniejszy” niż w RPA. A przecież gdyby imigranci znienacka zniknęli, to wszystko by się zawaliło.

Prawie każdego, z kim wchodzę w interakcję, pytam o narodowość (nie dziwią się, są przyzwyczajeni), więc wiem, że przez pierwsze 48 godzin po wylądowaniu rozmawiałem z przybyszami z Bangladeszu, Egiptu, Ghany, Gwatemali, Indii, Jemenu, Kazachstanu, Kenii, Libanu, Nigerii (mój nowy kumpel Sunshine, w tym kraju mają wspaniałe imiona), Pakistanu, Somalii, Sri Lanki, Sudanu, Tanzanii, Tunezji oraz Ugandy (nie wiem, czy wszystkich spamiętałem). Z każdą godziną czuję się coraz bardziej skołowany, bo wielu z imigrantów opowiada o Katarze ze szczerym uwielbieniem, wręcz wdzięcznością. I kiedy Clinton (uciekł z rozgardiaszu Kampali) przekonuje mnie, że mieszka we wspaniałym kraju – lubi katarski porządek, pracodawcy zawsze traktowali go dobrze, władzy od kilku lat dba o bezpieczeństwo na budowach – to nęka mnie podejrzenie, czy aby ktoś mu nie płaci, żeby chwalił. Wielokrotnie jednak trafiam na ludzi, którzy nie mają ani pojęcia, że jestem dziennikarzem, ani powodu, by wciskać kit. Nikt ich nie usłyszy, nie zidentyfikuje. Opowiadają o swoim życiu, o zaprzyjaźnianiu się z odległym od domu krajem, w którym mieszkają od 5, 10 czy 15 lat. O nich też jeszcze napiszę dla Wyborcza.pl, na razie przeczuwam tylko, że moja dezorientacja będzie w trakcie mistrzostw rosła i, jak to zwykle bywa po bezpośrednim kontakcie, skomplikują mi się opinie na różne sprawy. Rzeczywistość przyswajana bezpośrednio często okazuje się bardziej złożona niż poznawana przez filtr nałożony przez zagranicznych reporterów. A ta katarska – jak mi zaczyna zdawać – może się okazać jednym z najbardziej pasjonujących zaułków, w jakie wdepnąłem.

Na razie wydaje się, że gospodarze bezczelnieją, nie mają skrupułów. Oszukali kibiców (niefajnie) oraz FIFA (fajnie, cwaniaki trafiły na lepszych cwaniaków) w sprawie piwa i pewnie jeszcze nas zaskoczą. O polskiej reprezentacji za dużo nie myślę, piłkarze muszą mnie najpierw natchnąć. Po cichutku liczę, że niespodziankę sprawią Urugwajczycy, od zawsze jedna z moich ulubionych reprezentacji. Marzy mi się, by złamany został oligopol wielkich futbolowych nacji – od 70 lat turniej wygrywają tylko potentaci tworzący wielką europejską piątkę, Argentyna lub Brazylia. Intryguje mnie, czy z mroku ucieką wreszcie Niemcy, którzy przywieźli eskadrę wybitnie zdolnych atakujących (Musiala, Adeyemi, Moukoko).

I oczywiście jeszcze jedno wielkie pytanie: czy przybędzie tu zauważalna liczba zagranicznych fanów, czy gospodarze porozdają flagi finalistów mundialu opłaconym mieszkańcom Dohy, którzy będą wciskać światu kit. Oczywiście imigrantom. Katarczykowi nie wypada się wygłupiać, zawsze poci się za niego parobek.

*Zdjęcie najpiękniejszego sportowego trofeum zrobił Rhett Lewis.

*Przy okazji serdecznie polecam wywiad – uprzedzam: bardzo długi – ze Zbigniewem Rokitą, kibicem małego futbolu, ubiegłorocznym laureatem nagrody Nike i autorem rewelacyjnej sportowo-politycznej, reportażowej książki „Królowie strzelców”. Znajdziecie go tutaj.

393 myśli na temat “Wyznanie ojkofoba

  1. Po stronie Holendrów jest głównie technika, po stronie Amerykanów jest głównie fizyka. Taktyka i psychika na podobnym poziomie. Mecz jeszcze nie jest do końca rozstrzygnięty. Kowboje mogą stłamsić w drugiej połowie słabo biegających Pomarańczowych. Bramkarz Holendrów na razie gra super i może być kluczem do zwycięstwa w tym meczu -> wspaniale interweniował w trzeciej minucie.

    Polubienie

  2. Twarze byłych piłkarzy (Davids, Danny Blind) się starzeją, a van Gaal, który ich dawno temu prowadził ciągle niemal taki sam… 🙂

    Polubienie

  3. Trochę przypadkowo Australia na 1-2, ale jak się nawet nie próbuje, to i przypadkowego gola nie będzie.
    Dzisiaj już nikt szanujący się nie gra prymitywnego antyfutbolu „Czesia” – bo to zapraszanie rywali do bezkarnego oblężenia. Może się udać z bezzębnym dziś Meksykiem, czy 2 razy niżej notowaną Arabią, ale kiedy z przeciwka wypłynie pancernik w rodzaju Argentyny, to można tylko szukać miejsca na dnie akwenu.

    Polubienie

  4. Australia dzisiaj obnażyła bezmiar strachu „Czesia”… – przecież my mamy większą jakość w bramce i więcej atutów w ofensywie.
    Nie twierdzę, że grając odważnie byśmy z Argentyną wygrali, ale przynajmniej moglibyśmy być dumni z awansu do fazy pucharowej. A tak z kwaśno/gorzką miną dyrdymalimy o wyniku.
    P.S.
    Kolejny znakomity mecz (może nawet najlepszy z dotychczasowych). Wyrazy uznania dla Holandii i USA.

    Polubienie

  5. Oczywiście cholerna państwówka musiała znowu dać ciała i po meczu przerwała przekaz ze stadionu w trakcie kapitalnego popisu argentyńskiej publiki świętującej razem z piłkarzami. Ci z Woronicza od lat potrafią schrzanić wszystko.

    Jeśli chodzi o naszych, to jedyne, co mnie ciekawi, czy oni w ogóle wierzą w coś więcej, niż honorowe odpadnięcie z Francją, czy też po prostu uznali sam awans z grupy za swoje opus magnum w tym turnieju.

    Polubienie

  6. Osaczyć i rozbić w pył. Dzisiaj za stanie na boisku a nie bieganie ukarać każdego piłkarza kwotą 1 mln zł.

    Polubienie

  7. Jerzy Engel mawiał, że „lepiej mądrze stać, niż głupio biegać”. Potem była poczytna książka, a jeszcze później mecz z Koreą. Także piątka Iksis, jestem za!

    Polubienie

  8. Tylko jak to zrobić, jak jest się przekonanym, że jest się słabszym nie tylko od Argentyńczyków, ale także od Meksykanów czy Arabów???
    Czesiowi udała się rzecz nieprawdopodobna. To, że przekonał do tego Krychowiaka czy Glika, to żadna sztuka… – od paru lat są na co raz głębszym zjeździe ale, że ogłupił też Szczęsnego, Zielińskiego czy Lewandowskiego (do młodziaków trudno mieć pretensje) to majstersztyk. A na dodatek wmówił im, że Glik z Krychowiakiem są trzonem (trzonkiem?) reprezentacji i w interesie narodowym jest osłanianie ich, żeby rywale nie objeżdżali ich jak zające kapustę w trakcie gonów.

    Polubienie

  9. P.S.
    Czesia podziwiam za jeszcze jedną rzecz… – potrafił zmieścić we własnym polu karnym w dwóch liniach 6-4 (i to nie tylko przy rzutach rożnych) całą dziesiątkę piłkarzy z pola.

    Polubienie

  10. No to zobaczymy jak Szymański poradzi sobie z kwartetem Griezmann-Mbappe-Giroud-Dembele. Największa szansa chyba w tym że będą sobie przeszkadzać.

    BTW kto z naszych wybrańców jeszcze nie zagrał na tym mundialu? (poza bramkarzami ofkors)

    Polubienie

  11. 1. Francuzi na razie grają na stojąco, kompletnie zlekceważyli Polaków, po przerwie będzie dwa, trzy razy szybciej, szkoda, że straciliśmy a nie zdobyliśmy gola w pierwszej połowie.
    2. Wyszkolenie techniczne naszych kopaczy jest fatalne, te marne dośrodkowania, nieudolne rajdy, brak gry na jeden kontakt, trzeba szybko wdrożyć nowy system szkolenia kształtujący brylantową technikę.
    3. Szczęsny dobrze, obrona w porządku poza Kiwiorem, pomoc jako tako, Zieliński i Lewandowski słabiutko.

    Polubienie

  12. Milik prawie się zabił jak przyjął piłkę w polu karnym. I to jest ta różnica, którą musimy zniwelować w najbliższych latach.

    Polubienie

  13. Zieliński podobno zagrał dobry mecz. Koń by się uśmiał. Kopnął w bramkarza i co poza tym? Jakąś dwójkową akcję z Lewandowskim czy Milikem zagrał na jeden kontakt? Z dystansu coś uderzył? A może z rożnego dograł? A może dośrodkowanie mu jakieś wyszło?

    Polubienie

  14. Najgorsze, że on pozostanie selekcjonerem, czyli dalsze oglądanie tej drużyny można sobie darować.
    Grosicki, którego zabrał na wycieczkę przez parę minut pokazał, że dalej jest jednym z trybów w tym mechanizmie i z nim w składzie (np. na 45 minut) mogły te mecze wyglądać inaczej.
    Lewandowski w tym mundialu drużyny nie „pociągnął”.

    Krycie Mbappe „na radar” jest jak zabawa z samym sobą w rosyjską ruletkę z 3 nabojami w bębenku. Jemu trzeba wleźć w koszulkę, a nie patrzeć z bezpiecznej odległości, jak sie bawi piłką.

    Polubienie

  15. Przy pierwszym golu to to nawet nie było na radar, tylko poszli w dwóch do Girouda.
    A Grosickiemu wyszło przy stanie 0:3, więc nie przesadzajmy że zrobiłby różnicę grając już choćby 30 minut.

    Polubienie

  16. Tu nie chodzi zaraz o zbawianie Polski, tylko o to, że Grosicki ma do tego naturalny dryg, takie jest jego boiskowe DNA, a tego drużynie brakowało.

    Polubienie

  17. Dziś mu wyszło (fakt, że Frankowski nieszczególnie się angażował w grę do przodu, Kamiński miał momenty nie gorsze od Grosika), ale kiedy grywał większe kawałki w eliminacjach to wiele pożytku z tego nie było.

    Polubienie

  18. To jest akurat szerszy problem kadry: dziś wyjdzie temu, jutro – innemu.
    Regularności żadnej.
    Nawet u największych gwiazd.

    Polubienie

  19. 1. Odległość piłkarzy z pola od piłki przy rzucie karnym -> 9,15 m
    2. Odległość bramkarza od piłki przy rzucie karnym -> 11 m
    To jest oszustwo, że bramkarz nie może wyjść 1,85 m do przodu przy rzucie karnym i skrócić dystans z 11 m do 9,15 m.

    Polubienie

  20. Dzisiaj zobaczyliśmy, że możemy grać na tak. Oczywiście było sporo chaosu, nie mogło nie być. W tym składzie, taką piłkę ta drużyna grała pierwszy raz. W trakcie meczu zadawałem sobie pytanie… – jak dzisiejszy mecz mógłby wyglądać, gdybyśmy tak grali od pierwszego meczu z Katarem?
    Glik znowu najlepszy (za liderowanie i dyrygowanie obroną) pomimo, że przy pierwszej bramce zostawił wolny korytarz do Giroud, przy drugiej był kilka metrów za Mbappe, a przy trzeciej co prawda zdążył do Mbappe doskoczyć, ale tylko po to, żeby odwrócić się do niego bokiem. Lewonożny Kiwior, który trzykrotnie ratował sytuację i próbował przeszkodzić oddaniu strzału na prawej stronie, za którą odpowiadał Glik, zebrał mnóstwo krytycznych uwag.
    P.S.
    Oberwało się na tym turnieju jedynym strzelcom bramek; – Zielińskiemu (1) i Lewandowskiemu (2 i asysta przy bramce Zielińskiego). Wcale się nie dziwię, że po meczu puściły im emocje.

    Polubienie

  21. Pierwszy od 36 lat awans z grupy, pierwszy mundial ukończony wyżej od Niemców, a wrażenie i tak podobne do tych z poprzednich 2 dekad – na MŚ reprezentacja Polski ze swoją grą wygląda jak babka z Kiepskich w ślubnej sukni.

    Polubienie

  22. Francja wyszła w ataku z emerytem, egoistą i megegoistą. Do tego druga linia nie zaprezentowała nic szczególnego. Wbili na stojąco 3 gole, a i tak opinia publiczna cieszy się, bo „wyglądało” i „odzyskaliśmy godność” [© weszło]
    „Wyglądało”, bo FRA nie grała w ogóle pressingiem. Mogliśmy się doczłapać do połowy boiska, podrapać po głowie, przerzucić na skrzydło, poczekać aż wróci Dembele, pograć na obejście do beresia i wrzucić na aferę. Najśmieszniejsze jest, że taka taktyka czasami faktycznie owocuje bramką. Wystarczyło, żeby Kamiński ciut inaczej dobił.
    Argentyna nie pozwalała nam nawet na chwilę oddechu; Francja powoli wciągała nas na własną połowę, upatrując szans w szybkości skrzydłowych. I wyszli na swoje – bramka na 2:0 to jest dokładnie to, czego bym się spodziewał po tym składzie.
    Po prostu zagraliśmy jak przysłowiowy Eibar i dostaliśmy za to po głowie jak Eibar. To, że raz graliśmy z Barceloną (ARG), a raz z Atletico (FRA) nie zmienia tego, że mamy umiejętności (zwłaszcza taktyczne!) Eibaru i potrafimy się tylko bronić do pierwszej bramki. Optyka wynika tylko ze stylu gry przeciwnika.

    Polubienie

  23. Jestem ciekaw opinii tych, których to obchodzi – to dobrze, że weszli do 1/8 i dostali akurat Francję (z którą to 1:3 jest wynikiem, powiedzmy, w miarę przyzwoitym – z taką Australią byłoby pewnie tyle samo, a odbiór byłby inny) czy źle? Nie mój cyrk i nie moje małpy, ale jakbym im kibicował to chyba wolałbym, żeby jednak grubasa z ławki zdjęli po tej żenadzie, a przy tym wyniku się na to nie zanosi…

    Polubienie

  24. Ja się trochę śmieję przez łzy, że taktyka trenera była dobra. Zagrał mecz kompletnie żenujący, aby ludzie mogli się cieszyć po ledwo przyzwoitym. Francja to potęga i po przerwie mogła zagrać na własnych warunkach, ale zarazem przypominam, że w ME, Francja odpadła ze Szwajcarią, a tutaj przegrała z Tunezją. Gdy idziemy w rozpatrywanie dalszych losów reprezentacji, ciemność widzę. Nie wiem co zrobić z trenerem. Są jakieś kontrkandydatury? Ten z Rakowa mówicie. To powiem, że to dobry trener, ale: (a) z Rakowa nie odejdzie; (b) grałby podobnie jak Michniewicz. Po 2016 r. wydawało się, że pójdzie to wszystko w dobrym kierunku, że będzie tylko lepiej

    Polubienie

  25. Moje odczucia są dokładnie takie, jak Daniela. Francja grała z nami, jak chciała, a ludzie się jarają, jakby było czym. Gdyby Giroud trafił do pustaka, to już do przerwy mogło być pozamiatane. Wynik nie jest gorszy, niż z Argentyną tylko z powodu przypadkowego karnego, którego ledwo udało się strzelić. Analityk z TVP w przerwie się jarał, że mamy 51% posiadania, a tyle mieli średnio rywale Francji w poprzednim Mundialu. Oni po prostu tak grają.

    Polubienie

  26. @GP

    Dopiero co broniłeś odpychającej strachliwej kopaniny z Argentyną, bez jednej okazji bramkowej, kopaniny też przegranej dwoma golami (ale tylko dlatego, że rywal chcąc posłać do domu Meksów okazał się litościwy, no i wiadomo – Szczęsny), jeszcze porównując to coś do Chelsea i Włochów (sic!).

    Teraz gra z Francją jest „be” – bo „gdyby Giroud… „(znowu to „gdyby”…) itd. oczywiście już bez gdybania, że też mogliśmy w tym meczu prowadzić.

    Dwa spotkania z topowymi rywalami – oba przegrane, oba z debetem -2, z tym, że pierwsze absolutnie bez podjęcia walki, a drugie po czymś, co przypominało już futbol.

    Polubienie

  27. @Stanisław

    Czytałem/słyszałem gdzieś ostatnio ciekawy głos o tym, że Polska nie ma problemu z piłkarzami, albo inaczej – wystarczająco wielu z nich ucieka stąd w wystarczająco młodym wieku, żeby PMŚ nie zdążyła ich całkiem skazić i żeby zebrało się ich nawet na przyzwoitą kadrę. Polska ma problem z trenerami – jako jedyny pracujący za granicą wskazany był Skorża (Japonia). Nie chcę mi się tego dogłębnie sprawdzać, ale pamiętam, że jeszcze na początku wieku nasza myśl szkoleniowa rozprzestrzeniała się w Grecji czy na Cyprze – teraz te rynki są dla nich już niedostępne. Pojedyncze rodzynki jadą w egzotykę. Nie zakładam więc, że jakikolwiek polski trener byłby w stanie wykrzesać z tej kadry choćby ćwierć jej potencjału.
    I stąd też dziwią mnie kolejny raz opinie o tym, że Lewandowski czy Zieliński zagrali słabo. Kurwa, oni grają słabo tylko pod wpływem PMŚ – przecież Barcelona nie płaci milionów czołokopaczom.

    @GP

    Po wyjściu z grupy (czyli już po tym przewspaniałym meczu z Argentyną) na pasku w Polsat News leciało, że ponad 40% ankietowanych jest zadowolonych z gry reprezentacji. Zawsze wiedziałem, że Polacy są szczególnie podatni na pranie ich mózgów przez media, ale teraz to już jestem przekonany, że zaraz będą żreć gówno – wystarczy, że w TV powiedzą, że dobre.

    Polubienie

  28. To, że dzisiaj Francja jest lepsza od naszej drużyny, to oczywista oczywistość. Myślę, że aktualnie jest lepsza również od Argentyny. Ale w piłkę nie zawsze wygrywa lepszy/silniejszy. Słabszy też może wygrać pod warunkiem, że chce i próbuje to zrobić.
    Od lat problemem naszej piłki jest gra nie na wygrać, tylko na nie przegrać. Myślałem, ze szczytowym osiągnięciem tej teorii był niski pressing. W fazie grupowej to przebiliśmy.
    Dla mnie to był szok. Od paru lat powszechnie wiadomo, że jesteśmy co raz słabsi w defensywie, natomiast więcej atutów mamy w ofensywie. A pomimo to strategię startu na MŚ opieramy na grze defensywnej. A ponieważ kluczowych defensorów mamy słabych, to zadaniami defensywnymi obciążamy piłkarzy ofensywnych, którzy w te klocki są kiepscy.
    Profesor Kotarbiński w grobie się przewraca.
    @Stanisław
    „Zagrał mecz kompletnie żenujący, aby ludzie mogli się cieszyć po ledwo przyzwoitym” – chyba przeceniasz trenera.

    Polubienie

  29. @Stanisław

    Lepiej nie zakładać, że „może być już tylko lepiej”, w 1989 można było myśleć tak samo odnośnie całej Polski.

    @xavrasw

    O to właśnie chodzi – wieczny problem z trenerami. Zacofanymi zawodowo – i z tą świadomością zakompleksionymi, co przenoszą na zawodników.
    Kiedy czasem któregoś z szefów PZPN olśni i zatrudnia selekcjonera zagranicznego (wcale nie z topu), okazuje się, że ci sami, którzy się bronią z Meksykiem, czy Arabią, potrafią pograć w piłę z Hiszpanią/Anglią.

    Tutaj futbol zastygł w kulcie sukcesów lat 70-tych i 80-tych, bez pamiętania, że ci, którzy je stworzyli sami uczyli się trenerskiego fachu m.in. od znakomitych trenerów z zagranicy, których kiedyś zatrudniały najlepsze polskie kluby.

    Polubienie

  30. Nie wiem, czy ta Japonia awansuje, czy nie, ale nie zdziwię jak walnie na tym mundialu jakąś grubą niespodziankę. Cały mechanizm działa jak dobra japońska elektronika, albo jak dawniej Niemcy. Wygrywają, strzelają gole kiedy trzeba (a jak już idą do ataku, to prawie każdy pachnie golem) – i to nie mając w składzie żadnego „najlepszego piłkarza na świecie”, ani nawet kogoś, kto by do tego tytułu aspirował.

    Polubienie

  31. @414
    Czesio załatwił mi 2 lata dodatkowych wolnych wieczorów, więc następcę można rozważać w kategorii „na przyszłość”. Zatem, choć obecnie na dalekim Wschodzie, to może Skorża się skusi. Jeśli nie on, to personalnie cenię też Brosza, w juniorach obecnie robi. Obaj zaznajomieni z repową specyfiką.

    Polubienie

  32. @0twojastara Silne i mocne masz zasady, bo rozumiem, że w imię zasad nie oglądasz? Tego Skorżę rozważyłbym. Pamiętam jego Legię w Lidze Europy, choć potem zdarzały mu się również wtopy. Legia Skorży, to była wspaniała – jak na nadwiślańskie warunki – drużyna, choć było to jakieś 10 lat temu, co nie jest bez znaczenia. Brosza nie znam za bardzo

    @XavrasW Polska myśl szkoleniowa. Jest o tym książka 😉 nawet recenzowałem: https://stanislaw414.wordpress.com/2022/09/16/michal-zachodny-jest-pozytywista/

    Zaczynam się przychylać do zdania, że to jest nasz podstawowy brak, że nie mamy trenerów na wysokim poziomie, przystających do świata. Z piłkarzami jakoś tam jeszcze. Świat jest mniejszy, talenty są wyławiane w młodym wieku, więc jeden czy drugi dorośnie zagranicą i obiektywnie coś potrafią. Ale trenerzy, nawet jeśli jeżdżą na staże, to kiszą się na peryferiach.

    Z drugiej strony, świat jest globalny, więc w zasadzie nie ma jakichś wielkich tajemnic, koncepcje są dostępne, tak jak wszystkie aplikacje analityczne, które odgrywają coraz większą rolę.

    Pogubiłem się, bo w sumie to nie jest racjonalne, że nie umiemy w piłkę, ale nie umiemy. Udaje nam się w siatkówkę, czasem w ręczną, ostatnio nawet w koszykówkę, ale w futbol ni cholery. Nawet jak przyjdzie coś na kształt złotego pokolenia (no bo przecież Szczęsny, Glik, Krychowiak, Zieliński, Milik, Lewandowski, to złote pokolenie – na nasze warunki aż trudno uwierzyć, że tylu przyzwoitych kopaczy na raz wydała polska ziemia, w tym jednego prawie wybitnego i jednego absolutnie wybitnego), to gucio, to żenada w meczu z Argentyną i ciesz się z 1:3 z Francją

    Polubienie

  33. O Michniewiczu pisałbym tekst o jego przewidywalności, że jego trenerska myśl i prowadzenie drużyny jest odbiciem 711 połączeń, bo tak w istocie jest. Jest cwaniakiem, potrafi nie raz przechytrzyć przeciwnika, potrafi pogodzić wiele interesów na raz, dogadać się z ludźmi, zbuduje układy, i liczy się dla niego głównie wynik, bo kasa musi się zgadzać. Ale z drugiej strony, jak przychodzi co do czego, to się schowa, będzie chronić swój tyłek i nie będzie ryzykował ani nie nadstawi karku, wyślizga się. Nie pójdzie w nic odważnego, bo to się nie opłaca. Mam teorię, że zagraliśmy odważniej z Francją również dlatego, że to mu się opłacało wizerunkowo i relacyjnie, lament w narodzie po Argentynie był jednak dosyć spory, trzeba było spróbować to jakoś odwrócić. Swoją drogą – tu z góry przepraszam – z tą Argentyną bez słów się dogadał w którymś momencie drugiej połowy, żeby więcej nam nie strzelała, i Argentyna wyraźnie – podobno są jakieś pośrednie potwierdzenia – strzelić nie chciała. To jest właśnie wizytówka Michniewicza

    Polubienie

  34. @stanisław

    Im bardziej drużynowy sport, tym więcej zależy od systemu, a ten udało się w Polsce zbudować tylko w siatkówce. Jasne, mogą się zdarzać bardziej/mniej zdolne pokolenia, ale jak masz system to zawsze zestawisz drużynę co najmniej przyzwoitą. Dlatego selekcjonerzy siatkarzy od kilku lat mają raczej problem bogactwa niż biedy (a ilu świetnych polskich siatkarzy ostatnich lat w ogóle nie powąchało kadry albo powąchali bardzo przelotnie). PZKosz też nie zbudował systemu – obstawiam, że ten ostatni to jednorazowy wynik. Przy czym system to też trenerzy. Jasne, w siatkówce mocno czerpią z zagranicy jeśli chodzi o obsadę ławek czy to w klubach czy w reprze, ale to nie jest tak, że Polacy się nie liczą. Był Gogol w Skrze i jako asystent Heynena, był Gruszka, cały czas gdzieś kręcą się Kowal, Bednaruk, Prygiel. Teraz na pierwszoplanową postać urasta Winiarski, którego biorą Niemcy – pewnie to będzie następca Grbicia.

    Czyli to nie jest tak, że jak bierzesz trenerów z zagranicy do klubów i reprezentacji to oni wypychają rodzimych – wręcz przeciwnie, z czasem podnoszą ich poziom, bo nawet jeśli nie gadają ze sobą (co trudno sobie wyobrazić) to nawet z samej obserwacji, prób pokonania tego zagranicznego, rodzimi trenerzy zdobywają dużo więcej cennych umiejętności. W PZPS to zrozumieli i mają bezprecedensowy sukces, w PZPN tego nigdy nie zrozumieją i będziemy spadać w otchłań coraz bardziej. Ciesząc się takimi ochłapami jak ten mecz z Francją.

    Zaraz ktoś powie kasa – w siatkówce można zrobić sukces 1/10 tego co w futbolu. Jasne, ale to nie jest tak, że nawet tą 1/10 można wziąć z powietrza. Jak PZPS zatrudniał Lozano w 2004 to jego wypłata to było chyba z 25% budżetu związku (teraz przeliczcie sobie budżet PZPN i policzcie kogo można by mieć za tą kasę). Lozano zrobił wynik i kasa popłynęła szerzej (od kibiców, sponsorów, z praw TV), jego następca Castellani zarabiał już w przeliczeniu na % budżetu PZPS dużo mniej a nadal był to światowy top. Kolejne sukcesy nakręciły koniunkturę tak, że teraz beniaminek PlusLigi może sobie pozwolić na kontraktowanie reprezentantów USA, Iranu czy innych drużyn z TOP16 globu czyli ma sporo więcej niż w takim 2003 miał mistrz Polski (uwzględniając inflację na przestrzeni czasu). Tylko żeby coś takiego rozkręcić to trzeba mieć wizję wykraczającą trochę poza disco polo.

    Polubienie

  35. @xavras
    A jak oceniasz znaczenie różnicy pomiędzy możliwości zatrudnienia topowych zagranicznych trenerów siatkarskich tak w lidze, jak w reprze, w porównaniu do futbolu? Bo mnie się wydaje, że siatkówka ma relatywnie wyższe budżety w porównaniu do krajów Zachodu. Jacyś tam trenerzy zagraniczni w tej ekstraklasie się przewijają i co z tego…

    Polubienie

  36. @GP

    No to wyjaśnij owe podstawy (muszą być sensacyjne, skoro porównujesz czesiową kopaninę do Chelsea i Włochów z 2006).
    I przekonaj, że granie z Francją tego samego, co w grupie zwiększyłoby szansę „wyniku”, którego tak się uczepiłeś.

    Polubienie

  37. @wizytówka Michniewicza

    Ta wizytówka to p. wszystkim FART – spośród selekcjonerów ostatniej dekady tylko Michniewiczowi trafił się Szczęsny kompatybilny z talentem Szczęsnego.
    I to on mu załatwił ten opiewany przez niektórych „wynik” – czyli wyjście (wypełznięcie) z grupy.

    Polubienie

  38. Ależ na forum doceniają Michniewicza. To jest niesamowite !
    Fiu fiu

    Okazuje się, że Czesław jest tak przekonującym, charyzmatycznym wodzem, że wziął za łby chłopców – Robercika, Kamilka, Piotrusia, Grzesia i innych i zakazał im grać ofensywnie.
    I chyba ma też moc hipnotyzera, bo chłopcy chęć gry „na wynik” wręcz sami od początku awizowali.
    A przecież, gdyby byli przytomni, a nie spętani hipnozą to zagraliby ofensywnie już z Meksykiem i świat by zadrżał.

    Dopiero w ostatnim meczu Czesław pstrynął palcami i pozwolił grać dzieciom „z radością”…

    Polubienie

  39. @bartoszcze

    „Bo mnie się wydaje, że siatkówka ma relatywnie wyższe budżety w porównaniu do krajów Zachodu. ”

    Tak, teraz ma. Z przyczyn, o których piszę powyżej. W 2003 nie miała. Można sprawdzić kto wtedy siedział na ławkach. F4 LM Mostostal osiągał ze Wspaniałym na ławce.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s