Kiełbasa, polityka i polski futbol

Kiedy trzy tygodnie temu zwierzałem się na blogu, że wolę mundiale bez reprezentacji Polski, nie przypuszczałem, że podczas tegorocznego utonę w jeszcze głębszym zażenowaniu niż na wszystkich poprzednich.

Nie, nie z powodu stylu gry, dla wielu zawstydzająco zachowawczego czy wręcz tchórzliwego – to, co działo się na boisku w fazie grupowej, było przede wszystkim futbolem porażająco marnej jakości. Udało się osiągnąć cel, bo w piłce nożnej, rozgrywce rozstrzyganej przez epizody, różne rzeczy się udają, zwłaszcza gdy wystarczy zwyciężyć w jednym meczu. Ale przez około 240 z 270 minut rywalizacji z Meksykiem, Arabią Saudyjską i Argentyną nasza drużyna wyglądała koszmarnie. Dopiero na 1/8 finału z Francją długimi okresami patrzyłem z satysfakcją, pod czaszką tliło mi się nawet podejrzenie, że piłkarze przejęli władzę i postanowili udowodnić trenerowi, iż nie zasługują na traktowanie ich jak niepełnosprawnych.

Sportowy wymiar mundialowego występu, który analizuję i podsumowuję tutaj, przesunął się jednak na dalszy plan z powodu okoliczności towarzyszących – Czesława Michniewicza kwestionującego umiejętności piłkarzy, obsesyjnie wylewającego z siebie skojarzenia z alkoholem (oba wątki połączyła osławiona fraza o zamienianiu wody w wino), agresywnie reagującego w trakcie publicznych wystąpień, wreszcie chryi o nagrody obiecane przez rozpaplanego premiera Morawieckiego, który od lat zajmuje się głównie werbalnym rozdawaniem wszystkiego wszystkim, wyrażanego kultowym „chcemy, aby…”. Rok 2022 zaczęliśmy od awantury o połączeniach selekcjonera z mafijnym hersztem „Fryzjerem”, a zamykamy awanturą o szmal – prawdopodobnie rujnującą dla wizerunku reprezentacji, PZPN, piłkarzy, trenera, niepotrzebne skreślić. Od szamba do szamba.

Nie wiadomo, czy Cezary Kulesza, prezes nachalnie nawiązujący do sznytu discopolowych tancbud i w ogóle szemranego klimatu lat 90., pozbędzie się Michniewicza. Ponoć zapowiadał to w katarskim hotelu, ale akurat nie znajdował się w stanie wskazującym na zdolność do rozważnego dobierania słów – był w nastroju zabawowym, zażywał wieczoru w miłym towarzystwie. Jeśli jednak szef PZPN wyda wyrok skazujący na swego wybrańca, to Michniewicz skończy aż do przesady klasycznie. Jak każdy jego poprzednik, do którego jesteśmy w stanie sięgnąć pamięcią. Będzie się rozstawał z reprezentacją w atmosferze skandalu, podłej, ewentualnie wywołującej zakłopotanie i skłaniającej przyzwoitych ludzi do odwracania wzroku.

Paulo Sousa zdradził piłkarzy, zdezerterował przed wypełnieniem misji, do samego końca okłamywał prezesa Kuleszę, a wcześniej zafundował nam mecz kuriozalny mecz z Węgrami – przegrany m.in. dlatego, że portugalski trener nie miał pojęcia, że nie wolno go przegrać. Niesmaczne, prawda?

Jerzemu Brzęczkowi do końca ściemniał Zbigniew Boniek, czyli poprzedni szef federacji – wystawił go za drzwi znienacka, w środku zimy, i uczynił pierwszym w historii selekcjonerem zwolnionym przed wyjazdem na imprezę rangi mistrzowskiej, na którą selekcjoner awansował. Niesmaczne, prawda?

Adam Nawałka, odpowiedzialny za jedyny po 1989 sukces niepozostawiający żadnych wątpliwości, pożegnał się krępującym „niskim pressingiem” meczem z Japonią – wygranym, lecz odebranym jako przegrany. Niesmaczne były te ostatnie minuty, prawda?

Waldemar Fornalik byłby najokrutniej wyszydzanym selekcjonerem w XXI wieku, gdyby potem nie został zdetronizowany przez Brzęczka (ukazanego w hagiografii jako uciśniony geniusz, spadkobierca Kazimierza Górskiego). Tłum żegnał go brutalnie, oklaskiwał na Narodowym akcje San Marino i amatorskich rywali dopingował, kadra w tabeli mundialowych eliminacji z trudem wysunęła się nad Mołdawię.

Franciszka Smudę na pożegnanie zmasakrował werbalnie Robert Lewandowski, oskarżając go po Euro 2012 o absolutną trenerską ignorancję. Selekcjoner „miał dużo czasu na przygotowania, ale nie przygotował”, „zbyt mocno przykręcił śrubę na siłowni”, „nie dokonywał zmian”, „bał się”, wyzwanie go przerosło, a piłkarze w przerwie „sami ustalali, jak grają”. Dzisiejszy kapitan zrównał Smudę z murawą, właściwie wykluczył z zawodu.

Króciutkiemu epizodowi Stefana Majewskiego towarzyszyła zorganizowana oddolnie, desperacka kampania KoniecPZPN.pl. To były przeraźliwie smutne sceny – Polacy podejmowali Słowację na pustym (i zaśnieżonym) Stadionie Śląskim, bo kibice zbojkotowali mecz, a reprezentacja poniosła porażkę po samobóju.

Leo Beenhakkera przepędzaliśmy przy rechocie nienawidzących holenderskiego przybłędy działaczy PZPN, którzy w lożach honorowych mieli tym lepsze humory, im słabiej grała reprezentacja. Tarzali się ze śmiechu po jej niecelnych podaniach, z radością przyjmowali udane akcje rywali.

Paweł Janas był tak przerażony skalą mundialowego wyzwania i presją opinii publicznej, że na konferencję prasową wysyłał kucharza, wprawiając w osłupienie zwłaszcza reporterów z innych krajów.

Zbigniewowi Bońkowi nie trzeba nawet wypominać przejścia do historii łotewskiego futbolu, bo w niniejszy katalog wpisuje się przede wszystkim ucieczką ze stanowiska w trakcie eliminacji – bez podania jakichkolwiek wyjaśnień, niebezpiecznie blisko jego rejteradzie do wybryku Sousy.

Jerzy Engel po awansie na mistrzostwa świata zupełnie odkleił się od rzeczywistość – wydzwaniał do redaktorów naczelnych krytykujących go gazet, ogłosił, że mierzy w złoto, a w miesiącach poprzedzających realizację ambitnego planu zatracił się w autopromocji, komercyjnemu dyskontowaniu sukcesu. Rzeczywistość wokół reprezentacji parszywiała z tygodnia na tydzień, na turnieju wybuchła jeszcze kuriozalna wojna z dziennikarzami, aż nasze reklamujące Knorra gwiazdy boiska skończyły jako „piłkarze do zupy”. Tylko memy jeszcze nie istniały.

Wywlekam stare brudy, bo oświeciło mnie, że w bieżącym stuleciu ani razu nie zamykaliśmy rozdziału dziejów reprezentacji – tytuł każdego to nazwisko selekcjonera – w miarę normalnie, w sposób umiarkowany, bez poczucia, że wszystko leży w rynsztoku albo przynajmniej jest zalane absurdem. Nigdy nie możemy po prostu przegrać, uznać, że się nie udało, zapisać popełnione błędy i postanowić ich nie powtarzać. Gdy ponosimy klęskę, to ponosimy klęskę totalną, wszystko pod nią gnije, cuchnie, przypomina się stare piłkarskie porzekadło, że ludzie nie powinni wiedzieć, jak się robi kiełbasę, politykę i polski futbol.

Dzisiaj mamy kulminację, bo urzędująca na szczytach para Kulesza – Michniewicz stanowi ekstremum, podobnie jak szarpanina o szmal. Im dłużej trwa zadyma, tym lepiej wiemy, że wszyscy zachowywali się w porządku, że piłkarze wzięcia pieniędzy się brzydzili, trener chciał sprawiedliwego podziału, a prezes marzył o inwestowaniu w szkolenie młodzieży. Tyle hałasu o miliony, których premier Morawiecki tak naprawdę wcale nie obiecał.

228 myśli na temat “Kiełbasa, polityka i polski futbol

  1. Dariusz Mioduski odbiera telefon w przerwie i słyszy
    – Monsieur Mioduśki, tu Didier z Francji. Nie mogę ogarnąć takiego osiedlowego dryblera. Pożyczyłbyś mi na drugą połowę Jędrzejczyka?

    Polubienie

  2. Dariusz Mioduski odbiera w przerwie telefon – nieznany numer z zagranicy.
    – Allo? Monsieur Mioduśki? Tu Didier z Francji. Nie mogę ogarnąć jednego osiedlowego dryblera, czy pożyczyłby mi monsieur na drugą połowę Jędrzejczyka? Sprawa pilna.

    Polubienie

  3. Cholerne ślizgacze francuskie. Cały mecz ich nie ma – i w 2 minuty remis.
    Co nie zmienia faktu głupoty argentyńskiego stopera.

    Polubienie

  4. W tym stuleciu lepszego meczu nie było. Absolutnie niesamowite. Za te powroty Francja powinna dostać tytuł, a Argentyna za grę nawet dwa.

    Polubienie

  5. Zakłady z losem są fajne. Ostateczny triumf Messiego (a tym samym ostateczny upadek tego nażelowanego psycho lub socjopaty) warte są milczenia. Tak jak Paryż mszy (na kolana, Les Bleus). Wszystkiego dobrego dla wszystkich Państwa!

    Polubienie

  6. Nie wiem, czy to do mnie jakiś przytyk, koziołku drogi, ale ja się zdecydowanie sprzeciwiam takiemu stawianiu sprawy, że jak Cristiano w wieku 37 lat nie błysnął na mundialu to ma być upadek. On upadł już dawno temu poza boiskiem, natomiast co osiągnął e grze, to ma i nie ma sensu mu na siłę odbierać.

    Lepiej mówić o finale, a to po prostu była bomba atomowa. To, co się na boisku działo, przekroczyło wszelkie oczekiwania, ten mecz będzie legendą przez dziesiątki lat i ja chyba już lepszego nie zobaczę.

    Polubienie

  7. Tak, oczywiście że to przytyk do Ciebie, ale „grzegorzowaniem” określam tu złośliwie epizod, kiedy to postanowiłeś na zawsze i po wasze czasy opuścić to wolne od rozumu forum, albo chociaż na miesiąc, bo tyle z tego wyszło. Kolega St.Pauli robi właśnie to samo i trudno było nie wykorzystać okazji, by Cię porożem trochę ciupnąć.

    A finał… Rany koguta, jak dotąd mecz stulecia! Wciąż jestem trochę zbyt w emocjach, by wydobyć z siebie coś więcej niż żarty i złośliwości, ale na szybko zwróciło moją uwagę, że 23-letni Mbappe już teraz samodzielnie dzierży rekord goli strzelonych w meczach finałowych MŚ (4=1+3), odebrany dziś duetowi Hurst (3) Zidane (3=2+1).

    Polubienie

  8. Gdy ludzkość wyginie, co pewne, a kosmici będą eksploatowali ruiny naszej cywilizacji, aby zasadzić nowe nasiona, co wielce prawdopodobne, natrafią na nazwisko Messi wyryte w kamieniu. To będzie dobry początek, tak myślę. Potem będą sobie opowiadać jego historię, jako bajkę i legendę ludzkości, zastanawiając się, dlaczego świat, który miał w sobie tyle dobra, uległ zagładzie

    Polubienie

  9. Ciekawe, jak byłby oceniany ten finał, gdyby pod koniec regulaminowego czasu Otamendi nie podarował Francuzom głupiego karnego. Bo do tej pory, to tylko jedna drużyna grała wielki mecz. Druga wyglądała na stłamszoną.

    Polubienie

  10. Jeszcze się żabkojady żołądkują, że im sędzia zawinił (jakby dwa karne, które ich przywracały do gry, to było za mało) 🙂
    Myślałem, że jednak mają trochę więcej klasy, ale widać nie tylko tymi pierwszymi 80 minutami na tytuł nie zasłużyli.

    Polubione przez 1 osoba

  11. KOZIOŁEK
    Zależy kto co lubi, bo przykładowo ja mogłem usnąć z nudów do 80 minuty. Wydawałoby się, że irracjonalne zmiany Deschampa dały efekt. Inna sprawa, że tlenu też dodał Scaloni, który ze zmianami za długo zwlekał.

    Polubienie

  12. Cały ten artykuł to kabaret. Myślałem, że żeby pisać w mediach, to trzeba umieć do trzech zliczyć, a tymczasem…

    „Polacy faulowali zaledwie 47 razy, a Marokańczycy aż 84!”

    Polubienie

  13. @gp
    No to Polakom wychodzi miernie ospałe 11,75 faulu na mecz, a Maroku aż 12, co dowodzi, że nasi grali leniwie i bez zaangażowania.

    Albo inaczej – Polacy mieli barbarzyńskie 0,1306 faulu na minutę czasu gry, a Maroko eleganckie 0,1273 (bo uwzględniam dogrywkę), więc nasi pokazali brutalny antyfutbol.

    No i czego Kolega nie rozumie?

    Polubienie

  14. @Koziołek
    Ależ Kolega rozumie, tylko tak trochę inaczej… – dla Niego „traktor nie ma popsutego koła, tylko ma trzy koła dobre”. A jak Mu do teorii pasują wyrwane z kontekstu dane statystyczne, to przecież nie jego wina.
    P.S.
    A z tymi ocenami to różnie bywa… – np. Glik regularnie po meczach był przez naszych ekspertów najwyżej ocenianym naszym piłkarzem, a tu ups. – załapał się do najgorszej jedenastki Mistrzostw.
    Za Bereszyńskim co prawda nie przepadam, ale nie jestem pewien czy na to wyróżnienie też zasłużył.

    Polubienie

  15. To nie była najgorsza jedenastka mistrzostw, tylko tych, którzy wyszli z grupy. A żeby było śmiesznie, w innej mamy innych zawodników, taki to sens.

    A chodzi mi o to, że ktoś napisał artykuł, w którym postawił oczywistą tezę ubraną w formie niezwykłego odkrycia, a do tego jeszcze wykazał brak podstawowej umiejętności analizy danych.

    Polubienie

  16. Jakby miał podstawową umiejętność analizy danych to by pracował w lepszym miejscu niż redakcja… Takie umiejętności teraz to na wagę złota, poważnie

    Polubienie

  17. To chyba ne tylko umiejętność, przynajmniej takie są moje osobiste doświadczenia. Wiedza merytoryczna i znajomość problemu pozwala nie tylko oddzielić ziarno od plew, ale także ułatwia przypisanie wagi poszczególnym danym statystycznym.
    P.S.
    Mamy MŚ 3 M. Na razie „Messi, Mbape, Marciniak”… – być może tylko przez grzeczność. Bo jak słucham/czytam relacji medialnych i zachwytów nad mistrzostwem świata w sędziowaniu, to myślę, ze lada moment zrobiony zostanie porządek alfabetyczny i MŚ przejdą do naszej podwórkowej historii, jako „Marciniak, Mbape, Messi”.

    Polubienie

  18. Nie wiem jakiej gry chcemy, ale między tym, co odstawił Czesio, a grą ofensywną to jest jeszcze w piz…u odcieni

    Polubienie

  19. ja tam wysokich oczekiwań nie mam, byleśmy grali w piłkę(może być defensywnie*) a selekcjoner nie miał quasi-kryminalnej przeszłości i dla mnie git.

    *zaznaczam iż jest różnica między grą defensywną, a defensyfną na zasadzie ustawiania 7-1-2 i lagi na pałę

    Polubienie

  20. Takich wykopów na 70 metrów jak Szczęsny na MŚ to ja całe lata nie widziałem. Od razu się poczułem jak w latach 90′. Po meczu z Meksykiem wyjąłem nawet czapkę z daszkiem, deskorolkę i boomboxa, zapuściłem Jump Around i zacząłem objazd po dzielni. Sąsiedzi podejrzewali udar i wezwali pogotowie, ale na krótkiej konsultacji w oddziale psychiatrycznym na Sobieskiego dowiedziałem się, że tego dnia kilku mieli takich i przejdzie samo.

    Polubienie

  21. A tak zupełnie szczerze, to moja Żona, oglądając mecz z Argentyną, po około 25 minutach ze zdziwieniem mnie zapytała „Ale to ten z przodu to jest Lewandowski? To z tą lagą na Robercika to jest tak na poważnie?”.

    Sprowadzanie problemu do tego, że gra była defensywna, jest wg mnie stanowczo zbyt płytkim spojrzeniem na problem. Ta gra była przede wszystkim żadna. Pozbawiona widocznych atutów. Straszne to było, ale, oddajmy Czesiowi czesiowe – zrobił oczekiwany wynik w ten sposób. Nikogo też tym sposobem nie zaskoczył – zrobił po czesiowemu. Naprawdę trudno mi mieć do niego pretensje, że kazał drużynie grać w taki sposób, w jaki jego drużyna gra najwydajniej. To prezes Kulesza wybrał tego kandydata i ten styl.

    Polubienie

  22. „Ta gra była przede wszystkim żadna”… – dla mnie była przede wszystkim tchórzliwa.
    Ale majstersztyk też widzę… – wmówić piłkarzom, którzy rozbijają się w LM, że „w piłkę to oni nie umieją”, to prawdziwe dzieło sztuki.

    Polubienie

  23. Takie wykopy jak Szczęsnego – czyli bramkarz w roli rozgrywającego, ostatni raz na mundialu były w 2002 i grali je, jakżeby inaczej, Polacy. W meczu z Koreą.

    Po co nam playmaker (nawet z lidera Serie A), skoro to samo może robić ten, który broni. Polska myśl futbolowa wciąż wraca z tym na salony, nierozszyfrowalna dla nikogo.

    Być może Lewandowskiemu po prostu zrobiło się głupio, że z czymś takim można wygrać mecz i celowo z karnego kopnął tę piłkę tak, jakby nie chciał żeby wpadło.

    Polubienie

  24. Pamiętaj, kandydacie na trenera reprezentacji Polski: wynik się nie liczy – czy wygrasz, czy przegrasz – i tak zostaniesz nieudacznikiem i natychmiast cię zwolnią, powód się znajdzie.

    Polubienie

  25. Pamiętaj, kandydacie na selekcjonera, jeżeli masz solidnie za uszami, to po przyjęciu stanowiska będzie to wywleczone – i bardzo urwa dobrze, szkoda że dopiero wtedy.

    Polubienie

  26. Na pocieszenie można mu postawić pomnik, za ten epokowy WYNIK.
    W kraju pomnikowej szajby jeden więcej nikomu nie będzie przeszkadzał.

    Polubienie

  27. GP
    Wynik nie liczy się, ale styl już tak. Zajmiesz ostatnie miejsce w grupie na Euro i możesz być wielbiony przez wielu. Trochę podejście fanów z wielkich zespołowych klubowych, i to raczej z lat ubiegłych.

    Polubienie

  28. @GP
    Jak wybiorą nieudacznika, to powodu nie trzeba będzie szukać.
    I nie martw się tak bardzo. Słuchając dzisiaj wywiadu z Koźmińskim, trudno mi się było oprzeć refleksji, ze za chwilę będziesz miał następnego idola.
    P.S.
    Pogrzeb trochę w pamięci i weź pod uwagę, ze nic nie wskazywałem fazy grupowej LM.

    Polubienie

  29. Jak napisałeś, że się „rozbijają w LM”, to myslałem, że chodzi o wygrywanie.

    Bo to, że mamy najlepszego napastnika Ligi Europy, nijak nie świadczy o tym, że musimy wygrywać.

    Polubienie

  30. Przyznaję, powoli kampania gp „nie umiemy grać w piłkę, a już na pewno wymienić trzech podań w jednej akcji” robi się nudniejsza od niegdysiejszej, przecinkowej „futbol najlepszym byznesem jest”

    mordo, gdybyś miał kogo przekonać, to udałoby się to pół roku/rok temu. będzie nowy selekcjoner, obaczymy, może uda się larpować granie w piłkę, może nie. Ale ileż można jojczeć.

    Polubienie

  31. A Czesia nie zwolnił styl, ani nic w ty stylu, tylko jego czesiowość, priorytety jakimi się kieruje przez całe swoje parszywe życie. Na YT Ćwiąkała generalnie wyjaśnił, ubierając w bardzo dyplomatyczne słowa, co praktycznie cała kadra o Czesiu myśli. I zanim ktoś wyskoczy z oklepanym „gwiazdorkom się w d… poprzewracało” to nie, jedyne miejsce gdzie pracował z seniorami i wytrzymał dwa sezony, to Lech, ale wtedy kto śmiał kumpla fryzjera wyrzucić. Potem nawet jak miał wyniki, był szybciutko goniony, bo jest burakiem nie do wytrzymania. Czy to Zagłębie czy czy Legia, gdzie wygrywał tytuły(i miał słabą jesień), czy Widzew gdzie wykonał zadanie, ale, niemożliwie, pokłócił się o hajs; czy Pogoń gdzie też zrobił najlepszy(ówcześnie) wynik od ponad dekady, czy w Niecierzy, gdzie wdrapał się do grupy mistrzowskiej jakoś, po sezonie typa goniono.

    Można wręcz stwierdzić, że gdzie Czesio nie przyjdzie, to szybciutko udowadnia pracodawcy, że wynik jednak nie jest najważniejszy.

    Polubienie

  32. „Czesiowość” to nie tylko problem Czesia, to rak niszczący od lat polską piłkę… – działaczy, trenerów, byłych i obecnych piłkarzy oraz dziennikarzy. Niektórzy próbują się przed nią bronić, inni na ile potrafią od niej odcinać, niektórzy jakoś się z nią poukładać, żeby móc jakoś w niej funkcjonować, ale wielu tkwi w niej po same uszy.
    Czesiu nie wyleciał za „czesiowość” ale dlatego, że tolerowanie go obnażało co raz bardziej „czesiowość” polskiej piłki. I jestem pesymistą… – kolejnym selekcjonerem zostanie trener znający realia polskiej piłki, czyli taki, który potrafi poruszać się w jej „czesiowości”. Każdy inny szybko podzieli los Leo i Sousy.
    P.S.
    A „czesiowość” mi się podoba.

    Polubienie

  33. Kolejna odsłona „czesiowości”… – w kontrakcie Czesia jest zakaz wypowiadania się o pracy w PZPN przez 10 lat.
    Jaja jak berety!

    Polubienie

  34. @TS
    Ćwiąkała i większość dziennikarzy to takie same buce jak Czesio.

    Ja sie nie odnosiłem wyłącznie do Czesia, ale od tego, że każdy trener jest zawsze kozłem ofiarnym i jest mieszany z błotem, czy zasłuży, czy nie.

    I w sumie 100 razy bardziej wolałbym, żeby wywalony został prawdziwy winowajca afery, Pinokio Morawiecki.

    A największym ciulem jest prezes, który najpierw nie wiadomo dlaczego gościa zatrudnił, a potem go wywalił, żeby udawać, że jest ok.

    I to w sumie smutne, że muszę bronić gościa, którego nie lubię, ale który osiągnął wynik, a jak mówi stara prawda zarządzania, albo masz wyniki, albo relacje.

    I jeszcze tylko bardzo proszę, nie dawajcie mi tu kolejnego trenera z Legii, bo tego już nie wytrzymam.

    Polubienie

  35. @gp
    „Ja sie nie odnosiłem wyłącznie do Czesia”
    „Jak napisałeś, że się „rozbijają w LM”, to myslałem”

    A ja myślę że te dyskusje będą o wiele bardziej produktywne, gdy dołożysz starań by takie myśli jasno klarować, oraz w drugą stronę, że będziesz się odnosił do tego co inni napisali, zamiast do jakiegoś domniemanego znaczenia ukrytego po ciemnej stronie księżyca. Ja nie widzie co masz w głowie, więc klaru, Ty nie widzisz co inni mają w głowie, więc przystopuj z tego typu przypuszczeniami

    Polubienie

  36. @TS
    Więc mówisz, że jak ja kogoś nie rozumiem, to moja wina, a jak ktoś mnie nie rozumie, to moja wina.
    Na Ciebie zawsze można liczyć.

    Polubienie

  37. To się zgadza, że najwięcej nasmrodził ultrabezmyślny ględa pinokio, ale tego trenera mimo WYNIKU jakoś trudno bronić. Trzeba mieć specyficzny talent, żeby po 3,5 dekadach awansować z grupy na MŚ, a jednocześnie kibicom podarować głównie moralnego kaca – i z powodu żenujących połajanek i gry, która wyglądała, jakby Polska do wyborów Miss World wystawiła terleckiego z pis-u – i on co prawda przeszedł do II rundy, ale tylko dlatego, że jury było w szoku i chciało zobaczyć to-to jeszcze raz na scenie.

    Polubienie

  38. @gp
    Tak. IMO nie prowadzisz te dyskusji w dobrej wierze i, może podświadomie, stosujesz wybiegi jak powyżej. Efektem tworzenie fałszywych dychotomii, o czym już wspominałem, i tu kolejna – my cały blog, jako ogarnięta rządzą krwi tłuszcza, vs ostatni sprawiedliwy gp, broniący uczciwej pracy trenerskiej.

    Tak jakby ileś osób tutaj nie wyrażało dokładnie te samej myśli, że z trenerów robi się kozłów, czy też koziołków, ofiarnych. No i żeby daleko nie szukać, choćby wspomniany, poza ogółem, napłakał się nad zwolnienie Lamparda.

    Więc wiesz, nie oznacza iż każdy będzie płakał i szaty rozrywał nad każdym jednym zwolnieniem, szczególnie tym, ponieważ Czesio nie powinien być w ogóle tam gdzie był.

    Polubienie

  39. „jak mówi stara prawda zarządzania, albo masz wyniki, albo relacje”
    A ja pozwolę sobie mniej dosadnie, tylko przykładem. Niedawno pewien zagraniczny deweloper zmienił prezesa. Powodem było tworzenie konfliktów z kontrahentami i nieumiejętność kreowania dobrych, biznesowych relacji.

    Te takie Januszexowe mądrości, jakby żywcem z okresu wczesnej transformacji, to się zestarzały jak mleko i mocno pachną tetryczeniem. Najpierw niewinnie narzekasz, że nikomu się nie chce pracować za 7zł/h, tydzień później tłumaczysz bratankowi, że mógłby kupić działkę budowlaną 500m2 za 20 tysięcy złotych jak wujek Pietrek w 94′, a już na koniec miesiąca dzwonisz na policję, że w bloku koło Ciebie ktoś słucha muzyki o 21:07. Uważaj GP, Twoje stopy już stanęły na tej ścieżce. Zbaczaj! Zbaczaj!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s