Wszyscy będziemy mówić po arabsku

Panowie i panie, oto aktualny program wydarzeń na stadionie w Rijadzie, nowej światowej stolicy futbolu.

W niedzielę 15 stycznia saudyjscy gospodarze zapraszali na El Clásico, w najsłynniejszym klubowym meczu świata Barcelona zagrała z Realem Madryt o Superpuchar Hiszpanii. Na środę 18 stycznia zaproponowali derby Mediolanu, piłkarze Interu i Milanu grają o to samo trofeum w wydaniu włoskim. Wreszcie w czwartek 19 stycznia – w pokazowym show najlepsi zawodnicy Al-Nassr i Al-Hilal podejmują Paris Saint-Germain, dzięki czemu na boisku znów zobaczymy grających przeciw sobie Cristiano Ronaldo i Leo Messiego, najjaśniejsze futbolowe megagwiazdy XXI wieku. A przy okazji Kyliana Mbappé, króla strzelców mundialu.

Tych wszystkich atrakcji – wyłącznie kategorii deluxe, po sam czubek głosowań w plebiscycie Złota Piłka! – można zażyć w zaledwie pięć dni. Zobaczyć z bliska najwspanialsze drużyny i najwspanialszych piłkarzy, którzy przylecą z Europy w pełni intensywnego sezonu, gdy każda dodatkowa podróż komplikuje trenerom życie – doceńmy ich wysiłek, może nawet poświęcenie. Arabia Saudyjska docenia, wszystkich zaproszonych wynagradza w milionach, dziesiątkach bądź setkach milionów dolarów.

O jej bogactwie bez granic przypominają okalające boisko na King Fahd International Stadium elektroniczne bandy reklamowe, na których podczas każdego meczu rozbłyskuje tajemnicze słówko „Noem”. To nazwa miasta, które jeszcze nie istnieje – futurystycznego, dystopijnego projektu mającego stanąć nad Morzem Czerwonym, na północnym wschodzie królestwa. Z niedawnego mundialu przysłałem reportaż o katarskim odpowiedniku wznoszonym od podstaw, bez oglądania się na koszty. Metropolii ultranowoczesnej, nierzeczywistej i kuriozalnie bombastycznej, metropolii jak hologram, jak Instagram wyniesiony na ulice. Ale Lusajl przy Noem blednie do średniowiecznej wioski, rozstawionych na pustyni szałasów. Saudyjczycy zamierzają zbudować długą na 170 km pojedynczą rezydencję obliczoną na kilka milionów mieszkańców, która będzie ekologicznym arcydziełem wysokiej technologii, z centralnym systemem znającym ludzi na wylot i realizującym ich potrzeby szybciej, niż oni sami sobie je uświadomią. Ma otworzyć nową erę, stworzyć nowe społeczeństwo, obok stanie olbrzymi port i most łączący Azję z Afryką.

Kto widział Lusajl, które zafundowali sobie równie zamożni sąsiedzi z Kataru, ten z łatwością uwierzy, że powstanie również Noem. I że w przyszłości MKOl zgodzi się na zorganizowanie tam igrzysk olimpijskich. Zimowych.

Ale na razie wróćmy na boisko piłkarskie, tylko unieśmy się, by spojrzeć się szerzej – na wszystkie państwa znad Zatoki Perskiej, dzielące się na mniej lub bardziej okrutne dyktatury.

Jak wiadomo, Katarczycy rozkoszowali się przed chwilą mundialem, przy okazji łamiąc rozmaite obietnice – zakazali sprzedaży piwa na stadionach, nakłonili FIFA do karania piłkarzy za zakładanie na mecze tęczowych opasek kapitańskich. Każdej zimy ściągają do siebie też na zgrupowanie Bayern Monachium. Opłacają Messiego, Mbappé czy Neymara, którzy przed wspomnianym towarzyskim meczem w Rijadzie odwiedzą swoich dobroczyńców w Dosze, gdzie spotkają się z lokalnymi sponsorami, emirem, kibicami. Na zachwalanie Qatar Airways namówili Roberta Lewandowskiego (naoglądałem się jego rozanielonego uśmiechu w samolocie na mundial), wcześniej przyciągnęli pieniędzmi Pepa Guardiolę oraz Zinedine’a Zidane’a, bodaj najbardziej utytułowanych współczesnych trenerów, którzy pełnili funkcję ambasadorów Kataru. Podobną reklamiarską rolę odgrywał też David Beckham, czyli pierwszy globalny futbolowy celebryta bieżącego stulecia. Xavi Hernandez, jeden z rozgrywających wszech czasów, uczył tubylców futbolu jako trener. Ba, do katarskiej stolicy zjechali swego czasu nawet Diego Maradona i Pele, by wspólnym występem na scenie uświetnić otwarcie Aspire Academy, kuźni talentów. A szefujący FIFA Giani Infantino wręcz się tam przeprowadził na stałe, posyła córki do miejscowej szkoły.

Saudyjczycy sąsiadom zazdroszczą. Planują ubiegać się o organizację mistrzostw świata w 2030 (we wspólnej kandydaturze z Egiptem i Grecją). Przejęli Newcastle, które właśnie szturmuje szczyty tabeli angielskiej Premier League i, prawdopodobieństwo rośnie tydzień w tydzień, już w bieżącym sezonie awansuje do Ligi Mistrzów. Podpisali kontrakt z Cristiano Ronaldo, do którego zaraz dołączy bramkarz Keylor Navas, a potem, jeśli Allah pozwoli, rozgrywający Sergio Busquets oraz obrońca Sergio Ramos. Zresztą w lidze saudyjskiej obcokrajowcy stanowią już blisko czwartą część obsady i można znaleźć tam coraz znaczniejsze nazwiska, doskonale znane europejskim kibicom.

Aha, według ekspertów zorientowanych w politycznych zawiłościach regionu Saudyjczycy zasadzają się również na rozbicie kontynentalnego podziału światowego futbolu – chcą nakłonić kraje arabskie, by opuściły konfederacje afrykańską (siedem krajów) oraz azjatycką (12 krajów) i dołączyły do FIFA jako osobny twór. W ten sposób powiększą wpływy, będą mogli sprawniej współdziałać we wspólnym interesie. Przecież Marokańczyków więcej łączy – religia, język, kultura – z Półwyspem Arabskim niż z Zimbabwe czy Gwineą Równikową.

Zjednoczone Emiraty Arabskie? Wiadomo – mają Manchester City, chyba najlepiej wymyślony klub świata (z franczyznami na kilku kontynentach!), wepchnęli się do nazwy stadionu i na koszulki Arsenalu. A przecież czekamy jeszcze na Bahrajn, któremu w ubiegłym roku nie powiódł się skok na AC Milan. Spokojnie, to pierwsza próba, następnym razem się uda.

Wylewam tutaj wszelkie arabskie ślady w nowoczesnym futbolu, bo w tym tygodniu prawie się udławiłem. Sądziłem, że po katarskim turnieju – zresztą fascynującym, nie ukrywam – przynajmniej na chwilę odetchniemy od aromatów ropy i gazu ziemnego, ale gdzie tam, szejkowie dopiero się rozochocili, właśnie urządzili sobie pięciodniową orgię z Barceloną, Realem, Interem, Milanem, PSG, Ronaldo, Messim, Mbappé etc. Jak tu wyzbyć się obsesji? Przesuńcie wzrok w górę ekranu, przeskanujcie jeszcze raz niniejszy tekst i jeszcze raz przesylabizujcie wymienione nazwiska piłkarzy i trenerów oraz nazwy drużyn. Nie ma już niewinnych, z nowymi graczami w futbolu ubijają interesy absolutnie wszyscy. W niedzielę w Rijadzie kopią sobie Barcelona i Real, nazajutrz prokuratorzy z Rijadu chcą kary śmierci dla profesora prawa za używanie Twittera, w środę za piłką ganiają Inter z Milanem. Aż mi się przypomina prowokacyjne proroctwo Zbigniewa Rokity, autora fantastycznych reporterskich książek „Kajś” i „Królowie strzelców”, który w listopadzie mówił mi: „A może boimy się, że oni pokazują nam, jak będzie wyglądać nasza własna przyszłość? Że tak jak oni stworzymy zamiast społeczeństw powszechnego dobrobytu systemy oparte na niewolnictwie ekonomicznym, ogromnym rozwarstwieniu i autorytarnej, dziedzicznej władzy, na którą większość się zgodzi? A może już to zrobiliśmy, tylko w przeciwieństwie do nich jeszcze się trochę tego wstydzimy?”.

Mógłbym poepatować także innymi dyscyplinami sportu. Zwrócić uwagę, że sezon Formuły I wystartuje w Bahrajnie, nabierze rozpędu w Arabii Saudyjskiej, na metę wjedzie w Zjednoczonych Emiratach. Przypomnieć, jak w Rijadzie o pas mistrza świata bili się Anthony Joshua z Andym Ruizem, a szachowy geniusz Magnus Carlsen rozprawiał się z pretendentem do tronu Janem Niepomniaszczim w Dubaju, przywołać organizowane w regionie turnieje golfowe i tenisowe, klubowe mistrzostwa świata w siatkówce. Dość, przerwalibyście lekturę, nikt nie wytrwałby do krańca listy dowodów, że Półwysep Arabski stał się terytorium o najwyższym stężeniu wielkiego sportu na metr kwadratowy.

Dlatego proponuję raczej wizytę na urokliwej internetowej stronie Visitsaudi.com, o której pisałem już na łamach „Wyborczej”. Roi się tam rekomendacji Messiego, od dekady zacieśniającego współpracę z Saudyjczykami – to jeden z tych, którzy łączą ją z umowami podpisywanymi z Katarem. Zobaczycie tam mnóstwo zdjęć Argentyńczyka wyposażonego w lornetkę, w roli turysty zaznającego rozkoszy „odkrywcy świata przygody innej niż wszystkie” – zakupów w Dżuddzie (tam też rozgrywano już mecze Superpucharu Włoch), nocnego spoglądania w bezchmurne niebo nad Al Gharameel, szusowania quadem po wydmach pod stołecznym Rijadem, na „największej piaskowej pustyni na Ziemi”. Raj na ziemi.

94 myśli na temat “Wszyscy będziemy mówić po arabsku

  1. Mam nieodparte wrażenie, że „niszowe” sporty to te niepopularne w burgerlandii, a te „wyszowe” to popularne w jueseu. W sumie dla pokolenia Gawła to jakiś tam wyznacznik, patrzyło się wtedy na burgerland jako ziemię obiecaną

    Polubienie

  2. @gp
    Jako osoba niezwykle otwarta zdradziłeś nam tu już niejeden niuans swojej kariery. Mieliśmy szansę odnieść wrażenie, że fundamentem Twoich dochodów jest psychoterapeutka osób postawionych przez obiektywne okoliczności w obliczu trudnych do rozwiązania konfliktów. Wiemy, że jesteś w tym cenionym ekspertem i na pewno nikogo zorientowanego nie dziwi, że Twoja cenna wiedza zapewnia Ci dostatnie życie. Wiadomo jednak, że otwartość na tego typu leczenie jest dość świeżą cechą społeczeństwa. Zaskoczyło mnie, że blisko ćwierć wieku temu mogłeś sobie pozwolić na tak niestandardowe zagraniczne wyjazdy. Pytanie dotyczyło tego, czy już wtedy miałeś tylu pacjentów, czy jednak zajmowałeś się nieco inną tematyką i zarabiałeś w inny sposób.

    Polubienie

  3. @twojastara
    Mój szmalometr wykrywa, że burgerowe kryterium ma sens także dziś i to także dla całkiem posttransformacyjnej fauny.

    Polubienie

  4. @koziołek
    Z radością stwierdzam, że nic o mnie nie wiesz, dzięki czemu mogę te wszystkie kontrowersyjne tezy rzucać tu jako anonimowy łoś.
    Nie wiem, skąd ta teza o egzotycznych podróżach, w latach 90. jedyny mój dochód to było stypendium studenckie.
    @antropoid
    No w sumie trochę przestrzeliłem, bo miałem na mysli mecz otwarcia MŚ, który Niemcy zrobili na stadionie Schalke i wiedziałem, że frekwencja dopisała, ale okazuje się, że przyszło nie 50, a nieco ponad 70 tys.
    Bo wiadomo, że Kanada i USA, nawet 50 tys. w Rosji nbie dziwi, bo to kraje hokejowe, a Niemcy niby takim nie są, a tu proszę, choć to tylko rekord Europy, bo się spięli w Ameryce i zrobili 100k.
    Generalnie przejrzałem trochę dane o frekwencji i jednak ręczna do hokeja się nie umywa. Bundesliga, najsilniejsza liga świata ma średnią 4,5 tys. widzów. Trochę to wyrównują wyniki MŚ, bo hokejowe leśne dziadki z USA robią wszystko, żeby uwalić tę dyscyplinę i sprowadziły MŚ do roli drugorzędnego turnieju, a z kolei puchar świata umarł, ale jednak różnica jest widoczna.
    Jestem zaskoczony, że zamiast wdzięczności, że przestałem prowokować kolegów pisząc, że siatka niszowa (dane o frekwencji są zaskakująco niskie), i wzmiankuję tylko ręczną, co wydawałoby się oczywiste, a tu proszę jaka dyskusja.
    @tous
    Dla mnie niszowa jest dyscyplina, której zasięg jest ograniczony i której czołowi przedstawiciele nie mają szans na status megagwiazdy, tj, takiej, o której będą pisać i po latach, takiej jak Pele, Ali czy McEnroe. Są dyscypliny globalne, o których ludzie z różnych stron świata mogą porozmawiać, jak ja kiedyś z południowowafrykańczykiem o piłce i koszykówce, i są dyscypliny niszowe, ograniczone albo do jakiegoś kraju, albo niewielkich grup ludzi w jakimś kręgu kulturowym, typu jakiś futbol irlandzki albo kulki. No i być może są też i takie, które są gdzieś pomiędzy i można dyskutować.

    Polubienie

  5. Gaweł, przed chwilą pisałeś o oglądaniu na żywo TCS i stąd ta teza. Czasem mam wrażenie, że jesteś jak własny pacjent i Ci się w głowie Gaweł z Pawłem kłócą.

    Polubienie

  6. O takiej siatkówce mówią „niszowa”, a Gibę znają na wszystkich kontynentach, na jakimś meczu siaty w Brazylii było chyba kiedyś koło 100 tys. widzów, w Polsce na Narodowym z Serbią też był komplet.

    Polubienie

  7. @koziołek
    Na żywo w tv oczywiście 🙂 Zresztą przecież Alpy to nie jest jakiś egzotyczny wyjazd.
    @antropoid
    No już przestałem przecież tak o siatkówce 🙂
    Aczkolwiek co do tego, że ktoś by kojarzył topowych siatkarzy spoza typowo siatkarskich krajów, to mam pewne wątpliwości.
    Akurat tak się składa, że w czasie polskich MŚ byłem w Portugalii, kolega chciał obejrzeć finał i tam w ogóle nikt nie wiedział, że coś takiego się odbywa, żaden kanał tego nie transmitował, a przecież grała Brazylia, kraj kulturowo bliski.
    Stąd też mój pogląd o siatkówce, że nie jest to globalna dyscyplina.

    Polubienie

  8. @gp
    Ej, w tv to akurat w tej dziesiątce byłem też ja i babcia z dziadkiem. Znajdźmy jeszcze pozostałe 6 osób.

    @niszowe sporty
    Chyba znam tylko jednego koszykarza, który grał zanim zaczęło mnie to coś obchodzić. Hokeisty żadnego – mam szczęście być dość stary, by Wayne’s pamiętać nie tylko z powtórek. Siatkarza, to dość oczywiste, żadnego.
    Całe za to zastępy skoczków narciarskich, bokserów, trochę lekkoatletów.

    Nie wiem czy tworzenie ponadczasowych gwiazd dobrze wypada w roli kryterium.

    Polubienie

  9. Ja się trochę też sugeruję różnego rodzaju plebiscytami na najlepszego sportowca, których wyniki bywały kiedyś podawane w wiadomościach sportowych na przełomie roku. O ile mogło się zdarzyć, że gdzieś w Niemczech czy Norwegii wygra jakiś biatlonista, to jednak na ogół był to ktoś z grupy: piłka, tenis, lekka, kosz, boks, F1, może jeszcze jakiś narciarski fenomen typu Tomba i to chyba wszystko.
    I trochę też gazetami, które na wakacjach czytywałem. Tu już była większa różnica, bo o ile wyniki piłki zawsze nożna było sprawdzić prawie w każdym kraju, a w Portugalii właściwie 90% rubryk sportowych było o piłce, to np. w Estonii nie mogłem sprawdzić nawet wyniku sławetnego meczu Levadii z Wisłą. A w takiej Szwecji czy Czechach to nawet w lipcu pisali głównie o hokeju.

    Polubienie

  10. Wybrano XI wszechczasów BVB. Nie znalazło się w niej miejsce dla Karla-Heinza Riedle, Stephana Chaquisat, Marsa Hummelsa, Andyego Möllera, Stefana Klosa, Stefana Reutera, Larsa Dickensa, Jana Kolera, Thomasa Rosicky’ego, czy Jörga Heinricha, ale dla polskich mediów „zaskoczeniem” jest brak Błaszczykowskiego.

    Polska mistrzem Polski!

    Polubienie

  11. @Koziołek
    Ale Ty masz braki w popularnych dyscyplinach… – pewnie z łyżwiarstwa figurowego to już żadnego nazwiska nie kojarzysz, że o gimnastyce artystycznej czy tańcu towarzyskim nie wspomnę?
    ………..
    A z tymi Niemcami to faktycznie skandal! Pierwsze poważne zadanie jakie Santos dostał to zorganizowanie meczu pożegnalnego Błaszczykowskiemu, a oni go nawet w jedenastce Borussii nie zmieścili.

    Polubienie

  12. Można JB lubić, lub nie – ale to był gracz, który (zdrowy) bez dwóch zdań robił różnicę.
    Tymczasem żeński AO się zakończył (najgorzej jak mógł – wygrała, muskulatura, łupanina i zwierzęce wrzaski przez cały mecz).
    Turniej jak najbardziej do wygrania dla Igi, ale ona niestety coraz częściej zaczyna przypominać Osakę.

    Polubienie

  13. Ja wręcz powiem, że JB lubić wypada, a cenić trzeba. Ale, do licha, znaj proporcją mocium panie! Co takiego, jedną rzecz choćby, dla BVB Kuba zrobił, czego Ricken nie?
    I kogo niby mają usunąć, by Kubie miejsce zrobić? Do wyboru w pomocy Zorc, Sammer i Reus. Möller, Reuter i Ricken – fundamentalnie ważni w tryumfach środka lat 90′ – w odwodzie.

    @alp
    Rzadko który sport skłonił mnie do badań własnych, wykraczających poza rozumienie tego, co i kogo oglądam. Zawodników współczesnych sobie to akurat kilku kojarzę w każdej (poza tańcem towarzyskim). Wcześniejszych to już wcale.
    A taką pierwszą potrójną kombinację Pluszczenki i jego zaciekłą rywalizację z Jagudinem to wręcz chłonąłem live, obgryzając paznokcie i wspominając Elvisa Stoicko, chyba dla mnie najbardziej magicznego, ale już wtedy nieco w latach.

    I jeszcze snooker. Mistrzów takich jak Joe Davis (nie mylić ze Stevem) czy Alex Higgins (nie mylić z Johnem) to znać mogę oczywiście wyłącznie z powtórek i jakoś tak to jest, że znam.

    Polubienie

  14. @Antropoid
    Ja wiem, że Polakcy nie cheąo tym pamiętać, ale kiedy Borussia wygrywała tytuły, to Błaszczykowski miał problem z miejscem w składzie, z którego na długie okresy wypychali go Reus i Goetze.

    @koziołek
    Dickens w Bosussii? Ja tam go pamiętam z Newton Heath i Accriongton Stanley.

    Polubienie

  15. @antropoid
    No ale tu było o Borussii, którą gdyby nie wątek, też bym się nie zainteresował.
    Ale skoro już, to muszę powiedzieć, że z Moellerem to chyba jakieś zagranie na poziomie niewybrania Bońka do all-time-team Juventusu, bo miał czelność odejść do Romy.

    Polubienie

  16. @gp
    Andy jest wrogiem dużo bardziej. Okoliczności jego odejścia w 90 do Eintrachtu już były dziwne, ale gdy po powrocie opuścił BVB na rzecz Scheisse 04 (co ta autokorekta wyprawia?!), to już się zrobiło bardzo ponuro. On potem jeszcze dla wzmiankowanego Scheisse (to znowu autokorekta, ja jestem pełen szacunku dla tych cholernych smerfo-ćwoków) jako działacz swoje narobił. Zapracował na niechęć, fakt. Kibice BVB są z tych pamiętliwych.

    Ja się osobiście nie zgadzam na taką narrację, a Andyego uważam za najwybitniejszego piłkarza w nowożytnych dziejach BVB, ramię w ramię z Kohlerem (postać nieskazitelna dla każdego Schwarz-Gelbe) i Sammerem (a ten ciućmok to już niekoniecznie).

    Ale ja to ja. Marcio Amoroso pamiętam za 4 gole z Milanem, a nie za bycie dupkiem. Nie to że nie był, fakty są dla wszystkich takie same – po prostu każdy waży je inaczej.

    W mojej XI nie ma Kuby. Nie ma też Roberta ani Euzebiusza. Jest Łukasz i to to uważam za najbardziej wątpliwą decyzję, bo Stefana Reutera w pomocy w ogóle nie idzie upchać, a gdzieś by wypadało.

    Roman Weidenfeller – Łukasz Piszczek (sorki Stefan), Jürgen Kohler, Matthias Sammer (Mats Hummels, Christoph Metzelder, Julio Cesar), Jörg Heinrich (ale trzeba wspomnieć też o Dede i Martinie Kree) – Michael Zorc, Andy Möller, Manni Burgsmüller, Lars Ricken (Dieter Kurrat i Tomas Rosicky mogą się czuć nieco pokrzywdzeni, a Sebastian Kehl na pewno rozumie) – Alfred Preißler, Stephane Chaquisat (Heiko Herrlich, Karl-Heinz Riedle, Lothar Emerich, Friedhelm Konietzka, no rany koguta nie Robercik).

    Polubienie

  17. Ja chyba bym dał tak: Kwiatkowski – Piszczek, Kohler, Julio Cesar, Reuter (przecież można na drugą stronę, dałby radę) – Moeller, Sammer, Rosicky – Emmerich, Lewandowski, Chapuisat.
    Zastanawiałem się między Chapuisatem a Riedle, natomiast żadni tam przeciętniacy typu Burgsmueller czy Zorc, którzy jedyne co osiągneli to grali długo w klubie, kiedy był przeciętny i nabili bramek grając w ataku, nie mają u mnie szans.

    Polubienie

  18. Fajnie się czyta tą wymianę poglądów.
    @Kuba
    Był czas, ze Kuba nie tylko „robił różnicę”, ale nawet decydował o obliczu reprezentacji. Ale po kontuzji miał kilka lat zjazdu, w trakcie których rozmieniał się na drobne i co raz bardziej był dla niej obciążeniem.
    Natomiast moja kpina nie odnosiła się do Kuby, tylko do priorytetu jaki na dzień dobry otrzymał Santos…
    @popularność dyscyplin
    Oczywiście mamy różne gusty, funkcjonujemy w różnej czasoprzestrzeni, są dyscypliny które nas fascynują bo choćby amatorsko je uprawialiśmy, takie które fascynują naszych przyjaciół i najbliższych i oglądając je z nimi nie tylko je polubiliśmy, ale nawet o nich dyskutujemy.
    I wreszcie takie, które media i działacze nam wmawiają, ze są popularne bo kręcą na nich lody. Niektóre z nich faktycznie stają się popularne i gromadzą liczną (tym statystykom niespecjalnie ufam) widownię.

    Polubienie

  19. Zorc w latach 96-97 to był pierwszy skład. Preißler był czołowym zawodnikiem, wręcz architektem, pierwszych krajowych mistrzostw (56, 57).

    Manniego bronił nie będę, Twój argument wobec niego wydaje mi się słuszny.

    Nie pamiętam Reutera na lewej obronie za bardzo. Ale masz rację, pewnie byłby na tej pozycji – nawet gościnnie – bardziej na miejscu niż Dede czy Kree. Ale Heinrich? No nie wiem. Jörg był bardzo rzetelny z tyłu, bardzo konkretny z przodu, no i miał lewą nogę. Raczej nie był piłkarzem równie dobrym jak Reuter, ale jednak na swojej stronie lepszym, już Stefan na nieswojej.

    Nie myślałem o Kwiatkowskim, a przecież powinienem. Chyba zostanę jednak przy Romku – też mistrz świata, też trochę na niby, z równie iluzoryczną karierą reprezentacyjną, ale jakoś mam więcej sympatii. Dziwne że myślałem o Klosie, a o Kwiatkowskim nie.

    Polubienie

  20. @powtórki
    Doceniam powtórki w tv. Czasami chętnie je oglądam, zwłaszcza jak nie znam wyniku, lub wynik mnie tak zafrapował, ze chcę zobaczyć jak do niego doszło. Ale ostatnio telewizje co raz częściej raczą nas relacjami „na żywo” lub „premierami” meczów, które odbyły się kilka godzin lub nawet kilka dni wcześniej.
    Czasami daję się na to złapać i po chwili oglądania stwierdzam, ze relację już widziałem. Wtedy jestem na totalnym wk..wie, bo czuję się robiony w głupa.

    Polubienie

  21. Nie mój cyrki i małpy, ale przez słabość do gry niesztampowej typowałbym tego Riedle. Może nie jakiś ultragoleador, ale za te główki, z których czynił osobne dzieło sztuki miejsce by miał.

    Polubione przez 1 osoba

  22. Z tym plebiscytowym kluczem też trzeba uważać, ponieważ, o zgrozo, w poszczególnych krajach są poszczególne obostrzenia i zasady rządząc takowymi, nie ma uniwersalnego formatu. Bywa że sportowca roku wybiera grupa parunastu gryzipiórków, kierująca się wyłącznie swoim gustem i, zawsze absurdalnym, odcieniem sportowego snobizmu. Bywa też tak, że nie wszyscy są w grze, Brazylijski plebiscyt bierze pod uwagę wyłącznie sportowców których dyscypliny znajdują się w programie olimpijskim. I jakoś się tak złożyło, że plebiscytu nie wygrał żaden piłkarz. Nie ma też na to szans żaden przedstawicie bjj który ma bodaj status wręcz sportu narodowego.

    @gp
    „Ja wiem, że Polakcy nie cheąo tym pamiętać, ale kiedy Borussia wygrywała tytuły, to Błaszczykowski miał problem z miejscem w składzie, z którego na długie okresy wypychali go Reus i Goetze”

    XDDDDDDDDDD

    Sorki, ale to wręcz turbozabawne, zarzucając światu, tylko nadwiślańskiemu ale zawsze, braki w pamięci i wyskakując z Reausem, który, gdy Borussia Dortmund wygrywała tytuły, to grał w tej drugiej, z Gladbach xD

    Polubienie

  23. @twojastara
    No fakt, trochę Gaweł pomerdał, ojej. Ale tylko trochę, bo w sezonie z finałem LM to już Reus był (w odróżnieniu od jakiegokolwiek fajnego trofeum).

    A w ogóle że ten dortmundzki cyrk na kołach wywołuje tu tyle szumu to najwspanialsza rzecz, jaka mnie spotyka od około godziny (wtedy właśnie mój synek (5) usiadł z siostrzyczką (2) żeby nauczyć ja cyferek, tego nie przebijecie).

    Polubienie

  24. A nie zauważyliście, ze wczoraj Duńczycy dokonali rzeczy bez precedensu (przynajmniej tak to pamiętam) w sportach zespołowych … – po raz trzeci z rzędu zdobyli MŚ pokonując Francuzów. A wcześniej Hiszpania ugrała brąz ze Szwedami.
    Oba mecze oglądało się świetnie.
    P.S.
    Radość Koziołka w pełni podzielam… – zwłaszcza z „nauki cyferek”.

    Polubienie

  25. „Turniej jak najbardziej do wygrania dla Igi, ale ona niestety coraz częściej zaczyna przypominać Osakę.”

    ??? Pod jakim względem? Książki zaczęła pisać czy założyła swoją agencję menago? Bo skala obecności na korcie jakby diametralnie inna…

    Z tą Magdą to bym pragnął sprostować – tak, na miarę Polski to zrobiła super wynik (wyrównała najlepsze osiągnięcia w AO) i być może zasłużyła nawet na miano gwiazdy (nie mnie to rozstrzygać). Wypowiedziałem się w odniesieniu do światowego tenisa, na którym, niestety, wynik Magdy jakiegoś piorunującego wrażenia nie zrobił. Jasne, został dostrzeżony, ale już nie takie historie WTA ostatnio widziało (Raducanu case).

    Polubienie

  26. A kto pamięta jeszcze Petra Kordę?

    Trudno, aby pojedynczy wynik, jakikolwiek by nie był, spowodował cuda w obiektywnych mediach. My się za to możemy cieszyć i robić sobie nadzieje, a co będzie to czas pokaże.

    @alp
    W kontekście kosmicznych serii mam fun-fact z kobiecej piłki nożnej – na 5 ostatnich mundialach Amerykanki były na miejscu (chronologicznie) 3, 3, 2, 1, 1. Ta regularność jest niesamowita, ale w oczy też bije tendencja wzrostowa. Kosmos.

    Polubienie

  27. @XavrasW
    Mi nie przeszkadza, ze sportowcy darują nam tylko chwile, które ich cieszą…. – na np. Hingis nie można narzekać.

    Polubienie

  28. @alp
    Petr Korda zasłynął wygraną w Australian Open 98 i w sumie niewiele więcej. Ikoniczna supernowa tenisa, choć coś jednak pograł i taki Martin Verkerk, finalista Rolanda z 2003, nadawałby się na tego mema znacznie lepiej.

    Polubienie

  29. Co do krótkich karier, to przecież Ronaldinho na swoim szczycie był półtora roku, a „niezły” był mniej niż dekadę. No nie każdy będzie jak Messi i Cristiano wymiatał przez 20 lat. To nic złego.

    Polubienie

  30. @XAVRASW

    Przeca nie w tym rzecz, by szukać wszędzie podobieństw w skali mikron do mikrona.
    Chodzi o coraz częstsze gadanie o psychice i problemach z nią.

    Polubienie

  31. 2003 to w ogóle był rok wielkoszlemowych efemeryd, by wspomnieć Schüttlera.
    A bywali też Johansson, czy Baghdatis.

    Polubienie

  32. @antropoid

    Ale jest różnica pomiędzy gadaniem o psychice w kontekście promocji zdrowia psychicznego czy nawet wsparcia psychologicznego sportowców a robieniem z tego cyrku czy opery mydlanej przy każdej możliwej okazji, nie? Powiem Ci, że o ile Osaka na forach tenisowych jest już praktycznie wyłącznie przedmiotem drwin (ok, była, dopóki nie ogłosiła, że jest w ciąży – to trochę zmieniło perspektywę), o tyle o Idze w tym kontekście praktycznie się nie pisze – raczej wszyscy doceniają to jak sobie poukładała support psychologiczny i jakie dzięki temu wyniki wykręciła, bo nikt nie ma wątpliwości, że Abramowicz jest tych sukcesów niezbędnym składnikiem.

    Polubienie

  33. @koziołek
    Nie no, 3 lata Ronnie był kosmitą. Tbh w sezonie 09/10 też błyszczał, jak to Brazylijczycy, bo mundial(a Dunga i tak go nie zabrał). Generalnie my tu w Europie nie do końca przyjmujemy do wiadomości, jak luźne podeście do naszej klubowej mają Brazylijczycy. Messi jednak był mocniej związany z Barceloną, i przyjechał w młodszym wieku.

    @Chodzi o coraz częstsze gadanie o psychice i problemach z nią.
    Bo po co gadać o psychice i presji, jak można nie gadać.

    @Powiem Ci, że o ile Osaka na forach tenisowych jest już praktycznie wyłącznie przedmiotem drwin
    Dodatkowy powód by tam nie bywać.

    Polubienie

  34. W przypadku klubów to eurocentryzm jest jak powietrze. Jako nastolatek ze zdziwieniem się dowiedziałem, że na tamten moment drużyny amerykańskie więcej razy wygrywały Puchar Interkontynentalny, niż europejskie i patrzyłem z niedowierzaniem jak Sao Paulo lało tzw. wielki Milan, co i tak nie otrzeźwiło komentatorów. Odjazd tak naprawdę nastąpił dopiero w XXI wieku.
    Mimo tego kiedy się rozmawia o najlepszych klubowych zespołach XX, to raczej nikt nie wspomina np. o Santosie…

    @koziołek
    „Mniej niż dekadę” to do niedawna był normalny czas kariery piłkarskiej. Mało kto był na szczycie dłużej.

    Polubienie

  35. @xavrasw

    Nie chodzi mi o jakieś „robienie pośmiewiska”, tylko o to, że coraz częstsze głosy o problemach z psychiką w kontekście gry i wpływu na nią nie są dobrym sygnałem.

    Polubienie

  36. @antropoid

    Czy ja wiem? Ja uważam, że to generalnie dobrze, że ludzie, którzy mają wpływ na innych (albo przynajmniej mogą mieć) mówią otwartym tekstem o rzeczach związanych ze zdrowiem psychicznym. Jak patrzę na pokolenie swoich rodziców czy ludzi niewiele starszych, a nawet swoich rówieśników to przez nich wizyta u psychologa była często postrzegana jako obciach, a co najmniej jako coś co należy trzymać w głębokiej tajemnicy. O psychiatrze to już w ogóle nie ma co mówić. Mimo, że wychowywałem się w takim środowisku i przesiąkałem takimi postawami to wcale nie uważam, że to jest dobre podejście, bo tak jak każdy może zachorować na raka, tak samo każdy może zachorować na depresję, chorobę dwubiegunową czy inne choroby psychiczne albo mieć problemy lżejszej natury. Więc się cieszę, że nie jest już to temat tabu – moim zdaniem, nigdy nie powinien takim być.

    @twojastara

    Znowu muszę rozjaśnić sytuację: jadą/jechali po niej za to, że:
    1) jest part-time player, a ostatni rok to już w ogóle half-retirement – dla mnie to nie ma jakiegoś specjalnego znaczenia, ale mogę zrozumieć, że hardcorowi fani dyscypliny chcieliby jednak widzieć gwiazdy zaangażowane w jej rozwój – o Naomi jednak nie da się powiedzieć, że jest zaangażowana w rozwój damskiego tenisa
    2) za każdym razem, gdy słyszeliśmy o problemach psychicznych Naomi to był to istny cyrk z 2 highlightami w postaci: a) rozpłakania się na konferencji na RG, odmowy uczestnictwa w kolejnych i w następstwie rezygnacji z turnieju oraz b) słynnego już proszenia sędziego o mikrofon na IW, bo ktoś z trybun krzyknął „Naomi sucks” – finał jak w pierwszym przypadku.
    Sorry, ale dla mnie to też nie jest poważne podejście do problemu. Ja rozumiem, że laska może mieć kiepską konstrukcję psychiczną, ale to nie tak się powinno rozwiązywać takie problemy jak się jest współczesną gwiazdą sportu. Bardziej wygląda to na budowanie własnej marki/własnego story na bazie problemów ze zdrowiem psychicznym (notabene jeśli dla kogoś jest ona przykładem to raczej na to jak nie powinno się zarządzać swoim zdrowiem psychicznym) aniżeli jako autentyczna próba zwrócenia uwagi na problem i pokazania w jaki sposób należy go zmanage’ować. Suma sumarum – jak każde fora tak samo i te mają w sobie sporo syfu, ale akurat sytuacja związaną z jechaniem po Osace nie jest taka czarno-biała jak mogłaby się wydawać.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s