Czego Manchester United nie ukradnie Ajaxowi Amsterdam

Kogo pociąga ekstremalna turystyka futbolowa, powinien czym prędzej odwiedzić to miasto, w przewodnikach rekomendowane rzadko. Właśnie w Manchesterze urządzili się bowiem obrzydliwie bogaci właściciele klubów, którzy mieszkają na przeciwległych krańcach skali – przylecieli z odległych cywilizacji, mają radykalnie odmienne cele. City należy do inwestorów (z Bliskiego Wschodu) gotowych wydać dowolną kwotę i ponieść dowolną finansową stratę, by osiągnąć pożądany wynik sportowy, natomiast United przejęli macherzy (z dalekiego zachodu) gotowi znosić wszelkie beznadziejne wyniki sportowe, o ile interes nie przestanie produkować pieniędzy.

Ci pierwsi od dawna realizują przemyślaną, spójną wizję prowadzącą ku masowemu zwyciężaniu. Nie znają się na piłce nożnej, więc konsekwentnie wyrysowywali u siebie kopię FC Barcelony z czasów, gdy ta wyznaczała trendy – wzięli sobie na dyrektorów Txikiego Begiristaina oraz Ferrana Soriano, cierpliwie czekali na Pepa Guardiolę, temu ostatniemu pozwalają stwarzać w klubie autorski wszechświat w już szóstym kolejnym sezonie, a kataloński trener odwdzięcza się kolekcjonowaniem trofeów. I oszałamiającym stylem gry.

Właściciele Manchesteru United też podążają za precyzyjnym planem, ale prowadzącym ku masowemu zarabianiu. Zarządzanie klubem oddali specjalistom od produkowania pieniędzy i tolerują każde sportowe niepowodzenie, jeśli niepowodzenie nie blokuje biznesowego rozwoju przedsiębiorstwa – satysfakcjonujące minimum stanowi wgramolenie się do Ligi Mistrzów, czyli czwarte miejsce w angielskiej Premier League. Każdy fan „Czerwonych Diabłów” od lat oswajał się z tą paranoją: piłkarze kopali byle jak, ale zarząd był zadowolony, bo departament marketingu podpisywał kolejne (często pod wieloma względami pionierskie) komercyjne kontrakty z wytwórcami opon albo hydrauliki łazienkowej, bo Paul Pogba przyciągnął do klubowych mediów społecznościowych miliony jego młodocianych followersów i jego wygibasy pobiły branżowe rekordy kliknięć, bo powrót Cristiano Ronaldo to już w ogóle orgazm, zostaniemy cesarzami Instagrama, sypniemy wam w oczy górą lajków wyższą niż Czomolungma. Interes się kręci. Niech sobie City rozwija imperium sportowe, my wzmacniamy biznesowe.

Dlatego szefostwu United łatwo przychodziło znoszenie Ole-Gunnara Solskjaera. Jeśli zapomnimy o gaworzeniu o klubowym DNA, Norweg coraz słabiej pasował do zebranego na Old Trafford gwiazdozbioru – zlatywali tam hurtowo doświadczeni nałogowcy od wygrywania w typie Raphaela Varane’a i młode talenciaki w typie dryblera Jadona Sancho, a kierował nimi trener, który nigdy nie zasugerował, że drzemie w nim duży lider lub przynajmniej przyzwoity taktyk. Nikt też go raczej nie pytał, czy życzy sobie akurat tych transferów, które mu sprezentowano. Trwał jednak Solskjaer na stanowisku i trwał, wyleciał dopiero teraz, gdy rozlazła drużyna zaczęła dryfować ku środkowi tabeli, niebezpiecznie oddalając się od czwartego miejsca w Premier League – wspomnianego minimum niezbędnego ze względów biznesowych, pozwalającego utrzymywać się w Lidze Mistrzów, w której zresztą ostatnio Manchester też stale chybocze się na krawędzi (u siebie przegrywał z Atalantą 0:2, w rewanżu ocalił remis w doliczonym czasie gry). Innymi słowy, ekipa z Old Trafford uporczywie poleruje wizerunek najbardziej klęskowego klubu w finansowej elicie. Nikt nie wydaje na piłkarzy tak wiele, by wygrywać tak niewiele.

Kiedy degrengolada doglądanego przez Solskjaera bajzlu postępowała, inny angielski klub, Newcastle, został przejęty przez wysłanników następcy tronu Arabii Saudyjskiej, budzących instynktowne skojarzenia z właścicielami tamtej silniejszej drużyny z Manchesteru – oczywiście ze względu na geograficzną bliskość, inwestorzy z City pochodzą ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Po sfinalizowaniu transakcji natychmiast zacząłem zastanawiać się, gdzie musieliby spojrzeć kolejni egzotyczni goście Premier League, gdyby chcieli skopiować strategię wirującą wokół wizji Guardioli, czyli przeprowadzić drenaż mózgów z jednego konkretnego miejsca i przenieść do siebie całą wcielaną gdzie indziej, przepraszam za określenie, filozofię futbolu.

Odpowiedź jest oczywista, nawet jedynie słuszna. Wszyscy przecież patrzyliśmy rozanieleni, co wyprawiali przed trzema laty w Lidze Mistrzów piłkarze Ajaxu Amsterdam – byli piękni i młodzi, nie okazywali respektu nikomu, uprawiali futbol nowoczesny i bezkompromisowy, wielobramkowe karnawały urządzali sobie na stadionach Realu Madryt i Juventusu, sekundy dzieliły ich od awansu do finału.

Potentaci odpowiedzieli wówczas naturalnym odruchem, rzucili się do wyjmowania amsterdamskich klejnotów. Pokonani turyńczycy wzięli Mathijsa De Ligta, Barcelona podebrała Frenkiego De Jonga, Manchester United postawił na Donny’ego van de Beeka, Chelsea przechwyciła Hakima Ziyecha. Dzięki tym oraz kilku pomniejszym transferom Ajax od tamtej pory zarobił na sprzedaży zawodników 361 mln euro, a na zakupy nowych wydał ledwie 141 mln. Drużyna została rozebrana, w dwóch kolejnych edycjach Ligi Mistrzów nie przetrwała fazy grupowej i wydawało się, że powtórzy los wielu niebogatych, które podziwiamy świadomi bezlitosnego paradoksu – im efektowniej wygrywają, tym krócej istnieją, każdym swoim sukcesem zbliżają się do klęski. Aż wstała bieżąca jesień, w trakcie której z każdym tygodniem Ajax dostarcza coraz więcej powodów, by sądzić, że wrócił jeszcze silniejszy. Rozprawia się ze wszystkimi zarówno w lidze holenderskiej (oszałamiający stosunek bramkowy 42-2), jak i Lidze Mistrzów, a w swoim najnowszym wydaniu zabójczą ofensywę zdołał połączyć z czujną, imponująco szczelną defensywą. Według szefów klubu trochę pomogły okoliczności pandemiczne, bo plądrująca szatnię konkurencja musiała wydawać pieniądze nieco ostrożniej, ale hołdy należą się przede wszystkim Erikowi Ten Hagowi, a także Marcowi Overmarsowi i Edwinowi van der Sarowi, którzy zajmują się w Amsterdamie tym, za co w Manchesterze City odpowiada tercet kataloński – Guardiola, Begiristain, Soriano. Holenderski trener wraz z holenderskimi dyrektorami udowodnili, że tamten urzekający sezon nie spadł im z nieba dzięki przypadkowemu złowieniu/wyszkoleniu pojedynczego genialnego pokolenia – zdołali sukces powtórzyć, zdemontowaną superdrużynę zastąpili kolejną superdrużyną.

Oczywiście nie tylko ja krążyłem myślami wokół Ajaxu, wkrótce w sportowych serwisach mignęły mi plotki, że Newcastle zasadza się na dyrektora Overmarsa. Ale dzisiaj czytałem już w kilku miejscach, że szefowie Manchesteru United zerkają na trenera Ten Haga – argumentami chwilowo dysponują być może atrakcyjniejszymi niż bonzowie saudyjscy, bo ich drużyna nie wygrywa w lidze angielskiej wcale, leży na dnie tabeli i poważnie grozi jej degradacja. Z upadłego Old Trafford mimo wszystko ciut bliżej do europejskiej czołówki.

Gdyby więc sąsiedzi Manchesteru City znienacka poszli po rozum do głowy, mogliby zorganizować w mieście efektowne sportowe igrzyska, które zaintrygowałoby wszystkich miłośników niebanalnych futbolowych fabuł i wojen umysłów. Może nawet oglądalibyśmy derby, o jakich nie śniło się filozofom, zaczytując się przy okazji we wspomnieniach bohaterów – toż Ten Hag prowadził rezerwy Bayernu, gdy w Monachium pracował Guardiola, i ponoć przez dwa sezony studiował metodę sławniejszego kolegi po fachu tak pilnie, że nie opuścił prawie żadnej sesji treningowej!

Spokojnie, to wszystko się nie wydarzy. Gdybym zresztą ja decydował o losach naszej planety, zostawiłbym amsterdamskie trio w obecnym klubie na dłużej, przynajmniej na dekadę – i czekałbym na ich triumf w Lidze Mistrzów ze spokojem człowieka, który wie, że skoro trwa ciemna noc, to zaraz wzejdzie słońce, taka nieuchronność praw przyrody. Ale władzy nie mam. Ich trwanie w Ajaxie to też scenariusz nierealny.

26 myśli na temat “Czego Manchester United nie ukradnie Ajaxowi Amsterdam

  1. Ajax to miłość mojego dzieciństwa, niestety nigdy nie mogłem się pogodzić, że najlepsi piłkarze odchodzą do najlepszych. Obecny Ajax może zajść wysoko, dopóki nie odejdzie Antony, Alvarez ..

    Polubienie

  2. Za to w lidze francuskiej bez zmian. Kolejny mecz przerwany (tym razem obu Olimpii) po kibolskim incydencie. Od 3 minuty kibice przez ponad 90 minut mogli oglądać pusty trawnik. A Związek i kluby nadal maja to gdzieś…

    Polubienie

  3. No, jeśli takie towarzystwo będzie sobie Kulesza dokooptowywał do PZPNowskich gremiów (w sumie nietrudno było się tego spodziewać), to na żaden rozwój obecnego biedafutbolu nie ma co w Polsce liczyć.
    Najwyżej na napychanie sobie kieszeni przez sakiewiczów i innych nigdy nienasyconych pisowskich miernot.

    Polubienie

  4. @Alp
    korzenie sięgają głębiej niż tylko PRL-u (rozumiem, że o to Ci chodziło). W II RP było podobnie. Oficerowie z sanacyjnej elity pchali się wszędzie, do każdej instytucji, rady nadzorczej, przedsiębiorstwa i federacje sportowe oraz kluby nie były tu wyjątkiem. Polityka centralnego planowania bardzo ułatwiała zawłaszczanie kolejnych sfer życia (nie mówiąc już o przekonaniu samych oficerów, że skoro kierowali czymś większym niż plutonem to dadzą radę wszędzie) i była też prowadzona na odcinku sportowym. Kluby chcąc bądź nie, włączały oficerów do zarządu, bo to się opłacało w kontaktach z władzą. Od połowy lat 30-tych centralizacja sportu była już na tyle rozkręcona, że zaczął obowiązywać zakaz wstępowania młodzieży szkolnej do klubów. Wojskowi chcieli zachować całkowitą kontrolę nad wychowaniem młodzieży więc sport miał być uczony w szkołach. Jednak większość szkół w kraju nie miała żadnej infrastruktury sportowej, ilość lekcji w-fu malała a nauczyciele w-fu nie mieli kompetencji do nauczania konkretnych dyscyplin sportu. No ale było przekonanie, że siła woli itp. To doprowadziło do ostrego konfliktu klubów z rządem, w sejmie były dramatyczne przemowy o upadku sportu, ale kto by słuchał, wojskowi po wojskowemu urządzali kraj. I urządzili…

    Polubienie

  5. @Greedoo
    „Nie matura, lecz chęć szczera…” – dla mnie „bolszewia” to rządy głupców, metoda sprawowania władzy gdzie kompetencje zastępuje gorliwość organizacyjna, bez względu na ideologiczne przekonania. Może być lewicowa, prawicowa, katolicka lub ateistyczna, a nawet nijaka. Jej cechą charakterystyczną jest lizodupstwo zastępujące wiedzę, kompetencje i umiejętności.

    Polubienie

  6. @greedo
    moim cichym marzeniem jest by zdechło niczym nie poparte a powszechne przeświadczenie, że centralizacja fszystkiego rzekomo poprawia zarządzanie.

    Polubienie

  7. Bayern wygrał, Lewandowski z kapitalną bramką (nadal w grze o kolejny „medialny rekord”), a teraz czas na Benfica-Barcelona… – jeżeli Barcelona ma odpaść z LM w fazie grupowej, to muszę to zobaczyć.

    Polubienie

  8. @alp
    W następnej kolejce musisz oglądać jednym okiem, jak Bayern wygrywa z Barcą, a drugim jak Benfica wygrywa z Dynamem – inaczej przegapisz.

    Juventus ma szczęście, że jest Legia, bo inaczej zostałby Legią sezonu 21/22. Zabawniejsze pytanie to kto zostanie Maradoną sezonu, jeśli Napoli wykorzysta sytuację (ale jesteśmy patriotyczni i wolno odpowiadać tylko, że Zieliński).

    Polubienie

  9. @Koziołek
    Zasugerował mnie jakiś przedmeczowy komentarz o rozstrzygnięciu już w tej kolejce, ale scenariusz, który bierzesz pod uwagę nie wydaje mi się niemożliwy.
    Natomiast nie potrafię skumać jak drużyna z taką przewagą umiejętności piłkarskich, rozegrania piłki nie potrafi tego przełożyć na efektywność. Barcelonie chyba jest potrzebny Zidane albo Klopp?

    Polubienie

  10. A co to za sensacja, jeśli taka Barcelona nie wyjdzie z grupy. Zdemolowali co się dało, powyrywali sobie zęby – klasyczna zależność przyczynowo skutkowa.
    Meczą się przecież nawet z przeciętniakami z PD.

    Polubienie

  11. @alp
    Ja mam wrażenie, że najbardziej tam potrzeba wiary, że to się da na nowo poukładać. Ta wiara pewnie przyjdzie wraz z pierwszymi dobrymi meczami pod wodzą Xaviego… jeśli takowe nadejdą.

    Tymczasem najzabawniejsza drużyna roku, według jak zwykle nieomylnych doniesień prasowych, pragnie zatrudnić Jerzego Brzęczka (info z wczoraj) lub Paolo Sousę (sensacja z dziś). Już jutro rozmowy z Nawałką, pojutrze z Fornalikiem, a po weekendzie to już chyba Antoni Piechniczek lub Leo Beenhakker. Ten ostatni pewnie w duecie z Grzegorzem Latą, żeby śmiech dotarł do drugiej ligi wciąż głośny i normalnością niezmącony.

    Polubienie

  12. @Barca
    Gdyby Seferović nie spartoli w końcówce, w zasadzie byłoby na 99% przyklepane, tak Barcelona może mieć nadzieję że grający o parę groszy Bayern wyśle drugi skład.

    Jeżeli idzie o kulturę gry w Katalonii, ona ma się jakoś tam do 30 metra od bramki rywala, potem jest problem i nic dziwnego, skoro zamieniamy atak z Messim, na atak z Luukiem de Jongiem.

    Xavi cudu raczej z miejsca nie zrobi, to jest generalnie mocna niewiadoma, patrząc jak radzili sobie z trenerką wybitni pomocnicy hajpowani przez dziennikarzy (Lampard, Pirlo) jako turbo-inteligentni, oraz taki na każdym kroku deprecjonowany(Zizou) może lepiej jakby Xaviego od wstępu mieli smarować?

    @Koziołek
    TBH Juventus ma o cały jeden punkt większą stratę do lidera od Barcelony(mając jednocześnie punkcik wincyj od FCB przy tej samej ilości kolejek), a z grupy LM już wyszedł, więc nie wiem czy kompetycja o miejsce za Legią nie jest nieco bardziej zacięta 🙂

    Zaskakująco długo utrzymują się za to ploty o Paszpunie, mimo wszystko to chłop z Warszawy, choć szkoda byłby go na Legię, przynajmniej jej obecną inkarnację pod względem zarządzania. No wejdzie, ogarnie na wiosnę, może PP nawet wygra, wywalą go za rok i tyle.

    Polubienie

  13. Ten pan z Częstochowy jest chyba zbyt inteligentny, by brać teraz Legię, choć szczerze mówiąc tyle się znam co rogów mam. W ogóle mam wrażenie, że jest zbyt inteligentny, by brać Legię Mioduskiego. To jest beznadziejna robota – szef nie za bystry, za to wymądrza się jak Einstein, a oczekiwania to mniej więcej wszystko wygrać, więc jak wszystko wygrasz to jesteś na zero. Z punktu planowania kariery to raczej złoty strzał prosto w żyłę, więc robotę weźmie taki, co mu wszystko jedno (Brzęczek? Ktoś liczący na ostatni duży kontrakt) lub taki, co nie wie (anon z zagranicy w typie Sa Pinto, co zanim jedną rzecz sprawdzi to trzy zrobi).

    Polubienie

  14. @Manchester
    Tak jak pisałem tu wielokrotnie, Solskjear od dawna powinien zostać wymieniony. Być może faktycznie był trzymany, bo minimalizm gwarantował, ale w przypadku dużych marek to wcześniej czy później obróci się na niekorzyść. Pierwsze spotkanie po zwolnieniu Norwega już sugeruje, że gorzej nie będzie.

    Ten Haag w United? Jakieś powody dlaczego miałby opuścić spokojny Amsterdam dla ciężkiej sytuacji w Manchesterze? Ani nie dostanie funduszy Guardioli z niebieskiej części miasta, ani też sam nie ma podobnej renomy, aby przetrwać pierwsze kryzysy.

    @Barcelona
    Odpadnięcie z grupy jakąś sensacją nie jest. „Tutaj nawet nie trzeba marnej dyspozycji, aby Liverpool czy Atletico oglądało plecy Milanu. Też bym dał więcej procent Lipskowi i jednak Benfice. Zresztą ciężko się nie zgodzić”. Tym bardziej dziwne to nie jest, gdy rozmawiamy o siódmej ekipie ligowej.

    Czy Xavi wykonuje robotę? Ciężko powiedzieć, ale pierwszy raz od dawien dawna widać jakiś wzór drużyny:

    Farta też ma, bo i z Espanyolem i z Benficą mogło się skończyć gorzej (tak a propos przypomnianego Zidane’a).

    Jeżeli mówimy o zamianie z Messiego to na bezbarwnego i o kilka klas słabszego Depaya. Wszak maskotki drużyny w stylu Boatenga czy Braithwaite’a na Camp Nou już jakiś czas biegają.

    Polubienie

  15. @barcelona
    Jeśli chodzi o mental, to chyba nie ma dla Barcelony lepszej drogi, niż mozolne odbudowywanie się w Lidze Europy. Jest to lepszy scenariusz niż wpiernicz w marcu w LM.

    @alp
    Zapomniałeś dodać na początku „drogi pamiętniczku”… Sorry, że personalnie, ale Twoje sprawozdania sprzed telewizora nie są tym, po co się tutaj zagląda. Kiedyś miałeś więcej spostrzeżeń. I to takich nawet dobrych 😉

    Polubienie

  16. btw Panie Rafale, proszę nie lekceważyć Nepo, ja rozumiem że wszyscy zajarali się Firouzja i nie bez przyczyn, ale IMO Magnus ma przed sobą najtrudniejszego przeciwnika dotąd w mistrzowskich obronach, chłop rozłożył konkurencję w kandydatach bardzo przekonująco i jednak ma pozytywny bilans z Norwegiem.

    Polubienie

  17. Piękne baraże wyszły, z uśmiechem wspominam turbopanike post-węgierską, no bo po co policzyć oddsy 🙂

    niemniej że Portugalia-Włochy w jednej grupce, to dobry highroll, ostatni mistrzowie Europy, o mundial 🙂

    Polubienie

  18. Wylosowaliśmy fatalnie… – w przypadku awansu uciecha umiarkowana (bardziej z awansu niż z pokonania rywali), ale przegrana to będzie katastrofa (już słyszę/widzę ten kociokwik piłkarskich turbopatriotów).
    P.S.
    Portugalia-Włochy muszę zobaczyć! W innych meczach też będzie się działo.

    Polubienie

  19. @alp
    „już słyszę/widzę ten kociokwik piłkarskich turbopatriotów”

    Oni zawsze znajdą powód do kwiku, IMO sympatyczne losowanie, awans do wywalczenia, nie ma spisania na straty. A przy gorszym losowaniu miałbyś kociokwik już teraz „widzisz pAnie ZoułZa coś pan narobił temi Wungramii”

    @tomo
    irytuje jak wchodzisz w tryb lecenia w wuja, doskonale wiesz iż odnosiłem się do narodowej dramy i wszędy wyrażonej KONIECZNOŚCI trafienia na Portugalię czy Włochy, jaka rzekomo miała zapaść, po wpadce z Węgrami.

    Oczywiście to nie jest awans za friko, ja też Rosji i Czechów bym nie lekceważył, IMO każdy poza Macedonią i Turcją ma sensowne szanse zameldowania się na mundialu.

    Polubienie

  20. Sądzę, że tu nie chodziło o Włochów czy Portugalczyków, a o trudniejszych rywali i grę na wyjeździe w pierwszym spotkaniu. Byłbym daleki od stwierdzenia, że turbopanika po spotkaniu z Węgrami jest już nieuzasadniona. Statystycznie wiadomo jaki mamy bilans na Narodowym i jaki bilans na wyjeździe w Rosji.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s