14. skok Zlatana

Słyszysz: Paris Saint Germain, myślisz: Ibrahimović. Słyszysz: Ibrahimović, myślisz: genialny artysta, który wprawia Europę w uniesienie, ale nie umie jej podbić.

Teoretycznie nie wypada redukować do pojedynczego solisty supergrupy, którą tworzą gwiazdy wykradzione z włoskiej Serie A, na czele z Thiago Silvą – już chyba bezspornie najlepszym obrońcą świata. Jak jednak oprzeć się współczesnemu środkowemu napastnikowi, być może nie najwybitniejszemu, lecz najbardziej błyskotliwemu, natchnionemu, osobnemu?

„Piłkarz z YouTube’a” to pogardliwe określenie rzekomego wirtuoza, który urzeka tylko na umiejętnie zmontowanych wideo – zawierającymi udane, niekiedy wręcz bajeczne zagrania wyłuskane z bezliku byle jakich. Ibrahimovicia można by nazwać piłkarzem z YouTube’a z zupełnie innych powodów – niemal w każdym meczu wyczarowuje kopnięcia lub muśnięcia piłki, na jakie nie stać nikogo innego. Z braku umiejętności, wyobraźni albo predyspozycji atletycznych. Tylko Szwed łączy zwalistą sylwetkę z baletową lekkością ruchów i skłonnością do wymyślania rozwiązań nie z tej Ziemi, dlatego czasem wbije gola z przewrotki wykonanej 30 metrów od bramki, innym razem użyje swojej ulubionej pięty (najchętniej na wysokościach drugiego piętra), ewentualnie odpali rakietę z rzutu wolnego. Nie strzela najczęściej, ale strzela niepodrabialnie.

Tylko ta chroniczna niezdolność do zdobycia jakiegokolwiek poważnego międzynarodowego trofeum… Przede wszystkim – Pucharu Europy, świętego Graala klubowego futbolu, bez którego pełnego spełnienia nie osiągnie żaden wybitny gracz. Przewędrował już Ibrahimović przez ligę holenderską, włoską, hiszpańską i francuską, wszędzie zdobywał mistrzostwo kraju (gdyby nie afera Calciopoli uzbierałby ich 10 w minionych 12 sezonach, właśnie zmierza po kolejne), niemal wszędzie rozbłyskiwał na najjaśniejszą gwiazdę. Ale LM sprawia wrażenie stworzonej, by go prześladować, i to wyjątkowo okrutnie. Kiedy zajrzał do Barcelony Pepa Guardioli, to akurat na sezon pomiędzy oboma zwycięskimi. Kiedy opuścił Inter, to Inter natychmiast wygrał wszystko. Kiedy zaciągnął się do Milanu, to dopiero wtedy, gdy ten wyspecjalizowany w europejskich pucharach klub zszedł w fazę schyłkową.

Nie ma nikogo innego, kto próbuje tak długo, a osiągnął tak niewiele. Odkąd Ibrahimović porzucił Szwecję, zamierza się na Champions League sezon w sezon – to jego 14. edycja z rzędu. Dorobek? Jeden marny półfinał.

Chelsea, z którą dziś zagra, zmierza po swój siódmy w erze Abramowicza. José Mourinho też sięga przynajmniej tego pułapu niemal wszędzie, gdzie rządzi – w Porto, Chelsea, Interze, Realu. Ale jego aktualni piłkarze zachowują się czasem, jakby uwierzyli w uporczywe zapewnienia trenera, że brakuje im dojrzałości. Miewają chwile słabości dla drużyn Mourinho raczej nietypowe. A Zlatan po trzydziestce odleciał. Gra piękniej i skuteczniej (40 gole w 42 meczach sezonu) niż kiedykolwiek, rozszerzył repertuar o przygotowywanie ataków innym, w klubie go nie tyle akceptują jako lidera, ile czczą. Nic dziwnego, wystarczy zerknąć na kilka jego boiskowych dzieł, by uznać za niepojęte, że nigdy nie doskoczył do podium plebiscytu Złota Piłka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s